sobota, 26 marca 2016

Ogłoszenia Parafialne

Witam, jestem, żyję. Od grudnia nic nie napisałam i wiem, że jestem beznadziejna... Prawie każdego dnia obiecywałam sobie, że jutro usiądę i zacznę pisać, ale jakoś straciłam wenę, nie miałam czasu... humoru. Przez te kilka miesięcy w moim życiu dużo się działo i mówiąc, że to dobre rzeczy - skłamałabym. Jednak nie zapomniałam o blogu i dokończę go - nie mogłabym tego nie zrobić. A więc macie moje słowo, że go dokończę. Postaram się dodawać rozdziały szybko, ponieważ chcę się jakoś zrekompensować. Są święta więc teoretycznie mam więcej czasu wolnego. Prawdopodobnie połowa czytelników odeszła i to tylko z wyłącznie MOJEJ winy. Dlatego jeśli tu jesteś, jeśli to czytasz - zostaw po sobie komentarz, żebym wiedziała ile osób zostało i będzie śledzić historię naszych bohaterów. Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, już nie długo. 
- T.K.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 42: "W celi"

"Ból, który teraz czujemy
przypomina nam, że chociaż pochodzimy
z różnych krajów i mówimy różnymi językami
- nasze serca biją jednym rytmem."
- Albus Dumbledore


W nocy obudziły mnie jakieś krzyki. Usiadłam na posłaniu i rozejrzałam się. Przez namiot widziałam, że na zewnątrz jest jasno, ale wcale nie przez słońce, albo lampiony. Wybiegłam szybko nie zwracając uwagi na moje ubranie. Las i niektóre namioty się paliły. Ludzie biegali i krzyczeli, rzucając zaklęciami. Śmierciożercy.
Wróciłam do środka i czym prędzej obudziłam pozostałych. Złapałam różdżkę i wybiegłam na dwór. Długo nie musiałam szukać przeciwnika. Przede mną pojawiła się Bellatrix Lestrange - brąz kołtun. Rzuciła we mnie drętwotą, ale szybko je zablokowałam i oddałam tym samym. lecz zanim do niej to dotarło - zniknęła.
- Wiedźma - mruknęłam.
- Hermiona uważaj! - usłyszałam głos Luny i odruchowo się schyliłam. To był dobry pomysł bo inaczej leżałabym powalona zaklęciem: Sectumsempra przez Gibbona. Ten gość zawsze wywoływał u mnie odrazę, a teraz szczerzył się do mnie. FUJ.


Musiałam szybko wstać o ile nie chciałam zarobić Avadą. Pomogła mi Ginny, która unieruchomiła go. Uśmiechnęłam się tylko do niej w podzięce i ruszyłam, żeby pomóc innym. W głowie miałam mnóstwo pytań, a jednym z nich było: Jak oni się tu dostali?! Skąd w ogóle wiedzieli, że tu jesteśmy? A jeśli złapali i torturowali Harry'ego i Freda? Nie... oni nie powiedzieliby nawet gdyby mieli zginąć. Byłam tego pewna na 100%... chyba, że ktoś im podał Veritaserum - eliksir prawdy. W takim razie groziło im niebezpieczeństwo, ale musiałam się skupić na naszym problemie, bo tu też nie było zbyt bezpiecznie. Zauważyłam Dumbledore'a wraz z innymi nauczycielami. Oni także walczyli ze śmierciożercami. Cholera! Ile ich tu może być?
Nie czas na zastanawianie się. Wypatrzyłam kolejnego wroga i już miałam wypowiedzieć zaklęcie... kiedy coś uderzyło mnie w głowę, a wtedy... zapadła ciemność.



Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy i wtedy uderzyła mnie fala bólu. Czułam się jakby ktoś mi przewiercał czaszkę. Chciałam złapać się za głowę, ale ręka okazała się zbyt ciężka. Dopiero po chwili dotarły do mnie jakieś dźwięki. Ktoś wypowiadał moje imię. Chwilę później nade mną pojawiła się troszkę zamazana twarz Luny. Ucieszyłam się na ten widok. Ktoś mnie podnosił. Kiedy usiadłam, miałam szansę rozejrzeć sie trochę. Zamazany z początku obraz już wrócił do normy. Przede mną klęczała Luna, Cho i Neville, a obok mnie stał Ron i Katie Bell. Dostrzegłam też innych uczniów opartych o ściany.... więzienia (?).
- Gdzie... gdzie jestem? - wyjąkałam. Przypomniałam sobie o ciężkiej ręce. Kiedy na nią zerknęłam, zobaczyłam, że jest skuta łańcuchem. Zauważyłam, że każdy miał coś skutego: nogi, ręce, a Neville nawet szyję.
- Po tym jak zemdlałaś pojawili się dementorzy - odparła Cho. - Nie daliśmy rady pokonać ich i śmierciożerców. Ci, którzy przeżyli zostali uwięzieni.
- Więc... - mój głos się załamał. A więc nie wszyscy przeżyli... czyli znowu ponieśliśmy straty. Moi przyjaciele spuścili głowy. - Ja nie zemdlałam... - zaczęłam. Musiałam przerwać jakoś tę ciszę.
- No tak... dobrze, że nie widzisz swojej głowy - uśmiechnęła się Luna.
Dotknęłam dłonią skroni i poczułam bandaż, albo raczej to, czym mi ją owinęli.
- Dobrze, że nie wiesz jak boli - zażartowałam. - Co z Dumledore'm i resztą? Czy oni...
- Nie. Żyją - przerwał mi rudzielec. - Umieścili ich w innej celi, tak samo jak innych uczniów.
- Czyli jest nas więcej? - odetchnęłam. Tak bardzo się bałam, że tylko my przeżyliśmy.
- Tak. Harry i Fred też tu muszą być.
- Co? - zdziwiłam się, a moja głowa zaczęła pulsować z bólu, ale teraz miałam to gdzieś.
- Prawdopodobnie jesteśmy w głównej siedzibie Voldemorta i Saitana. Więc oni też muszą tu być. Bo nie wierzę, że poszli zbierać jagody. Na pewno opuścili nas, żeby pokonać te kanalie.
- Tylko co oni zamierzają zrobić z nami? - zapytała Cho. - Nie jesteśmy im o niczego potrzebni - zauważyła.
- No zapewne niedługo się dowiemy - westchnęłam i postanowiłam wstać. Trochę kręciło mi się w głowie, ale dałam radę ustać. - Od kiedy tu jesteśmy?
- Jakieś trzy, cztery godziny - odezwała się Ginny. - Wszystko już sprawdziliśmy, nie ma żadnych tajemnych przejść, a drzwi dobrze się trzymają. Różdżki nam zabrali. Mniej więcej co pół godziny przychodzi ktoś sprawdzić czy nie rozrabiamy.
- Mhm.. kiedy mija to pół godziny?
- W sumie to za jakieś 5-10 minut powinien zejść.
- A więc nie mamy dużo czasu.
- Na co? - zdziwili się.
- Chcecie stąd uciec, czy nie? - zapytałam.
- No jasne, ale nie mamy jak.
- Aby uciec z takiego więzienia mamy trzy opcje. Pierwsza: różdżki, druga: inne wyjścia i trzecia: oszukać i zaatakować strażnika.
- Jak chcesz to zrobić? - zapytał jakiś uczeń.
- Wykorzystajmy wszytko co mamy.
- Niby co? Jesteśmy związani, nic nie zrobimy - zauważyła Luna.
- Mamy łańcuchy, więc mamy broń. A ja mam rozbitą głowę... chyba nie chcą, żebym się wykrwawiła? Voldemort trzyma nas tu po coś, a więc będzie musiał mi pomóc.


Kilkanaście minut później Hermiona leżała nieruchomo na podłodze i wsłuchiwała się w odgłos kroków jednego ze śmierciożerców. Kiedy uznała, że jest już wystarczająco blisko zaczęła jęczeć:
- Pomóż mi... eh... halo? Jest tam ktoś? Pomóżcie mi!
Strażnik podszedł do krat i warknął:
- Czego?!
- Ślepy jesteś? Moja głowa - wskazała palcem na ranę, która jeszcze niedawno była zasłonięta przez kawałek ubrania. - Ja krwawię.
- To sobie owiń ją - odparł, a dziewczyna w myślach przeklęła. Nie mogła się jednak poddać.
- Dostanę zakażenia. Zlituj się, wiesz jak to boli?
- Nie obchodzi mnie to - mężczyzna zaczął powoli odchodzić.
- Czekaj! Myślisz, że Sam Wiesz Kto będzie zadowolony jeśli dowie się, że umarłam przez twoje niedopilnowanie obowiązków?
- A myślisz, że czemu miałby się przejmować twoją śmiercią? - zapytał.
- Wiesz kim ja jestem? Nazywam się Hemriona Granger. Jestem prawą ręką Harry'ego. Zresztą... chciałabym zobaczyć co powie Simon... yy znaczy Saitan, jeśli się dowie, że przez ciebie nie żyję.
- Jesteś nikim dla niego szlamo.
- Tak? A więc dobrze. Zobaczysz. Szkoda, że ja nie będę widzieć tego przedstawienia.
- Myślisz, że jestem głupi tak? - syknął. - Po co miałbym tam wchodzić? Chcesz mnie przechytrzyć.
- A nie pomyślałeś idioto, że mnie po prostu GŁOWA BOLI? Myślałam, że Voldemorta stać na kogoś lepszego...
Śmierciożerca chyba się zdenerwował. Szybkim ruchem otworzył drzwi i wszedł do środka.
- Odsunąć się! - krzyknął do pozostałych. - Wszyscy pod ścianę! Jeśli zobaczę chociaż najmniejszy ruch, to ona zginie. - Podszedł do dziewczyny i złapał ją za ramię. - Skoro jesteś taka ważna, to zaprowadzę cię do Czarnego Pana. Niech wykończy cię już teraz, bo możesz stwarzać...
W tej chwili Neville zarzucił mu łańcuch na szyję i odciągnął od dziewczyny. Luna wyrwała mu różdżkę z ręki i skierowała w jego stronę. Granger kopnęła go w brzuch, a kiedy się schylił, Ron złapał go za ręce i związał swoim łańcuchem, który za pomocą różdżki zdjęła mu blondynka. Po chwili już wszyscy zrzucili swoje i wyszli na ciemny korytarz. Hermiona zamykając kraty spojrzała jeszcze na śmierciożerce.
- Dzięki za pomoc. Miło było cię poznać - uśmiechnęła się szeroko i zostawiła go związanego i zakneblowanego.
- Musimy uwolnić pozostałych - oznajmiła Cho. - Chyba pamiętam drogę do ich celi.
- Prowadź - poleciła Hermiona i ruszyli wąskim korytarzem oświetlonym jedynie kilkoma świecami. W powietrzu unosił się zapach staroci, ziemi i wilgoci. Widocznie byli w podziemiach jakiegoś zamku. Minęli schody, które pewnie prowadziły do wyjścia z lochów. Może gdzieś tam jest Harry i Fred? To potem, teraz najważniejsze było uwolnienie nauczycieli i reszty uczniów. Na szczęście po drodze nie spotkali żadnego nieprzyjaciela. Po paru minutach już byli na miejscu. Cele były obok siebie a w nim ich znajomi, również skuci łańcuchami. Nie było innej możliwości, jak użyć zaklęcia: Bombarda, które jest dość głośne. Musieli się więc pośpieszyć.
- Dobra robota - pochwalił Dumbledore. - Świetnie się spisaliście, ale teraz musicie uciekać.    
- A pan Profesorze? - zdziwiła się Luna.
- Znaleźliśmy Voldemorta. Jest tu. Taka szansa może się nie powtórzyć, musimy spróbować go pokonać.
- Chcemy pomóc - wtrącił Neville.
- Nie, nie chłopcze. Za duże ryzyko.
- Ale profesorze... - zaczęła Granger.
- Hermiono.. - uśmiechnął się. - Zrobiliście już bardzo dużo, a ja ślubowałem, że będę robił wszystko, aby ochronić swych uczniów. I tak zbyt dużo was straciliśmy...
- Po prostu wiesz, że zginiesz - odparł głos z tyłu.
Dziewczyna odwróciła się - Draco. Nie zauważyła go wcześniej. Pewnie był w jednej z tych cel.
- Słuszne spostrzeżenie, Draconie. Taka możliwość istnieje, a nawet jest bardzo prawdopodobna, ale to nie zmienia faktu, że musicie uciekać. Już!
- Ale...
- Żadne ale Ronaldzie. To jest rozkaz. Jeszcze jestem za was odpowiedzialny. No już! Panno Granger, wyprowadź ich stąd.
Uczennica powoli skinęła głową. Mimo, że na jego twarzy panował spokój, w jego oczach ujrzała strach. Zrobiło jej się żal staruszka. Postanowiła spełnić, może jego ostatnie polecenie. Zawsze była najlepszą uczennicą, zawsze na koniec roku jej gratulował, nigdy go nie zawiodła. Chciała, aby tak było do samego końca. Wyprowadzi ich stąd żywych... a potem wróci. I pomoże odzyskać to, co zostało im odebrane - nadzieje.  

"Za wszystkich, którzy odeszli
Unieś Victorię w powietrze
Póki tu ciągle jesteśmy
Trzymaj ją w górze
Dzisiaj nienawiść zabierzmy
Bez kropli żalu na cmentarz
I pochowajmy, pomału zakwitną róże

Za wszystkich, którzy w to wierzą
Razem nie damy im umrzeć
Bo Kwiaty, które nie więdną to dobrzy ludzie
I nawet kiedy odejdą
Dalej będziemy energią, która powróci na pewno"



HO, HO, HO!
NA ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE JUŻ TROCHĘ ZA PÓŹNO, ALE ŻYCZĘ WAM ABY W NOWYM ROKU SPEŁNIŁY SIĘ WASZE WSZYSTKIE MARZENIA, ABYŚCIE BYLI ZDROWI, SZCZĘŚLIWI I ZNALEŹLI TĘ WASZĄ DRUGĄ POŁÓWKĘ. 

WIEM, ŻE ROZDZIAŁ TAKI TROCHĘ Z DUPY I DŁUGO NA NIEGO CZEKALIŚCIE, ALE MAM NADZIEJE, ŻE ZBLIŻAJĄCA SIĘ KOŃCÓWKA JEST WARTA CZEKANIA. 

TAK... TAK... JUŻ NIEDŁUGO WSZYSTKO SIĘ ROZSTRZYGNIE :) 

KOMENTUJCIE, CZYTAJCIE, KOMENTUJCIE! DO ZOBACZENIA W NOWYM POŚCIE!

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 41: "Samotna"

  "Podarowałeś mi coś, co nawet 
trudno nazwać. Poruszyłeś we mnie coś,
o istnieniu czego nawet nie wiedziałam.
Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego
życia. Zawsze."

Sporo czasu minęło od ostatniej rozmowy z Draconem. Od tego czasu nie odzywamy się do siebie. W ogóle go nie widziałam. Zgłosił się na ochotnika, żeby pomóc tamtej grupie czarodziejów. Nie wiem, czy zrobił to, żeby mnie nie widzieć, czy naprawdę miał tam jakąś misję do spełnienia. Chociaż zazdroszczę mu... przynajmniej ma tam coś do roboty, a ja siedzę tu bezczynnie i myślę... Harry i Fred jeszcze nie wrócili. Niektórzy mówią, że nie żyją, ale ja w to nie wierzę. Czułabym to. I jestem na siebie wściekła. Fred stracił bliską osobą, a mnie przy nim nie było... a powinnam. W końcu kocham go najbardziej na świecie. A teraz nawet nie wiem gdzie jest, co robi. Boję się o nich. Nikt nie wie dokąd poszli, co się z nimi teraz dzieje. A jeśli potrzebują pomocy? Te myśli sprawiają, że płaczę po nocach... Ukrywam się z tym i czuję jak jakiś szczur. Dlaczego wszystko jeszcze bardziej się spieprzyło? Dawno z nikim nie rozmawiałam.. i nie chodzi tu o zwykłe: "cześć", ale o prawdziwą rozmowę.
Nie wiem czy nauczyciele mają jakiś konkretny plan czy zamierzają tu siedzieć i czekać nie wiadomo na co. Denerwuje mnie to i powoli zaczynam rozumieć, dlaczego być może Harry i Fred stąd uciekli. Chcieli coś zrobić... ale mogli chociaż o tym komuś powiedzieć,

Zaproponowałam, że pójdę pozbierać jakieś jagody do jedzenia. Nie tylko dlatego, że chcę pomyśleć, co i tak robię bardzo często, ale dlatego, że gdyby zrobił to, jak chciał, Neville, pewnie by nas otruł. W czasie zimy rośnie tu dużo trujących owoców. Takie zalety magicznego lasu...
Idę więc powolnym krokiem, z koszykiem w ręku, pomiędzy krzewami. Wiatr rozwiewa moje i tak już potargane włosy, zimne powietrze pozwala mi trzeźwo myśleć, jednak nie na tyle, żebym potrafiła rozpoznać jaki ptak właśnie radośnie śpiewa. Może w innej sytuacji potrafiłabym zachwycać się pięknem przyrody, ale teraz nie zwracam na to uwagi. Wydaje się, że zima lada moment się skończy i wszystko zacznie kwitnąć... że będzie jak dawniej, ale to tylko moje wyobrażenie... może moje marzenie. Bo nigdy nie będzie jak dawniej...

Brawo Hermiona, znowu masz łzy w oczach. Tego chciałaś? Idiotka...
Wzdycham ciężko, ocieram wierzchem dłoni oczy i idę dalej. Dostrzegam pierwsze jagody. Sprawdzam czy na pewno nadają się do jedzenia, po czym zrywam i rzucam do koszyka. To dziwne, ale zaczynam cicho recytować ulubiony wiersz.

"Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest..."
Chyba potrafiłabym wybaczyć mu wszystko.
"Miłość nie zazdrości"
Jestem wściekła, kiedy inne na niego patrzą,
bo kiedy ja to robię, widzę cały mój świat...
Ale daje mu wolność, nie jest mój. 
I wierzę mu, a jeśli mówi prawdę,
to też mu na mnie zależy...
"...nie szuka poklasku, nie unosi się pychą"
Oddałabym wszystko, żeby był szczęśliwy,
żeby odnalazł spokój. Wierzę, że na to zasłużył.
"Nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego.
Nie unosi się gniewem, nie pamięta złego.
Nie cieszy się z niesprawiedliwości..."
Boże... dlaczego on? Dlaczego to właśnie on
musiał stracić kogoś bardzo bliskiego?
Jeżeli będziesz musiał znowu zrobić coś, 
co go zaboli, proszę... zabierz mnie. 
Nie rób mu krzywdy, za to weź mnie...
"...lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma..."
Dlatego będę żyć, dopóki on będzie.
Będę walczyć, dopóki jest szansa...

Kosz napełnił się bardzo szybko, dlatego po paru minutach mogłam już wrócić do obozu. Zdziwiło mnie to, jak długo tam szłam. Nie przypuszczałam, że oddaliłam się aż tak bardzo. No cóż... najwidoczniej nie zwracałam uwagi na czas. Po pół godzinie byłam na miejscu. Powoli się ściemniało. Dowiedziałam się, że nie było mnie aż cztery godziny... Wow, no nieźle. Napędziłam im pewnie stracha. Ale to już nieważne. Zaskoczyły mnie dekoracje, które widziały na namiotach, ognisko, ławeczki. Kiedy spytałam o to Cho, odpowiedziała, że dzisiaj będziemy świętować. Jakaś tam grupa uciekła śmierciożercom wykradając cenne informacje. Nie wiedziała jakie, ale miała prawo.. martwiła się o Harry'ego, tak jak ja o Freda. Zresztą to nieistotne. Zauważyłam, że w obozie jest trochę więcej ludzi i od razu zrozumiałam, że musiała się zjawić druga grupa... czyli gdzieś tu był Draco. Tylko jeszcze nie rozgryzłam czy to dobrze, czy źle. Podążyłam więc bez słowa za przyjaciółką do obozu, żeby się przebrać. Za pół godziny miała się rozpocząć zabawa. Trochę tego nie rozumiałam, bo nie miałam najmniejszej ochoty się bawić. Ale dla nich tamta wiadomość była nadzieją, że będzie lepiej... krokiem do przodu... Więc postanowiłam chociaż udawać, że się cieszę.


Okazało się, że przybyli do nas jacyś ważni czarodzieje z zagranicy, żeby porozmawiać z Dumbledore'm o planach powstrzymania Voldemorta. Chłopacy postawili wielki namiot, dziewczyny go udekorowały i zajęły się jakimś jedzeniem. Jak na ukrywających się, wyglądało to dość ładnie. Kiedy tam byłam, czułam się jakby wszystko było w porządku... czułam się prawie normalnie. Z tym, że nie mam pojęcia co dzieje się z moimi przyjaciółmi. Impreza rozpoczęła się godzinę temu. Draco widziałam tylko raz, kiedy podchodził do jakiegoś wysokiego szatyna. Chyba mnie nie zauważył. Nie chciałam z nim rozmawiać, nie wiedziałam o czym... wolałam go unikać, dlatego stałam w kącie rozmawiając z koleżankami. Niestety przyszli jacyś bliźniacy i poprosili je do tańca. Co za pech! Akurat do namiotu wszedł Draco. Spuściłam wzrok... może mnie nie zauważy, przecież pomiędzy nami jest tak wiele osób...

Nie wiem kto puszczał muzykę, ale właśnie zaczęło lecieć coś wolnego. Czy tylko mi przypominało to jakiś bal, a nie przyjęcie? Chyba powinnam o tym powiedzieć Dumbledore'owi. Przecież tak nie powinno być... a tak w ogóle to gdzie oni byli? Nie widziałam ich od początku, a przecież oni to zorganizowali. Eh... pewnie sobie poszli zostawiając nas tu. Co za totalna nieodpowiedzialność. Chwila, chwila.. gdzie Draco!? Zniknął mi z oczu, gdzie on jest! Oh.. spokojnie. Stoi w rogu i popija poncz. Nie widzi mnie. Jest dobrze.



Chyba coś go trapi, ale wcale mnie to nie obchodzi. Zrobiło mi się trochę niedobrze, chyba powinnam na chwilę wyjść, ale nie mam jak. Zauważy mnie. Odrywam wzrok od niego i szukam ewentualnych wyjść awaryjnych, ale cholera! Nie ma jak przejść niezauważoną. Znowu zerkam na blondyna i zamieram... Patrzy się. Prosto na mnie. Robi mi się gorąco jak diabli, ale także nie odrywam wzroku. I wtedy odkłada szklankę i rusza w moją stronę. O nie! Przedziera się przez tańczących i pokonał już połowę dzielącego nas dystansu. Na szczęście zanim zdążył do mnie dotrzeć, ja już jestem koło wyjścia z namiotu. Odwracam się po raz ostatni, ale nie widzę go. Pewnie zniknął gdzieś w tłumie. Wchodzę na zewnątrz i uderza mnie chłód powietrza. Odruchowo łapię się za ramiona. Odchodzę jeszcze kilka kroków i dopiero teraz porządnie wydycham powietrze. Mało brakowało... Nie chciałabym się z nim spotkać a tym bardziej rozmawiać. Wyzwala we mnie uczucia, których nie chcę. I nie mam zamiaru o nim myśleć, co właśnie w tej chwili robię. Cholerny głupek! Słyszę za sobą szelest oznaczający wyjście kogoś z namiotu. Odwracam się napięcie, ale na szczęście to tylko jakaś para. Postanawiam się przejść, co może nie jest zbyt dobrym pomysłem zważając na to, że jest już ciemno, ale co tam... Przecież nie oddalę się zbytnio, nie jestem głupia. Idę więc powoli przed siebie. Obiecuję sobie, że zrobię wszystko, żeby nie spotkać już dziś Dracona. Jednak pół godziny później moja obietnica zostaje zniszczona, ponieważ prosi mnie do tańca. I po co ja głupia tam wracałam?? Stoimy naprzeciwko siebie patrząc w oczy. On z wyciągniętą ręką czeka na moją reakcję, a ja próbuję dobrać odpowiednie słowa. Nic jednak nie przychodzi mi do głowy.

Niestety jestem typem osoby, która jest po prostu... hm.. dobra? Nie lubię ranić innych, nie lubię ich rozczarowywać. Jak inaczej mogę wyjaśnić to, że podałam mu dłoń i pozwoliłam zaprowadzić się na środek sali? W końcu to tylko taniec, przeżyję. Wiedział co robi, bo poprosił mnie, kiedy zaczęto puszczać coś wolnego. A więc już się nie wymigam. Modlę się tylko o to, aby te trzy minuty minęły nam w ciszy, bez słów. Cieszę się, że moje serce nie przyśpiesza, ani nic z tych rzeczy. Kładę ręce na jego szyi, ale on ma inne plany - przyciąga mnie do siebie, dlatego jestem zmuszona się do niego przytulić. Nie zapowiada się na to, żeby którekolwiek z nas zaczęło o czymś rozmawiać i nie wiem czy to ta lepsza z opcji, ponieważ teraz zaczynam myśleć. Myślę o wszystkim co kiedyś miało miejsce pomiędzy nami... i nie czuję nic. Kompletnie nic. Lubię tą piosenkę... Kiedyś wyobrażałam sobie, że będę przy niej tańczyła z Fredem... i  ta myśl sprawia, że mam łzy w oczach. Tak bardzo chciałabym, aby był tu teraz ze mną zamiast Draco. Tak bardzo chciałabym go przytulać i mieć nadzieję, że właśnie w tej chwili będzie sobie uświadamiał, że mnie kocha. Przytulam Malfoy'a jeszcze bardziej, bo tego potrzebuje... On też mocniej oplótł ręce wokół mojej talii i pleców... chyba źle to odebrał. Nadal mam w oczach łzy, ponieważ nigdy nie będę pewna, że to się powtórzy, ale z tym, którego kocham. Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczy te wszystkie zmarnowane dni, niespełnione sny, w których byliśmy blisko, a nic się nie wydarzyło. Teraz znowu jesteśmy daleko od siebie... i... nie wiadomo czy się jeszcze spotkamy...
Piosenka się kończy... powoli mnie puszcza i patrzy mi głęboko w oczy. Czy dla niego to wyjątkowa chwila? Bo ja myślę o Fredzie... Gdy odrywa ode mnie ręce - odwracam się i odchodzę. Idę do pomieszczenia robiącego za toaletę. Patrzę w swoje odbicie w lustrze. Oczy mam czerwone od łez. W końcu się pozbierałam i postanowiłam wrócić. Dopadły mnie Ginny i Luna, więc słucham ich opowieści o... o czym? Nie pamiętam. Szukam go wzrokiem. Siadamy przy stoliku, ale za chwilę podchodzi ślizgon i prosi, żebym gdzieś z nim poszła. Chce porozmawiać. Ok, dobrze. Musimy chyba sobie coś ustalić.
Odchodzimy trochę od reszty. Opieram się o ścianę, a on staje na przeciwko mnie.
- Czy ten taniec... - zaczyna trochę zmieszany. Kiepsko go słychać przez muzykę, dlatego przybliża się. - Czy to coś dla ciebie znaczyło?
- Ym... - spuszczam wzrok. Nie wiem co mu odpowiedzieć. Muszę mówić mu wprost do ucha, żeby coś zrozumiał - Posłuchaj bo to... - Nie potrafię dobrać właściwych słów. - Dla mnie to był tylko taniec. Nic więcej - mówię w końcu. Wydaje się być trochę rozczarowany. - A dla ciebie?
Patrzy mi w oczy i przez chwile nic nie mówi.
- Tak... - wymruczał patrząc w swoje buty. Robi mi się go żal, ale tylko trochę. Uśmiecham się smutno i kładę rękę na jego ramieniu.
- Hej... - zmuszam go, aby na mnie spojrzał. - Nie bądź smutny. Uśmiechnij się.
Spojrzał na mnie jakbym mówiła coś dziwnego... No trudno, to najlepsze co w tej chwili mogę zrobić.
- Posłuchaj, ja... - próbuje mu coś wytłumaczyć. - Chciałam zatańczyć tą piosenkę z kimś innym...
- Jest tu?
- Nie... - teraz to mnie ogarnia smutek.
- Fred... - to nie było pytanie. Więc nie komentuję tego. Ostatni raz na niego spoglądam, a potem odchodzę i wychodzę z namiotu nie wyjaśniając nic nikomu, nie zatrzymując się po drodze, aby poinformować dziewczyny. Chcę zostać sama... to ostatnio moje najlepsze towarzystwo.


"Powinienem był ci oddać cały mój czas,
kiedy miałem szansę. 
Zabierać na każdą imprezę,
bo ponad wszystko chciałaś tańczyć.
Teraz moja ukochana tańczy,
ale tańczy z innym mężczyzną."

Przepraszam, że długo nie pisałam, ale przez ten miesiąc moja psychika była na skraju przepaści... i znalazłam się w podobnej sytuacji co nasza bohaterka. Mam nadzieje, że wybaczycie i że jeszcze ktoś to czyta. Jeśli tak - zostaw komentarz.

Możesz mnie znaleźć na asku:
http://ask.fm/TajemniczaKsiezniczka77

Na fb:
https://www.facebook.com/profile.php?id=100006667606366

https://www.facebook.com/Historia-kt%C3%B3ra-nigdy-nie-mia%C5%82a-mie%C4%87-miejsca-Fredmione-717359008339830/?ref=hl

Na twitterze:
https://twitter.com/TKsiezniczka

Na yt:
https://www.youtube.com/channel/UCrG5dquClepvKx8ImsXvu6A

Na poczcie:
ksiezniczka.swojego.umyslu@wp.pl


Możecie do mnie pisać, pytać mnie o co chcecie. Chcecie, żebym jeszcze coś założyła, coś zrobiła - piszcie mi o tym. Jestem dla was. Komentujcie! Do zobaczenia
- T.K.




poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 40: "Hermiona Granger nie zawsze ma rację"


"Nie patrz się na mnie,
jeśli oczy masz puste,
nie zobaczę w nich uczuć,
ale przejrzę, jak w lustrze."

- Ja pójdę tam - wskazała ręką Ginny, kiedy dziewczyny ustaliły, że się rozdzielą i poszukają ich.
- Dobrze, ale bądź ostrożna - poleciła Hermiona, po czym obydwie poszły w swoje strony.
Przedzierając się przez krzewy, Granger zastanawiała się gdzie są jej przyjaciele. Z jednej strony miała nadzieję, że ich znajdzie i razem wrócą, ale także bała się, że zobaczy ich leżących i rannych, albo gorzej... Myślała o George'u, wiedziała, że wszyscy odczuli jakąś pustkę po nim. Będą pamiętać... I pomyśleć, że jeszcze nie dawno jej największym problemem była Amber, albo Angelina. Teraz są w innym obozie... a może to tam właśnie są chłopacy? Wcześniej o tym nie pomyślała... No cóż, jeśli nie znajdzie ich gdzieś tutaj, wróci i razem z Ginny pójdzie do drugiego obozu. Zawsze powtarzała, że nie można myśleć: "Co by było gdyby", bo to nic nie da, ale co by było, gdyby Harry powiedział o swoich snach Dumbledore'owi? Przecież czuł, że zbliża się coś złego. Z drugiej strony jak ona mogła zaufać Saitanowi? Jak do tego doszło, że mu uwierzyła? Jak mógł jej się podobać? No i biedny Benny... nadal za nim tęskniła. Nie kochała go jak Freda, ale jakaś mała cząstka uwielbiała go. Ostatnio brat Rona zmienił się trochę. Nie lubiła o tym myśleć, ale... nie dawało jej to spokoju. Nie podobał jej się już tak, jak kiedyś. Zawsze, kiedy sobie o tym przypominała, denerwowała się sama na siebie. "Jak możesz? Przecież go kochasz. Bo... kochasz go, tak?". Całą sobą chciała krzyknąć: "TAK!", ale coś jednak nie pozwalało. Nienawidziła tej części siebie. Jej uczucie zmalało, ale cały czas myślała, że wróci. Nie pamiętała kiedy to się zaczęło. I bała się samej siebie... nie wiedziała, do czego jest zdolna. Bała się, że łatwo będzie można nią pokierować. Bała się kontaktu z Draco. On... wywierał na niej takie dziwne... wrażenie. Dziwne uczucia. "KOCHAM FREDA" - powtórzyła sobie i obiecała, że przestanie tak myśleć. To chore.
W tej właśnie chwili usłyszała jakiś szelest i nadzieja znowu zagościła w jej sercu. Stanęła i zaczęła nasłuchiwać. Przez chwilę słychać było tylko lekki wiatr i zwierzęta, które powoli wychodzą ze swoich kryjówek na zewnątrz, ale po chwili znowu to usłyszała. Kroki... ktoś tu szedł, zbliżał się. Chwilę później do tego doszedł ciężki oddech, dlatego była pewna, że to człowiek. Ale chwila... to nie może być ani Fred, Harry, ani żaden inny nastolatek, za chrapliwy głos. Kiedy dziewczynie zapaliła się ostrzegawcza lampka, było już za późno na ucieczkę, ponieważ zza krzewów wyłoniła się bardzo dobrze znana sylwetka.
- Witaj śliczna, kojarzysz mnie? - odezwał się Fenrir Greyback. - Dawno się nie widzieliśmy, co?


Hermiona odwróciła się i zaczęła biec, a ten tylko się zaśmiał.
- DRĘTWOTA! - krzyknął. Zaklęcie trafiło w gryfonkę unieruchamiając jej ciało. Padła twardo na ziemię nie mogąc nic zrobić.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła. Bardzo chciała się obrócić, ponieważ leżała brzuchem do dołu, ale nic z tego... zaklęcie działało jak należy. Irytowało ją, że śmierciożerca cały czas się śmieje. Zlekceważył jej rozkaz - podszedł do niej, podniósł i zarzucił sobie na ramię. Odwrócił się i chichocząc ruszył w drogę. Nie zaszedł jednak za daleko...
- DRĘTWOTA! - Podwładny Voldemorta przewrócił się, upuszczając dziewczynę.
- Agr! - wysapał. Nie mógł (zresztą Hermiona też) ruszyć głową, żeby zobaczyć kto rzucił na niego zaklęcie.
- Matka nie nauczyła się, że łapy trzyma się przy sobie? - warknął Draco kładąc stopę na jego policzku. - Co mam teraz z tobą zrobić?
Nagle coś czarnego przeleciało koło niego i zanim zdążył mrugnąć Fenrir zniknął.
- Co do cholery! - wykrzyknął zdziwiony.
- Draco... - odezwała się dziewczyna.
Chłopak przez chwilę jeszcze przypatrywał się miejscu, w którym leżał śmierciożerca, jakby zaraz miał się tam znów pojawić, ale potem podszedł do gryfonki i wziął na ręce.
- Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej... może mogłabyś się teraz ruszać, ale nie wiedziałem kto to.
- Nic się nie stało - wyjąkała. - Trochę bolą mnie plecy.
- Już dobrze, jesteś bezpieczna. Dlaczego oddaliłaś się sama od obozu?
- Szukałam Harry'ego... - oznajmiła. Nie wiedziała czemu, ale wolała nie wspominać o Fredzie.
- Rozumiem - mruknął.
- Draco... - blondyn spojrzał na nią. Jej oczy były zmęczone, zaspane. - Nie chcę jeszcze wracać do obozu. Nie w takim stanie. Mógłbyś mnie puścić?
- Oszalałaś? Nie ma mowy - szedł dalej.
- Proszę! - upierała się.
- Musisz wrócić do sił. Tu, na mrozie na pewno tego nie zrobisz.
- To moja sprawa! Moje życie. Nie jestem dzieckiem - zdenerwowała się.
- Ale zachowujesz się jak dziecko. I nie możesz się ruszać, więc przykro mi, mów co chcesz, ale się nie zatrzymam.
- Idiota, dzieciak, kretyn, debil, głupek, gnojek, sukinsyn... - zaczęła wymieniać, a że zasób słownictwa miała całkiem pokaźny, mówiła tak z 5 minut. - świnia, ogr, śmierdziel, osioł, bezduszny potwór, szczur, bachor, matoł!
- Skończyłaś? - zapytał.
- Nienawidzę cię! Gdybym mogła ruszać ręką, walnęłabym cię.
- Poważnie? Bo wydaje mi się, że były sytuację, w których byłaś na mnie wkurzona bardziej, a jednak tego nie zrobiłaś. - Chyba się trochę zdenerwował, bo dał za wygraną i położył ją, opierając o drzewo. - Dlaczego tak bardzo cię wnerwiłem, co? Czy zrobiłem ci coś? Czy może po prostu ty jesteś zimną suką?
- Co proszę?! - wytrzeszczyła oczy i zlustrowała go od góry do dołu. Stał naprzeciwko w zadziwiająco białej koszuli, ciemnych dżinsach i kremowych butach.
- Cały czas zachowujesz się jakbym coś ci zrobił! No powiedz! O co ci chodzi?
- Ja... - dziewczyna oddychała głośno. Nie wiedziała co powiedzieć. Zgasiły ją słowa, które niedawno wypowiedział. Zimna suka? Serio? - Jesteś... Jesteś kretynem!
- Dobrze! Jestem kretynem! Dlaczego? Powiedz mi czemu. Oświeć mnie.
- Po prostu! Wszystko robisz nie tak! Wtrącasz się w nie swoje sprawy i... i mącisz!
- Ja mącę?
- Ty mącisz! Mieszasz mi w życiu! - Po tych słowach uświadomiła sobie, że niepotrzebnie to powiedziała. O to mu chodziło, za co nienawidziła go jeszcze bardziej.
- Więc tu nie chodzi o mnie - powiedział powoli. - Denerwuję cię to, że w ostatnim czasie stałem się dla ciebie kimś więcej niż innym uczniem - nie pytał, stwierdzał fakt, który nie chciała przyjąć do wiadomości.
- Nie... nie... - zaprzeczyła. Podszedł do bliżej i ukucnął przed nią.
- Boisz się, że jeśli nadal będę cię ratował, rozmawiał z tobą to bardziej się zakochasz.
- Bredzisz - patrzyła w bok. Byle nie w jego oczy. Byle nie w jego oczy!
- Wiesz, że ja cię kocham i teraz wystarczysz tylko ty. Myślisz o tym i to nie daje ci spokoju.
- Draco nie! Przestań! - protestowała, ale on ignorując to, mówił dalej.
- Nie kochasz go. Hermiona - złapał ją za twarz i zmusił, żeby na niego spojrzała. - Nie kochasz...
- O co ci chodzi?! Chcesz mnie skłócić z przyjaciółmi?! Chcesz mi popsuć opinię?! Chcesz, żebym nie była szczęśliwa z Fredem?! - wyrzuciła z siebie szybko. Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od niej. Wpatrywał się w jej błyszczące orzechowe oczy, które widziały bardzo dużo. Nigdy nie zwracała wielkiej uwagi na swój wygląd, ale była jedną z piękniejszych dziewczyn, które widział. Na pewno była najmądrzejsza. Zachowywała zimną krew w trudnych sytuacjach i wykazywała się niezwykłą odwagą, ale gdyby to on miał decydować o jej bezpieczeństwie, stanąłby w jej obronie za każdym razem. To śmieszne jak bardzo się różnili, ale jak bardzo go to pociągało. Patrzyła na niego czekając na odpowiedź. Myślała, że jej słowa były ostatnimi w tej sprzeczce, ale myliła się. Hermiona Granger nie zawsze ma rację.
- Chcę... - szepnął. I TO były ostatnie słowa jakie tu padły.

"Gdybyś kiedyś we śnie poczuła,
że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością,
wiedz, żem żyć przestał..."


Długo czekaliście na rozdział, ale do 12 listopada muszę oddać gotową książkę, a nadal duużo mi zostało.
Polubcie fanpage, na którym mogą się pojawiać zapowiedzi rozdziałów, fragmenty i zdjęcia z nich ^^ Do zobaczenia!

środa, 21 października 2015

Wszystkiego najlepszego!

Niestety dzisiaj jeszcze nie będzie rozdziału, bo mam tylko połowę, ale złożę życzenia, jednej z czytelniczek :D No więc BARDZO się cieszę, że podoba ci się mój blog i mam nadzieję, że zostaniesz do końca. Oto życzonka od paru ludzi z facebooka: 





A ode mnie:

~ szczęścia w życiu osobistym
~ dobrego zdrowia
~ samych zwycięstw
~ spełnienia marzeń
~ miłych niespodzianek
~ prawdziwych przyjaciół
~ niewyczerpanych pokładów energii
~ uśmiechu na co dzień
~ genialnych pomysłów
~ głównej wygranej na loterii
~ pogodnego ducha
~ wygodnych butów
~ świętego spokoju
~ trafnych decyzji
~ dużego łóżka
~ pękatego portfela
~ szerokiej drogi
~ miłych snów
~ romantycznych wieczorów
~ dużo słodyczy
~ niezapomnianych chwil
~ dużo słońca
~ powodzenia
~ pełnego sejfu
~ dużo szaleństw
~ MIŁOŚCI
i wiele więcej, ale już trochę późno... Więc jeszcze raz WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

środa, 14 października 2015

Rozdział: 39 "Dwa zgony, jeden pogrzeb"

"Nade mną śmierć władzy
mieć nie będzie. Gdy nadejdzie
mój czas, odejdę z własnej,
nieprzymuszonej woli, na własnych
nogach i o własnych siłach, 
bez pomocy śmierci, która
straszyła mnie przez całe życie."

Hermiona siedziała w namiocie pijąc herbatę. Padało już od kilku godzin. Większość jej znajomych nie odzywała się do nikogo, tylko nieliczni próbowali przerwać ciszę, jednak po paru zdaniach także milki. Gdzie by się nie ruszyć - tam ponura atmosfera. Fred zniknął, albo trzymał się z daleka od innych, a gryfonka siedziała tak od godziny, wpatrzona w podłogę, skulona i smutna. W końcu podszedł do niej Harry i usiadł obok. Przez pierwsze pięć minut nic nie mówił, lecz postanowił się odezwać.
- Jak się czujesz? - nie bardzo wiedział co powiedzieć, więc zadał standardowe pytanie. Dziewczyna nie odpowiedziała, ale wcale nie był zdziwiony z tego powodu. - George był... wyjątkowy. Wszyscy go lubili... - ciągnął. - Będzie nam go brakowało... Szczególnie przy Fredzie. Musi mu być teraz ciężko... zdaje sobie sprawę z tego, że za każdym razem, kiedy ktoś na niego spojrzy, zabraknie tam George'a. - Chłopak na chwilę zamilknął, a ona pociągnęła nosem.
- Nie wyobrażam sobie dalszego życia. To nie będzie normalne - odezwała się. - I to wszystko przeze mnie, rozumiesz? - spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Nie - pokręcił głową - nie możesz...
- Harry, ale to prawda! Gdyby mnie tam nie było...
- Nie wiesz co by się stało. Może nikt by nie zginął, fakt, ale może zginęłoby więcej osób?
- Harry... ale on wróci. Wiesz o tym.
- I każdy z nas będzie chciał się zemścić za George'a. Więc jeśli tu wróci to sam wyda na siebie wyrok.
Granger nie odpowiedziała. Marzyła teraz tylko o tym, aby to wszystko okazało się złym snem. Nie tak powinno być. Nienawidziła za to całego świata, że wszystko ułożyło się nie tak, jak miało. To nie było fair... Powinna uczyć się teraz do testów, siedzieć w ciepłym dormitorium, albo z rodziną w domu, cieszyć się z prezentów, pisać listy do przyjaciół. Jednak jest inaczej... siedzi i marznie w namiocie w środku jakiegoś lasu, z dala od zburzonego Hogwartu, pocieszana przed Harry'ego, ponieważ zginął brat Freda... chłopaka którego kocha. Powinna siedzieć w pokoju i wyobrażać sobie co by było gdyby... stwarzać historie i plany, które nigdy nie miały się sprawdzić. Tymczasem była wojna. Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że on także zginie. Co wtedy? Wtedy chyba pójdzie do Saitana i albo go pokona, albo zginie. Wszystko jedno. Niczego nie pragnęła bardziej niż tego, żeby wszystko się już skończyło. Nieważne jak, byleby się skończyło.
- Ile to jeszcze potrwa? - zapytała cicho. - Ile jeszcze będziemy tu siedzieć i czekać bezczynnie aż to oni wykonają jakiś ruch?
- Hermiona,.. czuję dokładnie to, co ty. Ale co możemy zrobić?
- Nie mam pojęcia co możemy zrobić! Nikt nie wie co możemy zrobić! Może po prostu chodźmy walczyć?!
- O to im właśnie chodzi, bez plany, bez broni, bez pomocy. Chcesz od razu zginąć?
- Wszystko mi jedno - odparła. Chłopak spojrzał na nią uważnie.
- Jak to WSZYSTKO CI JEDNO? Nie możemy się poddawać. Nie damy mu tej satysfakcji.
- Damy mu to, co będzie chciał, Harry. Nic nie możesz zrobić tu nawet ty. Przykro mi... - spuściła głowę. Nie wiedziała, czy uraziła tymi słowami chłopaka, bo wstał i oddalił się, ale powiedziała to, co myśli., jednak wcale nie poczuła się lepiej. Chciała wstać, gdzieś pójść, ale na dworze lało. Rozejrzała się po namiocie. Oprócz niej byli tu jeszcze Neville z Luną. "Przynajmniej oni mają siebie" - pomyślała. Zastanowiła się nad tym, gdzie może w tej chwili być Fred, co robi. Pewnie rozpacza... Ale nie ma innego wyjścia niż to zaakceptować. On jest silnym chłopakiem i na pewno sobie poradzi, wiedziała to. Doskonale rozumiała, że ta strata była wielkim szokiem. Wiedziała, że tak naprawdę były dwa zgony, a jeden pogrzeb, ponieważ razem z George'm umarła cząstka duszy Freda.  Musi przeczekać ten okres i wtedy dopiero powie mu co do niego czuje. Obiecała to sobie. Zrobi to, kiedy będzie okazja. Dosyć czekania, bo potem może być za późno...




Cztery godziny później deszcz przestał padać, więc dziewczyna wyszła na zewnątrz. Zawsze lubiła zapach deszczu, jednak teraz miała wrażenie, że wdycha do płuc zapach śmierci. Nikogo nie zauważyła. Już po pierwszych krokach miała ubrudzone buty, ale nie zatrzymywała się. Z jakiegoś innego namiotu wyszła Ginny. Zauważywszy Hermione, podeszła do niej.
- Widziałaś może Harry'ego? - zapytała. Wyglądała na przejętą.
- Nie...
- A Freda?
- Nie od... od pogrzebu. Czemu?
- Bo zniknęli. Nikt ich nie widział - odparła, a słowa odbiły się echem w głowie gryfonki...


"Istnieje zapach... Zapach śmierci...
6 rodzaj zmysłu. Widać go w oczach osoby,
którą upatrzyła sobie śmierć. 
Można poczuć jak odchodzi z człowieka życie.
Tylko poczuć i po prostu zaakceptować."


Długo nie pisałam i teraz dodałam taki krótki rozdział, ale naprawdę mam mało czasu. W dodatku zajęłam się askiem, na którego serdecznie wszystkich zapraszam: 
http://ask.fm/TajemniczaKsiezniczka77
Postaram się pisać częściej, ale mam nadzieje, że rozumiecie mnie i wybaczycie. Już niedługo będzie się działo, więc DO ZOBACZENIA! Koomeentuujcie, bo to też pomaga!

czwartek, 1 października 2015

LBA!!! #2

Dostałam drugą nominację od "MonaVeerax3" z bloga http://magiczny-swiat-rachel-trust.blogspot.com/2015_08_01_archive.html serdecznie zapraszam, bo jest świetny! 

Oto pytania:

1. Twój ulubiony przedmiot w Hogwarcie?
Hm... Chyba obrona przed czarną magią... 

2. Twój ulubiony przedmiot w szkole?
Zajęcia artystyczne, albo godzina wychowawcza :D

3. Czy masz rodzeństwo?
Mam! Młodszego brata i starszą siostrę. 

4. Twój ulubiony kolor?
Czerwony <3

5. Jak nazywa się twój najlepszy przyjaciel?
Mam nadzieję, że słowo "przyjaciel" oznacza albo dziewczynę, albo chłopaka, bo odpowiadam:
Monika, więc jeśli chodziło o jakiegoś chłopaka, to przykro mi Monia - zmieniasz płeć. 

6. Czy chciałabyś uczyć się w Hogwarcie?
A czy ktoś normalny by nie chciał?

7. Masz jakieś konkretne plany na przyszłość?
Jak to mówi mój kolega z klasy: "Tak, chcę być szczęśliwym człowiekiem".

8. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
Niby zawsze odpowiadam, że tak, ale miłość to nie jest wygląd, a jak się kogoś widzi po raz pierwszy to się go raczej nie zna... 

9. Mogłabyś mi polecić jakiś dobry blog o tematyce Fremione?
Gdybym tylko znalazła ten, który ja kiedyś czytałam...

10. Jaki jest twój styl ubierania się?
Ubieram się różnie, tak jak mi się podoba. Raz cała na czarno, spodnie, skórzane kurtki, najczęściej koturny... Pfff... nie wiem. Nie myślę o tym :P


Na razie nikogo nie nominuję, ponieważ nie czytam blogów a jak tak, to sporadycznie. Dziękuję za drugą nominację i czekam na następne, chociaż na nie nie zasłużyłam przez to co ostatnio robię. Pewnie jesteście wściekłe, że nie dodaję rozdziałów, ale po pierwsze za bardzo nie mam kiedy, po drugie mało komentarzy bo pewnie wy też nie macie czasu czytać, a po trzecie MAM MIESIĄC, ŻEBY NAPISAĆ JESZCZE 120 STRON KSIĄŻKI NA KONKURS!!! Zabijcie mnie od razu... Ale postaram się dodać niedługo, tylko bądźcie cierpliwe i dajcie znak, że jeszcze tu jesteście! Do zobaczenia!