"Uroczyście przysięgam,
że knuję coś niedobrego..."
- No weź... jeszcze trochę - nalegał.
- No dobra, ale zaraz wracamy.
Draco i Hermone szli rozmawiając o nadchodzącym meczu, gdy zza zakrętu wyłoniła im się dobrze znana postać... - Dumbledore.
- Co wy tu robicie? - nie był zadowolony... wręcz przeciwnie.
- Yyy... panie profesorze - odezwała się Hermiona i nerwowo spojrzała na chłopaka.
- Tego się po tobie nie spodziewałem - powiedział dyrektor. - Przecież dobrze znacie regulamin. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie są konsekwencje takiego zachowania? Nie jest tu bezpiecznie. Natychmiast do środka! I za chwilę chcę was widzieć w moim gabinecie. Obyście mili dobrą wymówkę na to, że złamaliście jedną z najważniejszych zasad.
Dyrektor wszedł z nimi do środka. Milczeli. Kazał im iść pod swój gabinet, a sam gdzieś się ulotnił.
- I co teraz? - zapytała idąc korytarzem.
- Po prostu bądź cicho i potwierdzaj to, co ja mówię, ok?
- Co? A co powiesz?
- Nie wiem, ale coś wymyślę, a ty się nie odzywaj.
Hermiona już nic nie powiedziała. Bała się. Dlaczego była taka głupia, że wyszła z tym kretynem? Gdyby to jeszcze był ktoś inny, ale Draco?
Parę minut później stali pod drzwiami gabinetu dyrektora. Malfoy westchnął, po czym lekko zapukał. Usłyszeli niewyraźny głos profesora - "proszę". Zastanawiając się jak tak szybko się tam dostał weszli do środka.
- Oh... to wy - udawał zdziwionego. - Siadajcie - wskazał im dwa fotele naprzeciwko swojego biurka. Chłopak i dziewczyna wykonali niepewnie polecenie. - A więc mówcie. Dlaczego, mimo mojego wyraźnego zakazu, wyszliście poza mury zamku?
- Panie profesorze - zaczął Draco. - To moja wina. Hermiona nie chciała, mówiła mi, że nie możemy, ale ja ją namówiłem.
- Pytałem o coś innego - przerwał mu dyrektor. Trudno było wyczytać z wyrazu jego twarzy, w jakim jest nastroju. Wydawał się spokojny, ale po nim to nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.
- Dyrektorze - chłopak próbował mówić stanowczo, ale przyjaźnie. - Jeżeli ma pan zamiar kogoś karać, to mnie. Ona nic nie zrobiła.
- Oczywiście, że karać będę.
- Ale nie ją.
- Draco... - odezwała się teraz Hermiona. - Profesorze ja...
- Nie - przerwał jej kolega. - Ty nie jesteś winna. To przecież ja cię namawiałem, żebyśmy poszli.
- Tak było panno Granger? - zapytał ją siwobrody.
- No... - dziewczyna wahała się. - No tak, ale...
- A więc możesz już odejść - oznajmił nauczyciel.
- Ale ja...
- Powiedziałem, że masz już iść - to nie było wcale miłe. Dziewczyna zawsze lubiła Dumbledora, ale teraz była jakiś inny. Być może to ze względu na tą ostrożność? Hermiona nie miała wyboru. Ostatni raz spojrzała na Draco, wstała i wyszła. Usłyszała tylko jak profesor mówi: "A więc kontynuuj", a potem drzwi się zamknęły. Nie wiedziała dokładnie co się przed chwilą stało. To wszystko dotarło do niej gdy usiadła na kanapie w pokoju wspólnym Gryffonów - uczyła Malfoya, dała się namówić na wyjście z nim, Fred ma dziewczynę i to w dodatku tą sukę Amber, właśnie zaczęła przeklinać i o mało co nie dostała opieprz od dyrektora. No właśnie! Draco przed chwilą wziął na siebie całą winę! Obronił ją, choć... to w sumie była jego wina, ale czuła się dziwnie... jakoś tak nieswojo. Musiała się przespać, tylko o tym teraz marzyła. Wziąć gorącą kąpiel i iść do łóżka. Nagle usłyszała śmiechy i ledwo co się powstrzymała, żeby nie złapać dopalającego się drewienka i nie rzucić w dziewczynę, która właśnie weszła - Amber, w towarzystwie tych swoich wywłok. I wtedy Hermiona już wiedziała, że musi wprowadzić swój plan w życie...
Klasa Hermiony wyjątkowo dostała pozwolenie na wyjście na dwór. Hagrid miał ich gdzieś zaprowadzić, więc teraz uczniowie szli szybko przez plac. Śpieszyli się, jakby nie wiadomo co miało się stać. Dziewczyna zwolniła trochę, chcąc dostać się na koniec "wycieczki". Po kilku sekundach zobaczyła swój cel. Szedł z kolegami i jak zwykle się wygłupiali. Podbiegła do nich mówiąc "hej". Uśmiechnął się... musiała przyznać, że był słodki. Benny Mich, to chłopak, który w II klasie chciał się z nią umówić, ale ona w głowie miała wtedy tylko Rona (fuj...).
- Zaraz was dogonię - powiedział do kupli, a oni poszli dalej. - Hej Hermiona. Co tam?
- Hej. Wiesz... nic specjalnego, tylko... chciałam cię zobaczyć. - Szli koło siebie. Chłopak odskoczył i ukłonił się lekko.
- A więc oto ja - uśmiechnął się.
- Hahaha... - rozbawił ją. - I jak tam u ciebie? Nie gadaliśmy... od drugiej klasy?
- Eh... - uspokoił się i znów szedł koło niej. - Chyba tak. Wiesz... zbyt wiele się u mnie nie zmieniło.
- Nadal lubisz robić żarty innym?
- Ta... chociaż nie jestem taki dobry jak Fred i George - przystanął.
- Ta... - dziewczyna przypomniała sobie co czuła do Freda. Stanęła naprzeciwko niego. - Wiesz co? Nie, nie jesteś. - Spojrzał na nią. - Jesteś lepszy.
Chłopak uśmiechnął się słodko. Ona też. Może nie był wcale taki zły? Podobno dziewczyny za nim szalały... tak słyszała. Nawet jej przyjaciółka - Cho Chang - kiedyś była w nim zakochana, a teraz miała Harry'ego, który ją też kochał. Widziała to... Ta to zawsze miała szczęście. Rozbrajał ją wzrokiem. Uśmiechała się nie tylko dlatego, bo go lubiła, ale dlatego, żeby doszło do czegoś więcej... Chciała z nim być, bo chciała wzbudzić zazdrość Freda. Niech żałuje. Nie wiedziała, czy robi dobrze, ale w tej chwili o tym nie myślała. Benny złapał ją za rękę. Chyba widziała w jego oczach, jak uczucia sprzed kilku lat wracają.
- Hermi? - zapytał.
- Mhm...?
- Czy twoja odpowiedź nadal brzmiałaby: "Weź się ode mnie odczep! Nie lubię cię, jesteś dziwny!"?
Dziewczyna się zaśmiała, spuściła głowę i "niby przypadkiem" przybliżyła. Idealnie wykorzystał tą sytuację. Złapał ją lekko za podbródek i podniósł jej twarz tak, że teraz patrzyli sobie w oczy. Nie widział oporu, dlatego bardzo delikatnie pocałował ją w usta... I o to jej właśnie chodziło. Uśmiechnęła się, bo osiągnęła sukces. On zrobił to samo.
- Chodź - złapał ją za rękę i dogonili resztę. "Pierwszy etap zakończony pomyślnie" pomyślała.
Po lekcjach Hermiona siedziała w swoim pokoju i przygotowywała się wraz z przyjaciółkami do "babskiego wieczoru"
- Hej... - odezwała się niepewnie, zaplatając warkoczyki Ginny. - A może przyjść Cho? - Jej rudowłosa przyjaciółka odwróciła się napięcie, Hermi wiedziała, że młoda Weasley za nią nie przepada, bo w końcu Harry wolał czarnowłosą, ale... W końcu krukonka była jej przyjaciółką.
- Jasne - odezwała się łagodnie Luna. - Będzie świetnie!
- Ale... - Ginny spiorunowała ją wzrokiem. - Hermi! To miał być nasz babski wieczór. Ja chciałam, żeby tu były tylko gryffonki...
- Oj Ginny... Ona jest moją przyjaciółką tak samo jak ty - oznajmiła Hermi.
- Przecież wiesz, że za nią nie przepadam...
- Oj tam, oj tam... Będzie fajnie. Zobaczysz...
- Eh... - westchnęła, ale ostatecznie się zgodziła. - Więc jakie macie plany?
- No wiesz... Chłopacy, ubrania, zrobimy sobie małe top model? - zapytała z entuzjazmem blondynka.
- Żartujesz? - zdziwiła się Granger.
- Nie... czemu? Będzie fajnie!
- No nie wiem, może. Ok zobaczy się wieczorem. Romilda załatwisz coś do jedzenia?
- Mhm... jasne - odparła dziewczyna. - Parvati, pomożesz? - jej przyjaciółka skinęła głową.
- No to wszystko chyba załatwione... zostało tylko czekać do wieczora - uśmiechnęła się Ginny.
- Mhm... - Hermiona skupiła się na jej włosach.
- Hermi co ty taka nieobecna trochę jesteś? - zauważyła ruda.
- Ja? Nie...
- Widziałam ją dzisiaj z Bennym... - oznajmiła z uśmiechem Lavender. Ginny się zakrztusiła.
- Co??? - zdziwiła się. - Hermi! On znów coś od ciebie chce?
- No wiesz... - dziewczyna się zarumieniła. - My chyba... jesteśmy razem.
- Że co?! - wykrzyknęły wszystkie naraz. - Żartujesz? - dodała Luna.
- A czemu?
- No nie wiem... ale ostatnio, czyli w drugiej klasie on chyba się w tobie zabujał i dałaś mu kosza. Co się zmieniło?
- Co się zmieniło? Luna, przecież ty sama chciałaś z nim kiedyś być! - zaśmiała się Hermi.
- No wiesz... on jest bardzo miły i lubi zwierzęta...
- Hermi zazdro - przerwała jej Lavender. - On jest słodki! Jak to się stało. Mów!
- Może na babskim wieczorku? - rzuciła Ginny. - Od tego właśnie to jest. Ale Hermi powinnam już o tym wiedzieć! - udała obrażoną. - Dlaczego nigdy nic nam nie mówisz...
- Eh... dziewczyny, pogadamy wieczorem. Muszę się zbierać - oznajmiła Granger.
- Gdzie? Do Benny'ego? - zapytała Parvati.
- A żebyście wiedziały, że tak - uśmiechnęła się i wstała. Musiała przyznać, że fajnie tak, gdy wszyscy się nią interesują. Trochę się bała tego spotkania... hej? Czy to przypadkiem nie była randka? Tak, to była jak najbardziej randka i to z kim! W Benny'm kochało się dużo dziewczyn. Granger nie miała pojęcia dlaczego, przecież to zwykły chłopak... fakt, był przystojny, ale nie miał w sobie niczego specjalnego. A przynajmniej na razie tak myślała.
Dziewczyna siedziała na parapecie jednego z tych wielkich okien, wychodzących na plac główny. Miała na sobie zwykłe rurki i normalną białą bluzkę na ramiączkach. Wokół było prawie pusto, tylko po jej lewej stronie stała mała grupka pierwszorocznych. Po chwili usłyszała kroki. Obróciła głowę w tę stronę i zobaczyła swojego chłopaka.
Chłopak szedł do niej, ale zatrzymała go jakaś dziewczyna. Przystanął i przez chwilę z nią rozmawiał. Mówiła coś do niego, a on spojrzał na Hermionę.
Uśmiechnął się słodko. Przerwał swojej koleżance, pożegnał się i odszedł, podchodząc do gryffonki.
- Haj Hermi - powiedział.
- Hej - uśmiechnęła się. Dziewczyna nie wiedziała co ma robić, ale na szczęście on wiedział.
- Chodźmy stąd - złapał ją za rękę i zaprowadził do wschodniej wieży. Wchodzili po schodkach na górę, gdy nagle w połowie drogi przystanął. - Usiądziemy? Czasem tu chodzę, gdy muszę sobie pomyśleć. Nikt tędy nie przechodzi.
- A co jest na górze? - zapytała z ciekawości.
- Jedno z zakazanych pięter - uśmiechnął się łobuzersko. - Chcesz zobaczyć?
- Może potem. Zmęczyłam się tym bieganiem - dziewczyna usiadła na jednym ze schodków, a on usiadł koło niej. Nie było ciasno, ale schody miały szerokość z dwóch metrów. Były kręcone, jak to w wieży bywa.
Nie spodziewała się, że tak właśnie będzie wyglądać ta randka... Chłopak wyjął swoją różdżkę i wypowiedział jakieś zaklęcia. Hermiona przyglądała mu się z uwagą. Wokół nich pojawiły się zapalone świece. Niektóre osiadały na schodkach, a niektóre wisiały w powietrzu. Tego się nie spodziewała. Teraz wyglądało tu romantyczniej.
- Nie znałam tego zaklęcia... - przyznała, co było u niej rzadkością.
- Mój tata je wymyślił... - oznajmił. - Dla mamy. - Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Przeniosła się na wyższy schodek. Oparła się plecami o ścianę, a nogi zgięła i objęła rękoma kolana. Chłopak też oparł się o mur. - Co u ciebie? - zapytał.
- Hym... w sumie to w porządku. A u ciebie?
- Teraz już okej... - spojrzał na nią. Jego oczy się świeciły. - Trochę się zmieniłaś od czasu kiedy... kiedy no wiesz...
- Chciałeś ze mną być - zarumieniła się. - Wiem, ja... każdy się zmienia. Zastanawiam się, dlaczego ja? To znaczy, dlaczego chciałeś być ze mną, przecież jest mnóstwo dziewczyn, które...
- Chciałem z tobą być - przerwał jej. - I nadal chcę.
- Ale... czemu?
- Bo może się w tobie zakochałem?
- We mnie nie da się zakochać... Jestem kujonem...
- Nie. Przestań. Nie gadajmy o tym ok? Może później... a teraz... chcę cię poznać.
- Przecież mnie znasz.
- No tak, ale tak z widzenia. - Dziewczyna zaśmiała się.
- Ok. Więc co chcesz o mnie wiedzieć?
- Wszystko... jaki jest twój ulubiony kolor, co lubisz robić, o czym najczęściej myślisz, z kim najwięcej czasu spędzasz, kim chciałabyś być, jakie są twoje marzenia, pomysły... Wszystko - uśmiechnął się.
- Ale po co?
- Żeby cię w tym wspierać...
- Haha... no więc. Hm... Mój ulubiony kolor to zielony, lubię czytać... Nie wiem kim chciałabym być w przyszłości, ale chcę po prostu być szczęśliwa.
- A co dla ciebie znaczy szczęście? - robiło się coraz ciemniej. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć.
- Szczęście... To gdy moi przyjaciele są bezpieczni, gdy nie muszę się niczym martwić. Szczęście to sukcesy... i porażki z których się podnosimy. To uczucie, że jesteś komuś potrzebna i że wiesz, że ktoś cię kocha, że jesteś dla kogoś ważny... Nie musisz na nikogo czekać, bo wszystko to co już osiągnąłeś, to było to do czego dążyłeś. Szczęście to świadomość, że nie musisz się o nic już starać. To spełnione marzenia. A ty jak uważasz?
- Hm... podobnie. Wiesz, jak ty już coś powiesz, to nie da się tego przebić - obydwoje wybuchnęli śmiechem. - Za to cię zawsze lubiłem. Ty nie jesteś taka jak reszta dziewczyn. Jesteś niesamowita. Inna niż wszystkie i to jest w tobie interesujące i takie... przyciągające. Ja nigdy nie lubiłem dziewczyn, które zawsze odpowiadają tak samo jak swoje koleżanki.
- A skąd wiesz, że moje koleżanki nie myślą tak samo?
- Bo to czuję. Ty masz coś w sobie... - nie bardzo wiedział jak dobrać słowa. - Nawet nie wiem jak to nazwać. Po prostu jesteś niesamowita. I nie mów, że nie da się w tobie zakochać. Bo da. Ty jesteś... nieprzewidywalna. Istnieje taki typ dziewczyny, która jest księżniczką... Nie da się o niej przeczytać w książce, nie obejrzymy jej na ekranie. Nie zobaczymy jej na obrazie, ani rzeźbie. Nawet gdyby najlepszy pisarz, reżyser, rzeźbiarz, malarz próbował ją pokazać... nie odzwierciedliłby jej uroku. Bo na tym świecie są takie osoby, które po prostu trzeba... poznać, poczuć i wtedy zobaczy się to coś... to coś, co ja widzę w tobie... - spojrzał w jej oczy. - I ja wiem, że ty nie jesteś dla mnie najważniejsza. Bo zazwyczaj najważniejsze listy chowamy. Żeby o nich nie zapomnieć. Potem gdy je zobaczymy, to zdajemy sobie sprawę z tego, że już nie są nam potrzebne i po prostu je wyrzucamy. A ciebie nie muszę chować w szufladzie, żeby o tobie pamiętać. Bo ty jesteś kimś więcej. Jesteś kimś więcej niż tylko zwykłym "najważniejsza"... Ciebie mam w moim prywatnym archiwum... tutaj - przyłożył swoją rękę do serca.
- Ja... ja nie wiem do powiedzieć...
- Więc nic nie mów... Posłuchaj bicia mojego serca, które napiernicza tylko dla jednej dziewczyny na tym chorym świecie...
- Benny...
- Kiedy miałbym wybierać między oddychaniem a byciem z tobą... Wziąłbym ostatni oddech, żeby powiedzieć "Kocham Cię".
- Ja... - uśmiechnęła się. - Benny, ja nie wiem co powiedzieć... - dziewczyna usiadła na środku schodka. On przysiadł koło niej. - Jesteś słodki. Wiesz? - Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował ją lekko w policzek.
- Yyy... panie profesorze - odezwała się Hermiona i nerwowo spojrzała na chłopaka.
- Tego się po tobie nie spodziewałem - powiedział dyrektor. - Przecież dobrze znacie regulamin. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie są konsekwencje takiego zachowania? Nie jest tu bezpiecznie. Natychmiast do środka! I za chwilę chcę was widzieć w moim gabinecie. Obyście mili dobrą wymówkę na to, że złamaliście jedną z najważniejszych zasad.
Dyrektor wszedł z nimi do środka. Milczeli. Kazał im iść pod swój gabinet, a sam gdzieś się ulotnił.
- I co teraz? - zapytała idąc korytarzem.
- Po prostu bądź cicho i potwierdzaj to, co ja mówię, ok?
- Co? A co powiesz?
- Nie wiem, ale coś wymyślę, a ty się nie odzywaj.
Hermiona już nic nie powiedziała. Bała się. Dlaczego była taka głupia, że wyszła z tym kretynem? Gdyby to jeszcze był ktoś inny, ale Draco?
Parę minut później stali pod drzwiami gabinetu dyrektora. Malfoy westchnął, po czym lekko zapukał. Usłyszeli niewyraźny głos profesora - "proszę". Zastanawiając się jak tak szybko się tam dostał weszli do środka.
- Oh... to wy - udawał zdziwionego. - Siadajcie - wskazał im dwa fotele naprzeciwko swojego biurka. Chłopak i dziewczyna wykonali niepewnie polecenie. - A więc mówcie. Dlaczego, mimo mojego wyraźnego zakazu, wyszliście poza mury zamku?
- Panie profesorze - zaczął Draco. - To moja wina. Hermiona nie chciała, mówiła mi, że nie możemy, ale ja ją namówiłem.
- Pytałem o coś innego - przerwał mu dyrektor. Trudno było wyczytać z wyrazu jego twarzy, w jakim jest nastroju. Wydawał się spokojny, ale po nim to nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.
- Dyrektorze - chłopak próbował mówić stanowczo, ale przyjaźnie. - Jeżeli ma pan zamiar kogoś karać, to mnie. Ona nic nie zrobiła.
- Oczywiście, że karać będę.
- Ale nie ją.
- Draco... - odezwała się teraz Hermiona. - Profesorze ja...
- Nie - przerwał jej kolega. - Ty nie jesteś winna. To przecież ja cię namawiałem, żebyśmy poszli.
- Tak było panno Granger? - zapytał ją siwobrody.
- No... - dziewczyna wahała się. - No tak, ale...
- A więc możesz już odejść - oznajmił nauczyciel.
- Ale ja...
- Powiedziałem, że masz już iść - to nie było wcale miłe. Dziewczyna zawsze lubiła Dumbledora, ale teraz była jakiś inny. Być może to ze względu na tą ostrożność? Hermiona nie miała wyboru. Ostatni raz spojrzała na Draco, wstała i wyszła. Usłyszała tylko jak profesor mówi: "A więc kontynuuj", a potem drzwi się zamknęły. Nie wiedziała dokładnie co się przed chwilą stało. To wszystko dotarło do niej gdy usiadła na kanapie w pokoju wspólnym Gryffonów - uczyła Malfoya, dała się namówić na wyjście z nim, Fred ma dziewczynę i to w dodatku tą sukę Amber, właśnie zaczęła przeklinać i o mało co nie dostała opieprz od dyrektora. No właśnie! Draco przed chwilą wziął na siebie całą winę! Obronił ją, choć... to w sumie była jego wina, ale czuła się dziwnie... jakoś tak nieswojo. Musiała się przespać, tylko o tym teraz marzyła. Wziąć gorącą kąpiel i iść do łóżka. Nagle usłyszała śmiechy i ledwo co się powstrzymała, żeby nie złapać dopalającego się drewienka i nie rzucić w dziewczynę, która właśnie weszła - Amber, w towarzystwie tych swoich wywłok. I wtedy Hermiona już wiedziała, że musi wprowadzić swój plan w życie...
Klasa Hermiony wyjątkowo dostała pozwolenie na wyjście na dwór. Hagrid miał ich gdzieś zaprowadzić, więc teraz uczniowie szli szybko przez plac. Śpieszyli się, jakby nie wiadomo co miało się stać. Dziewczyna zwolniła trochę, chcąc dostać się na koniec "wycieczki". Po kilku sekundach zobaczyła swój cel. Szedł z kolegami i jak zwykle się wygłupiali. Podbiegła do nich mówiąc "hej". Uśmiechnął się... musiała przyznać, że był słodki. Benny Mich, to chłopak, który w II klasie chciał się z nią umówić, ale ona w głowie miała wtedy tylko Rona (fuj...).
- Zaraz was dogonię - powiedział do kupli, a oni poszli dalej. - Hej Hermiona. Co tam?
- Hej. Wiesz... nic specjalnego, tylko... chciałam cię zobaczyć. - Szli koło siebie. Chłopak odskoczył i ukłonił się lekko.
- A więc oto ja - uśmiechnął się.
- Hahaha... - rozbawił ją. - I jak tam u ciebie? Nie gadaliśmy... od drugiej klasy?
- Eh... - uspokoił się i znów szedł koło niej. - Chyba tak. Wiesz... zbyt wiele się u mnie nie zmieniło.
- Nadal lubisz robić żarty innym?
- Ta... chociaż nie jestem taki dobry jak Fred i George - przystanął.
- Ta... - dziewczyna przypomniała sobie co czuła do Freda. Stanęła naprzeciwko niego. - Wiesz co? Nie, nie jesteś. - Spojrzał na nią. - Jesteś lepszy.
Chłopak uśmiechnął się słodko. Ona też. Może nie był wcale taki zły? Podobno dziewczyny za nim szalały... tak słyszała. Nawet jej przyjaciółka - Cho Chang - kiedyś była w nim zakochana, a teraz miała Harry'ego, który ją też kochał. Widziała to... Ta to zawsze miała szczęście. Rozbrajał ją wzrokiem. Uśmiechała się nie tylko dlatego, bo go lubiła, ale dlatego, żeby doszło do czegoś więcej... Chciała z nim być, bo chciała wzbudzić zazdrość Freda. Niech żałuje. Nie wiedziała, czy robi dobrze, ale w tej chwili o tym nie myślała. Benny złapał ją za rękę. Chyba widziała w jego oczach, jak uczucia sprzed kilku lat wracają.
- Hermi? - zapytał.
- Mhm...?
- Czy twoja odpowiedź nadal brzmiałaby: "Weź się ode mnie odczep! Nie lubię cię, jesteś dziwny!"?
Dziewczyna się zaśmiała, spuściła głowę i "niby przypadkiem" przybliżyła. Idealnie wykorzystał tą sytuację. Złapał ją lekko za podbródek i podniósł jej twarz tak, że teraz patrzyli sobie w oczy. Nie widział oporu, dlatego bardzo delikatnie pocałował ją w usta... I o to jej właśnie chodziło. Uśmiechnęła się, bo osiągnęła sukces. On zrobił to samo.
- Chodź - złapał ją za rękę i dogonili resztę. "Pierwszy etap zakończony pomyślnie" pomyślała.
Po lekcjach Hermiona siedziała w swoim pokoju i przygotowywała się wraz z przyjaciółkami do "babskiego wieczoru"
- Hej... - odezwała się niepewnie, zaplatając warkoczyki Ginny. - A może przyjść Cho? - Jej rudowłosa przyjaciółka odwróciła się napięcie, Hermi wiedziała, że młoda Weasley za nią nie przepada, bo w końcu Harry wolał czarnowłosą, ale... W końcu krukonka była jej przyjaciółką.
- Jasne - odezwała się łagodnie Luna. - Będzie świetnie!
- Ale... - Ginny spiorunowała ją wzrokiem. - Hermi! To miał być nasz babski wieczór. Ja chciałam, żeby tu były tylko gryffonki...
- Oj Ginny... Ona jest moją przyjaciółką tak samo jak ty - oznajmiła Hermi.
- Przecież wiesz, że za nią nie przepadam...
- Oj tam, oj tam... Będzie fajnie. Zobaczysz...
- Eh... - westchnęła, ale ostatecznie się zgodziła. - Więc jakie macie plany?
- No wiesz... Chłopacy, ubrania, zrobimy sobie małe top model? - zapytała z entuzjazmem blondynka.
- Żartujesz? - zdziwiła się Granger.
- Nie... czemu? Będzie fajnie!
- No nie wiem, może. Ok zobaczy się wieczorem. Romilda załatwisz coś do jedzenia?
- Mhm... jasne - odparła dziewczyna. - Parvati, pomożesz? - jej przyjaciółka skinęła głową.
- No to wszystko chyba załatwione... zostało tylko czekać do wieczora - uśmiechnęła się Ginny.
- Mhm... - Hermiona skupiła się na jej włosach.
- Hermi co ty taka nieobecna trochę jesteś? - zauważyła ruda.
- Ja? Nie...
- Widziałam ją dzisiaj z Bennym... - oznajmiła z uśmiechem Lavender. Ginny się zakrztusiła.
- Co??? - zdziwiła się. - Hermi! On znów coś od ciebie chce?
- No wiesz... - dziewczyna się zarumieniła. - My chyba... jesteśmy razem.
- Że co?! - wykrzyknęły wszystkie naraz. - Żartujesz? - dodała Luna.
- A czemu?
- No nie wiem... ale ostatnio, czyli w drugiej klasie on chyba się w tobie zabujał i dałaś mu kosza. Co się zmieniło?
- Co się zmieniło? Luna, przecież ty sama chciałaś z nim kiedyś być! - zaśmiała się Hermi.
- No wiesz... on jest bardzo miły i lubi zwierzęta...
- Hermi zazdro - przerwała jej Lavender. - On jest słodki! Jak to się stało. Mów!
- Może na babskim wieczorku? - rzuciła Ginny. - Od tego właśnie to jest. Ale Hermi powinnam już o tym wiedzieć! - udała obrażoną. - Dlaczego nigdy nic nam nie mówisz...
- Eh... dziewczyny, pogadamy wieczorem. Muszę się zbierać - oznajmiła Granger.
- Gdzie? Do Benny'ego? - zapytała Parvati.
- A żebyście wiedziały, że tak - uśmiechnęła się i wstała. Musiała przyznać, że fajnie tak, gdy wszyscy się nią interesują. Trochę się bała tego spotkania... hej? Czy to przypadkiem nie była randka? Tak, to była jak najbardziej randka i to z kim! W Benny'm kochało się dużo dziewczyn. Granger nie miała pojęcia dlaczego, przecież to zwykły chłopak... fakt, był przystojny, ale nie miał w sobie niczego specjalnego. A przynajmniej na razie tak myślała.
Dziewczyna siedziała na parapecie jednego z tych wielkich okien, wychodzących na plac główny. Miała na sobie zwykłe rurki i normalną białą bluzkę na ramiączkach. Wokół było prawie pusto, tylko po jej lewej stronie stała mała grupka pierwszorocznych. Po chwili usłyszała kroki. Obróciła głowę w tę stronę i zobaczyła swojego chłopaka.
Chłopak szedł do niej, ale zatrzymała go jakaś dziewczyna. Przystanął i przez chwilę z nią rozmawiał. Mówiła coś do niego, a on spojrzał na Hermionę.
Uśmiechnął się słodko. Przerwał swojej koleżance, pożegnał się i odszedł, podchodząc do gryffonki.
- Haj Hermi - powiedział.
- Hej - uśmiechnęła się. Dziewczyna nie wiedziała co ma robić, ale na szczęście on wiedział.
- Chodźmy stąd - złapał ją za rękę i zaprowadził do wschodniej wieży. Wchodzili po schodkach na górę, gdy nagle w połowie drogi przystanął. - Usiądziemy? Czasem tu chodzę, gdy muszę sobie pomyśleć. Nikt tędy nie przechodzi.
- A co jest na górze? - zapytała z ciekawości.
- Jedno z zakazanych pięter - uśmiechnął się łobuzersko. - Chcesz zobaczyć?
- Może potem. Zmęczyłam się tym bieganiem - dziewczyna usiadła na jednym ze schodków, a on usiadł koło niej. Nie było ciasno, ale schody miały szerokość z dwóch metrów. Były kręcone, jak to w wieży bywa.
- Nie znałam tego zaklęcia... - przyznała, co było u niej rzadkością.
- Mój tata je wymyślił... - oznajmił. - Dla mamy. - Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Przeniosła się na wyższy schodek. Oparła się plecami o ścianę, a nogi zgięła i objęła rękoma kolana. Chłopak też oparł się o mur. - Co u ciebie? - zapytał.
- Hym... w sumie to w porządku. A u ciebie?
- Teraz już okej... - spojrzał na nią. Jego oczy się świeciły. - Trochę się zmieniłaś od czasu kiedy... kiedy no wiesz...
- Chciałeś ze mną być - zarumieniła się. - Wiem, ja... każdy się zmienia. Zastanawiam się, dlaczego ja? To znaczy, dlaczego chciałeś być ze mną, przecież jest mnóstwo dziewczyn, które...
- Chciałem z tobą być - przerwał jej. - I nadal chcę.
- Ale... czemu?
- Bo może się w tobie zakochałem?
- We mnie nie da się zakochać... Jestem kujonem...
- Nie. Przestań. Nie gadajmy o tym ok? Może później... a teraz... chcę cię poznać.
- Przecież mnie znasz.
- No tak, ale tak z widzenia. - Dziewczyna zaśmiała się.
- Ok. Więc co chcesz o mnie wiedzieć?
- Wszystko... jaki jest twój ulubiony kolor, co lubisz robić, o czym najczęściej myślisz, z kim najwięcej czasu spędzasz, kim chciałabyś być, jakie są twoje marzenia, pomysły... Wszystko - uśmiechnął się.
- Ale po co?
- Żeby cię w tym wspierać...
- Haha... no więc. Hm... Mój ulubiony kolor to zielony, lubię czytać... Nie wiem kim chciałabym być w przyszłości, ale chcę po prostu być szczęśliwa.
- A co dla ciebie znaczy szczęście? - robiło się coraz ciemniej. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć.
- Szczęście... To gdy moi przyjaciele są bezpieczni, gdy nie muszę się niczym martwić. Szczęście to sukcesy... i porażki z których się podnosimy. To uczucie, że jesteś komuś potrzebna i że wiesz, że ktoś cię kocha, że jesteś dla kogoś ważny... Nie musisz na nikogo czekać, bo wszystko to co już osiągnąłeś, to było to do czego dążyłeś. Szczęście to świadomość, że nie musisz się o nic już starać. To spełnione marzenia. A ty jak uważasz?
- Hm... podobnie. Wiesz, jak ty już coś powiesz, to nie da się tego przebić - obydwoje wybuchnęli śmiechem. - Za to cię zawsze lubiłem. Ty nie jesteś taka jak reszta dziewczyn. Jesteś niesamowita. Inna niż wszystkie i to jest w tobie interesujące i takie... przyciągające. Ja nigdy nie lubiłem dziewczyn, które zawsze odpowiadają tak samo jak swoje koleżanki.
- A skąd wiesz, że moje koleżanki nie myślą tak samo?
- Bo to czuję. Ty masz coś w sobie... - nie bardzo wiedział jak dobrać słowa. - Nawet nie wiem jak to nazwać. Po prostu jesteś niesamowita. I nie mów, że nie da się w tobie zakochać. Bo da. Ty jesteś... nieprzewidywalna. Istnieje taki typ dziewczyny, która jest księżniczką... Nie da się o niej przeczytać w książce, nie obejrzymy jej na ekranie. Nie zobaczymy jej na obrazie, ani rzeźbie. Nawet gdyby najlepszy pisarz, reżyser, rzeźbiarz, malarz próbował ją pokazać... nie odzwierciedliłby jej uroku. Bo na tym świecie są takie osoby, które po prostu trzeba... poznać, poczuć i wtedy zobaczy się to coś... to coś, co ja widzę w tobie... - spojrzał w jej oczy. - I ja wiem, że ty nie jesteś dla mnie najważniejsza. Bo zazwyczaj najważniejsze listy chowamy. Żeby o nich nie zapomnieć. Potem gdy je zobaczymy, to zdajemy sobie sprawę z tego, że już nie są nam potrzebne i po prostu je wyrzucamy. A ciebie nie muszę chować w szufladzie, żeby o tobie pamiętać. Bo ty jesteś kimś więcej. Jesteś kimś więcej niż tylko zwykłym "najważniejsza"... Ciebie mam w moim prywatnym archiwum... tutaj - przyłożył swoją rękę do serca.
- Ja... ja nie wiem do powiedzieć...
- Więc nic nie mów... Posłuchaj bicia mojego serca, które napiernicza tylko dla jednej dziewczyny na tym chorym świecie...
- Benny...
- Kiedy miałbym wybierać między oddychaniem a byciem z tobą... Wziąłbym ostatni oddech, żeby powiedzieć "Kocham Cię".
- Ja... - uśmiechnęła się. - Benny, ja nie wiem co powiedzieć... - dziewczyna usiadła na środku schodka. On przysiadł koło niej. - Jesteś słodki. Wiesz? - Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował ją lekko w policzek.
- Ja tylko mówię to, co myślę... - oznajmił. Dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę. Zrobił to samo. Uśmiechnął się, ale potem spoważniał.
Pochylił się trochę w jej stronę. Zamknęła oczy. Po chwili poczuła jego delikatne, miękkie wargi. Nie protestowała. Benny dotknął ręką jej policzka i pocałował już trochę mocniej. Dziewczyna nie wiedziała czemu, ale poczuła się szczęśliwa. Otworzyła oczy dopiero wtedy, gdy się odsunął. Spuściła głowę na dół zarumieniona. Chłopak nachylił się nad jej uchem i szepnął:
- Kocham Cię... - Hermiona zadrżała. To było bardzo przyjemne. Po chwili oprzytomniała.
- Muszę już iść... - powiedziała patrząc w jego radosne oczy. Sama nie mogła się przestać uśmiechać. Pokiwał głową. Oboje wstali i trzymając się za ręce zeszli na dół. Odprowadził ją do pokoju wspólnego. - Pa... - dziewczyna już chciała iść, ale on chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Pocałował ją, a ona zarzuciła ręce na jego ramiona. W tej chwili do pokoju wszedł Fred i George. Dziewczyna poznała ich po głosach, ale nie przerywała pocałunku, wręcz przeciwnie, jeszcze się zbliżyła do swojego chłopaka. Widziała kątem oka jak rudzielce przechodzili koło nich. Benny pierwszy się odsunął.
- Dobranoc skarbie - powiedział całując ją jeszcze w policzek.
- Dobranoc - szepnęła po czym poszła do siebie...
"Największa zemsta
to spektakularny
sukces..."
No hej :D długo rozdziału nie było, same wiecie dlaczego, szczerze to też dlatego, że po ostatnim było mało komentarzy, które właśnie mnie zachęcają do pisania. Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodobał :D Komentujcie! Czekam :D















