niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 20: "Zaczyna się wojna..."

Mało komentarzy... mało komentarzy... mało komentarzy... :(
P.S. - jest nowa piosenka




"Musieliśmy grać kartami,
jakie zostały nam dane, wszyscy.
Walcząc w bitwach mogliśmy wygrać."


- Ależ Rufusie! - odezwała się Amelia Bones (kierownik Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów), niewysoka blondynka o bystro spoglądających oczach. - Chyba nie mówisz poważnie!
- Jak najbardziej moja droga... - mężczyzna spojrzał na pozostałych. Znajdowali się w okrągłym pomieszczeniu, bez okien. Były tylko jedne, wielkie, drewniane drzwi, których pilnowało dwóch, silnych ochroniarzy-czarodziejów. Wszyscy siedzieli przy stole narad i wpatrywali się w niego, jakby zobaczyli go po raz pierwszy. - Znacie naszą sytuację - kontynuował. - To jedyne dobre rozwiązanie. 
- To zabronione! - wtrąciła się Amelia.
- To konieczne! - odrzucił mężczyzna. - Mamy wojnę... jeżeli jeszcze tego nie pojęłaś Amelio. To się tyczy was wszystkich... - wstał i powoli zaczął okrążać stół. - Musimy użyć wszystkich środków, aby temu zapobiec.
- Ale nie będzie,my w to wtrącać niewinnych dzieci! - powiedział stanowczo Gawain Robards (auror). - To nie do pomyślenia!
- A ty myślisz, że ja tego chcę? Robię to, bo jest to konieczne! Musicie to zrozumieć. Nie ma innego wyjścia. 
- Ależ... - odezwał się rudy mężczyzna.
- Nie Percy... Przykro mi, ale nie mamy tylu czarodziei. Przegramy to... - wszyscy milczeli.
- Dobrze - rzekła blondynka. - A więc kto? - Wstrzymali oddech. Rufus zamyślił się, ale za chwilę odpowiedział:
- Instytut Nauk Magicznych Durmstrang. Myślę, że potrafią walczyć najlepiej. Umieją posługiwać się czarną magią. Potem Szkoła Mogii w Ruvv, oni też się przydadzą i Szkoła w Kandolliumie.
- A co jeśli... jeśli to nie wystarczy?
- Inne szkoły. Akademia Magii Beauxbatons. Hogwart...
- Nie - zaprzeczył Percy. - Nie Hogwart. - Rufus spojrzał na niego ze smutkiem.
- Percy... Każda różdżka jest nam potrzebna. Ja sam staram się pominąć tą szkołę, ale wszyscy wiemy jaka jest sytuacja.
- Nie - nie poddawał się rudzielec. - Uda nam się. Damy radę i bez niej.
- Każdy musi kogoś poświęcić Percy. To wojna. Będą ofiary. A jeżeli nie zatrzymamy tego, będziech ich więcej. Dobrze wiecie jak to działa. Więc głosujmy. Kto jest za? - Rufus podniósł rękę, a za nim wszyscy koło jego siedzenia. Stopniowo wszyscy po kolei podnosili ręce.
- Jesteś szalony Rufisie - stwierdziła Amelia, lecz też uniosła dłoń. Została tylko jedna osoba... Percy wpatrywał się ze złością w oczach w szefa aurorów, Rufusa Scrimgeoura.
- Przykro mi... - stwierdził Scrimgeour. - Zamykam posiedzenie. Wiadomości do szkół rozstaną rozesłane jak najszybciej. Przygotujcie się na bitwę...

~ o ~

Hermiona siedziała w pokoju wspólnym wpatrując się w płonący ogień. Była tak zamyślona, że nawet nie usłyszała jak ktoś wchodzi i siada obok niej.
- Hej... - usłyszała znajomy głos. Odwróciła głowę i ujrzała dobrze znaną twarz.
- Co? - zdziwiła się.
- Hej - powtórzył Fred. Dziewczyna spojrzała na przedmiot, który trzymał w dłoniach. Zauważył to, bo za chwilę powiedział - To pierścień Harry'ego. Dostał go na urodziny od Cho, ale się zepsuł, dlatego miałem go naprawić - uśmiechnął się. Milczeli. Chłopak nagle zmarszczył brwi patrząc na pierścień. Podniósł go tak, aby dziewczyna mogła zobaczyć, że kamień w środku robi się czarny.
- Co to oznacza? - zapytała.
- Jeżeli kamyk w środku jest czerwony, znaczy, że ktoś w pobliżu jest twoim wrogiem. - tłumaczył. -Jeżeli jest niebieski, znaczy, że przyjacielem, a jeżeli czarny... To znaczy, że ktoś w pobliżu cię kocha. - Zamilkł i spojrzał jej w oczy. Ona jeszcze przez chwilę wpatrywała się w kamyk, ale zaraz podniosła wzrok. Jego oczy lśniły i nie mogła z nich niczego wyczytać. Bała się. O Boże... on już wie, myślała. Świetnie Hermiona... Po prostu super! - Hermi... - zaczął. Wiedziała co będzie dalej, wiedziała to, jednak trochę się rozczarowała gdy o to zapytał. - Czy ty...? - nie dokończył. Puścił pierścień, który teraz zmienił kolor na normalny, fioletowy. - Chyba... chyba go nie do końca naprawiłem - uznał.
- Fred... - dziewczyna wzięła pierścionek, ale zaraz głos jej utkwił w gardle, kiedy zobaczyła, że kamień zmienił kolor. Rudzielec widząc to, złapał go i wstał.
- Pójdę już... Dobranoc - powiedział i wyszedł nie oglądając się. W drzwiach minął Ginny.
- Co jest? - zapytała widząc przyjaciółkę. Hermiona nie ruszała się. Miała otwarte usta ze zdziwienia.
- Był czarny... - spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła. - On był czarny! - powtórzyła.

~ o ~

- George! Nie rozumiesz! On nie był zepsuty! - powtórzył jeszcze raz rudzielec z łamiącym głosem.
- Wow... No to widzisz. Ona cię kocha.
- Nie, nie, nie... - złapał się za głowę. - To nie prawda!
- I ty ją też ko...
- Zamknij się! - krzyknął. - Po prostu się zamknij... 
- Co na to Amber?
- George!
- Fred! Nie możesz... Jeżeli  kochasz Hermione...
- Nie kocham jej - wyprostował się.
- Właśnie widzę... Stary... twój wybór. Wiesz co ja o tym myślę. Hermiona naprawdę powinna...
- No właśnie. Mój wybór. Nie wtrącaj się.
- Jak chcesz - jego brat skierował się do wyjścia, lecz jeszcze się odwrócił.
- Bracie wiesz co czujesz. Rób co chcesz, ale proszę... pamiętaj, że możesz popełnić wielki błąd - George spojrzał na niego ze smutkiem i wyszedł. Fred został sam. Gwałtownie wciągnął powietrze i kopnął szafkę, czego za chwilę pożałował.
- Cholera!

~ o ~

- Co się stało? - zapytał Benny przytulając swoją dziewczyną. - Mi możesz powiedzieć.
- Nieważne Benny. Nie przejmuj się. 
- Jak mogę się nie przejmować, gdy wiedzę, że jesteś smutna? Hermi... proszę powiedz kto cię skrzywdził. Obiecują, że zrobię wszystko, aby tego pożałował. 
- Nie... - dziewczyna wyswobodziła się z uścisku i usiadła na schodach. - Słuchaj, po prostu mam gorszy dzień.
- Przecież nie jestem ślepy... - westchnął i usiadł koło niej. - Kocham Cię - pocałował ją delikatnie w policzek. 
- Każda dziewczyna chciałaby mieć takiego chłopaka... - stwierdziła.
- Każda z wyjątkiem ciebie... - powiedział smutno. 
- Co?
- Wiem, że mnie nie kochasz. Hermi... wiem, że kochasz innego. Próbowałem cię do siebie przekonać, ale najwyraźniej kochasz go tak bardzo jak ja ciebie. Przykro mi z tego powodu,a le najwyraźniej nie jestem tobie pisany. 
- Ale... Benny.
- Cii... Nie mów nic, bo wiem, że nie chcesz mi robić przykrości. Wiesz, że ja cię zawsze będę kochał? Zawsze możesz do mnie przyjść i powiedzieć co ci leży na sercu. Ja cię zawsze wysłucham i skopię tyłki komu trzeba. Do ciebie należy decyzja, czy chcesz abym był z tobą czy nie. Ty zawsze będziesz w moim sercu. W twoim będzie ktoś inny... tak już jest. To smutne, ale takie jest życie. Bo ty jesteś elementem mojego życia. Tak jak najjaśniejsza z gwiazd na niebie. Zawsze będę cię widział i za każdym razem myślał, jaka to jesteś piękna, księżniczko. Zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie... Zasługujesz na księcia. I kimkolwiek on jest... jeżeli cię skrzywdzi, będzie miał do czynienia ze mną. I powiedz mu, że jeżeli przez niego chociaż raz będziesz miała smutną buzię... ja go skrzywdzę... bardzo. Bo ktoś, z kim chcesz być szczęśliwa, musi cię kochać, chronić i być przy tobie. Musi oddać za ciebie życie, wiesz? Ktoś kto cię naprawdę kocha, musi spojrzeć ci w oczy, tak jak ja teraz i widzieć w nich cały świat. Cały sens... Musi widzieć ideał. Gdy widzę twoje piękne oczy to mam wrażenie, że chcę się zmienić, bo ty masz dar... Powinnaś go wykorzystać. Umiesz zmieniać ludzi na lepsze. Żadna dziewczyna tego nie posiada... tylko ty. Przy tobie reszta, to nie czarodzieje. Bo tylko ty potrafisz zaczarować i zmienić kogoś. Bo twoje oczy, bo ty... to coś magicznego i... i po prostu pięknego. Oby on był tego wart. Życzę ci szczęścia. Kocham Cię... Pamiętaj o tym. Zawsze będę czekał, choćby nie wiem jak długo. Dni, miesiące, lata... Bo ty jesteś tego warta... Bo czekanie na ciebie mi się nigdy nie znudzi. Bo to jak dostać prezent na gwiazdkę - uśmiechnął się. - Bądź szczęśliwa. 
- Benny... zawsze mówisz mi coś, czego nie potrafię skomentować - powiedziała bardzo cicho.
- Przepraszam kochanie... - pocałował ją w czoło. - Kocham cię - wyszeptał, po czym wstał i wyszedł, za co była my wdzięczna, bo nie potrafiłaby powiedzieć, że to koniec. Siedziała tak i myślała. Co się właściwie stało? Właśnie straciła chłopaka, który ją naprawdę kocha. Ale tak to już jest, że zawsze wybieramy dupków...  

"Nie można się zmusić 
do miłości. Albo jest, albo jej nie ma.
Jeśli nie, trzeba umieć się do 
tego przyznać. A kiedy się kogoś
kocha, należy robić wszystko,
żeby ten ktoś był szczęśliwy."

Hej :) Wiem, że długo nie pisałam, ale mam coś dla was oprócz tego rozdziału. Oto zwiastun tego bloga:

https://www.youtube.com/watch?v=fY0ZGZ8s2UM

Przypominam o komentowaniu :D

piątek, 14 listopada 2014

Ogłoszenia z Hogwartu :3



Hejka, niedługo nowy rozdział, ale pojawi się,
 jak lajkniecie fanpage na fb - "Historia, 
która nigdy nie miała mieć miejsca - Freddmione", 
który stworzyłam :) Więc wchodzić i lajkować i 
polecać go innym! Zbieramy
 na nowe pomysły dla mnie XD.
 To tyle... rozejść się :*

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 19: "Złe wieści"

"Nie mając pojęcia o 
tamtym świecie... Bawiły się 
w najlepsze."

Hermiona weszła do pokoju, gdzie już wszystko było przygotowane i przyjaciółki czekały tylko na nią.
- No na reszcie - ucieszyła się Ginny. - W końcu jesteś.
- Opowiadaj! - zaczęła Luna. - Jak było na randce?
- Eh... nie ma co opowiadać - Granger usiadła na łóżku, biorąc poduszkę.
- Tak źle? - zapytała Ginny.
- No... nie. Było całkiem fajnie...
- Całkiem fajnie?! Przecież masz rumieńce! - zauważyła Lavender.
- No ja... - Hermiona poczuła ulgę, kiedy drzwi się otworzyły i weszła przez nie Cho. - Dziewczyno! Nareszcie jesteś... Uratowałaś mnie, wiesz? - uśmiechnęła się gryfonka, za to reszta dziewczyn rzuciła jej pretensjonalne spojrzenie.
- Aż tak źle? - uśmiechnęła się krukonka siadając koło niej.
- Właśnie miała nam opowiedzieć o swojej randce - powiedziała oburzona Weasley, lecz czarnowłosa nie zwróciła uwagi na jej humor. przyzwyczaiła się, że ruda jej nie lubi.
- Wow! Hermi! Mów!
- Dzięki... - dziewczyna nie miała innego wyjścia, jak opowiedzieć im o swoim wieczorze. Przyjaciółki słuchały podjadając popcorn i ciastka. One bardziej zachwycały się tą opowieścią, niż Granger. Kiedy w końcu skończyła, ktoś mądry - Luna - zaproponował, żeby pogadać o czymś innym, za co Hermiona była jej niezmiernie wdzięczna.
- Co sądzicie o Fredzie i Amber? - zapytała nagle Ginny. Cho niespokojnie spojrzała na Granger, lecz ona nie zdradzała żadnych uczuć, a nawet lekko się uśmiechnęła. Dopiero kiedy Weasley'ówna zapytała ją, odezwała się:
- Nie interesuje mnie to, choć nigdy nie lubiłam tej lalki barbie. Jeżeli twój brat jest z nią szczęśliwy, niech sobie z nim robi co chce.
- Też jej nie lubię - przyznała Lavender. - Ta wywłoka kiedyś zniszczyła mi zeszyt, bo nie miała na czym przetestować swój nowy lakier do paznokci!
- Aha... - odezwała się Ginny. - Jak przez tą idiotkę Fred będzie znów przybity...
- Jak to znów?! - zdziwiła się Hermi.
- Nie mogę powiedzieć, bo obiecałam... - przez chwilę wszystkie milczały. - Zagramy w Wróżby-Giuszki?
- Jasne! - ucieszyła się Luna. Wróżby-Giuszki to gra, wymyślona przez Freda i Georga. Wystarczyło wpisać na kartkach imiona chłopaków i wziąć kartkę z napisanym uczuciem (np. "nienawiść") w rękę, a dopasowywało się losowe imię. Dziewczyny zrobiły miejsce na podłodze, a Luna wyjęła spod swojego łóżka pudełko i otworzyła je. Wypisały imiona chłopaków na magicznych, różowych kartkach, a żółte rozdały. Hermiona wpatrywała się w żółtą kartkę, przed sobą i zastanawiała się co piszę po drugiej stronie.
- Ja pierwsza! - krzyknęła Ginny. Usadowiła się wygodniej i wypowiedziała magiczne słowa. - Jonulus, Komulus. - Różowe kartki uniosły się w powietrzu i zawirowały. Jedna oddzieliła się od reszty i opadła koło rudej. Dziewczyna wzięła ją w rękę. - Harry - przeczytała. Szybko sięgnęła po żółtą kartkę i odczytała. - Twój przyszły chłopak! - uśmiechnęła się.
- Teraz ja - odezwała się Luna. - Jonulus, Kumulus! - różowe kartki, znów zawirowały, a jedna z nich spadła blondynce na ramię. - Neville i... - sięgnęła po żółtą. - Kocha cię! Haha... Teraz ty Cho.
- Jasne... Jonulus, Kumulus! - krukonka złapała kartki i przeczytała. - Harry... Będzie twoim mężem - czarnowłosa zarumieniła się, a Ginny spiorunowała ją wzrokiem.
- To tylko zabawa... - mruknęła. - Hermi, twoja kolej - dopowiedziała głośniej.
- Jonulus, Komulus... Ja mam... Ron... i zabije cię pluszakiem - wszystkie dziewczyny wybuchły śmiechem. Reszta dziewczyn miała równie śmieszne i dziwne wróżby. Po kilku minutach powtarzały zabawę. - Hym... Fred... - Hermiona właśnie złapała swoją kartkę, wirującą w powietrzu. - Naprawdę go kochasz... - dziewczyna spoważniała. Jej koleżanki wybuchnęły śmiechem. Nie chciała, aby coś zauważyły, dlatego zrobiła to samo. Resztę wieczoru spędziły na jedzeniu i gadaniu o chłopakach, lecz Hermiona nie udzielała się za bardzo. Generalnie słuchała i śmiała się. Dobrze się bawiła, myślała, że będzie gorzej.
- Dziewczyny - odezwała się nagle. - Idę do łazienki. Zaraz wracam, ok?
- Idę z tobą - oznajmiła Cho, wstając. Dziewczyny wyszły na korytarz, kierując się w stronę toalet. Po drodze minął je mały skrzat, który biegł gdzieś bardzo szybko z kopertą w ręku. Przyjaciółki nie zatrzymały się, lecz spojrzały jeszcze za siebie. Skrzata już nie było.
- Wiesz może... - zaczęła Cho, ale Hermi jej przerwała:
- Czytałam kiedyś, że skrzaty są wysyłane w nagłych przypadkach. Przekazują wiadomości. Oczywiście można przysłać sowy, ale tak szybciej.
- Jak mogłam sądzić, że nie będziesz wiedziała... - powiedziała czarnowłosa bardziej do siebie, niż do niej. - Myślisz, że to coś ważnego? To znaczy na pewno ważnego, ale... Czy to ma związek z Voldemortem? - Granger tylko wzruszyła ramionami. - Wiesz mam pewne dziwne przeczucie... Że stanie się... że dzieje się coś bardzo niedobrego, ale Dumbledore i reszta ukrywają to przed nami.
- Przesadzasz... - Rudowłosa uspokajała ją. Sama zastanawiała się nad tym już wcześniej i też odnosiła takie wrażenie, ale nie chciała jej straszyć... A może sama nie chciała w to uwierzyć.


To była dłuuuga noc. Dziewczyny zasnęły około 4 nad ranem. Doprowadziły się jakoś do ładu i poszły do Wielkiej Sali na śniadanie. Wychodząc z łazienki Hermiona spojrzała jeszcze na lustro i stwierdziła, że nie wygląda już całkiem jak zoobie. Po paru minutach siedziała koło Harry'ego i Ginny. Nad ich głowami zaczęły zlatywać się sowy,
- O! Poczta - zauważył Ron. - Ciekawe co mi przysłała matka.
- Powinnam dostać nową bluzkę - odparła jego siostra. - Więc nie licz na to, że dostaniesz coś extra.
- Ta... dzięki, siostra mi wystarczy - zamruczał rudzielec opychając się bułką. Po chwili obok Harry'ego wylądowała gazeta. Chłopak spojrzał w górę i uśmiechnął się do Hadwigi, po czym rozpakował ją i zaczął przeglądać.
- O matko! - Granger zdusiła w sobie krzyk, zerkając na okładkę. Wszyscy podążyli za jej wzrokiem. Wybraniec przewrócił gazetę w rękach i przeczytał nagłówek:
- Wojny w Azji. - Szybko przekartkował strony szukając odpowiedniej, a gdy już znalazł, Hermiona wyrwała mu gazetę i zaczęła czytać.
- Celem konferencji zwołanej przez Ministersto Magii w Świecie było powiększenie wojska, po ataku Czarnego Pana na Pekin, Bombaj i Tokio. Wojska poprosiły o pomoc, gdyż większość walczących czarodziejów została zabitych. Lista wielkich, poległych czarodziejów: Gloria Whitmore, Zaus Sit, James Ovilla... - dziewczyna przerwała i spojrzała na resztę. Nie odezwali się. Ran i Ginny mieli otwarte usta ze zdumienia, o czym najwyraźniej zapomnieli. - Jak to możliwe, że w Azji toczy się wojna, a my nie mamy o tym pojęcia? - Nadal milczeli. - Ktoś z was o tym wiedział? - Pokręcili przecząco głowami.
- Najwyraźniej Dumbledore nie chciał, abyśmy się dowiedzieli - stwierdził Neville.
- Po co mu to? - odezwał się spokojnie Harry. - Po co Voldemortowi to wszystko? Co on chce tym osiągnąć?
- Może ma obsesje na punkcie panowania nad światem? - podsunęła Ginny.
- Nie podoba mi się to... - stwierdził jej brat. - I to bardzo...
- Według tego, co tu jest napisane, wojna trwa od dwóch tygodni - Hermiona znów wpatrywała się w tekst.
- Kto wygrywa? - zapytał drżącym głosem Ron.
- A jak myślisz?
- Wolę nie mówić...
Ten dzień zaczął nabierać ponurych barw, a potem nie było wcale lepiej.

Trwała lekcja wróżbiarstwa, lecz nikt nie słuchał trajkoczącej Sybilli Trelawney. Wszyscy rozmyślali nad wojną, która gdzieś tam nadal trwała. Czarodzieje ginęli, a sytuacja stawała się coraz gorsza. Przyszłość była niewiadoma. Jednak w głębi serca wszyscy wiedzieli, że nic im nie będzie. Voldemort już dużo razy ich atakował, lecz nigdy nie odniósł sukcesu. Teraz nie będzie inaczej... A przynajmniej taką mieli nadzieję.
~ o ~

- Straty - powiedział bardzo spokojnie Czarny Pan.
- Nie musisz się przejmować - odparła z uśmiechem Bellatrix.
- Świetnie. Przejmij dowodzenie. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. - Czarownica wykonała przed nim dziwaczny taniec radości, ale on nawet na nią nie spojrzał. Stał dumnie i patrzył na zniszczone, spalone domy i ciała leżące na ulicach. Nie mógł się nacieszyć tym widokiem, lecz w końcu zszedł ze schodków, z których i tak zostały tylko zgliszcza, i powolnym krokiem przechadzał się po placu. Obok niego przeturlała się głowa rozwalonego posągu. Przystanął, rozłożył ręce, zamknął oczy i powoli wciągnął powietrze. Wzniósł twarz ku górze i szybko otworzył powieki. - To mojeeee!!! - wykrzyczał, a jego głos rozległ się echem po okolicy. Smierciożercy niszczący jeszcze resztki tego co przetrwało, wybuchnęli śmiechem, popierając go i wywołując na jego twarzy jeszcze większy uśmiech.

"Dopiero spojrzenie 
wstecz pomagam na zrozumieć...
Pytanie co zrobić z rzeczywistością?"

Hejo! :D Mamy fanpage i mam nadzieję, że to nie był zły pomysł :P Wbijajcie i lajkujcie. Zapraszać też mnie na fb:

https://www.facebook.com/profile.php?id=100006667606366

Bo nie mam znajomych i jestem samotna :( Ciekawe, która będzie pierwsza :P Mam dla was niespodziankę na święta xd. Kocham święta! Ale do nich jeszcze dalekooo...

Info :*

Hejo, malutkie info (bo właśnie przerwałam pisanie następnego rozdziału) i wracam do pracy :D Obczajcie:

https://www.facebook.com/pages/Historia-kt%C3%B3ra-nigdy-nie-mia%C5%82a-mie%C4%87-miejsca-Fredmione/717359008339830

Yeah... to link strony na fb :D Lajkujcie :) Pierwszy raz prowadzę fanpage, więc wybaczcie, jakby coś ;) papa! Ja lecę pisać, może jeszcze dziś rozdział będzie :P