niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 20: "Zaczyna się wojna..."

Mało komentarzy... mało komentarzy... mało komentarzy... :(
P.S. - jest nowa piosenka




"Musieliśmy grać kartami,
jakie zostały nam dane, wszyscy.
Walcząc w bitwach mogliśmy wygrać."


- Ależ Rufusie! - odezwała się Amelia Bones (kierownik Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów), niewysoka blondynka o bystro spoglądających oczach. - Chyba nie mówisz poważnie!
- Jak najbardziej moja droga... - mężczyzna spojrzał na pozostałych. Znajdowali się w okrągłym pomieszczeniu, bez okien. Były tylko jedne, wielkie, drewniane drzwi, których pilnowało dwóch, silnych ochroniarzy-czarodziejów. Wszyscy siedzieli przy stole narad i wpatrywali się w niego, jakby zobaczyli go po raz pierwszy. - Znacie naszą sytuację - kontynuował. - To jedyne dobre rozwiązanie. 
- To zabronione! - wtrąciła się Amelia.
- To konieczne! - odrzucił mężczyzna. - Mamy wojnę... jeżeli jeszcze tego nie pojęłaś Amelio. To się tyczy was wszystkich... - wstał i powoli zaczął okrążać stół. - Musimy użyć wszystkich środków, aby temu zapobiec.
- Ale nie będzie,my w to wtrącać niewinnych dzieci! - powiedział stanowczo Gawain Robards (auror). - To nie do pomyślenia!
- A ty myślisz, że ja tego chcę? Robię to, bo jest to konieczne! Musicie to zrozumieć. Nie ma innego wyjścia. 
- Ależ... - odezwał się rudy mężczyzna.
- Nie Percy... Przykro mi, ale nie mamy tylu czarodziei. Przegramy to... - wszyscy milczeli.
- Dobrze - rzekła blondynka. - A więc kto? - Wstrzymali oddech. Rufus zamyślił się, ale za chwilę odpowiedział:
- Instytut Nauk Magicznych Durmstrang. Myślę, że potrafią walczyć najlepiej. Umieją posługiwać się czarną magią. Potem Szkoła Mogii w Ruvv, oni też się przydadzą i Szkoła w Kandolliumie.
- A co jeśli... jeśli to nie wystarczy?
- Inne szkoły. Akademia Magii Beauxbatons. Hogwart...
- Nie - zaprzeczył Percy. - Nie Hogwart. - Rufus spojrzał na niego ze smutkiem.
- Percy... Każda różdżka jest nam potrzebna. Ja sam staram się pominąć tą szkołę, ale wszyscy wiemy jaka jest sytuacja.
- Nie - nie poddawał się rudzielec. - Uda nam się. Damy radę i bez niej.
- Każdy musi kogoś poświęcić Percy. To wojna. Będą ofiary. A jeżeli nie zatrzymamy tego, będziech ich więcej. Dobrze wiecie jak to działa. Więc głosujmy. Kto jest za? - Rufus podniósł rękę, a za nim wszyscy koło jego siedzenia. Stopniowo wszyscy po kolei podnosili ręce.
- Jesteś szalony Rufisie - stwierdziła Amelia, lecz też uniosła dłoń. Została tylko jedna osoba... Percy wpatrywał się ze złością w oczach w szefa aurorów, Rufusa Scrimgeoura.
- Przykro mi... - stwierdził Scrimgeour. - Zamykam posiedzenie. Wiadomości do szkół rozstaną rozesłane jak najszybciej. Przygotujcie się na bitwę...

~ o ~

Hermiona siedziała w pokoju wspólnym wpatrując się w płonący ogień. Była tak zamyślona, że nawet nie usłyszała jak ktoś wchodzi i siada obok niej.
- Hej... - usłyszała znajomy głos. Odwróciła głowę i ujrzała dobrze znaną twarz.
- Co? - zdziwiła się.
- Hej - powtórzył Fred. Dziewczyna spojrzała na przedmiot, który trzymał w dłoniach. Zauważył to, bo za chwilę powiedział - To pierścień Harry'ego. Dostał go na urodziny od Cho, ale się zepsuł, dlatego miałem go naprawić - uśmiechnął się. Milczeli. Chłopak nagle zmarszczył brwi patrząc na pierścień. Podniósł go tak, aby dziewczyna mogła zobaczyć, że kamień w środku robi się czarny.
- Co to oznacza? - zapytała.
- Jeżeli kamyk w środku jest czerwony, znaczy, że ktoś w pobliżu jest twoim wrogiem. - tłumaczył. -Jeżeli jest niebieski, znaczy, że przyjacielem, a jeżeli czarny... To znaczy, że ktoś w pobliżu cię kocha. - Zamilkł i spojrzał jej w oczy. Ona jeszcze przez chwilę wpatrywała się w kamyk, ale zaraz podniosła wzrok. Jego oczy lśniły i nie mogła z nich niczego wyczytać. Bała się. O Boże... on już wie, myślała. Świetnie Hermiona... Po prostu super! - Hermi... - zaczął. Wiedziała co będzie dalej, wiedziała to, jednak trochę się rozczarowała gdy o to zapytał. - Czy ty...? - nie dokończył. Puścił pierścień, który teraz zmienił kolor na normalny, fioletowy. - Chyba... chyba go nie do końca naprawiłem - uznał.
- Fred... - dziewczyna wzięła pierścionek, ale zaraz głos jej utkwił w gardle, kiedy zobaczyła, że kamień zmienił kolor. Rudzielec widząc to, złapał go i wstał.
- Pójdę już... Dobranoc - powiedział i wyszedł nie oglądając się. W drzwiach minął Ginny.
- Co jest? - zapytała widząc przyjaciółkę. Hermiona nie ruszała się. Miała otwarte usta ze zdziwienia.
- Był czarny... - spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła. - On był czarny! - powtórzyła.

~ o ~

- George! Nie rozumiesz! On nie był zepsuty! - powtórzył jeszcze raz rudzielec z łamiącym głosem.
- Wow... No to widzisz. Ona cię kocha.
- Nie, nie, nie... - złapał się za głowę. - To nie prawda!
- I ty ją też ko...
- Zamknij się! - krzyknął. - Po prostu się zamknij... 
- Co na to Amber?
- George!
- Fred! Nie możesz... Jeżeli  kochasz Hermione...
- Nie kocham jej - wyprostował się.
- Właśnie widzę... Stary... twój wybór. Wiesz co ja o tym myślę. Hermiona naprawdę powinna...
- No właśnie. Mój wybór. Nie wtrącaj się.
- Jak chcesz - jego brat skierował się do wyjścia, lecz jeszcze się odwrócił.
- Bracie wiesz co czujesz. Rób co chcesz, ale proszę... pamiętaj, że możesz popełnić wielki błąd - George spojrzał na niego ze smutkiem i wyszedł. Fred został sam. Gwałtownie wciągnął powietrze i kopnął szafkę, czego za chwilę pożałował.
- Cholera!

~ o ~

- Co się stało? - zapytał Benny przytulając swoją dziewczyną. - Mi możesz powiedzieć.
- Nieważne Benny. Nie przejmuj się. 
- Jak mogę się nie przejmować, gdy wiedzę, że jesteś smutna? Hermi... proszę powiedz kto cię skrzywdził. Obiecują, że zrobię wszystko, aby tego pożałował. 
- Nie... - dziewczyna wyswobodziła się z uścisku i usiadła na schodach. - Słuchaj, po prostu mam gorszy dzień.
- Przecież nie jestem ślepy... - westchnął i usiadł koło niej. - Kocham Cię - pocałował ją delikatnie w policzek. 
- Każda dziewczyna chciałaby mieć takiego chłopaka... - stwierdziła.
- Każda z wyjątkiem ciebie... - powiedział smutno. 
- Co?
- Wiem, że mnie nie kochasz. Hermi... wiem, że kochasz innego. Próbowałem cię do siebie przekonać, ale najwyraźniej kochasz go tak bardzo jak ja ciebie. Przykro mi z tego powodu,a le najwyraźniej nie jestem tobie pisany. 
- Ale... Benny.
- Cii... Nie mów nic, bo wiem, że nie chcesz mi robić przykrości. Wiesz, że ja cię zawsze będę kochał? Zawsze możesz do mnie przyjść i powiedzieć co ci leży na sercu. Ja cię zawsze wysłucham i skopię tyłki komu trzeba. Do ciebie należy decyzja, czy chcesz abym był z tobą czy nie. Ty zawsze będziesz w moim sercu. W twoim będzie ktoś inny... tak już jest. To smutne, ale takie jest życie. Bo ty jesteś elementem mojego życia. Tak jak najjaśniejsza z gwiazd na niebie. Zawsze będę cię widział i za każdym razem myślał, jaka to jesteś piękna, księżniczko. Zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie... Zasługujesz na księcia. I kimkolwiek on jest... jeżeli cię skrzywdzi, będzie miał do czynienia ze mną. I powiedz mu, że jeżeli przez niego chociaż raz będziesz miała smutną buzię... ja go skrzywdzę... bardzo. Bo ktoś, z kim chcesz być szczęśliwa, musi cię kochać, chronić i być przy tobie. Musi oddać za ciebie życie, wiesz? Ktoś kto cię naprawdę kocha, musi spojrzeć ci w oczy, tak jak ja teraz i widzieć w nich cały świat. Cały sens... Musi widzieć ideał. Gdy widzę twoje piękne oczy to mam wrażenie, że chcę się zmienić, bo ty masz dar... Powinnaś go wykorzystać. Umiesz zmieniać ludzi na lepsze. Żadna dziewczyna tego nie posiada... tylko ty. Przy tobie reszta, to nie czarodzieje. Bo tylko ty potrafisz zaczarować i zmienić kogoś. Bo twoje oczy, bo ty... to coś magicznego i... i po prostu pięknego. Oby on był tego wart. Życzę ci szczęścia. Kocham Cię... Pamiętaj o tym. Zawsze będę czekał, choćby nie wiem jak długo. Dni, miesiące, lata... Bo ty jesteś tego warta... Bo czekanie na ciebie mi się nigdy nie znudzi. Bo to jak dostać prezent na gwiazdkę - uśmiechnął się. - Bądź szczęśliwa. 
- Benny... zawsze mówisz mi coś, czego nie potrafię skomentować - powiedziała bardzo cicho.
- Przepraszam kochanie... - pocałował ją w czoło. - Kocham cię - wyszeptał, po czym wstał i wyszedł, za co była my wdzięczna, bo nie potrafiłaby powiedzieć, że to koniec. Siedziała tak i myślała. Co się właściwie stało? Właśnie straciła chłopaka, który ją naprawdę kocha. Ale tak to już jest, że zawsze wybieramy dupków...  

"Nie można się zmusić 
do miłości. Albo jest, albo jej nie ma.
Jeśli nie, trzeba umieć się do 
tego przyznać. A kiedy się kogoś
kocha, należy robić wszystko,
żeby ten ktoś był szczęśliwy."

Hej :) Wiem, że długo nie pisałam, ale mam coś dla was oprócz tego rozdziału. Oto zwiastun tego bloga:

https://www.youtube.com/watch?v=fY0ZGZ8s2UM

Przypominam o komentowaniu :D

piątek, 14 listopada 2014

Ogłoszenia z Hogwartu :3



Hejka, niedługo nowy rozdział, ale pojawi się,
 jak lajkniecie fanpage na fb - "Historia, 
która nigdy nie miała mieć miejsca - Freddmione", 
który stworzyłam :) Więc wchodzić i lajkować i 
polecać go innym! Zbieramy
 na nowe pomysły dla mnie XD.
 To tyle... rozejść się :*

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 19: "Złe wieści"

"Nie mając pojęcia o 
tamtym świecie... Bawiły się 
w najlepsze."

Hermiona weszła do pokoju, gdzie już wszystko było przygotowane i przyjaciółki czekały tylko na nią.
- No na reszcie - ucieszyła się Ginny. - W końcu jesteś.
- Opowiadaj! - zaczęła Luna. - Jak było na randce?
- Eh... nie ma co opowiadać - Granger usiadła na łóżku, biorąc poduszkę.
- Tak źle? - zapytała Ginny.
- No... nie. Było całkiem fajnie...
- Całkiem fajnie?! Przecież masz rumieńce! - zauważyła Lavender.
- No ja... - Hermiona poczuła ulgę, kiedy drzwi się otworzyły i weszła przez nie Cho. - Dziewczyno! Nareszcie jesteś... Uratowałaś mnie, wiesz? - uśmiechnęła się gryfonka, za to reszta dziewczyn rzuciła jej pretensjonalne spojrzenie.
- Aż tak źle? - uśmiechnęła się krukonka siadając koło niej.
- Właśnie miała nam opowiedzieć o swojej randce - powiedziała oburzona Weasley, lecz czarnowłosa nie zwróciła uwagi na jej humor. przyzwyczaiła się, że ruda jej nie lubi.
- Wow! Hermi! Mów!
- Dzięki... - dziewczyna nie miała innego wyjścia, jak opowiedzieć im o swoim wieczorze. Przyjaciółki słuchały podjadając popcorn i ciastka. One bardziej zachwycały się tą opowieścią, niż Granger. Kiedy w końcu skończyła, ktoś mądry - Luna - zaproponował, żeby pogadać o czymś innym, za co Hermiona była jej niezmiernie wdzięczna.
- Co sądzicie o Fredzie i Amber? - zapytała nagle Ginny. Cho niespokojnie spojrzała na Granger, lecz ona nie zdradzała żadnych uczuć, a nawet lekko się uśmiechnęła. Dopiero kiedy Weasley'ówna zapytała ją, odezwała się:
- Nie interesuje mnie to, choć nigdy nie lubiłam tej lalki barbie. Jeżeli twój brat jest z nią szczęśliwy, niech sobie z nim robi co chce.
- Też jej nie lubię - przyznała Lavender. - Ta wywłoka kiedyś zniszczyła mi zeszyt, bo nie miała na czym przetestować swój nowy lakier do paznokci!
- Aha... - odezwała się Ginny. - Jak przez tą idiotkę Fred będzie znów przybity...
- Jak to znów?! - zdziwiła się Hermi.
- Nie mogę powiedzieć, bo obiecałam... - przez chwilę wszystkie milczały. - Zagramy w Wróżby-Giuszki?
- Jasne! - ucieszyła się Luna. Wróżby-Giuszki to gra, wymyślona przez Freda i Georga. Wystarczyło wpisać na kartkach imiona chłopaków i wziąć kartkę z napisanym uczuciem (np. "nienawiść") w rękę, a dopasowywało się losowe imię. Dziewczyny zrobiły miejsce na podłodze, a Luna wyjęła spod swojego łóżka pudełko i otworzyła je. Wypisały imiona chłopaków na magicznych, różowych kartkach, a żółte rozdały. Hermiona wpatrywała się w żółtą kartkę, przed sobą i zastanawiała się co piszę po drugiej stronie.
- Ja pierwsza! - krzyknęła Ginny. Usadowiła się wygodniej i wypowiedziała magiczne słowa. - Jonulus, Komulus. - Różowe kartki uniosły się w powietrzu i zawirowały. Jedna oddzieliła się od reszty i opadła koło rudej. Dziewczyna wzięła ją w rękę. - Harry - przeczytała. Szybko sięgnęła po żółtą kartkę i odczytała. - Twój przyszły chłopak! - uśmiechnęła się.
- Teraz ja - odezwała się Luna. - Jonulus, Kumulus! - różowe kartki, znów zawirowały, a jedna z nich spadła blondynce na ramię. - Neville i... - sięgnęła po żółtą. - Kocha cię! Haha... Teraz ty Cho.
- Jasne... Jonulus, Kumulus! - krukonka złapała kartki i przeczytała. - Harry... Będzie twoim mężem - czarnowłosa zarumieniła się, a Ginny spiorunowała ją wzrokiem.
- To tylko zabawa... - mruknęła. - Hermi, twoja kolej - dopowiedziała głośniej.
- Jonulus, Komulus... Ja mam... Ron... i zabije cię pluszakiem - wszystkie dziewczyny wybuchły śmiechem. Reszta dziewczyn miała równie śmieszne i dziwne wróżby. Po kilku minutach powtarzały zabawę. - Hym... Fred... - Hermiona właśnie złapała swoją kartkę, wirującą w powietrzu. - Naprawdę go kochasz... - dziewczyna spoważniała. Jej koleżanki wybuchnęły śmiechem. Nie chciała, aby coś zauważyły, dlatego zrobiła to samo. Resztę wieczoru spędziły na jedzeniu i gadaniu o chłopakach, lecz Hermiona nie udzielała się za bardzo. Generalnie słuchała i śmiała się. Dobrze się bawiła, myślała, że będzie gorzej.
- Dziewczyny - odezwała się nagle. - Idę do łazienki. Zaraz wracam, ok?
- Idę z tobą - oznajmiła Cho, wstając. Dziewczyny wyszły na korytarz, kierując się w stronę toalet. Po drodze minął je mały skrzat, który biegł gdzieś bardzo szybko z kopertą w ręku. Przyjaciółki nie zatrzymały się, lecz spojrzały jeszcze za siebie. Skrzata już nie było.
- Wiesz może... - zaczęła Cho, ale Hermi jej przerwała:
- Czytałam kiedyś, że skrzaty są wysyłane w nagłych przypadkach. Przekazują wiadomości. Oczywiście można przysłać sowy, ale tak szybciej.
- Jak mogłam sądzić, że nie będziesz wiedziała... - powiedziała czarnowłosa bardziej do siebie, niż do niej. - Myślisz, że to coś ważnego? To znaczy na pewno ważnego, ale... Czy to ma związek z Voldemortem? - Granger tylko wzruszyła ramionami. - Wiesz mam pewne dziwne przeczucie... Że stanie się... że dzieje się coś bardzo niedobrego, ale Dumbledore i reszta ukrywają to przed nami.
- Przesadzasz... - Rudowłosa uspokajała ją. Sama zastanawiała się nad tym już wcześniej i też odnosiła takie wrażenie, ale nie chciała jej straszyć... A może sama nie chciała w to uwierzyć.


To była dłuuuga noc. Dziewczyny zasnęły około 4 nad ranem. Doprowadziły się jakoś do ładu i poszły do Wielkiej Sali na śniadanie. Wychodząc z łazienki Hermiona spojrzała jeszcze na lustro i stwierdziła, że nie wygląda już całkiem jak zoobie. Po paru minutach siedziała koło Harry'ego i Ginny. Nad ich głowami zaczęły zlatywać się sowy,
- O! Poczta - zauważył Ron. - Ciekawe co mi przysłała matka.
- Powinnam dostać nową bluzkę - odparła jego siostra. - Więc nie licz na to, że dostaniesz coś extra.
- Ta... dzięki, siostra mi wystarczy - zamruczał rudzielec opychając się bułką. Po chwili obok Harry'ego wylądowała gazeta. Chłopak spojrzał w górę i uśmiechnął się do Hadwigi, po czym rozpakował ją i zaczął przeglądać.
- O matko! - Granger zdusiła w sobie krzyk, zerkając na okładkę. Wszyscy podążyli za jej wzrokiem. Wybraniec przewrócił gazetę w rękach i przeczytał nagłówek:
- Wojny w Azji. - Szybko przekartkował strony szukając odpowiedniej, a gdy już znalazł, Hermiona wyrwała mu gazetę i zaczęła czytać.
- Celem konferencji zwołanej przez Ministersto Magii w Świecie było powiększenie wojska, po ataku Czarnego Pana na Pekin, Bombaj i Tokio. Wojska poprosiły o pomoc, gdyż większość walczących czarodziejów została zabitych. Lista wielkich, poległych czarodziejów: Gloria Whitmore, Zaus Sit, James Ovilla... - dziewczyna przerwała i spojrzała na resztę. Nie odezwali się. Ran i Ginny mieli otwarte usta ze zdumienia, o czym najwyraźniej zapomnieli. - Jak to możliwe, że w Azji toczy się wojna, a my nie mamy o tym pojęcia? - Nadal milczeli. - Ktoś z was o tym wiedział? - Pokręcili przecząco głowami.
- Najwyraźniej Dumbledore nie chciał, abyśmy się dowiedzieli - stwierdził Neville.
- Po co mu to? - odezwał się spokojnie Harry. - Po co Voldemortowi to wszystko? Co on chce tym osiągnąć?
- Może ma obsesje na punkcie panowania nad światem? - podsunęła Ginny.
- Nie podoba mi się to... - stwierdził jej brat. - I to bardzo...
- Według tego, co tu jest napisane, wojna trwa od dwóch tygodni - Hermiona znów wpatrywała się w tekst.
- Kto wygrywa? - zapytał drżącym głosem Ron.
- A jak myślisz?
- Wolę nie mówić...
Ten dzień zaczął nabierać ponurych barw, a potem nie było wcale lepiej.

Trwała lekcja wróżbiarstwa, lecz nikt nie słuchał trajkoczącej Sybilli Trelawney. Wszyscy rozmyślali nad wojną, która gdzieś tam nadal trwała. Czarodzieje ginęli, a sytuacja stawała się coraz gorsza. Przyszłość była niewiadoma. Jednak w głębi serca wszyscy wiedzieli, że nic im nie będzie. Voldemort już dużo razy ich atakował, lecz nigdy nie odniósł sukcesu. Teraz nie będzie inaczej... A przynajmniej taką mieli nadzieję.
~ o ~

- Straty - powiedział bardzo spokojnie Czarny Pan.
- Nie musisz się przejmować - odparła z uśmiechem Bellatrix.
- Świetnie. Przejmij dowodzenie. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. - Czarownica wykonała przed nim dziwaczny taniec radości, ale on nawet na nią nie spojrzał. Stał dumnie i patrzył na zniszczone, spalone domy i ciała leżące na ulicach. Nie mógł się nacieszyć tym widokiem, lecz w końcu zszedł ze schodków, z których i tak zostały tylko zgliszcza, i powolnym krokiem przechadzał się po placu. Obok niego przeturlała się głowa rozwalonego posągu. Przystanął, rozłożył ręce, zamknął oczy i powoli wciągnął powietrze. Wzniósł twarz ku górze i szybko otworzył powieki. - To mojeeee!!! - wykrzyczał, a jego głos rozległ się echem po okolicy. Smierciożercy niszczący jeszcze resztki tego co przetrwało, wybuchnęli śmiechem, popierając go i wywołując na jego twarzy jeszcze większy uśmiech.

"Dopiero spojrzenie 
wstecz pomagam na zrozumieć...
Pytanie co zrobić z rzeczywistością?"

Hejo! :D Mamy fanpage i mam nadzieję, że to nie był zły pomysł :P Wbijajcie i lajkujcie. Zapraszać też mnie na fb:

https://www.facebook.com/profile.php?id=100006667606366

Bo nie mam znajomych i jestem samotna :( Ciekawe, która będzie pierwsza :P Mam dla was niespodziankę na święta xd. Kocham święta! Ale do nich jeszcze dalekooo...

Info :*

Hejo, malutkie info (bo właśnie przerwałam pisanie następnego rozdziału) i wracam do pracy :D Obczajcie:

https://www.facebook.com/pages/Historia-kt%C3%B3ra-nigdy-nie-mia%C5%82a-mie%C4%87-miejsca-Fredmione/717359008339830

Yeah... to link strony na fb :D Lajkujcie :) Pierwszy raz prowadzę fanpage, więc wybaczcie, jakby coś ;) papa! Ja lecę pisać, może jeszcze dziś rozdział będzie :P

czwartek, 30 października 2014

Rozdział 18 "Randka"

"Uroczyście przysięgam,
że knuję coś niedobrego..."


- No weź... jeszcze trochę - nalegał.
- No dobra, ale zaraz wracamy.
Draco i Hermone szli rozmawiając o nadchodzącym meczu, gdy zza zakrętu wyłoniła im się dobrze znana postać... - Dumbledore.
- Co wy tu robicie? - nie był zadowolony... wręcz przeciwnie.
- Yyy... panie profesorze - odezwała się Hermiona i nerwowo spojrzała na chłopaka.
- Tego się po tobie nie spodziewałem - powiedział dyrektor. - Przecież dobrze znacie regulamin. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jakie są konsekwencje takiego zachowania? Nie jest tu bezpiecznie. Natychmiast do środka! I za chwilę chcę was widzieć w moim gabinecie. Obyście mili dobrą wymówkę na to, że złamaliście jedną z najważniejszych zasad.
Dyrektor wszedł z nimi do środka. Milczeli. Kazał im iść pod swój gabinet, a sam gdzieś się ulotnił.
- I co teraz? - zapytała idąc korytarzem.
- Po prostu bądź cicho i potwierdzaj to, co ja mówię, ok?
- Co? A co powiesz?
- Nie wiem, ale coś wymyślę, a ty się nie odzywaj.
Hermiona już nic nie powiedziała. Bała się. Dlaczego była taka głupia, że wyszła z tym kretynem? Gdyby to jeszcze był ktoś inny, ale Draco?
Parę minut później stali pod drzwiami gabinetu dyrektora. Malfoy westchnął, po czym lekko zapukał. Usłyszeli niewyraźny głos profesora - "proszę". Zastanawiając się jak tak szybko się tam dostał weszli do środka.
- Oh... to wy - udawał zdziwionego. - Siadajcie - wskazał im dwa fotele naprzeciwko swojego biurka. Chłopak i dziewczyna wykonali niepewnie polecenie. - A więc mówcie. Dlaczego, mimo mojego wyraźnego zakazu, wyszliście poza mury zamku?
- Panie profesorze - zaczął Draco. - To moja wina. Hermiona nie chciała, mówiła mi, że nie możemy, ale ja ją namówiłem.
- Pytałem o coś innego - przerwał mu dyrektor. Trudno było wyczytać z wyrazu jego twarzy, w jakim jest nastroju. Wydawał się spokojny, ale po nim to nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.
- Dyrektorze - chłopak próbował mówić stanowczo, ale przyjaźnie. - Jeżeli ma pan zamiar kogoś karać, to mnie. Ona nic nie zrobiła.
- Oczywiście, że karać będę.
- Ale nie ją.
- Draco... - odezwała się teraz Hermiona. - Profesorze ja...
- Nie - przerwał jej kolega. - Ty nie jesteś winna. To przecież ja cię namawiałem, żebyśmy poszli.
- Tak było panno Granger? - zapytał ją siwobrody.
- No... - dziewczyna wahała się. - No tak, ale...
- A więc możesz już odejść - oznajmił nauczyciel.
- Ale ja...
- Powiedziałem, że masz już iść - to nie było wcale miłe. Dziewczyna zawsze lubiła Dumbledora, ale teraz była jakiś inny. Być może to ze względu na tą ostrożność? Hermiona nie miała wyboru. Ostatni raz spojrzała na Draco, wstała i wyszła. Usłyszała tylko jak profesor mówi: "A więc kontynuuj", a potem drzwi się zamknęły. Nie wiedziała dokładnie co się przed chwilą stało. To wszystko dotarło do niej gdy usiadła na kanapie w pokoju wspólnym Gryffonów - uczyła Malfoya, dała się namówić na wyjście z nim, Fred ma dziewczynę i to w dodatku tą sukę Amber, właśnie zaczęła przeklinać i o mało co nie dostała opieprz od dyrektora. No właśnie! Draco przed chwilą wziął na siebie całą winę! Obronił ją, choć... to w sumie była jego wina, ale czuła się dziwnie... jakoś tak nieswojo. Musiała się przespać, tylko o tym teraz marzyła. Wziąć gorącą kąpiel i iść do łóżka. Nagle usłyszała śmiechy i ledwo co się powstrzymała, żeby nie złapać dopalającego się drewienka i nie rzucić w dziewczynę, która właśnie weszła - Amber, w towarzystwie tych swoich wywłok. I wtedy Hermiona już wiedziała, że musi wprowadzić swój plan w życie...

Klasa Hermiony wyjątkowo dostała pozwolenie na wyjście na dwór. Hagrid miał ich gdzieś zaprowadzić, więc teraz uczniowie szli szybko przez plac. Śpieszyli się, jakby nie wiadomo co miało się stać. Dziewczyna zwolniła trochę, chcąc dostać się na koniec "wycieczki". Po kilku sekundach zobaczyła swój cel. Szedł z kolegami i jak zwykle się wygłupiali. Podbiegła do nich mówiąc "hej". Uśmiechnął się... musiała przyznać, że był słodki. Benny Mich, to chłopak, który w II klasie chciał się z nią umówić, ale ona w głowie miała wtedy tylko Rona (fuj...).
- Zaraz was dogonię - powiedział do kupli, a oni poszli dalej. - Hej Hermiona. Co tam?
- Hej. Wiesz... nic specjalnego, tylko... chciałam cię zobaczyć. - Szli koło siebie. Chłopak odskoczył i ukłonił się lekko.
- A więc oto ja - uśmiechnął się.
- Hahaha... - rozbawił ją. - I jak tam u ciebie? Nie gadaliśmy... od drugiej klasy?
- Eh... - uspokoił się i znów szedł koło niej. - Chyba tak. Wiesz... zbyt wiele się u mnie nie zmieniło.
- Nadal lubisz robić żarty innym?
- Ta... chociaż nie jestem taki dobry jak Fred i George - przystanął.
- Ta... - dziewczyna przypomniała sobie co czuła do Freda. Stanęła naprzeciwko niego. - Wiesz co? Nie, nie jesteś. - Spojrzał na nią. - Jesteś lepszy.


Chłopak uśmiechnął się słodko. Ona też. Może nie był wcale taki zły? Podobno dziewczyny za nim szalały... tak słyszała. Nawet jej przyjaciółka - Cho Chang - kiedyś była w nim zakochana, a teraz miała Harry'ego, który ją też kochał. Widziała to... Ta to zawsze miała szczęście. Rozbrajał ją wzrokiem. Uśmiechała się nie tylko dlatego, bo go lubiła, ale dlatego, żeby doszło do czegoś więcej... Chciała z nim być, bo chciała wzbudzić zazdrość Freda. Niech żałuje. Nie wiedziała, czy robi dobrze, ale w tej chwili o tym nie myślała. Benny złapał ją za rękę. Chyba widziała w jego oczach, jak uczucia sprzed kilku lat wracają.
- Hermi? - zapytał.
- Mhm...?
- Czy twoja odpowiedź nadal brzmiałaby: "Weź się ode mnie odczep! Nie lubię cię, jesteś dziwny!"?

Dziewczyna się zaśmiała, spuściła głowę i "niby przypadkiem" przybliżyła. Idealnie wykorzystał tą sytuację. Złapał ją lekko za podbródek i podniósł jej twarz tak, że teraz patrzyli sobie w oczy. Nie widział oporu, dlatego bardzo delikatnie pocałował ją w usta... I o to jej właśnie chodziło. Uśmiechnęła się, bo osiągnęła sukces. On zrobił to samo.
- Chodź - złapał ją za rękę i dogonili resztę. "Pierwszy etap zakończony pomyślnie" pomyślała.

Po lekcjach Hermiona siedziała w swoim pokoju i przygotowywała się wraz z przyjaciółkami do "babskiego wieczoru"
- Hej... - odezwała się niepewnie, zaplatając warkoczyki Ginny. - A może przyjść Cho? - Jej rudowłosa przyjaciółka odwróciła się napięcie, Hermi wiedziała, że młoda Weasley za nią nie przepada, bo w końcu Harry wolał czarnowłosą, ale... W końcu krukonka była jej przyjaciółką.
- Jasne - odezwała się łagodnie Luna. - Będzie świetnie!
- Ale... - Ginny spiorunowała ją wzrokiem. - Hermi! To miał być nasz babski wieczór. Ja chciałam, żeby tu były tylko gryffonki...
- Oj Ginny... Ona jest moją przyjaciółką tak samo jak ty - oznajmiła Hermi.
- Przecież wiesz, że za nią nie przepadam...
- Oj tam, oj tam... Będzie fajnie. Zobaczysz...
- Eh... - westchnęła, ale ostatecznie się zgodziła. - Więc jakie macie plany?
- No wiesz... Chłopacy, ubrania, zrobimy sobie małe top model? - zapytała z entuzjazmem blondynka.
- Żartujesz? - zdziwiła się Granger.
- Nie... czemu? Będzie fajnie!
- No nie wiem, może. Ok zobaczy się wieczorem. Romilda załatwisz coś do jedzenia?
- Mhm... jasne - odparła dziewczyna. - Parvati, pomożesz? - jej przyjaciółka skinęła głową.
- No to wszystko chyba załatwione... zostało tylko czekać do wieczora - uśmiechnęła się Ginny.
- Mhm... - Hermiona skupiła się na jej włosach.
- Hermi co ty taka nieobecna trochę jesteś? - zauważyła ruda.
- Ja? Nie...
- Widziałam ją dzisiaj z Bennym... - oznajmiła z uśmiechem Lavender. Ginny się zakrztusiła.
- Co??? - zdziwiła się. - Hermi! On znów coś od ciebie chce?
- No wiesz... - dziewczyna się zarumieniła. - My chyba... jesteśmy razem.
- Że co?! - wykrzyknęły wszystkie naraz. - Żartujesz? - dodała Luna.
- A czemu?
- No nie wiem... ale ostatnio, czyli w drugiej klasie on chyba się w tobie zabujał i dałaś mu kosza. Co się zmieniło?
- Co się zmieniło? Luna, przecież ty sama chciałaś z nim kiedyś być! - zaśmiała się Hermi.
- No wiesz... on jest bardzo miły i lubi zwierzęta...
- Hermi zazdro - przerwała jej Lavender. - On jest słodki! Jak to się stało. Mów!
- Może na babskim wieczorku? - rzuciła Ginny. - Od tego właśnie to jest. Ale Hermi powinnam już o tym wiedzieć! - udała obrażoną. - Dlaczego nigdy nic nam nie mówisz...
- Eh... dziewczyny, pogadamy wieczorem. Muszę się zbierać - oznajmiła Granger.
- Gdzie? Do Benny'ego? - zapytała Parvati.
- A żebyście wiedziały, że tak - uśmiechnęła się i wstała. Musiała przyznać, że fajnie tak, gdy wszyscy się nią interesują. Trochę się bała tego spotkania... hej? Czy to przypadkiem nie była randka? Tak, to była jak najbardziej randka i to z kim! W Benny'm kochało się dużo dziewczyn. Granger nie miała pojęcia dlaczego, przecież to zwykły chłopak... fakt, był przystojny, ale nie miał w sobie niczego specjalnego. A przynajmniej na razie tak myślała.

Dziewczyna siedziała na parapecie jednego z tych wielkich okien, wychodzących na plac główny. Miała na sobie zwykłe rurki i normalną białą bluzkę na ramiączkach. Wokół było prawie pusto, tylko po jej lewej stronie stała mała grupka pierwszorocznych. Po chwili usłyszała kroki. Obróciła głowę w tę stronę i zobaczyła swojego chłopaka.


Chłopak szedł do niej, ale zatrzymała go jakaś dziewczyna. Przystanął i przez chwilę z nią rozmawiał. Mówiła coś do niego, a on spojrzał na Hermionę.


Uśmiechnął się słodko. Przerwał swojej koleżance, pożegnał się i odszedł, podchodząc do gryffonki.
- Haj Hermi - powiedział.
- Hej - uśmiechnęła się. Dziewczyna nie wiedziała co ma robić, ale na szczęście on wiedział.
- Chodźmy stąd - złapał ją za rękę i zaprowadził do wschodniej wieży. Wchodzili po schodkach na górę, gdy nagle w połowie drogi przystanął. - Usiądziemy? Czasem tu chodzę, gdy muszę sobie pomyśleć. Nikt tędy nie przechodzi.
- A co jest na górze? - zapytała z ciekawości.
- Jedno z zakazanych pięter - uśmiechnął się łobuzersko. - Chcesz zobaczyć?
- Może potem. Zmęczyłam się tym bieganiem - dziewczyna usiadła na jednym ze schodków, a on usiadł koło niej. Nie było ciasno, ale schody miały szerokość z dwóch metrów. Były kręcone, jak to w wieży bywa.


Nie spodziewała się, że tak właśnie będzie wyglądać ta randka... Chłopak wyjął swoją różdżkę i wypowiedział jakieś zaklęcia. Hermiona przyglądała mu się z uwagą. Wokół nich pojawiły się zapalone świece. Niektóre osiadały na schodkach, a niektóre wisiały w powietrzu. Tego się nie spodziewała. Teraz wyglądało tu romantyczniej.
- Nie znałam tego zaklęcia... - przyznała, co było u niej rzadkością.
- Mój tata je wymyślił... - oznajmił. - Dla mamy. - Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Przeniosła się na wyższy schodek. Oparła się plecami o ścianę, a nogi zgięła i objęła rękoma kolana. Chłopak też oparł się o mur. - Co u ciebie? - zapytał.
- Hym... w sumie to w porządku. A u ciebie?
- Teraz już okej... - spojrzał na nią. Jego oczy się świeciły. - Trochę się zmieniłaś od czasu kiedy... kiedy no wiesz...
- Chciałeś ze mną być - zarumieniła się. - Wiem, ja... każdy się zmienia. Zastanawiam się, dlaczego ja? To znaczy, dlaczego chciałeś być ze mną, przecież jest mnóstwo dziewczyn, które...
- Chciałem z tobą być - przerwał jej. - I nadal chcę.
- Ale... czemu?
- Bo może się w tobie zakochałem?
- We mnie nie da się zakochać... Jestem kujonem...
- Nie. Przestań. Nie gadajmy o tym ok? Może później... a teraz... chcę cię poznać.
- Przecież mnie znasz.
- No tak, ale tak z widzenia. - Dziewczyna zaśmiała się.
- Ok. Więc co chcesz o mnie wiedzieć?
- Wszystko... jaki jest twój ulubiony kolor, co lubisz robić, o czym najczęściej myślisz, z kim najwięcej czasu spędzasz, kim chciałabyś być, jakie są twoje marzenia, pomysły... Wszystko - uśmiechnął się.
- Ale po co?
- Żeby cię w tym wspierać...
- Haha... no więc. Hm... Mój ulubiony kolor to zielony, lubię czytać... Nie wiem kim chciałabym być w przyszłości, ale chcę po prostu być szczęśliwa.
- A co dla ciebie znaczy szczęście? - robiło się coraz ciemniej. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć.
- Szczęście... To gdy moi przyjaciele są bezpieczni, gdy nie muszę się niczym martwić. Szczęście to sukcesy... i porażki z których się podnosimy. To uczucie, że jesteś komuś potrzebna i że wiesz, że ktoś cię kocha, że jesteś dla kogoś ważny... Nie musisz na nikogo czekać, bo wszystko to co już osiągnąłeś, to było to do czego dążyłeś. Szczęście to świadomość, że nie musisz się o nic już starać. To spełnione marzenia. A ty jak uważasz?
- Hm... podobnie. Wiesz, jak ty już coś powiesz, to nie da się tego przebić - obydwoje wybuchnęli śmiechem. - Za to cię zawsze lubiłem. Ty nie jesteś taka jak reszta dziewczyn. Jesteś niesamowita. Inna niż wszystkie i to jest w tobie interesujące i takie... przyciągające. Ja nigdy nie lubiłem dziewczyn, które zawsze odpowiadają tak samo jak swoje koleżanki.
- A skąd wiesz, że moje koleżanki nie myślą tak samo?
- Bo to czuję. Ty masz coś w sobie... - nie bardzo wiedział jak dobrać słowa. - Nawet nie wiem jak to nazwać. Po prostu jesteś niesamowita. I nie mów, że nie da się w tobie zakochać. Bo da. Ty jesteś... nieprzewidywalna. Istnieje taki typ dziewczyny, która jest księżniczką... Nie da się o niej przeczytać w książce, nie obejrzymy jej na ekranie. Nie zobaczymy jej na obrazie, ani rzeźbie. Nawet gdyby najlepszy pisarz, reżyser, rzeźbiarz, malarz próbował ją pokazać... nie odzwierciedliłby jej uroku. Bo na tym świecie są takie osoby, które po prostu trzeba... poznać, poczuć i wtedy zobaczy się to coś... to coś, co ja widzę w tobie... - spojrzał w jej oczy. - I ja wiem, że ty nie jesteś dla mnie najważniejsza. Bo zazwyczaj najważniejsze listy chowamy. Żeby o nich nie zapomnieć. Potem gdy je zobaczymy, to zdajemy sobie sprawę z tego, że już nie są nam potrzebne i po prostu je wyrzucamy. A ciebie nie muszę chować w szufladzie, żeby o tobie pamiętać. Bo ty jesteś kimś więcej. Jesteś kimś więcej niż tylko zwykłym "najważniejsza"... Ciebie mam w moim prywatnym archiwum... tutaj - przyłożył swoją rękę do serca.
- Ja... ja nie wiem do powiedzieć...
- Więc nic nie mów... Posłuchaj bicia mojego serca, które napiernicza tylko dla jednej dziewczyny na tym chorym świecie...
- Benny...
- Kiedy miałbym wybierać między oddychaniem a byciem z tobą... Wziąłbym ostatni oddech, żeby powiedzieć "Kocham Cię".
- Ja... - uśmiechnęła się. - Benny, ja nie wiem co powiedzieć... - dziewczyna usiadła na środku schodka. On przysiadł koło niej. - Jesteś słodki. Wiesz? - Chłopak tylko się uśmiechnął i pocałował ją lekko w policzek.



- Ja tylko mówię to, co myślę... - oznajmił. Dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę. Zrobił to samo. Uśmiechnął się, ale potem spoważniał. 


Pochylił się trochę w jej stronę. Zamknęła oczy. Po chwili poczuła jego delikatne, miękkie wargi. Nie protestowała. Benny dotknął ręką jej policzka i pocałował już trochę mocniej. Dziewczyna nie wiedziała czemu, ale poczuła się szczęśliwa. Otworzyła oczy dopiero wtedy, gdy się odsunął. Spuściła głowę na dół zarumieniona. Chłopak nachylił się nad jej uchem i szepnął:
- Kocham Cię... - Hermiona zadrżała. To było bardzo przyjemne. Po chwili oprzytomniała.
- Muszę już iść... - powiedziała patrząc w jego radosne oczy. Sama nie mogła się przestać uśmiechać. Pokiwał głową. Oboje wstali i trzymając się za ręce zeszli na dół. Odprowadził ją do pokoju wspólnego. - Pa... - dziewczyna już chciała iść, ale on chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Pocałował ją, a ona zarzuciła ręce na jego ramiona. W tej chwili do pokoju wszedł Fred i George. Dziewczyna poznała ich po głosach, ale nie przerywała pocałunku, wręcz przeciwnie, jeszcze się zbliżyła do swojego chłopaka. Widziała kątem oka jak rudzielce przechodzili koło nich. Benny pierwszy się odsunął.
- Dobranoc skarbie - powiedział całując ją jeszcze w policzek. 
- Dobranoc - szepnęła po czym poszła do siebie... 

"Największa zemsta
to spektakularny 
sukces..."

No hej :D długo rozdziału nie było, same wiecie dlaczego, szczerze to też dlatego, że po ostatnim było mało komentarzy, które właśnie mnie zachęcają do pisania. Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodobał :D Komentujcie! Czekam :D

wtorek, 28 października 2014

Zapraszam na
http://historiaksiezniczki.blogspot.com/
gdzie są moje opowiadania :D
Mam nadzieję, że w ten sposób umilicie sobie czas!
Przypominam o przysyłaniu rysunków, bo jeszcze nic nie mam, ale wierzę, że któraś z was o tym pomyśli i to zrobi. Ok, a więc z myślą o tym, że któraś coś narysuje idę pisać nowy rozdział :D 

sobota, 25 października 2014

KONKURS!



Hej :D Ogłaszam konkurs na
"symbol naszego bloga" :D
Już wyjaśniam.
Każde stowarzyszenie, grupa, ma
swój znak, np:

Igrzyska śmierci:


Dary Anioła:



Insygnia śmierci:


Tajemnice Domu Anubisa:
"Liga dziewczyn"



Nike:



Mam nadzieje, że rozumiecie.
Chodzi o to, żeby nasz blog też miał
symbol. Pewnie teraz myślicie "co za 
kretynka to wymyśliła" hehe. 
Po prostu chcę abyśmy byli jednością xd
Grupką osób, które uwielbiają Harry'ego Pottera
i tego bloga :D Dlatego wymyślajcie jakieś 
symbole i przesyłajcie mi je na pocztę :D
Myślałam też o tym, żeby zrobić "waszą pocztę",
to znaczy, że stworze konto na poczcie i podam 
wam login i hasło. Jeżeli nie chcecie wysyłać 
z własnych kont, to po prostu wyślecie z tego.
Wiem, że ktoś może sobie wejść i zmienić hasło, ale
co to mu da? Oczywiście to tylko pomysł. Wy decydujecie,
bo wy będziecie z tego korzystać. Ktoś może się 
zgłosić na ochotnika i zrobić takie konto i podać login i hasło.
Wiem, że przecież każdy po prostu może sobie stworzyć własne,
ale... no cóż. Jestem kreatywna xd i wymyślam
różne rzeczy bez sensu :D

Co do konkursu, to rysujcie, róbcie zdjęcia i 
przysyłajcie:
ksiezniczka.swojego.umyslu@wp.pl
I piszcie w komach jakie mogą 
być za to nagrody, bo ja pojęcia nie mam XD
Oczywiście gdy będzie dużo zdjęć, 
to zrobimy głosowanie, albo ja wybiorę :D
I dowiecie się co potem z tym zrobimy :D
Dobrze by było, gdybyście też napisały 
dlaczego właśnie to narysowałyście,
to znaczy co ten symbol oznacza :D
Na przykład gdzieś tam umieścicie liść
dębu i to oznacza męstwo. Oczywiście 
po co męstwo w tym blogu? Heheh to tylko
przykład. No myślcie myślcie :D
Gratuluje tym co dotarli do tego momentu i 
jeszcze to czytają, bo się trochę rozpisałam. 
Przypominam o pisaniu w komach jaką
chcecie nagrodę :D Bo ja nie mam pomysłu :D
 piszcie czy cokolwiek z tego
zrozumiałyście, bo ja jak 
to przeczytałam to nic bym nie kapowała :D
Ok trzymajcie się, do zobaczenia :P