"Czasem jedna, mała kropla
szczerych, bezinteresownych
uczuć wystarczy, żeby zmienić
"potwora" w człowieka,
tylko trzeba trafić tą kroplą
w jego serce..."
Hermiona powoli otworzyła oczy, ale nie zrobiło to jej żadnej różnicy - nadal ciemność. Jedyne co pamiętała to uśmiech Simona... to znaczy Saitana, a potem pustka, zupełnie nic. Czuła w powietrzu wilgoć i nawet chyba gdzieś w oddali słyszała ciche kapanie. Dotknęła swojej kostki, na której było coś zakleszczone - kajdany. Świetnie, pomyślała. Próbowała odgadnąć, gdzie się znajduje, ale los nie dał jej nawet szansy, ponieważ nic nie widziała. Chrząknęła, a jej głos odbił się echem od ścian, jednak po jej prawej stronie ktoś się poruszył, a przynajmniej ona miała nadzieje, że to "ktoś", a nie "coś".
- Halo? - powiedziała. Wyobraziła sobie scenę jak z horrorów, które kiedyś oglądała z Cho, kiedy te wszystkie dziewczyny głupie wołają "halo" z nadzieją, że ktoś im odpowie. Było to głupie, ponieważ gdyby w ciemnościach coś się czaiło, to odpowiedziałoby: "Hej jestem tutaj, jestem mordercą i przyszedłem cię pokroić na kawałki, usmażyć a potem zjeść"? Hermiona już chciała sama siebie walnąć, ponieważ nie wie co może się tam czaić a swoim "halo?" tylko zdradziła swoją pozycję, jednak wyszło jej to na dobre, bo po chwili usłyszała:
- Nie, nie, nie... uspokój się, ciii... - głos był cichy, ale dało się rozróżnić płeć. Był to jakiś mężczyzna, chyba dość stary. - Znów ci się wydaje... tu nikogo nie ma. Nikogo nie ma Myrnin! Siedzisz tu tak długo...
- Przepraszam - przeszkodziła Hermiona.
- Nie, nie, nie... ciii... ktoś tu jest. Tak! Naprawdę... nie... ciii... daj spokój Myrnin! Tak długo! Tak długo!
- Halo...? - spróbowała znowu dziewczyna. - Nazywam się Hermiona i...
- Ktoś tu jest! Tak... dziewczyna! Może to jedna z nas... może to jedna z nich! Tak jedna z nich! Cii..
- Yyy... przepraszam pana. Zostałam tu uwięziona. Nie mam pojęcia gdzie jestem. Nazywam się Hermiona Granger, jestem uczennicą Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
- Hermiona, Hermiona, Hermiona... - z każdym wyrazem głos był coraz bliżej. Nagle przed jej oczyma ukazał się płomień. Niewiele on oświetlał, ale Gryfonka widziała bladą rękę, która trzymała zapaloną zapałkę. Płomień zbliżył się do jej twarzy, a ona skrzywiła się lekko i przymrużyła oczy nie wiedząc co się dzieje. Nagle ogień szybko się oddalił i gdzieś zniknął, a po chwili znów rozbłysnął tym razem zapalając kolejno świeczki ustawione na podłodze. Dziewczyna siedziała i obserwowała jak powoli całe pomieszczenie wypełniają małe płomyki. Nie dawało to dużego światła, ale stwarzało przyjazną atmosferę i nie czuć już było wilgoci.
Po chwili naprzeciwko niej usiadł jakiś mężczyzna. Nie widziała dokładnie jego twarzy, ale uznała, że jest dość stary, jednak nie z wyglądu, bo z wyglądu miał ok 30 lat i był dość przystojny. Miał ciemne opadające kosmykami włosy, jeszcze ciemniejsze oczy, oraz bladą cerę. Wydawał się bardzo wysoki i miał w sobie coś niebezpiecznego, ale zarazem interesującego. Teraz patrzył na nią, jakby nie wierzył, że tu jest... i pewnie tak było.
- Ym... Jestem Hermiona - powtórzyła dziewczyna czując się trochę niezręcznie. Mężczyzna albo tego nie zauważył, albo miał to gdzieś.
- Nie jestem głupi - odpowiedział nie odrywając od niej oczu. - Już to mówiłaś.
- Yyy... - zdziwiło ją to niezmiernie, a jeszcze dziwniejsze było to, że wyciągnął rękę i dotknął jej stopy. Nie wiedziała co to miało znaczyć.
- Przepraszam... - powiedział. - Nie wiem jak w tych czasach należy się witać. Dawno z nikim nie rozmawiałem. Wybacz, jeżeli zrobiłem coś nieprzyzwoitego.
- Nic się... nie stało... - odparła trochę zbita z tropu. - Jak się pan nazywa?
- Nie pan, nie pan... Jestem Myrnin. Witam cię Hermiono. Musisz stąd odejść jak najszybciej.
- Ale ja nie wiem gdzie jestem!
- Jesteś w górach Grampin. W zamku Ghor. Witam w podziemiach pałacu, a konkretniej w lochach. Nie wiem po co tu przybyłaś, ale musisz stąd szybko uciekać.
- Jak? I dlaczego?
- Tak, jak tu przyszłaś, ponieważ wydajesz się miła.
- Zostałam porwana! - powoli zaczęła denerwować ją to jego tajemnicze gadanie.
- Oh... - westchnął. - A już cię polubiłem...
- Ale...? O co ci chodzi?
- Nie chciałbym zrobić ci krzywdy... - oznajmił z takim spokojem i powagą, że zamilkła przerażona - Bo widzisz... każdy kto zostaje ze mną uwięziony, po kilku dniach wydostaje się na zewnątrz. To znaczy, jego zwłoki zostają wynoszone, aby zrzucić je z najwyższej góry, aby jego ciało przepadło na zawsze.
- Ty jesteś jakiś chory czy jak?!
- Przepraszam Hermiono, ale taki już jestem. Jestem potworem, choć wcale tego nie chcę. Więc dla ciebie będzie lepiej, jeśli zaraz stąd pójdziesz.
- Ślepy jesteś?! - dziewczyna potrząsnęła łańcuchami przywiązanymi do nóg. - Nie mogę się stąd ruszyć! I nie strasz mnie tak!
- Przepraszam... - mężczyzna wstał. Jego twarz posmutniała. Hermionie zrobiło się go żal, chociaż wcale go nie znała. Mimo tego, że był starszy, wydawało jej się, że on potrzebuje opieki, że jest bezbronny, słaby.
- Nic... nic się nie stało - próbowała go pocieszyć.
- Ale się stanie - Myrnin spojrzał na nią. - Dlatego szybko wymyśl coś, dzięki czemu będziesz wolna.
- A ty jak się uwolniłeś? - zapytała widząc, że on może się swobodnie poruszać. Zaczęła coś majstrować przy zamku kajdan.
- Nie pamiętam już... to było tak dawno... - zaczął się przechadzać po pomieszczeniu. - Oni chyba specjalnie mnie tu tak trzymają i wrzucają mi tego, kogo chcą się pozbyć. Wiedzą, że nikt już stąd nie wyjdzie cały.
- A właściwie to dlaczego miałbyś mnie zabić? Powiedziałeś... że wydaję się miła.
- Taka moja natura. Zabijam. Po prostu.
- Ale...
- Dziecko, lepiej żebyś nie wiedziała - stwierdził stanowczo.
- Wolę wiedzieć co mnie zabije - odburknęła. - Zresztą nienawidzę tajemnic, nienawidzę, kiedy ktoś coś przede mną ukrywa.
- To tak jak ja, moja droga! Jestem uczonym i muszę wiedzieć wszystko inaczej nie będę spał po nocach. Zawsze myślę tak długo, dopóki nie dowiem się tego, czego chcę. Oh... widzę, że jesteś bardzo mądra.
- Oficjalnie noszę tytuł encyklopedii w mojej szkole - oznajmiła.
- Hm... Jaka roślina sprawia, że wolniej się starzejemy? - zapytał.
- Imbir - odpowiedział błyskawicznie.
- Dobrze - uśmiechnął się. - Ale każdy głupi potrafi na to odpowiedzieć. Do czego służy Laur?
- Ochrania przed piorunami i halucynacjami.
- Bardzo dobrze. Niektórzy także mówią, że jeśli kobieta zje siedem liści, to..
- To poród będzie bezbolesny - dokończyła dziewczyna. - Czytałam o tym w pierwszej klasie. Łatwizna... - mówiła nie przerywając majstrowania przy kostce. Myrnin przyglądał jej się z zainteresowaniem.
- Do czego służy Raputnik?
- Efektem zażycia liści raputnika jest stan pobudzenia przypominający histerię. Przyjmowany w niewielkich ilościach w mieszankach ziołowych wykonanych przez specjalistów stanowić może nieszkodliwy środek pobudzający - wyrecytowała formułkę z podręcznika.
- Ładnie, ładnie - pochwalił. - Wymień mi trzy składniki Eliksiru Wielosokowego i do czego on służy.
- Ha! Eliksir Wielosokowy to ja ważyłam w pierwszej klasie! A więc potrzebny jest Laz, który koniecznie musi być zbierany przy pełni księżyca, Rdest Ptasi, który można znaleźć w lesie i sproszkowany róg dwurożca, dodajmy, że trudno go dostać, bo dwurożec zrzuca rogi raz na rok. No i oczywiście nie zapominajmy o muchach siatkoskrzydłach, pijawkach, ślazach, skórce boomslanga i rzeczy kogoś, w kogo chcemy się zmienić na przykład włos. Kiedyś przez przypadek zamieniłam się w kota... To było... dość obrzydliwe.
- Bardzo dobrze. A do czego jest potrzebna warzucha?
- Do wywaru zakłopotania i wywarów zmartwiających - odpowiedziała bez mrugnięcia okiem.
- Oh... dlaczego akurat taką osobę musieli tu przysłać. Nie mogli cię oszczędzić? Takich ludzi jak my jest mało.
- To może hm... mnie nie zabijaj??
- Hermiono... ja bardzo bym chciał to kontrolować, ale nie mogę. Ja jestem potworem.
- Dziwne bo wyglądasz całkiem normalnie - mruknęła.
- Wiesz, bardzo mi kogoś przypominasz. Miała na imię Clarie.
- Tak? I co z nią?
- Też była taka młoda - Myrnin chyba zignorował jej pytanie - taka mądra, taka delikatna. Też ją tu przysłali. Nie pamiętam za co. Była młodą, ale bardzo doświadczoną czarodziejką. Wytrzymała o wiele dłużej niż inni... aż...
- Aż? - zainteresowała się. W oczach mężczyzny coś błysnęło. Był to wielki smutek, ale tak szybko zgasł, że gryfonka nie wiedziała już sama czy naprawdę to widziała, czy było to tylko złudzenie.
- Nie będę o tym mówić. Nie mówmy, pracujmy.
- Ale... - nie zdążyła nic powiedzieć, bo on podszedł szybko, chwycił łańcuchy i jednym mocnym szarpnięciem rozerwał je. Była tak zdziwiona, że kiedy pomógł jej wstać, o mało nie upadłaby. Ten jednak z prędkością światła stanął za nią i ją przytrzymał.
- Dalej dziecko nie mamy czasu do stracenia. Kto wie kiedy... - i nagle zamilkł. Tak po prostu. Odwróciła się do niego przodem i spojrzała na jego twarz. Źrenice miał powiększone do granic możliwości. Właściwie to miał całe czarne oczy. Teraz jego ręka zacisnęła się na jej nadgarstku tak, że na pewno zostanie ślad.
- Aua! - krzyknęła. - Myrninie co ty robisz?! Puść mnie, to boli!
- Nie chciałaś iść, pytałaś czemu? - Jego głos był inny niż przedtem. W oczach pojawiła się agresywna czerwień i Hermiona wstrzymała ze strachu oddech. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziała. - Teraz znasz odpowiedź. Myślisz, że wszystko wiesz? Że znasz życie? Życie jest tajemnicą, a ty nie odkryjesz nawet jej 1%. Poznałem tajemnice tego świata, miałem na to dużo czasu i potrafię odczytać twoje myśli, potrafię sprawić, że za dwie sekundy będziesz martwa, ale skoro tak bardzo chcesz żyć to możemy się trochę pobawić. Teraz odpowiedz mi na pytanie: Jak długo człowiek może żyć bez kończyn? Najpierw palce, kości jeden po drugim. Takie smaczne, takie zabawne... - Nagle jego oczy znów przybrały normalny kolor. Źrenice zmalały, a jego uścisk już nie był taki mocny. Myrnin kilkakrotnie zamrugał i spojrzał na nią, jakby widział ją pierwszy raz. - Co powiedziałem? - zapytał już normalnym głosem. - Hermiona przepraszam cię! - momentalnie ją puścił i zakrył twarz. - Ja nie... ja nie chciałem. Wybacz mi. To nie byłem ja... ja nie... ja nie chciałem. Powinnaś iść. Dlaczego nie idziesz?! - Dziewczyna milczała. Nie wiedziała co ma zrobić. Oddychała, jakby przebiegła maraton. Gryfonka cofnęła się pod ścianę i osunęła się na podłogę. Myrnin zrobił to samo na drugim końcu pomieszczenia. - Przepraszam cię. Ja naprawdę nie chciałem. Czasem tak mam... ja... - on także ciężko oddychał. Już nic więcej nie powiedział tylko siedzieli tak i słyszeli swoje szybko bijące serca.
Hermiona zastanawiała się nad tym, co to mogło być, dlaczego mimo tego, że tak bardzo się przestraszyła, chciała mu w jakiś sposób pomóc. Było jej go żal, kiedy widziała jaki smutny teraz jest. On na prawdę tego nie chciał. Zrozumiała, że w środki niego siedzi jakiś potwór, który czasami wychodzi, a potem budzi się ten normalny Myrnin i nie wie, co właściwie się stało. Nagle Myrnin przerwał ciszę:
- Zabiłem ją... - odezwał się bardzo cicho, mimo tego jego głos odbijał się echem od ścian. - Clarie... pewnego dnia otworzyłem oczy i zobaczyłem w okół mnie pełno krwi... Ja nie... ja nie chciałem - znowu zasłonił twarz dłońmi i cicho szlochał. - Ja tak bardzo nie chciałem. Myślałem, że tym razem będzie inaczej... Ale jestem potworem, nic tego nie zmieni... - w tej chwili spojrzał na Hermione - dlatego musisz uciekać... póki nie jest za późno...
"Nie ważne jak długo będziesz tłumić w sobie wewnętrznego potwora.
On i tak się uwolni.
Najczęściej staje się to w najmniej oczekiwanym momencie.
Miej się ciągle na baczności, żeby zdołać go ponownie uwięzić.
Jeśli tego nie zrobisz... stracisz siebie."

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMyślałam że to będzie wampir...?Świetny rozdzial ;)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńHm co to może być? Żal mi się go zrobiło :/ Mam nadzieje. że Hermionie nic się nie stanie. Ona i Fred muszą przeżyć! Kocham twojego bloga :D Pozdrawiam i czekam na nextaa ;) Dużo weny :*
OdpowiedzUsuń~Madzik
Ha! Mam:
OdpowiedzUsuńMyrnin jest nieprzewidywalny ze względu na swoją chorobę :na wampiry nadeszła straszna choroba, przez którą tracą zmysły i są agresywne. Myrnin, jako jedna z najstarszych osób, szybko trafia pod wolę choroby.
Jesztem mistrz xd
OdpowiedzUsuńHahahaha <3 Polecam książkę Wampiry z Morganville ja KOCHAM i po prostu nie mogłam się powstrzymać, żeby użyć jego imienia i charakter akurat mi pasuje :P Lovciam :3 Pozdrawiam wszystkich - T.K <3
Usuń* żeby użyć jego imię (czy jak to tam się pisało :P )
Usuńuwielbiam zagadki <3 Dlatego musiałam sie dowiedzieć kto to ;)
Usuń