"Nie mając pojęcia o
tamtym świecie... Bawiły się
w najlepsze."
Hermiona weszła do pokoju, gdzie już wszystko było przygotowane i przyjaciółki czekały tylko na nią.
- No na reszcie - ucieszyła się Ginny. - W końcu jesteś.
- Opowiadaj! - zaczęła Luna. - Jak było na randce?
- Eh... nie ma co opowiadać - Granger usiadła na łóżku, biorąc poduszkę.
- Tak źle? - zapytała Ginny.
- No... nie. Było całkiem fajnie...
- Całkiem fajnie?! Przecież masz rumieńce! - zauważyła Lavender.
- No ja... - Hermiona poczuła ulgę, kiedy drzwi się otworzyły i weszła przez nie Cho. - Dziewczyno! Nareszcie jesteś... Uratowałaś mnie, wiesz? - uśmiechnęła się gryfonka, za to reszta dziewczyn rzuciła jej pretensjonalne spojrzenie.
- Aż tak źle? - uśmiechnęła się krukonka siadając koło niej.
- Właśnie miała nam opowiedzieć o swojej randce - powiedziała oburzona Weasley, lecz czarnowłosa nie zwróciła uwagi na jej humor. przyzwyczaiła się, że ruda jej nie lubi.
- Wow! Hermi! Mów!
- Dzięki... - dziewczyna nie miała innego wyjścia, jak opowiedzieć im o swoim wieczorze. Przyjaciółki słuchały podjadając popcorn i ciastka. One bardziej zachwycały się tą opowieścią, niż Granger. Kiedy w końcu skończyła, ktoś mądry - Luna - zaproponował, żeby pogadać o czymś innym, za co Hermiona była jej niezmiernie wdzięczna.
- Co sądzicie o Fredzie i Amber? - zapytała nagle Ginny. Cho niespokojnie spojrzała na Granger, lecz ona nie zdradzała żadnych uczuć, a nawet lekko się uśmiechnęła. Dopiero kiedy Weasley'ówna zapytała ją, odezwała się:
- Nie interesuje mnie to, choć nigdy nie lubiłam tej lalki barbie. Jeżeli twój brat jest z nią szczęśliwy, niech sobie z nim robi co chce.
- Też jej nie lubię - przyznała Lavender. - Ta wywłoka kiedyś zniszczyła mi zeszyt, bo nie miała na czym przetestować swój nowy lakier do paznokci!
- Aha... - odezwała się Ginny. - Jak przez tą idiotkę Fred będzie znów przybity...
- Jak to znów?! - zdziwiła się Hermi.
- Nie mogę powiedzieć, bo obiecałam... - przez chwilę wszystkie milczały. - Zagramy w Wróżby-Giuszki?
- Jasne! - ucieszyła się Luna. Wróżby-Giuszki to gra, wymyślona przez Freda i Georga. Wystarczyło wpisać na kartkach imiona chłopaków i wziąć kartkę z napisanym uczuciem (np. "nienawiść") w rękę, a dopasowywało się losowe imię. Dziewczyny zrobiły miejsce na podłodze, a Luna wyjęła spod swojego łóżka pudełko i otworzyła je. Wypisały imiona chłopaków na magicznych, różowych kartkach, a żółte rozdały. Hermiona wpatrywała się w żółtą kartkę, przed sobą i zastanawiała się co piszę po drugiej stronie.
- Ja pierwsza! - krzyknęła Ginny. Usadowiła się wygodniej i wypowiedziała magiczne słowa. - Jonulus, Komulus. - Różowe kartki uniosły się w powietrzu i zawirowały. Jedna oddzieliła się od reszty i opadła koło rudej. Dziewczyna wzięła ją w rękę. - Harry - przeczytała. Szybko sięgnęła po żółtą kartkę i odczytała. - Twój przyszły chłopak! - uśmiechnęła się.
- Teraz ja - odezwała się Luna. - Jonulus, Kumulus! - różowe kartki, znów zawirowały, a jedna z nich spadła blondynce na ramię. - Neville i... - sięgnęła po żółtą. - Kocha cię! Haha... Teraz ty Cho.
- Jasne... Jonulus, Kumulus! - krukonka złapała kartki i przeczytała. - Harry... Będzie twoim mężem - czarnowłosa zarumieniła się, a Ginny spiorunowała ją wzrokiem.
- To tylko zabawa... - mruknęła. - Hermi, twoja kolej - dopowiedziała głośniej.
- Jonulus, Komulus... Ja mam... Ron... i zabije cię pluszakiem - wszystkie dziewczyny wybuchły śmiechem. Reszta dziewczyn miała równie śmieszne i dziwne wróżby. Po kilku minutach powtarzały zabawę. - Hym... Fred... - Hermiona właśnie złapała swoją kartkę, wirującą w powietrzu. - Naprawdę go kochasz... - dziewczyna spoważniała. Jej koleżanki wybuchnęły śmiechem. Nie chciała, aby coś zauważyły, dlatego zrobiła to samo. Resztę wieczoru spędziły na jedzeniu i gadaniu o chłopakach, lecz Hermiona nie udzielała się za bardzo. Generalnie słuchała i śmiała się. Dobrze się bawiła, myślała, że będzie gorzej.
- Dziewczyny - odezwała się nagle. - Idę do łazienki. Zaraz wracam, ok?
- Idę z tobą - oznajmiła Cho, wstając. Dziewczyny wyszły na korytarz, kierując się w stronę toalet. Po drodze minął je mały skrzat, który biegł gdzieś bardzo szybko z kopertą w ręku. Przyjaciółki nie zatrzymały się, lecz spojrzały jeszcze za siebie. Skrzata już nie było.
- Wiesz może... - zaczęła Cho, ale Hermi jej przerwała:
- Czytałam kiedyś, że skrzaty są wysyłane w nagłych przypadkach. Przekazują wiadomości. Oczywiście można przysłać sowy, ale tak szybciej.
- Jak mogłam sądzić, że nie będziesz wiedziała... - powiedziała czarnowłosa bardziej do siebie, niż do niej. - Myślisz, że to coś ważnego? To znaczy na pewno ważnego, ale... Czy to ma związek z Voldemortem? - Granger tylko wzruszyła ramionami. - Wiesz mam pewne dziwne przeczucie... Że stanie się... że dzieje się coś bardzo niedobrego, ale Dumbledore i reszta ukrywają to przed nami.
- Przesadzasz... - Rudowłosa uspokajała ją. Sama zastanawiała się nad tym już wcześniej i też odnosiła takie wrażenie, ale nie chciała jej straszyć... A może sama nie chciała w to uwierzyć.
To była dłuuuga noc. Dziewczyny zasnęły około 4 nad ranem. Doprowadziły się jakoś do ładu i poszły do Wielkiej Sali na śniadanie. Wychodząc z łazienki Hermiona spojrzała jeszcze na lustro i stwierdziła, że nie wygląda już całkiem jak zoobie. Po paru minutach siedziała koło Harry'ego i Ginny. Nad ich głowami zaczęły zlatywać się sowy,
- O! Poczta - zauważył Ron. - Ciekawe co mi przysłała matka.
- Powinnam dostać nową bluzkę - odparła jego siostra. - Więc nie licz na to, że dostaniesz coś extra.
- Ta... dzięki, siostra mi wystarczy - zamruczał rudzielec opychając się bułką. Po chwili obok Harry'ego wylądowała gazeta. Chłopak spojrzał w górę i uśmiechnął się do Hadwigi, po czym rozpakował ją i zaczął przeglądać.
- O matko! - Granger zdusiła w sobie krzyk, zerkając na okładkę. Wszyscy podążyli za jej wzrokiem. Wybraniec przewrócił gazetę w rękach i przeczytał nagłówek:
- Wojny w Azji. - Szybko przekartkował strony szukając odpowiedniej, a gdy już znalazł, Hermiona wyrwała mu gazetę i zaczęła czytać.
- Celem konferencji zwołanej przez Ministersto Magii w Świecie było powiększenie wojska, po ataku Czarnego Pana na Pekin, Bombaj i Tokio. Wojska poprosiły o pomoc, gdyż większość walczących czarodziejów została zabitych. Lista wielkich, poległych czarodziejów: Gloria Whitmore, Zaus Sit, James Ovilla... - dziewczyna przerwała i spojrzała na resztę. Nie odezwali się. Ran i Ginny mieli otwarte usta ze zdumienia, o czym najwyraźniej zapomnieli. - Jak to możliwe, że w Azji toczy się wojna, a my nie mamy o tym pojęcia? - Nadal milczeli. - Ktoś z was o tym wiedział? - Pokręcili przecząco głowami.
- Najwyraźniej Dumbledore nie chciał, abyśmy się dowiedzieli - stwierdził Neville.
- Po co mu to? - odezwał się spokojnie Harry. - Po co Voldemortowi to wszystko? Co on chce tym osiągnąć?
- Może ma obsesje na punkcie panowania nad światem? - podsunęła Ginny.
- Nie podoba mi się to... - stwierdził jej brat. - I to bardzo...
- Według tego, co tu jest napisane, wojna trwa od dwóch tygodni - Hermiona znów wpatrywała się w tekst.
- Kto wygrywa? - zapytał drżącym głosem Ron.
- A jak myślisz?
- Wolę nie mówić...
Ten dzień zaczął nabierać ponurych barw, a potem nie było wcale lepiej.
Trwała lekcja wróżbiarstwa, lecz nikt nie słuchał trajkoczącej Sybilli Trelawney. Wszyscy rozmyślali nad wojną, która gdzieś tam nadal trwała. Czarodzieje ginęli, a sytuacja stawała się coraz gorsza. Przyszłość była niewiadoma. Jednak w głębi serca wszyscy wiedzieli, że nic im nie będzie. Voldemort już dużo razy ich atakował, lecz nigdy nie odniósł sukcesu. Teraz nie będzie inaczej... A przynajmniej taką mieli nadzieję.
~ o ~
- Nie musisz się przejmować - odparła z uśmiechem Bellatrix.
- Świetnie. Przejmij dowodzenie. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. - Czarownica wykonała przed nim dziwaczny taniec radości, ale on nawet na nią nie spojrzał. Stał dumnie i patrzył na zniszczone, spalone domy i ciała leżące na ulicach. Nie mógł się nacieszyć tym widokiem, lecz w końcu zszedł ze schodków, z których i tak zostały tylko zgliszcza, i powolnym krokiem przechadzał się po placu. Obok niego przeturlała się głowa rozwalonego posągu. Przystanął, rozłożył ręce, zamknął oczy i powoli wciągnął powietrze. Wzniósł twarz ku górze i szybko otworzył powieki. - To mojeeee!!! - wykrzyczał, a jego głos rozległ się echem po okolicy. Smierciożercy niszczący jeszcze resztki tego co przetrwało, wybuchnęli śmiechem, popierając go i wywołując na jego twarzy jeszcze większy uśmiech.
"Dopiero spojrzenie
wstecz pomagam na zrozumieć...
Pytanie co zrobić z rzeczywistością?"
Hejo! :D Mamy fanpage i mam nadzieję, że to nie był zły pomysł :P Wbijajcie i lajkujcie. Zapraszać też mnie na fb:
https://www.facebook.com/profile.php?id=100006667606366
Bo nie mam znajomych i jestem samotna :( Ciekawe, która będzie pierwsza :P Mam dla was niespodziankę na święta xd. Kocham święta! Ale do nich jeszcze dalekooo...
Rozdział jak zawsze świetny. Te różowe kartki i te wszystkie przepowiednie czy jak to nazwać są super pomysłem. Jak ty to robisz ? ;* Uwielbiam tego bloga te wszystkie wydarzenia, historie miłosne i walka dobra ze złem poprostu mega! Jestem bardzo zadowolona i czekam na nextaa ;) mam nadzieje że już nie długo sie pojawi. Z wyrazami szacunku i podziwu :D
OdpowiedzUsuń~Madzik