wtorek, 18 sierpnia 2015

LBA!!

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Huncwotke Vicky z bloga http://wielki-powrot-narnii.blogspot.com/ (zapraszam serdecznie!) Oto zasady zerżnięte słowo w słowo od niej:

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogger'a w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daję możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 6 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 6 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

A więc zacznijmy! 

1. Co sądzisz o bohaterze swojego bloga?

Uważam, że Hermiona jest osobą godną naśladowania. Nie wstydzi się nauki, nie udaje nikogo, jest po prostu sobą. Pomaga przyjaciołom, oddała by za nich życie. Jak każdy człowiek - boi się, ale stawia czoła swoim lękom. Chciałabym być taka mądra, ładna, dobra jak ona. Można o niej dużo powiedzieć, ale wydaje mi się, że nie można jej skomentować źle.  <3

2. Oglądasz Stuu? 

Oglądam, ale nie jakoś obsesyjnie xD Lubię jego 11-centymetrowe włosy i uwielbiam jak piszczy! 



3. Kogo z polskich youtuberów subujesz?

- Yoczook 
https://www.youtube.com/channel/UC7mEUMkI3DInimJy2RK__rw

- Stuu (i Stuu games)
https://www.youtube.com/channel/UC1w7ZXsQ1d5TIfxisx1regQ

- reZigiusz
https://www.youtube.com/channel/UCLLNPuvRGKxSczJcxlOiMXg

- Naruciak
https://www.youtube.com/channel/UCS4c5bpra5blCUsHKPFSkig

- Disowskyy
https://www.youtube.com/channel/UC7TauBBZOhtZprmPTyrgqWg

- Blowek
https://www.youtube.com/channel/UC-BRUJOtblqGrftY6oRcOZw

- Bambi
https://www.youtube.com/channel/UCNgDvbQAZwx3MnwbX3tacaQ

- IsAmUxPompa
https://www.youtube.com/user/IsAmUxPompa

- Karolek
https://www.youtube.com/user/TheKaroleq95

- TheNitroZyniak
https://www.youtube.com/user/TheNitroZyniak

- MultiGameplayGuy
https://www.youtube.com/user/MultiGameplayGuy

KOLEJNOŚĆ PRZYPADKOWA!

4. Najbardziej dziwna/szalona rzecz, którą zrobiłaś to...?

Ojej... czy ja jestem szalona? Moja przyjaciółka mówi, że jestem nienormalna, ale czy zrobiłam coś szalonego...? Dziwnych rzeczy mam mnóstwo. W czerwcu jak byłam na wycieczce z klasą we Wrocławiu, byliśmy w Galerii. Chodziłam po sklepach z kolegą (bo moja przyjaciółka nie jechała i cały czas łaziłam z chłopakami) i nogi nas już bolały niemiłosiernie. Wszystkie ławki były zajęte. Na jednej siedziała jakaś dziewczyna i było dla nas trochę miejsca. Podeszliśmy, pytamy czy wolne. Ona odpowiada, że tak. No to siadamy. Oczywiście nikt nie lubi siedzieć z kimś obcym :p Wpadłam na pewien pomysł. Zaczęłam pytać kolegę czy w nocy jeszcze spali z Pascalem (inny kolega). Skapnął się o co chodzi i po chwili już gadaliśmy o gwałtach itp. :D Ta babka tak tego słuchała, aż w końcu wstała i spieprzała jak najdalej XD.

Kiedyś robiłam z koleżankami w moim pokoju jakiś plakat. One coś tam piszą a ja mówię cicho: "Zamknij się... No zamknij! Przecież wiesz, że nie mogę!" Dziewczyny spoglądają na mnie i takie WTF? O co chodzi? Ja się do nich uśmiecham tak, jakby nic się nie stało. Wróciły do pracy, a ja znowu: "Nie mów mi! Nie, nie wiem gdzie go zakopać! Dobra... potem przyjdę! Nie, one są ze mną. Schowaj nóż, no schowaj go!" A one w śmiech. A ja taka smutna: "Ona czasem do mnie przychodzi... mówi mi, że mam iść z nią, ale ja wcale nie chcę. Nie chcę ich zakopywać." ^.^

Raz, gdy wracałam ze szkoły z przyjaciółką śmiałyśmy się z kogoś tam słów: "co dziewucho?!". A ja się wygłupiam i gwałtownie odwróciłam się i krzyczę "CO DZIEWUCHO?!" A tam jakiś koleś na rowerze taki zdziwiony, się przestraszył i prawie spadł z roweru hah...

Czy to szalone? Dziwne? Nie wiem... wam pozostawiam skomentowanie tego. 

5. Farbowałaś kiedyś włosy?

Robienie pasemek krepą się liczy? Kiedyś miałam do połowy niebieskie włosy!! A tak to nie xD w mojej szkole tego nie tolerują, moi rodzice tego nie tolerują... takie moje życie. Osobiście podoba mi się kolorowe ombre *-*


6. Grasz w Awatarię na facebooku?

Nie gram w nic na facebooku.

7. Co cię natchnęło do pisania bloga?

Od dziecka lubię pisać. Biorę udział w konkursach na wiersze, opowiadania. Dwa razy byłam laureatką w konkursie na książkę (miejsc nie było, tylko kilka laureatów), czyli za każdym razem, bo tylko dwa razy brałam w nim udział.  W tym roku będzie trzeci raz i trzecia część mojej książki. Wiele z was pisze w komentarzach, że czeka na książkę. Ja książkę mam. Na razie dwa tomy, w tym roku powstanie trzeci i planuje później jeszcze dwa, razem pięć. Może będę ją publikować na innym blogu, może nie. Zobaczymy. Co mnie natchnęło? Nigdy nie podobało mi się, że Hermiona była z Ronem. Kilka lat temu uwielbiałam Draco. Kochałam go i chciałam, żeby to z nim była Granger. Nie wiem kiedy pokochałam bliźniaków. Czytałam blogi o nich, niektóre ciekawe, niektóre nie. Jeden był wyjątkowy. Nie pamiętam strony, nie pamiętam autorki, ale chciałam być jak ona - też mieć bloga, dużo czytelników. Właściwie to właśnie dlatego... Chciałam się podzielić z kimś moją pracą. Chciałam, aby w końcu wydała owoc. Dlatego proszę was o te komentarze, ponieważ to oznacza, że rok (?) temu się nie pomyliłam, że dobrze zrobiłam pisząc tego bloga. Że potrafię go pisać. Osobiście uważam, że wiele się nauczyłam, bardzo się poprawiłam. I z tego jestem dumna. A jeśli zostawisz komentarz - będzie to największa nagroda dla mnie. Uh... trochę się rozpisałam xD Ciekawe czy ktoś to przeczytał :P

8. Co sprawia, że czujesz wenę?

Oczywiście główną kopalnią weny są komentarze, ale czasami, kiedy czytam jakąś książkę i stwierdzam, że jest świetna... idę i piszę rozdział, ponieważ chcę, abyście podczas czytania mojego bloga - też tak pomyśleli.

9. Narnia vs. Potter



Akurat dzisiaj mówiłam siostrze, że mam ochotę obejrzeć sobie Narnie. Moja ulubiona część to Książę Kaspian. Uwielbiam końcową piosenkę: "Regina Spektor - The Call"! Uwielbiam Zuzannę, Łucję, Piotrka, Kaspiana oraz Aslana!! (Edmund to takie piękne imię, ale... jakoś tak nie ciągnie mnie do niego). Moją ulubioną sceną z pierwszej części była śmierć Aslana :'( chociaż nie cieszyło mnie to. I płakałam kiedy na końcu części "Książę Kaspian" Zuzanna go pocałowała i wiedziała, że nie może tam już wrócić. Taaakie piękne, ale...


HP FOREVER!

10. Gdybyś miała używać jednego zaklęcia z HP to by było...?

Hm... Zastanawiałam się nad Wingardium Leviosa, przydałoby się też Accio ale stwierdziłam, że wybrałabym Enervate lub Episkey. Są to zaklęcia leczące, mogące pomóc innym ludziom. 

11. Jakim mitycznym stworzeniem chciałabyś być?

Hm... według Wikipedii wampiry są mitycznymi stworzeniami. Więc wampirkiem ;) Albo Aniołem. Nie zabijałabym oczywiście ludzi, żeby mieć ich krew :D A moce się przydadzą. 


TERAZ JA NOMINUJĘ!


http://acciomyharry.blogspot.com/
http://love-story-of-niklaus-and--caroline.blogspot.com/
http://przerwanypocalunekdementora.blogspot.com/ - i co z tego, że jest jeden rozdział? Spodobał mi się <3
http://dramione-nowa-historia.blogspot.com/ - to będzie już 3 nominacja :* świetna robota <3

Miało być 6 ale jest 4 !!! 
OTO PYTANIA:

1. Czego najbardziej się boisz?
2. Kim jest twój idol?
3. Masz jakieś motto?
4. Jaka jest twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
5. Przez co czujesz się wyjątkowa?
6. Co cię natchnęło do pisania?

NIEDŁUGO NOWY ROZDZIAŁ!
Komentujcie!! <3




  

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 33: "Pocałunek morderstwa"


"Rybacy wiedzą, że morze jest niebezpieczne,
a sztorm straszliwy, jednak nigdy nie
traktują tych niebezpieczeństw jako
wystarczający powód do tego, by zostać na brzegu."

Kiedy Hermiona wróciła do salonu, od razu zalała ją fala pytań od przyjaciół. "Co się z tobą stało?", "Gdzie byłaś?", "Jak się czujesz?", "Czy wszystko w porządku?".
- Ze mną jest dobrze, ale... Widziałam ruiny Hogwartu, spotkałam Victora...
- Victora Kruma? - zapytała Cho.
- Tak, on... to nie było przyjemne spotkanie.
- Ale gdzie byłaś? Dlaczego zniknęłaś? - ciągnął Ron.
- Porwał mnie sam syn Voldemorta, Simon, to znaczy Saitan.
- Wiedziałem! - wykrzyknął rudzielec.
- Zabrał mnie do jakiegoś zamku...
- Zamku? Jakiego zamku? - zainteresował się Harry. - To może nam pomóc.
- Nie mam pojęcia gdzie to było, gdzieś w górach... Pomógł mi Myrnin, przyjaciel z celi.
- Myrnin? Gdzie teraz jest? Zastał tam? - wypytywał Neville.
- On... - zająknęła się. - On nie żyje.
- Oh... tak mi przykro - przytuliła ją Ginny.
- To już przeszłość - wzięła się w garść Granger. - Pomógł mi też ten anioł z celi... Kajm.
- Jaki anioł? Jakiej celi? - zdziwiła się młodsza gryffonka.
- Yy... ja... - dziewczyna przypomniała sobie, że nikt nie wiedział, że razem z Draco była w podziemiach z nauczycielami. - To bardzo długa historia. Ale mniejsza o mnie, co się dzieje TU... co robimy dalej.
- Dumbledore nic nam nie mówi - zabrał głos jakiś młodszy chłopak.
- Siedzimy tu jak szczury, chowamy się, a Voldemort rośnie w siłę!
- Dobrze wiesz, Ron, że gdybyśmy wyszli, stracilibyśmy więcej ludzi. Nie dość ci już? - przerwała mu siostra.
- Powinniśmy walczyć - oznajmił głośno Fred.


Odwróciłam się. Kilka metrów za mną, przy kominku siedzieli bliźniacy. Kiedy usłyszałam jego głos, przeszły mnie dreszcze. Nawet na mnie nie spojrzał. Dobrze wiedział, że się na niego patrzę, ale ani drgnął. Coś było nie tak.
- Powinniśmy podjąć jakąkolwiek decyzję - stwierdziła Cho, a ja niemalże podskoczyłam ze strachu na krześle. Mimowolnie obróciłam się. Słyszałam głosy, ale nie potrafiłam ich rozróżnić. Nie mogłam się skupić na rozmowie. Zrobiłam coś nie tak?
- Hermiona? - powiedziała głośniej Ginny. - Hermiona!
- Słyszę, słyszę - oparłam. - Po prostu... się zamyśliłam. Ja... muszę wyjść. - Po tych słowach, nie czekając na ich reakcję po prostu wstałam, minęłam bliźniaków i wyszłam na ciemny korytarz. Byłam taka wkurzona! Ogarnęła mnie taka furia! Za tych wszystkich, którzy zginęli, za to, że już nigdy nic nie będzie tak jak dawniej, za to że się zmienili, za to że ja się zmieniłam, za to że zginął Benny, za to że zginął Myrnin, za to że zginął Kajm, za to że mógł zginąć każdy z nas, za tych, których Voldemort torturował, za cierpienie, które zadał, za to że zniszczył nasze życie, za to że nawet jeśli przeżyjemy i wygramy, nigdy o tym nie zapomnimy, za to wszytko ktoś musiał zapłacić, ale zamiast tego, siedzieliśmy tu. Nie obchodziło mnie, że siedzi tam Draco, weszłam do magazynu prawie wyrywając drzwi. Kiedy usłyszałam za sobą trzask i ogarnęła mnie ciemność, trochę się uspokoiłam. - LUMOS! - warknęłam. W oczach miałam łzy. Nikogo tam nie było, chłopak gdzieś sobie poszedł. Przeszłam parę kroków, po czym usiadłam na pierwszym lepszym kartonie, wciąż trzymając rękę mocno zaciśniętą na różdżce. Po chwili drzwi otworzyły się. Do pomieszczenia wpadło trochę więcej światła, chciałam podnieść różdżkę, żeby zobaczyć twarz chłopaka, ale nie zdążyłam. Spadła na ziemię. Wstałam, a on przybliżył się. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe, kiedy objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Położyłam delikatnie rękę na jego piersi, która unosiła się w tym samym rytmie co moja. Chciałam coś powiedzieć, ale nie zdążyłam, ponieważ przycisnął usta do moich. Objęłam go za szyję, adrenalina ciągle rosła, myślałam, że gorąco w moim sercu zaraz eksploduje, ale za to tylko chłopak przyciągnął mnie mocniej do siebie, jednak to mu nie wystarczyło. Podniósł mnie do góry i przeniósł kilka kroków, ponieważ potknął się o karton z butami, które razem z nami zleciały na ziemię. Światło z różdżki oświetliło teraz twarz, która była mi bardzo dobrze znana. Równym rytmem naszych serc odliczałam czas, kiedy znowu mnie pocałował. To było świetnie, po prostu chciałam, aby trwało to wieczność. Pocałunek był delikatny, słodki, żebym się nie przestraszyła, ale był zarazem bardzo namiętny, ponieważ już dłużej nie mogło to czekać. Już więcej nie mogłam go stracić, a on mnie. Nawet nie pomyślałam w tym momencie, jak bardzo go kocham, wiedziałam to. I nagle czar prysł.

Rozległ się głośny huk. Fred oderwał się od Hermiony z przerażeniem na twarzy.
- Co to było? - spytał, nadal szybko oddychając. Natychmiast wstał i pomógł jej się podnieść. Dziewczyna złapała różdżkę. Kiedy otworzył drzwi i wyszli na korytarz, zgasiła magiczne światło. Już wiedzieli co było przyczyną hałasu. Ostatnie drzwi po prawej zostały tylko wspomnieniem. W ich miejscu znajdowała się wielka dziura, która odsłaniała szczątki pomieszczenia i trzech śmierciożerców. Bellatrix uśmiechała się złośliwie i zanim gryffonka zdążyła skojarzyć fakty, Fred rzucił się na nią ratując przed zaklęciem. Reszta zdarzeń potoczyła się bardzo szybko. Wstali, zaczęli uciekać w stronę salonu, ledwo nie dostając cruciatusem. Kiedy znaleźli się w pomieszczeniu, połowa uczniów już uciekła tunelem, którym tu przyszła. Nauczyciele wypowiadali nieznane jej zaklęcia. Nawet nie zdążyła się wszystkiemu porządnie przyjrzeć, ktoś złapał jej rękę i zaciągnął w stronę wyjścia. Było ciemno, ale biegła przed siebie za krzykami innych. Gdy znaleźli się na powierzchni, jakiś głos kazał im uciekać do lasu. Tak zrobiła, jednak po paru sekundach odwróciła się, aby zlokalizować przyjaciół. To był błąd, gdyż potknęła się o gałąź i wpadła do jakiegoś dołu. Spojrzała na swoją kostkę, która teraz bolała niemiłosiernie. Ktoś zasłonił jej światło.

Spojrzawszy w górę zobaczyłam jednego ze śmierciożerców. Celował we mnie różdżką, więc nie miałam wyboru... Wypowiedziałam zaklęcie i... I tak zabiłam pierwszego w moim życiu człowieka.

"Pocałunek jest jak obietnica.
To jakbyś powiedział:
Tak, będę Cię kochać."

Przeczytałeś, przeczytałaś? - SKOMENTUJ! (hej i mam prośbę - polecajcie znajomym!)
Jeśli chodzi o Liebster Blog Award, to BARDZO dziękuję Huncwotce Vicky (nwm jak to odmienić, przepraszam :* ) za nominację. Niedługo odpowiem na zadane mi pytania, tylko jest problem, ponieważ nie mam pojęcia kogo nominować. (proszę nie znienawidźcie mnie za to) Po prostu ja blogów nie czytam aktualnie... Nie dlatego, że nie znam żadnych dobrych, ponieważ jestem przekonana, że te, które mi podsyłacie są świetnie! Tylko wolę się skupić na swoim i nie czytać nic innego, żeby nie wiedzieć jak jest u was, żeby przez przypadek nie napisać tego samego. Mam nadzieję, że rozumiecie i nie opuścicie mojego bloga ze względu na to. Kiedy tylko ten blog się zakończy OBIECUJĘ przeczytać wszystkie :D A wracając do LBA - nie mam pojęcia co zrobić :P nie chciałabym nominować blogów, których tak naprawdę nie czytałam, nie chciałbym, aby ktoś mi mówił kogo nominować, w ogóle to nwm... :P Jeszcze o tym pomyślę... czytałam blogi, ale to było trochę czasu temu i one nie są już aktualne... :/ A wy co o tym myślicie?  

środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 32: "Przyjaciele"


"Życie bywa okrutne...
Tak po prostu... Bo to Życie."

- AVADA KEDAVRA! - krzyknął jakiś mężczyzna, który wyskoczył zza krzaka, na szczęście Hermiona zdążyła się schylić. Widziała tylko, że miał na sobie długi, czarny płaszcz, czarne spodnie, bluzkę, wyglądał na ok. 30 lat. Miał kilkudniowy zarost, czarne włosy sięgały mu do ramion, prawdopodobnie jeden ze śmierciożerców, których robiło się coraz więcej w ostatnim czasie. Voldemort dawał niektórym wybór - śmierć, albo przyłączenie się do niego. Nie wiedziała, jakim cudem znalazł się tutaj, w środku lasu, ale pewnie to właśnie on rzucił zaklęcie na anioła, aby spadł. Kiedy dziewczyna się wyprostowała, ten był już gotowy, aby rzucić następne zaklęcie. Zanim zdążyła wyciągnąć różdżkę, krzyknął - EKSPELIARMUS! 
Jej różdżka poleciała gdzieś w bok. Została bez ochrony. Mężczyzna odsłonił swoje żółte zęby w złośliwym uśmiechu. Zrobił pierwszy krok w jej stronę, ciągle w nią celując. "To koniec" - pomyślała. Podniosła ręce w geście poddania. 
- No, no, no... - odezwał się. - Czyż to nie Hermiona Granger? - Dziewczyna mimowolnie przełknęła ślinę, a on miał coraz lepszy ubaw. - Na początku chciałem cie zabić, ale myślę, że Czarny Pan bardziej się ucieszy, kiedy usłyszy, że zaprowadziłaś mnie do Harry'ego. - Hermiona pokręciła głową. 
- Nie wiem gdzie jest - zebrała się na odwagę. - Nic ode mnie nie wyciągniesz. 
- Czyżby? - Śmierciożerca stał teraz przed nią i boleśnie trzymał za podbródek. 
- EKSPELIARMUS! - Mężczyzna wypuścił różdżkę z ręki i zdziwiony cofnął się parę kroków. Dziewczyna nie tracąc ani chwili, pobiegła po swoją. Nie musiała się nawet odwracać, aby zobaczyć kto ją uratował. Znała ten głos dobrze. Poczuła ogromną ulgę, lecz nie na długo. Spojrzawszy na zdziwionego śmierciożerce, dostrzegła także, że za nim, zza krzaków wyłaniają się kolejni wrogowie. Neville także musiał to zauważyć, ponieważ krzyknął aby uciekała, a więc dziewczyna rzuciła na mężczyznę zaklęcie unieruchamiające i zaczęła biec, w stronę swojego przyjaciela. 


Kiedy go dogoniła, słychać już było głosy następnych śmierciożerców. Zaklęcia leciały w ich stronę, jednak na szczęście jak na razie żadne nie trafiło w cel. 
- Neville! Dokąd biegniemy?! - krzyczała zdyszana. 
- Niedaleko mamy kryjówkę - odpowiadał w biegu. 
- Ale że... - musiała przerwać, ponieważ kroki za nimi stawały się coraz głośniejsze. Dziewczyna spojrzała za siebie i rzuciła zaklęcie: BOMBARDA MAXIMA, co wywołało duży wybuch, który trochę spowolnił przeciwników. 


- Ale że kto? - dokończyła. - Uciekliście z Hogwartu? Wszyscy? 
- Za chwilę... - teraz chłopak musiał się odwrócić, ponieważ niektórzy zdołali pokonać przeszkodę. - Za chwilę się dowiesz! 
Wyglądało na to, że śmierciożercy już ich nie gonią, jednak woleli nie zwalniać. Po kilku sekundach chłopak kazał jej skręcić w prawo, po czym zatrzymali się i złapali razem jedną z kłód, która odsłoniła im niewielką dziurę w ziemi, jednak na tyle dużą, żeby wszedł do niej człowiek. Szatyn powiedział, aby weszła pierwsza, ponieważ musiał zasłonić wejście. Hermiona posłuchała i wślizgnęła się do dziury, nie zwracając uwagi na to, że cała się ubrudziła. I tak już była brudna, bo od kilku dni się nie kąpała. Wolała nawet nie wiedzieć jak teraz pachnie. Przez chwilę nic nie widziała przez ciemność, ale użyła różdżki. Znajdowała się w podziemnym tunelu. 
- Chodź - powiedział Neville, kiedy zszedł do niej. - Wszyscy zastanawialiśmy się co z tobą. Baliśmy się, że nie żyjesz. Niektórzy nawet chcieli się wrócić, aby ciebie poszukać, ale Dumledore zabronił.
- Dumbledore jest z wami?! - zdziwiła się. 
- Tak. Jest też McGonagall i Snape. 
- A Harry i Ron? 
- Nie martw się. Większość osób, które były wtedy z nami w Hogwarcie, jest tutaj. 
- Większość? - przestraszyła się. 
- Tak... - chłopak trochę posmutniał. - Zaatakowali nas. Śmierciożercy. Ale przynajmniej Bellatrix się porządnie dostało! 
- Od kogo?
- Od Freda. 
Na te słowa, serce Hermiony podskoczyło. Kiedy pomyślała, że za chwilę go zobaczy, poczuła ogromną radość, jednak zaraz sobie przypomniała o sytuacji w jakiej się znajdują. 
- A czy on...? - nie mogła się zdobyć na słowo: "żyje". 
- Freda nic nie zabije - zaśmiał się, a ona wypuściła powietrze, nawet nie zauważyła kiedy przestała oddychać. - Raz oberwał dość mocno, ale Ginny zaraz się nim zajęła. Ginny jest niesamowita. Dzięki niej połowa z nas jeszcze jakoś się trzyma. 
- A ty? Jak się trzymasz? 
- Wiesz... mogło być gorzej - tu nastała krótka chwila ciszy. Szli w milczeniu. Dziewczyna zauważyła, że przyjaciel posmutniał. -  Thomas nie żyje - powiedział w końcu. Zrobiło jej się głupio, że nie za bardzo go kojarzy.
- Thomas? - zapytała nieśmiało. 
- Pierwszoroczniak. Większość z nich odesłano do domu, ale on upierał się, żeby zostać. Był bardzo odważny, wiesz? Może nawet był odważniejszy ode mnie. Bardzo się z nim zaprzyjaźniłem. 
- Oh... przykro mi Neville - zatrzymali się. Hermiona położyła rękę na jego ramieniu.    
- To wojna - stwierdził ruszając. - Są ofiary i będą. Modle się każdego dnia o to, abyś to nie była ty, Ginny, Harry, Ron, Fred, George... nie sposób wymienić tu wszystkich. Nikt nie ma umrzeć. To straszne kiedy segregujesz ludzi na takich którzy są dla ciebie ważniejsi i nie wiedziałabyś co zrobić, kiedy ich już nie będzie, i na takich mniej ważnych, którzy... którzy mogliby umrzeć za nich.
- Neville...
- Taka prawda Hermi. Nikt się do tego nie przyzna, ale każdy ma kogoś na kim mu zależy bardziej niż na innych. To okrutne. Jeszcze gorsze jest to co robią śmierciożercy. Bawią się nami, może już to widziałaś?
- Co takiego? 
- To potworne! Ostatnio złapali Deana, Padme i Parvati. Wiesz co kazali zrobi Parvati?! Kazali jej wybrać które z tych dwóch umrze, a które będzie miało szanse zostać śmierciożercą! 
- Co za dranie! Jak mogli!
- Parvati miała wybierać pomiędzy przyjacielem, a swoją własną siostrą! To nawet już nie jest okropne, to jest... To jest...! Przeokropne! - Chłopak cały trząsł się ze wściekłości. Kiedy trochę się uspokoił, zaczął znowu - Na szczęście uratował ich Ron. Zabił te potwory.
- Zabił? - przeraziła się Hermiona. Ron? Zabił? 
- Nauczyciele powiedzieli nam, żebyśmy wykorzystywali wszystkie konieczne zaklęcia, aby ich powstrzymać. Ja też... ja też kogoś zabiłem - zająknął się. 
- To straszne... - wyszeptała. 
- To wojna - odparł.   


Kiedy dziewczyna weszła do pomieszczenia, zamarła. Był tam Harry, Ron, Ginny, Cho, George, Fred, Drako, McGonagall, Luna, Severus i reszta uczniów. Było ich około dwustu. Pokój był dość duży, ściany zrobiono z kamienia, wszystko w sumie było z kamienia. Stał tam kominek, kilka kanap, stół, poplamiona komoda, dwie szafy, okien nie było wcale, na ziemi leżał szary dywan, którego wzór znikł dawno pod kurzem, błotem i szczurzymi odchodami. Wszystko oświetlał duży, stary żyrandol i ogień z kominka. Dziewczyna dostrzegł też drzwi, którymi było kilka zbitych desek. Przy ścianie po prawej leżeli, jak się domyślała, ranni. Opatrywała ich Ginny, a Cho podawała wodę. Fred i George w chwili wejścia Granger stali przy kominku i rozmawiali, Harry siedział z Ronem na kanapie i przeglądał jakieś czasopismo. Luna przykładała zimny kompres do zakrwawionej głowy jakiego dzieciaka. Drako siedział przy stole z kimś ze Slytherinu oglądając proroka codziennego, na którym pierwszą stronę zdobił jeden z aurorów. W momencie, kiedy weszła, wszystkie głowy się podniosły. Minęły dwie sekundy za nim ktokolwiek się ruszył. Pierwszy dotarł do niej Harry. O mało jej nie przewrócił - wpadł na nią, przytulając. 



- Harry! - dziewczyna rozpłakała się. Ścisnęli się chyba jak najmocniej potrafili. Szczerze mówiąc, Hermiona nie chciała go puszczać. Schowała głowę w jego ramieniu, zamknęła oczy i nic już ją nie obchodziła. Nawet na chwile zapomniała o tym, że jest wojna. Była taka szczęśliwa, że jest ze swoim przyjacielem. Jednak przypomniała sobie, że tam z tyłu czekają następni. Odsunęła się od chłopaka. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.
- Dobrze, że jesteś - powiedział uśmiechając się, po czym zrobił miejsce dla Rona, który stał tuż za nim. Rudy także prawie ją przewrócił, kiedy się na nią rzucił. I tak każdy po kolei się z nią ściskał, każdy z kim się bardziej przyjaźniła: Cho, Luna, Ginny, George, Fred, nawet McGonagall ją przytuliła. Severus tylko się uśmiechnął, ale to jak na niego było bardzo dużo. 
- Co się stało? Gdzie byłaś? - zapytał Ron, kiedy usiadła z nimi na kanapie. 
- Simon, to znaczy Saitan mnie porwał. Ale to nieważne, lepiej mówcie co się działo u was. Gdzie Dumbledore?
- Nie tak szybko - wtrąciła się wicedyrektor. - Zapewne jesteś bardzo głodna, mogłabyś też się wykąpać... 
Dziewczynie zrobiło się nagle głupio. Prawdopodobnie wyglądała potwornie, a śmierdziała jeszcze gorzej. Przedtem nie zwróciła na to uwagi, ale wszyscy tutaj byli jako tako ogarnięci. 
- No... no tak - powiedziała cicho. Poczuła jak się rumieni, miała nadzieje, że przez brud tego nie widać. Chociaż... z drugiej strony wolała nie być taka brudna. 
- Chodź ze mną panno Granger - poleciła nauczycielka. Nawet teraz zwracała się do nich tak, jak przedtem. Jakieś normy muszą zostać zachowane, inaczej wszyscy by tu zwariowali, prawda? Gryffonka więc wstała i poszła za nią. Starsza kobieta pchnęła zbite razem deski, które robiły za drzwi i weszła na ciemny korytarz. Wypowiedziała jakieś zaklęcie i nagle zapaliły się pochodnie na ścianach. Teraz było widać trochę wyraźniej. Korytarz miał około 10 metrów. Po jednej jak i po drugiej stronie znajdowały się cztery drzwi, na ścianie łączącej dwie pozostałe, jedne. 
- Co to za miejsce? - spytała uczennica. 
- To Chill-casa. Coś podobnego do skrzeczącej chaty, tylko w innym miejscu.   
- A konkretnie...?
- Moje dziecko, każdy ma sekrety. Nie zadręczaj się tym - powiedziała, po czym otworzyła pierwsze drzwi po prawej. - Tutaj możesz się odświeżyć. Drzwi obok to toaleta, zaś trzecie, to magazyn. Weź sobie proszę jakieś ubrania, oraz ręcznik. 
- Jasne... - przytaknęła cicho.
- Kiedy już skończysz, wróć proszę do pozostałych. Nie otwieraj drzwi po lewej stronie, ma się rozumieć? Zresztą, potrzebne ci będą tylko te trzy pomieszczenia. 
- Rozumiem... - odparła. McGonagall zniknęła w drzwiach ostatniego pomieszczenia. Dziewczyna westchnęła i podeszła do magazynu. Wzięła sobie ręcznik i jakieś ubrania. Kiedy po szybkim prysznicu zaczęła się ubierać, okazało się, że spodnie są jej za małe. Powoli otworzyła drzwi na korytarz i wystawiła mokrą głowę na zewnątrz. Nikogo nie było, dlatego szybko wymknęła się i weszła do trzeciego pomieszczenia. Miała na sobie tylko bluzkę i majtki, dlatego czuła się nieswojo. Zamknęła za sobą drzwi. Przez chwilę stała w zupełnej ciemności, kiedy przypomniała sobie, że nie ma różdżki. 
- Niech to szlag! - szepnęła. Odwróciła się i otworzyła drzwi. Zanim wyszła znowu sprawdziła czy nikogo nie ma. Usłyszała jednak głos Severusa dochodzący z głównego pomieszczenia:
- Zachowywać się! - krzyknął, po czym wyszedł na korytarz zamykając za sobą drzwi. Dziewczyna szybko przymknęła swoje, jednak nadal mogła go obserwować przez małą szparę. - Cholerne bachory... - mruknął przechodząc obok magazynu. Wszedł tam gdzie McGonagall i znowu została sama... a przynajmniej tak jej się wydawało. Odczekała chwilkę i ponownie wyszła. Wzięła swoją różdżkę i wróciła, aby dopasować spodnie. Znowu pogrążyła się w kompletniej ciemności. 
- LUMOS - wymówiła zaklęcie i małe światełko z jej różdżki oświetliło pokój. 
- Ahh! Moje oczy! - krzyknął Draco Malfoy.


- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona.


- Możesz nie świecić mi prosto w twarz? - zapytał.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego tu siedzisz?
- Weź to światło.
- Ok, ok, LUMUS MAXIMA! - światło poleciało w górę i oświetliło całe pomieszczenie. Draco odsłonił twarz. - Co? - zapytała zdziwiona kiedy zobaczyła jak się na nią patrzy. Chłopak uśmiechnął się tylko i zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. Nie wiedząc o co mu chodzi spojrzała na siebie. - O nie! - Oto właśnie Hermiona Granger stała przed Draco Malfoyem w samej bluzce i majtkach, sami w pokoju oddzielonym od reszty grubą ścianą. Była pewna, że jest już cała czerwona. Szybko odwróciła się do niego tyłem, ale zaraz uświadomiła sobie, że teraz jest jeszcze gorzej. On tylko zaczął się śmiać. - Przestań idioto! - skarciła go. - NOX MAXIMA - machnęła różdżką i pokój pogrążył się w całkowitej ciemności. Było słychać tylko śmiech chłopaka. 
- Na serio chcesz siedzieć tak po ciemku? - zapytał.
- Ubiorę się tylko głąbie. Zresztą nie będę tu siedzieć? Ty tu siedziałeś? Po co tu siedzisz?
- Hah... powiedzmy, że nie lubię siedzieć w tłumie - odparł.
- Aha? Dlatego siedzisz w ciemnym magazynie i podglądasz dziewczyny, które się tu ubierają... Czy ty jesteś normalny?
- Hej.. to ty zaczęłaś się tu ubierać.
- LUMUS MAXIMA! - w pokoju zrobiło się jasno. Dziewczyna zdążyła dostrzec jego łobuzerski śmiech. - I czego się gapisz? Już jestem ubrana.
- Ale jesteś czerwona - odparował ze śmiechem, a ona tylko jeszcze bardziej się wkurzyła, ale po chwili roześmiała się. - No co? - zapytał.
- Będziesz tu tak siedział? 
- A czemu nie? - odparł.
- Ym... no nie wiem, jak kto woli.
- To posiedź ze mną - zrobił poważniejszą minę.

  
- Po co? 
- Bo tego chcesz...
- To było pytanie? - zdziwiła się. Draco wstał i stanął przed nią. Właściwie to bardzo blisko niej. - Co robisz? - Mimowolnie spojrzała na jego usta. Były tak blisko niej... Kiedy zbliżyły się jeszcze bardziej położyła rękę na jego klacie. - Przestań - powiedziała stanowczo. 
- Jeśli chciałabyś, abym przestał, odsunęłabyś się do tyłu - uśmiechnął się zawadiacko. 
- Albo pchnęła - odparła, po czym pchnęła go lekko w tył. 
- Niee... - powiedział z udawanym rozczarowaniem uśmiechając się. 
- Co "nie"? - westchnęła. 
- Nie tak - odpowiedział. Kiedy zrobiła zdziwioną minę, podszedł do niej jeszcze raz, stanął tak samo blisko jak przedtem. - Tak... - wziął jej ręce i założył na swojej szyi. - I tak... - objął ją w talii. 
- Hm... - Hermiona przybrała bojową minę. - A może też tak? - zbliżyła swoje usta do jego ust, ale nie pocałowała go. Spojrzała mu tylko w oczy, wiedziała, że mu się spodobało. Kiedy już chciał ją pocałować, odsunęła się. Sięgnęła po swoją różdżkę i otworzyła drzwi na korytarz. - Zapomnij... - szepnęła z uśmiechem i wyszła. Zanim całkowicie zamknęła drzwi powiedziała jeszcze: NOX MAXIMA, znowu zapadła ciemność, dziewczyna poszła, a Draco został sam w ciemności, wpatrując się w zamknięte drzwi i mimowolnie uśmiechając. 

"Przyroda na przykład
skrywa swoje tajemnice, bo jest wyniosła...
Nie dlatego, że chce nas wywieść w pole..."


Dobra... nie zdążyłam - już jest jutro, ale co z tego? Co z TEGO??  :D Najważniejsze, że jest xD A więc robaczki wy moje, jeśli WAM się SPODOBAŁO to PROSZĘ, abyście SKOMENTOWALI, ponieważ TO jest DLA Ciebie TYLKO minutka, a DLA MNIE jest to:

  

A więc KOMENTUJCIE, bo IM WIĘCEJ komentarzy tym WIĘKSZA motywacja DO PISANIA dla mnie. Przed nami jeszcze kilka dobrych dni wakacji i będę teraz pisała częściej. Mam DUUUŻO pomysłów! (ALE KOMENTARZ SIĘ PRZYDA) a więc śledźcie bloga i czekajcie na nowe rozdziały i... komentujcie :* Dobra wiem, wiem, że się powtarzam, ale... skomentuj :D proszę... :( 
Hah.. dobra xD Jak wam się będzie nudziło to wbijajcie na mojego ask'a, na fb, na yt, piszcie do mnie maile, nie zapomnijcie też o komentowaniu... :* Do zobaczenia niedługo!

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 31: "Przez las"


"Kiedy szukasz przyjaciół,
licz się z tym, że 
możesz znaleźć także wrogów..."



Hermiona odruchowo zasłoniła rękoma głowę, chociaż wiedziała, że jej to nie pomoże. Czekała i czekała na cios, ale jakoś nie nadchodził. Powoli opuściła ręce i dostrzegła... nic.Victora nie było widać. Serce znowu jej podskoczyło, ale wcale nie z ulgi, lecz z przerażenia. Nie wiedziała gdzie jest. W każdej chwili mógł ją zaatakować. Nie zastanawiając się długo - zaczęła biec. Zaraz pożałowała tego, że wybrała las jako dobre miejsce do schowania się, ponieważ kiedy tak pędziła, jej nogi raniły różnego rodzaju rośliny, które zdołały się przebić przez śnieg. Było zimno i ślisko. Gdy dziewczyna zauważyła zbocze góry było już za późno, żeby się zatrzymać. Próbowała złapać się jeszcze gałęzi leżącej na ziemi, lecz nie zdołała. Upadła na plecy i zjeżdżała w dół. Paznokciami wbitymi w śnieg próbowała zahamować, ale jedyne co udało jej się tym osiągnąć to połamane ich. Obijała się o kamienie ale nic nie mogła zrobić. Nagle poczuła jak coś łapie ją za kaptur i zatrzymuje. Nie zdążyła nawet odwrócić głowę w tamtą stronę, kiedy wzbiła się w powietrze. Zaczęła panicznie krzyczeć, ale zaraz czyjaś ręka zakryła jej usta. Następnie ta sama ręka, która przed chwilą jeszcze trzymała jej kaptur, objęła ją w pasie, Hermiona przestała krzyczeć, a gdy ręka została zabrana z jej ust, powiedziała:
- Kajm... Co ty tu robisz? - Dziewczyna nie doczekała się odpowiedzi. Spojrzawszy na dół dostrzegła lasy. Był to zapierający dech w piersiach widok i o ile jej pierwszy lot był przerażający, o tyle teraz nie mogła oderwać wzroku od widoków. 



Nagle anioł krzyknął i zaczął spadać, a uścisk się rozluźnił. Dziewczyna przerażona zaczęła wołać:
- Kajm! Co się dzieje? Co robisz?! - poczuła jak wyślizguje się z jego rąk. Po chwili chłopak puścił ją zupełnie, a ona gorączkowo starała się złapać oddech. Machała rękoma i nogami krzycząc ze strachu, lecz zaraz się opanowała i pokonując opór powietrza wyciągnęła różdżkę. - IMPEDIMENTO! - wypowiedziała zaklęcie i natychmiast tempo spadania spowolniło się tak, że miała pewność, że nie zrobi się z niej marmolada. Po kilkunastu sekundach wylądowała na ziemi. Jej serce biło jak oszalałe. Kiedy w końcu wróciła do siebie i przypomniała sobie o Kajmie, spojrzała w górę, ale na niebie nie dostrzegła nic. Rozejrzała się dookoła. Znajdowała się na skraju lasu, na niewielkiej polanie.


     
 Ostrożnie wstała, wiedziała, że nie może tu zostać, musi coś zrobić. Nie wiedziała co stało się z jej wybawcą ani gdzie teraz jest. Powoli ruszyła w stronę lasu. Po kilku minutach wędrówki między drzewami, przystanęła, ponieważ usłyszała trzask łamanej gałązki gdzieś po prawej. Kiedy spojrzała w tamtą stronę, dostrzegła jakieś poruszenie. W pierwszej chwili pomyślała, że to Kajm, ale zaraz zobaczyła jak bardzo się myliła. 
- AVADA KEDAVRA! 

"Niebezpieczeństwo jest ciche.
Nie usłyszysz gdy nadleci na szarych piórach."

(Kolejny rozdział już się pisze, może być jeszcze dziś <3 )

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Ogłoszenia parafialne!

Po pierwsze przepraszam, przepraszam, przepraszam. Wiem, że pewnie zastanawialiście się co się stało, ale spokojnie... nie zapomniałam o blogu. Nie miałam po prostu czasu pisać. W cztery dni poprawiłam 10 przedmiotów i jest ok. Niedługo wakacje i będę mogła już swobodnie pisać. Jutro jadę na dwudniową wycieczkę do Wrocławia ^^ potem wracam mam dzień wolnego, a potem idę na rajd, no i sobotę mam już wolną i tak do końca roku. Proszę poczekajcie jeszcze tyle. Dobrze wiecie jaki teraz był (może dla niektórych jeszcze jest) sajgon. A więc to tyle i do zobaczenia w kolejnym rozdziale!

niedziela, 10 maja 2015

"Co ściany widziały, co drzewa słyszały" #2

Serce przyśpieszało coraz bardziej, żądza krwi stawała się potężniejsza, a bicie jej serca ogłuszało go. Nie widział wcale jej błyszczących, przestraszonych oczu... Chciał tylko rozerwać ją na strzępy jak najszybciej. 


A gdzieś tam dwa serca umierały z miłości, jedno zimne, drugie gorące, oby dwa przerażone. Nie wiedziały co robić, aby odzyskać ukochaną Hermione... 


Wiedziała, że zaraz umrze, jednak może tak będzie lepiej? Ponieważ w chwili zagrożenia pomyślała, że straci nie jedną, lecz dwie najważniejsze jej osoby. I gdyby przeżyła, ta myśl dręczyłaby ją... Ta myśl jest zakazana. Nigdy nie miała prawa dostać się do jej serca. Jednak się dostała...


Oni tam, ona tu... żaden z nich nie zdąży jej uratować. Żaden z nich z nią nie będzie. Żaden z nich nie uwierzy w jej śmierć. A jeśliby przeżyła... tylko jeden będzie ją miał, podczas gdy drugi umrze
z rozpaczy... 

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 30: "Między murami"


"I dziś pnę się wysoko, na szczyt,
Gdzieś wewnątrz mnie upadam, nie mam Ciebie, nie mam nic.
Poza mną się kręci ten świat,
Choć próbuję się odnaleźć, choć minęło tyle lat."

Hermiona nie mogła uwierzyć w to, co właśnie zobaczyła. Stała bezradnie z otwartymi ustami i wpatrywała się w ruiny Hogwartu, który był dla niej jak dom. Był częścią jej rodziny i teraz właśnie czuła, że cząstka jej się rozpadła.
- Co tu się stało? - zdołała wykrztusić powoli. Kajm stał parę kroków za nią i patrzył na ten sam straszliwy obraz, który go nawet nie ruszył, a trochę rozbawił, lecz kiedy tylko odwróciła się aby na niego spojrzeć, spuścił głowę i zachował powagę.


- Co tu się stało? - zapytała ponownie.
- Voldemort nie chciał czekać, aż sami stawicie mu czoło i wyszedł po was. Nie byli przygotowani - powiedział spokojnie. - Wiedziałem, że tak będzie.
- Dlaczego nie powiedziałeś?! - krzyknęła i odwróciła się do niego przodem, a ten odszedł kilka kroków i niespokojnie patrzył w niebo. Hermiona cierpliwie stała i w milczeniu czekała na odpowiedź, do oczy zaczęły napływać jej łzy.


- To nie moja wojna - oznajmił cicho.
Dziewczyna westchnęła.
- Nie musisz się martwić. Tylko jedna osoba została ranna - dodał po chwili.
- CO?! Kto?! - przestraszyła się.
- Idź i sama sprawdź.
Gryfonka spojrzała powoli na ruiny, kamienie, piasek, ale stąd nic nie było widać. Powoli zrobiła krok w tamtą stronę. Niepewnie spojrzała jeszcze na anioła, a ten oglądał to z zainteresowaniem, jakby był ciekaw czy podejdzie bliżej, czy nie. Pewnie był. Ona nie myślała teraz o nim. Jej oddech zrobił się ciężki, a serce waliło mocno i ciągle zwiększało tempo. Jej włosy rozwiewały się na wszystkie strony, kiedy lekki. chłodny wiatr zwiedzał miejsce, w którym jeszcze niedawno stał piękny, majestatyczny zamek. Drzewa w oddali szeleściły, niebo było wciąż zachmurzone i szare. Bijąca Wierzba została wyrwana z korzeniami i teraz leżała martwa na ziemi. Nie było śladu po dawnym życiu.
Dziewczyna stała na głównym placu (o ile można go tak jeszcze nazwać). Kolumny były roztrzaskane i poprzewracane, mury runęły, wejścia się zawaliły. Gdzieniegdzie leżał popiół, kurz nie opadł jeszcze od końca. W powietrzu dało się wyczuć zło. Czarną magię. Kiedy Hermi przesuwała się powoli pomiędzy kamieniami, Kajm stał tam gdzie wcześniej i przyglądał jej się. Po chwili tam, gdzie kiedyś znajdowała się kuchnia, dziewczyna zobaczyła mur, który zwalił się na ziemię i przygniótł jakąś osobę, ponieważ spod niego wystawała nieruchoma, blada, zakrwawiona ręka. Hermiona przystanęła, a jej serce wręcz przeciwnie - zaczęło pędzić jeszcze bardziej. Bała się. Nie wiedziała kto tam leży. Mógłby to być Fred, Harry, Ron, Draco, Cho, Ginny lub ktokolwiek inny. Nie była pewna czy chciała wiedzieć, ale musiała, bo zawsze tak było. Hermiona Granger musiała wiedzieć wszystko, przez niewiedzę nie potrafiła spać. Był tylko jeden problem - jak odsunąć głaz, aby dowiedzieć się kto jest pod nim? Może i była mądra, ale na pewno nie była aż taka silna. Spojrzała na anioła z nadzieją, że ten jej pomoże.
- Jak mam to odsunąć? - zapytała. O dziwo Kajma nie było  w miejscu, w którym stał poprzednio. Po chwili usłyszała za sobą łopot skrzydeł. Nie lubiła gdy ktoś się zakradał od tyłu.
- Nie wiem. Wymyśl coś - odpowiedział lądując łagodnie na ziemi.
- Myślałam, że może mógłbyś mi pomóc - powiedziała nieśmiało.
- Hah... dlaczego miałbym to robić? - zaśmiał się podchodząc bliżej. Takiego pytania się obawiała.
- Nie wiem. Może mógłbyś okazać trochę szacunku.
- Dlaczego? Ludzie nazywają mnie potworem - był blisko niej i odważnie patrzył w oczy, ale ona znała te sztuczki, czytała o nich w książkach, dlatego wyprostowała się i nie odwracała wzroku.
- Więc może mógłbyś udowodnić, że tak nie jest - odparowała. Przez chwilę jeszcze tak stał, ale potem się uśmiechnął i cofnął.
- Hah.. ale tak jest - jego oczy zabłysnęły i w tej chwili błyskawica przecięła niebo. Z chmur zaczął padać śnieg, co było rzadkim zjawiskiem. Na jego odpowiedź nie była przygotowana.


Zrezygnowanym krokiem podążyła do miejsca, w którym po raz pierwszy wylądowali.
- Gdzie oni są? - zapytała. - Chociaż tyle możesz mi powiedzieć?
- Nie wiem. Ale nie powinnaś tu zostać - stwierdził wzruszając ramionami. - Mogę zabrać cię do miasta aniołów.
- Nie dzięki - odparła z wyrzutem.
- Jak chcesz... - jego skrzydła powoli się zwinęły, żeby za chwilę rozwinąć się i unieść w górę jego ciało. - Do zobaczenia - wyszeptał jeszcze, po czym wzbił się w powietrze, aż w końcu zniknął w chmurach.
- Idź do diabła! - krzyknęła ze wściekłością. - Idiota - mruknęła po chwili. Po dziesięciu minutach doszła do domku Hagrida. Także był doszczętnie zniszczony. Podskoczyła ze strachu kiedy nagle, za jej plecami, usłyszała szelest łamanej gałęzi. Odwróciła się i przymrużyła oczy, aby lepiej dostrzec co kryję się w ciemnościach lasu. Kiedy dostrzegła jakąś postać, szybko schowała się za większym kamieniem i obserwowała. Z gęstwin wyszedł jakiś znajomy chłopak w podartym mundurku innej szkoły. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Oto kawałek przed nią stał ktoś, kogo kiedyś darzyła silnym uczuciem i o kim dawno zapomniała. Utykał na jedną nogę i wyglądał jakby przed chwilą stoczył z kimś walkę, ale nadal miał w sobie ten sam urok co kiedyś. Jednak coś podpowiadało dziewczynie, że nie powinna rzucać mu się na szyję, że powinna zostać w ukryciu, ponieważ w jego oczach dostrzegła jakąś dzikość. Jakby wszystko mimo zakrwawionych ran pozostało niezmienne oprócz oczu. Na jednej z lekcji uczyła się, że to właśnie oczy się nigdy nie zmieniają. Dlatego, mimo tego, że chciała krzyknąć jego imię i mocno go przytulić, powstrzymała się. To był dobry wybór, ponieważ kiedy tylko Victor Krum dotarł do ruin domu Hagrida, zaczęło się z nim dziać coś złego. Dziewczyna bezszelestnie, za jego plecami, podbiegła na najbliższego drzewa i zza niego obserwowała to, co działo się dalej. Victor upadł na roztrzaskane schody i zaczął przeraźliwie krzyczeć. Nie widziała jego twarzy, ponieważ był tyłem do niej, ale mogła być pewna, że był na niej ból. Widziała natomiast jego palce, które zaczęły się nienaturalnie wyginać, oraz porastać włosami.



Ledwo powstrzymała się od krzyku, kiedy widziała zniekształcający się kręgosłup. Nagle szybko się podniósł i spojrzał w jej stronę. 


Po chwili ze zgrozą uświadomiła sobie, że patrzy właśnie na nią, a wtedy jej serce zamarło.


Ale było już trochę za późno... 

"Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą...
i pogrzebią stary świat!
(...) Milczał wsłuchany w kroków huk
A mury rosły...
Łańcuch kołysał się u nóg..."