poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 40: "Hermiona Granger nie zawsze ma rację"


"Nie patrz się na mnie,
jeśli oczy masz puste,
nie zobaczę w nich uczuć,
ale przejrzę, jak w lustrze."

- Ja pójdę tam - wskazała ręką Ginny, kiedy dziewczyny ustaliły, że się rozdzielą i poszukają ich.
- Dobrze, ale bądź ostrożna - poleciła Hermiona, po czym obydwie poszły w swoje strony.
Przedzierając się przez krzewy, Granger zastanawiała się gdzie są jej przyjaciele. Z jednej strony miała nadzieję, że ich znajdzie i razem wrócą, ale także bała się, że zobaczy ich leżących i rannych, albo gorzej... Myślała o George'u, wiedziała, że wszyscy odczuli jakąś pustkę po nim. Będą pamiętać... I pomyśleć, że jeszcze nie dawno jej największym problemem była Amber, albo Angelina. Teraz są w innym obozie... a może to tam właśnie są chłopacy? Wcześniej o tym nie pomyślała... No cóż, jeśli nie znajdzie ich gdzieś tutaj, wróci i razem z Ginny pójdzie do drugiego obozu. Zawsze powtarzała, że nie można myśleć: "Co by było gdyby", bo to nic nie da, ale co by było, gdyby Harry powiedział o swoich snach Dumbledore'owi? Przecież czuł, że zbliża się coś złego. Z drugiej strony jak ona mogła zaufać Saitanowi? Jak do tego doszło, że mu uwierzyła? Jak mógł jej się podobać? No i biedny Benny... nadal za nim tęskniła. Nie kochała go jak Freda, ale jakaś mała cząstka uwielbiała go. Ostatnio brat Rona zmienił się trochę. Nie lubiła o tym myśleć, ale... nie dawało jej to spokoju. Nie podobał jej się już tak, jak kiedyś. Zawsze, kiedy sobie o tym przypominała, denerwowała się sama na siebie. "Jak możesz? Przecież go kochasz. Bo... kochasz go, tak?". Całą sobą chciała krzyknąć: "TAK!", ale coś jednak nie pozwalało. Nienawidziła tej części siebie. Jej uczucie zmalało, ale cały czas myślała, że wróci. Nie pamiętała kiedy to się zaczęło. I bała się samej siebie... nie wiedziała, do czego jest zdolna. Bała się, że łatwo będzie można nią pokierować. Bała się kontaktu z Draco. On... wywierał na niej takie dziwne... wrażenie. Dziwne uczucia. "KOCHAM FREDA" - powtórzyła sobie i obiecała, że przestanie tak myśleć. To chore.
W tej właśnie chwili usłyszała jakiś szelest i nadzieja znowu zagościła w jej sercu. Stanęła i zaczęła nasłuchiwać. Przez chwilę słychać było tylko lekki wiatr i zwierzęta, które powoli wychodzą ze swoich kryjówek na zewnątrz, ale po chwili znowu to usłyszała. Kroki... ktoś tu szedł, zbliżał się. Chwilę później do tego doszedł ciężki oddech, dlatego była pewna, że to człowiek. Ale chwila... to nie może być ani Fred, Harry, ani żaden inny nastolatek, za chrapliwy głos. Kiedy dziewczynie zapaliła się ostrzegawcza lampka, było już za późno na ucieczkę, ponieważ zza krzewów wyłoniła się bardzo dobrze znana sylwetka.
- Witaj śliczna, kojarzysz mnie? - odezwał się Fenrir Greyback. - Dawno się nie widzieliśmy, co?


Hermiona odwróciła się i zaczęła biec, a ten tylko się zaśmiał.
- DRĘTWOTA! - krzyknął. Zaklęcie trafiło w gryfonkę unieruchamiając jej ciało. Padła twardo na ziemię nie mogąc nic zrobić.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła. Bardzo chciała się obrócić, ponieważ leżała brzuchem do dołu, ale nic z tego... zaklęcie działało jak należy. Irytowało ją, że śmierciożerca cały czas się śmieje. Zlekceważył jej rozkaz - podszedł do niej, podniósł i zarzucił sobie na ramię. Odwrócił się i chichocząc ruszył w drogę. Nie zaszedł jednak za daleko...
- DRĘTWOTA! - Podwładny Voldemorta przewrócił się, upuszczając dziewczynę.
- Agr! - wysapał. Nie mógł (zresztą Hermiona też) ruszyć głową, żeby zobaczyć kto rzucił na niego zaklęcie.
- Matka nie nauczyła się, że łapy trzyma się przy sobie? - warknął Draco kładąc stopę na jego policzku. - Co mam teraz z tobą zrobić?
Nagle coś czarnego przeleciało koło niego i zanim zdążył mrugnąć Fenrir zniknął.
- Co do cholery! - wykrzyknął zdziwiony.
- Draco... - odezwała się dziewczyna.
Chłopak przez chwilę jeszcze przypatrywał się miejscu, w którym leżał śmierciożerca, jakby zaraz miał się tam znów pojawić, ale potem podszedł do gryfonki i wziął na ręce.
- Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej... może mogłabyś się teraz ruszać, ale nie wiedziałem kto to.
- Nic się nie stało - wyjąkała. - Trochę bolą mnie plecy.
- Już dobrze, jesteś bezpieczna. Dlaczego oddaliłaś się sama od obozu?
- Szukałam Harry'ego... - oznajmiła. Nie wiedziała czemu, ale wolała nie wspominać o Fredzie.
- Rozumiem - mruknął.
- Draco... - blondyn spojrzał na nią. Jej oczy były zmęczone, zaspane. - Nie chcę jeszcze wracać do obozu. Nie w takim stanie. Mógłbyś mnie puścić?
- Oszalałaś? Nie ma mowy - szedł dalej.
- Proszę! - upierała się.
- Musisz wrócić do sił. Tu, na mrozie na pewno tego nie zrobisz.
- To moja sprawa! Moje życie. Nie jestem dzieckiem - zdenerwowała się.
- Ale zachowujesz się jak dziecko. I nie możesz się ruszać, więc przykro mi, mów co chcesz, ale się nie zatrzymam.
- Idiota, dzieciak, kretyn, debil, głupek, gnojek, sukinsyn... - zaczęła wymieniać, a że zasób słownictwa miała całkiem pokaźny, mówiła tak z 5 minut. - świnia, ogr, śmierdziel, osioł, bezduszny potwór, szczur, bachor, matoł!
- Skończyłaś? - zapytał.
- Nienawidzę cię! Gdybym mogła ruszać ręką, walnęłabym cię.
- Poważnie? Bo wydaje mi się, że były sytuację, w których byłaś na mnie wkurzona bardziej, a jednak tego nie zrobiłaś. - Chyba się trochę zdenerwował, bo dał za wygraną i położył ją, opierając o drzewo. - Dlaczego tak bardzo cię wnerwiłem, co? Czy zrobiłem ci coś? Czy może po prostu ty jesteś zimną suką?
- Co proszę?! - wytrzeszczyła oczy i zlustrowała go od góry do dołu. Stał naprzeciwko w zadziwiająco białej koszuli, ciemnych dżinsach i kremowych butach.
- Cały czas zachowujesz się jakbym coś ci zrobił! No powiedz! O co ci chodzi?
- Ja... - dziewczyna oddychała głośno. Nie wiedziała co powiedzieć. Zgasiły ją słowa, które niedawno wypowiedział. Zimna suka? Serio? - Jesteś... Jesteś kretynem!
- Dobrze! Jestem kretynem! Dlaczego? Powiedz mi czemu. Oświeć mnie.
- Po prostu! Wszystko robisz nie tak! Wtrącasz się w nie swoje sprawy i... i mącisz!
- Ja mącę?
- Ty mącisz! Mieszasz mi w życiu! - Po tych słowach uświadomiła sobie, że niepotrzebnie to powiedziała. O to mu chodziło, za co nienawidziła go jeszcze bardziej.
- Więc tu nie chodzi o mnie - powiedział powoli. - Denerwuję cię to, że w ostatnim czasie stałem się dla ciebie kimś więcej niż innym uczniem - nie pytał, stwierdzał fakt, który nie chciała przyjąć do wiadomości.
- Nie... nie... - zaprzeczyła. Podszedł do bliżej i ukucnął przed nią.
- Boisz się, że jeśli nadal będę cię ratował, rozmawiał z tobą to bardziej się zakochasz.
- Bredzisz - patrzyła w bok. Byle nie w jego oczy. Byle nie w jego oczy!
- Wiesz, że ja cię kocham i teraz wystarczysz tylko ty. Myślisz o tym i to nie daje ci spokoju.
- Draco nie! Przestań! - protestowała, ale on ignorując to, mówił dalej.
- Nie kochasz go. Hermiona - złapał ją za twarz i zmusił, żeby na niego spojrzała. - Nie kochasz...
- O co ci chodzi?! Chcesz mnie skłócić z przyjaciółmi?! Chcesz mi popsuć opinię?! Chcesz, żebym nie była szczęśliwa z Fredem?! - wyrzuciła z siebie szybko. Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od niej. Wpatrywał się w jej błyszczące orzechowe oczy, które widziały bardzo dużo. Nigdy nie zwracała wielkiej uwagi na swój wygląd, ale była jedną z piękniejszych dziewczyn, które widział. Na pewno była najmądrzejsza. Zachowywała zimną krew w trudnych sytuacjach i wykazywała się niezwykłą odwagą, ale gdyby to on miał decydować o jej bezpieczeństwie, stanąłby w jej obronie za każdym razem. To śmieszne jak bardzo się różnili, ale jak bardzo go to pociągało. Patrzyła na niego czekając na odpowiedź. Myślała, że jej słowa były ostatnimi w tej sprzeczce, ale myliła się. Hermiona Granger nie zawsze ma rację.
- Chcę... - szepnął. I TO były ostatnie słowa jakie tu padły.

"Gdybyś kiedyś we śnie poczuła,
że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością,
wiedz, żem żyć przestał..."


Długo czekaliście na rozdział, ale do 12 listopada muszę oddać gotową książkę, a nadal duużo mi zostało.
Polubcie fanpage, na którym mogą się pojawiać zapowiedzi rozdziałów, fragmenty i zdjęcia z nich ^^ Do zobaczenia!