wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 31: "Przez las"


"Kiedy szukasz przyjaciół,
licz się z tym, że 
możesz znaleźć także wrogów..."



Hermiona odruchowo zasłoniła rękoma głowę, chociaż wiedziała, że jej to nie pomoże. Czekała i czekała na cios, ale jakoś nie nadchodził. Powoli opuściła ręce i dostrzegła... nic.Victora nie było widać. Serce znowu jej podskoczyło, ale wcale nie z ulgi, lecz z przerażenia. Nie wiedziała gdzie jest. W każdej chwili mógł ją zaatakować. Nie zastanawiając się długo - zaczęła biec. Zaraz pożałowała tego, że wybrała las jako dobre miejsce do schowania się, ponieważ kiedy tak pędziła, jej nogi raniły różnego rodzaju rośliny, które zdołały się przebić przez śnieg. Było zimno i ślisko. Gdy dziewczyna zauważyła zbocze góry było już za późno, żeby się zatrzymać. Próbowała złapać się jeszcze gałęzi leżącej na ziemi, lecz nie zdołała. Upadła na plecy i zjeżdżała w dół. Paznokciami wbitymi w śnieg próbowała zahamować, ale jedyne co udało jej się tym osiągnąć to połamane ich. Obijała się o kamienie ale nic nie mogła zrobić. Nagle poczuła jak coś łapie ją za kaptur i zatrzymuje. Nie zdążyła nawet odwrócić głowę w tamtą stronę, kiedy wzbiła się w powietrze. Zaczęła panicznie krzyczeć, ale zaraz czyjaś ręka zakryła jej usta. Następnie ta sama ręka, która przed chwilą jeszcze trzymała jej kaptur, objęła ją w pasie, Hermiona przestała krzyczeć, a gdy ręka została zabrana z jej ust, powiedziała:
- Kajm... Co ty tu robisz? - Dziewczyna nie doczekała się odpowiedzi. Spojrzawszy na dół dostrzegła lasy. Był to zapierający dech w piersiach widok i o ile jej pierwszy lot był przerażający, o tyle teraz nie mogła oderwać wzroku od widoków. 



Nagle anioł krzyknął i zaczął spadać, a uścisk się rozluźnił. Dziewczyna przerażona zaczęła wołać:
- Kajm! Co się dzieje? Co robisz?! - poczuła jak wyślizguje się z jego rąk. Po chwili chłopak puścił ją zupełnie, a ona gorączkowo starała się złapać oddech. Machała rękoma i nogami krzycząc ze strachu, lecz zaraz się opanowała i pokonując opór powietrza wyciągnęła różdżkę. - IMPEDIMENTO! - wypowiedziała zaklęcie i natychmiast tempo spadania spowolniło się tak, że miała pewność, że nie zrobi się z niej marmolada. Po kilkunastu sekundach wylądowała na ziemi. Jej serce biło jak oszalałe. Kiedy w końcu wróciła do siebie i przypomniała sobie o Kajmie, spojrzała w górę, ale na niebie nie dostrzegła nic. Rozejrzała się dookoła. Znajdowała się na skraju lasu, na niewielkiej polanie.


     
 Ostrożnie wstała, wiedziała, że nie może tu zostać, musi coś zrobić. Nie wiedziała co stało się z jej wybawcą ani gdzie teraz jest. Powoli ruszyła w stronę lasu. Po kilku minutach wędrówki między drzewami, przystanęła, ponieważ usłyszała trzask łamanej gałązki gdzieś po prawej. Kiedy spojrzała w tamtą stronę, dostrzegła jakieś poruszenie. W pierwszej chwili pomyślała, że to Kajm, ale zaraz zobaczyła jak bardzo się myliła. 
- AVADA KEDAVRA! 

"Niebezpieczeństwo jest ciche.
Nie usłyszysz gdy nadleci na szarych piórach."

(Kolejny rozdział już się pisze, może być jeszcze dziś <3 )

3 komentarze:

  1. Tak długo. Przynajmniej tak się wydawało. Świetny rozdział. Wybacz że tak krótko ale się jaram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dzisiaj następny ;) i co z tego, że zostało 55 min do końca dnia. Na pewno będzie jeszcze tej nocy :* dla was wszystko!

      Usuń
  2. Cudny i w końcu się pojawił lecę czytać kolejny :*
    ~Madzik

    OdpowiedzUsuń