sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 25: "Tajemnica"

Przepraszam, że na rozdział musieliście czekać aż trzy tygodnie, ale miałam trochę spraw do pozałatwiania. Teraz już jest, a więc jeszcze raz PRZEPRASZAM. Ogarnijcie to --->
ZAPRASZAM w dół:

"I choć to w mroku
kryją się potwory, 
to dzień wcale nie trzyma 
z daleka naszych strachów"

- A gdzie Hermiona? - krzyknął Ron do Harry'ego, który stał parę metrów dalej i pomagał pakować kilka niezbędnych rzeczy do torby Luny.
- Nie wiem. Nie mamy czasu jej szukać - odkrzyknął. - Wiedziała kiedy wyruszamy, a jej tu nie ma. Więc idziemy bez niej.
- Harry! Przecież wiesz, że ona nie jest taka! Byłaby tu, więc coś musiało się stać. Trzeba jej poszukać! - upierał się.
- Ron nie mamy czasu! - chłopak skończył zapinać torbę i podszedł do rudzielca. - Ruszamy natychmiast. - Przez chwilę przyjaciele patrzyli sobie w oczy, ale po chwili Harry odwrócił się i zwrócił do reszty. - Uwaga! - wszystkie twarze zwróciły się w jego stronę. - Ci, którzy jeszcze mają tyle odwagi, za mną. - Harry wyszedł na główny plac Hogwartu, a uczniowie podążyli za nim. - Gotowi? - zapytał łapiąc za rękę Lunę, która stała obok niego. Blondynka złapała kolejną osobę i już po chwili wszyscy stali w kółku, trzymając się za ręce. - Pamiętajcie... wszyscy trzymamy się razem i niech nikt z was nie zgrywa bohatera. Plan jest prosty. Atakujemy z zaskoczenia i pomagamy naszym. Macie się nawzajem bronić. To nie będzie jakaś marna zabawa. Walczymy o życie naszych przyjaciół i o swoje własne. Voldemort nie cofnie się przed niczym, żeby wygrać. Nie ufajcie nikomu, kto nie będzie znał hasła. Neville... przypomnij wszystkim jakie jest hasło.
- Biały goblin - oznajmił chłopak.
- Dobrze. Czy wszyscy to zapamiętali? - uczniowie przytaknęli głowami. - I jeszcze jedno... Za wszelką cenę macie ratować życie naszych przyjaciół i swoje. Nie uczono nas zaklęć śmiertelnych, ponieważ to zakazane, ale w tej sytuacji...
- Harry... - powiedział Ron na znak, że zostało im mało czasu. Wybraniec skinął głową.
- Niech nikt się nie waha. Macie przeżyć. Czy to jest jasne?!
- Tak! - wykrzyknęli i pokiwali głowami.
- Zaczynamy...

Siedemdziesięcioro czterech uczniów tworzyło nierówny krąg, trzymając się za ręce. Większość z nich wiedziała, że po raz ostatni widzi się w takim składzie. Większość z nich nie miała gwarancji, że przeżyje, a jednak wchodzili w to. Nie myśleli jednak o śmierci. Po głowach chodziła im tylko zemsta i troska o przyjaciół... Był ponury, szary dzień. Zamiast śniegu, w okół było tylko błoto i wilgoć. Czarne chmury zwiastowały szybkie nadejście burzy. Wiatr zbierał siły, aby ostatecznie zniszczyć wszystko, co spotka na swojej drodze. Na głównym placu w Hogwarcie nie było już nikogo. Zostały jeszcze tylko ciche szepty, błąkające się pomiędzy murami.  Blada twarz przyglądała się temu zza jednego z okien zakazanego piętra. Chłopak wyglądał jak trup, ale nie za bardzo zwracał na to uwagę. Po chwili on także zniknął zostawiając w pomieszczeniu bezbronną, rudowłosą dziewczynę, która nieprzytomna leżała na ziemi.

Hermiona nie miała pojęcia ile czasu minęło odkąd Simon... to znaczy Saitan zostawił ją tutaj, ale kiedy się obudziła, była już ciemna noc. W pomieszczeniu paliły się magicznie zapalone pochodnie, a ona leżała na zimnej podłodze ze związanymi nogami i rękoma. Przez chwilę pomyślała, że nie jest sama i ktoś stoi w rogu pokoju, ale na szczęście uświadomiła sobie, że to był tylko cień. Chociaż bardzo próbowała, nie dała rady się uwolnić. Była opadnięta z sił, lecz cały czas rozpaczliwie myślała jak się wydostać i pomóc przyjaciołom. Nawet nie wiedziała czy jeszcze żyją. Pewnie musiało minąć z kilka dobrych godzin, od kiedy wyruszyli na wojnę. Miała żal do Harry'ego, że nie poczekał na nią, albo nie szukał jej. Chociaż może szukał, ale nie znalazł. No bo w końcu kto by pomyślał, że będzie akurat tu, na zakazanym piętrze. Że też byłam taka głupia i nie domyśliłam się, że coś jest nie tak z tym całym Simonem - myślała. Miała tylko nadzieję, że ktoś mimo wszystko stchórzył i został w Hogwarcie i jakimś cudem wybierze się na przechadzkę na zakazane piętro i ją uwolni. Oh... co za absurd. Była zdana tylko na siebie. Myśl Hermiona, myśl! Co mogłabyś zrobić. Czytałaś przecież gdzieś jak się uwalniać z takich sytuacji, ale to było w pierwszej klasie. Hm... jakie mam opcje. Mogłabym jakoś się podczołgać do drzwi, ale bez różdżki nie dam rady ich otworzyć. I nagle jak na zawołanie coś zaczęło się dziać z drzwiami. Ktoś je otwierał z drugiej strony. Simon! - pomyślała, lecz to co zobaczyła zdziwiło ją. Na widok osoby stojącej w drzwiach ucieszyła się tak, jak jeszcze nigdy dotąd.
- Droco!!! - zawołała.
- Tu jesteś! - chłopak podszedł do niej i szybko przeciął sznury, którymi była związana. Kiedy pomógł jej wstać, rzuciła się mu na szyję. Na początku trochę się zdziwił, ale zaraz odwzajemnił uścisk i objął ją bardziej.


W końcu dziewczyna się odsunęła i spojrzała na niego.
- Skąd wiedziałeś? - zapytała.
 - Mapa Huncwotów - odparł. - Znalazłem ją w waszym dormitorium.


- Musimy, musimy iść - powiedziała wymijając go.
- Hermi zaczekaj! - krzyknął podążając za nią, lecz ta nie zwolniła. Zmierzała na parter.
- Musimy pomóc pozostałym. Mogą potrzebować pomocy.
- Co?! - zdziwił się. - Chyba nie zamierzasz iść teraz na wojnę?
- Żartujesz? - stanęła i odwróciła w jego stronę.
- Nie możesz tam iść.
- Dlaczego? Powinnam już tam dawno być!
- Zginęłabyś! A jeśli tam teraz pójdziesz to zginiesz natychmiast! - w końcu dotarł do niej i teraz stał przed dziewczyną w jednym z zachodnich korytarzu zamku.
- Czy ty naprawdę myślisz, że ja będę tu siedzieć jak tchórz i czekać na wyniki wojny?
- Panna Granger ma rację - rozległ się znajomy głos za nimi. Obydwoje odwrócili się napięcie i ujrzeli Dumbledora, McGonagall, Hagrida i resztę nauczycieli. - Musimy ruszać - mówił dyrektor. - Przepraszamy za naszą chwilową niedyspozycję, ale jesteśmy i nie będziemy bezczynnie siedzieć, gdy nasi uczniowie walczą o wolność całego świata. Śmierciożercy robią co chcą w świecie mugoli. Już nigdy nie będzie tak samo. Mugole wiedzą o nas i nie da się tego cofnąć. Teraz jedynie możemy walczyć o nas i naszych przyjaciół. O pozostałości po świecie magii. Pytanie czy idziecie z nami?
-  W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca... - zacytowała  Hermi - Paulo Coelho.
Dumbledore uśmiechnął się przyjaźnie.
- Jeden z moich ulubionych pisarzy...  A więc bierzmy się do roboty.

Kto by pomyślał, że nasza szkoła posiada piwnice, które kryją w sobie tyle tajemnic. Dowiedziałam się, że w katakumbach naszej szkoły (no właśnie... mamy katakumby???! ) znajduje się 11 cel, a w każdej z nich mamy rzeczy, które nie śniły się nam w najgorszych koszmarach. W pierwszej celi siedziały trupy. Tak... TRUPY. Kiedy poczuliśmy ten zgniły odór, zachciało mi się wymiotować, jednak jakoś to przetrzymałam. Najgorsze było to, że kiedy dyrektor wypowiedział jakieś nieznane mi dotąd zaklęcie, one ożyły! FUJ! Niektóre błąkały się jeszcze po swojej celi w poszukiwaniu własnych głów, rąk i innych części ciała, o których raczej nie chcę wiedzieć. Te, które były już w całości wyszły z rozkazu Dumbledora na powierzchnie, gdzie miały na nas czekać. Po tym przeżyciu nie byłam taka pewna, czy chcę iść dalej. Jednak nic nie mówiąc podążałam za resztą. W drugiej celi były trójgłowe psy, takie, jakie znalazłam z Harry'm i Ronem kiedy byliśmy w pierwszej klasie. Było ich około ośmiu... tak zgaduje. Słyszałam jak dyrektor wydaje im polecenia. Usłyszałam kilka imion: Apus, Aries, Bootes, Cancer... Brzmią jak gwiazdozbiory, o których kiedyś czytałam. Wszystkie trzy miały po trzy głowy, ostre jak brzytwa zęby i pazury, oraz przekrwione ślepia. Bynajmniej nie były tu trzymane jako maskotki. One również wyszły na powierzchnię. Im dłużej tam byliśmy, tym dłużej zdawało mi się wszystko zmieniać. McGonagall powiedziała, że to zaklęcie, które Albus rzucił bardzo dawno temu. Miało ono sprawić, by ten, kto tu wejdzie, już nigdy nie wyszedł. Przestraszyłam się, a ona najwyraźniej to widziała, bo zaraz dodała, że zaklęcie zostało zdjęte, zanim tu weszliśmy, ale jest tak stare, że cząstki nadal kryją się w ciemnych zakamarkach. Ciekawa informacja. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że zaklęcia mogą żyć własnym życiem. Być może wszyscy kryją przed nami prawdziwą stronę magii... A być może to bardzo stara i czarna magia, co było raczej najbardziej prawdopodobne. Tylko zastanawia mnie to, skąd Dumbledore ją zna i potrafi się nią posługiwać? Być może w jego czasach nie było to zakazane? Właściwie to ile on może mieć lat? W trzeciej celi nic nie było, a raczej nie było tego widać.
- To Chimera - szepnęła McGonagall, za co byłam jej wdzięczna. Tłumaczyła mi to, czego nie rozumiałam. - Nie widać jej, ponieważ jest stworzeniem, które tak naprawdę żyje w naszym umyśle. My możemy dostrzec jedynie słabą, ciemną smużkę. Wygląda trochę jak cień. Wdziera się ona do naszej głowy i sprawia, że widzimy nasze najgorsze koszmary.
- Ale skąd one się tu wzięły? - zapytałam. - Te wszystkie potwory...
- Dumbledor z nimi walczył, a kiedy walczy się z takimi  stworami, oddaje się życie, albo je pojmuje. Kiedy wygrasz, jesteś ich panem. Dlatego one wszystkie muszą słuchać rozkazów Albusa. - Nauczycielka spojrzała z uśmiechem na dyrektora. Rudowłosa milczała, bo nie za bardzo wiedziała co powiedzieć, dlatego razem z resztą przeszła do celi numer 4. Ta była inna niż wszystkie. Nie miała krat, a szybę, za którą była woda. Tak jakby jedno z okien akwarium.
- Topielec - poinformował Draco, który cały czas szedł obok mnie. Skinęłam głową. Uczyliśmy się o nich na lekcjach.
- Topielec - zaczęłam recytować formułkę, którą nauczyłam się z książek - zły i podstępny demon rodzący się z dusz potopionych ludzi i poronionych płodów. Mieszka we wszelkich zbiornikach wodnych. Przybiera postać, chudych, wysokich ludzi o oślizgłej, bladej skórze, oraz ciemnymi włosami. W czasie nowiu topielce wychodzą na brzeg. Często zwabiają ludzi i bawią się z nimi w zagadki. Osobę, która oszukuje w zagadkach natychmiast topią.


Po chwili dostrzegliśmy pływającą w oddali postać - topielec. Odruchowo się cofnęłam, choć wiedziałam, że nic nie może mi się stać. Podpłynął do szyby i złowieszczym wzrokiem patrzył na Dumbledora. Ten jednak nie wzruszony podszedł bliżej i wypowiedział coś w języku, jakiego jeszcze dotąd nie słyszałam. Postać w wodzie słuchała, a kiedy skończył zapiszczała straszliwie, po czym odpłynęła. Domyśliłam się, że im dalej idziemy, tym potwory są niebezpieczniejsze. Wcale mnie to nie pocieszało. Wolałabym chyba nigdy tu nie przyjść. Ale mimo to szłam dzielnie za resztą... głównie dlatego, że nie chciałam zostać w tyle. Wszędzie było ciemno. To był tak jakby korytarz, w którym po jednej stronie były klatki.
- Ile dokładniej było tych topielców? - zapytałam.
- Dwadzieścia siedem - odparł Severus, który przyszedł znikąd. Do tej pory nie było go z nami. Dumbledore kazał mu coś załatwić i dopiero teraz do nas dołączył. "Jeden potwór więcej... " pomyślałam.
- Orionie - powiedział Dumbledore zbliżając się do zardzewiałych krat.
W odpowiedzi usłyszeliśmy przeciągły syk. W pierwszej chwili myślałam, że to wąż, ale zbliżywszy się zobaczyłam przykucniętą postać, po drugie stronie celi.


Patrzyła na nas szczerząc swoje zęby. W okół niej było pełno gruzów. Po zakrwawionych palcach i rysach na ścianie domyśliłam się, że mój nowy znajomy pragnął przemalować ścianę, lecz nie mając odpowiednich narzędzi użył do tego palców. Nie chciałam, na to patrzeć więc odeszłam parę kroków. Za mną podążył Draco.
- Wszystko w porządku? - zapytał łapiąc mnie za ramiona.
- Tak, po prostu... - zamyślałam się na chwilę. Wróciła do mnie myśl o Fredzie. Przecież kilkanaście godzin temu wyruszył na wojnę z Voldemortem. Nie miałam pojęcia czy jeszcze żyję. Wiedziałam, że szanse na to są jak 1 do miliona, ale mój rozum nie pozwolił mi przestać wierzyć. Cały czas żałowałam tego, że mu nie powiedziałam, że nie wie, że go kocham. To mnie przerastało. Obiecałam sobie, że jeśli go zobaczę (o ile go zobaczę) powiem mu. Powiem mu od razu jak bardzo go kocham. I teraz miałam gdzieś to, czy on kocha mnie. Po prostu musi wiedzieć i DO CHOLERY zrobię wszystko, aby wiedział. Więc Fredzie Weasley, gdziekolwiek teraz jesteś i cokolwiek teraz robisz... nie poddawaj się i żyj, ponieważ Hermiona Granger ma ci coś do powiedzenia i powie to, choćby miała kilka sekund później zginąć. - Tak - zwróciłam się do Malfoya. - Musimy skopać parę zadków. - Nie czekając na odpowiedź, wyminęłam go i dołączyłam do pozostałych. Staliśmy teraz przed piątą celą. Tym razem przed nami pojawiły się dżiny, ale nie takie jak w bajce o Alladynie, którą kiedyś czytałam. Były w połowie duchami - nie miały nóg. Były niebiesko-blade. W rękach trzymały łańcuchy zwieńczone kwadratowymi, ciężkimi, betonowymi blokami. Zamiast palców miały szpony. Ślepia niemal całe białe i długi czarny warkocz, a na jego końcu ostrze. Przemawiały niskimi, gardłowymi głosami, oczywiście w języku, którego ja nie znałam, a Dumbledore owszem. Postanowiłam sobie, że kiedyś zbadam to wszystko dokładniej. Dyrektor wydał im rozkaz i zniknęły. Miałam tyle pytań, jednak wiedziałam, że to nie odpowiedni czas, a by je zadać. Coraz bardziej byłam ciekawa tego, co będzie w dalszych celach. Jednak cały czas miałam nieodparte przeczucie, że coś jest za nami, czai się w zakamarkach i za wszelką cenę zrobi wszystko, abyśmy stąd nie wyszli. Obejrzałam się po raz kolejny i tym razem przez ułamek sekundy coś dostrzegłam. Wydawało mi się, że kawałek cienia podąża na nami, ale szybko znikł w ciemnościach. Draco też się obejrzał, ale nie zauważył, widziałam to na jego twarzy. No cóż.... nie było co panikować. Jeszcze...
W szóstej celi spotkaliśmy bazyliszka. Miał na głowie maskę, więc nie mieliśmy się czego obawiać. Siódmą celę zamieszkiwał anioł zemsty. Był cudowny! Wyglądał jak zwykły chłopak, lecz z tyłu miał czarne, majestatyczne skrzydła. Nigdy chyba nie powiedziałabym, że jest potworem, choć prawdopodobnie to jego urok tak na mnie działał.


- Ma 1014 lat - oznajmiła McGonagall. - Nazywa się Kajm. Pozwala zrozumieć śpiew ptaków, ryk bydła, szczekanie psów i szum fal. Bardzo dobrze zna przyszłość, jednak nigdy nie udało nam się go przekonać, aby zdradził nam chociaż odrobinę. Jest wspaniałym i utalentowanym rozmówcą. Przewyższa najlepszych logików, których potrafi doprowadzić do rozpaczy. 
- I trzymacie go tu... - zrobiło mi się go żal, chociaż wcale go nie znałam. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że jest zły. Przecież wyglądał jak zwykły człowiek, a skrzydła czyniły go tylko bardziej tajemniczym i mrocznym, co w sumie było urocze.
- Siedzi tu od 1950 roku - powiedział Dumblerore. Kajm podniósł głowę i spojrzał na nas. Miał bardzo ciemne, lecz piękne oczy. Uśmiechnął się lekko i złowieszczo.
- A więc to już... - wyszeptał. Zaczął przechadzać się po celi. - Przyszliście, bo zaczęło się, prawda?
- A ty nam pomożesz - zawiadomił dyrektor.
- Muszę - przytaknął. -Ale wiedz, że 240 lat temu pokonałeś mnie tylko dlatego, że byłem osłabiony!
- Bardzo możliwie... lecz teraz słuchasz moich rozkazów. Wyjdź na powierzchnie i czekaj aż wrócę, a potem ruszymy do walki. - Anioł uśmiechnął się złowieszczo.
- Walka... podoba mi się... - spojrzał na swoją rękę i uśmiechnął się. Znów popatrzył na Albusa. - Zginiecie... wszyscy. - Jego skrzydła uniosły się. To niesamowite, jakie były wielkie. Oplotły go całego, po czym zniknął.
Zostały jeszcze tylko dwie cele, a potem? Wojna ostateczna...

"Ludzie mają tysiące masek...
Potwory mają tysiące twarzy..."

A więc tak...  - Na pewno w ferie będę miała więcej czasu na pisanie, a ferie mam za 3 tygodnie... tak WIELKOPOLSKA, więc :D Jeżeli wy teraz macie ferie to życzę wam, aby to był dla was wspaniały czas. A co do tego, żebym pisała kiedy będzie kolejny rozdział... to sama chciałabym wiedzieć. Ale mogę wam powiedzieć tyle, że należy się go spodziewać raczej w soboty, lub niedziele, ewentualnie w piątki, co tydzień, a jeśli coś się zmieni, to możecie o tym przeczytać w OGŁOSZENIACH PARAFIALNYCH. No więc do zobaczenia znów za tydzień, prawdopodobnie sobota :D Aha i  dziękuję też wszystkim, którzy mają jakieś sugestie i pomysły, które mogą ulepszyć mój blog. Będę korzystała, kiedy tylko będę mogła. Oh... i przypominam też o komentarzach, ponieważ kiedy widzę, że nie ciągle jest taka sama liczba, albo nawet mniej to mówię... poczekam trochę, może coś będzie, a tu DUPA. A więc nie zapomnij zostawić po sobie śladu, bo dla ciebie to może być parę sekund a dla mnie to wiele znaczy... Nawet zwykłe "fajny rozdział" - poprawi mi humor i zaczęci do pisania. A więc dzięki wielkie jeszcze raz i do zobaczenia :*

czwartek, 15 stycznia 2015

Ogłoszenia parafialne

Chciałam wam tylko napisać, że jeśli
 wam się nudzi to wpadnijcie tu: 
http://historiaksiezniczki.blogspot.com/
Jest nowe opowiadanie, które musiałam napisać 
do gazetki 
szkolnej :D mam nadzieję
, że umili wam czas czekania na
 następny rozdział :D
 Miłego dnia :P ... i nocy xD

piątek, 9 stycznia 2015

Ogłoszenia parafialne :D

Hej Kochani! :D Mam dobrą i złą wiadomość :(
Która pierwsza? No to ta dobra...
Oto ona:
https://www.youtube.com/watch?v=n02ssphT4_E
:D Mam nadzieję, że się spodoba... :P
Jeśli tak to łapki w górę, pokazujcie znajomym, komentujcie, subskrybujcie czy co tam wolicie, ale zostawcie po sobie ślad nie tylko w postaci: wyświetlono - 8 osób :D

No to teraz ta zła wiadomość :(  Chodzi o to, że nie wiem kiedy będzie następny rozdział, być może dopiero za tydzień, a to wszystko dlatego, że nie mam ostatnio do tego głowy, a chciałabym napisać świetny rozdział i kiedy teraz usiądę i zacznę pisać, to wyjdzie mi kiepsko... :( A poza tym nauka i poprawianie ocen. No i jeszcze ten problem z tym chłopakiem durnym (jak ktoś czytał "My dziewczyny" to mniej-więcej wie o co chodzi). Także czekajcie wytrwale. Może jednak jutro, albo pojutrze będę miała wenę to siądę i będę pisać - OBIECUJĘ, ale na razie... jakoś tak... hm... smutno i wgl. W dodatku muszę napisać do piątku opowiadanie do gazetki szkolnej. Jak chcecie to możecie mi temat podać xd. Ogólnie to chciałam napisać o dziewczynie, która się tnie. Pani mi mówiła, że fajnie jak o tym napiszę, więc... :P Eh... no to tyle. Przepraszam was, że będziecie musiały czekać na rozdział, ale na prawdę ja chcę napisać go DOBRZE, a jestem pewna, że teraz by mi nie wyszedł. Mam nadzieję, że zrozumiecie :D Miłego weekendu życzę :* Papa.