"Błędy mogą boleć,
lecz przede wszystkim
błędy mają uczyć..."
- Widziałaś. Rufus tu był i zachowywał się tak, jakby Dumbledore nie miał żadnych praw - odparła Ginny.
- Jestem pewna, że Dumbledore zrobi wszystko, żeby nic nam się nie stało - upierała się Hermiona.
- Tak jak dyrektor tego Instytutu Nauk Magicznych? - zapytał Ron. - Słyszałem, że za sprzeciw został zamknięty w Azkabanie!
- Azkaban nie istnieje... - powiedział cicho George, a wszyscy na niego spojrzeli.
- Co ty powiedziałeś? - zdziwił się Neville.
- Śmierciożercy zniszczyli azkaban - odpowiedział Fred.
- Chyba sobie żartujesz! - odpaliła Hermi wpatrując się w niego, lecz gdy ten na nią spojrzał, odwróciła wzrok.
- Nasza mama wysłała nam list, żebyśmy wracali do domu... - powiedziała Ginny. - Ale nie. Nigdzie się nie wybieramy.
- Harry, chyba wiesz co trzeba zrobić! - rzuciła Luna, a jej przyjaciel pytająco na nią spojrzał. - Reaktywować gwardię Dumbledora! Nie ma innego wyjścia. Musimy walczyć! - po tych słowach zapadła cisza. Wszyscy wpatrywali się w wybrańca.
- Chyba lepiej będzie jak wrócicie do domu... - odpowiedział jej cicho.
- Harry! - krzyknęła Hermiona. - Najpierw musimy iść do Dumbledora. Jestem ciekawa co on nam powie.
- Hermiona... - pokręcił głową Ron. - Tu już chodzi o coś więcej. To nie jest na żarty.
I wtedy dziewczyna pozbierała w głowie wszystkie kawałki wycinanki. Najpierw ta wzmianka o synu Czarnego Pana i to, że jest silniejszy od niego. Potem zaczęły się wojny. Ministerstwo zaczęło się bać, choć przekonywali, że to nic takiego. Następnie jeden ze śmierciożerców - Fenrir Greyback - mówi, że On nadchodzi. Najlepsi czarodzieje stają do walki z wrogiem, ale to nie wystarcza. Voldemort wygrywa i zajmuje kolejne części świata. Potem braknie ludzi do walki, więc szkoły idą walczyć. Jednak to nadal nie powstrzymuje Voldemorta, nie dlatego, że jest silny. Ale dlatego, że ma broń... Broń, dzięki której zwycięża - syna. Razem podbijają świat i zabijają wszystko, co spotkają na swojej drodze... A ministerstwo zrobi wszystko, aby Czarny Pan przegrał...
Hermiona zakryła usta rękoma.
- O Boże... - powiedziała. - Niedługo wszyscy pójdziemy walczyć. Lecz nie pokonamy ich, bo Harry, jest taki silny, jak Voldemort, ale on ma jeszcze coś. Ma syna... - wszystkich wokół ogarnął strach...
~ o ~
- Dyrektorze czy to prawda... - zapytał Simon siedzący na przeciwko Dumbledora.
- Nie wiem o czym mówisz chłopcze - profesor ciągnął swoje.
- Plotki się szybko roznoszą. Uczniowie się boją. Chcę tylko wiedzieć, czy mają czego.
- Nie powinieneś być tym taki zainteresowany Simonie.
- Wiem, że przyjechaliśmy tu dlatego, że nasza szkoła walczyła z Voldemortem. Wiem, że wszyscy zginęli! - chłopak walnął pięścią w stół. - Chyba mamy prawo wiedzieć, dlaczego!
- Simonie chyba powinieneś wracać na lekcje - dyrektor miał kamienny wyraz twarzy.
- Jest przerwa! - wrzasnął chłopak. Dumbledore zmarszczył brwi i patrzył w jego oczy. Simon nagle wstał i jakby nigdy nic wyszedł. Profesor odprowadził go wzrokiem. Wydawało mu się, że w jego oczach dostrzegł pewną iskrę... Znajomą iskrę...
~ o ~
Hermiona siedziała w bibliotece i uczyła się. Tylko to teraz było ją w stanie odciągnąć od wszystkich zmartwień. Nagle usłyszała znajomy głos:
- Hej Hermi. Wolne? - koło niej stał Simon. Jak zwykle piękny, szczery uśmiech, idealne włosy i urocze oczy.
- Jasne. Siadaj - odparła, po czym chłopak usiadł obok niej.
- Co tam? - zapytał.
- A nic... uczę się - dziewczyna znów zajęła się lekturą. - A jak u ciebie? Podoba Ci się nasza szkoła? - I wtedy Gryfonka wpadła na pomysł, żeby dowiedzieć się co nieco o nowych.
- Jest spoko, ale wolałbym już wrócić... Choć pewnie nie ma do czego.
- Co? - zdziwiła się. Podniosła głowę i spojrzała na niego. Zrobił to samo.
- Przyjechaliśmy tu, bo nasza szkoła była zagrożona. Najstarsze klasy zostały. W tym mój brat... - spuścił wzrok, lecz nie przestał mówić. - Poszli walczyć z Sama Wiesz Kim. Zginęli... wszyscy bez wyjątku.
- Przykro mi... - zrobiło jej się smutno.
- Nie mogę sobie tego wybaczyć. Ja byłem w najstarszej klasie i miałem walczyć, ale za mnie zgłosił się mój brat, który już nie chodził do szkoły. To ja powinienem zginąć!
- Nie mów tak. To nie była twoja wina.
- Nie była moja wina? - powtórzył. Znów spojrzał jej w oczy. - Przeze mnie mój brat zginął - powiedział spokojnie. Dziewczynie zachciało się płakać, bo chłopak miał łzy w oczach. - To nie jest fair. Od momentu, gdy się o tym dowiedziałem, postanowiłem, że będę bronił słabszych... A ty? Czy jest coś, za co oddałabyś życie? - Pytanie ja zaskoczyło.
- Tak. Za moich bliskich... Za tych, których kocham. Simon, naprawdę mi przykro... - dziewczyna pochyliła się trochę do przodu, opierając się na łokciach.
- Marzę tylko o jednym... żeby skopać tyłek Voldemortowi i jemu cholernemu synowi! - on też oparł się na łokciach. - Mam gdzieś czy zginę. Kiedy tylko będzie okazja, zwijam się stąd i lecę pomścić brata. - Hermiona smutno się do niego uśmiechnęła, ale zaraz uśmiech znikł z jej twarzy, bo Simon ją pocałował. Tak jak gdyby nigdy nic. Był to bardzo lekki pocałunek i krótki. Kiedy Simon odchylił się miała zamknięte oczy. Dlaczego to zrobił? Chciała na niego spojrzeć, ale gdy otworzyła oczy, już go nie było. Za to niedaleko niej stał Draco Malfoy, który patrzył na nią smutnym wzrokiem.
Kiedy dziewczyna zobaczyła jego oczy, serce jej podskoczyło. Nie wiedziała dlaczego. Cały czas miała jego obraz w głowie, gdy spostrzegła się, że już go tam niema. Poczuła złość na samą siebie i smutek. Musiała go odnaleźć i wytłumaczyć... co? Cholera! Hermiona z czego ty mu się chcesz tłumaczyć! Mimo wszystko wstała i zaczęła błądzić wzrokiem po pomieszczeniu. Dostrzegła go, wychodzącego z biblioteki. Szybko poszła w tym kierunku. Szedł prawie pustym korytarzem, a ona za nim.
- Draco! - krzyknęła. - Draco stój! - Chłopak się odwrócił, ale nie zatrzymał. Tylko na nią spojrzał i szedł dalej.
- Przyjechaliśmy tu, bo nasza szkoła była zagrożona. Najstarsze klasy zostały. W tym mój brat... - spuścił wzrok, lecz nie przestał mówić. - Poszli walczyć z Sama Wiesz Kim. Zginęli... wszyscy bez wyjątku.
- Przykro mi... - zrobiło jej się smutno.
- Nie mogę sobie tego wybaczyć. Ja byłem w najstarszej klasie i miałem walczyć, ale za mnie zgłosił się mój brat, który już nie chodził do szkoły. To ja powinienem zginąć!
- Nie mów tak. To nie była twoja wina.
- Nie była moja wina? - powtórzył. Znów spojrzał jej w oczy. - Przeze mnie mój brat zginął - powiedział spokojnie. Dziewczynie zachciało się płakać, bo chłopak miał łzy w oczach. - To nie jest fair. Od momentu, gdy się o tym dowiedziałem, postanowiłem, że będę bronił słabszych... A ty? Czy jest coś, za co oddałabyś życie? - Pytanie ja zaskoczyło.
- Tak. Za moich bliskich... Za tych, których kocham. Simon, naprawdę mi przykro... - dziewczyna pochyliła się trochę do przodu, opierając się na łokciach.
- Marzę tylko o jednym... żeby skopać tyłek Voldemortowi i jemu cholernemu synowi! - on też oparł się na łokciach. - Mam gdzieś czy zginę. Kiedy tylko będzie okazja, zwijam się stąd i lecę pomścić brata. - Hermiona smutno się do niego uśmiechnęła, ale zaraz uśmiech znikł z jej twarzy, bo Simon ją pocałował. Tak jak gdyby nigdy nic. Był to bardzo lekki pocałunek i krótki. Kiedy Simon odchylił się miała zamknięte oczy. Dlaczego to zrobił? Chciała na niego spojrzeć, ale gdy otworzyła oczy, już go nie było. Za to niedaleko niej stał Draco Malfoy, który patrzył na nią smutnym wzrokiem.
Kiedy dziewczyna zobaczyła jego oczy, serce jej podskoczyło. Nie wiedziała dlaczego. Cały czas miała jego obraz w głowie, gdy spostrzegła się, że już go tam niema. Poczuła złość na samą siebie i smutek. Musiała go odnaleźć i wytłumaczyć... co? Cholera! Hermiona z czego ty mu się chcesz tłumaczyć! Mimo wszystko wstała i zaczęła błądzić wzrokiem po pomieszczeniu. Dostrzegła go, wychodzącego z biblioteki. Szybko poszła w tym kierunku. Szedł prawie pustym korytarzem, a ona za nim.
- Draco! - krzyknęła. - Draco stój! - Chłopak się odwrócił, ale nie zatrzymał. Tylko na nią spojrzał i szedł dalej.
~ o ~
Zaczęłam biec. Trochę się zmęczyłam, za nim dotknęłam jego ramienia.
- Draco... - powiedziałam. Teraz przystanął, a ja stanęłam naprzeciwko niego.
- Czego! - warknął. Zdenerwowałam się.
- O co ci chodzi?!
- Mi?! O co tobie chodzi?!
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Najpierw udajesz moją przyjaciółkę, a potem...?
- A ty? Co ty robisz? Czego ty ode mnie oczekujesz?
- Niczego. Mogłabyś chociaż podziękować, za to, że wziąłem wszystko na siebie przed Dumbledorem.
- Co? - Zrobiło się głupio, bo faktycznie powinnam podziękować, ale on nie powinien był mi tego teraz wygarniać. - Dziękuję! O to ci chodzi?! Proszę bardzo, masz co chciałeś! - odwróciłam się szybko i już chciałam odejść, ale chwycił mnie za rękę.
- Poczekaj... - powiedział spokojniej. - Przepraszam cię. Po prostu nie umiem okazywać swoich emocji. - Spojrzałam na niego. - Wiesz jak trudno było mi to powiedzieć? - uśmiechnął się, ale i tak byłam na niego wściekła.
- To się naucz! - rzuciłam. W tej chwili stało się coś, czego bym nigdy nie przewidziała. Draco przyciągnął mnie do ciebie i pocałował Jego usta były miękkie. Zdziwiło mnie to, ale nie zaprotestowałam. Chyba to zauważył, bo objął mnie i przycisnął do siebie mocniej. Nigdy bym tego na głos nie powiedziała, ale spodobało mi się to...
- Lepiej? - szepnął pomiędzy pocałunkiem. Wydawało mi się, że to trwa wieczność.
- Yhym... - ktoś chrząknął. Szybko się odsunęłam i spojrzałam na chłopaka, który nam przeszkodził. Zalała mnie fala gorąca. Fred Weasley stał obok i wpatrywał się we mnie. - Przepraszam, że ci przeszkodziłem Hermiona, ale Harry potrzebuje twojej pomocy - powiedział szybko, po czym odszedł. Cholera! Stałam jak posąg i patrzyłam za nim. Malfoy podszedł do mnie i znów mnie objął, ale go odepchnęłam.
- Co ty do cholery wyprawiasz! - wrzasnęłam. - Nie dotykaj mnie!
- Hermiona... o co ci chodzi?
- O co mi chodzi?! Zabieraj swoje łapy z dala ode mnie! - miałam łzy w oczach. Chciałam tylko stamtąd zniknąć. Odeszłam jak najszybciej się dało....
"Pamiętaj, że wszystko można
zacząć od nowa.
Jutro jest wciąż wolne
od błędów..."
Wiem, że krótki, ale jestem zamulona, bo dziś w nocy dopiero wróciłam z Berlina... Wszystko mnie boli, głowa, nogi, mam katar. Chyba znów będę chora. A może to lepiej? Może będę miała czas na pisanie? I przemyślenie wszystkiego... Zapraszam do komentowania, czyli napełniania koszyka z moją weną. Jeden komentarz = 5% Nabijajcie :)

Pierwsza ;3 lece czytac ;*
OdpowiedzUsuńAaaa CUUUUUDO!!!
OdpowiedzUsuńOgólnie cały boski, ale w szczególności dziękuję za ten krótki, ale jakże emocjonujący fragmencik Dramione ;3
Czytam multum blogów o miłosnych perypetiach panny Granger (i zawsze jest to Dramione, więc czuj się bardzo doceniona przez moją nic nieznaczącą osobę o jakże wybrednym guście co do dzieł literackich), ale przyłapałam się na tym, że tylko na twoje wpisy czekam z takim zniecierpliwieniem, a kiedy już się pojawiają przyjmuję je z takim entuzjazmem :)
Dziękuję za tyle emocji w tym krótkim, ale niesamowitym rozdziale i za to, że tworzysz.
Życzę duuuuuużo weny i zdrówka ;*
~Sara
Jeju się działo :o piekny rozdział i kogo tu wybierze Hermiona ... czekam na następny. Zawsze czekam z niecierpliwpością
OdpowiedzUsuńDużo weny i zdrowiej :*
~Madzik
Mam nadzieję , że nie bd chora :) Pisz prosze następny rodział , bo nie mogę wytrzymać tej niepewności co zrobi Hermiona
OdpowiedzUsuńNo to zaszalałaś :o nie spodziewałam się że Malfoy ją pocałuje :O zaskoczyłaś mnie :D i jeszcze Fred to widział! ;/ Czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki!! :D - Flusa
OdpowiedzUsuń