czwartek, 30 października 2014

Rozdział 18 "Randka"

"Uroczyście przysięgam,
że knuję coś niedobrego..."


- No weź... jeszcze trochę - nalegał.
- No dobra, ale zaraz wracamy.
Draco i Hermone szli rozmawiając o nadchodzącym meczu, gdy zza zakrętu wyłoniła im się dobrze znana postać... - Dumbledore.
- Co wy tu robicie? - nie był zadowolony... wręcz przeciwnie.
- Yyy... panie profesorze - odezwała się Hermiona i nerwowo spojrzała na chłopaka.
- Tego się po tobie nie spodziewałem - powiedział dyrektor. - Przecież dobrze znacie regulamin. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie są konsekwencje takiego zachowania? Nie jest tu bezpiecznie. Natychmiast do środka! I za chwilę chcę was widzieć w moim gabinecie. Obyście mili dobrą wymówkę na to, że złamaliście jedną z najważniejszych zasad.
Dyrektor wszedł z nimi do środka. Milczeli. Kazał im iść pod swój gabinet, a sam gdzieś się ulotnił.
- I co teraz? - zapytała idąc korytarzem.
- Po prostu bądź cicho i potwierdzaj to, co ja mówię, ok?
- Co? A co powiesz?
- Nie wiem, ale coś wymyślę, a ty się nie odzywaj.
Hermiona już nic nie powiedziała. Bała się. Dlaczego była taka głupia, że wyszła z tym kretynem? Gdyby to jeszcze był ktoś inny, ale Draco?
Parę minut później stali pod drzwiami gabinetu dyrektora. Malfoy westchnął, po czym lekko zapukał. Usłyszeli niewyraźny głos profesora - "proszę". Zastanawiając się jak tak szybko się tam dostał weszli do środka.
- Oh... to wy - udawał zdziwionego. - Siadajcie - wskazał im dwa fotele naprzeciwko swojego biurka. Chłopak i dziewczyna wykonali niepewnie polecenie. - A więc mówcie. Dlaczego, mimo mojego wyraźnego zakazu, wyszliście poza mury zamku?
- Panie profesorze - zaczął Draco. - To moja wina. Hermiona nie chciała, mówiła mi, że nie możemy, ale ja ją namówiłem.
- Pytałem o coś innego - przerwał mu dyrektor. Trudno było wyczytać z wyrazu jego twarzy, w jakim jest nastroju. Wydawał się spokojny, ale po nim to nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.
- Dyrektorze - chłopak próbował mówić stanowczo, ale przyjaźnie. - Jeżeli ma pan zamiar kogoś karać, to mnie. Ona nic nie zrobiła.
- Oczywiście, że karać będę.
- Ale nie ją.
- Draco... - odezwała się teraz Hermiona. - Profesorze ja...
- Nie - przerwał jej kolega. - Ty nie jesteś winna. To przecież ja cię namawiałem, żebyśmy poszli.
- Tak było panno Granger? - zapytał ją siwobrody.
- No... - dziewczyna wahała się. - No tak, ale...
- A więc możesz już odejść - oznajmił nauczyciel.
- Ale ja...
- Powiedziałem, że masz już iść - to nie było wcale miłe. Dziewczyna zawsze lubiła Dumbledora, ale teraz była jakiś inny. Być może to ze względu na tą ostrożność? Hermiona nie miała wyboru. Ostatni raz spojrzała na Draco, wstała i wyszła. Usłyszała tylko jak profesor mówi: "A więc kontynuuj", a potem drzwi się zamknęły. Nie wiedziała dokładnie co się przed chwilą stało. To wszystko dotarło do niej gdy usiadła na kanapie w pokoju wspólnym Gryffonów - uczyła Malfoya, dała się namówić na wyjście z nim, Fred ma dziewczynę i to w dodatku tą sukę Amber, właśnie zaczęła przeklinać i o mało co nie dostała opieprz od dyrektora. No właśnie! Draco przed chwilą wziął na siebie całą winę! Obronił ją, choć... to w sumie była jego wina, ale czuła się dziwnie... jakoś tak nieswojo. Musiała się przespać, tylko o tym teraz marzyła. Wziąć gorącą kąpiel i iść do łóżka. Nagle usłyszała śmiechy i ledwo co się powstrzymała, żeby nie złapać dopalającego się drewienka i nie rzucić w dziewczynę, która właśnie weszła - Amber, w towarzystwie tych swoich wywłok. I wtedy Hermiona już wiedziała, że musi wprowadzić swój plan w życie...

Klasa Hermiony wyjątkowo dostała pozwolenie na wyjście na dwór. Hagrid miał ich gdzieś zaprowadzić, więc teraz uczniowie szli szybko przez plac. Śpieszyli się, jakby nie wiadomo co miało się stać. Dziewczyna zwolniła trochę, chcąc dostać się na koniec "wycieczki". Po kilku sekundach zobaczyła swój cel. Szedł z kolegami i jak zwykle się wygłupiali. Podbiegła do nich mówiąc "hej". Uśmiechnął się... musiała przyznać, że był słodki. Benny Mich, to chłopak, który w II klasie chciał się z nią umówić, ale ona w głowie miała wtedy tylko Rona (fuj...).
- Zaraz was dogonię - powiedział do kupli, a oni poszli dalej. - Hej Hermiona. Co tam?
- Hej. Wiesz... nic specjalnego, tylko... chciałam cię zobaczyć. - Szli koło siebie. Chłopak odskoczył i ukłonił się lekko.
- A więc oto ja - uśmiechnął się.
- Hahaha... - rozbawił ją. - I jak tam u ciebie? Nie gadaliśmy... od drugiej klasy?
- Eh... - uspokoił się i znów szedł koło niej. - Chyba tak. Wiesz... zbyt wiele się u mnie nie zmieniło.
- Nadal lubisz robić żarty innym?
- Ta... chociaż nie jestem taki dobry jak Fred i George - przystanął.
- Ta... - dziewczyna przypomniała sobie co czuła do Freda. Stanęła naprzeciwko niego. - Wiesz co? Nie, nie jesteś. - Spojrzał na nią. - Jesteś lepszy.


Chłopak uśmiechnął się słodko. Ona też. Może nie był wcale taki zły? Podobno dziewczyny za nim szalały... tak słyszała. Nawet jej przyjaciółka - Cho Chang - kiedyś była w nim zakochana, a teraz miała Harry'ego, który ją też kochał. Widziała to... Ta to zawsze miała szczęście. Rozbrajał ją wzrokiem. Uśmiechała się nie tylko dlatego, bo go lubiła, ale dlatego, żeby doszło do czegoś więcej... Chciała z nim być, bo chciała wzbudzić zazdrość Freda. Niech żałuje. Nie wiedziała, czy robi dobrze, ale w tej chwili o tym nie myślała. Benny złapał ją za rękę. Chyba widziała w jego oczach, jak uczucia sprzed kilku lat wracają.
- Hermi? - zapytał.
- Mhm...?
- Czy twoja odpowiedź nadal brzmiałaby: "Weź się ode mnie odczep! Nie lubię cię, jesteś dziwny!"?

Dziewczyna się zaśmiała, spuściła głowę i "niby przypadkiem" przybliżyła. Idealnie wykorzystał tą sytuację. Złapał ją lekko za podbródek i podniósł jej twarz tak, że teraz patrzyli sobie w oczy. Nie widział oporu, dlatego bardzo delikatnie pocałował ją w usta... I o to jej właśnie chodziło. Uśmiechnęła się, bo osiągnęła sukces. On zrobił to samo.
- Chodź - złapał ją za rękę i dogonili resztę. "Pierwszy etap zakończony pomyślnie" pomyślała.

Po lekcjach Hermiona siedziała w swoim pokoju i przygotowywała się wraz z przyjaciółkami do "babskiego wieczoru"
- Hej... - odezwała się niepewnie, zaplatając warkoczyki Ginny. - A może przyjść Cho? - Jej rudowłosa przyjaciółka odwróciła się napięcie, Hermi wiedziała, że młoda Weasley za nią nie przepada, bo w końcu Harry wolał czarnowłosą, ale... W końcu krukonka była jej przyjaciółką.
- Jasne - odezwała się łagodnie Luna. - Będzie świetnie!
- Ale... - Ginny spiorunowała ją wzrokiem. - Hermi! To miał być nasz babski wieczór. Ja chciałam, żeby tu były tylko gryffonki...
- Oj Ginny... Ona jest moją przyjaciółką tak samo jak ty - oznajmiła Hermi.
- Przecież wiesz, że za nią nie przepadam...
- Oj tam, oj tam... Będzie fajnie. Zobaczysz...
- Eh... - westchnęła, ale ostatecznie się zgodziła. - Więc jakie macie plany?
- No wiesz... Chłopacy, ubrania, zrobimy sobie małe top model? - zapytała z entuzjazmem blondynka.
- Żartujesz? - zdziwiła się Granger.
- Nie... czemu? Będzie fajnie!
- No nie wiem, może. Ok zobaczy się wieczorem. Romilda załatwisz coś do jedzenia?
- Mhm... jasne - odparła dziewczyna. - Parvati, pomożesz? - jej przyjaciółka skinęła głową.
- No to wszystko chyba załatwione... zostało tylko czekać do wieczora - uśmiechnęła się Ginny.
- Mhm... - Hermiona skupiła się na jej włosach.
- Hermi co ty taka nieobecna trochę jesteś? - zauważyła ruda.
- Ja? Nie...
- Widziałam ją dzisiaj z Bennym... - oznajmiła z uśmiechem Lavender. Ginny się zakrztusiła.
- Co??? - zdziwiła się. - Hermi! On znów coś od ciebie chce?
- No wiesz... - dziewczyna się zarumieniła. - My chyba... jesteśmy razem.
- Że co?! - wykrzyknęły wszystkie naraz. - Żartujesz? - dodała Luna.
- A czemu?
- No nie wiem... ale ostatnio, czyli w drugiej klasie on chyba się w tobie zabujał i dałaś mu kosza. Co się zmieniło?
- Co się zmieniło? Luna, przecież ty sama chciałaś z nim kiedyś być! - zaśmiała się Hermi.
- No wiesz... on jest bardzo miły i lubi zwierzęta...
- Hermi zazdro - przerwała jej Lavender. - On jest słodki! Jak to się stało. Mów!
- Może na babskim wieczorku? - rzuciła Ginny. - Od tego właśnie to jest. Ale Hermi powinnam już o tym wiedzieć! - udała obrażoną. - Dlaczego nigdy nic nam nie mówisz...
- Eh... dziewczyny, pogadamy wieczorem. Muszę się zbierać - oznajmiła Granger.
- Gdzie? Do Benny'ego? - zapytała Parvati.
- A żebyście wiedziały, że tak - uśmiechnęła się i wstała. Musiała przyznać, że fajnie tak, gdy wszyscy się nią interesują. Trochę się bała tego spotkania... hej? Czy to przypadkiem nie była randka? Tak, to była jak najbardziej randka i to z kim! W Benny'm kochało się dużo dziewczyn. Granger nie miała pojęcia dlaczego, przecież to zwykły chłopak... fakt, był przystojny, ale nie miał w sobie niczego specjalnego. A przynajmniej na razie tak myślała.

Dziewczyna siedziała na parapecie jednego z tych wielkich okien, wychodzących na plac główny. Miała na sobie zwykłe rurki i normalną białą bluzkę na ramiączkach. Wokół było prawie pusto, tylko po jej lewej stronie stała mała grupka pierwszorocznych. Po chwili usłyszała kroki. Obróciła głowę w tę stronę i zobaczyła swojego chłopaka.


Chłopak szedł do niej, ale zatrzymała go jakaś dziewczyna. Przystanął i przez chwilę z nią rozmawiał. Mówiła coś do niego, a on spojrzał na Hermionę.


Uśmiechnął się słodko. Przerwał swojej koleżance, pożegnał się i odszedł, podchodząc do gryffonki.
- Haj Hermi - powiedział.
- Hej - uśmiechnęła się. Dziewczyna nie wiedziała co ma robić, ale na szczęście on wiedział.
- Chodźmy stąd - złapał ją za rękę i zaprowadził do wschodniej wieży. Wchodzili po schodkach na górę, gdy nagle w połowie drogi przystanął. - Usiądziemy? Czasem tu chodzę, gdy muszę sobie pomyśleć. Nikt tędy nie przechodzi.
- A co jest na górze? - zapytała z ciekawości.
- Jedno z zakazanych pięter - uśmiechnął się łobuzersko. - Chcesz zobaczyć?
- Może potem. Zmęczyłam się tym bieganiem - dziewczyna usiadła na jednym ze schodków, a on usiadł koło niej. Nie było ciasno, ale schody miały szerokość z dwóch metrów. Były kręcone, jak to w wieży bywa.


Nie spodziewała się, że tak właśnie będzie wyglądać ta randka... Chłopak wyjął swoją różdżkę i wypowiedział jakieś zaklęcia. Hermiona przyglądała mu się z uwagą. Wokół nich pojawiły się zapalone świece. Niektóre osiadały na schodkach, a niektóre wisiały w powietrzu. Tego się nie spodziewała. Teraz wyglądało tu romantyczniej.
- Nie znałam tego zaklęcia... - przyznała, co było u niej rzadkością.
- Mój tata je wymyślił... - oznajmił. - Dla mamy. - Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Przeniosła się na wyższy schodek. Oparła się plecami o ścianę, a nogi zgięła i objęła rękoma kolana. Chłopak też oparł się o mur. - Co u ciebie? - zapytał.
- Hym... w sumie to w porządku. A u ciebie?
- Teraz już okej... - spojrzał na nią. Jego oczy się świeciły. - Trochę się zmieniłaś od czasu kiedy... kiedy no wiesz...
- Chciałeś ze mną być - zarumieniła się. - Wiem, ja... każdy się zmienia. Zastanawiam się, dlaczego ja? To znaczy, dlaczego chciałeś być ze mną, przecież jest mnóstwo dziewczyn, które...
- Chciałem z tobą być - przerwał jej. - I nadal chcę.
- Ale... czemu?
- Bo może się w tobie zakochałem?
- We mnie nie da się zakochać... Jestem kujonem...
- Nie. Przestań. Nie gadajmy o tym ok? Może później... a teraz... chcę cię poznać.
- Przecież mnie znasz.
- No tak, ale tak z widzenia. - Dziewczyna zaśmiała się.
- Ok. Więc co chcesz o mnie wiedzieć?
- Wszystko... jaki jest twój ulubiony kolor, co lubisz robić, o czym najczęściej myślisz, z kim najwięcej czasu spędzasz, kim chciałabyś być, jakie są twoje marzenia, pomysły... Wszystko - uśmiechnął się.
- Ale po co?
- Żeby cię w tym wspierać...
- Haha... no więc. Hm... Mój ulubiony kolor to zielony, lubię czytać... Nie wiem kim chciałabym być w przyszłości, ale chcę po prostu być szczęśliwa.
- A co dla ciebie znaczy szczęście? - robiło się coraz ciemniej. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć.
- Szczęście... To gdy moi przyjaciele są bezpieczni, gdy nie muszę się niczym martwić. Szczęście to sukcesy... i porażki z których się podnosimy. To uczucie, że jesteś komuś potrzebna i że wiesz, że ktoś cię kocha, że jesteś dla kogoś ważny... Nie musisz na nikogo czekać, bo wszystko to co już osiągnąłeś, to było to do czego dążyłeś. Szczęście to świadomość, że nie musisz się o nic już starać. To spełnione marzenia. A ty jak uważasz?
- Hm... podobnie. Wiesz, jak ty już coś powiesz, to nie da się tego przebić - obydwoje wybuchnęli śmiechem. - Za to cię zawsze lubiłem. Ty nie jesteś taka jak reszta dziewczyn. Jesteś niesamowita. Inna niż wszystkie i to jest w tobie interesujące i takie... przyciągające. Ja nigdy nie lubiłem dziewczyn, które zawsze odpowiadają tak samo jak swoje koleżanki.
- A skąd wiesz, że moje koleżanki nie myślą tak samo?
- Bo to czuję. Ty masz coś w sobie... - nie bardzo wiedział jak dobrać słowa. - Nawet nie wiem jak to nazwać. Po prostu jesteś niesamowita. I nie mów, że nie da się w tobie zakochać. Bo da. Ty jesteś... nieprzewidywalna. Istnieje taki typ dziewczyny, która jest księżniczką... Nie da się o niej przeczytać w książce, nie obejrzymy jej na ekranie. Nie zobaczymy jej na obrazie, ani rzeźbie. Nawet gdyby najlepszy pisarz, reżyser, rzeźbiarz, malarz próbował ją pokazać... nie odzwierciedliłby jej uroku. Bo na tym świecie są takie osoby, które po prostu trzeba... poznać, poczuć i wtedy zobaczy się to coś... to coś, co ja widzę w tobie... - spojrzał w jej oczy. - I ja wiem, że ty nie jesteś dla mnie najważniejsza. Bo zazwyczaj najważniejsze listy chowamy. Żeby o nich nie zapomnieć. Potem gdy je zobaczymy, to zdajemy sobie sprawę z tego, że już nie są nam potrzebne i po prostu je wyrzucamy. A ciebie nie muszę chować w szufladzie, żeby o tobie pamiętać. Bo ty jesteś kimś więcej. Jesteś kimś więcej niż tylko zwykłym "najważniejsza"... Ciebie mam w moim prywatnym archiwum... tutaj - przyłożył swoją rękę do serca.
- Ja... ja nie wiem do powiedzieć...
- Więc nic nie mów... Posłuchaj bicia mojego serca, które napiernicza tylko dla jednej dziewczyny na tym chorym świecie...
- Benny...
- Kiedy miałbym wybierać między oddychaniem a byciem z tobą... Wziąłbym ostatni oddech, żeby powiedzieć "Kocham Cię".
- Ja... - uśmiechnęła się. - Benny, ja nie wiem co powiedzieć... - dziewczyna usiadła na środku schodka. On przysiadł koło niej. - Jesteś słodki. Wiesz? - Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował ją lekko w policzek.



- Ja tylko mówię to, co myślę... - oznajmił. Dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę. Zrobił to samo. Uśmiechnął się, ale potem spoważniał. 


Pochylił się trochę w jej stronę. Zamknęła oczy. Po chwili poczuła jego delikatne, miękkie wargi. Nie protestowała. Benny dotknął ręką jej policzka i pocałował już trochę mocniej. Dziewczyna nie wiedziała czemu, ale poczuła się szczęśliwa. Otworzyła oczy dopiero wtedy, gdy się odsunął. Spuściła głowę na dół zarumieniona. Chłopak nachylił się nad jej uchem i szepnął:
- Kocham Cię... - Hermiona zadrżała. To było bardzo przyjemne. Po chwili oprzytomniała.
- Muszę już iść... - powiedziała patrząc w jego radosne oczy. Sama nie mogła się przestać uśmiechać. Pokiwał głową. Oboje wstali i trzymając się za ręce zeszli na dół. Odprowadził ją do pokoju wspólnego. - Pa... - dziewczyna już chciała iść, ale on chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Pocałował ją, a ona zarzuciła ręce na jego ramiona. W tej chwili do pokoju wszedł Fred i George. Dziewczyna poznała ich po głosach, ale nie przerywała pocałunku, wręcz przeciwnie, jeszcze się zbliżyła do swojego chłopaka. Widziała kątem oka jak rudzielce przechodzili koło nich. Benny pierwszy się odsunął.
- Dobranoc skarbie - powiedział całując ją jeszcze w policzek. 
- Dobranoc - szepnęła po czym poszła do siebie... 

"Największa zemsta
to spektakularny 
sukces..."

No hej :D długo rozdziału nie było, same wiecie dlaczego, szczerze to też dlatego, że po ostatnim było mało komentarzy, które właśnie mnie zachęcają do pisania. Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodobał :D Komentujcie! Czekam :D

wtorek, 28 października 2014

Zapraszam na
http://historiaksiezniczki.blogspot.com/
gdzie są moje opowiadania :D
Mam nadzieję, że w ten sposób umilicie sobie czas!
Przypominam o przysyłaniu rysunków, bo jeszcze nic nie mam, ale wierzę, że któraś z was o tym pomyśli i to zrobi. Ok, a więc z myślą o tym, że któraś coś narysuje idę pisać nowy rozdział :D 

sobota, 25 października 2014

KONKURS!



Hej :D Ogłaszam konkurs na
"symbol naszego bloga" :D
Już wyjaśniam.
Każde stowarzyszenie, grupa, ma
swój znak, np:

Igrzyska śmierci:


Dary Anioła:



Insygnia śmierci:


Tajemnice Domu Anubisa:
"Liga dziewczyn"



Nike:



Mam nadzieje, że rozumiecie.
Chodzi o to, żeby nasz blog też miał
symbol. Pewnie teraz myślicie "co za 
kretynka to wymyśliła" hehe. 
Po prostu chcę abyśmy byli jednością xd
Grupką osób, które uwielbiają Harry'ego Pottera
i tego bloga :D Dlatego wymyślajcie jakieś 
symbole i przesyłajcie mi je na pocztę :D
Myślałam też o tym, żeby zrobić "waszą pocztę",
to znaczy, że stworze konto na poczcie i podam 
wam login i hasło. Jeżeli nie chcecie wysyłać 
z własnych kont, to po prostu wyślecie z tego.
Wiem, że ktoś może sobie wejść i zmienić hasło, ale
co to mu da? Oczywiście to tylko pomysł. Wy decydujecie,
bo wy będziecie z tego korzystać. Ktoś może się 
zgłosić na ochotnika i zrobić takie konto i podać login i hasło.
Wiem, że przecież każdy po prostu może sobie stworzyć własne,
ale... no cóż. Jestem kreatywna xd i wymyślam
różne rzeczy bez sensu :D

Co do konkursu, to rysujcie, róbcie zdjęcia i 
przysyłajcie:
ksiezniczka.swojego.umyslu@wp.pl
I piszcie w komach jakie mogą 
być za to nagrody, bo ja pojęcia nie mam XD
Oczywiście gdy będzie dużo zdjęć, 
to zrobimy głosowanie, albo ja wybiorę :D
I dowiecie się co potem z tym zrobimy :D
Dobrze by było, gdybyście też napisały 
dlaczego właśnie to narysowałyście,
to znaczy co ten symbol oznacza :D
Na przykład gdzieś tam umieścicie liść
dębu i to oznacza męstwo. Oczywiście 
po co męstwo w tym blogu? Heheh to tylko
przykład. No myślcie myślcie :D
Gratuluje tym co dotarli do tego momentu i 
jeszcze to czytają, bo się trochę rozpisałam. 
Przypominam o pisaniu w komach jaką
chcecie nagrodę :D Bo ja nie mam pomysłu :D
 piszcie czy cokolwiek z tego
zrozumiałyście, bo ja jak 
to przeczytałam to nic bym nie kapowała :D
Ok trzymajcie się, do zobaczenia :P

Ogłoszenie parafialne :D



Hejka, przepraszam, że długo
nie ma nowego rozdziału, ale do poniedziałku
muszę skończyć książkę na konkurs.
Napisałam też przez ten czas opowiadanie 
do gazetki szkolnej, które zostanie 
opublikowane na blogu:
"Dwie w jednej". Jak wiecie
(o ile go czytaliście)
tamto opowiadanie jest skończone
i ja nie chcę kończyć tamtego
bloga, więc teraz będę tam
publikowała moje opowiadanie.
Zapraszam do czytania ich :D
Mam nadzieję, że będą dla was ciekawe :D
Niestety do poniedziałku nie będę
mogła się zabrać za Fredmione, ale
gdy już oddam skończoną książkę,
zabieram się za pisanie. Obiecuję wam,
że w następnym tygodniu już pojawi się
kolejny rozdział, tym czasem zaglądajcie
na "My dziewczyny", albo piszcie do mnie
na pocztę :D :
ksiezniczka.swojego.umyslu@wp.pl
Polecajcie bloga znajomym, kuzynom itp.

Co myślicie, o kolejnej części Harry'ego Pottera pt:
"Harry Potter i cmentarz wiecznie żywych"
Bo mam taki pomysł na taką część. Piszcie czy chcecie
abym takie coś wprowadziła do tego bloga
(to znaczy będzie więcej akcji, nie tylko o Hermionie i Fredzie,
ale Harry i spółka znów będą musieli stawić czoła
złu),
czy chcecie abym stworzyła do tego osobngo
bloga (ale jak już zakończe tego),
czy w ogóle nie chcecie czegoś takiego :D
PISZCIE :D
Trzymajcie się i do zobaczenia
wkrótce!

środa, 15 października 2014

Rozdział 17: "Przywalić jej kamieniem..."

"Zazdrość wprowadza
nas w stań gorszy, 
niż najsilniejszy 
narkotyk..."


Hermiona obudziła się wcześnie rano. Do zajęć miała jeszcze trochę czasu, więc ubrała się i zeszła do wielkiej sali na śniadanie. Zmusiła się aby usiąść koło Freda i Herry'ego. Spojrzała na rudzielca, a on na nią. Po chwili jednak zorientowała się, że nie na nią. Patrzył za nią. Odwróciła się - Amber. Słodka Amber stała z przyjaciółkami i śmiała się. Gdy spojrzała na Freda, zrobiła tą swoją niewinną, słodką minkę...


Hermionie zachciało się wymiotować, choć musiała przyznać, że to robiło wrażenie, bo Fred się uśmiechał i pomachał do niej. A ona się zarumieniła.


- Przepraszam was na chwilę... - powiedziała i wstała. Skierowała się do łazienki. W oczach miała łzy... Gdyby tylko wiedział... Stanęła nad zlewem i zaczęła płakać. Podleciała do niej Jęcząca Marta.
- Co ci? - zapytała.
- Nic... odejdź stąd Marto...
- Dlaczego wszyscy chcą się mnie pozbyć? - zaczęła się nad sobą użalać. Hermiona przewróciła oczami. - Przynajmniej ty nie jesteś taka agresywna...
- Co? - zdziwiła się Granger. - Kto jest agresywny?
- No ten chłopak.  Czasem tu przychodzi, ale gdy pytam co się stało, zawsze się na mnie wydziera. Chociaż muszę przyznać, że wtedy jest jeszcze słodszy...
- Jaki chłopak? - Marta nie odpowiedziała, tylko pofrunęła do góry. - Marto! Powiedz mi!
- Nie wiem jak się nazywa. Ale jest słodki... - uśmiechała się. - Ty zrobisz tak, że nie będzie tu przychodził! - jej mina stała się groźna.
- Nie Marto... tylko chcę wiedzieć... Proszę powiedz mi!
- Taki blondyn ze slytherinu...
- Co? Draco Malfoy?
- Nie wiem! Przecież mówię, że nie znam jego imienia!
- Dobrze... a czego on tu chce?
- Przychodzi i płacze... oczywiście to tylko przykrywka, żeby mnie zobaczyć... - Hermiona nie odpowiedziała. Malfoy płacze? Dlaczego?
- A wiesz może czemu płacze? - zapytała.
- Nie... ale zawsze ma rany na ramionach i brzuchu...
- Ale... - Marta wleciała z piskiem do klozetu. Hermiona jeszcze przez chwilę stała bez ruchu, a potem ogarnęła się i wyszła na korytarz. Musiała już iść na pierwszą lekcję - wróżbiarstwo. Usiadła z Harry'm i Ronem przy stoliku. Nie było Malfoya. Uczyli się o zapamiętywaniu snów - czyli same bzdury (jak zwykle)... Po lekcji dziewczyna chciała iść do biblioteki, ale Cho nalegała, aby poszła z nią coś zobaczyć.
- Cho! Nie możesz mi po prostu powiedzieć o co chodzi? - denerwowała się.
- Nie... musisz to sama zobaczyć.
- Dobra... - dziewczyny zatrzymały się przy jednym z okien wychodzących na główny plac. - No i?
- Patrz tam! - przyjaciółka pokazała jej Kamienny Most, który był... rozwalony.
- Co to ma być? - zdziwiła się gryfonka.
- Nie wiem... Niektórzy mówią, że Voldemort odciął nam, drogę ucieczki, ale słyszałam też, że to Dumbledore, żeby nikt nie proszony nie dostał się do Hogwartu.
- Boże... co się dzieje... - szepnęła. Wtedy usłyszała za sobą śmiechy, które już dobrze znała. Odwróciła się i ujrzała tą blondi lalkę z przyjaciółkami. Usłyszała kawałek ich rozmowy:
- ... no i co? Spotkasz się z nim?
- No... nie wiem...
- Daj spokój! Przecież on jest słodki...! A jak nie, to mi go oddaj!
- Hahah... Nie no spotkam się z nim... Zobaczymy...
Akurat przed nimi szedł Fred i George, którzy obdarzyli je słodkimi uśmiechami, a one zachichotały. Hermiona chciała wziąć jeden z odłamujących się kamieni z okna i nim ją rzucić.


I wtedy na coś wpadła... Ona jest o niego zazdrosna, a gdyby on był o nią? Wystarczy tylko...
- Idziemy? - zapytała Cho.
- Jasne... - dziewczyna odsunęła się od okna i razem poszły dalej.

~ o ~

Po skończonych lekcjach Hermiona w końcu mogła w spokoju udać się do biblioteki. Stała i przewracała strony jednej z książek o zielarstwie. Tu też nie było żadnych porządnych informacji, dlatego odłożyła ją na półkę. Gdy się odwróciła, przed nią stał nie kto inny, jak Draco Malfoy.
- Co tu robisz? - zapytała.
- A co można robić w bibliotece? - odpowiedział. - Szukam cię...
- Mnie?
- No bo widzisz... wczoraj... - nie wiedział jak zacząć.



- No?
- A nieważne...
- No mów.
- Nie... uczysz się?
- Mhm... ale powiedz!
- Nie, no...  Musze zdać te cholerne zwierzęta magiczne.
- Nie umiesz tego?
- A niby kto to umie? Jak zapamiętać, że to i to zwierze ma tyle kości, żywi się tym i tym, reaguje na... i inne bzdury?
- To proste!
- No chyba tylko dla ciebie. Uwierz, że my nie mamy takich zdolności...
- Jak chcesz, to mogę ci pomóc.
- Tak jasne...
- No tak.
- A co za to chcesz? - zapytał.
- Co za to chcę? Nic. Czy zawsze wszyscy muszą czegoś oczekiwać w zamian za pomoc?
- Mhm... - Dziewczyna przewróciła oczyma i westchnęła.
- Chodź... - usiedli przy jednym ze stolików. Przez trzy następne godziny dziewczyna tłumaczyła mu materiał, nawet nieźle się przy tym bawiąc. Wygłupiali się i śmiali.
- Ok... wydaję mi się, że już umiesz - oznajmiła.
- Serio tak myślisz?
- Mhm... - uśmiechnęła się.
- Wow... pierwszy raz coś umiem.
- Oh... na pewno jeszcze nie jest z tobą tak źle - zażartowała.
- To co? Chcesz może się gdzieś przejść?
- Co? - zdziwiła się jego propozycją. - Ja?
- No... czemu nie? - Dziewczyna rozejrzała się dookoła.
- No w sumie... Gdzie?
- Nie wiem. Wzdłuż Hogwartu?
- Odpada. Nie możemy wychodzić.
- A... no tak, zapomniałem, że ty nie łamiesz zasad - droczył się.
- Co? Ja? - udawała, że się zdziwiła. - Że ja???
- Mhym...
- A chcesz się przekonać?
- No dawaj... - uśmiechał się słodko, a ona ponownie się rozejrzała...
- Ok. No to chodź - szybko wstała i wyszła z biblioteki. Szli korytarzem aż doszli do Wierzy Północnej. Wielkie, drewniane drzwi nie były zamknięte, więc otworzyli je i wyślizgnęli się na zewnątrz. Słońce chowało się za wzgórzami, a powietrze było lekko wilgotne. Wszystko szykowało się do nadchodzącej nocy. - No i co? Ktoś tu mówił, że ja nie potrafię łamać zasad?
- Ty niegrzeczna... - zażartował.


Szli przez chwilę w milczeniu. W oddali usłyszeli jakieś śmiechy. Chłopaka i dziewczyny. Zza zakrętu wyłoniła się Amber, która trzymała za rękę...
- Fred jesteś taki sło... - w tej chwili Hermionie pękło serce. Wszyscy zamilkli. Rudzielec spojrzał na Granger niepewnym wzrokiem. Minęli się w milczeniu. Po chwili Fred i Amber zniknęli za ich plecami.
- Ej... - odezwał się Draco. - Wszystko okej?
- Co? A czemu nie miało by być? - Hermiona patrzyła prosto przed siebie.
- Widziałem... - odparł.
- C... co?
- Widziałem jak na niego patrzyłaś... czy ty?
- CO? Draco! Jak ty możesz w ogóle...
- Wiem co widziałem.
- Przewidziało ci się!
- No nie wiem.
- I co z tego? Zaraz cała szkoła będzie wiedzieć, tak?
- Nie! Nie mam zamiaru tego nikomu powiedzieć.
- Serio? A czego chcesz w zamian? Bo nie wierzę, że tak po prostu zachowasz to dla siebie.
- Niczego nie chcę i nikomu nie powiem...
- Dlaczego? - zdziwiła się.
- Bo... nie chcę, żebyś myślała, że jestem taki... jakim byłem - wyznał.
- Co?
- Nieważne... Po prostu wiem jak to jest.
- Jak co... jest? - nie rozumiała.
- Nieważne... - spojrzał jej w oczy, ale szybko spuścił wzrok.
- Ej? - złapała go za ramiona, a on syknął i odsunął się. Złapał za ramię. Hermiona popatrzyła na rękę, a potem na jego twarz. - Co jest?
- Nic... Na meczu nadwyrężyłem sobie ramię.
- Draco nie kłam!
- Nie kłamię! Niby co mi się mogło stać? - Nie odpowiedziała. Nie mogła nic zrobić, więc poddała się.
- Wracajmy już...
- Dlaczego? Jeszcze kawałek.
- Nie... chodźmy...
- No weź... jeszcze trochę - nalegał.
- No dobra, ale zaraz wracamy.
Draco i Hermone szli rozmawiając o nadchodzącym meczu, gdy zza zakrętu wyłoniła im się dobrze znana postać... - Dumbledore.
- Co wy tu robicie? - nie był zadowolony... wręcz przeciwnie.

"Łamanie zasad nie 
szkodzi... dopóki nie zostanie
się przyłapanym..."

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 16 "Albo wolność, albo śmierć..."

"Czasem człowiek się budzi
i widzi, że to co robi jest złe, a 
Czasem nie...
Czasem zmienia się...
A czasem jest już po prostu za późno..."


Znowu to zrobili, znów mnie wezwali. Kolejny raz przedzierałem się przez mrok, zimną noc... Dotarłem do Kamiennego Mostu, ostatni raz spojrzałem na zamek. W jednym z pomieszczeń paliło się światło... Dumbledore. Nie spał. Miałem gdzieś czy mnie zobaczy, czy nie chociaż wiedziałem, że za wpadkę zapłacę życiem. Wtedy wyciągnąłem różdżkę i teleportowałem się. Znalazłem się w starym, zakurzonym korytarzu. Z daleka słychać było odgłosy. Czarny Pan nie był zadowolony, zresztą jak zwykle.


- Miałeś pilnować chłopaka! - w oddali, za drzwiami słyszał krzyki. - Nie mogę dopuścić, żeby coś mu się stało Lucjuszu...
- Panie, gwarantuję, że to się więcej nie powtórzy... - jego ojciec był wyraźnie wystraszony.
Drako zrobił krok naprzód.
- O nie... wiem, że się nie powtórzy.
- Panie, wybacz...
- Lucjuszu zawiodłeś mnie, wiesz co się dzieje gdy ktoś mnie zawodzi. - Tu nastąpiła chwila ciszy. Chłopak wystraszył się, pamiętał co robił Voldemort tym, którzy go zawiedli.
- Panie... - tym razem usłyszał swoją matkę.
- Milcz Narcyzo! Lucjuszu, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jeżeli coś by mu się stało, zniszczyłbyś nasz plan? Prawie to zrobiłeś i musisz ponieść za to karę.
- Oczywiście... - Draco pchnął drzwi i wszedł do pomieszczenia.
- Tato? Co tu się dzieje? - zapytał poważnie.
- Oh... Draco... - powiedział Voldemort uśmiechając się. - Jak miło Cię widzieć. - Podszedł do niego i objął go. - Bo widzisz twój tatuś dostał bardzo ważne zadanie, tak ważne, że gdyby coś poszło nie tak, wszyscy byśmy polegli i... widzisz zawiódł mnie. I to bardzo. Teraz musi ponieść za to karę... Jak myślisz? Co się za to należy?
- Ja... - Malfoy nie wiedział co powiedzieć, a ni co zrobić. Wiedział jednak, że Voldemort może w każdej chwili zrobić coś nieobliczalnego. - Po co mam odpowiadać? Po co się mnie pytasz? - powiedział z pretensjami, a on zrobił zdziwioną i niezadowoloną minę. - Przecież już wszystko wiesz i wszystko postanowiłeś. Moje zdanie się tu nie liczy. Chociaż mógłbyś mu darować. Cały czas jest wiernym twoim sługą, tak ja cała nasza rodzina, więc mógłbyś chociaż być nam za to wdzięczny! - syknął.
- Draco! - skarciła go matka. Szczerze, to miał to gdzieś, co mu zrobi Voldemort. Chociaż cieszyłby się, gdyby go zabił i tak nie miał po co żyć. Czarny Pan patrzył na niego tak, jakby ktoś go uderzył w twarz, ale zaraz się opanował i na jego twarzy znów widać było tylko spokój. Zacmokał.
- No, no no... Narcyzo, Draco jest dorosły i ma prawo do wyrażania swojego zdania. Najwidoczniej powiedział w końcu to, co chciał powiedzieć już dawno. Chłopcze, czy ty sugerujesz mi, że ja popełniam błędy? Że ty wiesz lepiej? - Nie odpowiedział.
- Panie on tylko tak... - próbowała go bronić matka.
- Zamknij się Narcyzo! Skoro wszystko wiesz to sam ukażesz swojego ojca.
- Ja... - chłopak nie miał pojęcia co ma robić.
- Wyciągnij różdżkę - rozkazał mu Voldemort.
- Ja nie mogę...
- No już! - nalegał. - Wyciągaj ją. - Malfoy spełnił rozkaz. Czarny Pan złapał go za rękę i ustawił tak, że teraz celował w swojego ojca. - Użyj zaklęcia "Cruciatus"! No dalej! - Malfoy nic nie robił, tylko patrzył, a w oczach miał łzy. - Nie mazgaj się! Twój ojciec musi ponieść karę. Jeżeli tego nie zrobisz...
- To co?! - krzyknął chłopak. Miał już dość. Nie przejmował się tym, że Voldemort może go zabić, miał to gdzieś. Chciał mu przyłożyć, chciał rzucić na niego zaklęcie. Dlaczego by nie? Przynajmniej się to skończy. On go zabije i będzie dobrze. Wycelował różdżką w Czarnego Pana, a on nie wiedział o co mu chodzi, ale zrobił bardzo groźną minę.
- Co ty robisz? - syknął.
- Cruciatus!!!

"Decyzje wpływają na nasze życie,
decyzje mogą sprawić, że 
będziemy szczęśliwi...
albo nieżywi..."

:D Więc tak... możliwe, że rozdziały będą dodawane trochę później, bo w ostatniej chwili zdecydowałam, że jednak napiszę książkę na konkurs i zostały mi tylko 2 tygodnie, a ja mam 17 str. więc muszę się sprężać, ale i tak na tym blogu nic by się takiego nie działo, znaczy nic takiego z dzieckiem Voldemorta, bo mogę wam zdradzić, że idę zgodnie z teraźniejszością, to znaczy: u nas jesień - u nich też, u nas zima - u nich też :D Planuję coś na zimę i planuję wielki zwrot akcji i coś bardzo, bardzo zaskakującego na początek wiosny :D Oczywiście to tylko taka moja sugestia, a jeśli wam się to nie podoba i chcecie szybciej, to od tego są komentarze, których chyba jest coraz mniej :( co mnie bardzo smuci, bo wtedy myślę, że blog się znudził... Komentujecie, komentujcie... :D Czekam...

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 15: "Czasem okazuje się, że tak na prawdę nic nie wiemy..."


"Łzy są niemym krzy­kiem ser­ca. 
Smut­ny krzyk to głośne łzy duszy..."

Hermiona siedziała w sowiarni. Był wieczór. Czasem tu przesiadywała, kiedy nie chciała z nimi rozmawiać. Nie przeszkadzały jej sowy, które przyzwyczajone jej obecnością - nie przejmowały się.  Dziewczyna siedziała i myślała o dziecku Voldemorta. Zawsze przychodziła tu gdy była smutna... Nie mówiła nikomu, że czasem czytała cudze listy. Rozśmieszały ją błędy ortograficzne innych. Oczywiście nie odważyła się czytać kogoś ze znajomych. Tylko tych, których znała z widzenia, albo w ogóle. Najczęściej pierwszoklasistów, bo oni nie zauważali, że list został już otwarty. Panna Granger jednak nie była taka święta. :D Kolejna sowa wleciała przez otwarte okno, tylko, że nie miała zwykłego listu, czy paczki. Koperta była czarna. Dziewczyna przypomniała sobie, że czytała kiedyś, że sowy z czarnymi kopertami mają pierwszeństwo, są najważniejsze i bardzo szybko musza trafić do odbiorcy. Czarna koperta oznacza polecenie lub ostrzeżenie z ministerstwa. Hemriona wstała i przyjrzała się dokładniej. List był nadesłany z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, najprawdopodobniej z Biura Bezpieczeństwa - poznała po pieczęci. Zastanawiała się o co może chodzić. Czy to ma związek z tajemniczym potomkiem? Czy ministerstwo chcę ostrzec przed czymś Hogwart? Dowiedziałaby się, gdyby otworzyła, ale... Nie. Nie może. To do dyrektora Dumbledora, a on by poznał, że koperta była otwarta. A co jeśli szkoła zostanie zaatakowana? Dopiero teraz zaczęła zastanawiać się nad tym na serio. A może wziąć Harry'ego, Cho, Rona, Ginny, Freda i wyjechać? Dobra... powiedzmy sobie szczerze - najpierw pomyślała o Fredzie. Co było dziwne, bo przecież bardziej przyjaźniła się z Harry'm i Cho...
Jednak na prawdę zaczęła się bać. Nie miała przecież najmniejszego zamiaru walczyć z tym całym... potomkiem i jego ojcem. Chociaż, przecież to był niemowlak? Więc czego miała się bać. Nie stanowi zagrożenia, a przynajmniej na razie. Hermiona nie mogła nic więcej zrobić, dlatego wróciła do dormitorium. Uczniowie nie mieli za bardzo co robić, teraz, kiedy prawie wszystko było zabronione. W pokoju w spólnym nie było nikogo. W kominku płonął ogień, dziewczyna usiadła na kanapie i wpatrzona w tańczące płomyki, nie zauważyła, jak ktoś cichutko wszedł do pomieszczenia. Granger usłyszała skrzypnięcie podłogi i szybko odwróciła się. Za nią, na jednej nodze stał Fred.
- Hej... - powiedział, stając normalnie.
- Hej... Co robisz? - zapytała. Chłopak podszedł do niej i  usiadł na kanapie.
- Mogę? - zapytał.
- Jasne... siadaj.
- Pusto tu - zauważył.
- No moje gratulacje!!! Jak na to wpadłeś? - zażartowała. - Co tu robisz?
- Wracam z... nieważne. A ty? Nie powinnaś już spać?
- Nie jestem małym dzieckiem!
- No... - droczył się.
- Fred! - Hermionie było przykro, że on widzi ją tylko jako małe dziecko, które ma same szóstki. - To raczej ty powinieneś iść spać.
- Ja? A niby dlaczego? Ja jestem w świetnej formie...
- Piłeś... - powiedziała.
- Co? Uspokój się dziewczynko.
- Przecież czuję. Czyś ty upadł na głowę? Jakby cię jakiś nauczyciel zobaczył...
- To co? Wyrzuciłby mnie ze szkoły? No nie wiem...
- Fred!
- No co? Czego ty chcesz, nie jesteś moją matką. - Hermiona nic nie powiedziała, tylko zmrużyła ze wściekłością oczy i gwałtownie wstała.
- Wiesz co? Wal się! - już chciała się obrócić i sobie iść, ale on złapał ją za rękę.
- No poczekaj no... usiądź. Przepraszam. - Dziewczyna trochę się uspokoiła i usiadła, bo wcale nie chciała odchodzić.
- Skąd to wziąłeś? - zapytała.
- Nie gadaj o tym.
- Ty jesteś pijany? Niby o czym mam teraz gadać?!
- O nas... - Fred zamilkł, a jej zrobiło się gorąco. Czuła jak na jej policzkach pojawia się rumieniec. Patrzył jej w oczy, jakby to była najnormalniejsza w świecie rzecz. A ona nie wiedziała co ma robić. O mój Boże! On powiedział "O nas.". Nas??? On chce gadać o nas?
- Czekaj... co? - zapytała nie dowierzając.
- No wiesz... O nas, czyli o szkole. O uczniach. Co z nami będzie. - Hermiona się rozczarowała. Już miała nadzieję, że Fred ma na myśli siebie i ją... a tu dupa... :(
- A. - powiedziała beznamiętnie. - No więc co z tym? - Chyba to zauważył.
- Hermiona? - zapytał.
- Tak?
- Co myślisz... o mnie? W sensie... jaki jestem?
- No... - nie wiedziała co ma powiedzieć. Kompletnie już go nie czaiła. Znowu poczuła jak jej policzki się rumienią. - No jesteś moim przyjacielem i...
- Ale chodzi mi o coś innego - przerwał jej.
- To znaczy?
- Co myślisz o mnie jako o chłopaku. - Dziewczyna zaśmiała się, myśląc, że to jakiś żart, ale on miał bardzo poważną minę.
- Ale... po co pytasz?
- Chcę wiedzieć.
- Na ja nie wiem...
- Odpowiedz mi - przerwał. Atmosfera zmieniła się... Dziewczyna zauważyła, że Fred jest bardzo blisko niej. Przestraszyła się, ale także ucieszyła. Nie wiedziała co robić, jak się zachowywać.
- No wiesz... Jesteś... - patrzył jej prosto w oczy. Dziewczyna ciągle uciekała gdzieś wzrokiem, oczywiście, że chciała na niego spojrzeć, bo gdy patrzyła w te jego śliczne, słodkie, błyszczące ślepka, to czuła się bezpiecznie, niesamowicie... ale bała się, że on w jej oczach zobaczy to, co tak bardzo chciała ukryć. Bała się, że zobaczy w jej oczach miłość tak wielką, że... Miłość? Hermiona Granger właśnie o tym pomyślała. Właśnie przyznała się, że kocha Freda Weasley'a. Teraz już kompletnie ogłupiała, bo zdała sobie sprawę z tego, że go tak bardzo kocha i właśnie siedzi tutaj, obok niego, tak blisko... twarzą w twarz, sam na sam, a on ją pyta o... właściwie o co? Co on powiedział? O co zapytał? O kurcze! Przecież on właśnie coś mówił. Skup się Hemriona, skup!
- ... to ok, ale wiesz, że ja... No dobra powiem ci to wprost. Jest taka dziewczyna... I nie wiem, czy ona jest we mnie zakochana, ale ja jestem w niej zakochany... I dlatego chciałbym cię o to zapytać.
- Co? - zdziwiła się. Serce zaczęło jej szybciej bić, a ręce zaczęły drżeć, dlatego zacisnęła je w pięść i schowała za siebie.
- No chciałbym cię zapytać czy ty wiesz, jakie dziewczyny dają znaki, gdy się w kimś zakochują.
- A może mi powiesz kto to jest?
- No nie wiem...
- Nie bój się. Nie będę się śmiać. Przecież wiesz... Jestem twoją przyjaciółką i nie musisz się bać, będę cię wspierać. Nieważne co postanowisz - uśmiechnęła się niepewnie.
          


- No... nie wiem...
- Hej, no mów.
- Jest z mojej klasy i nazywa się... - w tej chwili jej życie legło w gruzach. Nie chodziło o nią. Zresztą czego się spodziewała, przecież ona jest tylko zwykłą, małą kujonką. Jak mogła pomyśleć, że ktoś taki jak on zakocha się w kimś takim, jak ona. On jest słodki, miły i w ogóle, a ona... Chciało jej się płakać, ale przecież nie mogła... - więc co myślisz? 
- Co... co? Wybacz. Powiesz jeszcze raz?
- No więc... Ma na imię Amber. Kojarzysz, prawda? - Oczywiście! Jak mogła nie kojarzyć! Przecież to klasowa piękność. Idealna cera, włosy, oczy...



Nie miała z nią najmniejszych szans. Teraz na prawdę zachciało jej się płakać i to jak... Nie mogła wytrzymać. Zamknęła oczy. Czuła jak ogarnia ją zimno. Jakby wpadała w przepaść. Wiedziała, że on czeka na odpowiedź, ale nie mogła wydusić z siebie choćby najmniejszego dźwięku. Zobaczy, że płacze... Wszystko się wyda. Hermiona weź się w garść! Krzyczało coś w środku i to ją trochę uspokoiło. Pociągnęła nosem i spojrzała na niego.
- Więc... - zaczęła z trudem. - Wydaje mi się, że ona też cię lubi... Kiedyś słyszałam, że mówiła o tobie. - Mogła powiedzieć, że nie jest dla niego, że on nie ma u niej szans, ale naprawdę kiedyś słyszała jak Amber mówiła, że jest słodki. Nie chciała kłamać. I tak będą razem, po co komplikować?
- Na prawdę? - zapytał. 
- Tak... - odwróciła głowę, a po jej policzku spłynęła łza, którą szybko otarła. - Na pewno... 
- Dziękuję ci... - złapał ją na podbródek i spojrzał jej w oczy. Był pijany i nie za bardzo wiedział co się dzieje, nie widział, że prawie płacze. Nachylił się i delikatnie pocałował ją w policzek. Jego usta były miękkie... Dziewczynie zrobiło się jeszcze gorzej na myśl, że tak właśnie codziennie Fred będzie całował swoją przyszłą dziewczynę. A może nie będzie pamiętał? Nie... nie jest aż tak pijany... Jutro prawdopodobnie zobaczy ich razem. Chłopak wstał. - Dobranoc... - pożegnał się i poszedł do pokoju. Została sama. Nie chciała z nikim rozmawiać, ani nikogo widzieć. Teraz po jej policzkach spływały wielkie łzy. Usłyszała, że ktoś wchodzi do wspólnego pokoju. Harry, Ron, Nevile i jacyś chłopacy radośnie wparowali do pomieszczenia. Na początku nie dostrzegli jej. Dziewczyna szybko wstała ocierając łzy, ominęła ich i wyszła na korytarz. Nie wiedziała do kąt biegnie, ale chciała znaleźć się jak najdalej od nich. Od kogokolwiek. Biegła przez korytarz ocierając łzy. Nagle całym ciałem na coś wpadła. 

~ o ~




Korytarz był pusty, Chłopak szedł nie wiedząc do kąt, ale chciał być sam. Po prostu... Lubił samotność i... bał się... To wszytko go przerastało. Nie chciał tego, ale ojciec go zmusił. Tak jak do wszystkiego. Chciał skończyć 18 lat, żeby się wyprowadzić, usamodzielnić, ale to i tak nic nie da. Znajdą go. Już teraz mają pretensje, tak jak o wszystko. Tak bardzo chciałby być normalnym uczniem. Nie musieć nic robić... Być wolnym. Ale niestety. Groziła mu śmierć, a inni nie rozumieli tego, że on jest dobry, ale musi to robić. Musi zabijać i wykonywać polecenia, inaczej zginie. Może byłoby inaczej gdyby im powiedział. Ale po co? Nie potrzebował litości. Chciał tylko zostać sam... Myślał o tym, aby skończyć z tym, uciec, albo po prostu... się zabić. Nagle usłyszał za sobą kroki. Ktoś biegł, odwrócił się i wtedy ktoś się na niego rzucił.


~ o ~

Dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała przed sobą Malfoy'a Draco. 
- Przepraszam... - powiedziała. Patrzył jej w oczy. Chciała iść, albo chociaż się odsunąć, ale nie mogła, coś ją sparaliżowało.
- Coś nie tak? - Zapytał. Mówił łagodnie. 
- Dlaczego?
- No... płaczesz... - zauważył. 
- A... - szybko otarła łzy rękawem. - To nic... - Nadal patrzył jej w oczy. 
- Chcesz pogadać? - zapytał.
- Z tobą? Nie dzięki. - Wyminęła go. 
- Dlaczego taka jesteś? - krzyknął za nią. Odwróciła się.
- Jaka?
- Wredna... Nie lubisz mnie.
- A co myślałeś? Że będę Cię wielbić? Po tym co nam zrobiłeś? Jesteś naszym wrogiem!
- Dlaczego? O co ci chodzi?
- O Harry'ego! Ty i ten twój tatuś nienawidzicie nas wszystkich! Ja jestem dla ciebie szlamą, a gryfoni to nic niewarte szmaty! Zastanów się nad tym co robisz! Chcieliście wyrzucić Hagrida  z Hogwartu! Chcieliście wyrzucić Dumbledora! Zadajesz się z Voldemortem! Ty jesteś śmierciożercą! Myślisz, że nie wiem? I szczerze? Nie mam pojęcia co jeszcze robisz w tej szkole i dlaczego dyrektor cię nie wyrzucił, ale nawet nie chcę wiedzieć, a wiesz dlaczego? Bo nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Ani z tobą, ani z twoim ojcem, ani z całym Slytherinem!  Więc łaskawie nie udawaj, że jesteś dobry, bo wszyscy wiemy, że najchętniej byś nas pozabijał! I odczep się ode mnie!
- Nie wiesz jak to jest... - powiedział bardzo cicho i spuścił głowę. - Nic o mnie nie wiesz...
- I wcale nie chcę wiedzieć! - krzyknęła, po czym odwróciła się napięcie i szybkim krokiem ruszyła jak najdalej. 
- Bo ty myślisz, że ja tego chcę! - krzyknął. - Że ja mam jakiś wybór! Rozczaruję cię! Ja wcale się na to nie zapisywałem! - ku jego zdziwieniu odwróciła się i podeszła do niego. 
- Więc dlaczego jesteś śmierciożercą? Dlaczego wykonujesz rozkazy sam wiesz kogo? Dlaczego słuchasz ojca? Dlaczego ZABIJASZ z zimną krwią niewinnych?
- Bo inaczej sam bym zginął. Nie rozumiesz?
- Aha, czyli mi jeszcze powiesz, że wszyscy cię zmuszają?! O jak mi przykro... biedny chłopiec... Przestań z siebie robić idioty! Malfoy! Masz wybór i dokonałeś go!
- Nie masz pojęcia... Oni mnie... - zaciął się.
- No co?!
- Torturują! Oni mnie torturują! - ściszył głos i spuścił głowę... - Ja tego nie chciałem... przykro mi...
- Co? Co ty mówisz? Kto cię torturuje? - Nie wiedziała czy mu wierzyć, czy nie, ale jeśli to prawda... Jeśli on na prawdę nie chce słuchać Voldemorta, ale musi?
- Nieważne... Nie powinnaś tego usłyszeć. Nic nie powinnaś usłyszeć. Idź już.
- Malfoy... Odpowiedz mi. Czy oni cię torturują? - spojrzał na nią. Ona już wiedziała. Jego oczy nie mogły kłamać. Zobaczyła całą prawdę... Ten ból... czuła jak ją przeszywa.
- O Mój Boże... Draco ja... ja nie...
- Powinnaś już iść - powiedział stanowczo. 
- Ale...
- Idź! I zapomnij o tym. Nie mów... im... po prostu. Zapomnij. - Chłopak odszedł. Hermiona chciała za nim pobiec, ale... nie mogła się ruszyć. Była zszokowana. W jego oczach zobaczyła straszny ból, rozpacz. To wszystko zmieniało. Jeżeli oni go torturowali... Przecież nie mogła tego tak zostawić... ale co miała zrobić? Prawda była taka, że nic nie mogła. On się nigdy nie przyzna... Pozostało jej tylko milczeć...
Tej nocy nie mogła zasnąć. Myślała na przemian o Fredzie i o Malfoy'u. W obydwóch przypadkach nie mogła zrobić nic... Ale wiedziała, że musi. 



"Cza­sem nie pot­ra­fię wprost mówić o 
swoich cier­pieniach. Wte­dy roz­paczli­wie, 
niemym krzy­kiem wołam o po­moc. 
Ale na­wet mój anioł jest wie­cznie 
zbyt zajęty sobą, by to zauważyć..."

Przepraszam was, że tak długo czekaliście, ale przez weekend nie było mnie w domu i nie miałam jak pisać. Jeżeli chodzi o wybory, to... nie wygrałam, ale...
ZOSTAŁAM ZASTĘPCĄ PRZEWODNICZĄCEJ :D
Ale i tak wszyscy wiedzieli, że wygra ta najstarsza z najstarszej klasy :P No cóż... :D I tak jest ok. Więc mam nadzieję, że rozdział się podobał i jeśli tak to komentujcie, a jeśli nie... to i tak KOMENTUJCIE!!! Ja czekam <3