wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział: 35 "Szare niebo, marna nadzieja"

Dobra, po pierwsze, to przed chwilą dopiero przeczytałam te wszystkie komentarze i uśmiech mi nie schodził z twarzy! Chciałam dodać rozdział w sobotę, ale postanowiłam, że poczekam, aż będzie więcej komentarzy. I chyba będę tak robić częściej... ;) Bo im więcej komentarzy, tym bardziej chcę pisać! Dobrze to wiecie... I jest nowa piosenka! Ron Pope - A drop in the ocean!! Zakochałam się w niej gdy ją pierwszy raz usłyszałam... <3

No i jeszcze chciałam ddodać, że cytat z poprzedniego rozdziału, ten pierwszy - to nie znaleziony w necie tylko wymyślony przeze mnie! :D

Po drugie - cieszę się, że jest więcej nowych czytelników. Więc jeśli jesteś nowy - SKOMENTUJ, jeśli jesteś starym - TEŻ SKOMENTUJ!

Po trzecie - dziś 25 sierpień! A wiecie co to znaczy? Dokładnie rok temu opublikowałam pierwszy rozdział! Jestem dumna z tego i nie żałuję, tylko ubolewam nad tym, że w rok udało mi się zdobyć tylko max 15 komentarzy pod wpisem i to jeszcze bardzo rzadko... No, ale cóż... Świadczy to o tym, że muszę jeszcze pracować, pracować i pracować. A więc zapraszam na dół!

"Cisza przyjacielu,
rozdziela bardziej niż przestrzeń. 
Cisza przyjacielu nie przynosi słów,
cisza zabija nawet myśli..."

Hermiona cały czas kręciła się na swoim posłaniu. Nie mogła zasnąć od jakiejś godziny. Od kiedy zakończyła rozmowę z Draco, cały czas o nim myślała. Miała przed oczami jego twarz, tak bardzo rozczarowaną i smutną. Było jej przykro, że to wszystko tak wyszło... tym bardziej, że od jakiegoś czasu przyłapywała się na myśleniu o nim. Wiedziała, że jej na nim zależy, ale nie wiedziała jak. Musiała teraz porozmawiać z Fredem. Przecież całowali się i w ogóle. Dziewczyna miała pewność, że będą razem, ale... Nie cieszyła się. Oczywiście na myśl, że jej marzenia się spełnią, serce podskakiwało jej z radości, jednak nie wyobrażała sobie, że zdobycie tego doprowadzi ją w miejsce, w którym jest. Co do jednego miała pewność - kochała go. 

~o~

Za dużo sobie wyobrażam i zawsze, kurwa zawsze przez to cierpię. Boli mnie to, że nigdy nie będę cząstką jej świata. Boli mnie to, że nawet nie będę mieć szansy. Boli mnie to, że ona nigdy się nie dowie jaki jestem. Gdyby mnie poznała, może spodobałbym się jej. Ale kurwa nigdy się nie dowie. Boli mnie fakt, że kocha innego. Boli mnie to, że moja prawdziwa miłość nigdy się nie dowie jaki potrafię być. Boli mnie to, że zostanę tam, gdzie teraz jestem. Boli mnie to, że nie spełnię swoich pragnień. Bo wszystkie dotyczą jej. Kurwa boli mnie to! Ale dobra... huj tam ze mną... Ona ma innego, Kocha go. Nie chcę, żeby była smutna, ale widzę jak cierpi. Skoro go kocha, to dlaczego cierpi? Rozpierdala ją od środka. Myśli, że nikogo nie ma. Że nikt jej nie rozumie. Nikt nie wie. Ja wiem. Ale jestem przecież nikim... - Draco kopnął pobliski kamień. - Zależy mi na niej. Nie cholera! Bardzo mi na niej zależy. Dlatego wiem, że ją naprawdę kocham. I zawsze będę kochać. I ten moment, kiedy widzę, że na mnie zerka. Kiedy się do mnie uśmiecha... Zastanawiam się dlaczego to robi? Ten moment, kiedy jesteśmy sami, tak blisko... On nic nie znaczy. Nie dla niej. Kiedy zasypiam, zawsze myślę, o ważnych dla mnie osobach... zawsze myślę o niej. Kiedy się boję, myślę o niej i strach znika. Kiedy za nią tęsknię... nie... na to nie ma lekarstwa. Kurwa tęsknię. Nie powinienem. Przecież mnie nie kocha. Nie mogę spać, bo tam będzie. Kurwa zawsze będzie przy mnie. Chyba tego nie wytrzymam. Mam ją znienawidzić? Nie potrafiłbym, chyba... Może będę jej unikać. Tak.. to chyba jedyny sposób. Zostało mi to, albo śmierć. 

~o~

Granger znowu obudziła się z pięciominutowego snu. Tym razem pożerały ją Tasmańskie Hohliki. Wszyscy przyjaciele z namiotu raczej spali, jednak kiedy przyjrzała się bardziej Harry'emu, dostrzegła jakiś ruch. Nie spał.   



- Hej - szepnęła. - Harry...?  
- Nie śpisz? - odpowiedział jej cicho. 
- Nie... A ty? 
- Nie... 
- Znowu masz te sny?
- Spróbuj spać - odparł po chwili. - Ja się przejdę.
-  Harry - westchnęła.
- Co?
- Pójdę z tobą... - dziewczyna odkryła się i usiadła.
- Tylko się ubierz - polecił wstając. Starali się zachowywać jak najciszej. W końcu wyszli z namiotu. Chłodne powietrze uderzyło ich w twarz. Hermiona okryła się rękoma. Odeszli kilka kroków od namiotu. Niebo stawało się szarawe, mogła być około 7 rano.
- Mamy szczęście, że w tym roku zima nie jest tak mroźna - stwierdziła. Wybraniec nie odpowiedział. Usiadł na ziemi opierając się o drzewo.


- Może gdybym na początku roku powiedział Dumbledore'owi o tych snach, jak mi kazałaś, nie doszłoby do tego wszystkiego.
- Harry... to nie twoja wina - przysunęła się bliżej niego. Stykali się teraz ramionami.
- Przecież wiesz, że widziałem wojnę.
- A ja przed chwilą widziałam Hohliki i?
- Ale ja jestem wybrańcem. Powinienem zabić Voldemorta, a siedzę tu i nie wiem co robić - w jego głosie słychać było załamanie.
- Hej... - dotknęła jego ramienia. - wychodziliśmy już z bardzo niebezpiecznych sytuacji. Teraz też nam się uda. A jesteś tu, ponieważ tutaj masz przyjaciół.
- No właśnie. Nie wiem gdzie jest teraz Voldemort, ale na pewno będzie chciał mnie znaleźć.
- A kiedy cię znajdzie, my go zaatakujemy - uśmiechnęła się. - Damy radę, będzie dobrze.
- Nie wiem... - Harry schował głowę między kolana.
- Nie przejmuj się tym na razie. Wszyscy coś razem wymyślimy.
- Eh...  westchnął, a z jego ust wyleciała para. - A jak u ciebie? Jak się trzymasz po tym wszystkim?
- Jakoś leci... - oparła głowę na jego ramieniu. - Ale chciałabym, aby było tak jak dawniej.
-Tak...

- Harry...? Myślisz, że jeszcze kiedyś będę pomagała Ronowi w odrabianiu pracy? Że będziemy siedzieć w dormitorium przy kominku i śmiać się z włosów Snape'a, albo zgadywać ile lat ma Dumbledore? Że będziemy tylko czytać w gazetach o złych rzeczach? I Luna będzie nam opowiadała dziwne historie ze swojego życia? Że Fred i George będą nam próbowali wcisnąć swoje wyroby?
Wybraniec chwilę nie odpowiadał. Gdzieś tam daleko wschodziło słońce, które zapowiadało nowy dzień, a nowy dzień to nowe nadzieje. Zwierzęta, które nie zapadły w sen zimowy, powoli budziły się, aby walczyć od nowa o przetrwanie i swoją rodzinę, a te, które zasnęły na parę miesięcy - nie mogły wiedzieć, co dzieje się na tym świecie. Ich losy nie zostały jeszcze ustalone. Nie wiadomo było nawet czy się obudzą. Ludzie, potrafiący bardziej się zabezpieczyć, nie wiedzieli co robić z rozszerzającym się złem. Łapali się każdej deski ratunku. Żeby tylko obronić rodzinę, żeby obronić siebie, żeby przeżyć...
- Nie wiem Hermi... Nie wiem... - szepnął, lecz dziewczyna już spała. Harry przytulił ją i spojrzał na horyzont za drzewami. Wdychane przez niego powietrze było chłodne, w górze można było dostrzec maluteńkie płatki śniegu... Nie chwila... to nie były płatki śniegu... To był popiół.


"Kiedy niebezpieczeństwo jest
tak wielkie, że śmierć stała się
nadzieją, rozpacz jest brakiem
nadziei, że można umrzeć..."

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział: 34 "Lepszy przy Tobie"

Hej ludziki! :D Lubicie Narnię? Wejdźcie na tego świetnego bloga - http://wielki-powrot-narnii.blogspot.com/ !! Jest ładnie, składnie, też bym tak chciała pisać! Idźcie zostawcie mnie, ja nie mam talentu :(( Hah... ale serio zajrzyjcie, polecam! A ten kto jeszcze ze mną został: ZAPRASZAM NA DÓŁ!! ... P.S. Jest zupełnie nowa muzyczka!!! Musicie posłuchać :* Aha i jeśli TEGO rozdziału nie skomentujecie... KOŃCZĘ KARIERĘ !!! :D (i lepiej upewnijcie się, że nikt wam nie przeszkodzi w czytaniu).

"Ponieważ jeśli będziesz płakała,
 chcę by tym, który poda ci chusteczkę,
 jeśli będziesz się śmiała,
 chcę być tego powodem,
 jeśli będziesz uciekać,
 chcę być tym, który pokaże ci kryjówkę,
 jeśli będziesz śpiewać,
 chce ci bić brawa,
 jeśli będziesz spała,
 chcę być tym, który będzie leżeć obok,
 jeśli będziesz w niebezpieczeństwie,
 chcę być twoim rycerzem,
 jeśli będziesz,
 to ja chcę być przy tobie..."

Leżałam za ziemi, w dole i coś mnie przygniatało. Próbowałam z siebie to zrzucić, ale nie mogłam. Na szczęście po chwili przyszedł ktoś z pomocą. Wszedł ostrożnie do dołu, tak aby przez przypadek na mnie nie nadepnąć. Nie widziałam twarzy, ponieważ słońce nade mną - świeciło mi prosto w oczy. Kiedy odsunął trochę ciało nieżywego śmierciożercy, wyślizgnęłam się zwinnie. Chłopak puścił ciało, które spadło bezwładnie na wilgotną ziemię. Nie chciałam na nie patrzeć. Jak najszybciej wyszłam z dołu. Gdy byłam już u góry, zobaczyłam, że chłopak który mi pomógł to George. Podałam mu rękę i wszedł na górę. On spojrzał na dół, ja odwróciłam wzrok.
- Chodźmy stąd - powiedział. Położył rękę na moich plecach. - Już jesteśmy bezpieczni, ale musimy dołączyć do reszty. 
Nie odpowiedziałam. Poszłam w kierunku wskazanym przez rudzielca. Po chwili dotarliśmy do grupy uczniów zebranych w okół Dumbledore'a. 
- Wiem, że jesteście przerażeni - mówił donośnym głosem. - Wiem, że nie wiecie co robić. Wiem, że tęsknicie za rodzinami, za przyjaciółmi. Wiem, że ogarnia was gniew. Ale dopóki jesteście ze mną, zrobię wszystko razem z nauczycielami, aby nic wam się nie stało.
- To samo mówiłeś zanim moi przyjaciele zginęli! - warknął jakiś chłopak.
- Dlaczego mamy ci wierzyć!? - zawtórowała mu szatynka ze Slytherinu.
- Ponieważ tylko jeśli będziemy trzymać się razem - wtrącił się Harry - przeżyjemy. Chcecie odejść? Działać na własną rękę? Proszę bardzo, ale nie sądzę, żebyście przeżyli choć minuty spotkania z wrogami. 
- Harry... - westchnął Albus. 
- Nie chcemy się rozdzielić! - ciągnęła ślizgonka. - Po prostu nie chcemy go słuchać!
- Profesor Dumbledore zrobił już wszystko co mógł - nie dawał za wygraną wybraniec. - Gdyby nie on, nie byłoby nas tutaj. Gdyby nie on Fred, George, ty i inni leżeliby teraz na polu bitwy... martwi. Gdyby nie on, leżelibyście razem z ruinami naszej szkoły. 
- Harry ma rację - na środek wyszła wicedyrektor. - Wiem, że znajdujemy się w kiepskiej sytuacji, ale powinniśmy podziękować, że jeszcze żyjemy. Podziękować Bogu. Będziecie nawzajem skakać sobie do gardeł, czy spróbujecie przetrwać. 
- Dziękuję Minevro... - głos znowu zabrał Dumbledore. - Najpierw zatroszczmy się o prowiant oraz schronienie. Potem razem z wybranymi przez was uczniami przedyskutujemy co zrobić dalej. 
- Nie sądzę - mruknął Snape - aby było rozsądne mieszać w to... 
- Severusie. Uczniowie mają prawo decydować o swoim dobrze. Pokaż im proszę zaklęcie, a ja z resztą nauczycieli rzucimy zaklęcie maskujące. 
"Nietoperz", jak nazywali Snape'a uczniowie, nie odpowiedział tylko rzucił dyrektorowi złowrogie spojrzenie, po czym pokazał jak za pomocą magii rozstawia się namiot. Po kilku minutach na niewielkiej polanie stało już kilkadziesiąt małych domków, przy których od czasu do czasu pojawiały się ogniska. Słońce powoli zachodziło.



Siedziałam sama oddalona od obozu, prawdopodobnie poza czarami, ale miałam różdżkę, wiedziałam jak się ochronić. Słyszałam za sobą czyjeś kroki, ale nie odwracałam się. To na pewno ktoś z obozowiska, a przynajmniej mogłam podziwiać piękne widoki. Szkoda, że nie miałam mugolskiego aparatu. Mogłabym zatrzymać te chwilę, chociaż kiedyś zepsułam jeden. Słyszałam jak ktoś siada przy drzewie obok. Nie chciało mi się odrywać wzroku od zachodu słońca, żeby zobaczyć kto to, ale wcale nie musiałam.
- Piękny widok - powiedział.
- Taaak... - przyznałam.
- Nigdy nie miałem okazji posiedzieć w lesie i popatrzeć.
- Naprawdę? - zdziwiłam się. W sumie to nie wyobrażałam sobie Draco siedzącego w spokoju i podziwiającego las. Nie odpowiedział mi. - Ja nigdy nie zapomnę jak rodzice zabierali mnie do lasu. Czasem zostawaliśmy tam nawet kilka dni. Tata polował wtedy na króliki, ale kiedy złapał jednego, nie mieliśmy serca go zabijać. Zawsze wypuszczaliśmy je na wolność, a potem piekliśmy mugolskie pianki i kiełbaski przy ognisku. Mama lubiła śpiewać i czesać moje włosy. Tata brzdąkał na gitarze, chociaż nie umiał. Jednak ja z mamą zawsze udawałyśmy, że jest największą gwiazdą muzyczną. Pamiętam jak dawał mi przed snem czekoladę, chociaż mama uważała, że zepsuje mi zęby, w końcu była dentystką. Wiem, że to mugole, ale... kochałam ich... - nie wiedziałam dlaczego mu to powiedziałam. Przecież wcale go to nie obchodziło. Zresztą... i tak uważał, że jestem brudną szlamą. - Teraz prawdopodobnie nie żyją... - Miałam wrażenie, że chciał to usłyszeć, lecz kiedy się odezwał, jego głos był przepełniony smutkiem.
- Tego nie wiesz... - N chwilę zapadła cisza, ale zaraz kontynuował - Moi rodzice nie dość, że żyją to są śmierciożercami i prawdopodobnie przy najbliższej okazji mnie zabiją. Lecz najgorsze jest to, że wciąż nie mogę ich nie kochać. To w końcu moi   r o d z i c e.   W dodatku mój tata prawie przeze mnie zginął, bo nie chciałem współpracować.
- Dobrze zrobiłeś - oznajmiłam. Pierwszy raz spojrzałam na niego, a on na mnie. Było już prawie zupełnie ciemno. W jego oczach jednak odbijały się ostatnie promyki zachodzącego słońca. Draco westchnął i odwrócił głowę, ale ja nadal wpatrywałam się w niego. Przebrał się. Ja nadal chodziłam w ubrudzonych ziemią z przeklętego dołu ubraniach. Blondyn miał teraz na sobie czarne rurki, czarny sweter i czarne buty. Podobały mi się jego potargane i rozproszone na wszystkie strony włosy - Lubisz czarny kolor? - zapytałam jak głupia.
- Skąd wiedziałaś?
- Zgaduję... - Znowu zapadła cisza, ale nie przeszkadzało mi to. Zresztą co za różnica. To był Draco, a z nim się nie da porozmawiać, prawda? Ciekawe co robi Fred...
- Przepraszam - powiedział ni z tego, ni z owego.
- Za co? - zdziwiłam się. Przez chwilę milczał, aż pomyślałam, że tak naprawdę nic nie powiedział, tylko mi się przesłyszało.
- Za wszystko. Za to, że mogłem ci kiedyś sprawić przykrość. Za to... co na ciebie mówiłem.
- Że jestem szlamą? - powiedziałam szybko. - Brudną szlamą.
- Tak... Za to - posmutniał.
- Nie martw się, ja też na ciebie przeklinałam... w myślach - oznajmiłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu się na mnie spojrzał i nawet uśmiechnął. Słabo, ale uśmiechnął.
- I za to, że cię pocałowałem.
Powiedział to. Powiedział to. Naprawdę to powiedział. Ze wszystkich sił starałam się zachować pokerową minę i odważnie patrzeć mu w oczy. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczyć, albo przynajmniej ja nie potrafiłam z niej nic odczytać. Byłam ciekawa, czy przychodzi mu to z takim trudem jak mnie, czy potrafi tak zawodowo. Siedział teraz tam, skąpany w blasku płonącego słońca, patrzył na mnie czarnymi teraz oczami, jakby skrywały jakiś sekret, a twarz była z marmuru.
- Było minęło - odparłam od niechcenia.
- Ale  b y ł o...
Pokiwałam głową. Zrobiło się trochę niezręcznie. Dopiero teraz zauważyłam, że moje mokre dłonie ściskają garść liści. Spojrzałam na swoje nogi i wiedziałam, że on nadal mnie obserwuje. Wiedziałam, że chce jeszcze coś dodać. Czekałam.
- Bo widzisz... Wtedy kiedy cię pocałowałem - zaczął - Byłaś na mnie potem zła. Powiedziałaś "Zabieraj swoje łapy z dala ode mnie", jednak nadal czegoś nie rozumiem... Bo kiedy cię pocałowałem, nie protestowałaś. Dlaczego? - Tym mnie dobił. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć, może dlatego tak zareagowałam.
- A dlaczego właściwie mnie pocałowałeś?! - prawie że wykrzyczałam.
- To było... za dużo emocji. Taka chwila. - Wiedziałam, że przygotował sobie już tą odpowiedź, jednak ja nadal nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego ciągnęłam:
- W magazynie też "za dużo emocji"? - starałam się naśladować jego głos, na co wybuchł śmiechem.
- To była mała zabawa.
- Lubisz się bawić ludźmi? - łapałam go za słówka.
- Lubisz wprawiać ludzi w zakłopotanie? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
- Jakie zakłopotanie? - udałam, że się zastanawiam. Uśmiechałam się do niego, a on do mnie. Wiatr poruszał lekko moimi włosami. Powietrze zrobiło się nieco chłodniejsze, odgłosy ptaków już dawno ucichły i teraz dało się słyszeć tylko nocne stworzenia. Gdzieś w oddali dosłyszałam świerszcza. Ciekawe czy możemy tu spotkać jakieś magiczne stworzenia. Przypomniała mi się lekcja Hagrida o Kelpiach i na samo wspomnienie przeszły mnie dreszcze.
- Zimno? - zapytał.
- Jakie zakłopotanie? - zignorowałam go. Westchnął. Spojrzał na niebo, wziął głęboki wdech, po czym jego oczy znowu spotkały się z moimi.
- Kiedy sprawiasz, że ludzie muszą panować nad oddechem, pulsem, rękoma i... innymi częściami ciała.
- Co? - zaśmiałam się. - Nie da się panować nad pulsem...
- Właśnie... - powiedziawszy to wyciągnął w moją stronę rękę wewnętrzną stroną do góry. Przez chwilę byłam niepewna co zrobić, ale w końcu przyłożyłam palce do tętnicy na jego ręce. Faktycznie miał przyśpieszony puls. Odsunęłam swoją dłoń. Spojrzałam przed siebie na niewielką górkę, za którą już dawno schowało się słońce.
- Innymi częściami ciała? - zainteresowałam się. - Co masz na myśli.
- Hm... a nieważne - mruknął. Mimowolnie zachichotałam. - No co?
- Nic... po prostu, hah... nic.
- No powiedz! - śmiał się teraz razem ze mną.
- Głupek - odparłam.
- Ej! Może nie jestem tak mądry jak ty, ale...
- No, no... - powstrzymałam się przed śmianiem. Blondyn zamilkł i patrzył się tylko z bananem na twarzy.
- To jak będzie? - zapytał, kiedy już trochę się uspokoiłam.
- Z czym?
- Odpowiesz mi na pytanie główne?
- Czyli jakie?
- No nie udawaj... chcę to wiedzieć. Dlaczego nie zaprotestowałaś, kiedy cię pocałowałem.
- Nie wiem... Może... hm... "za dużo emocji"?
- A teraz?
- Co teraz?
- Teraz jest dużo emocji, czy mało?
- Kalkulujesz czy się uda? - zażartowałam.
- Może... - może się przesłyszałam, ale brzmiało to całkiem serio. Zapadła cisza. Nie uśmiechałam się ani ja, ani on. Nie było smutno, ale... oh! Znowu wiatr rozwiał mi włosy na wszystkie strony, a ja trochę zadrżałam. - Zimno ci...
- Nie zabrzmiało to jak pytanie - zauważyłam.
- Zimno ci - powtórzył pewniej.
- Jest zima - wzruszyłam ramionami. - Nie ma śniegu, ale słońca też nie. W ogóle na jakich terenach jesteśmy?
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie zmieniam.
- Może się tylko interesujesz, co nie?
- Nom... Ale to by znaczyło, że ty interesujesz się mną, skoro ciągle wypytujesz... - Dobra, to co powiedziałam było głupie i nieprzemyślane. Może powinnam wracać już do obozowiska? W sumie to tu może być niebezpiecznie po zachodzie słońca.
- Może się interesuje.
- Może wracajmy? - znowu go zignorowałam.
- Dlaczego?
- Może dlatego, że mi zimno? Może dlatego, że jestem głodna? Może dlatego, że chce mi się spać?
- Może dlatego, że nie chcesz ze mną porozmawiać na ważne tematy?
Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu zastanawiając się o co mu chodzi.
- Jakie ważne tematy? - zapytałam w końcu.    
- Temat. Jeden - stwierdził.
- Jaki ważny temat?
- Że Cię kocham - powiedział powoli.





~o~

- Nie wiemy, gdzie przebywa w tej chwili Voldemort - oznajmiła Minevra. 
- Nie wiemy, w jakim stanie jest jego armia - dodał Severus. 
- Nie wiemy, jak potężny jest w tej chwili Saitan i czy rośnie w siłę - zauważył Ron.
- Dużo rzeczy nie wiemy - sprostował Neville. 
- Nie pierwszy i nie ostatni raz, ale to nie powód do tego, żeby siedzieć jak szczury w kącie i czekać na śmierć - odezwała się Cho. 
- Rannych będzie tylko przybywać - wtrąciła Ginny. - Jesteśmy sami. 
- Profesorze...? - dodał niepewnie Longbottom.
- To prawda... - odezwał się staruszek. - Jednak nie zapominajmy o tym, w czym jesteśmy od niego lepsi. Mamy przyjaciół. rodziny o które warto walczyć. Mamy cel. Voldemort uwielbia niszczyć. Jego pasją jest sianie paniki i zła.
- Nie pozwólmy mu na to - oznajmił wybraniec. - Śmierciożercy to ludzie, którzy się go boją. Niech przestraszą się także nas. Musimy uderzyć raz, ale porządnie.
- Tylko, że nie wiemy gdzie - zauważył Snape.
- A więc czas się dowiedzieć - postanowił Dumbledore.


~o~

- Kocham Cię - powtórzył patrząc jej prosto w oczy. - Ty jedyna widziałaś, że jest dla mnie nadzieja. Tylko ty chciałaś mnie wyciągnąć z ciemności. Udało ci się. Widzę po twoich oczach, że mi nie wierzysz. - Hermiona nie odpowiadała, dlatego ciągnął dalej. - Nie mogę cię zmusić, ale chciałbym ci to powiedzieć, nawet jeśli będę się jąkał jak kretyn. - Cisza. Słychać tylko słaby podmuch wiatru, który lata w okół nich, jakby rozbawiony całą sytuacją. Wszystko w lesie zdaje się wstrzymywać oddech, a gwiazdy na nocnym niebie śpiewają radosną piosenkę bez słów. Wydawać by się mogło, że cały świat przygotował się na tą chwilę, oprócz głównej bohaterki. Dziewczyna nie myślała nic, nawet się nie ruszała, zastygła w bezruchu przyglądając się blondynowi oraz słuchając jego słów jak melodii, która zachwyca, ale straciła swoje całe piękno. - Myślę, że jesteś piękna i mądra. Myślę, że niczego ci nie brakuję. Myślę, że jesteś moim ocaleniem. Nie, ty już mnie ocaliłaś. Teraz tylko chciałbym pokazać ci, jak jestem wdzięczny.
- Draco... - wyszeptała kręcąc głową. 
- Wiem, że to niewiarygodne, wiem że może to dziecinne i że inni nie uwierzą...
- Draco...
- Hermiono ja wiem... - zbliżył się do niej trochę i złapał za ręce, nadal patrząc prosto w oczy. - Wiem, że to będzie trudne. Nawet nie wiesz co w tej chwili czuję. Nie jestem taki. Nie potrafię być romantyczny, nie jestem wcale dobry, nie umiem podejmować ważnych decyzji, nie uratuję świata, nie pomogę przejść staruszce przez jezdnię.
- Draco posłuchaj - próbowała gryffonka, lecz chłopak nie pozwolił jej powiedzieć nic więcej. 
- Proszę... poczekaj, muszę ci to powiedzieć. Jestem ze Slytherinu, cechuje mnie przebiegłość, a ciebie odwaga... chociaż sądzę, że masz o wiele więcej ważnych zalet, w ogóle to wszystko w tobie jest ważne... Ty jesteś dla mnie ważna. I nie mam pojęcia co powiedzieć więcej, bo nic nie przychodzi mi do głowy, ale uwierz, mam ci tyle do powiedzenia. Mam tyle do powiedzenia o tobie. Całemu światu. Takim teraz jestem, takim mnie uczyniłaś. Jestem lepszy przy tobie. Chcę być przy tobie. Chcę cię chronić. Tyle razy o tobie myślałem, tyle razy myślałem co ci powiedzieć. Potrafię już rozróżnić twoje wszystkie uśmiechy, kiedy jesteś smutna chciałbym cię przytulić. I tak! Mówi to Draco Malfoy! Kosmiczny kretyn i idiota, który zakochał się w takiej wspaniałej dziewczynie jak ty. I przepraszam, ale jestem samolubny! Nie potrafię stać obok! Nie potrafię stać obok i nie być przy tobie, nie być z tobą. Nie potrafię cię zostawić w spokoju! Nie chcę cię zostawić w spokoju. Myślę tylko o sobie, bo bez ciebie umrę. Lecz jeśli ktoś cię skrzywdzi, przysięgam, że użyję wszystkich mi znanych zaklęć, żeby cię obronić. Ponieważ... i wiem, że to będzie żałosne, ale nauczyłem się tego na pamięć... Ponieważ jeśli będziesz płakała, chcę by tym, który poda ci chusteczkę, jeśli będziesz się śmiała, chcę być tego powodem, jeśli będziesz uciekać, chcę być tym, który pokaże ci kryjówkę, jeśli będziesz śpiewać, chce ci bić brawa, jeśli będziesz spała, chcę być tym, który będzie leżeć obok, jeśli będziesz w niebezpieczeństwie, chcę być twoim rycerzem, jeśli będziesz, to ja chcę być przy tobie... I nie zerżnąłem tego z jakiejś taniej gazety, nie poszedłem na skróty. To były moje słowa. Ponieważ uważam, że z tobą nie mogę iść na skróty, z tobą nie chce iść na skróty. Ty jesteś tego wszystkiego warta. Ponieważ cię kocham Hermiono Granger. 



- I właśnie spadła gwiazda - wyszeptał patrząc w górę. 


- Kocham innego...
- Co? - zapytał cicho znów patrząc na nią.
- Kocham innego...

"Grasz chłopcze na zerwanych strunach
kalecząc moje serce, ostry nóż Twoich słów
przeszywa ciało i sprawia,
że czuję tak ogromny ból, jakby 
ktoś rozdzierał mi serce...
nie, nie na pół, lecz na tysiące
drobnych części...

Wiem nie poskłada ich już nikt..."

wtorek, 18 sierpnia 2015

LBA!!

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Huncwotke Vicky z bloga http://wielki-powrot-narnii.blogspot.com/ (zapraszam serdecznie!) Oto zasady zerżnięte słowo w słowo od niej:

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogger'a w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daję możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 6 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 6 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

A więc zacznijmy! 

1. Co sądzisz o bohaterze swojego bloga?

Uważam, że Hermiona jest osobą godną naśladowania. Nie wstydzi się nauki, nie udaje nikogo, jest po prostu sobą. Pomaga przyjaciołom, oddała by za nich życie. Jak każdy człowiek - boi się, ale stawia czoła swoim lękom. Chciałabym być taka mądra, ładna, dobra jak ona. Można o niej dużo powiedzieć, ale wydaje mi się, że nie można jej skomentować źle.  <3

2. Oglądasz Stuu? 

Oglądam, ale nie jakoś obsesyjnie xD Lubię jego 11-centymetrowe włosy i uwielbiam jak piszczy! 



3. Kogo z polskich youtuberów subujesz?

- Yoczook 
https://www.youtube.com/channel/UC7mEUMkI3DInimJy2RK__rw

- Stuu (i Stuu games)
https://www.youtube.com/channel/UC1w7ZXsQ1d5TIfxisx1regQ

- reZigiusz
https://www.youtube.com/channel/UCLLNPuvRGKxSczJcxlOiMXg

- Naruciak
https://www.youtube.com/channel/UCS4c5bpra5blCUsHKPFSkig

- Disowskyy
https://www.youtube.com/channel/UC7TauBBZOhtZprmPTyrgqWg

- Blowek
https://www.youtube.com/channel/UC-BRUJOtblqGrftY6oRcOZw

- Bambi
https://www.youtube.com/channel/UCNgDvbQAZwx3MnwbX3tacaQ

- IsAmUxPompa
https://www.youtube.com/user/IsAmUxPompa

- Karolek
https://www.youtube.com/user/TheKaroleq95

- TheNitroZyniak
https://www.youtube.com/user/TheNitroZyniak

- MultiGameplayGuy
https://www.youtube.com/user/MultiGameplayGuy

KOLEJNOŚĆ PRZYPADKOWA!

4. Najbardziej dziwna/szalona rzecz, którą zrobiłaś to...?

Ojej... czy ja jestem szalona? Moja przyjaciółka mówi, że jestem nienormalna, ale czy zrobiłam coś szalonego...? Dziwnych rzeczy mam mnóstwo. W czerwcu jak byłam na wycieczce z klasą we Wrocławiu, byliśmy w Galerii. Chodziłam po sklepach z kolegą (bo moja przyjaciółka nie jechała i cały czas łaziłam z chłopakami) i nogi nas już bolały niemiłosiernie. Wszystkie ławki były zajęte. Na jednej siedziała jakaś dziewczyna i było dla nas trochę miejsca. Podeszliśmy, pytamy czy wolne. Ona odpowiada, że tak. No to siadamy. Oczywiście nikt nie lubi siedzieć z kimś obcym :p Wpadłam na pewien pomysł. Zaczęłam pytać kolegę czy w nocy jeszcze spali z Pascalem (inny kolega). Skapnął się o co chodzi i po chwili już gadaliśmy o gwałtach itp. :D Ta babka tak tego słuchała, aż w końcu wstała i spieprzała jak najdalej XD.

Kiedyś robiłam z koleżankami w moim pokoju jakiś plakat. One coś tam piszą a ja mówię cicho: "Zamknij się... No zamknij! Przecież wiesz, że nie mogę!" Dziewczyny spoglądają na mnie i takie WTF? O co chodzi? Ja się do nich uśmiecham tak, jakby nic się nie stało. Wróciły do pracy, a ja znowu: "Nie mów mi! Nie, nie wiem gdzie go zakopać! Dobra... potem przyjdę! Nie, one są ze mną. Schowaj nóż, no schowaj go!" A one w śmiech. A ja taka smutna: "Ona czasem do mnie przychodzi... mówi mi, że mam iść z nią, ale ja wcale nie chcę. Nie chcę ich zakopywać." ^.^

Raz, gdy wracałam ze szkoły z przyjaciółką śmiałyśmy się z kogoś tam słów: "co dziewucho?!". A ja się wygłupiam i gwałtownie odwróciłam się i krzyczę "CO DZIEWUCHO?!" A tam jakiś koleś na rowerze taki zdziwiony, się przestraszył i prawie spadł z roweru hah...

Czy to szalone? Dziwne? Nie wiem... wam pozostawiam skomentowanie tego. 

5. Farbowałaś kiedyś włosy?

Robienie pasemek krepą się liczy? Kiedyś miałam do połowy niebieskie włosy!! A tak to nie xD w mojej szkole tego nie tolerują, moi rodzice tego nie tolerują... takie moje życie. Osobiście podoba mi się kolorowe ombre *-*


6. Grasz w Awatarię na facebooku?

Nie gram w nic na facebooku.

7. Co cię natchnęło do pisania bloga?

Od dziecka lubię pisać. Biorę udział w konkursach na wiersze, opowiadania. Dwa razy byłam laureatką w konkursie na książkę (miejsc nie było, tylko kilka laureatów), czyli za każdym razem, bo tylko dwa razy brałam w nim udział.  W tym roku będzie trzeci raz i trzecia część mojej książki. Wiele z was pisze w komentarzach, że czeka na książkę. Ja książkę mam. Na razie dwa tomy, w tym roku powstanie trzeci i planuje później jeszcze dwa, razem pięć. Może będę ją publikować na innym blogu, może nie. Zobaczymy. Co mnie natchnęło? Nigdy nie podobało mi się, że Hermiona była z Ronem. Kilka lat temu uwielbiałam Draco. Kochałam go i chciałam, żeby to z nim była Granger. Nie wiem kiedy pokochałam bliźniaków. Czytałam blogi o nich, niektóre ciekawe, niektóre nie. Jeden był wyjątkowy. Nie pamiętam strony, nie pamiętam autorki, ale chciałam być jak ona - też mieć bloga, dużo czytelników. Właściwie to właśnie dlatego... Chciałam się podzielić z kimś moją pracą. Chciałam, aby w końcu wydała owoc. Dlatego proszę was o te komentarze, ponieważ to oznacza, że rok (?) temu się nie pomyliłam, że dobrze zrobiłam pisząc tego bloga. Że potrafię go pisać. Osobiście uważam, że wiele się nauczyłam, bardzo się poprawiłam. I z tego jestem dumna. A jeśli zostawisz komentarz - będzie to największa nagroda dla mnie. Uh... trochę się rozpisałam xD Ciekawe czy ktoś to przeczytał :P

8. Co sprawia, że czujesz wenę?

Oczywiście główną kopalnią weny są komentarze, ale czasami, kiedy czytam jakąś książkę i stwierdzam, że jest świetna... idę i piszę rozdział, ponieważ chcę, abyście podczas czytania mojego bloga - też tak pomyśleli.

9. Narnia vs. Potter



Akurat dzisiaj mówiłam siostrze, że mam ochotę obejrzeć sobie Narnie. Moja ulubiona część to Książę Kaspian. Uwielbiam końcową piosenkę: "Regina Spektor - The Call"! Uwielbiam Zuzannę, Łucję, Piotrka, Kaspiana oraz Aslana!! (Edmund to takie piękne imię, ale... jakoś tak nie ciągnie mnie do niego). Moją ulubioną sceną z pierwszej części była śmierć Aslana :'( chociaż nie cieszyło mnie to. I płakałam kiedy na końcu części "Książę Kaspian" Zuzanna go pocałowała i wiedziała, że nie może tam już wrócić. Taaakie piękne, ale...


HP FOREVER!

10. Gdybyś miała używać jednego zaklęcia z HP to by było...?

Hm... Zastanawiałam się nad Wingardium Leviosa, przydałoby się też Accio ale stwierdziłam, że wybrałabym Enervate lub Episkey. Są to zaklęcia leczące, mogące pomóc innym ludziom. 

11. Jakim mitycznym stworzeniem chciałabyś być?

Hm... według Wikipedii wampiry są mitycznymi stworzeniami. Więc wampirkiem ;) Albo Aniołem. Nie zabijałabym oczywiście ludzi, żeby mieć ich krew :D A moce się przydadzą. 


TERAZ JA NOMINUJĘ!


http://acciomyharry.blogspot.com/
http://love-story-of-niklaus-and--caroline.blogspot.com/
http://przerwanypocalunekdementora.blogspot.com/ - i co z tego, że jest jeden rozdział? Spodobał mi się <3
http://dramione-nowa-historia.blogspot.com/ - to będzie już 3 nominacja :* świetna robota <3

Miało być 6 ale jest 4 !!! 
OTO PYTANIA:

1. Czego najbardziej się boisz?
2. Kim jest twój idol?
3. Masz jakieś motto?
4. Jaka jest twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
5. Przez co czujesz się wyjątkowa?
6. Co cię natchnęło do pisania?

NIEDŁUGO NOWY ROZDZIAŁ!
Komentujcie!! <3




  

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 33: "Pocałunek morderstwa"


"Rybacy wiedzą, że morze jest niebezpieczne,
a sztorm straszliwy, jednak nigdy nie
traktują tych niebezpieczeństw jako
wystarczający powód do tego, by zostać na brzegu."

Kiedy Hermiona wróciła do salonu, od razu zalała ją fala pytań od przyjaciół. "Co się z tobą stało?", "Gdzie byłaś?", "Jak się czujesz?", "Czy wszystko w porządku?".
- Ze mną jest dobrze, ale... Widziałam ruiny Hogwartu, spotkałam Victora...
- Victora Kruma? - zapytała Cho.
- Tak, on... to nie było przyjemne spotkanie.
- Ale gdzie byłaś? Dlaczego zniknęłaś? - ciągnął Ron.
- Porwał mnie sam syn Voldemorta, Simon, to znaczy Saitan.
- Wiedziałem! - wykrzyknął rudzielec.
- Zabrał mnie do jakiegoś zamku...
- Zamku? Jakiego zamku? - zainteresował się Harry. - To może nam pomóc.
- Nie mam pojęcia gdzie to było, gdzieś w górach... Pomógł mi Myrnin, przyjaciel z celi.
- Myrnin? Gdzie teraz jest? Zastał tam? - wypytywał Neville.
- On... - zająknęła się. - On nie żyje.
- Oh... tak mi przykro - przytuliła ją Ginny.
- To już przeszłość - wzięła się w garść Granger. - Pomógł mi też ten anioł z celi... Kajm.
- Jaki anioł? Jakiej celi? - zdziwiła się młodsza gryffonka.
- Yy... ja... - dziewczyna przypomniała sobie, że nikt nie wiedział, że razem z Draco była w podziemiach z nauczycielami. - To bardzo długa historia. Ale mniejsza o mnie, co się dzieje TU... co robimy dalej.
- Dumbledore nic nam nie mówi - zabrał głos jakiś młodszy chłopak.
- Siedzimy tu jak szczury, chowamy się, a Voldemort rośnie w siłę!
- Dobrze wiesz, Ron, że gdybyśmy wyszli, stracilibyśmy więcej ludzi. Nie dość ci już? - przerwała mu siostra.
- Powinniśmy walczyć - oznajmił głośno Fred.


Odwróciłam się. Kilka metrów za mną, przy kominku siedzieli bliźniacy. Kiedy usłyszałam jego głos, przeszły mnie dreszcze. Nawet na mnie nie spojrzał. Dobrze wiedział, że się na niego patrzę, ale ani drgnął. Coś było nie tak.
- Powinniśmy podjąć jakąkolwiek decyzję - stwierdziła Cho, a ja niemalże podskoczyłam ze strachu na krześle. Mimowolnie obróciłam się. Słyszałam głosy, ale nie potrafiłam ich rozróżnić. Nie mogłam się skupić na rozmowie. Zrobiłam coś nie tak?
- Hermiona? - powiedziała głośniej Ginny. - Hermiona!
- Słyszę, słyszę - oparłam. - Po prostu... się zamyśliłam. Ja... muszę wyjść. - Po tych słowach, nie czekając na ich reakcję po prostu wstałam, minęłam bliźniaków i wyszłam na ciemny korytarz. Byłam taka wkurzona! Ogarnęła mnie taka furia! Za tych wszystkich, którzy zginęli, za to, że już nigdy nic nie będzie tak jak dawniej, za to że się zmienili, za to że ja się zmieniłam, za to że zginął Benny, za to że zginął Myrnin, za to że zginął Kajm, za to że mógł zginąć każdy z nas, za tych, których Voldemort torturował, za cierpienie, które zadał, za to że zniszczył nasze życie, za to że nawet jeśli przeżyjemy i wygramy, nigdy o tym nie zapomnimy, za to wszytko ktoś musiał zapłacić, ale zamiast tego, siedzieliśmy tu. Nie obchodziło mnie, że siedzi tam Draco, weszłam do magazynu prawie wyrywając drzwi. Kiedy usłyszałam za sobą trzask i ogarnęła mnie ciemność, trochę się uspokoiłam. - LUMOS! - warknęłam. W oczach miałam łzy. Nikogo tam nie było, chłopak gdzieś sobie poszedł. Przeszłam parę kroków, po czym usiadłam na pierwszym lepszym kartonie, wciąż trzymając rękę mocno zaciśniętą na różdżce. Po chwili drzwi otworzyły się. Do pomieszczenia wpadło trochę więcej światła, chciałam podnieść różdżkę, żeby zobaczyć twarz chłopaka, ale nie zdążyłam. Spadła na ziemię. Wstałam, a on przybliżył się. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe, kiedy objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Położyłam delikatnie rękę na jego piersi, która unosiła się w tym samym rytmie co moja. Chciałam coś powiedzieć, ale nie zdążyłam, ponieważ przycisnął usta do moich. Objęłam go za szyję, adrenalina ciągle rosła, myślałam, że gorąco w moim sercu zaraz eksploduje, ale za to tylko chłopak przyciągnął mnie mocniej do siebie, jednak to mu nie wystarczyło. Podniósł mnie do góry i przeniósł kilka kroków, ponieważ potknął się o karton z butami, które razem z nami zleciały na ziemię. Światło z różdżki oświetliło teraz twarz, która była mi bardzo dobrze znana. Równym rytmem naszych serc odliczałam czas, kiedy znowu mnie pocałował. To było świetnie, po prostu chciałam, aby trwało to wieczność. Pocałunek był delikatny, słodki, żebym się nie przestraszyła, ale był zarazem bardzo namiętny, ponieważ już dłużej nie mogło to czekać. Już więcej nie mogłam go stracić, a on mnie. Nawet nie pomyślałam w tym momencie, jak bardzo go kocham, wiedziałam to. I nagle czar prysł.

Rozległ się głośny huk. Fred oderwał się od Hermiony z przerażeniem na twarzy.
- Co to było? - spytał, nadal szybko oddychając. Natychmiast wstał i pomógł jej się podnieść. Dziewczyna złapała różdżkę. Kiedy otworzył drzwi i wyszli na korytarz, zgasiła magiczne światło. Już wiedzieli co było przyczyną hałasu. Ostatnie drzwi po prawej zostały tylko wspomnieniem. W ich miejscu znajdowała się wielka dziura, która odsłaniała szczątki pomieszczenia i trzech śmierciożerców. Bellatrix uśmiechała się złośliwie i zanim gryffonka zdążyła skojarzyć fakty, Fred rzucił się na nią ratując przed zaklęciem. Reszta zdarzeń potoczyła się bardzo szybko. Wstali, zaczęli uciekać w stronę salonu, ledwo nie dostając cruciatusem. Kiedy znaleźli się w pomieszczeniu, połowa uczniów już uciekła tunelem, którym tu przyszła. Nauczyciele wypowiadali nieznane jej zaklęcia. Nawet nie zdążyła się wszystkiemu porządnie przyjrzeć, ktoś złapał jej rękę i zaciągnął w stronę wyjścia. Było ciemno, ale biegła przed siebie za krzykami innych. Gdy znaleźli się na powierzchni, jakiś głos kazał im uciekać do lasu. Tak zrobiła, jednak po paru sekundach odwróciła się, aby zlokalizować przyjaciół. To był błąd, gdyż potknęła się o gałąź i wpadła do jakiegoś dołu. Spojrzała na swoją kostkę, która teraz bolała niemiłosiernie. Ktoś zasłonił jej światło.

Spojrzawszy w górę zobaczyłam jednego ze śmierciożerców. Celował we mnie różdżką, więc nie miałam wyboru... Wypowiedziałam zaklęcie i... I tak zabiłam pierwszego w moim życiu człowieka.

"Pocałunek jest jak obietnica.
To jakbyś powiedział:
Tak, będę Cię kochać."

Przeczytałeś, przeczytałaś? - SKOMENTUJ! (hej i mam prośbę - polecajcie znajomym!)
Jeśli chodzi o Liebster Blog Award, to BARDZO dziękuję Huncwotce Vicky (nwm jak to odmienić, przepraszam :* ) za nominację. Niedługo odpowiem na zadane mi pytania, tylko jest problem, ponieważ nie mam pojęcia kogo nominować. (proszę nie znienawidźcie mnie za to) Po prostu ja blogów nie czytam aktualnie... Nie dlatego, że nie znam żadnych dobrych, ponieważ jestem przekonana, że te, które mi podsyłacie są świetnie! Tylko wolę się skupić na swoim i nie czytać nic innego, żeby nie wiedzieć jak jest u was, żeby przez przypadek nie napisać tego samego. Mam nadzieję, że rozumiecie i nie opuścicie mojego bloga ze względu na to. Kiedy tylko ten blog się zakończy OBIECUJĘ przeczytać wszystkie :D A wracając do LBA - nie mam pojęcia co zrobić :P nie chciałabym nominować blogów, których tak naprawdę nie czytałam, nie chciałbym, aby ktoś mi mówił kogo nominować, w ogóle to nwm... :P Jeszcze o tym pomyślę... czytałam blogi, ale to było trochę czasu temu i one nie są już aktualne... :/ A wy co o tym myślicie?  

środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 32: "Przyjaciele"


"Życie bywa okrutne...
Tak po prostu... Bo to Życie."

- AVADA KEDAVRA! - krzyknął jakiś mężczyzna, który wyskoczył zza krzaka, na szczęście Hermiona zdążyła się schylić. Widziała tylko, że miał na sobie długi, czarny płaszcz, czarne spodnie, bluzkę, wyglądał na ok. 30 lat. Miał kilkudniowy zarost, czarne włosy sięgały mu do ramion, prawdopodobnie jeden ze śmierciożerców, których robiło się coraz więcej w ostatnim czasie. Voldemort dawał niektórym wybór - śmierć, albo przyłączenie się do niego. Nie wiedziała, jakim cudem znalazł się tutaj, w środku lasu, ale pewnie to właśnie on rzucił zaklęcie na anioła, aby spadł. Kiedy dziewczyna się wyprostowała, ten był już gotowy, aby rzucić następne zaklęcie. Zanim zdążyła wyciągnąć różdżkę, krzyknął - EKSPELIARMUS! 
Jej różdżka poleciała gdzieś w bok. Została bez ochrony. Mężczyzna odsłonił swoje żółte zęby w złośliwym uśmiechu. Zrobił pierwszy krok w jej stronę, ciągle w nią celując. "To koniec" - pomyślała. Podniosła ręce w geście poddania. 
- No, no, no... - odezwał się. - Czyż to nie Hermiona Granger? - Dziewczyna mimowolnie przełknęła ślinę, a on miał coraz lepszy ubaw. - Na początku chciałem cie zabić, ale myślę, że Czarny Pan bardziej się ucieszy, kiedy usłyszy, że zaprowadziłaś mnie do Harry'ego. - Hermiona pokręciła głową. 
- Nie wiem gdzie jest - zebrała się na odwagę. - Nic ode mnie nie wyciągniesz. 
- Czyżby? - Śmierciożerca stał teraz przed nią i boleśnie trzymał za podbródek. 
- EKSPELIARMUS! - Mężczyzna wypuścił różdżkę z ręki i zdziwiony cofnął się parę kroków. Dziewczyna nie tracąc ani chwili, pobiegła po swoją. Nie musiała się nawet odwracać, aby zobaczyć kto ją uratował. Znała ten głos dobrze. Poczuła ogromną ulgę, lecz nie na długo. Spojrzawszy na zdziwionego śmierciożerce, dostrzegła także, że za nim, zza krzaków wyłaniają się kolejni wrogowie. Neville także musiał to zauważyć, ponieważ krzyknął aby uciekała, a więc dziewczyna rzuciła na mężczyznę zaklęcie unieruchamiające i zaczęła biec, w stronę swojego przyjaciela. 


Kiedy go dogoniła, słychać już było głosy następnych śmierciożerców. Zaklęcia leciały w ich stronę, jednak na szczęście jak na razie żadne nie trafiło w cel. 
- Neville! Dokąd biegniemy?! - krzyczała zdyszana. 
- Niedaleko mamy kryjówkę - odpowiadał w biegu. 
- Ale że... - musiała przerwać, ponieważ kroki za nimi stawały się coraz głośniejsze. Dziewczyna spojrzała za siebie i rzuciła zaklęcie: BOMBARDA MAXIMA, co wywołało duży wybuch, który trochę spowolnił przeciwników. 


- Ale że kto? - dokończyła. - Uciekliście z Hogwartu? Wszyscy? 
- Za chwilę... - teraz chłopak musiał się odwrócić, ponieważ niektórzy zdołali pokonać przeszkodę. - Za chwilę się dowiesz! 
Wyglądało na to, że śmierciożercy już ich nie gonią, jednak woleli nie zwalniać. Po kilku sekundach chłopak kazał jej skręcić w prawo, po czym zatrzymali się i złapali razem jedną z kłód, która odsłoniła im niewielką dziurę w ziemi, jednak na tyle dużą, żeby wszedł do niej człowiek. Szatyn powiedział, aby weszła pierwsza, ponieważ musiał zasłonić wejście. Hermiona posłuchała i wślizgnęła się do dziury, nie zwracając uwagi na to, że cała się ubrudziła. I tak już była brudna, bo od kilku dni się nie kąpała. Wolała nawet nie wiedzieć jak teraz pachnie. Przez chwilę nic nie widziała przez ciemność, ale użyła różdżki. Znajdowała się w podziemnym tunelu. 
- Chodź - powiedział Neville, kiedy zszedł do niej. - Wszyscy zastanawialiśmy się co z tobą. Baliśmy się, że nie żyjesz. Niektórzy nawet chcieli się wrócić, aby ciebie poszukać, ale Dumledore zabronił.
- Dumbledore jest z wami?! - zdziwiła się. 
- Tak. Jest też McGonagall i Snape. 
- A Harry i Ron? 
- Nie martw się. Większość osób, które były wtedy z nami w Hogwarcie, jest tutaj. 
- Większość? - przestraszyła się. 
- Tak... - chłopak trochę posmutniał. - Zaatakowali nas. Śmierciożercy. Ale przynajmniej Bellatrix się porządnie dostało! 
- Od kogo?
- Od Freda. 
Na te słowa, serce Hermiony podskoczyło. Kiedy pomyślała, że za chwilę go zobaczy, poczuła ogromną radość, jednak zaraz sobie przypomniała o sytuacji w jakiej się znajdują. 
- A czy on...? - nie mogła się zdobyć na słowo: "żyje". 
- Freda nic nie zabije - zaśmiał się, a ona wypuściła powietrze, nawet nie zauważyła kiedy przestała oddychać. - Raz oberwał dość mocno, ale Ginny zaraz się nim zajęła. Ginny jest niesamowita. Dzięki niej połowa z nas jeszcze jakoś się trzyma. 
- A ty? Jak się trzymasz? 
- Wiesz... mogło być gorzej - tu nastała krótka chwila ciszy. Szli w milczeniu. Dziewczyna zauważyła, że przyjaciel posmutniał. -  Thomas nie żyje - powiedział w końcu. Zrobiło jej się głupio, że nie za bardzo go kojarzy.
- Thomas? - zapytała nieśmiało. 
- Pierwszoroczniak. Większość z nich odesłano do domu, ale on upierał się, żeby zostać. Był bardzo odważny, wiesz? Może nawet był odważniejszy ode mnie. Bardzo się z nim zaprzyjaźniłem. 
- Oh... przykro mi Neville - zatrzymali się. Hermiona położyła rękę na jego ramieniu.    
- To wojna - stwierdził ruszając. - Są ofiary i będą. Modle się każdego dnia o to, abyś to nie była ty, Ginny, Harry, Ron, Fred, George... nie sposób wymienić tu wszystkich. Nikt nie ma umrzeć. To straszne kiedy segregujesz ludzi na takich którzy są dla ciebie ważniejsi i nie wiedziałabyś co zrobić, kiedy ich już nie będzie, i na takich mniej ważnych, którzy... którzy mogliby umrzeć za nich.
- Neville...
- Taka prawda Hermi. Nikt się do tego nie przyzna, ale każdy ma kogoś na kim mu zależy bardziej niż na innych. To okrutne. Jeszcze gorsze jest to co robią śmierciożercy. Bawią się nami, może już to widziałaś?
- Co takiego? 
- To potworne! Ostatnio złapali Deana, Padme i Parvati. Wiesz co kazali zrobi Parvati?! Kazali jej wybrać które z tych dwóch umrze, a które będzie miało szanse zostać śmierciożercą! 
- Co za dranie! Jak mogli!
- Parvati miała wybierać pomiędzy przyjacielem, a swoją własną siostrą! To nawet już nie jest okropne, to jest... To jest...! Przeokropne! - Chłopak cały trząsł się ze wściekłości. Kiedy trochę się uspokoił, zaczął znowu - Na szczęście uratował ich Ron. Zabił te potwory.
- Zabił? - przeraziła się Hermiona. Ron? Zabił? 
- Nauczyciele powiedzieli nam, żebyśmy wykorzystywali wszystkie konieczne zaklęcia, aby ich powstrzymać. Ja też... ja też kogoś zabiłem - zająknął się. 
- To straszne... - wyszeptała. 
- To wojna - odparł.   


Kiedy dziewczyna weszła do pomieszczenia, zamarła. Był tam Harry, Ron, Ginny, Cho, George, Fred, Drako, McGonagall, Luna, Severus i reszta uczniów. Było ich około dwustu. Pokój był dość duży, ściany zrobiono z kamienia, wszystko w sumie było z kamienia. Stał tam kominek, kilka kanap, stół, poplamiona komoda, dwie szafy, okien nie było wcale, na ziemi leżał szary dywan, którego wzór znikł dawno pod kurzem, błotem i szczurzymi odchodami. Wszystko oświetlał duży, stary żyrandol i ogień z kominka. Dziewczyna dostrzegł też drzwi, którymi było kilka zbitych desek. Przy ścianie po prawej leżeli, jak się domyślała, ranni. Opatrywała ich Ginny, a Cho podawała wodę. Fred i George w chwili wejścia Granger stali przy kominku i rozmawiali, Harry siedział z Ronem na kanapie i przeglądał jakieś czasopismo. Luna przykładała zimny kompres do zakrwawionej głowy jakiego dzieciaka. Drako siedział przy stole z kimś ze Slytherinu oglądając proroka codziennego, na którym pierwszą stronę zdobił jeden z aurorów. W momencie, kiedy weszła, wszystkie głowy się podniosły. Minęły dwie sekundy za nim ktokolwiek się ruszył. Pierwszy dotarł do niej Harry. O mało jej nie przewrócił - wpadł na nią, przytulając. 



- Harry! - dziewczyna rozpłakała się. Ścisnęli się chyba jak najmocniej potrafili. Szczerze mówiąc, Hermiona nie chciała go puszczać. Schowała głowę w jego ramieniu, zamknęła oczy i nic już ją nie obchodziła. Nawet na chwile zapomniała o tym, że jest wojna. Była taka szczęśliwa, że jest ze swoim przyjacielem. Jednak przypomniała sobie, że tam z tyłu czekają następni. Odsunęła się od chłopaka. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.
- Dobrze, że jesteś - powiedział uśmiechając się, po czym zrobił miejsce dla Rona, który stał tuż za nim. Rudy także prawie ją przewrócił, kiedy się na nią rzucił. I tak każdy po kolei się z nią ściskał, każdy z kim się bardziej przyjaźniła: Cho, Luna, Ginny, George, Fred, nawet McGonagall ją przytuliła. Severus tylko się uśmiechnął, ale to jak na niego było bardzo dużo. 
- Co się stało? Gdzie byłaś? - zapytał Ron, kiedy usiadła z nimi na kanapie. 
- Simon, to znaczy Saitan mnie porwał. Ale to nieważne, lepiej mówcie co się działo u was. Gdzie Dumbledore?
- Nie tak szybko - wtrąciła się wicedyrektor. - Zapewne jesteś bardzo głodna, mogłabyś też się wykąpać... 
Dziewczynie zrobiło się nagle głupio. Prawdopodobnie wyglądała potwornie, a śmierdziała jeszcze gorzej. Przedtem nie zwróciła na to uwagi, ale wszyscy tutaj byli jako tako ogarnięci. 
- No... no tak - powiedziała cicho. Poczuła jak się rumieni, miała nadzieje, że przez brud tego nie widać. Chociaż... z drugiej strony wolała nie być taka brudna. 
- Chodź ze mną panno Granger - poleciła nauczycielka. Nawet teraz zwracała się do nich tak, jak przedtem. Jakieś normy muszą zostać zachowane, inaczej wszyscy by tu zwariowali, prawda? Gryffonka więc wstała i poszła za nią. Starsza kobieta pchnęła zbite razem deski, które robiły za drzwi i weszła na ciemny korytarz. Wypowiedziała jakieś zaklęcie i nagle zapaliły się pochodnie na ścianach. Teraz było widać trochę wyraźniej. Korytarz miał około 10 metrów. Po jednej jak i po drugiej stronie znajdowały się cztery drzwi, na ścianie łączącej dwie pozostałe, jedne. 
- Co to za miejsce? - spytała uczennica. 
- To Chill-casa. Coś podobnego do skrzeczącej chaty, tylko w innym miejscu.   
- A konkretnie...?
- Moje dziecko, każdy ma sekrety. Nie zadręczaj się tym - powiedziała, po czym otworzyła pierwsze drzwi po prawej. - Tutaj możesz się odświeżyć. Drzwi obok to toaleta, zaś trzecie, to magazyn. Weź sobie proszę jakieś ubrania, oraz ręcznik. 
- Jasne... - przytaknęła cicho.
- Kiedy już skończysz, wróć proszę do pozostałych. Nie otwieraj drzwi po lewej stronie, ma się rozumieć? Zresztą, potrzebne ci będą tylko te trzy pomieszczenia. 
- Rozumiem... - odparła. McGonagall zniknęła w drzwiach ostatniego pomieszczenia. Dziewczyna westchnęła i podeszła do magazynu. Wzięła sobie ręcznik i jakieś ubrania. Kiedy po szybkim prysznicu zaczęła się ubierać, okazało się, że spodnie są jej za małe. Powoli otworzyła drzwi na korytarz i wystawiła mokrą głowę na zewnątrz. Nikogo nie było, dlatego szybko wymknęła się i weszła do trzeciego pomieszczenia. Miała na sobie tylko bluzkę i majtki, dlatego czuła się nieswojo. Zamknęła za sobą drzwi. Przez chwilę stała w zupełnej ciemności, kiedy przypomniała sobie, że nie ma różdżki. 
- Niech to szlag! - szepnęła. Odwróciła się i otworzyła drzwi. Zanim wyszła znowu sprawdziła czy nikogo nie ma. Usłyszała jednak głos Severusa dochodzący z głównego pomieszczenia:
- Zachowywać się! - krzyknął, po czym wyszedł na korytarz zamykając za sobą drzwi. Dziewczyna szybko przymknęła swoje, jednak nadal mogła go obserwować przez małą szparę. - Cholerne bachory... - mruknął przechodząc obok magazynu. Wszedł tam gdzie McGonagall i znowu została sama... a przynajmniej tak jej się wydawało. Odczekała chwilkę i ponownie wyszła. Wzięła swoją różdżkę i wróciła, aby dopasować spodnie. Znowu pogrążyła się w kompletniej ciemności. 
- LUMOS - wymówiła zaklęcie i małe światełko z jej różdżki oświetliło pokój. 
- Ahh! Moje oczy! - krzyknął Draco Malfoy.


- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona.


- Możesz nie świecić mi prosto w twarz? - zapytał.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego tu siedzisz?
- Weź to światło.
- Ok, ok, LUMUS MAXIMA! - światło poleciało w górę i oświetliło całe pomieszczenie. Draco odsłonił twarz. - Co? - zapytała zdziwiona kiedy zobaczyła jak się na nią patrzy. Chłopak uśmiechnął się tylko i zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. Nie wiedząc o co mu chodzi spojrzała na siebie. - O nie! - Oto właśnie Hermiona Granger stała przed Draco Malfoyem w samej bluzce i majtkach, sami w pokoju oddzielonym od reszty grubą ścianą. Była pewna, że jest już cała czerwona. Szybko odwróciła się do niego tyłem, ale zaraz uświadomiła sobie, że teraz jest jeszcze gorzej. On tylko zaczął się śmiać. - Przestań idioto! - skarciła go. - NOX MAXIMA - machnęła różdżką i pokój pogrążył się w całkowitej ciemności. Było słychać tylko śmiech chłopaka. 
- Na serio chcesz siedzieć tak po ciemku? - zapytał.
- Ubiorę się tylko głąbie. Zresztą nie będę tu siedzieć? Ty tu siedziałeś? Po co tu siedzisz?
- Hah... powiedzmy, że nie lubię siedzieć w tłumie - odparł.
- Aha? Dlatego siedzisz w ciemnym magazynie i podglądasz dziewczyny, które się tu ubierają... Czy ty jesteś normalny?
- Hej.. to ty zaczęłaś się tu ubierać.
- LUMUS MAXIMA! - w pokoju zrobiło się jasno. Dziewczyna zdążyła dostrzec jego łobuzerski śmiech. - I czego się gapisz? Już jestem ubrana.
- Ale jesteś czerwona - odparował ze śmiechem, a ona tylko jeszcze bardziej się wkurzyła, ale po chwili roześmiała się. - No co? - zapytał.
- Będziesz tu tak siedział? 
- A czemu nie? - odparł.
- Ym... no nie wiem, jak kto woli.
- To posiedź ze mną - zrobił poważniejszą minę.

  
- Po co? 
- Bo tego chcesz...
- To było pytanie? - zdziwiła się. Draco wstał i stanął przed nią. Właściwie to bardzo blisko niej. - Co robisz? - Mimowolnie spojrzała na jego usta. Były tak blisko niej... Kiedy zbliżyły się jeszcze bardziej położyła rękę na jego klacie. - Przestań - powiedziała stanowczo. 
- Jeśli chciałabyś, abym przestał, odsunęłabyś się do tyłu - uśmiechnął się zawadiacko. 
- Albo pchnęła - odparła, po czym pchnęła go lekko w tył. 
- Niee... - powiedział z udawanym rozczarowaniem uśmiechając się. 
- Co "nie"? - westchnęła. 
- Nie tak - odpowiedział. Kiedy zrobiła zdziwioną minę, podszedł do niej jeszcze raz, stanął tak samo blisko jak przedtem. - Tak... - wziął jej ręce i założył na swojej szyi. - I tak... - objął ją w talii. 
- Hm... - Hermiona przybrała bojową minę. - A może też tak? - zbliżyła swoje usta do jego ust, ale nie pocałowała go. Spojrzała mu tylko w oczy, wiedziała, że mu się spodobało. Kiedy już chciał ją pocałować, odsunęła się. Sięgnęła po swoją różdżkę i otworzyła drzwi na korytarz. - Zapomnij... - szepnęła z uśmiechem i wyszła. Zanim całkowicie zamknęła drzwi powiedziała jeszcze: NOX MAXIMA, znowu zapadła ciemność, dziewczyna poszła, a Draco został sam w ciemności, wpatrując się w zamknięte drzwi i mimowolnie uśmiechając. 

"Przyroda na przykład
skrywa swoje tajemnice, bo jest wyniosła...
Nie dlatego, że chce nas wywieść w pole..."


Dobra... nie zdążyłam - już jest jutro, ale co z tego? Co z TEGO??  :D Najważniejsze, że jest xD A więc robaczki wy moje, jeśli WAM się SPODOBAŁO to PROSZĘ, abyście SKOMENTOWALI, ponieważ TO jest DLA Ciebie TYLKO minutka, a DLA MNIE jest to:

  

A więc KOMENTUJCIE, bo IM WIĘCEJ komentarzy tym WIĘKSZA motywacja DO PISANIA dla mnie. Przed nami jeszcze kilka dobrych dni wakacji i będę teraz pisała częściej. Mam DUUUŻO pomysłów! (ALE KOMENTARZ SIĘ PRZYDA) a więc śledźcie bloga i czekajcie na nowe rozdziały i... komentujcie :* Dobra wiem, wiem, że się powtarzam, ale... skomentuj :D proszę... :( 
Hah.. dobra xD Jak wam się będzie nudziło to wbijajcie na mojego ask'a, na fb, na yt, piszcie do mnie maile, nie zapomnijcie też o komentowaniu... :* Do zobaczenia niedługo!

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 31: "Przez las"


"Kiedy szukasz przyjaciół,
licz się z tym, że 
możesz znaleźć także wrogów..."



Hermiona odruchowo zasłoniła rękoma głowę, chociaż wiedziała, że jej to nie pomoże. Czekała i czekała na cios, ale jakoś nie nadchodził. Powoli opuściła ręce i dostrzegła... nic.Victora nie było widać. Serce znowu jej podskoczyło, ale wcale nie z ulgi, lecz z przerażenia. Nie wiedziała gdzie jest. W każdej chwili mógł ją zaatakować. Nie zastanawiając się długo - zaczęła biec. Zaraz pożałowała tego, że wybrała las jako dobre miejsce do schowania się, ponieważ kiedy tak pędziła, jej nogi raniły różnego rodzaju rośliny, które zdołały się przebić przez śnieg. Było zimno i ślisko. Gdy dziewczyna zauważyła zbocze góry było już za późno, żeby się zatrzymać. Próbowała złapać się jeszcze gałęzi leżącej na ziemi, lecz nie zdołała. Upadła na plecy i zjeżdżała w dół. Paznokciami wbitymi w śnieg próbowała zahamować, ale jedyne co udało jej się tym osiągnąć to połamane ich. Obijała się o kamienie ale nic nie mogła zrobić. Nagle poczuła jak coś łapie ją za kaptur i zatrzymuje. Nie zdążyła nawet odwrócić głowę w tamtą stronę, kiedy wzbiła się w powietrze. Zaczęła panicznie krzyczeć, ale zaraz czyjaś ręka zakryła jej usta. Następnie ta sama ręka, która przed chwilą jeszcze trzymała jej kaptur, objęła ją w pasie, Hermiona przestała krzyczeć, a gdy ręka została zabrana z jej ust, powiedziała:
- Kajm... Co ty tu robisz? - Dziewczyna nie doczekała się odpowiedzi. Spojrzawszy na dół dostrzegła lasy. Był to zapierający dech w piersiach widok i o ile jej pierwszy lot był przerażający, o tyle teraz nie mogła oderwać wzroku od widoków. 



Nagle anioł krzyknął i zaczął spadać, a uścisk się rozluźnił. Dziewczyna przerażona zaczęła wołać:
- Kajm! Co się dzieje? Co robisz?! - poczuła jak wyślizguje się z jego rąk. Po chwili chłopak puścił ją zupełnie, a ona gorączkowo starała się złapać oddech. Machała rękoma i nogami krzycząc ze strachu, lecz zaraz się opanowała i pokonując opór powietrza wyciągnęła różdżkę. - IMPEDIMENTO! - wypowiedziała zaklęcie i natychmiast tempo spadania spowolniło się tak, że miała pewność, że nie zrobi się z niej marmolada. Po kilkunastu sekundach wylądowała na ziemi. Jej serce biło jak oszalałe. Kiedy w końcu wróciła do siebie i przypomniała sobie o Kajmie, spojrzała w górę, ale na niebie nie dostrzegła nic. Rozejrzała się dookoła. Znajdowała się na skraju lasu, na niewielkiej polanie.


     
 Ostrożnie wstała, wiedziała, że nie może tu zostać, musi coś zrobić. Nie wiedziała co stało się z jej wybawcą ani gdzie teraz jest. Powoli ruszyła w stronę lasu. Po kilku minutach wędrówki między drzewami, przystanęła, ponieważ usłyszała trzask łamanej gałązki gdzieś po prawej. Kiedy spojrzała w tamtą stronę, dostrzegła jakieś poruszenie. W pierwszej chwili pomyślała, że to Kajm, ale zaraz zobaczyła jak bardzo się myliła. 
- AVADA KEDAVRA! 

"Niebezpieczeństwo jest ciche.
Nie usłyszysz gdy nadleci na szarych piórach."

(Kolejny rozdział już się pisze, może być jeszcze dziś <3 )