niedziela, 31 sierpnia 2014

Info!!!

Wiem, że jesteście zainteresowane blogiem, ale przykro mi... muszę go zamknąć...
*
*
*
Nie no co wy! NIGDY :D Nie zrobiłabym wam tego :P To, że zaczyna się rok szkolny nie znaczy, że przestanę pisać! Nigdy w życiu :D Oczywiście nie tak często, ale to się jeszcze ustali, zobaczymy ile będę musiała się uczyć, a tak na serio... To postanowiłam się do tej nauki wziąć, bo w tamtym roku miałam średnią powyżej 5.00, a w tym nawet paska nie miałam na świadectwie! Co zdarzyło mi się pierwszy raz! I no właśnie, jeżeli jesteście zainteresowane mną, to wejdźcie na mój profil, bo prowadzę bloga "My Dziewczyny" może wam się spodoba, a może nie, ale i tak zapraszam ;) aha przepraszam jeśli czytają mojego bloga chłopacy (w co szczerze wątpię) bo ciągle mówię jak do dziewczyn :D Zastanawiam się nad założeniem twittera, albo instagrama... ale nie wiem czy ktoś będzie zainteresowany moją osobą, to znaczy Tajemniczą Księżniczką (bo tak się nazywam jako osoba publiczna). Jeśli tak to komentujcie i po prostu piszcie co o tym myślicie, jak chcecie to tu, a jak nie to na "My Dziewczyny". Ok... przepraszam, że to nie jest rozdział, ale... No po porostu :D Jutro szkoła i... tego no... Pa :D

P.S. Przedtem nie było notki to teraz jest :3

Rozdział 7: "A w mroku czai się zło... które ugodzi w samo serce..."

"Nie ma takiej istoty,
która by nie kochała...
Rzecz w tym,
CO kocha..."

Było ciemno... Mrok otaczał marmurowe groby, mgła wiła się niespokojnie pośród zwiędłych kwiatów. Księżyc skrywał się za czarnymi chmurami... Widocznie nie chciał oglądać szarego cmentarza... Dwunastu mężczyzn tworzyło niemalże idealny krąg... Ich czarne peleryny zlewały się z otoczeniem. Zza jednego z nagrobków wyłoniła się postać. Zbliżała się powoli. 
- I znów... - przemówiła. - Widzimy się po tylu latach... I co? Nikt nie ma mi nic do powiedzenia? - mówił spokojnie, ale każdy z nich dobrze wiedział, że tylko się bawi. - Czemu zawdzięczam ta wizytę? Czyżby strach...? - podszedł do jednego z nich. - Odpowiedz! - wydarł się.
- Wierność... panie - powiedział.
- Kłamstwo! - krzyknął i złapał go za szyję. - Czy ty naprawdę myślałeś, że mnie okłamiesz!? - powiedział szybko. Puścił go i odwrócił się do reszty. - Wróciliście tu ze strachu! Wy wszyscy! Boicie się... 
- Nie, panie... - wtrącił zgięty w pół i trzymający się za szyję. Istota spojrzała na niego i zbliżyła się.
- AVADA KEDAVRA!!! - krzyknął, a tamten padł na ziemię. - Któryś jeszcze? Który odważy się coś powiedzieć?! - Milczeli. - Żaden? - przejechał wzrokiem dookoła. Pokręcił głową i zacmokał. 
- Panie... - zza grobu wyłoniła się postać kobiety. 
- Bello... Jak miło cię widzieć. Zapraszamy... - kobieta uśmiechnęła się i podeszła do niego.
- Już wszystko gotowe. Szafa działa bez zarzutów, a Draco przygotowany - powiedziała szybko.
- Nie mamy... Dzieciaka... - stwierdził. - Potrzebny jest ktoś, kto go zwabi... Ktoś po kogo na pewno przyjdzie...
- Ale czy się domyśli? - zapytała Lestrage...
- Harry to mądry chłopak...
- Może ten rudzielec? Weasley? 
- Nie... to musi być ktoś wrażliwy... 
- Szlama... - uśmiechnęła się Bellatrix.
- Taak... 
"Zasada oko za oko...
czyni świat ślepym..."

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 6: "Dlaczego to robisz? - zapytała, a po policzku jej łza spływała..."

Jejku! Jejku! Jejku! :D Ale się cieszę jak czytam te wasze komentarze :D Piszczałabym ze szczęścia, ale zwykle jest już późno i tata siedzi w pokoju obok więc wiecie... :) Specjalnie dla was siedzę w nocy i piszę, a mama się na mnie wydziera, że mam iść spać :D Ale co tam :) A wiecie co ja jej powtarzam? Mówię: "Nie mogę, ja tu muszę pisać, bo nie chcę zawieść moich czytelniczek" <3 KOOOCHAM WAS :D Wiecie? Tym razem rozdział dłuuugi :D A ja jak zwykle czekam z niecierpliwością na komentarze i zapraszam na dóóóół...

"Bo jeśli nie przeszedłeś przez
próbę smutku,
nie zdobędziesz doświadczenia
radości z tego,
co wynikło z bólu..."

Harry leżał na łóżku i rozmawiał z Ronem. 
- Ale naprawdę mówię ci... mój tata załatwił bilety w pierwszym rzędzie...
- Ale załatwisz mi autograf?
- Jasne... że nie - uśmiechnął się Ron. - Wiesz chyba zostawiłem coś w pokoju wspólnym. Zaraz wracam - wstał i skierował się do drzwi. - Jakbym nie wrócił za pięć minut... To poczekaj dłużej, a jak nadal nie będę wracał... To po mnie przyjdź.
- W życiu! Radź sobie sam - zażartował Harry. Chłopak czekał i czekał, a przyjaciel nie przychodził. Leżał chyba tak jeszcze z pół godziny, gdy w końcu postanowił sprawdzić gdzie on jest. Była 23:57. Otworzył drzwi do pokoju wspólnego. Zdziwił się bo w pomieszczeniu nie paliło się żadne światło. Kompletna ciemność. Po omacku ruszył do przodu. Gdyby miał różdżkę z pewnością użyłby zaklęcia, ale niestety nie miał. 
- Niespodzianka!!! - krzyknęły nagle jakieś głosy. Światło się zapaliło i chłopak zobaczył cały Griffindor zebrany w jednym, wystrojonym pokoju. Harry nie wiedział co powiedzieć, nie wiedział o co chodzi.
- Harry to impreza z okazji twoich urodzin! - poinformował Ron. - Wiemy, że trochę spóźniona, ale... No nieważne! - Wszyscy zaczęli podchodzić do niego, składać mu życzenia i dawać prezenty. Pierwsza była Luna, którą zaprosił tu Neville.
- Harry życzę ci wszystkiego dobrego, aby ręka ci szybko wyzdrowiała i abyś zawsze miał wokół siebie przyjaciół. Mam tu dla ciebie specjalny medalion, który zrobiłam własnoręcznie. Podobno gdy ktoś podaruje go swojemu przyjacielowi, ten zawsze będzie go chronił. 
- Dzięki Luna, naprawdę - uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy... - dziewczyna ominęła Harry'ego, aby zrobić miejsce następnemu - Ronowi.
- Harry! To skręcenie ma jak najszybciej zniknąć, bo nie wyobrażam sobie kogoś innego w naszej drużynie. I... trzymaj się stary, nie przejmuj się tymi snami... A ja mam dla ciebie twoją różdżkę, którą wcześniej zepsułem... Sam ją naprawiłem - powiedział dumnie, przytulił go i odszedł na bok. Teraz Hermiona.
- Harry, wiem, że jesteś odważny, jednak ja ci życzę, abyś nie bał się dziewczyn, a zwłaszcza Cho - uśmiechnęła się. - No i oczywiście masz się podnieść w nauce! I... - zbliżyła się do niego tak, aby tylko on usłyszał. - Ja w prezencie wezmę twoją różdżkę do jakiegoś fachowca, żeby ją naprawił, bo obydwoje wiemy, że jak Ron jej dotykał to możesz przez przypadek kogoś wysadzić w powietrze - oboje się cicho zaśmiali. 
- Wiesz może gdybym wysadził w powietrze Rona... - zażartował na co ponownie się zaśmieli. 
- Hej dalej, nie mamy całego semestru - pośpieszył ich Neville. Granger przytuliła przyjaciela i przesunęła się. Do chłopaka podeszli Fred i George.
- Mamy tu dla ciebie - zaczął Fred.
- Nasz super zestaw... 
- Eliksirów. 
- Jest w nim Felix Felicis...
- To znaczy płynne szczęście.
- Nie pytaj skąd go mamy.
- Eliksir Słodkiego Snu...
- Eliksir Wielosokowy...
- Spokoju...
- Euforii, oraz Eliksir...
- Rozdymający. Instrukcje jest w zestawie. - Bliźniacy wręczyli chłopakowi pudełko. 
- Tylko zapamiętaj...
- Baw się tym ostrożnie...
- I nie dawaj Ronowi! - dokończyli razem. 
- Dzięki - uśmiechnął się Harry. Nie mógł na razie tego trzymać więc odwrócił się, żeby ktoś to potrzymał. Ron już wyciągnął ręce, ale do akcji wkroczyła Hermiona.
- Może ja to wezmę - powiedziała i przejęła paczkę, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Kilkanaście minut później prawie wszyscy skończyli składać życzenia. Zostały tylko dwie osoby, a reszta już szykowała się do następnego kroku imprezy - tort. 
- Harry i pamiętaj - kończyła Angelina - masz grać w najbliższym meczu - uśmiechnęła się i go przytuliła. A ode mnie masz książkę o Quidditchu, polecam. - Dziewczyna odeszła i teraz przed Harry'm stała ciemnowłosa krukonka. 
- Harry... Długo się zastanawiałam co ci dać i jakie złożyć życzenia. Nie wiem czy pamiętasz... Gdy kiedyś pocałowaliśmy się pod jemiołą.
- Pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć? - uśmiechnął się. 
- Nie wiem jak ty, ale to był... wtedy, to był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. Czułam wtedy taką radość, której nie da się opisać.
- Wiesz... Ja tez czułem coś podobnego. 
- No i dlatego życzę ci, abyś kiedyś jeszcze poczuł to, co w tamtej chwili ja czułam. Chciałabym, abyś był szczęśliwy. Chciałabym abyś poznał jakąś dziewczynę i abyś poczuł przy niej to, co ja poczułam wtedy do ciebie... I gdy będziesz... Gdy będziesz walczył z... Z Voldemortem. Przypomnij sobie o tym. Abyś wiedział, że masz przeżyć, że masz po co żyć... że żyje się właśnie dla takich chwil... - Harry normalnie nie byłby szczęśliwy, gdyby ktoś mu mówił o walce z Voldemortem, ale nie ona. Z jej pięknych ust wszystko dla niego było czymś wyjątkowym. Dziewczyna zbliżyła się do niego... Nachyliła się i pocałowała go w policzek. - Wszystkiego najlepszego Harry... - uśmiechnęła się. - Mam dla ciebie pierścień. Jeżeli kamyk w środku jest czerwony, znaczy, że ktoś w pobliżu jest twoim wrogiem. Jeżeli jest niebieski, znaczy, że przyjacielem, a jeżeli czarny... To znaczy, że ktoś cię kocha. 
- Wiesz... To jest najlepszy prezent jaki dostałem. - Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Tort czeka... - razem z chłopakiem podeszła do stołu. 
- Harry - powiedziała Granger. - Czas zdmuchnąć świeczki. Pomyśl życzenie. - Chłopak zamknął oczy, a Cho podniosła ciasto. 


Chwila ciszy. Harry otworzył oczy i zdmuchnął świeczki,a wszyscy zaczęli klaskać. Cho postawiła tort na stole, koło innych smakołyków. Każdy kto chciał mógł sobie brać. Neville włączył muzykę i poprosił Lunę do tańca. Koło Harry'ego błyskawicznie zjawiła się Ginny i zaciągnęła go na "parkiet". 
- Ale nikt za tobą nie szedł? - zapytała Hermiona swoją przyjaciółkę.
                                                  
                                                            

- Nie no co ty. U mnie dawno już wszyscy śpią - uśmiechnęła się. - A ty się nie wymiguj. 
- Co? - zdziwiła się Gryfonka.
- "A mówiłam ci, że przytulałam się z Fredem Weasley'em?" - zacytowała, próbując naśladować jej głos.
- Ej... Ja nie mam takiego głosu. 
- Opowiadaj.
- Co? Po prostu go przytuliła i tyle. Zresztą on ma dziewczynę...

~ o ~

Fred namierzył Angelinę. Gadała z koleżankami. Powolnym krokiem zaczął się zbliżać. Jeszcze raz przemyślał co jej powiedzieć. Dziewczyny zauważyły go i przywitały się.
- Hej! - powiedziała Angela. - Idziemy tańczyć?
- Wiesz... - Fred próbował się jakoś wymigać, bo było pewne, że jeśli się zgodzi to dzisiaj z nią na pewno nie zerwie. - A możemy porozmawiać?
- Coś się stało?
- Nie... tak... Wiesz muszę ci coś powiedzieć, ale nie tutaj. Chodźmy może do pokoju Harry'ego. 
- No dobra... - powiedziała zdezorientowana i podążyła za swoim chłopakiem. Obejrzała się jeszcze na swoje przyjaciółki. Zrobiła zdziwioną, ale wesołą minę, a one uśmiechnęły się i podniosły kciuki w górę. Dziewczyna domyśliła się, że chodzi im o coś, czego nie spodziewałaby się po Fredzie, a już na pewno nie w takim publicznym miejscu. No... chociaż w końcu szli do pokoju... A konkretniej do sypialni. Spojrzała jeszcze raz na roześmiane koleżanki i weszła za Fredem do pomieszczenia. - No i...? - zapytała gdy zamknął drzwi, ale on nie miał wesołej miny Wręcz przeciwnie. Wyglądał jakby zobaczył ducha. 
- Angi... Wiesz... Nie wiem jak to powiedzieć. Bo widzisz, kiedy zaczęliśmy się spotykać to... - przerwał zastanawiając się co dalej. - Naprawdę coś do ciebie czułem. A dziś... - znów pauza. - Dziś jest inaczej...
- Czekaj, czekaj... - przerwała mu. - Czy ty? Czy ty chcesz ze mną? - Fred słyszał, że powoli głos jej się łamał. - Czy ty chcesz ze mną zerwać?
- No widzisz... bo ja... - chłopak dostrzegł łzy w jej oczach. dziewczyna czekała aż dokończy. Wiedział, że gdy to zrobi ujrzy dziewczynę jakiej jeszcze nie widział, Myślał, że będzie wściekła, że będzie go gonić rzucając w niego zaklęciami, ale mylił się... Nie pomyślał, że ona może być smutna... A teraz stał przed nią i widząc łzy w jej oczach, nie wiedział co ma zrobić... Co powiedzieć... - Jesteś naprawdę wspaniałą dziewczyną... I zasługujesz na kogoś innego. Lepszego. Bo widzisz ty jesteś mądra, ładna. I jesteś jak żyleta. - Uśmiechnął się lekko.
-Dlaczego to robisz? - zapytała, a po policzki jej łza spływała... - Jestem dla ciebie chłopczycą, tak? Jestem jak kumpel? Dlatego? - Chłopak spuścił głowę. - Fred ja Cię Kocham. Proszę Cię. Nie rób tego. Zmienię się tylko mi tego nie rób... Błagam cię... - Teraz chłopak kompletnie nie wiedział co zrobić. Nie mógł być z nią, ale nie mógł jej dobić. 
- Angelino... Chciałbym, ale nie potrafię... - Tak... Fred Weasley po raz pierwszy w życiu miał łzę w oku... - Wiesz... - podszedł do niej i ją przytulił. Nie protestowała. - Bo to nie byłoby fair w stosunku do ciebie. Bo ja już tego nie czuję. Kocham Cię... ale jak przyjaciółkę. Ja na ciebie nie zasługuję... Kiedyś znajdziesz swojego księcia z bajki. I wtedy ucieszysz się, że już nie jesteśmy razem. Będzie dobrze... - zdobył się nawet na uśmiech. - Słyszał jak dziewczyna pociąga nosem i tłumi płacz. Odsunęła się od niego. Załzawionymi oczami spojrzała na jego oczy. 
- Mam tylko jedną prośbę... - powiedziała drżącym głosem. 
- Tak?
- Pocałuj mnie... Ten ostatni raz. - poprosiła. Chłopak zbliżył się i złożył na jej wargach delikatny pocałunek.   

Milczeli... Oboje. Fred otarł rękawem oczy uśmiechnął się i wyszedł... Dziewczyna została sama ze swoim smutkiem.

~ o ~

Hermiona patrzyła na bawiących się. Widziała Nevilla i Lunę, Rona i Lavender, Harry'ego i Cho... Tylko ona siedziała sama i przyglądała się. Przeleciała oczyma po ścianach. Natrafiła na Freda, który właśnie wychodził z sypialni Harry'ego. Rudzielec zszedł po schodach i podszedł go niej.
- Co tam? - zapytał siadając obok. 
- Dobrze... A u ciebie? Masz czerwone oczy. Czy ty...
- Nie. Ja nie płaczę.
- Ale...
- Ja nie płacze, rozumiesz?
- Jasne... 
- Przepraszam. Po prostu... Zerwałem z Angeliną. 
- Co? Ale... Dlaczego? - dziewczynie zrobiło się jakoś tak cieplej w sercu. Wiedziała, że nie powinna się z tego cieszyć, ale jednak... Jakaś mała, malutka cząsteczka jej serca, mała, ale bardzo silna, była szczęśliwa. 
- To nie miało sensu... Wiesz... Kochałem ją, ale tak jak przyjaciółkę.
- No widzisz... Nawet nie wiesz jak bardzo ja cię rozumiem. 
- Co? - zdziwił się. - Czy ty do Rona czułaś to samo?  
- No... powiedzmy... - spojrzała na niego. Wyglądał jakoś inaczej. Nigdy jeszcze go takim nie widziała. Zawsze brała go za żartownisia, któremu rzadko kiedy można ufać, a dziś... Jego oczy lśniły. Dziewczyna musiała przyznać, że chłopak był po prostu... przystojny...


~ o ~

Nastała chwila ciszy. Fred spojrzał na Hermione, ale nie tak jak zawsze. Był bliżej niż zwykle. Jej oczy błyszczały. Po raz pierwszy w życiu poczuł coś podobnego. Wyglądała pięknie. Jak księżniczka. 


Dziś nie była zwykłą uczennicą. Po raz pierwszy zobaczył w niej kogoś jeszcze... Piękną dziewczynę. Z zamyślenia wyrwał go głos swojej siostry.
- A teraz gwóźdź programu! - oznajmiła uciszając tym wszystkich wokół. Neville wyłączył muzykę. - Mój brat, Fred, zgodził się wystąpić. Nie wiem czy wiecie, ale on świetnie gra na gitarze... no i śpiewa. - Rudzielec wstał, podniósł instrument oparty o ścianę i usiadł na krześle. 
- Zagram i zaśpiewam piosenkę Cody'ego Simpson'a - Awake All Night... 
Chłopak delikatnie uderzył w struny... Zaczął grać melodię... Piosenka była po angielsku. Słowa piosenki zdziwiły Hermione. Brzmiały one tak:

"Jest 2:15 nad ranem, a ja nadal myślę o Tobie, kotku...
Często ziewam, ale nadal myślę o Tobie, kotku...
Niebiosa idealnie zrobili każdy fragment Ciebie...
Myślę, że jestem zakochany w każdym fragmencie Ciebie, kotku...
(chłopak przeleciał oczyma po pomieszczeniu, nie przerywając grania)
Nie wiem czy zasnę tej nocy...
Kiedy ty po prostu nie wydostajesz się z moich myśli...
(spojrzał na Hermione, ale zaraz spuścił wzrok)
Zamiast liczenia owiec, liczę gwiazdy w twoich oczach...
Chciałem spać, ale te gwiazdy są zbyt jasne...
To wszystko jest o tobie...
(znów zatrzymał swój wzrok na dziewczynie)
Z Tobą, czy bez, jeśli by nie było to bym był  w porządku...
Ale chodzi o to, wszystko chodzi o to, że nie będę spać całą noc... (...) "


~ o ~

Dziewczyna faktycznie musiała przyznać, że chłopak nieźle grał i śpiewał. A z gitarą na kolanach było mu do twarzy. Wyglądał uroczo...



Fred skończył grać i odłożył gitarę na miejsce, a wszyscy zaczęli mu bić brawa. Po chwili wszystko wróciło do normy. Znów zaczęli tańczyć, a rudzielec usiadł koło Hermiony.
- Nie wiedziałam, że umiesz grać - oznajmiła. Nic nie odpowiedział. - Wiesz... To było, naprawdę dobre.
- Dzięki, zatańczysz? - powiedział szybko. Granger spojrzała na niego pytającym wzrokiem. On tylko westchnął, wstał i wyciągnął rękę. - Chciałabyś może zatańczyć?
- No... w sumie, czemu nie? - gryfonka podała mu dłoń i razem poszli na środek sali. Właśnie zaczynała się nowa piosenka - "Christina Perri - A Thousand Years" - wolna. Uśmiechnęli się do siebie, jakby mówili "my to mamy pecha". Fred przyciągnął ją bliżej i złapał w talii. Dziewczyna wtuliła głowę w jego ramię.


Przez chwilę milczeli... 
- Wiesz... - zaczął. - Może nie powinienem ci tego mówić, ale Ron się na nas patrzy.
- No i co? On jest dla mnie skończonym rozdziałem... - Znów zapadła cisza. Wsłuchiwali się w słowa piosenki:

"Jak mogę być dzielnym?
Jak mogę kochać bojąc się upadku?
Ale patrząc na Ciebie... stojącego samotnie...
Cała moja wątpliwość nagle znika.
Jeden krok bliżej...
(Fred odsunął się, trzymając ją za rękę i obrócił ją tak, że teraz stała do niego tyłem. Powoli się kołysali w rytm piosenki. Chłopak miał głowę na jej ramieniu...)
Umieram każdego dnia, czekając na ciebie... 
Kochanie nie bój się...
Kochałam Cię przez tysiąc lat...
(Znów ją obrócił. Wtuliła głowę w jego klatę. Położył rękę trochę wyżej niż krawędź spodni... Lekko przyciągnął ją do siebie.)
Będę kochała przez następne tysiąc..."


- Smakowałaś już nasze smakołyki? - zapytał.
- Nasze? Chyba moje - uśmiechnęła się.
- Ale nikomu nie powiesz? - wyszeptał jej do ucha... zadrżała, lecz na szczęście tego nie dostrzegł.
- Może... może... -droczyła się z nim. Ponownie wsłuchali się w tekst.

"Nie pozwolę niczemu odebrać tego,
co stoi przede mną...
Każdy oddech,
Każda godzina...
Prowadziła do tego,
Jeden krok bliżej...
(Hermiona powoli podniosła ręce i objęła jego szyję. Rudzielec położył drugą dłoń na jej plecach. Teraz tańczyli patrząc sobie w oczy...)
Umieram każdego dnia,
czekając na Ciebie...
Kochanie, nie bój się...
Kochałam Cię przez tysiąc lat...
Będę kochać przez kolejne tysiąc...
I przez cały czas wierzyła, 
że Cię znajdę...
Czas przyniósł mi Twe serce...
Kochałam Cię przez tysiąc lat...
Będę kochać przez następne tysiąc..."

Teraz leciała sama melodia. Ich czoła się dotykały.



Przez chwilę jeszcze kołysali się, aż piosenka się skończyła...

~ o ~

Fred puścił mnie i się odsunął. Mam wrażenie, że dla niego to był tylko zwykły taniec, zresztą czemu się mu dziwię? On nie czuje tego co ja... Właściwie to co ja czuję? Jego dotyk, jego szept... wszystko to sprawia, że czuję przyjemne mrowienie. Czy to coś znaczy? Jest taki delikatny... Ale niestety on nie czuje tego co ja. Jestem dla niego tylko zwykłą dziewczyną. Może kujonką. A on dla mnie jest... Boże! Co ja gadam! Przecież jest moim przyjacielem. Jest przyjacielem bez dziewczyny... Nie! Nawet o tym nie myśl! Tęsknię za Ronem i dlatego tak reaguję... ale przecież nie kochałam go... Czy to możliwe, że mogę kochać kogoś, kto przez cały czas... Nie no, o czym ja myślę! Muszę o tym zapomnieć... I to wszystko przez jedno spojrzenie w oczy... Jego śliczne brązowe oczy... 

~ o ~



Ona jest jak słodki kociak. Zawsze patrzyłem na nią jak na młodszą siostrę, ale teraz... Widzę, że jest delikatna, urocza, piękna. I uwielbiam ją przytulać. Spodobało mi się to. Lepiej nie będę się przyzwyczajał. W ogóle o czym ja myślę? Ja i ona? Ha! Nie mam szans. Ona pewnie ma kogoś na oku, a właściwie to co ja jej mogę dać? Przecież jesteśmy dokładnymi przeciwieństwami... Ona lubi porządek, a ja ciągle bałaganie. Ona mądra, ja głupi, ona poważna, ja dowcipny. Nigdy nie zechciałaby takiego bałwana. I to w dodatku rudego. Ale jest coś takiego, że gdy jestem blisko niej, czuję motylki w brzuchu. Nie mam pojęcia jak to nazwać. Po prostu gdy ją widzę, to chciałbym ją przytulić i już nigdy nie puścić. Ona działa na mnie jak magnez... Może to przez to zerwanie? Teraz każda wygląda dla mnie atrakcyjnie... Muszę się otrząsnąć. Stary... Ogarnij się...  Lepiej idź już spać... Nie masz tu czego szukać.


"Pozwól, aby piękno twojej duszy
zachwyciło innych.
Nie potrzebujesz nikogo,
do tego, aby stać się
kimś lepszym...
Potrzebujesz siebie..."

Nie wiem czy jutro dodam jakiś rozdział... Idę na pielgrzymkę (20 kilometrów) i jak wrócę to pewnie będę padnięta... Chociaż będę raczej przed 18.00. Wezmę gorącą kąpiel i zacznę pisać :D Chyba... dlatego jeśli nie będzie to wybaczcie, ale... no sami wiecie :D Mam nadzieję, że rozdział w miarę udany, chociaż nie jestem zadowolona :( Myślałam, że wyjdzie mi lepiej, ale... coś mi chodzi po głowie i nie mogę teraz się za bardzo skupić. Dlatego przepraszam, że był dość nudny... 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 5: "Z niechęcią ją puścił, kiedy się odsunęła"

"Wczoraj byłem bystry,
bo chciałem zmienić świat...
Dzisiaj jestem mądry,
bo chcę zmienić siebie."


- Expelliarnus! - krzyknęła Hermiona wytrącając różdżkę z ręki śmierciożercy. -Impedimento!


Mężczyzna znieruchomiał, a dziewczyna podbiegła do Harry'ego.
- Nic ci nie jest? - zapytała łapiąc go za ramię.
- Nie... tylko mam złamany nadgarstek.
- Daj, rzucę zaklęcie znieczulające. - Chłopak podał jej rękę. Nagle usłyszeli głośny ryk. Okazało się, że śmierciożerca uwolnił się z zaklęcia, podniósł różdżkę i teraz mierzył w nich obydwu.
- Expelliarmus! - różdżka Gryfonki pofrunęła gdzieś daleko. - I co teraz? Ha, ha, ha! Harry teraz będziesz patrzył jak ta mugolka ginie - mężczyzna mocno ją złapał. - I co? Spójrz w jej oczy! Poczuj to!



- Jesteś nikim! - drwił z Harry'ego. - Nawet nie jesteś w stanie obronić przyjaciół! Avada!...
- Expelliarmus! - Fred dobiegł w ostatniej chwili. - Drętwota! - Mężczyzna padł na ziemię. - Nikt nie będzie obrażał mojej przyjaciółki - spojrzał na Hermione. Dziewczyna podeszła do niego i go przytuliła. Chłopak trochę zdziwiony odwzajemnił uścisk. Jej włosy ładnie pachniały.


- Dziękuję - szepnęła mu do ucha.
Nie wiedział czemu, ale było mu bardzo przyjemnie, dlatego z niechęcią ją puścił, kiedy się odsunęła.
- Ale za co? - zapytał rudzielec drapiąc się ze zdenerwowania w głowę.
- Za uratowanie życia - uśmiechnęła się. Po chwili przyszedł Dumbledore, Hagrid i reszta.
- Co się stało? - zapytał Luna.
- Kelpia - powiedział Herry. - To był śmierciożerca.
- Hagridzie trzeba go zabrać do Azkabanu. Zajmiesz się tym?
- Jasne już zawiadamiam ministerstwo - gajowy podszedł do mężczyzny i przełożył go sobie przez ramię.
- Harry powinien jak najszybciej znaleźć się w szpitalnym skrzydle.
- Profesorze, nic mi nie jest - zapewnił Potter. - To tylko nadgarstek.
- Dobrze, chodźmy już...

Pół godziny później byli już w zamku. Hagrid oddał śmireciożerce ministerstwu i udał się na rozmowę z dyrektorem, ten jednak najpierw upewnił się, że Harry'm zajęła się pani Pomfrey.

Chłopak leżał na łóżku szpitalnym. Wokół niego stali Ron, Fred, George, Ginny i Luna.
- I jak się czujesz? - zapytała blondynka.
- A jak mam się czuć? Nic mi nie jest. Mam tylko złamany nadgarstek. W ogóle to ja chcę już stąd wyjść.
- Oj kochanieńki - do łóżka podeszła pielęgniarka. - Skoro tak ci śpieszno do nauki to łyknij tylko to, poleż jeszcze z pół godzinki i możesz iść - kobieta podała mu jakąś pigułkę, a do sali weszła Hermiona, lecz nie była sama.
- Cho!? - zdziwił się Harry.
- No, no zbieramy się - powiedział Fred. - Nie będziemy przeszkadzać. Chodź George - bliźniacy razem z Luną, Ronem i Ginny wyszli. Ta ostatnia przy drzwiach rzuciła im jeszcze zazdrosne spojrzenie, po czym poszła.
- Cześć Harry - przywitała się krukonka. - Słyszałam co się stało. Jak się czujesz?
- Do... dobrze - zająknął się, na co ta się uśmiechnęła. - Wiesz... Nic mi właściwie nie jest.
- Jesteś bardzo odważny wiesz? - pochwaliła go.
- No co ty? - chłopak się zarumienił.
- A wy co tu jeszcze robicie? - zapytała pielęgniarka. - Zmykać mi stąd, ale już. Ten biedny chłopak musi odpocząć. - Dziewczyny posłusznie wstały, pożegnały się i podeszły do drzwi. Chang obejrzała się jeszcze na chłopaka. Harry uśmiechnął się i pokiwał jej na co ona odpowiedziała tym samym i wyszła.
- Cho, dzisiaj robimy o północy imprezę urodzinową dla Harry'ego. Wpadniesz? - zapytała Granger.
- Jasne - odparła. - Ale przecież jeśli nauczyciele się dowiedzą...
- Nie dowiedzą się. Zresztą raz się żyje.
- Hermi! - zdziwiła się.
- Co?
- Nie widziałam Cię jeszcze takiej. Kim jesteś i gdzie zabrałaś Hermionę Granger! - dziewczyny wybuchnęły śmiechem.
- Po prostu jestem szczęśliwa...
- Bo? Co takiego wydarzyło się przy ratowaniu Harry'ego - przyjaciółki zatrzymały się przy portrecie grubej damy, Hermiona powiedziała hasło i weszła. Stała w progu i patrzyła na Cho.
- A mówiłam ci, że przytulałam się z Fredem Weasley'em?
- Nie...
- No widzisz - uśmiechnęła się i poszła. Chang jeszcze przez chwilę stała przed wejściem i szczerzyła się do ściany. - Interesujące...


"Tylko jedno może unicestwić marzenia...
- Strach przed porażką..."

Wiem wiem, że bardzo krótki i nudny, ale tak jakoś wyszło i uwierzcie, że pisałam go bardzooo długo, ale to przez moich kolegów. No właśnie możecie im podziękować za to, że ciągle do mnie pisali na fb :D I przerywali mi w pisaniu. Myślałam, że on aż taki krótki nie jest. No ale cóż... Następny rozdział będzie o imprezie i zaplanowałam mam nadzieję coś, co was zaciekawi :D Jutro to wstawię :D Czekam na komentarze, które dodają mi weny :D

Rozdział 4: "Powiedziałbym 'Nie bój się, nie będzie bolało' ale nie lubię kłamać"

Ojejku :D Bardzo mi miło, że się w to wciągnęłyście :D Jestem naprawdę szczęśliwa, że to co robię nie idzie na marne :D Bardzo, bardzo dziękuję za komentarze, bo gdy je czytam to dostaję weny i chcę jak najszybciej pisać :D Jeżeli chcecie, żebym was zawiadamiała o kolejnych rozdziałach to podajcie swoje
e-maile :) Napisze na waszą pocztę i na Hangoutsa ;) (P.S. wszystkie zdjęcia są z grafiki Google, gdyby ktoś się czepiał, chociaż nie sądzę) A teraz zapraszam na dół:

"Nie bój się śmierci,
bo nie znasz jej wcale.
Bój się życia,
bo je już poznałeś..."

Śmierciożerca powolnym krokiem zbliżał się do Harry'ego.


- I co teraz? - zaśmiał się złowrogo. - Powiedziałbym "Nie bój się... Nie będzie bolało", ale nie lubię kłamać.
Harry rzucił się do ucieczki. Biegł ile sił w nogach. Przedzierał się przez krzewy, wpadał w pajęczyny. Ręka strasznie bolała, ale miał na głowie większe problemy. Fenrir Greuback był tuż za nim, nie rzucał zaklęciami... Prawdopodobnie chciał się pobawić.
- Wielki Harry Potterze! - krzyczał -  Czy mógłbyś dać mi autograf! - drwił. - No chodź, chodź, nie uciekaj! Ja nie drapię! Ja gryzę! - mężczyzna zaczął przyśpieszać. - Tchórz! Twój ojciec był taki sam! Tak! Byłem przy jego śmierci! Widziałem ten strach w jego oczach! I teraz z chęcią zobaczę w twoich... AVADA KEDAVRA!!!


~ o ~

Uczniowie wybiegli z lasu. Gajowy już dawno zorientował się, że Kelpia odpuściła.
- Chodźcie tu! - zebrał ich. - Muszę was policzyć. Zobaczcie czy wszyscy wasi koledzy są.
- Harry! - krzyknęła Hermiona. - Nie ma Harry'ego!
- Co?! - wielkolud podszedł do niej. - Jesteś pewna? - rozejrzał się. - Harry! Jesteś tu! Harry! - Nikt nie odpowiadał. - Wracajcie do zamku! I zawiadomcie dyrektora o tym co się stało. No jazda! - uczniowie szybko zwrócili się w stronę Hogwartu. Została tylko piątka osób. Hermiona, Ron, Luna, George i Fred. - Nie słyszeliście? Jazda do zamku. Ale już.
- Nie Hagrid - powiedział Ron. - Nie zostawimy Harry'ego. Idziemy z tobą.
- Nie. Nie ma mowy, to niebezpieczne. Zresztą, gdy tylko zobaczy to Dumbledore to...
- To co? - wszyscy odwrócili się w stronę głosu. Dyrektor stał i patrzył na nich. - Harry będzie potrzebował przyjaciół.
- Ale...
- Hagridzie oni znają zaklęcia. Gdzie ostatnio widzieliście Harry;ego? - zapytał Hermione.
- Nie wiem. Uciekał z nami, a potem już go nie było.
- Dobrze... Hagridzie, pójdziesz z Ronem, Luną i Georgem w tę stronę, a ja razem z panną Granger i z panem Weasley'em pójdziemy drogą, którą uciekaliście.
- Tak jest - gajowy posłusznie skierował się w stronę, którą wskazał Dumbledore.
Profesor stał jeszcze przez chwilę, skierował różdżkę w stronę zamku.
- Co pan robi? - zapytała Gryfonka.
- Wysyłam informację do profesor McGonagall - oznajmił. - Chodźmy już.
Fred, Hermiona i profesor zniknęli w zaroślach.

   ~ o ~

- Hagrid? Czy Kelpia może Harry'emu coś zrobić? - zapytał drżącym głosem Ron. 
- Nie... Oczywiście, że nie - pocieszył go gajowy. - Harry to mądry chłopak. A Kelpie zwykle nie atakują.
- Zwykle? - przestraszył się. - Ale ona przecież zaatakowała nas. 
Nagle usłyszeli grzmot piorunu. Niebo stawało się coraz ciemniejsze. Chmury pokrywały niebo. Po chwili małe kropelki zaczęły spadać na ziemie. 


- Ciii... Słyszę coś - powiedział Hagrid, zatrzymując się. W oddali słychać było krzyki. Gajowy natychmiast udał się w tamtą stronę, a przyjaciele podążali za nim. - Wyjmijcie swoje różdżki. Gdy spotkacie Klepie, użyjcie zaklęcia Drętwota. To go powinno zatrzymać. Bierzcie Harry'ego i uciekajcie. Ja się zajmę zwierzęciem. Gdy wyjdziecie z lasu, wystrzelcie w niebo czerwone iskry, żeby profesor wiedział, że jest dobrze. Zrozumiano?
- Jasne... - potwierdzili. 

~ o ~

- Słyszeliście? - zapytał Fred. - Jakieś krzyki, ale to na pewno nie jest Harry. 
- Tam! - Granger wskazała na zielony błysk w oddali. - Ktoś rzuca zaklęcia! Harry nie ma różdżki! - puściła się pędem w tamtą stronę. 
- Jak to nie ma różdżki? - zapytał Fred i pobiegł za nią. 
- Ron, ten kretyn ją połamał! Została w dormitorium. A gdzie Dumbledore? - zapytała patrząc za siebie. 
- Nie wiem - odpowiedział nie zwalniając. 
Po chwili, w oddali zobaczyli Harry'ego. Uciekał, a za nim biegł jakiś mężczyzna, który krzyczał coś o jego ojcu. 
- On celuje w niego! - przestraszyła się Hermiona i zaczęła biec jeszcze szybciej. Sama była zdziwiona, że w ogóle potrafi tak szybko przebierać nogami. Była wystarczając blisko, żeby celnie trafić. Zatrzymała się i wycelowała...

~ o ~

Harry biegł i biegł. Słyszał, że śmierciożerca krzyczy coś o jego ojcu. 
- Widziałem ten strach w jego oczach! - krzyczał. - I teraz  z chęcią zobaczę w twoich!
Harry nie wytrzymał i zatrzymał się. Nie mógł tak po prostu uciekać, gdy ktoś obrażał jego ojca.



Śmirciożerca też się zatrzymał. Powoli podniósł różdżkę i złowieszczo się uśmiechnął. - AVADA KEDAVRA!!! 

"Człowiek dobrze wychowany
chętnie żyje...
I chętnie umiera..."

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 3: "Uciekajcie! Uciekajcie!"


"Jeżeli wyciągniesz wnioski
z najgorszych dni Twojego
życia, to będziesz gotowy
przejść do tych najlepszych..."

Poranne promyki słońca nie dawały spać. Hermiona otworzyła oczy, rozejrzała się po pokoju i zobaczyła krzątające się współlokatorki.
- Dzień dobry - przywitała się Luna. 
Grenger wstała i weszła do łazienki, która o dziwo nie była zajęta. Spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała jakby ją prąd kopnął. Potargane włosy, zaspane oczy... Była ciekawa czy tak samo wyglądała w nocy, kiedy rozmawiała z Fredem. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Wzięła szczotkę i zaczęła się czesać. Po pół godzinie była już gotowa. Razem z Ginny powędrowały do Wielkiej Sali na śniadanie. Dziewczyny usiadły koło Harry'ego, który czytał proroka codziennego.
- Co tam masz? - zagadnęła młodsza. 
- Czytam o banku Gringotta... Ktoś włamał się do skrytki Bellatrix. 
- Co? - zdziwiła się Hermiona. - Ale jak to? Kto?
- Jak twierdzi Nagnok, pracownik, który był świadkiem owego zdarzenia, - czytał na głos - około godziny 23:07, w banku zjawił się wysoki mężczyzna w okularach, z zakryta twarzą. Nalegał, aby Nangnok dał mu klucz do, jak twierdzi, skrytki swojej kuzynki, Bellatrix Lestrange. Gdy ten nie zgodził się, rzucił na niego zaklęcie Crucio, a sam wyrywając z jego ręki klucz, poszedł do skrytki. Kamery potwierdziły, że ze skrytki nic nie skradziono, a tajemniczy osobnik zniknął gdzieś w środku i ślad po nim zaginął. Skrzaty, które miały okazje zobaczyć co jest w skrytce twierdzą, że znajduje się tam szafa zniknięć, jednak nie można tego sprawdzić, ponieważ niedozwolone jest wchodzenie do skrytki bez zgody właściciela.
- Co? - nie dowierzała Hermiona. - Ale jeżeli jest tam szafa zniknięć...
- To znaczy, że bez problemu mogą się tam dostać śmierciożercy? - dokończyła Ginny.
- Ale czego mieliby szukać w banku Gringotta? - zapytała Grenger.
- Nie wiem, ale nie podoba mi się to... - stwierdził Harry. - Oni coś planują. I trzeba to sprawdzić.
- Co? Nie Harry. Masz się zająć nauką, a nie bawić się w detektywa. Zresztą od tego jest ministerstwo.
- Hermiona! Wybacz, ale jeżeli myślisz, że potrafię teraz myśleć o nauce, to wybacz ale...
- Harry... Ja wiem. Ale mógłbyś chociaż...
- Nie! Nie rozumiesz. On jest blisko, czuję to. Z każdym dniem jest coraz bliżej...

~ o ~

Fred wszedł do Wielkiej Sali. Zobaczył Harry'ego, Hermione i Ginny, jednak teraz wypatrywał kogoś innego. Angelina siedziała ze swoimi koleżankami na końcu stołu. "Dlaczego one zawsze muszą być w stadzie?" - pomyślał. Powolnym krokiem zbliżał się do nich. Przypomniał sobie co ma jej powiedzieć. "Przecież ona mnie zabije..." 
- Hej - zauważyła go jedna z jej przyjaciółek. Wszystkie momentalnie odwróciły się w jego stronę. Angelina wstała.
- Hej Fred - pocałowała go w policzek.
- Hej... - powiedział smętnie. - Słuchaj możemy pogadać?



- Tak jasne - uśmiechnęła się. - Ale nie teraz, dobrze misiu? Muszę już lecieć. Może spotkamy się po lekcjach? Albo nie... Dzisiaj jest ta impreza i no właśnie muszę pomóc. Pogadamy na imprezie. Dobrze? - pocałowała go.
- Jasne... - Dziewczyna razem z koleżankami wyszły z Sali, a rudzielec zrezygnowany usiadł na ławce. Jego dziewczyna była jakaś inna, taka milsza. Nie wiedział, że wczoraj wieczorem przyjaciółki rozmawiały o nim i doradziły Angelinie być milszą, mówiły jej, że może go stracić... Nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, że może to być prawda...

~ o ~

Grenger siedziała w klasie. Od paru minut czekali na Snape'a, który najwyraźniej się spóźniał (co nigdy jeszcze mu się nie zdarzyło). Po chwili weszła profesor McGonagall.
- Uwaga! - uciszyła ich. - Profesora Snape'a dzisiaj nie ma, więc będziecie mili lekcję opieki nad magicznymi stworzeniami, łączoną z jedną ze starszych klas. Spakujcie się i chodźcie za mną. Kobieta zaprowadziła ich przed chatkę Hagrida, gdzie stała już tamta klasa, w której byli Fred i George.  
- Tu was zostawiam. Bądźcie grzeczni - pożegnała się.
- No dobra! - przemówił gajowy. - Dzisiaj pokażę wam Kelpie. Idziemy! Nie rozdzielać się i nie oddalać. Zrozumiano? - gdy uczniowie pokiwali głowami, wielkolud skierował się w stronę Zakazanego Lasu. Po drodze tłumaczył im co to są Kelpie. - Kelpie to rodzaj konia wodnego. Może zmieniać kształty, nawiedza szkockie jeziora i rzeki. Może ukazać się w kształcie włochatego człowieka. Jest bardzo niebezpieczny. Ściska i miażdży podróżników. Jego najczęstszą formą jest łagodny koń, stojący przy strumieniu, lub rzece. Gdy ktoś je dosiądzie, porywają go w głębiny wodne i topią. Często wyją, gdy nadchodzą burze. W swoim życiu nie spotkałem jeszcze żadnego, który byłby łagodny, choć słyszałem o takich przypadkach. Często zwabiają swoim wyglądem. Są białe i śliczne jak kucyki. Jak się przed nimi bronić? Wystarczy trzymać się z daleka i nie prowokować. To one zwabiają ludzi. Jeśli już na takiego wsiądziesz, to nie możesz się uwolnić. W całej historii tylko jednemu człowiekowi udało się zsiąść z Kelpia. Nazywa się on... Dumbledore. - Przez chwile szedł nie odzywając się. - No! Jesteśmy na miejscu. Chciałbym wam pokazać ślad Kelpia. - Wśród uczniów dało się słyszeć syczenie i jęki. 
- Co? I po to tu szliśmy? Żeby zobaczyć ślad? - odezwał się George.
- Chłopie. Ty się ciesz, że w pobliżu nie ma tu żadnego Kelpia, bo byłoby naprawdę kiepsko. To ślad pochodzący z roku 1996, gdy... - Hagrid kontynuował lekcje. Jednak jedna osoba nie była tym zainteresowana. Fred oddalił sie trochę i usiadł na kłodzie. Myślał jak powiedzieć swojej dziewczynie, że to koniec. "Posłuchaj ja... Wydaje mi się, że to pomiędzy nami już wygasło..." - kombinował. "Nie... Fred jak jej to powiesz to nie żyjesz... Boże pomóż! Jak ja mam z nią zerwać tak żeby nie zabolało. I nie mam tu na myśli jej... A może George z nią zerwie. Przecież jesteśmy identyczni... Myśl Fred, myśl. Hahaha! Fred myśl?" Nagle dało się słychać wycie. Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w stronę odgłosu. 
- Czyżby... - zamyślił się Hagrid. - Nie... to niemożliwe. - Brodacz zaczął powoli iść w kierunku dźwięku. - Odsuńcie się - rozkazał. Fred widząc co się dzieje, dołączył do tłumu. Wielkolud zniknął w zaroślach. Ponownie dało się słyszeć to samo wycie, ale znacznie bliżej. Zapadła cisza, słychać było tylko łagodny szelest liści kołysanych przez wiatr. Nagle gajowy wybiegł zza krzewów. - Uciekajcie! Uciekajcie! - krzyczał. 


Uczniowie posłusznie zaczęli uciekać tą samą drogą, którą przyszli. Harry biegł ile sił w nogach, lecz nagle coś (a raczej ktoś - Draco Malfoy) pchnęło go w bok. Przewrócił się. Poczuł przeszywający ból w nadgarstku, który tkwił pomiędzy jego brzuchem, a ziemią. Stęknął. Przewrócił się na drugi bok. Zobaczył przed sobą wielkiego, czarnego konia. Bardzo po woli wstał i zaczął się cofać. Ku jego zdziwieniu koń zaczął się przeobrażać w znaną mu już postać. Fenrir Greyback - śmierciożerca. Najgorsze było to, że nikt najwyraźniej nie zauważył jego zniknięcia...





A on sam nie miał różdżki...

"Całe życie jest niewolą...
Należy więc pogodzić się
z losem, jak najmniej
ubolewać nad nim i chwytać
każdą korzyść, jaka z nim
się łączy...
Żadne położenie nie jest aż tak
straszne, by człowiek obdarzony
równowagą ducha nie znalazł
w nim jakiejś pociechy..."

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 2: "Czy on ją kocha?"

"I choć noc przepalała mu płuca,
samotność wdzierała się w duszę,
a tęsknota głęboko ukryła się w jego sercu,
on zamykając oczy, myślami był przy niej..."

Chłopak obudził się w środku nocy cały spocony. Rozejrzał się po pokoju. Lee, Oliver, Dean i wszyscy jego koledzy smacznie spali. Położył się i zamknął oczy. Po paru minutach, które wydawały mu się wiecznością, wstał, stwierdzając, że tej nocy już nie zaśnie. Otworzył drzwi. Cichutko przeszedł przez pokój wspólny i wyszedł na korytarz. Starał się nie obudzić obrazów, ale niestety nie udało mu się to.
- Zgaś to światło! - bulwersował się Błędny Rycerz. - Idź spać! 
- Głuchy jesteś? - zapytała jakaś dama. - My tu chcemy spać!
Chłopak jednak nie zwracał uwagi na ich krzyki. Szedł przed siebie w poszukiwaniu drzwi do kuchni...

~ o ~

Grenger szła przez ciemny korytarz. Nagle przed sobą usłyszała czyjeś kroki. Po kilku sekundach zobaczyła swojego byłego przyjaciele i chłopaka - Rona. 
- Hej... - odezwał się. Dziewczyna zobaczyła, że nie jest on sam. Za nim stała Lavender z durnym uśmieszkiem. - Poznaj Lavender - powiedział niepewnie. - Swojego zabójce...
- Co!? - zdążyła tylko krzyknąć Hermiona, bo tamta rzuciła się na nią wbijając w nią swoje pazury. - Nie!!! 
Dziewczyna obudziła się z mokrymi oczami. Rozejrzała się. Było ciemno. Wszyscy spali. Zrobiło jej się głupio, że krzyczała przez sen. Na szczęście nikt tego nie słyszał. Dyszała. Wstała i podeszła do okna, otworzyła je i wyjrzała na zewnątrz. Mimo tego, że znała ten widok na pamięć, wszystko było takie inne. Bardziej... straszne i tajemnicze. Ciekawsze. Wiedziała, że wychodzenie nocą jest zabronione, ale musiała się napić, a szklanka, która stała na jej komodzie była pusta. Wyszła po cichu na korytarz.
- Zgaś to światło! - krzyknął jakiś obraz, a ona podskoczyła z przerażenia.
- Prze... przepraszam - gryfonka przyśpieszyła kroku. Po chwili była już na miejscu. Wyjęła szklankę i napełniła ją wodą. Wiedziała, że równie dobrze mogłaby zostać w pokoju i za pomocą zaklęcia Aquamenti mogła napełnić szklankę, ale musiała się przejść. Chodziło o Rona. Nie rozumiała dlaczego to on ją zostawił. Przecież to właśnie on ubiegał o jej względy, a nie na odwrót. Boże! przecież ona nawet nie była nim aż tak zainteresowana. Usiadła na podłodze opierając się plecami o nogę stołu. Mimowolnie na policzki spływały łzy... 

~ o ~

Fred stał przed drzwiami i nasłuchiwał. Słyszał bowiem cichy, tłumiony przez kogoś płacz. Zastanawiał się czy wejść czy nie. Wiedział, że to jakaś dziewczyna. W końcu powolnym ruchem pchnął drzwi. 
- Hemriona? - Zapytał zbliżając się. Dziewczyna podniosła głowę. 
- Fred? Co ty tu robisz? - pośpiesznie wytarła policzki i wstała. 
- A ty? Coś się stało? Płakałaś? - chłopak dostrzegł jej zaczerwienione oczy.
- Nie no co ty... - pociągnęła nosem. - Ja tylko tu tak... Sobie siedzę i myślę... 
- Chcesz pogadać? - stanął przed nią.
- Nie... - dziewczyna wyminęła go i już chciała wychodzić.
- Hej... - powiedział, na co ona odwróciła się i spojrzała na niego. - Przepraszam za tamto, no wiesz... że zachowywałem się jak... jak ty to powiedziałaś? Bachor? 
- Nic się nie stało...
- Więc dlaczego jesteś smutna? Chodzi o... Rona? 
- Nie. Nie no co ty. Wiesz... ja go chyba... - zamilkła.
- No...?
- Ja go chyba nie kochałam... - przyznała.
- I dlatego płaczesz?
- Wy faceci... - pokręciła oczami. - Nic nie rozumiecie.
- No to mi wytłumacz - uśmiechnął się. 
- Nie zrozumiesz. Ty masz Angelinę. Ona ciebie kocha i ty kochasz ją. I to się nazywa szczęście. A ja? Nigdy nikogo nie kochałam... A jeśli już to bez wzajemności... Nieważne. Dobranoc - dziewczyna nie czekała na odpowiedź. Wyszła. 
- Dobranoc... - powiedział do ściany. Rudzielec zastanowił się nad słowami dziewczyny. "Ona ciebie kocha i ty kochasz ją." Chłopak znów wpadł w wir przemyśleń. Czy on ją kocha? Ostatnio się nad tym zastanawiał. Angelina nie miała w sobie tego czegoś... Oczywiście była ładna i miła, ale... Jak przyjaciółka. Już dawno to sobie uświadomił, ale nie wiedział jak jej to powiedzieć. Była jak przyjaciółka, to fakt, ale była też taka, do której trzeba było podchodzić z kijem. Umiała o siebie zadbać i była... ostra. 



Była taką chłopczycą. To było na początku urocze, ale jego wymagania się zmieniły. Już nie była w jego typie, a on nie wiedział jak się od tego uwolnić... Fred spojrzał na siebie i się zarumienił. Nic dziwnego, że Hermiona wyszła, skoro miał na sobie tylko czarne bokserki i rozpiętą bluzę. Zrobiło mu się głupio. Z rumieńcami na tworzy wrócił do pokoju. Tej nocy już nie zasnął, ale nie przejmował się tym, bo w końcu zdecydował się, że zmieni coś w swoim życiu. Powie Angelinie prawdę... Choć to nie będzie takie łatwe...

"I kiedy ktoś Cię pyta:
'Co jest nie tak?'
nie potrafisz odpowiedzieć,
bo nic nie przychodzi Ci do głowy.
Wtedy zaczynasz nad tym myśleć...
i w tym momencie po prostu
zdajesz sobie sprawę, jak dużo
rzeczy jest nie tak."


Moje kochane ludziki! KOMENTUJCIE, bo jak komentujecie, to jest mi bardzo miło i wtedy wam wenę do pisania, bo wiem, że komuś się to podoba i ktoś to czyta :D ! A jak nie ma komentarzy to mi jest bardzo smutno i wydaje mi się, że piszę sama do siebie, albo do jednej osoby :( ... Dziękuję z góry za komentarze... Dla was to kilka sekund, a dla mnie to kilka chwil radości :D Przepraszam, że na razie to się ciągnie jak flaki z olejem, ale się dopiero rozkręcam :D Rozdziały będę dodawać od razu gdy napiszę, a pisze codziennie :D Chociaż wiecie jak to jest jak ma się jeszcze trzy inne blogi, na które też bardzo serdecznie ZAPRASZAM :D a teraz niech Voldemort nie będzie z wami!!! (Wiem żałosne.. xd)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 1: "Nikt nie będzie krzywdził mojej przyjaciółki!"

Hejka :D Uwielbiam Harry'ego Pottera, nie byłam do końca zadowolona, że J. K. Rowling zrobiła parę z Hermiony i Rona... Już dawno chciałam stworzyć bloga o parze, która moim zdaniem jest urocza... Fred & Hermione, o tym będzie ten blog. Powiem trochę o sobie. To nie jest mój pierwszy blog, chodzę do 2 gimnazjum, lubię czytać książki (najczęściej fantasy), czekam na październik, ponieważ wtedy premiera mojego kochanego serialu: The Vampire Diaries (Pamiętniki Wampirów 6 sezon). Uwielbiam pisać, nie ważne czy wiersze, opowiadania, książki... po prostu kocham. Jestem uzależniona od muzyki :P Ale dosyć o mnie... Zapraszam na dół. Miłego czytania :D

"Patrząc ciągle przed siebie, 
myśląc o tym, jak zrobić jeszcze więcej,
osiągniesz stan umysłu, w którym
nie ma rzeczy niemożliwych."
               - Henry Ford


Londyn, 26 sierpnia 1995

Droga Cho!
Niedługo zacznie się nowy rok szkolny... Szczerze? Boję się. Nie wiem jak zareaguję widząc Rona. Dlaczego? Zerwał ze mną! Tak, też nie mogłam w to uwierzyć. Dlatego tak długo nie odzywałam się do Ciebie. Nigdy nie zgadniesz dla kogo mnie zostawił! Lavender Brown! Ta idiotka cały czas coś kręciła! Teraz nienawidzę jej jeszcze bardziej... Ale wiesz co? Niech go sobie bierze! Ja już nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Przebywam z nim w jednym pomieszczeniu tylko ze względu na Harry'ego. On teraz potrzebuje mojego wsparcia... Znów ma te sny związane z Sama Wiesz Kim. Boję się o niego, jest coraz gorzej, a on nie zamierza powiedzieć tego profesorowi Dumbledorowi. Rozważał nawet czy zostać u Wesley'ów na ten rok szkolny. Na szczęście pani Molly wybiła mu to z głowy, mówiąc, że jeśli Sama Wiesz Kto zaatakuje, to Harry'emu przyda się większa znajomość zaklęć... A jak  tam u Ciebie? Spakowana? Bo ja już od tygodnia :D Daj mi szybką odpowiedź co tam u Ciebie, to mój ostatni list w te wakacje. Spotkamy się w pociągu... Pozdrawiam
Hermiona Granger 

Cho czytając list przyjaciółki uśmiechała się sama do siebie, mimo tego, że nie były to dobre wieści, cieszyła się, że Hermiona odezwała się w końcu do niej. Od razu usiadła przy biurku, wzięła pióro i zaczęła pisać:


 Manchester, 27 sierpnia 1995
Kochana Hermi!
Ron jest chamem :) skoro nie wie, że stracił taką wspaniałą dziewczynę jak ty. O Harry'ego się nie martw :D Da sobie radę jak zwykle, jest silny. Nie mogę się doczekać aż Cię zobaczę. Przypomniało mi się jak się zaprzyjaźniłyśmy... Pamiętasz? Weszłaś wtedy do łazienki, obydwie płakałyśmy i nie zauważyłyśmy siebie :D Zaczęłyśmy gadać i teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, chociaż jeszcze mam wyrzuty sumienia, że odebrałam Cię Ginny... Choć dobrze wiem, że już jej nie lubisz, tak jak ja... Nieważne :D Do zobaczenia. Buziaki 
Cho Chang <3

- o -
Trzy dni później...

Hermiona stała na peronie przed wejściem do pociągu. Widziała tu mnóstwo znajomych twarzy, ale wypatrywała jednej. Gdzieś w oddali dostrzegła długie, czarne włosy, a ich właścicielka stała tyłem i też kogoś wypatrywała. Hermi zaczęła przepychać się przez tłum, aby dotrzeć do przyjaciółki, co było raczej trudne przy takim tłoku. W końcu jednak jej się udało. 
- Cho! - złapała przyjaciółkę za ramię. 
- Hermi! - Dziewczyna odwróciła się i przytuliła ją. - Szukałam Cię.
- Wiem, widziałam, ale miałyśmy się spotkać w przedziale. No nic, chodź do środka, bo tu jest za głośno.
- A myślisz, że nie próbowałam? Coś się stało, nie można na razie wejść, bo ktoś podrzucił bombę dymną, z której wyleciały komary. 
- Hym... Jak myślisz... Kto to mógłby być? - zapytała, znając odpowiedź...
- George i...
Cho nie zdążyła dokończyć, bo z pociągu wyskoczyli dwaj rudzielce, a za nimi wściekły konduktor. 
- Fred... - dokończyła Hermiona nie odrywając wzroku od bliźniaków. 
- Cholerne bachory! - darł się konduktor. Na co rudzielce wybuchnęli śmiechem. - Można wchodzić - oznajmił zwracając się do tłumu. 
- No nareszcie - mruknęła Cho. - Chodź. 
Dziewczyny po kilku minutach były już w przedziale, siedziały same. Rozłożyły bagaże i czekały aż ruszą. 
- No więc mów - powiedziała z uśmiechem czarnowłosa. 
- Co? - zdziwiła się Grenger. 
- Jak się zemścimy. Na Ronie. Chyba masz jakiś plan... Tak? 
- No co ty... - uśmiechnęła się. - Ja starałam się o tym nie myśleć.
- Żartujesz? Jeżeli ty mu nic nie zrobisz, to ja to zrobię. Nikt nie będzie krzywdził mojej przyjaciółki. A już szczególnie nie taki rudy... kretyn.  
- Daj spokój... 
- Co? Hermiona! Przecież on... - wypowiedź przerwali jej Fred i George, którzy właśnie otworzyli drzwi do ich przedziału. 
- Ups... Zajęte - powiedział George. Gdy poszli dalej Cho dokończyła:
- Przecież to on się za tobą uganiał i to on chciał być z tobą! - Nastała chwila milczenia. Nagle krukonka wstała i szybko wyszła. Po paru sekundach wróciła, ale nie sama. Hermione zdziwiło to, kogo przyprowadziła. Spodziewała się Harry'ego, albo nawet Rona, a nie...
- Więc kogo chcecie się pozbyć? - Powiedział Fred z bananem na twarzy.  



Grenger mimowolnie uśmiechnęła się.
- Chodzi o waszego durnego braciszka - poinformowała Cho. Bliźniacy spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się łobuzersko.
- Co zrobił? - powiedzieli równocześnie. 
- Nieważne on po prostu jest kretynem - odezwała się szybko Hermiona. Chłopacy spojrzeli na nią, po czym wzięli swoje walizki i wrzucili do środka. 
- Kretyn, czy nie... zemsta będzie słodka - oświadczył Fred. Po czym usiadł na przeciwko Hermiony, koło krukonki. George natomiast rozsiadł wygodnie się koło kota gryfonki, na co on zamruczał.
- Yyyy... Nigdy nie lubiłem tego kota - powiedział. - Wybacz Hermiona - dodał, gdy zobaczył jej wściekłą minę. 
- Ale do rzeczy. Chcecie coś szczypiącego, klejącego...
- Może pająki - wtrąciła Cho. - Przecież on nienawidzi pająków. 
- Nieźle kombinujesz - pochwalił ją Fred. - Więc moja propozycja jest taka. Żeby było śmieszniej wszystko zacznie się na lekcji...
- Snape'a! - dodał brat.    
- Już mi się podoba... - uśmiechnęła się Chang. 


Było późno wieczorem, gdy dojechali na miejsce. Hogwart wyglądał tak jak zawsze. Wielki, oświetlony, tajemniczy zamek. Hermiona zawsze gdy tylko wracała po wakacjach, nie mogła się napatrzeć na mury szkoły. Zawsze skrywały nowe tajemnice. 


Z zamyślenia wytrąciła ją Cho.
- Hej co tak dumasz. Chodź, już prawie wszyscy poszli. 
Grenger się odwróciła i zobaczyła, że faktycznie przed pociągiem stały tylko one. Weszły do prawie pustej dorożki, w której siedziała Luna.
- Hej Luna - przywitały się wsiadając. 
- Zastanawiałyście się kiedyś co by tu stało, gdyby Hogwartu nie było? Pusta przestrzeń... Piękne widoki... Chciałabym tu zamieszkać. Cisza, spokój... Oczywiście gdyby Hogwartu nie było - spojrzała na dziewczyny. - Myślicie, że jestem nienormalna? - zapytała spokojnie. Szczerze mówiąc takiego pytania się nie spodziewały. 
- Co? - Hermiona zrobiła zdziwioną minę. - Luna przecież my...
- Wiem, wiem. Ja jestem trochę inna. Widzę świat inaczej niż niektórzy uczniowie. Mam to w genach. Mój tata mi opowiadał, że gdy byłam mała...
- Wybacz Luna, ale to nie najlepszy moment na opowiadania. Tym bardziej, że już dojechałyśmy. 
- Jasne... Kiedy indziej dokończę. 
Dziewczyny wysiadły z wozu. 
- Ty nie idziesz? - zapytała Cho widząc, że dziewczyna nadal siedzi. 
- Idźcie, ja zaraz przyjdę. Muszę się pożegnać...
- Pożegnać? - zapytała Hermiona.
- Chodź już lepiej - przyjaciółka złapała ją za ramię i razem skierowały się do wejścia. Dołączyły do tłumu uczniów, którzy zmierzali do Wielkiej Sali. Dwie minuty później Cho siedziała przy stole Ravencolaw, a Hermiona koło Harrego z Gryfonami.
- Gdzie jest twój przyjaciel? - zapytała chłopaka. 
- Ron? A jak myślisz? Nie tylko ciebie wkurza jego dziewczyna...
- Czyli jest z nią? - powiedziała dając nacisk na ostatnie słowo. 
- Mhym... Na co my tak a w ogóle czekamy?
- Harry! - dziewczyna spojrzała na niego i czekała, aż powie, że żartuje. 
- No co...? - powiedział zdziwiony. 
- Noworoczni! HALO! Weź się w garść, oprzytomnij...
- A no tak... Wiesz Hermiona... Nie mam za bardzo teraz do tego głowy... Wiesz...
- Nadal masz te sny? Harry, powinieneś był to powiedzieć komuś, choćby panu Wesley'owi. Jeśli ty nie powiesz o tym Dumbledorowi, to ja to zrobię, słyszysz?
- No dobra, ja po prostu... - Harry nie zdążył dokończyć, bo do sali weszli nowi pierwszoklasiści, których prowadziła profesor MacGonagall. Bo przydzieleniu do odpowiednich domów, dyrektor Hogwartu wszedł na swoją mównicę i zaczął:
- Jak co roku, muszę wyjaśnić wam kilka spraw - zaczął. - A szczególnie tym, którzy są tutaj po raz pierwszy. Musicie wiedzieć, że do lasu wstęp jest absolutnie niedozwolony. Wasz dozorca, pan Argus Filch, prosił, aby przypomnieć wam, że trzecie piętro, jest zakazane. Zawiadamiam o tym pierwszorocznych, ale także starszych, bo najwidoczniej o tym zapomnieli. W związku z tym kary zostaną zaostrzone... Nowy regulamin zostanie wywieszony w kilku miejscach: dormitorium Huffllepuf, Ravenclaw, Gryffindor, oraz Slytherin. Będzie on też przy wejściu głównym i na każdej wierzy. Musicie się do niego jak najszybciej dostosować. Kto zostanie przyłapany na nie znaniu jego treści, zostanie surowo ukarany. Szczegóły omówią wam nauczyciele. A teraz czas zacząć biesiadę! - Dumbledor usiadł na swoje miejsce, a na stołach pojawiły się różnego rodzaju smakołyki. 
- Co roku ta sama gadka - odezwał się Fred.
- I co roku nikt nie zwraca uwagi na te durne przepisy - dokończył George. 
- Chodzi wam głównie o was? - uśmiechnęła się Hermiona. 
- Co? My? - Fred udawał zdziwionego.
- My przecież jesteśmy aniołkami... - zapewnił jego brat. 
- Tak? A gdzie macie skrzydła? - nie odpuszczała. 
- Nie każdy anioł musi mieć skrzydła - ciągnął rudzielec.
- Nie każdy bohater musi mieć pelerynę - George zerknął na Harrego. 
- Nie każda księżniczka musi mieć koronę - powiedzieli równocześnie, patrząc na gryfonke. Dziewczyna czuła jak się rumieni. Nie wiedziała co odpowiedzieć, Harry chyba to zauważył i ratując ją zmienił temat, za co była mu bardzo wdzięczna. 
- Hej, a jak tam wasz biznes? Ostatni rok w szkole... Planujecie coś? 
- Ogólnie to to, co zwykle. Krwotoczki Truskawkowe...
- Karmelki Gorączkowe... - wtrącił brat.
- Bąblówki Krwawe...
- Omdlejki Grylażowe... Wszystko po czym można spokojnie wyjść z lekcji udając chorego. - uśmiechnął się Fred. - A co? Chcesz kupić?
- Tobie sprzedamy za pół ceny.
- Nie, nie, dzięki... - Harry nie był skupiony na tym co mówili bliźniacy. Jego wzrok błądził przy stole Ravenclaw. Szukał tam jednej dziewczyny o kruczoczarnych włosach, bladej cerze i ciemnych oczach, o której ostatnio dość często myślał. 
- Nie jesteś głodny? - zapytała Hermiona, lecz chłopak nie usłyszał pytania. - Harry! - dopiero teraz się obudził. 
- Co... co? - zapytał zdezorientowany. Dziewczyna rozejrzała się i gdy zobaczyła, że akurat nikt nie patrzy, zbliżyła się do chłopaka.
- Harry, znowu to robisz. Patrzysz się na nią. 
- Na kogo? - udawał, że nie wie o kogo chodzi.
- Dobrze wiesz... 
-  A może Harry'emu przydał by się eliksir miłosny? - powiedział George widząc co się dzieje. 
- Co? Mi? Eliksir miłosny? Niby po co... - zarumienił się.
- Harry, a może byś tak spróbował tak po staremu? - dołączył się Fred. Widząc, że chłopak nie wie o co mu chodzi, dokończył. - No wiesz. Po prostu do niej podejdź. 
- Co? Fred daj spokój. Wszyscy dajcie mi święty spokój! Lepiej jedzcie już - uśmiechnął się. 
- Jezu... 

Pół godziny później uczta się skończyła i wszyscy powędrowali do swoich dormitoriów. Hermiona siedziała na łóżku i czytała książkę "Podróże z Wampirami", gdy do pokoju weszła Ginny. 

- Hej dziewczyny! Robimy spóźnioną imprezę urodzinową dla Harrego. 
- Co? - zdziwiła się Luna. - Kiedy Harry miał urodziny?
- 31 lipca - poinformowała niewzruszona Hermiona. 
- Ty wiedziałaś? - zdziwiła się blondynka.
- No tak, co roku wysyłam mu życzenia. 
- Nie ważne. Gryffindor robi imprezę i wy też na niej macie być. Zaczyna się jutro o północy, oczywiście nic nie mówcie Harremu. Aha i nauczyciele nie mogą się dowiedzieć. Luna, Lavender, Parvati pomogłybyście wybrać Angelinie dekoracje? Jest w pokoju wspólnym. Romilda ty idź do kuchni, wiem, że lubisz gotować. Razem z Fredem i Georg'em zrobisz coś do jedzenia. - Dziewczyny od razu poszły wykonać zadania. W pokoju została Ginny wraz z Hermioną. - Hermiona... Pomyślałyśmy z Angeliną, że ty mogłabyś wymyślić coś, żeby po za dormitorium nie byłoby słychać muzyki i rozmów. 
- Może spróbujcie jakiegoś zaklęcia - powiedziała nie podnosząc wzroku znad książki. 
- No wiem... ale... Nie mogłyśmy znaleźć.
- Przecież Angelina jest o rok starsza.
- Hermiona... - Ginny usiadła na łóżku koło dziewczyny. - Wiem, że to moja wina, że się już nie przyjaźnimy. Przepraszam, że cię wtedy zostawiłam. Ale naprawdę żałuje. Chciałabym, abyśmy się dalej przyjaźniły - uśmiechnęła się lekko. - Naprawdę przez całe życie chcesz się kłócić? Wiesz, chciałabym, abyś przyjechała do nas na święta, jak to było kiedyś. Z Harrym. To jak? - Hermiona głośno westchnęła. 
- A próbowałyście zaklęcia Muffliato?
- Co? - Ginny pierwszy raz słyszała o tym. 
- Gdy się je rzuci na drzwi, powoduje ono, że wszyscy w pobliżu słyszą brzęczenie. Uniemożliwia to podsłuchanie czarodzieja, który je rzucił. Gdy rzucę je na drzwi, spowoduje to, że nie słyszy nic osoba będąca za nimi.   
- Jesteś niesamowita! To co rzucisz je? Ale jutro.
- No dobra, dobra... - uśmiechnęła się. - A co do przekąsek... Jesteś pewna, że twoi bliźniacy mają je załatwiać? Romilda, ok, ale Fred i George? 
- No co...? Myślisz, że nie umieją gotować?
- Nie ale... serio? A jak dorzucą tam coś i Harry'emu przy zdmuchiwaniu świec wybuchnie coś przed nosem?
- O matko! Świeczki! Hermi znasz zaklęcie?
- Nie... Znałam, ale nie pamiętam. Zajrzyj do biblioteki. 
- Jasne! I... wiesz, mogłabyś... - powiedziała wychodząc.
- Dobra, dobra już idę... - Dziewczyna odłożyła książkę na półkę i wstała. Gdy znalazła się na korytarzu, skręciła w stronę kuchni. Od pomieszczenia dzieliło ją kilka metrów, ale już z daleka słyszała śmiechy rudych bliźniaków. Gdy weszła, zobaczyła Romildę przy garach, Georga tańczącego na stole, oraz Freda okupującego lodówkę. 
- George! - krzyknęła na co on stanął na baczność, a Fred tak się przestraszył, że się przewrócił, a na jego głowę spadła galaretka. - Co wy tu robicie! Mieliście gotować, a nie się bawić. Ile wy macie lat?
- 17 - oznajmił George schodząc ze stołu. 
- Nieważne. Fredzie Wesley! Wstawaj natychmiast! Biedna Romilda tu się za was męczy, a wy co? Zachowujecie się jak bachory! - wściekła się. - Ja wam dam! George! Zmywasz naczynia, teraz! A ty Fred wyrabiasz ciasto na babeczki. 
- Co? Przecież ja nie umiem - Fred zdjął z siebie galaretkę i pokracznie wstał. - George! Aport! - Rudzielec rzucił w brata kawałkiem , na co ten odpowiedział chlapiąc go wodą.  
- Przestańcie! Mam użyć różdżki? 
- Oj Hermiona no weź... - błagał Fred. - Przydałoby ci się trochę rozrywki.
- Mi? Rozrywki? Przecież ja jestem... bardzo rozrywkowa. - Bliźniacy wymienili porozumiewawcze spojrzenia. - Dobra, Fred zabierajmy się za to ciasto. Przynieś mi jajka. 
- Tylko Fred z lodówki - wtrącił George na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.  
- Ha, ha tak bardzo śmieszne, wiesz... - skarciła go dziewczyna.
- Hermi tort ma być czekoladowy, waniliowy, czy owocowy? - zapytała Romilda. 
- Słodki - odpowiedział George. 
- Harry chyba lubi czekoladowy. Zresztą nieważne, zrób jak chcesz. 
- Okej, zrobię czekoladowy, tylko ktoś musi iść po przepis mojej mamy. Jest w moim plecaku,  w pokoju wspólnym. - W tej chwili do kuchni weszła Angelina.
- No i jak tam? - zapytała podchodząc do swojego chłopaka. 
- Fred idź po przepis - rozkazała Grenger. 
- Jaki przepis? - zainteresowała się Angelina. - Ja mogę pójść. Gdzie jest? - spojrzała na Freda. 
- W plecaku Romildy, który leży w pokoju wspólnym. Dzięki, jesteś kochana - pocałował swoją dziewczynę w policzek. 
- Wiem... - uśmiechnęła się do niego. 
- Rzygam tęczą - powiedział przesadnie słodkim głosikiem George. 
- Ha, ha - Angelina wyszła. 
- Fred gdzie te jajka - przypomniała gryfonka, wyjmując jakąś miskę.  

Dwie godziny później wszystko było raczej gotowe. 
- Ok, to teraz trzeba to ukryć - stwierdziła Angelina, przytulając się do Freda. - Hermiona... Zapewne znasz zaklęcie. 
- Jasne. 
- No, to my już idziemy - uśmiechnęła się słodko i pociągnęła chłopaka za rękę w kierunku drzwi. Za nimi wyszedł George, a potem Romilda. Grenger zrobiła to co miała i wróciła do dormitorium. Było już późno. Poszła do łazienki, umyła się, przebrała i położyła spać...  


"Są takie kwiaty, których nie wolno zrywać...
Są tacy ludzie, dla których wart oddychać...
Są takie miejsca, do których warto wracać...
Są granice, których się nie przekracza..."