sobota, 19 września 2015

Ogłoszenia parafialne

Rozdział będzie w następną sobotę, bo jestem zajęta moją kampanią wyborczą. I było bardzo mało komentarzy więc jakoś tak... nie za bardzo mam ochotę pisać. Może przed rozdziałem będzie jeszcze LBA. Miłego weekendu!

sobota, 12 września 2015

Rozdział: 38 "Tu leży serce, które bić przestało"

Witajcie! Po przeczytaniu zostawcie komentarz i nie mówcie, że jestem okrutna, mi też jest smutno... :( P.S. Nowa piosenka - Brother's Lament, posłuchajcie koniecznie. A teraz zapraszam na dół...

"Złożyłeś obietnice
Niedopowiedziany ślub
I chciałbym, żebyś tu był.
Ja jestem powtarzając to teraz.
Będziemy dla siebie
zawsze blisko
Ale nie możesz usłyszeć mnie,
leżąc w ziemi...
Więc niech łzy spadają
Bo ja nie mogę nic zrobić
Niech łzy spadają
I choć przyszłość wydaje się szara
I przyjdą cię zabrać
Niech łzy spadają
I będę leżeć obok ciebie.
Uśmiech zniknął z twojej twarzy,
część mnie umarła..."

Hermiona widziała jak George pada na ziemię i w tej chwili poczuła silne ukłucie w sercu. Wiatr zawiał mocniej, rozwiewając jej potargane już włosy. Z gardła wydarł się krótki krzyk. "Wstań, wstań, wstań! Podnieś się, proszę podnieś! Błagam cię George! Przecież cię nie trafił. Zaklęcie mogło przelecieć obok! George, nic ci nie jest. Podnieś się, tylko się podnieś i będzie wszystko dobrze. Albo może coś ci się stało, ale zaraz ktoś przyjdzie, zaraz ktoś ci pomoże. Nie bój się nic ci nie będzie. Zaraz ktoś tu będzie... ja tu jestem. Do cholery! George! Podnieś się!" - błagała w myślach, jednak chłopak leżał w bezruchu na ziemi. Spojrzała ze łzami w oczach na Saitana, który uśmiechał się. Ogarnęła ją niewyobrażalna furia. Zaczęła krzyczeć, kopać ziemię, wiercić się na wszystkie strony, aby tylko poluźnić węzły, jednak te trzymały mocno.
- Wypuść mnie gnoju! Słyszysz!? Co tak stoisz do cholery! - darła się, szlochając. - Pomóż mu kretynie! Pomóż mu chociaż!
- Za późno - rozłożył ręce. - Nie żyje.
Dziewczyna jednak nie zwracała uwagi na jego słowa. To nie mogła być przecież prawda. Nie chciała w to wierzyć. Nadal szarpała się wściekle, aby zrobić jakikolwiek postęp. Saitan podszedł do niej i złapał za brodę, co ją unieruchomiło.
- Hm... myślę, że tyle na razie wystarczy. Powiedz swoim przyjaciołom, że wrócę, a wtedy nie będzie tak kolorowo.
Granger nie wiedziała o co mu chodzi, nie była wstanie jasno teraz myśleć. Kiedy ją puścił odetchnęła z ulgą nie zdając sobie sprawy z tego, że wstrzymywała powietrze. Chłopak odwrócił się i szedł przed siebie aż w końcu zniknął jej z oczu. Dziewczynie serce waliło jak młotem. Węzły nagle same opadły i upadła na kolana podpierając się rękoma. Chciała krzyczeć, ale nie mogła wydobyć głosu. Teraz widziała wszystko jak w zwolnionym tempie. Fred wyłonił się z zarośli i na jej widok się ucieszył, jednak zobaczył leżącego brata. Zamarł.
Świat na chwilę stanął w miejscu. Chmura zasłoniła słońce i zrobiło się ciemniej, jakby niebo posmutniało. Wiatr ucichł tak, że nawet malutki liść nie odważył się poruszyć. Hermionie wydawało się, że jest gdzieś indziej, że jest nieobecna i tylko to ogląda. Widziała jak Fred podbiega do George'a i rzuca się na kolana. Krzyczy do niego, lecz ten już nigdy nie miał zareagować. Potrząsa nim, aby dał jakikolwiek znak życia, jednak ani drgnie. I tak oto po jego twarzy spływa pierwsza łza. Mimo to nadal wierzy, że to nie koniec. Drżącymi rękoma sprawdza mu puls. Za późno... jego serce przestało bić parę sekund temu. Ostatni oddech został odebrany w brutalny sposób.
Granger ociera ręką twarz. Jej także jest mokra. Nie chce na to patrzeć, ale nie potrafi oderwać wzroku. Fred zaczyna głośno szlochać i powtarzać imię swojego brata.
- Nie odchodź - błaga. - Proszę, nie rób mi tego... George, otwórz oczy, George!
W końcu powoli kładzie głowę na jego klacie, która nie uniesie się już nigdy.
- Nie!!! - krzyczy. - Nie zostawiaj mnie! Proszę, proszę, proszę! Braciszku otwórz oczy... Georgie... No dalej - podnosi jeszcze głowę, aby spojrzeć na nieruchomą twarz. - Proszę - szepcze wylewając kolejne, słone łzy - Nie umieraj... zostań ze mną. Nie możesz umrzeć, nie możesz mnie zostawić. Nie możesz zostawić Ginny... Rona. Proszę cię... Georgie...
Zaciska usta, aby nie krzyczeć z bólu. Spogląda na Hermione, a ona widząc jego zrozpaczoną twarz próbuje coś powiedzieć, otwiera nawet usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Fred bierze brata w ramiona i przykłada czoło do jego czoła. Oddycha szybko i pociąga nosem. Wpatruje się w twarz najlepszego przyjaciela, który był zarazem jego rodziną i najbliższą mu osobą. Nie może uwierzyć, że ten już nigdy się nie zaśmieje, że nie dokończy za niego zdania i nie wymyśli kolejnego dowcipu. A to wszystko dlatego, że wyszedł przed paroma minutami z namiotu. Jeszcze chwilę temu z nim rozmawiał, próbował jakoś pocieszyć. Teraz nie żyje. Kiedy sobie to uświadomił, jego serce rozpadło się na kawałki i stracił wszelką chęć do życia. Łza spływała za łzą, a szloch wyrywał się gardła.
Z każdą chwilą zza zarośli wyłaniało się więcej postaci. Hermiona siedziała na ziemi i płakała, kiedy Ron padł koło Freda. Wkrótce zjawiła się też Ginny, która zaczęła tak żałośnie chlipać, że serce pękało. Inni stali i zakrywali dłonią usta. Nie pytali na razie jak do tego doszło, chociaż każdy domyślił się, że ktoś rzucił na niego zaklęcie. Bliźniak nadal trzymał brata i nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Stracił właśnie połowę duszy i serca. Nie wyobrażał sobie życia po czymś takim. Hermiona wiedziała, że będzie musiała opowiedzieć o tym, co zaszło. Wiedziała, że Fred będzie słuchał, kiedy opisze śmierć Georga. Nadal w to nie wierzyła. Nie była wstanie zmusić się, do wstania. Nie mogła się poruszyć, lub cokolwiek powiedzieć. Wszystko wydawało się takie szare... martwe. BO OTO STAŁO SIĘ. Jej przyjaciel nie żyje. Nie potrafiła sobie wyobrazić co w tej chwili czuje Fred. Złość na morderce, przepadła wraz z jego zniknięciem. Kiedy Saitan odchodził, mogła go zaatakować, pobiec za nim, wyżyć się. Ale nie zrobiła nic i teraz była bezsilna. To w tym wszystkim było najgorsze... Bezradność.

~o~

Wiatr błądził cicho między drzewami obserwując wszystko z bezpieczniej odległości. Niejedna osoba w tej chwili chciała zamienić się z nim rolami. Nie widzieć tego widoku, nie czuć tych uczuć. Nawet słońce jak tchórz schowało się za chmurami, które zaczynały płakać. Kropla, po kropelce wsiąkała w ziemię, w której już niedługo miał być pochowany przyjaciel, syn, stróż, uczeń, brat... Nie zasłużył na taką śmierć... Nie zasłużył na taki pogrzeb. Wszyscy zgromadzeni na polanie, w okół wykopanego przez kilku chłopaków dołu, wiedzieli o tym. Żaden z nich, niestety, nie mógł zrobić nic, aby George miał ostatnie pożegnanie, na jakie zasłużył. Nie było tu ani jego rodziców, Bill'a, Percy'ego, Charlie'ego, ani wszystkich przyjaciół. Molly i Artur Weasley nawet nie wiedzieli, że ich syn nie żyje... Kolejna bolesna rzecz - ktoś będzie musiał im o tym powiedzieć. Ktoś musiał ich poinformować, że już nigdy nie wyślą na święta do Hogwartu swetra z literą "G". Już nigdy nie nazwą Freda "Gred", a George'a "Forge". Tylko od jednego będą wymagać opiekowania się Ronem i Ginny. Jeden będzie zasypiał w pokoju na piętrze, w którym drzwi tak strasznie skrzypią. I mimo, że każdy czasem nienawidził ich żartów, wszyscy będą za nimi tęsknić. I prawdopodobnie nikt z rodziny nigdy nie odczuje jego straty równie boleśnie, jak Fred.
Dochodziło południe, jednak na niebie było szaro jak w wieczór. Padał lekki deszcz, więc nie było widać łez. George wyglądał, jakby spał, z tą różnicą, że jego klatka piersiowa już się nie unosiła. Wszyscy wpatrywali się w ziemię, oprócz jego rodzeństwa, nauczycieli i przyjaciół. Ron ściskał mocno rękę Ginny, która zużywała kolejne chusteczki. W rękach trzymali różdżki, tak jak wszyscy. Dumbledore stał przed zmarłym ze smutną miną. Za chwilę miał przemówić. Jako dyrektor nie powinien był do tego dopuścić. Jednak stało się. Wszystko co mógł teraz zrobić, to wyprawić mu możliwie jak najlepszy w tych warunkach  pogrzeb.
- Dziś - zaczął donośnym głosem. - Nasz przyjaciel odszedł z tego świata. - Jego głos przebijał się przez ciche postukiwanie kropel i niósł przez gęstwiny i drzewa, gdzie siedzieli ci, którzy nie mieli odwagi przyjść. Wśród nich był Draco Malfoy... - Dołączył do niezliczonych ofiar wojny. Ich dusze krążą po świecie, szukając swoich rodzin... Aby je wesprzeć... Aby nad nimi czuwać... Twój duch na zawsze pozostanie w naszych sercach... - Dyrektor zrobił dłuższą przerwę, aby słowa przed chwilą przez niego wypowiedziane, utkwiły w głowach podopiecznych i zamieszkały w ich pamięci. - Byłeś dobrym człowiekiem, za którym tęsknić będzie niezliczona ilość osób... Byłeś człowiekiem, po którym słuch nie zaginie. Mimo że twoje ciało już nigdy się nie poruszy, a twoje usta już nigdy się nie zaśmieją... Twoja dusza będzie z nami na wieki! - Ginny nie wytrzymała i schowała głowę w ramionach Rona, z trudem powstrzymując szloch. Harry przybliżył się do niego i chcąc dodać mu otuchy, położył rękę na jego ramieniu. - Żegnaj George'u Weasley'u! - zakończył Dumbledore. Wyciągnął rękę w górę i wystrzelił białe światełko do nieba, jako symbol ostatniego pożegnania. Reszta zrobiła to samo.    





Kilku chłopaków podeszło do martwego George'a, złapali za deski, na których leżał i powoli opuścili do wykopanego dołu. Angelina Johnson uwiesiła się na Lee Jordanie, mocząc jego koszulkę łzami. Kilka osób spojrzało w ich stronę, kiedy usłyszeli jej płacz, jednak Fred stał spokojnie wpatrując się w brata bliźniaka. Hermiona widziała jak zaciska pięści. Widział to on i ona też, że nie można już nic zrobić. 
Tyle zaczerwienionych oczu wpatrywało się, jak zakopują jego kolegę. Po paru minutach w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżał, stał nagrobek. Na kamieniu powoli pojawiały się złote litery pokazujące datę jego narodzin, oraz dzisiejszą... jego śmierci. U góry widniało:
  
"George Weasley,

Co było najdroższe
W tym grobie się mieści..."

Ginny uklękła przy grobie, wyciągnęła różdżkę i wyczarowała jedną, czarną różę. Spuściła głowę i zakryła twarz rękoma. Po kilku sekundach dołączyli do niej bracia. 
Z każdą chwilą ludzie odchodzili do swoich namiotów. Gdzieś w oddali dało się słyszeć grzmoty. Za plecami rodzeństwa stał Harry. Hermiona podeszła do niego i przytuliła. Nie było tu miejsca na słowa, lecz na smutne spojrzenia. Po półgodzinnym staniu, wszyscy byli mokrzy i zmarznięci. Kiedy dziewczyna odsunęła się od przyjaciela, ten podszedł do Rona obejmującego Ginny i złapał ją za rękę. Rudowłosa rzuciła mu najsmutniejsze spojrzenie jakie dotychczas widział, jednak po chwili wstała i dała się poprowadzić chłopakowi do obozowiska. Ron za to poczuł niepohamowaną chęć rozwalenia czegoś. Szybko wstał z zaciśniętymi pięściami i kopnął najbliższy kamień. Zaraz tego pożałował, bo zapiszczał jakby ktoś wbił mu tam nóż. 
- Arrr! - zdenerwował się łapiąc za stopę. 
- Nic ci nie jest? - Hermiona podeszła do niego, ale gdy tylko złapała go za ramię, ten wyszarpał się. 
- Nie! - krzyknął. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku! 
- Ron! - kilka metrów dalej stał Neville. Powiedział to stanowczo i dobitnie, tak, że rudzielec trochę się uspokoił. 
- Przepraszam... - szepnął. - Ja tylko...
- Dobrze - uśmiechnęła się dziewczyna. - Już dobrze... - Przytuliwszy go, zaprowadziła z Neville'm do namiotu, w którym Luna opatrzyła mu złamany mały palec u nogi. Na dworze rozpadało się już na dobre. Niebo robiło zdjęcia z fleszem i oświetlało nowy grób, przy którym klęczała tylko jedna osoba... W okół było pełno błota, pomiędzy drzewami czaiła się ciemność skrywająca swoje sekrety. Fred nie przejmował się tym, że cały się trzęsie. Mógł nawet zachorować i umrzeć. Wszystko jedno. Albo nie... ktoś musiał zapłacić za śmierć jego brata. Tylko to trzymało go jeszcze na ziemi. Jego palce zaciskały się mocno w okół różdżki tak, że paznokcie wbijały mu się boleśnie w skórę. Nie obchodziło go to. Ciągle miał nadzieje, że George zrobił mu wielki kawał... 
Z jego ust wydobywała się para, w końcu była zima. Wydawać by się mogło, że z tego miejsca uleciało życie. Chłopak wiedział, że jego dusza tak naprawdę umarła. Już nigdy nie będzie tym, kim był. Nikt nie będzie wspierał go tak jak George. Nikt nie będzie z nim żartować. Już nic nie będzie tak, jak dawniej. Nie wyobrażał sobie przyszłości. Nie chciał przyszłości. Jego umysł powtarzał w kółko tylko dwa słowa... ZEMSTA i ŚMIERĆ.   


"Nie martw się Freddie... Zmierzam do nieba.
Skąd to wiem? Ponieważ jesteśmy Świętym Duchem.
Łapiesz? Bo ty jesteś święty, a ja jestem... nieżywy.
...Proszę nie płacz."




"Powiększył grono aniołów..."

sobota, 5 września 2015

Rozdział: 37 "Złe miejsce, dobre intencje"


"Nigdy nie łudź się,
że ktoś usłyszy nieme 
wołanie o pomoc. 
To żałosna strata czasu..."

- Saitan... - powiedziała Hermiona stojąc w zaroślach przed nieziemsko przystojnym chłopkiem.
- Mi ciebie też miło widzieć - odparł. - Nie krzyczysz? Nie wzywasz pomocy?
- I tak zdążyłbyś mnie zabrać, albo zabić - oznajmiła. Starała się nie poznać po sobie, że serce skacze jej jak szalone ze strachu. Stała w bezruchu z pokerową twarzą.
- Mądra dziewczynka - uśmiechnął się. Był rozluźniony i bawiła go ta cała sytuacja. - Szkoda, że uciekłaś mi z tamtego zamku... mogła być naprawdę niezła zabawa - mówiąc to, powoli się do niej zbliżał. Ona nawet nie próbowała drgnąć. Miała tylko nadzieję, że zaraz cały obóz będzie się budził i zauważą jej zniknięcie.
- Przez zabawę rozumiesz rozszarpanie przez wampira? - mruknęła.
- Oh.. daj spokój - zatrzymał się tuż przed nią. - Chyba nie gniewasz się o to?
Hermiona nie odpowiedziała. Lewą ręką próbowała sięgnąć do tylnej kieszeni po swoją różdżkę.
- Słuchaj... trochę kiepsko wyszło - kontynuował - ale wierzę, że jeśli nie będziesz wykręcać numerów, nie będę zmuszony cię zabić.
- Więc co chcesz ze mną zrobić? - Granger już trzymała za rękojeść i powoli ją wyciągała. Musiała teraz wybrać odpowiedni moment...
- Eh... - westchnął i odwrócił głowę w lewo. To była dla niej doskonała chwila. Szybko przełożyła rękę przed brzuch, ale w połowie zaklęcia "DRĘTWOTA", chłopak złapał ją mocno za dłoń, aż puściła różdżkę.
- Naprawdę myślałaś, że to ci się uda? - warknął robiąc krok do przodu, przez co prawie dotykali się czubkiem nosów. Cały czas trzymał ją mocno za obie ręce. Chociaż była zima i wszyscy uciekali przez chłodem, w okół nich zrobiło się gorąco. Dziewczyna nie mogła być w tej chwili pewna swoich przyszłych 5 minut. - Chciałem być dla ciebie delikatny, chciałem cię nawet oszczędzić, wiesz? Ale nie zostawiasz mi wyboru. - Powiedziawszy to szarpnął ją mocno i po chwili zniknęli wśród roślin i drzew...

~o~

- Jak tam Freddie? - zapytał rudzielec siedząc na swoim posłaniu i zapinając koszulę. Brat nie odpowiedział tylko przeszedł obok z posępną miną. - Co jest? Gdzie byłeś? 
- Nigdzie - odparł siadając i zdejmując bluzę. - Niedaleko stąd jest obóz. Inni uczniowie żyją i wkrótce się z nimi spotkamy. 
- To dobrze, prawda? - George ostatnio prawie z nim nie rozmawiał. Wiedział, że u Freda działo się coś złego, ale wolał się nie mieszać. Jednak teraz wstał i usiadł obok niego. - Wszystko w porządku? O co chodzi?
- O nic, wszystko gra - próbował go zbyć, jednak ten się nie poddał. 
- Przecież widzę... a w dodatku jesteś moim bratem bliźniakiem. Wiem kiedy u ciebie coś się dzieje. A teraz to nie jest nic dobrego... i nie mówię tu o wojnie - dodał kiedy Fred otworzył usta, żeby odpowiedzieć. - Chodzi ci o jakąś dziewczynę, co nie? Z nimi zawsze są problemy - uśmiechnął się. - Amber? Angelina?
Fred spojrzał na niego z politowaniem. Zawsze byli nierozłączni, jednak ostatnio każdy z nich miał swój własny świat. Jednak kiedy tylko coś się działo, a byli osobno, martwili się, czy nic drugiemu się nie stało. Zawsze sobie dokuczali i sprawiali niemałe problemy rodzicom - walczyli o wszystko, ale również żartowali z innych, założyli też biznes, żeby pomagać w szkole. Lubili ze sobą spędzać czas, choć czasami wkurzali się, że jeden kończy zdanie za drugiego, dzięki czemu tamten zdobywa pochwałę. Eksplozje dobywające się z ich sypialni nie były niczym niezwykłym. Ponadto uwielbiali dokuczać Percy'emu, starszemu bratu i Ronowi. W wieku pięciu lat, Fred zdenerwował się na Rona i w akcie zemsty za zniszczenie zabawkowej miotełki - przemienił misia braciszka w gigantycznego pająka, wywołując u Rona arachnofobię. Niedługo później dał Ronowi cukierek, który wypalił dziurę w języku chłopca. Kiedy on i George mieli siedem lat, prawie nakłonili Rona do złożenia wieczystej przysięgi, której zerwanie wiąże się ze śmiercią. W pewne Boże Narodzenie, bliźniacy wrzucili swojej ciotce Muriel łajnobombe. Incydent bardzo ją rozzłościł. Zaniechała zwyczaju obchodzenia Bożego Narodzenia w Norze, ich domu, za co rodzeństwo było im wdzięczne. Fred już od najmłodszych lat interesował się quidditchem i często rozgrywał mecze ze swoimi braćmi w domowym sadzie. Już na pierwszym roku w Hogwarcie znaleźli się w stanie wojny z Argusem Filchem. Próbowali się też dostać do Zakazanego Lasu, jednak za każdym razem uniemożliwiał im to Hagrid.  Mieli przyjaciół w swoim wieku np. Lee Jordan'a, Alicje Spinnet, która kiedyś podczas finałowego meczu ze Stytherinem zdobyła gol na 20:0 dla Gryfonów. Później zawodnik przeciwnew drużyny, Bole uderzył Alicję w twarz pałką i tłumaczył się, że pomylił dziewczynę z tłuczkiem, a zaraz potem George zdzielił go łokciem w twarz. Obie druzyny dostały rzut wolny, ale tylko Gryfoni go wykorzystali. Harry wkrótce potem zakończył mecz złapaniem znicza i Gryffindor zdobył wreszcie puchar. Przyjaźnili się również z Angeliną i innymi uczniami, z którymi się wałęsali, żartowali itp. ale trzymali się też z Harry'm Hermioną i Ronem, oraz ich przyjaciółmi. W jakiś sposób nawet brali za nich odpowiedzialność, ponieważ byli starsi.
Fred pamiętał, że George mu bardzo dużo pomagał. Kiedyś uciekł z domu w nocy, żeby iść z dziewczyną na imprezę. Oczywiście ich mama mu zabroniła, jednak nie zwracając na to uwagi, wymknął się z domu. Molly Weasley jednak obudziła się w nocy, co często robi i poszła napić się wody. Weszła do pokoju bliźniaków i kiedy zobaczyła, że jednego nie ma - wściekła się. George powiedział, że jest Fredem, bo wiedział, że brat już sobie trochę nagrabił u niej i wziął winę na siebie. Dlatego też Molly ukarała Georga i przez miesiąc musiał zmywać. On dopiero niedawno powiedział o tym bratu, bo nie chciał się przyznać, że to przez jego głupotę, otóż Fred przed wyjściem kazał mu zamknąć za sobą okno, żeby mama się nie domyśliła. Ten jednak zamiast wstać i to zrobić - usnął. A dziewczyna Freda i tak z nim zerwała tamtej nocy, ponieważ trochę się napił i podrywał inne. 
- Hermiona - odpowiedział smutno. 
- Oh... czyli jednak to co o niej mówiłeś... to, że ją chyba kochasz...
- Tak. - Mogli swobodnie rozmawiać, ponieważ w ich namiocie już nikogo nie było. Wszyscy wstali i poszli na poranną toaletę. George nigdy nie lubił rano wstawać i gdyby nie Fred, kiedyś naprawdę by mu się dostało. Było to rok temu. Ginny poszła do koleżanki na noc, Ron został na święta razem z Harry'm w Hogwarcie, a rodzice zostali zaproszeni na mugolskie przyjęcie, które miało trwać całą noc. George przyprowadził sobie do domu jakąś dziewczynę z Ravenclaw'u, dlatego Fred musiał spać w pokoju Ginny w łóżku, z którego nogi mu wystawały. Dlaczego nie w pokoju Rona? Ponieważ chłopak miał taką obsesje na punkcie Hermiony, że zamykał pokój na klucz. Oczywiście bliźniacy mogli go łatwo otworzyć, jednak bali się zobaczyć co tam jest, mogli mieć przecież traumę do końca życia. Fred wstał wcześnie rano. Do powrotu rodziców zostało pół godziny, a w ich wspólnym pokoju George był z dziewczyną. Molly i Artur jednak wrócili szybciej i gdyby Fred ich nie zagadał, zobaczyli by jak obca dziewczyna ucieka z domu przez okno.
- A czy ona... - brat drążył temat.
- Czy mnie kocha? - dokończył Fred.
- Tak...
- Pamiętasz, jak Hermiona była na drugim roku i powiedziała Draco, że wkupił się w drużynę Slytherinu? Nazwał ją wtedy brudną szlamą, a my pobilibyśmy go, gdyby nie wtrącił się Flint. Zawsze ją broniliśmy i ona należała do osób, które się nie zawsze z nami zgadzały i mówiła to wprost, a sam wiesz, że było takich niewiele. Zawsze groziła nam, że napisze do matki. Traktowałem ją jako zwykłą przyjaciółkę, ale już nie... A Draco ten sukinsyn, który zawsze naśmiewał się z naszej rodziny, teraz myśli, że może tak sobie po prostu się z nią zaprzyjaźnić? Ten drań zawsze nabijał się z Rona i z nas, ale my sobie z tego nic nie robiliśmy. Chociaż... pamiętasz wtedy jeden z meczów quidiitcha? Kiedy tak się wkurzyliśmy, że ty i Harry rzuciliście się na niego. Ja też chciałem, ale przytrzymały mnie dziewczyny. Nie cierpię tego dupka i nie wiem co knuję, ale jeśli jeszcze raz się do niej zbliży to dostanie, a jeśli ją skrzywdzi to przysięgam, że zabije go własnymi rękami.
Chłopak wstał i sięgnął po spodnie.
- Okej... to ja muszę iść w krzaczki a ty postaraj się niczego nie rozwalić - roześmiał się słabo brat, aby trochę rozładować atmosferę.
- Ta - mruknął drugi.

~o~

George wyszedł trochę poza obóz. Wszedł nieco w zarośla, aby móc ulżyć pęcherzowi. Nie lubił, kiedy jego brat był zły, albo smutny. Wolał kiedy był otwarty i miał poczucie humoru. Jednak długo tego u niego nie widział To przez tę wojnę. Jeszcze w szkole należeli do najbardziej lubianych uczniów. George sądził, że Fred zawsze odznaczał się cechami charakterystycznymi dla Gryffindoru: odwagą, prawością i szlachetnością. Nie bał się podejmowania ryzyka. Wykazywał też tendencję do lekceważenia wszystkich zasad, chociaż powtarzał, że zawsze wie, gdzie jest granica i kiedy powinien wyhamować. Niby byli identyczni, on wiedział, że jego brat w wielu sytuacjach okazywał się bardziej śmiały i sarkastyczny niż brat bliźniak. Był też bardziej bezwzględny w stosunkach do wrogów i ofiar dowcipów, których nie lubił. Czasem nawet potrafił być okrutny... Jednak ludzie, którzy nie zasłużyli na bycie ofiarą żartu, mogli dostać od niego dużo współczucia. Zawsze szybciej darował wszelkie urazy, o ile druga strona dawała wyraz swojej skruchy. Kiedy ich matka kiedyś ciężko zachorowała, nie mogli wejść do niej do szpitala. Pielęgniarka uświadomiła im, że to zbyt ryzykowne, jednak Fred kłócił się o to najdłużej. Zawsze był bardziej zawzięty niż wszyscy Weasley'owie. Kiedy oglądali finał Pucharu Świata w Quidditchu postawili swoje oszczędności na to, że Irlandia wygra, ale to Bułgarzy zdobędą znicz. Mimo iż wytypowali właściwie, przyjmujący zakłady Ludo Bagman nie oddał im pieniędzy. Fred był wściekły i zasugerował, by zaszantażować Bagmana, ale George stwierdził, że posunęli by się za daleko...  
Z zamyślenia wyrwał go szelest jakichś kroków i ciche syknięcie. Zapiął więc rozporek, po czym rozejrzał się dookoła. Nikogo nie było widać, jednak był pewien, że nie przesłyszało mu się. Zrobił kilka kroków przed siebie, kiedy usłyszał z lasu cichy, wściekły głos.
- Rusz się, nie mam na ciebie całego czasu. A mógłbym, gdybyś nie robiła głupstw. 
Rudzielec skądś znał ten głos, ale nie potrafił go teraz zlokalizować. Domyślił się, że nie jest to na pewno przyjazna pogawędka, więc rzuciwszy zaklęcie, aby nie było słychać jego kroków, ruszył w tamtą stronę. 

~o~

- Gdybyś mnie nie związał, nie bolały by mnie ręce - stwierdziła. - Widzisz? Nikt z nas nie dostanie tego, czego by chciał. 
Saitan podszedł bliżej drzewa do którego była przywiązana. 
- A tak właściwie... - zaczęła znowu - to dlaczego tak po prostu mnie nie zabijesz? Nie jesteś głupi. Dobrze wiesz, że z każdą minutą rośnie szansa, że ktoś nas zobaczy. 
- A wtedy go zabiję. A ty musisz mi wyjawić parę sekretów - odpowiedział z zadowoleniem. - Ty też nie jesteś głupia. Wiesz... naprawdę miałem nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. 
- Zaprzyjaźnimy? - powtórzyła kpiącym głosem. - Jesteś synem Voldemorta! Zabijasz ludzi! 
- Oh... chcesz mi powiedzieć, że ty nikogo nie zabiłaś? - sztucznie posmutniał.
To zamknęło dziewczynie usta. Wiedział co ją ukłuje, ale chwila... skąd on to wiedział?
- Skąd ty to... - zaczęła, ale ktoś nagle rzucił zaklęcie zza krzaków. Jednak Saitana wcale to nie zaskoczyło i zaraz po zaklęciu "Expelliarmus", z jego ust wydobyły się słowa "AVADA KEDAVRA"... 

Hermiona widziała jak George pada na ziemię...  
 

"Nie przywiązuj się zbytnio
ani do rzeczy, ani do ludzi,
bo z ich stratą i Twój uśmiech może 
zniknąć..."

wtorek, 1 września 2015

Rozdział: 36 "Witaj znów"


"Są takie skrzydła, 
które wyrastają z naszych
cierpień."

Blondynka weszła bardzo cicho do namiotu. Poruszała się ostrożnie, aby nie nadepnąć przypadkiem na któregoś z jego kolegów. Kiedy w końcu dotarła do jego posłania, przykucnęła, złapała go za ramię i potrząsnęła. Był słodki jak spał, ale nie miała czasu mu się przypatrywać.
- C.. co jest grane? - wymruczał zaspanym głosem. Kiedy ją zobaczył, przetarł oczy ręką, aby widzieć lepiej, chociaż i tak nie było zbyt jasno.
- Cii - uciszyła go. - Wstawaj, wytłumaczę ci na zewnątrz. - Dziewczyna odwróciła się już i zmierzała w kierunku wyjścia.
- Ale o co chodzi? Co ty tu robisz? - Fred nie wiedział co się dzieje. Tak dawno ze sobą nie rozmawiali, w ogóle to ostatnio nawet jej nie widział, a tu nagle przychodzi w środku nocy i każe mu wyjść. Nie otrzymał odpowiedzi, bo dziewczyna już wyszła. Będąc w samych bokserkach, złapał bluzę i wyszedł na zewnątrz. Wstrząsnęło nim przenikliwe zimno, ale no cóż... była zima. Miał nadzieje, że nie zabawi tu długo. - O co chodzi? - powtórzył zakładając bluzę.
- Cześć Fred, ciebie też miło widzieć - przekręciła oczyma.
- Cześć Amber - westchnął zapinając zamek pod samą szyję.
- Przed chwilą rozmawiałam z Dumbledore'm...
- Ale gdzie byłaś przez ten cały czas? - przerwał jej.
- Ta... dzięki za troskę. Niedaleko stąd rozbiliśmy obóz. Ja i inni uczniowie. Rozdzieliliśmy się uciekając z Hogwartu. Szliśmy bardzo długo, a po drodze zauważyliśmy coś dziwnego.
- Ale dlaczego to wszystko mi mówisz?
- Powiedziałam już Dumbledore'owi, ale chciałam... - spuściła wzrok i na chwilę zamilkła. - Chciałam cię zobaczyć. Jesteś jedyną osobą, o której ciągle myślałam.
- Amber - chłopak westchnął. Tak naprawdę to nigdy nie powiedział jej, że kocha kogoś innego. Ale jak miał jej to teraz powiedzieć? Tak po prostu? No dobra niech będzie, im szybciej tym lepiej - Amber ja... 

~o~

Harry obudził mnie lekkim szturchnięciem. Przez sen nie czułam zimna, jednak kiedy otworzyłam oczy, przeszyło mnie do kości. On też zmarzł, bo jak wstawał cały był sztywny. Nie wiem ile tak spałam na jego ramieniu. Kiedy podnosiłam moją różdżkę, zauważyłam na ziemi popiół. Zdziwiona zapytałam o to mojego przyjaciela. 
- Co się stało?
- Nie wiem - pokiwał głową. Nagle zamarzł. Po prostu stanął w miejscu i ani drgnął. 
- Harry...? - zaniepokoiła się Hermiona. - Co ci jest? - Spojrzała w stronę, w którą patrzył, ale nie zauważyła niczego szczególnego.
- Ktoś tam leży - szepnął.
- Co?
- Ktoś tam leży... - przyjaciel powoli podszedł w miejsce, w które się wpatrywał. Przeszedł przez jakiś krzak i dotarł do nieruchomego ciała. Dziewczyna podążyła za nim. 
- Blaise? - zdziwiła się. Podeszła bliżej. - Przecież to Blaise Zabini ze Slytherinu. Kolega Draco. Co mu się stało? Krwawi? 
- Nie... wygląda na to, że wszystko w porządku. - Wybraniec zmierzył mu puls. I sprawdził jego stan. - Oddycha - wyprzedziła go dziewczyna. Trzeba kogoś zawiadomić, albo przynajmniej zanieść do namiotu. 
- Jest napity - oznajmił wstając. - Chyba nieźle się bawili.
- Bawili? Kto? - zainteresowała się.
- No Draco i ta cała jego banda. Przecież nie robią sobie z tego nic czy pokonamy Voldemorta, czy nie. W sumie to im wszystko jedno. Chociaż jak on mnie zabije, to staną się ważniejsi. 
- Przestań tak mówić Harry. Wcale tak nie myślisz. Jesteś zmęczony, powinniśmy się położyć. Ale musimy go zabrać, bo inaczej tu zamarznie. 
- Dobrze. Weź go za nagi. - Harry obszedł go i złapał za ramiona, po czym na "raz, dwa, trzy", podnieśli go. 

~o~

Nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ zza krzaków wyłoniła się Hermiona z Harry'm, którzy trzymali kogoś za ręce i nogi. 
- Yy ja... - zaciął się. Amber, która stała na przeciwko niego, teraz odwróciła się, aby zobaczyć na co patrzy. Rudzielec modlił się tylko, aby blondynka nie zrobiła nic głupiego, aby jego ukochana nie pomyślała sobie, że ją zarywał. - Co się stało? - Kiedy w końcu się otrząsnął, wyminął Amber i podszedł do przyjaciół. Hermiona zlustrowała go wzrokiem od góry do dołu i nagle zarumieniła się. W pierwszej chwili nie wiedział o co jej chodzi, ale kiedy Harry chrząknął, uświadomił sobie, że stoi w bokserkach i bluzie. Nie wiedział co teraz zrobić, czy odwrócić się, czy odejść, ale nie chciał ich tak zastawiać. 
- Harry! - wykrzyknęła Amber, która wyłoniła się zza pleców Weasley'a. - Miło was widzieć... 
- Amber? Co tu robisz? - zapytał wybraniec. Też nie pamiętał kiedy widział ją ostatni raz. 
- To dłuższa historia, właśnie opowiadałam Fredowi jak...
- To bardzo ciekawe Amber - wtrąciła się Granger - ale nie mamy na to czasu. Musimy go zanieść do jego namiotu. Fred, mógłbyś pomóc? Jest cięższy niż wygląda. 
- Jasne - przytaknął i zabrał się do pracy. Kiedy Blaise leżał już w swoim namiocie i wyszli na zewnątrz, Harry postanowił bliżej się przyjrzeć popiołowi, więc wrócił w tamto miejsce, a w Hermionie wezbrał gniew na Freda, za to, że jest takim idiotą. Sam nie wiedział czego chciał. Raz mówi, że ją kocha, potem coś jest nie tak, później ją całuje, teraz ma coś z Amber. Miała już tego dość. Wiedziała, że jej szuka, jednak nie chciała z nim gadać. Może popełniała błąd, ale działała pod wpływem uczuć. Robiło się już jasno, więc nie było sensu się kłaść. Poszła się przejść. Wdychała chłodne powietrze, obserwowała ptaki, które rozpoczynały swój dzień. I znowu rutyna, znowu walka o przetrwanie. 
Ziemia pod stopami była twarda, broniła się jak tylko mogła przed mrozem. Każdy radził sobie jak tylko mógł. Dobrze, że miała swoich przyjaciół. Z rozmyślenia wyrwały ją odgłosy kroków dobiegających niedaleko. Ktoś się tu zbliżał. Pojawił się szybciej niż myślała, kiedy zobaczyła kto to, wiedziała już dlaczego. 
- Co ty tu robisz? - powiedziała przerażona i cofnęła się o krok.
- Witaj znów Hermiono Granger.

"Tak naprawdę jak zapałki
łamią się ci, którzy
myślą, że są nie do złamania 
psychicznie."


Witajcie skarbeńki, jak tam pierwszy dzień szkoły? Rozdział nie wyszedł mi, no ale domagaliście się, a więc jest. Nowe pojawiać się będą raczej w soboty, jak coś się zmieni to wam napisze, dziękuję za kolejną nominację, jeszcze dodam post o LBA przed następnym rozdziałem. Nie zapomnijcie skomentować, nawet jeśli rozdział jest okropny. Jeśli jest w miarę... też skomentujcie, a jeśli jest świetny, to skomentujcie dwa razy! :D Do zobaczenia wkrótce!