sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 41: "Samotna"

  "Podarowałeś mi coś, co nawet 
trudno nazwać. Poruszyłeś we mnie coś,
o istnieniu czego nawet nie wiedziałam.
Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego
życia. Zawsze."

Sporo czasu minęło od ostatniej rozmowy z Draconem. Od tego czasu nie odzywamy się do siebie. W ogóle go nie widziałam. Zgłosił się na ochotnika, żeby pomóc tamtej grupie czarodziejów. Nie wiem, czy zrobił to, żeby mnie nie widzieć, czy naprawdę miał tam jakąś misję do spełnienia. Chociaż zazdroszczę mu... przynajmniej ma tam coś do roboty, a ja siedzę tu bezczynnie i myślę... Harry i Fred jeszcze nie wrócili. Niektórzy mówią, że nie żyją, ale ja w to nie wierzę. Czułabym to. I jestem na siebie wściekła. Fred stracił bliską osobą, a mnie przy nim nie było... a powinnam. W końcu kocham go najbardziej na świecie. A teraz nawet nie wiem gdzie jest, co robi. Boję się o nich. Nikt nie wie dokąd poszli, co się z nimi teraz dzieje. A jeśli potrzebują pomocy? Te myśli sprawiają, że płaczę po nocach... Ukrywam się z tym i czuję jak jakiś szczur. Dlaczego wszystko jeszcze bardziej się spieprzyło? Dawno z nikim nie rozmawiałam.. i nie chodzi tu o zwykłe: "cześć", ale o prawdziwą rozmowę.
Nie wiem czy nauczyciele mają jakiś konkretny plan czy zamierzają tu siedzieć i czekać nie wiadomo na co. Denerwuje mnie to i powoli zaczynam rozumieć, dlaczego być może Harry i Fred stąd uciekli. Chcieli coś zrobić... ale mogli chociaż o tym komuś powiedzieć,

Zaproponowałam, że pójdę pozbierać jakieś jagody do jedzenia. Nie tylko dlatego, że chcę pomyśleć, co i tak robię bardzo często, ale dlatego, że gdyby zrobił to, jak chciał, Neville, pewnie by nas otruł. W czasie zimy rośnie tu dużo trujących owoców. Takie zalety magicznego lasu...
Idę więc powolnym krokiem, z koszykiem w ręku, pomiędzy krzewami. Wiatr rozwiewa moje i tak już potargane włosy, zimne powietrze pozwala mi trzeźwo myśleć, jednak nie na tyle, żebym potrafiła rozpoznać jaki ptak właśnie radośnie śpiewa. Może w innej sytuacji potrafiłabym zachwycać się pięknem przyrody, ale teraz nie zwracam na to uwagi. Wydaje się, że zima lada moment się skończy i wszystko zacznie kwitnąć... że będzie jak dawniej, ale to tylko moje wyobrażenie... może moje marzenie. Bo nigdy nie będzie jak dawniej...

Brawo Hermiona, znowu masz łzy w oczach. Tego chciałaś? Idiotka...
Wzdycham ciężko, ocieram wierzchem dłoni oczy i idę dalej. Dostrzegam pierwsze jagody. Sprawdzam czy na pewno nadają się do jedzenia, po czym zrywam i rzucam do koszyka. To dziwne, ale zaczynam cicho recytować ulubiony wiersz.

"Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest..."
Chyba potrafiłabym wybaczyć mu wszystko.
"Miłość nie zazdrości"
Jestem wściekła, kiedy inne na niego patrzą,
bo kiedy ja to robię, widzę cały mój świat...
Ale daje mu wolność, nie jest mój. 
I wierzę mu, a jeśli mówi prawdę,
to też mu na mnie zależy...
"...nie szuka poklasku, nie unosi się pychą"
Oddałabym wszystko, żeby był szczęśliwy,
żeby odnalazł spokój. Wierzę, że na to zasłużył.
"Nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego.
Nie unosi się gniewem, nie pamięta złego.
Nie cieszy się z niesprawiedliwości..."
Boże... dlaczego on? Dlaczego to właśnie on
musiał stracić kogoś bardzo bliskiego?
Jeżeli będziesz musiał znowu zrobić coś, 
co go zaboli, proszę... zabierz mnie. 
Nie rób mu krzywdy, za to weź mnie...
"...lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma..."
Dlatego będę żyć, dopóki on będzie.
Będę walczyć, dopóki jest szansa...

Kosz napełnił się bardzo szybko, dlatego po paru minutach mogłam już wrócić do obozu. Zdziwiło mnie to, jak długo tam szłam. Nie przypuszczałam, że oddaliłam się aż tak bardzo. No cóż... najwidoczniej nie zwracałam uwagi na czas. Po pół godzinie byłam na miejscu. Powoli się ściemniało. Dowiedziałam się, że nie było mnie aż cztery godziny... Wow, no nieźle. Napędziłam im pewnie stracha. Ale to już nieważne. Zaskoczyły mnie dekoracje, które widziały na namiotach, ognisko, ławeczki. Kiedy spytałam o to Cho, odpowiedziała, że dzisiaj będziemy świętować. Jakaś tam grupa uciekła śmierciożercom wykradając cenne informacje. Nie wiedziała jakie, ale miała prawo.. martwiła się o Harry'ego, tak jak ja o Freda. Zresztą to nieistotne. Zauważyłam, że w obozie jest trochę więcej ludzi i od razu zrozumiałam, że musiała się zjawić druga grupa... czyli gdzieś tu był Draco. Tylko jeszcze nie rozgryzłam czy to dobrze, czy źle. Podążyłam więc bez słowa za przyjaciółką do obozu, żeby się przebrać. Za pół godziny miała się rozpocząć zabawa. Trochę tego nie rozumiałam, bo nie miałam najmniejszej ochoty się bawić. Ale dla nich tamta wiadomość była nadzieją, że będzie lepiej... krokiem do przodu... Więc postanowiłam chociaż udawać, że się cieszę.


Okazało się, że przybyli do nas jacyś ważni czarodzieje z zagranicy, żeby porozmawiać z Dumbledore'm o planach powstrzymania Voldemorta. Chłopacy postawili wielki namiot, dziewczyny go udekorowały i zajęły się jakimś jedzeniem. Jak na ukrywających się, wyglądało to dość ładnie. Kiedy tam byłam, czułam się jakby wszystko było w porządku... czułam się prawie normalnie. Z tym, że nie mam pojęcia co dzieje się z moimi przyjaciółmi. Impreza rozpoczęła się godzinę temu. Draco widziałam tylko raz, kiedy podchodził do jakiegoś wysokiego szatyna. Chyba mnie nie zauważył. Nie chciałam z nim rozmawiać, nie wiedziałam o czym... wolałam go unikać, dlatego stałam w kącie rozmawiając z koleżankami. Niestety przyszli jacyś bliźniacy i poprosili je do tańca. Co za pech! Akurat do namiotu wszedł Draco. Spuściłam wzrok... może mnie nie zauważy, przecież pomiędzy nami jest tak wiele osób...

Nie wiem kto puszczał muzykę, ale właśnie zaczęło lecieć coś wolnego. Czy tylko mi przypominało to jakiś bal, a nie przyjęcie? Chyba powinnam o tym powiedzieć Dumbledore'owi. Przecież tak nie powinno być... a tak w ogóle to gdzie oni byli? Nie widziałam ich od początku, a przecież oni to zorganizowali. Eh... pewnie sobie poszli zostawiając nas tu. Co za totalna nieodpowiedzialność. Chwila, chwila.. gdzie Draco!? Zniknął mi z oczu, gdzie on jest! Oh.. spokojnie. Stoi w rogu i popija poncz. Nie widzi mnie. Jest dobrze.



Chyba coś go trapi, ale wcale mnie to nie obchodzi. Zrobiło mi się trochę niedobrze, chyba powinnam na chwilę wyjść, ale nie mam jak. Zauważy mnie. Odrywam wzrok od niego i szukam ewentualnych wyjść awaryjnych, ale cholera! Nie ma jak przejść niezauważoną. Znowu zerkam na blondyna i zamieram... Patrzy się. Prosto na mnie. Robi mi się gorąco jak diabli, ale także nie odrywam wzroku. I wtedy odkłada szklankę i rusza w moją stronę. O nie! Przedziera się przez tańczących i pokonał już połowę dzielącego nas dystansu. Na szczęście zanim zdążył do mnie dotrzeć, ja już jestem koło wyjścia z namiotu. Odwracam się po raz ostatni, ale nie widzę go. Pewnie zniknął gdzieś w tłumie. Wchodzę na zewnątrz i uderza mnie chłód powietrza. Odruchowo łapię się za ramiona. Odchodzę jeszcze kilka kroków i dopiero teraz porządnie wydycham powietrze. Mało brakowało... Nie chciałabym się z nim spotkać a tym bardziej rozmawiać. Wyzwala we mnie uczucia, których nie chcę. I nie mam zamiaru o nim myśleć, co właśnie w tej chwili robię. Cholerny głupek! Słyszę za sobą szelest oznaczający wyjście kogoś z namiotu. Odwracam się napięcie, ale na szczęście to tylko jakaś para. Postanawiam się przejść, co może nie jest zbyt dobrym pomysłem zważając na to, że jest już ciemno, ale co tam... Przecież nie oddalę się zbytnio, nie jestem głupia. Idę więc powoli przed siebie. Obiecuję sobie, że zrobię wszystko, żeby nie spotkać już dziś Dracona. Jednak pół godziny później moja obietnica zostaje zniszczona, ponieważ prosi mnie do tańca. I po co ja głupia tam wracałam?? Stoimy naprzeciwko siebie patrząc w oczy. On z wyciągniętą ręką czeka na moją reakcję, a ja próbuję dobrać odpowiednie słowa. Nic jednak nie przychodzi mi do głowy.

Niestety jestem typem osoby, która jest po prostu... hm.. dobra? Nie lubię ranić innych, nie lubię ich rozczarowywać. Jak inaczej mogę wyjaśnić to, że podałam mu dłoń i pozwoliłam zaprowadzić się na środek sali? W końcu to tylko taniec, przeżyję. Wiedział co robi, bo poprosił mnie, kiedy zaczęto puszczać coś wolnego. A więc już się nie wymigam. Modlę się tylko o to, aby te trzy minuty minęły nam w ciszy, bez słów. Cieszę się, że moje serce nie przyśpiesza, ani nic z tych rzeczy. Kładę ręce na jego szyi, ale on ma inne plany - przyciąga mnie do siebie, dlatego jestem zmuszona się do niego przytulić. Nie zapowiada się na to, żeby którekolwiek z nas zaczęło o czymś rozmawiać i nie wiem czy to ta lepsza z opcji, ponieważ teraz zaczynam myśleć. Myślę o wszystkim co kiedyś miało miejsce pomiędzy nami... i nie czuję nic. Kompletnie nic. Lubię tą piosenkę... Kiedyś wyobrażałam sobie, że będę przy niej tańczyła z Fredem... i  ta myśl sprawia, że mam łzy w oczach. Tak bardzo chciałabym, aby był tu teraz ze mną zamiast Draco. Tak bardzo chciałabym go przytulać i mieć nadzieję, że właśnie w tej chwili będzie sobie uświadamiał, że mnie kocha. Przytulam Malfoy'a jeszcze bardziej, bo tego potrzebuje... On też mocniej oplótł ręce wokół mojej talii i pleców... chyba źle to odebrał. Nadal mam w oczach łzy, ponieważ nigdy nie będę pewna, że to się powtórzy, ale z tym, którego kocham. Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczy te wszystkie zmarnowane dni, niespełnione sny, w których byliśmy blisko, a nic się nie wydarzyło. Teraz znowu jesteśmy daleko od siebie... i... nie wiadomo czy się jeszcze spotkamy...
Piosenka się kończy... powoli mnie puszcza i patrzy mi głęboko w oczy. Czy dla niego to wyjątkowa chwila? Bo ja myślę o Fredzie... Gdy odrywa ode mnie ręce - odwracam się i odchodzę. Idę do pomieszczenia robiącego za toaletę. Patrzę w swoje odbicie w lustrze. Oczy mam czerwone od łez. W końcu się pozbierałam i postanowiłam wrócić. Dopadły mnie Ginny i Luna, więc słucham ich opowieści o... o czym? Nie pamiętam. Szukam go wzrokiem. Siadamy przy stoliku, ale za chwilę podchodzi ślizgon i prosi, żebym gdzieś z nim poszła. Chce porozmawiać. Ok, dobrze. Musimy chyba sobie coś ustalić.
Odchodzimy trochę od reszty. Opieram się o ścianę, a on staje na przeciwko mnie.
- Czy ten taniec... - zaczyna trochę zmieszany. Kiepsko go słychać przez muzykę, dlatego przybliża się. - Czy to coś dla ciebie znaczyło?
- Ym... - spuszczam wzrok. Nie wiem co mu odpowiedzieć. Muszę mówić mu wprost do ucha, żeby coś zrozumiał - Posłuchaj bo to... - Nie potrafię dobrać właściwych słów. - Dla mnie to był tylko taniec. Nic więcej - mówię w końcu. Wydaje się być trochę rozczarowany. - A dla ciebie?
Patrzy mi w oczy i przez chwile nic nie mówi.
- Tak... - wymruczał patrząc w swoje buty. Robi mi się go żal, ale tylko trochę. Uśmiecham się smutno i kładę rękę na jego ramieniu.
- Hej... - zmuszam go, aby na mnie spojrzał. - Nie bądź smutny. Uśmiechnij się.
Spojrzał na mnie jakbym mówiła coś dziwnego... No trudno, to najlepsze co w tej chwili mogę zrobić.
- Posłuchaj, ja... - próbuje mu coś wytłumaczyć. - Chciałam zatańczyć tą piosenkę z kimś innym...
- Jest tu?
- Nie... - teraz to mnie ogarnia smutek.
- Fred... - to nie było pytanie. Więc nie komentuję tego. Ostatni raz na niego spoglądam, a potem odchodzę i wychodzę z namiotu nie wyjaśniając nic nikomu, nie zatrzymując się po drodze, aby poinformować dziewczyny. Chcę zostać sama... to ostatnio moje najlepsze towarzystwo.


"Powinienem był ci oddać cały mój czas,
kiedy miałem szansę. 
Zabierać na każdą imprezę,
bo ponad wszystko chciałaś tańczyć.
Teraz moja ukochana tańczy,
ale tańczy z innym mężczyzną."

Przepraszam, że długo nie pisałam, ale przez ten miesiąc moja psychika była na skraju przepaści... i znalazłam się w podobnej sytuacji co nasza bohaterka. Mam nadzieje, że wybaczycie i że jeszcze ktoś to czyta. Jeśli tak - zostaw komentarz.

Możesz mnie znaleźć na asku:
http://ask.fm/TajemniczaKsiezniczka77

Na fb:
https://www.facebook.com/profile.php?id=100006667606366

https://www.facebook.com/Historia-kt%C3%B3ra-nigdy-nie-mia%C5%82a-mie%C4%87-miejsca-Fredmione-717359008339830/?ref=hl

Na twitterze:
https://twitter.com/TKsiezniczka

Na yt:
https://www.youtube.com/channel/UCrG5dquClepvKx8ImsXvu6A

Na poczcie:
ksiezniczka.swojego.umyslu@wp.pl


Możecie do mnie pisać, pytać mnie o co chcecie. Chcecie, żebym jeszcze coś założyła, coś zrobiła - piszcie mi o tym. Jestem dla was. Komentujcie! Do zobaczenia
- T.K.




8 komentarzy:

  1. Z niecierpliwością czekałam na ten rozdział, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Był cudowny! Chciaż załamanie Hermiony dołujące :/ Jeju kocham Draco <3 Jeszcze takiego jak ty go przedstawiasz jest cudowny :* dziękuje za rozdział i powodzenia u ciebie skor nie układa ci się najlepiej :)
    ~Madzik

    OdpowiedzUsuń
  3. No jak zawsze super, świetne, mega, cud, miód i orzeszki :')

    OdpowiedzUsuń
  4. No jak zawsze super, świetne, mega, cud, miód i orzeszki :')

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jak zwykle wspaniały! :3 czekałam z niecierpliwością na ten rozdział, i nie żałuję :*
    Trochę za dużo Dramione, a za mało Fremione, co mi się troszkę nie podoba, bo lubię bardziej ten drugi pairring, ale to oczywiście Twój blog i robisz z nim co chcesz ;) i Gdzie jest Fred!?!?!?! :'( Mam nadzieję, że się znajdzie i będzie żył :D Życzę weny i całuję! <3
    ~Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero teraz zauważyłam, że końcowy cytat jest Bruno Marsa!♡
    Kocham Cię za to!! :")
    "Give you all my hours
    When i has a change
    Take you to every party,
    But i know how you loved dance
    But now my baby is dancing
    But she is dancing with another mean..."
    Najcudowniejsza piosenka ever ♡♡
    Koniec monologu XD Czekam na następny oczywiście! Tego tak wyczekiwałam, że jak zobaczyłam nowy rozdział to mama zapytała się mnie czy wszystko Okej. XD Pozdrawiam i życzę weny :'3

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero teraz zauważyłam, że końcowy cytat jest Bruno Marsa!♡
    Kocham Cię za to!! :")
    "Give you all my hours
    When i has a change
    Take you to every party,
    But i know how you loved dance
    But now my baby is dancing
    But she is dancing with another mean..."
    Najcudowniejsza piosenka ever ♡♡
    Koniec monologu XD Czekam na następny oczywiście! Tego tak wyczekiwałam, że jak zobaczyłam nowy rozdział to mama zapytała się mnie czy wszystko Okej. XD Pozdrawiam i życzę weny :'3

    OdpowiedzUsuń