Jejku! Jejku! Jejku! :D Ale się cieszę jak czytam te wasze komentarze :D Piszczałabym ze szczęścia, ale zwykle jest już późno i tata siedzi w pokoju obok więc wiecie... :) Specjalnie dla was siedzę w nocy i piszę, a mama się na mnie wydziera, że mam iść spać :D Ale co tam :) A wiecie co ja jej powtarzam? Mówię: "Nie mogę, ja tu muszę pisać, bo nie chcę zawieść moich czytelniczek" <3 KOOOCHAM WAS :D Wiecie? Tym razem rozdział dłuuugi :D A ja jak zwykle czekam z niecierpliwością na komentarze i zapraszam na dóóóół...
"Bo jeśli nie przeszedłeś przez
próbę smutku,
nie zdobędziesz doświadczenia
radości z tego,
co wynikło z bólu..."
Harry leżał na łóżku i rozmawiał z Ronem.
- Ale naprawdę mówię ci... mój tata załatwił bilety w pierwszym rzędzie...
- Ale załatwisz mi autograf?
- Jasne... że nie - uśmiechnął się Ron. - Wiesz chyba zostawiłem coś w pokoju wspólnym. Zaraz wracam - wstał i skierował się do drzwi. - Jakbym nie wrócił za pięć minut... To poczekaj dłużej, a jak nadal nie będę wracał... To po mnie przyjdź.
- W życiu! Radź sobie sam - zażartował Harry. Chłopak czekał i czekał, a przyjaciel nie przychodził. Leżał chyba tak jeszcze z pół godziny, gdy w końcu postanowił sprawdzić gdzie on jest. Była 23:57. Otworzył drzwi do pokoju wspólnego. Zdziwił się bo w pomieszczeniu nie paliło się żadne światło. Kompletna ciemność. Po omacku ruszył do przodu. Gdyby miał różdżkę z pewnością użyłby zaklęcia, ale niestety nie miał.
- Niespodzianka!!! - krzyknęły nagle jakieś głosy. Światło się zapaliło i chłopak zobaczył cały Griffindor zebrany w jednym, wystrojonym pokoju. Harry nie wiedział co powiedzieć, nie wiedział o co chodzi.
- Harry to impreza z okazji twoich urodzin! - poinformował Ron. - Wiemy, że trochę spóźniona, ale... No nieważne! - Wszyscy zaczęli podchodzić do niego, składać mu życzenia i dawać prezenty. Pierwsza była Luna, którą zaprosił tu Neville.
- Harry życzę ci wszystkiego dobrego, aby ręka ci szybko wyzdrowiała i abyś zawsze miał wokół siebie przyjaciół. Mam tu dla ciebie specjalny medalion, który zrobiłam własnoręcznie. Podobno gdy ktoś podaruje go swojemu przyjacielowi, ten zawsze będzie go chronił.
- Dzięki Luna, naprawdę - uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy... - dziewczyna ominęła Harry'ego, aby zrobić miejsce następnemu - Ronowi.
- Harry! To skręcenie ma jak najszybciej zniknąć, bo nie wyobrażam sobie kogoś innego w naszej drużynie. I... trzymaj się stary, nie przejmuj się tymi snami... A ja mam dla ciebie twoją różdżkę, którą wcześniej zepsułem... Sam ją naprawiłem - powiedział dumnie, przytulił go i odszedł na bok. Teraz Hermiona.
- Harry, wiem, że jesteś odważny, jednak ja ci życzę, abyś nie bał się dziewczyn, a zwłaszcza Cho - uśmiechnęła się. - No i oczywiście masz się podnieść w nauce! I... - zbliżyła się do niego tak, aby tylko on usłyszał. - Ja w prezencie wezmę twoją różdżkę do jakiegoś fachowca, żeby ją naprawił, bo obydwoje wiemy, że jak Ron jej dotykał to możesz przez przypadek kogoś wysadzić w powietrze - oboje się cicho zaśmiali.
- Wiesz może gdybym wysadził w powietrze Rona... - zażartował na co ponownie się zaśmieli.
- Hej dalej, nie mamy całego semestru - pośpieszył ich Neville. Granger przytuliła przyjaciela i przesunęła się. Do chłopaka podeszli Fred i George.
- Mamy tu dla ciebie - zaczął Fred.
- Nasz super zestaw...
- Eliksirów.
- Jest w nim Felix Felicis...
- To znaczy płynne szczęście.
- Nie pytaj skąd go mamy.
- Eliksir Słodkiego Snu...
- Eliksir Wielosokowy...
- Spokoju...
- Euforii, oraz Eliksir...
- Rozdymający. Instrukcje jest w zestawie. - Bliźniacy wręczyli chłopakowi pudełko.
- Tylko zapamiętaj...
- Baw się tym ostrożnie...
- I nie dawaj Ronowi! - dokończyli razem.
- Dzięki - uśmiechnął się Harry. Nie mógł na razie tego trzymać więc odwrócił się, żeby ktoś to potrzymał. Ron już wyciągnął ręce, ale do akcji wkroczyła Hermiona.
- Może ja to wezmę - powiedziała i przejęła paczkę, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Kilkanaście minut później prawie wszyscy skończyli składać życzenia. Zostały tylko dwie osoby, a reszta już szykowała się do następnego kroku imprezy - tort.
- Harry i pamiętaj - kończyła Angelina - masz grać w najbliższym meczu - uśmiechnęła się i go przytuliła. A ode mnie masz książkę o Quidditchu, polecam. - Dziewczyna odeszła i teraz przed Harry'm stała ciemnowłosa krukonka.
- Harry... Długo się zastanawiałam co ci dać i jakie złożyć życzenia. Nie wiem czy pamiętasz... Gdy kiedyś pocałowaliśmy się pod jemiołą.
- Pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć? - uśmiechnął się.
- Nie wiem jak ty, ale to był... wtedy, to był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. Czułam wtedy taką radość, której nie da się opisać.
- Wiesz... Ja tez czułem coś podobnego.
- No i dlatego życzę ci, abyś kiedyś jeszcze poczuł to, co w tamtej chwili ja czułam. Chciałabym, abyś był szczęśliwy. Chciałabym abyś poznał jakąś dziewczynę i abyś poczuł przy niej to, co ja poczułam wtedy do ciebie... I gdy będziesz... Gdy będziesz walczył z... Z Voldemortem. Przypomnij sobie o tym. Abyś wiedział, że masz przeżyć, że masz po co żyć... że żyje się właśnie dla takich chwil... - Harry normalnie nie byłby szczęśliwy, gdyby ktoś mu mówił o walce z Voldemortem, ale nie ona. Z jej pięknych ust wszystko dla niego było czymś wyjątkowym. Dziewczyna zbliżyła się do niego... Nachyliła się i pocałowała go w policzek. - Wszystkiego najlepszego Harry... - uśmiechnęła się. - Mam dla ciebie pierścień. Jeżeli kamyk w środku jest czerwony, znaczy, że ktoś w pobliżu jest twoim wrogiem. Jeżeli jest niebieski, znaczy, że przyjacielem, a jeżeli czarny... To znaczy, że ktoś cię kocha.
- Wiesz... To jest najlepszy prezent jaki dostałem. - Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Tort czeka... - razem z chłopakiem podeszła do stołu.
- Harry - powiedziała Granger. - Czas zdmuchnąć świeczki. Pomyśl życzenie. - Chłopak zamknął oczy, a Cho podniosła ciasto.
Chwila ciszy. Harry otworzył oczy i zdmuchnął świeczki,a wszyscy zaczęli klaskać. Cho postawiła tort na stole, koło innych smakołyków. Każdy kto chciał mógł sobie brać. Neville włączył muzykę i poprosił Lunę do tańca. Koło Harry'ego błyskawicznie zjawiła się Ginny i zaciągnęła go na "parkiet".
- Ale nikt za tobą nie szedł? - zapytała Hermiona swoją przyjaciółkę.
- Nie no co ty. U mnie dawno już wszyscy śpią - uśmiechnęła się. - A ty się nie wymiguj.
- Co? - zdziwiła się Gryfonka.
- "A mówiłam ci, że przytulałam się z Fredem Weasley'em?" - zacytowała, próbując naśladować jej głos.
- Ej... Ja nie mam takiego głosu.
- Opowiadaj.
- Co? Po prostu go przytuliła i tyle. Zresztą on ma dziewczynę...
~ o ~
Fred namierzył Angelinę. Gadała z koleżankami. Powolnym krokiem zaczął się zbliżać. Jeszcze raz przemyślał co jej powiedzieć. Dziewczyny zauważyły go i przywitały się.
- Hej! - powiedziała Angela. - Idziemy tańczyć?
- Wiesz... - Fred próbował się jakoś wymigać, bo było pewne, że jeśli się zgodzi to dzisiaj z nią na pewno nie zerwie. - A możemy porozmawiać?
- Coś się stało?
- Nie... tak... Wiesz muszę ci coś powiedzieć, ale nie tutaj. Chodźmy może do pokoju Harry'ego.
- No dobra... - powiedziała zdezorientowana i podążyła za swoim chłopakiem. Obejrzała się jeszcze na swoje przyjaciółki. Zrobiła zdziwioną, ale wesołą minę, a one uśmiechnęły się i podniosły kciuki w górę. Dziewczyna domyśliła się, że chodzi im o coś, czego nie spodziewałaby się po Fredzie, a już na pewno nie w takim publicznym miejscu. No... chociaż w końcu szli do pokoju... A konkretniej do sypialni. Spojrzała jeszcze raz na roześmiane koleżanki i weszła za Fredem do pomieszczenia. - No i...? - zapytała gdy zamknął drzwi, ale on nie miał wesołej miny Wręcz przeciwnie. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
- Angi... Wiesz... Nie wiem jak to powiedzieć. Bo widzisz, kiedy zaczęliśmy się spotykać to... - przerwał zastanawiając się co dalej. - Naprawdę coś do ciebie czułem. A dziś... - znów pauza. - Dziś jest inaczej...
- Czekaj, czekaj... - przerwała mu. - Czy ty? Czy ty chcesz ze mną? - Fred słyszał, że powoli głos jej się łamał. - Czy ty chcesz ze mną zerwać?
- No widzisz... bo ja... - chłopak dostrzegł łzy w jej oczach. dziewczyna czekała aż dokończy. Wiedział, że gdy to zrobi ujrzy dziewczynę jakiej jeszcze nie widział, Myślał, że będzie wściekła, że będzie go gonić rzucając w niego zaklęciami, ale mylił się... Nie pomyślał, że ona może być smutna... A teraz stał przed nią i widząc łzy w jej oczach, nie wiedział co ma zrobić... Co powiedzieć... - Jesteś naprawdę wspaniałą dziewczyną... I zasługujesz na kogoś innego. Lepszego. Bo widzisz ty jesteś mądra, ładna. I jesteś jak żyleta. - Uśmiechnął się lekko.
-Dlaczego to robisz? - zapytała, a po policzki jej łza spływała... - Jestem dla ciebie chłopczycą, tak? Jestem jak kumpel? Dlatego? - Chłopak spuścił głowę. - Fred ja Cię Kocham. Proszę Cię. Nie rób tego. Zmienię się tylko mi tego nie rób... Błagam cię... - Teraz chłopak kompletnie nie wiedział co zrobić. Nie mógł być z nią, ale nie mógł jej dobić.
- Angelino... Chciałbym, ale nie potrafię... - Tak... Fred Weasley po raz pierwszy w życiu miał łzę w oku... - Wiesz... - podszedł do niej i ją przytulił. Nie protestowała. - Bo to nie byłoby fair w stosunku do ciebie. Bo ja już tego nie czuję. Kocham Cię... ale jak przyjaciółkę. Ja na ciebie nie zasługuję... Kiedyś znajdziesz swojego księcia z bajki. I wtedy ucieszysz się, że już nie jesteśmy razem. Będzie dobrze... - zdobył się nawet na uśmiech. - Słyszał jak dziewczyna pociąga nosem i tłumi płacz. Odsunęła się od niego. Załzawionymi oczami spojrzała na jego oczy.
- Mam tylko jedną prośbę... - powiedziała drżącym głosem.
- Tak?
- Pocałuj mnie... Ten ostatni raz. - poprosiła. Chłopak zbliżył się i złożył na jej wargach delikatny pocałunek.
Milczeli... Oboje. Fred otarł rękawem oczy uśmiechnął się i wyszedł... Dziewczyna została sama ze swoim smutkiem.
~ o ~
Hermiona patrzyła na bawiących się. Widziała Nevilla i Lunę, Rona i Lavender, Harry'ego i Cho... Tylko ona siedziała sama i przyglądała się. Przeleciała oczyma po ścianach. Natrafiła na Freda, który właśnie wychodził z sypialni Harry'ego. Rudzielec zszedł po schodach i podszedł go niej.
- Co tam? - zapytał siadając obok.
- Dobrze... A u ciebie? Masz czerwone oczy. Czy ty...
- Nie. Ja nie płaczę.
- Ale...
- Ja nie płacze, rozumiesz?
- Jasne...
- Przepraszam. Po prostu... Zerwałem z Angeliną.
- Co? Ale... Dlaczego? - dziewczynie zrobiło się jakoś tak cieplej w sercu. Wiedziała, że nie powinna się z tego cieszyć, ale jednak... Jakaś mała, malutka cząsteczka jej serca, mała, ale bardzo silna, była szczęśliwa.
- To nie miało sensu... Wiesz... Kochałem ją, ale tak jak przyjaciółkę.
- No widzisz... Nawet nie wiesz jak bardzo ja cię rozumiem.
- Co? - zdziwił się. - Czy ty do Rona czułaś to samo?
- No... powiedzmy... - spojrzała na niego. Wyglądał jakoś inaczej. Nigdy jeszcze go takim nie widziała. Zawsze brała go za żartownisia, któremu rzadko kiedy można ufać, a dziś... Jego oczy lśniły. Dziewczyna musiała przyznać, że chłopak był po prostu... przystojny...
~ o ~
Nastała chwila ciszy. Fred spojrzał na Hermione, ale nie tak jak zawsze. Był bliżej niż zwykle. Jej oczy błyszczały. Po raz pierwszy w życiu poczuł coś podobnego. Wyglądała pięknie. Jak księżniczka.
Dziś nie była zwykłą uczennicą. Po raz pierwszy zobaczył w niej kogoś jeszcze... Piękną dziewczynę. Z zamyślenia wyrwał go głos swojej siostry.
- A teraz gwóźdź programu! - oznajmiła uciszając tym wszystkich wokół. Neville wyłączył muzykę. - Mój brat, Fred, zgodził się wystąpić. Nie wiem czy wiecie, ale on świetnie gra na gitarze... no i śpiewa. - Rudzielec wstał, podniósł instrument oparty o ścianę i usiadł na krześle.
- Zagram i zaśpiewam piosenkę Cody'ego Simpson'a - Awake All Night...
Chłopak delikatnie uderzył w struny... Zaczął grać melodię... Piosenka była po angielsku. Słowa piosenki zdziwiły Hermione. Brzmiały one tak:
"Jest 2:15 nad ranem, a ja nadal myślę o Tobie, kotku...
Często ziewam, ale nadal myślę o Tobie, kotku...
Niebiosa idealnie zrobili każdy fragment Ciebie...
Myślę, że jestem zakochany w każdym fragmencie Ciebie, kotku...
(chłopak przeleciał oczyma po pomieszczeniu, nie przerywając grania)
Nie wiem czy zasnę tej nocy...
Kiedy ty po prostu nie wydostajesz się z moich myśli...
(spojrzał na Hermione, ale zaraz spuścił wzrok)
Zamiast liczenia owiec, liczę gwiazdy w twoich oczach...
Chciałem spać, ale te gwiazdy są zbyt jasne...
To wszystko jest o tobie...
(znów zatrzymał swój wzrok na dziewczynie)
Z Tobą, czy bez, jeśli by nie było to bym był w porządku...
Ale chodzi o to, wszystko chodzi o to, że nie będę spać całą noc... (...) "
~ o ~
Dziewczyna faktycznie musiała przyznać, że chłopak nieźle grał i śpiewał. A z gitarą na kolanach było mu do twarzy. Wyglądał uroczo...

Fred skończył grać i odłożył gitarę na miejsce, a wszyscy zaczęli mu bić brawa. Po chwili wszystko wróciło do normy. Znów zaczęli tańczyć, a rudzielec usiadł koło Hermiony.
- Nie wiedziałam, że umiesz grać - oznajmiła. Nic nie odpowiedział. - Wiesz... To było, naprawdę dobre.
- Dzięki, zatańczysz? - powiedział szybko. Granger spojrzała na niego pytającym wzrokiem. On tylko westchnął, wstał i wyciągnął rękę. - Chciałabyś może zatańczyć?
- No... w sumie, czemu nie? - gryfonka podała mu dłoń i razem poszli na środek sali. Właśnie zaczynała się nowa piosenka - "Christina Perri - A Thousand Years" - wolna. Uśmiechnęli się do siebie, jakby mówili "my to mamy pecha". Fred przyciągnął ją bliżej i złapał w talii. Dziewczyna wtuliła głowę w jego ramię.
Przez chwilę milczeli...
- Wiesz... - zaczął. - Może nie powinienem ci tego mówić, ale Ron się na nas patrzy.
- No i co? On jest dla mnie skończonym rozdziałem... - Znów zapadła cisza. Wsłuchiwali się w słowa piosenki:
"Jak mogę być dzielnym?
Jak mogę kochać bojąc się upadku?
Ale patrząc na Ciebie... stojącego samotnie...
Cała moja wątpliwość nagle znika.
Jeden krok bliżej...
(Fred odsunął się, trzymając ją za rękę i obrócił ją tak, że teraz stała do niego tyłem. Powoli się kołysali w rytm piosenki. Chłopak miał głowę na jej ramieniu...)
Umieram każdego dnia, czekając na ciebie...
Kochanie nie bój się...
Kochałam Cię przez tysiąc lat...
(Znów ją obrócił. Wtuliła głowę w jego klatę. Położył rękę trochę wyżej niż krawędź spodni... Lekko przyciągnął ją do siebie.)
Będę kochała przez następne tysiąc..."
- Smakowałaś już nasze smakołyki? - zapytał.
- Nasze? Chyba moje - uśmiechnęła się.
- Ale nikomu nie powiesz? - wyszeptał jej do ucha... zadrżała, lecz na szczęście tego nie dostrzegł.
- Może... może... -droczyła się z nim. Ponownie wsłuchali się w tekst.
"Nie pozwolę niczemu odebrać tego,
co stoi przede mną...
Każdy oddech,
Każda godzina...
Prowadziła do tego,
Jeden krok bliżej...
(Hermiona powoli podniosła ręce i objęła jego szyję. Rudzielec położył drugą dłoń na jej plecach. Teraz tańczyli patrząc sobie w oczy...)
Umieram każdego dnia,
czekając na Ciebie...
Kochanie, nie bój się...
Kochałam Cię przez tysiąc lat...
Będę kochać przez kolejne tysiąc...
I przez cały czas wierzyła,
że Cię znajdę...
Czas przyniósł mi Twe serce...
Kochałam Cię przez tysiąc lat...
Będę kochać przez następne tysiąc..."
Teraz leciała sama melodia. Ich czoła się dotykały.
Przez chwilę jeszcze kołysali się, aż piosenka się skończyła...
~ o ~
Fred puścił mnie i się odsunął. Mam wrażenie, że dla niego to był tylko zwykły taniec, zresztą czemu się mu dziwię? On nie czuje tego co ja... Właściwie to co ja czuję? Jego dotyk, jego szept... wszystko to sprawia, że czuję przyjemne mrowienie. Czy to coś znaczy? Jest taki delikatny... Ale niestety on nie czuje tego co ja. Jestem dla niego tylko zwykłą dziewczyną. Może kujonką. A on dla mnie jest... Boże! Co ja gadam! Przecież jest moim przyjacielem. Jest przyjacielem bez dziewczyny... Nie! Nawet o tym nie myśl! Tęsknię za Ronem i dlatego tak reaguję... ale przecież nie kochałam go... Czy to możliwe, że mogę kochać kogoś, kto przez cały czas... Nie no, o czym ja myślę! Muszę o tym zapomnieć... I to wszystko przez jedno spojrzenie w oczy... Jego śliczne brązowe oczy...
~ o ~
Ona jest jak słodki kociak. Zawsze patrzyłem na nią jak na młodszą siostrę, ale teraz... Widzę, że jest delikatna, urocza, piękna. I uwielbiam ją przytulać. Spodobało mi się to. Lepiej nie będę się przyzwyczajał. W ogóle o czym ja myślę? Ja i ona? Ha! Nie mam szans. Ona pewnie ma kogoś na oku, a właściwie to co ja jej mogę dać? Przecież jesteśmy dokładnymi przeciwieństwami... Ona lubi porządek, a ja ciągle bałaganie. Ona mądra, ja głupi, ona poważna, ja dowcipny. Nigdy nie zechciałaby takiego bałwana. I to w dodatku rudego. Ale jest coś takiego, że gdy jestem blisko niej, czuję motylki w brzuchu. Nie mam pojęcia jak to nazwać. Po prostu gdy ją widzę, to chciałbym ją przytulić i już nigdy nie puścić. Ona działa na mnie jak magnez... Może to przez to zerwanie? Teraz każda wygląda dla mnie atrakcyjnie... Muszę się otrząsnąć. Stary... Ogarnij się... Lepiej idź już spać... Nie masz tu czego szukać.
"Pozwól, aby piękno twojej duszy
zachwyciło innych.
Nie potrzebujesz nikogo,
do tego, aby stać się
kimś lepszym...
Potrzebujesz siebie..."
Nie wiem czy jutro dodam jakiś rozdział... Idę na pielgrzymkę (20 kilometrów) i jak wrócę to pewnie będę padnięta... Chociaż będę raczej przed 18.00. Wezmę gorącą kąpiel i zacznę pisać :D Chyba... dlatego jeśli nie będzie to wybaczcie, ale... no sami wiecie :D Mam nadzieję, że rozdział w miarę udany, chociaż nie jestem zadowolona :( Myślałam, że wyjdzie mi lepiej, ale... coś mi chodzi po głowie i nie mogę teraz się za bardzo skupić. Dlatego przepraszam, że był dość nudny...