Hermiona
siedziała w przy kuchennym stole czytając gazetę i pijąc kawę.
Robiła tak niemal każdego dnia zaraz po powrocie z pracy. Omiatała
wzrokiem najnowsze wiadomości z Ministerstwa Magii, swoją drogą –
musiałaby się w końcu tam wybrać i załatwić resztę dokumentów.
Na schodach w przedpokoju usłyszała tupot małych stópek,
podniosła do góry głowę i uśmiechnęła się do znajomej
twarzyczki.
-
Mamo to dla ciebie – odezwał się ośmioletni chłopczyk. Podał
jej kawałek kartki z kolorowym rysunkiem. - Zrobiłem to na lekcji,
dzisiaj w szkole. Chciałem cię przeprosić.
-
Przeprosić? - zdziwiła się kobieta. - Za co skarbie?
-
Nie chcę, żebyś się gniewała – odparł i spuścił głowę.
-
Ale o co chodzi kochanie? Nie jestem na ciebie zła.
-
Czasami jak nie mogę spać, słyszę jak mówisz moje imię, a Zosia
powiedziała, że to znaczy, że ktoś jest na kogoś zły.
-
Jaka Zosia ci to powiedziała? - pokręciła głową.
-
Ta z krótkimi włosami. Była u mnie na urodzinach.
-
Eh – westchnęła. - Posłuchaj, ona nie ma racji. Nigdy nie byłam
na ciebie zła! I nie będę. Jeśli ktoś coś mówi przez sen, to
nic nie znaczy.
-
A sny się spełniają? - zapytał zaciekawiony chłopiec.
-
Chyba nie – uśmiechnęła się.
-
A mi się śniła kolejka! A ja byłem kierowcą! - krzyknął
uradowany.
-
Tak? Może jeszcze kiedyś będziesz – odparła. Widziała radość
w jego oczach i to ją uszczęśliwiło. Przez całe 8 lat nie
żałowała tej adopcji. Zastanawiała się nad drugim dzieckiem, ale
ostatecznie adoptowała tylko jednego chłopca, porzuconego zaraz po
urodzeniu. Rósł jak na drożdżach. Opieka nad nim to była
najlepsza decyzja jaką kiedykolwiek podjęła.
-
Idę się bawić – powiedział. - Zadanie domowe zrobię wieczorem,
dobrze? - popatrzył proszącymi oczami.
-
No dobrze – zgodziła się. Kiedy już miał zniknąć w korytarzu,
powiedziała – Freddie, kocham cię...
- Ja ciebie też mamo - odpowiedział po czym poszedł do pokoju.
- Od zawsze... na zawsze...