Dobra, po pierwsze, to przed chwilą dopiero przeczytałam te wszystkie komentarze i uśmiech mi nie schodził z twarzy! Chciałam dodać rozdział w sobotę, ale postanowiłam, że poczekam, aż będzie więcej komentarzy. I chyba będę tak robić częściej... ;) Bo im więcej komentarzy, tym bardziej chcę pisać! Dobrze to wiecie... I jest nowa piosenka! Ron Pope - A drop in the ocean!! Zakochałam się w niej gdy ją pierwszy raz usłyszałam... <3
No i jeszcze chciałam ddodać, że cytat z poprzedniego rozdziału, ten pierwszy - to nie znaleziony w necie tylko wymyślony przeze mnie! :D
Po drugie - cieszę się, że jest więcej nowych czytelników. Więc jeśli jesteś nowy - SKOMENTUJ, jeśli jesteś starym - TEŻ SKOMENTUJ!
Po drugie - cieszę się, że jest więcej nowych czytelników. Więc jeśli jesteś nowy - SKOMENTUJ, jeśli jesteś starym - TEŻ SKOMENTUJ!
Po trzecie - dziś 25 sierpień! A wiecie co to znaczy? Dokładnie rok temu opublikowałam pierwszy rozdział! Jestem dumna z tego i nie żałuję, tylko ubolewam nad tym, że w rok udało mi się zdobyć tylko max 15 komentarzy pod wpisem i to jeszcze bardzo rzadko... No, ale cóż... Świadczy to o tym, że muszę jeszcze pracować, pracować i pracować. A więc zapraszam na dół!
"Cisza przyjacielu,
rozdziela bardziej niż przestrzeń.
Cisza przyjacielu nie przynosi słów,
cisza zabija nawet myśli..."
Hermiona cały czas kręciła się na swoim posłaniu. Nie mogła zasnąć od jakiejś godziny. Od kiedy zakończyła rozmowę z Draco, cały czas o nim myślała. Miała przed oczami jego twarz, tak bardzo rozczarowaną i smutną. Było jej przykro, że to wszystko tak wyszło... tym bardziej, że od jakiegoś czasu przyłapywała się na myśleniu o nim. Wiedziała, że jej na nim zależy, ale nie wiedziała jak. Musiała teraz porozmawiać z Fredem. Przecież całowali się i w ogóle. Dziewczyna miała pewność, że będą razem, ale... Nie cieszyła się. Oczywiście na myśl, że jej marzenia się spełnią, serce podskakiwało jej z radości, jednak nie wyobrażała sobie, że zdobycie tego doprowadzi ją w miejsce, w którym jest. Co do jednego miała pewność - kochała go.
~o~
Za dużo sobie wyobrażam i zawsze, kurwa zawsze przez to cierpię. Boli mnie to, że nigdy nie będę cząstką jej świata. Boli mnie to, że nawet nie będę mieć szansy. Boli mnie to, że ona nigdy się nie dowie jaki jestem. Gdyby mnie poznała, może spodobałbym się jej. Ale kurwa nigdy się nie dowie. Boli mnie fakt, że kocha innego. Boli mnie to, że moja prawdziwa miłość nigdy się nie dowie jaki potrafię być. Boli mnie to, że zostanę tam, gdzie teraz jestem. Boli mnie to, że nie spełnię swoich pragnień. Bo wszystkie dotyczą jej. Kurwa boli mnie to! Ale dobra... huj tam ze mną... Ona ma innego, Kocha go. Nie chcę, żeby była smutna, ale widzę jak cierpi. Skoro go kocha, to dlaczego cierpi? Rozpierdala ją od środka. Myśli, że nikogo nie ma. Że nikt jej nie rozumie. Nikt nie wie. Ja wiem. Ale jestem przecież nikim... - Draco kopnął pobliski kamień. - Zależy mi na niej. Nie cholera! Bardzo mi na niej zależy. Dlatego wiem, że ją naprawdę kocham. I zawsze będę kochać. I ten moment, kiedy widzę, że na mnie zerka. Kiedy się do mnie uśmiecha... Zastanawiam się dlaczego to robi? Ten moment, kiedy jesteśmy sami, tak blisko... On nic nie znaczy. Nie dla niej. Kiedy zasypiam, zawsze myślę, o ważnych dla mnie osobach... zawsze myślę o niej. Kiedy się boję, myślę o niej i strach znika. Kiedy za nią tęsknię... nie... na to nie ma lekarstwa. Kurwa tęsknię. Nie powinienem. Przecież mnie nie kocha. Nie mogę spać, bo tam będzie. Kurwa zawsze będzie przy mnie. Chyba tego nie wytrzymam. Mam ją znienawidzić? Nie potrafiłbym, chyba... Może będę jej unikać. Tak.. to chyba jedyny sposób. Zostało mi to, albo śmierć.
~o~
Granger znowu obudziła się z pięciominutowego snu. Tym razem pożerały ją Tasmańskie Hohliki. Wszyscy przyjaciele z namiotu raczej spali, jednak kiedy przyjrzała się bardziej Harry'emu, dostrzegła jakiś ruch. Nie spał.
- Hej - szepnęła. - Harry...?
- Nie śpisz? - odpowiedział jej cicho.
- Nie... A ty?
- Nie...
- Znowu masz te sny?
- Spróbuj spać - odparł po chwili. - Ja się przejdę.
- Harry - westchnęła.
- Co?
- Pójdę z tobą... - dziewczyna odkryła się i usiadła.
- Tylko się ubierz - polecił wstając. Starali się zachowywać jak najciszej. W końcu wyszli z namiotu. Chłodne powietrze uderzyło ich w twarz. Hermiona okryła się rękoma. Odeszli kilka kroków od namiotu. Niebo stawało się szarawe, mogła być około 7 rano.
- Mamy szczęście, że w tym roku zima nie jest tak mroźna - stwierdziła. Wybraniec nie odpowiedział. Usiadł na ziemi opierając się o drzewo.
- Może gdybym na początku roku powiedział Dumbledore'owi o tych snach, jak mi kazałaś, nie doszłoby do tego wszystkiego.
- Harry... to nie twoja wina - przysunęła się bliżej niego. Stykali się teraz ramionami.
- Przecież wiesz, że widziałem wojnę.
- A ja przed chwilą widziałam Hohliki i?
- Ale ja jestem wybrańcem. Powinienem zabić Voldemorta, a siedzę tu i nie wiem co robić - w jego głosie słychać było załamanie.
- Hej... - dotknęła jego ramienia. - wychodziliśmy już z bardzo niebezpiecznych sytuacji. Teraz też nam się uda. A jesteś tu, ponieważ tutaj masz przyjaciół.
- No właśnie. Nie wiem gdzie jest teraz Voldemort, ale na pewno będzie chciał mnie znaleźć.
- A kiedy cię znajdzie, my go zaatakujemy - uśmiechnęła się. - Damy radę, będzie dobrze.
- Nie wiem... - Harry schował głowę między kolana.
- Nie przejmuj się tym na razie. Wszyscy coś razem wymyślimy.
- Eh... westchnął, a z jego ust wyleciała para. - A jak u ciebie? Jak się trzymasz po tym wszystkim?
- Jakoś leci... - oparła głowę na jego ramieniu. - Ale chciałabym, aby było tak jak dawniej.
-Tak...
- Harry...? Myślisz, że jeszcze kiedyś będę pomagała Ronowi w odrabianiu pracy? Że będziemy siedzieć w dormitorium przy kominku i śmiać się z włosów Snape'a, albo zgadywać ile lat ma Dumbledore? Że będziemy tylko czytać w gazetach o złych rzeczach? I Luna będzie nam opowiadała dziwne historie ze swojego życia? Że Fred i George będą nam próbowali wcisnąć swoje wyroby?
Wybraniec chwilę nie odpowiadał. Gdzieś tam daleko wschodziło słońce, które zapowiadało nowy dzień, a nowy dzień to nowe nadzieje. Zwierzęta, które nie zapadły w sen zimowy, powoli budziły się, aby walczyć od nowa o przetrwanie i swoją rodzinę, a te, które zasnęły na parę miesięcy - nie mogły wiedzieć, co dzieje się na tym świecie. Ich losy nie zostały jeszcze ustalone. Nie wiadomo było nawet czy się obudzą. Ludzie, potrafiący bardziej się zabezpieczyć, nie wiedzieli co robić z rozszerzającym się złem. Łapali się każdej deski ratunku. Żeby tylko obronić rodzinę, żeby obronić siebie, żeby przeżyć...
- Nie wiem Hermi... Nie wiem... - szepnął, lecz dziewczyna już spała. Harry przytulił ją i spojrzał na horyzont za drzewami. Wdychane przez niego powietrze było chłodne, w górze można było dostrzec maluteńkie płatki śniegu... Nie chwila... to nie były płatki śniegu... To był popiół.
- Co?
- Pójdę z tobą... - dziewczyna odkryła się i usiadła.
- Tylko się ubierz - polecił wstając. Starali się zachowywać jak najciszej. W końcu wyszli z namiotu. Chłodne powietrze uderzyło ich w twarz. Hermiona okryła się rękoma. Odeszli kilka kroków od namiotu. Niebo stawało się szarawe, mogła być około 7 rano.
- Mamy szczęście, że w tym roku zima nie jest tak mroźna - stwierdziła. Wybraniec nie odpowiedział. Usiadł na ziemi opierając się o drzewo.
- Może gdybym na początku roku powiedział Dumbledore'owi o tych snach, jak mi kazałaś, nie doszłoby do tego wszystkiego.
- Harry... to nie twoja wina - przysunęła się bliżej niego. Stykali się teraz ramionami.
- Przecież wiesz, że widziałem wojnę.
- A ja przed chwilą widziałam Hohliki i?
- Ale ja jestem wybrańcem. Powinienem zabić Voldemorta, a siedzę tu i nie wiem co robić - w jego głosie słychać było załamanie.
- Hej... - dotknęła jego ramienia. - wychodziliśmy już z bardzo niebezpiecznych sytuacji. Teraz też nam się uda. A jesteś tu, ponieważ tutaj masz przyjaciół.
- No właśnie. Nie wiem gdzie jest teraz Voldemort, ale na pewno będzie chciał mnie znaleźć.
- A kiedy cię znajdzie, my go zaatakujemy - uśmiechnęła się. - Damy radę, będzie dobrze.
- Nie wiem... - Harry schował głowę między kolana.
- Nie przejmuj się tym na razie. Wszyscy coś razem wymyślimy.
- Eh... westchnął, a z jego ust wyleciała para. - A jak u ciebie? Jak się trzymasz po tym wszystkim?
- Jakoś leci... - oparła głowę na jego ramieniu. - Ale chciałabym, aby było tak jak dawniej.
-Tak...
- Harry...? Myślisz, że jeszcze kiedyś będę pomagała Ronowi w odrabianiu pracy? Że będziemy siedzieć w dormitorium przy kominku i śmiać się z włosów Snape'a, albo zgadywać ile lat ma Dumbledore? Że będziemy tylko czytać w gazetach o złych rzeczach? I Luna będzie nam opowiadała dziwne historie ze swojego życia? Że Fred i George będą nam próbowali wcisnąć swoje wyroby?
Wybraniec chwilę nie odpowiadał. Gdzieś tam daleko wschodziło słońce, które zapowiadało nowy dzień, a nowy dzień to nowe nadzieje. Zwierzęta, które nie zapadły w sen zimowy, powoli budziły się, aby walczyć od nowa o przetrwanie i swoją rodzinę, a te, które zasnęły na parę miesięcy - nie mogły wiedzieć, co dzieje się na tym świecie. Ich losy nie zostały jeszcze ustalone. Nie wiadomo było nawet czy się obudzą. Ludzie, potrafiący bardziej się zabezpieczyć, nie wiedzieli co robić z rozszerzającym się złem. Łapali się każdej deski ratunku. Żeby tylko obronić rodzinę, żeby obronić siebie, żeby przeżyć...
- Nie wiem Hermi... Nie wiem... - szepnął, lecz dziewczyna już spała. Harry przytulił ją i spojrzał na horyzont za drzewami. Wdychane przez niego powietrze było chłodne, w górze można było dostrzec maluteńkie płatki śniegu... Nie chwila... to nie były płatki śniegu... To był popiół.
"Kiedy niebezpieczeństwo jest
tak wielkie, że śmierć stała się
nadzieją, rozpacz jest brakiem
nadziei, że można umrzeć..."


















