sobota, 19 września 2015

Ogłoszenia parafialne

Rozdział będzie w następną sobotę, bo jestem zajęta moją kampanią wyborczą. I było bardzo mało komentarzy więc jakoś tak... nie za bardzo mam ochotę pisać. Może przed rozdziałem będzie jeszcze LBA. Miłego weekendu!

sobota, 12 września 2015

Rozdział: 38 "Tu leży serce, które bić przestało"

Witajcie! Po przeczytaniu zostawcie komentarz i nie mówcie, że jestem okrutna, mi też jest smutno... :( P.S. Nowa piosenka - Brother's Lament, posłuchajcie koniecznie. A teraz zapraszam na dół...

"Złożyłeś obietnice
Niedopowiedziany ślub
I chciałbym, żebyś tu był.
Ja jestem powtarzając to teraz.
Będziemy dla siebie
zawsze blisko
Ale nie możesz usłyszeć mnie,
leżąc w ziemi...
Więc niech łzy spadają
Bo ja nie mogę nic zrobić
Niech łzy spadają
I choć przyszłość wydaje się szara
I przyjdą cię zabrać
Niech łzy spadają
I będę leżeć obok ciebie.
Uśmiech zniknął z twojej twarzy,
część mnie umarła..."

Hermiona widziała jak George pada na ziemię i w tej chwili poczuła silne ukłucie w sercu. Wiatr zawiał mocniej, rozwiewając jej potargane już włosy. Z gardła wydarł się krótki krzyk. "Wstań, wstań, wstań! Podnieś się, proszę podnieś! Błagam cię George! Przecież cię nie trafił. Zaklęcie mogło przelecieć obok! George, nic ci nie jest. Podnieś się, tylko się podnieś i będzie wszystko dobrze. Albo może coś ci się stało, ale zaraz ktoś przyjdzie, zaraz ktoś ci pomoże. Nie bój się nic ci nie będzie. Zaraz ktoś tu będzie... ja tu jestem. Do cholery! George! Podnieś się!" - błagała w myślach, jednak chłopak leżał w bezruchu na ziemi. Spojrzała ze łzami w oczach na Saitana, który uśmiechał się. Ogarnęła ją niewyobrażalna furia. Zaczęła krzyczeć, kopać ziemię, wiercić się na wszystkie strony, aby tylko poluźnić węzły, jednak te trzymały mocno.
- Wypuść mnie gnoju! Słyszysz!? Co tak stoisz do cholery! - darła się, szlochając. - Pomóż mu kretynie! Pomóż mu chociaż!
- Za późno - rozłożył ręce. - Nie żyje.
Dziewczyna jednak nie zwracała uwagi na jego słowa. To nie mogła być przecież prawda. Nie chciała w to wierzyć. Nadal szarpała się wściekle, aby zrobić jakikolwiek postęp. Saitan podszedł do niej i złapał za brodę, co ją unieruchomiło.
- Hm... myślę, że tyle na razie wystarczy. Powiedz swoim przyjaciołom, że wrócę, a wtedy nie będzie tak kolorowo.
Granger nie wiedziała o co mu chodzi, nie była wstanie jasno teraz myśleć. Kiedy ją puścił odetchnęła z ulgą nie zdając sobie sprawy z tego, że wstrzymywała powietrze. Chłopak odwrócił się i szedł przed siebie aż w końcu zniknął jej z oczu. Dziewczynie serce waliło jak młotem. Węzły nagle same opadły i upadła na kolana podpierając się rękoma. Chciała krzyczeć, ale nie mogła wydobyć głosu. Teraz widziała wszystko jak w zwolnionym tempie. Fred wyłonił się z zarośli i na jej widok się ucieszył, jednak zobaczył leżącego brata. Zamarł.
Świat na chwilę stanął w miejscu. Chmura zasłoniła słońce i zrobiło się ciemniej, jakby niebo posmutniało. Wiatr ucichł tak, że nawet malutki liść nie odważył się poruszyć. Hermionie wydawało się, że jest gdzieś indziej, że jest nieobecna i tylko to ogląda. Widziała jak Fred podbiega do George'a i rzuca się na kolana. Krzyczy do niego, lecz ten już nigdy nie miał zareagować. Potrząsa nim, aby dał jakikolwiek znak życia, jednak ani drgnie. I tak oto po jego twarzy spływa pierwsza łza. Mimo to nadal wierzy, że to nie koniec. Drżącymi rękoma sprawdza mu puls. Za późno... jego serce przestało bić parę sekund temu. Ostatni oddech został odebrany w brutalny sposób.
Granger ociera ręką twarz. Jej także jest mokra. Nie chce na to patrzeć, ale nie potrafi oderwać wzroku. Fred zaczyna głośno szlochać i powtarzać imię swojego brata.
- Nie odchodź - błaga. - Proszę, nie rób mi tego... George, otwórz oczy, George!
W końcu powoli kładzie głowę na jego klacie, która nie uniesie się już nigdy.
- Nie!!! - krzyczy. - Nie zostawiaj mnie! Proszę, proszę, proszę! Braciszku otwórz oczy... Georgie... No dalej - podnosi jeszcze głowę, aby spojrzeć na nieruchomą twarz. - Proszę - szepcze wylewając kolejne, słone łzy - Nie umieraj... zostań ze mną. Nie możesz umrzeć, nie możesz mnie zostawić. Nie możesz zostawić Ginny... Rona. Proszę cię... Georgie...
Zaciska usta, aby nie krzyczeć z bólu. Spogląda na Hermione, a ona widząc jego zrozpaczoną twarz próbuje coś powiedzieć, otwiera nawet usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Fred bierze brata w ramiona i przykłada czoło do jego czoła. Oddycha szybko i pociąga nosem. Wpatruje się w twarz najlepszego przyjaciela, który był zarazem jego rodziną i najbliższą mu osobą. Nie może uwierzyć, że ten już nigdy się nie zaśmieje, że nie dokończy za niego zdania i nie wymyśli kolejnego dowcipu. A to wszystko dlatego, że wyszedł przed paroma minutami z namiotu. Jeszcze chwilę temu z nim rozmawiał, próbował jakoś pocieszyć. Teraz nie żyje. Kiedy sobie to uświadomił, jego serce rozpadło się na kawałki i stracił wszelką chęć do życia. Łza spływała za łzą, a szloch wyrywał się gardła.
Z każdą chwilą zza zarośli wyłaniało się więcej postaci. Hermiona siedziała na ziemi i płakała, kiedy Ron padł koło Freda. Wkrótce zjawiła się też Ginny, która zaczęła tak żałośnie chlipać, że serce pękało. Inni stali i zakrywali dłonią usta. Nie pytali na razie jak do tego doszło, chociaż każdy domyślił się, że ktoś rzucił na niego zaklęcie. Bliźniak nadal trzymał brata i nie zwracał uwagi na otaczający go świat. Stracił właśnie połowę duszy i serca. Nie wyobrażał sobie życia po czymś takim. Hermiona wiedziała, że będzie musiała opowiedzieć o tym, co zaszło. Wiedziała, że Fred będzie słuchał, kiedy opisze śmierć Georga. Nadal w to nie wierzyła. Nie była wstanie zmusić się, do wstania. Nie mogła się poruszyć, lub cokolwiek powiedzieć. Wszystko wydawało się takie szare... martwe. BO OTO STAŁO SIĘ. Jej przyjaciel nie żyje. Nie potrafiła sobie wyobrazić co w tej chwili czuje Fred. Złość na morderce, przepadła wraz z jego zniknięciem. Kiedy Saitan odchodził, mogła go zaatakować, pobiec za nim, wyżyć się. Ale nie zrobiła nic i teraz była bezsilna. To w tym wszystkim było najgorsze... Bezradność.

~o~

Wiatr błądził cicho między drzewami obserwując wszystko z bezpieczniej odległości. Niejedna osoba w tej chwili chciała zamienić się z nim rolami. Nie widzieć tego widoku, nie czuć tych uczuć. Nawet słońce jak tchórz schowało się za chmurami, które zaczynały płakać. Kropla, po kropelce wsiąkała w ziemię, w której już niedługo miał być pochowany przyjaciel, syn, stróż, uczeń, brat... Nie zasłużył na taką śmierć... Nie zasłużył na taki pogrzeb. Wszyscy zgromadzeni na polanie, w okół wykopanego przez kilku chłopaków dołu, wiedzieli o tym. Żaden z nich, niestety, nie mógł zrobić nic, aby George miał ostatnie pożegnanie, na jakie zasłużył. Nie było tu ani jego rodziców, Bill'a, Percy'ego, Charlie'ego, ani wszystkich przyjaciół. Molly i Artur Weasley nawet nie wiedzieli, że ich syn nie żyje... Kolejna bolesna rzecz - ktoś będzie musiał im o tym powiedzieć. Ktoś musiał ich poinformować, że już nigdy nie wyślą na święta do Hogwartu swetra z literą "G". Już nigdy nie nazwą Freda "Gred", a George'a "Forge". Tylko od jednego będą wymagać opiekowania się Ronem i Ginny. Jeden będzie zasypiał w pokoju na piętrze, w którym drzwi tak strasznie skrzypią. I mimo, że każdy czasem nienawidził ich żartów, wszyscy będą za nimi tęsknić. I prawdopodobnie nikt z rodziny nigdy nie odczuje jego straty równie boleśnie, jak Fred.
Dochodziło południe, jednak na niebie było szaro jak w wieczór. Padał lekki deszcz, więc nie było widać łez. George wyglądał, jakby spał, z tą różnicą, że jego klatka piersiowa już się nie unosiła. Wszyscy wpatrywali się w ziemię, oprócz jego rodzeństwa, nauczycieli i przyjaciół. Ron ściskał mocno rękę Ginny, która zużywała kolejne chusteczki. W rękach trzymali różdżki, tak jak wszyscy. Dumbledore stał przed zmarłym ze smutną miną. Za chwilę miał przemówić. Jako dyrektor nie powinien był do tego dopuścić. Jednak stało się. Wszystko co mógł teraz zrobić, to wyprawić mu możliwie jak najlepszy w tych warunkach  pogrzeb.
- Dziś - zaczął donośnym głosem. - Nasz przyjaciel odszedł z tego świata. - Jego głos przebijał się przez ciche postukiwanie kropel i niósł przez gęstwiny i drzewa, gdzie siedzieli ci, którzy nie mieli odwagi przyjść. Wśród nich był Draco Malfoy... - Dołączył do niezliczonych ofiar wojny. Ich dusze krążą po świecie, szukając swoich rodzin... Aby je wesprzeć... Aby nad nimi czuwać... Twój duch na zawsze pozostanie w naszych sercach... - Dyrektor zrobił dłuższą przerwę, aby słowa przed chwilą przez niego wypowiedziane, utkwiły w głowach podopiecznych i zamieszkały w ich pamięci. - Byłeś dobrym człowiekiem, za którym tęsknić będzie niezliczona ilość osób... Byłeś człowiekiem, po którym słuch nie zaginie. Mimo że twoje ciało już nigdy się nie poruszy, a twoje usta już nigdy się nie zaśmieją... Twoja dusza będzie z nami na wieki! - Ginny nie wytrzymała i schowała głowę w ramionach Rona, z trudem powstrzymując szloch. Harry przybliżył się do niego i chcąc dodać mu otuchy, położył rękę na jego ramieniu. - Żegnaj George'u Weasley'u! - zakończył Dumbledore. Wyciągnął rękę w górę i wystrzelił białe światełko do nieba, jako symbol ostatniego pożegnania. Reszta zrobiła to samo.    





Kilku chłopaków podeszło do martwego George'a, złapali za deski, na których leżał i powoli opuścili do wykopanego dołu. Angelina Johnson uwiesiła się na Lee Jordanie, mocząc jego koszulkę łzami. Kilka osób spojrzało w ich stronę, kiedy usłyszeli jej płacz, jednak Fred stał spokojnie wpatrując się w brata bliźniaka. Hermiona widziała jak zaciska pięści. Widział to on i ona też, że nie można już nic zrobić. 
Tyle zaczerwienionych oczu wpatrywało się, jak zakopują jego kolegę. Po paru minutach w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżał, stał nagrobek. Na kamieniu powoli pojawiały się złote litery pokazujące datę jego narodzin, oraz dzisiejszą... jego śmierci. U góry widniało:
  
"George Weasley,

Co było najdroższe
W tym grobie się mieści..."

Ginny uklękła przy grobie, wyciągnęła różdżkę i wyczarowała jedną, czarną różę. Spuściła głowę i zakryła twarz rękoma. Po kilku sekundach dołączyli do niej bracia. 
Z każdą chwilą ludzie odchodzili do swoich namiotów. Gdzieś w oddali dało się słyszeć grzmoty. Za plecami rodzeństwa stał Harry. Hermiona podeszła do niego i przytuliła. Nie było tu miejsca na słowa, lecz na smutne spojrzenia. Po półgodzinnym staniu, wszyscy byli mokrzy i zmarznięci. Kiedy dziewczyna odsunęła się od przyjaciela, ten podszedł do Rona obejmującego Ginny i złapał ją za rękę. Rudowłosa rzuciła mu najsmutniejsze spojrzenie jakie dotychczas widział, jednak po chwili wstała i dała się poprowadzić chłopakowi do obozowiska. Ron za to poczuł niepohamowaną chęć rozwalenia czegoś. Szybko wstał z zaciśniętymi pięściami i kopnął najbliższy kamień. Zaraz tego pożałował, bo zapiszczał jakby ktoś wbił mu tam nóż. 
- Arrr! - zdenerwował się łapiąc za stopę. 
- Nic ci nie jest? - Hermiona podeszła do niego, ale gdy tylko złapała go za ramię, ten wyszarpał się. 
- Nie! - krzyknął. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku! 
- Ron! - kilka metrów dalej stał Neville. Powiedział to stanowczo i dobitnie, tak, że rudzielec trochę się uspokoił. 
- Przepraszam... - szepnął. - Ja tylko...
- Dobrze - uśmiechnęła się dziewczyna. - Już dobrze... - Przytuliwszy go, zaprowadziła z Neville'm do namiotu, w którym Luna opatrzyła mu złamany mały palec u nogi. Na dworze rozpadało się już na dobre. Niebo robiło zdjęcia z fleszem i oświetlało nowy grób, przy którym klęczała tylko jedna osoba... W okół było pełno błota, pomiędzy drzewami czaiła się ciemność skrywająca swoje sekrety. Fred nie przejmował się tym, że cały się trzęsie. Mógł nawet zachorować i umrzeć. Wszystko jedno. Albo nie... ktoś musiał zapłacić za śmierć jego brata. Tylko to trzymało go jeszcze na ziemi. Jego palce zaciskały się mocno w okół różdżki tak, że paznokcie wbijały mu się boleśnie w skórę. Nie obchodziło go to. Ciągle miał nadzieje, że George zrobił mu wielki kawał... 
Z jego ust wydobywała się para, w końcu była zima. Wydawać by się mogło, że z tego miejsca uleciało życie. Chłopak wiedział, że jego dusza tak naprawdę umarła. Już nigdy nie będzie tym, kim był. Nikt nie będzie wspierał go tak jak George. Nikt nie będzie z nim żartować. Już nic nie będzie tak, jak dawniej. Nie wyobrażał sobie przyszłości. Nie chciał przyszłości. Jego umysł powtarzał w kółko tylko dwa słowa... ZEMSTA i ŚMIERĆ.   


"Nie martw się Freddie... Zmierzam do nieba.
Skąd to wiem? Ponieważ jesteśmy Świętym Duchem.
Łapiesz? Bo ty jesteś święty, a ja jestem... nieżywy.
...Proszę nie płacz."




"Powiększył grono aniołów..."

sobota, 5 września 2015

Rozdział: 37 "Złe miejsce, dobre intencje"


"Nigdy nie łudź się,
że ktoś usłyszy nieme 
wołanie o pomoc. 
To żałosna strata czasu..."

- Saitan... - powiedziała Hermiona stojąc w zaroślach przed nieziemsko przystojnym chłopkiem.
- Mi ciebie też miło widzieć - odparł. - Nie krzyczysz? Nie wzywasz pomocy?
- I tak zdążyłbyś mnie zabrać, albo zabić - oznajmiła. Starała się nie poznać po sobie, że serce skacze jej jak szalone ze strachu. Stała w bezruchu z pokerową twarzą.
- Mądra dziewczynka - uśmiechnął się. Był rozluźniony i bawiła go ta cała sytuacja. - Szkoda, że uciekłaś mi z tamtego zamku... mogła być naprawdę niezła zabawa - mówiąc to, powoli się do niej zbliżał. Ona nawet nie próbowała drgnąć. Miała tylko nadzieję, że zaraz cały obóz będzie się budził i zauważą jej zniknięcie.
- Przez zabawę rozumiesz rozszarpanie przez wampira? - mruknęła.
- Oh.. daj spokój - zatrzymał się tuż przed nią. - Chyba nie gniewasz się o to?
Hermiona nie odpowiedziała. Lewą ręką próbowała sięgnąć do tylnej kieszeni po swoją różdżkę.
- Słuchaj... trochę kiepsko wyszło - kontynuował - ale wierzę, że jeśli nie będziesz wykręcać numerów, nie będę zmuszony cię zabić.
- Więc co chcesz ze mną zrobić? - Granger już trzymała za rękojeść i powoli ją wyciągała. Musiała teraz wybrać odpowiedni moment...
- Eh... - westchnął i odwrócił głowę w lewo. To była dla niej doskonała chwila. Szybko przełożyła rękę przed brzuch, ale w połowie zaklęcia "DRĘTWOTA", chłopak złapał ją mocno za dłoń, aż puściła różdżkę.
- Naprawdę myślałaś, że to ci się uda? - warknął robiąc krok do przodu, przez co prawie dotykali się czubkiem nosów. Cały czas trzymał ją mocno za obie ręce. Chociaż była zima i wszyscy uciekali przez chłodem, w okół nich zrobiło się gorąco. Dziewczyna nie mogła być w tej chwili pewna swoich przyszłych 5 minut. - Chciałem być dla ciebie delikatny, chciałem cię nawet oszczędzić, wiesz? Ale nie zostawiasz mi wyboru. - Powiedziawszy to szarpnął ją mocno i po chwili zniknęli wśród roślin i drzew...

~o~

- Jak tam Freddie? - zapytał rudzielec siedząc na swoim posłaniu i zapinając koszulę. Brat nie odpowiedział tylko przeszedł obok z posępną miną. - Co jest? Gdzie byłeś? 
- Nigdzie - odparł siadając i zdejmując bluzę. - Niedaleko stąd jest obóz. Inni uczniowie żyją i wkrótce się z nimi spotkamy. 
- To dobrze, prawda? - George ostatnio prawie z nim nie rozmawiał. Wiedział, że u Freda działo się coś złego, ale wolał się nie mieszać. Jednak teraz wstał i usiadł obok niego. - Wszystko w porządku? O co chodzi?
- O nic, wszystko gra - próbował go zbyć, jednak ten się nie poddał. 
- Przecież widzę... a w dodatku jesteś moim bratem bliźniakiem. Wiem kiedy u ciebie coś się dzieje. A teraz to nie jest nic dobrego... i nie mówię tu o wojnie - dodał kiedy Fred otworzył usta, żeby odpowiedzieć. - Chodzi ci o jakąś dziewczynę, co nie? Z nimi zawsze są problemy - uśmiechnął się. - Amber? Angelina?
Fred spojrzał na niego z politowaniem. Zawsze byli nierozłączni, jednak ostatnio każdy z nich miał swój własny świat. Jednak kiedy tylko coś się działo, a byli osobno, martwili się, czy nic drugiemu się nie stało. Zawsze sobie dokuczali i sprawiali niemałe problemy rodzicom - walczyli o wszystko, ale również żartowali z innych, założyli też biznes, żeby pomagać w szkole. Lubili ze sobą spędzać czas, choć czasami wkurzali się, że jeden kończy zdanie za drugiego, dzięki czemu tamten zdobywa pochwałę. Eksplozje dobywające się z ich sypialni nie były niczym niezwykłym. Ponadto uwielbiali dokuczać Percy'emu, starszemu bratu i Ronowi. W wieku pięciu lat, Fred zdenerwował się na Rona i w akcie zemsty za zniszczenie zabawkowej miotełki - przemienił misia braciszka w gigantycznego pająka, wywołując u Rona arachnofobię. Niedługo później dał Ronowi cukierek, który wypalił dziurę w języku chłopca. Kiedy on i George mieli siedem lat, prawie nakłonili Rona do złożenia wieczystej przysięgi, której zerwanie wiąże się ze śmiercią. W pewne Boże Narodzenie, bliźniacy wrzucili swojej ciotce Muriel łajnobombe. Incydent bardzo ją rozzłościł. Zaniechała zwyczaju obchodzenia Bożego Narodzenia w Norze, ich domu, za co rodzeństwo było im wdzięczne. Fred już od najmłodszych lat interesował się quidditchem i często rozgrywał mecze ze swoimi braćmi w domowym sadzie. Już na pierwszym roku w Hogwarcie znaleźli się w stanie wojny z Argusem Filchem. Próbowali się też dostać do Zakazanego Lasu, jednak za każdym razem uniemożliwiał im to Hagrid.  Mieli przyjaciół w swoim wieku np. Lee Jordan'a, Alicje Spinnet, która kiedyś podczas finałowego meczu ze Stytherinem zdobyła gol na 20:0 dla Gryfonów. Później zawodnik przeciwnew drużyny, Bole uderzył Alicję w twarz pałką i tłumaczył się, że pomylił dziewczynę z tłuczkiem, a zaraz potem George zdzielił go łokciem w twarz. Obie druzyny dostały rzut wolny, ale tylko Gryfoni go wykorzystali. Harry wkrótce potem zakończył mecz złapaniem znicza i Gryffindor zdobył wreszcie puchar. Przyjaźnili się również z Angeliną i innymi uczniami, z którymi się wałęsali, żartowali itp. ale trzymali się też z Harry'm Hermioną i Ronem, oraz ich przyjaciółmi. W jakiś sposób nawet brali za nich odpowiedzialność, ponieważ byli starsi.
Fred pamiętał, że George mu bardzo dużo pomagał. Kiedyś uciekł z domu w nocy, żeby iść z dziewczyną na imprezę. Oczywiście ich mama mu zabroniła, jednak nie zwracając na to uwagi, wymknął się z domu. Molly Weasley jednak obudziła się w nocy, co często robi i poszła napić się wody. Weszła do pokoju bliźniaków i kiedy zobaczyła, że jednego nie ma - wściekła się. George powiedział, że jest Fredem, bo wiedział, że brat już sobie trochę nagrabił u niej i wziął winę na siebie. Dlatego też Molly ukarała Georga i przez miesiąc musiał zmywać. On dopiero niedawno powiedział o tym bratu, bo nie chciał się przyznać, że to przez jego głupotę, otóż Fred przed wyjściem kazał mu zamknąć za sobą okno, żeby mama się nie domyśliła. Ten jednak zamiast wstać i to zrobić - usnął. A dziewczyna Freda i tak z nim zerwała tamtej nocy, ponieważ trochę się napił i podrywał inne. 
- Hermiona - odpowiedział smutno. 
- Oh... czyli jednak to co o niej mówiłeś... to, że ją chyba kochasz...
- Tak. - Mogli swobodnie rozmawiać, ponieważ w ich namiocie już nikogo nie było. Wszyscy wstali i poszli na poranną toaletę. George nigdy nie lubił rano wstawać i gdyby nie Fred, kiedyś naprawdę by mu się dostało. Było to rok temu. Ginny poszła do koleżanki na noc, Ron został na święta razem z Harry'm w Hogwarcie, a rodzice zostali zaproszeni na mugolskie przyjęcie, które miało trwać całą noc. George przyprowadził sobie do domu jakąś dziewczynę z Ravenclaw'u, dlatego Fred musiał spać w pokoju Ginny w łóżku, z którego nogi mu wystawały. Dlaczego nie w pokoju Rona? Ponieważ chłopak miał taką obsesje na punkcie Hermiony, że zamykał pokój na klucz. Oczywiście bliźniacy mogli go łatwo otworzyć, jednak bali się zobaczyć co tam jest, mogli mieć przecież traumę do końca życia. Fred wstał wcześnie rano. Do powrotu rodziców zostało pół godziny, a w ich wspólnym pokoju George był z dziewczyną. Molly i Artur jednak wrócili szybciej i gdyby Fred ich nie zagadał, zobaczyli by jak obca dziewczyna ucieka z domu przez okno.
- A czy ona... - brat drążył temat.
- Czy mnie kocha? - dokończył Fred.
- Tak...
- Pamiętasz, jak Hermiona była na drugim roku i powiedziała Draco, że wkupił się w drużynę Slytherinu? Nazwał ją wtedy brudną szlamą, a my pobilibyśmy go, gdyby nie wtrącił się Flint. Zawsze ją broniliśmy i ona należała do osób, które się nie zawsze z nami zgadzały i mówiła to wprost, a sam wiesz, że było takich niewiele. Zawsze groziła nam, że napisze do matki. Traktowałem ją jako zwykłą przyjaciółkę, ale już nie... A Draco ten sukinsyn, który zawsze naśmiewał się z naszej rodziny, teraz myśli, że może tak sobie po prostu się z nią zaprzyjaźnić? Ten drań zawsze nabijał się z Rona i z nas, ale my sobie z tego nic nie robiliśmy. Chociaż... pamiętasz wtedy jeden z meczów quidiitcha? Kiedy tak się wkurzyliśmy, że ty i Harry rzuciliście się na niego. Ja też chciałem, ale przytrzymały mnie dziewczyny. Nie cierpię tego dupka i nie wiem co knuję, ale jeśli jeszcze raz się do niej zbliży to dostanie, a jeśli ją skrzywdzi to przysięgam, że zabije go własnymi rękami.
Chłopak wstał i sięgnął po spodnie.
- Okej... to ja muszę iść w krzaczki a ty postaraj się niczego nie rozwalić - roześmiał się słabo brat, aby trochę rozładować atmosferę.
- Ta - mruknął drugi.

~o~

George wyszedł trochę poza obóz. Wszedł nieco w zarośla, aby móc ulżyć pęcherzowi. Nie lubił, kiedy jego brat był zły, albo smutny. Wolał kiedy był otwarty i miał poczucie humoru. Jednak długo tego u niego nie widział To przez tę wojnę. Jeszcze w szkole należeli do najbardziej lubianych uczniów. George sądził, że Fred zawsze odznaczał się cechami charakterystycznymi dla Gryffindoru: odwagą, prawością i szlachetnością. Nie bał się podejmowania ryzyka. Wykazywał też tendencję do lekceważenia wszystkich zasad, chociaż powtarzał, że zawsze wie, gdzie jest granica i kiedy powinien wyhamować. Niby byli identyczni, on wiedział, że jego brat w wielu sytuacjach okazywał się bardziej śmiały i sarkastyczny niż brat bliźniak. Był też bardziej bezwzględny w stosunkach do wrogów i ofiar dowcipów, których nie lubił. Czasem nawet potrafił być okrutny... Jednak ludzie, którzy nie zasłużyli na bycie ofiarą żartu, mogli dostać od niego dużo współczucia. Zawsze szybciej darował wszelkie urazy, o ile druga strona dawała wyraz swojej skruchy. Kiedy ich matka kiedyś ciężko zachorowała, nie mogli wejść do niej do szpitala. Pielęgniarka uświadomiła im, że to zbyt ryzykowne, jednak Fred kłócił się o to najdłużej. Zawsze był bardziej zawzięty niż wszyscy Weasley'owie. Kiedy oglądali finał Pucharu Świata w Quidditchu postawili swoje oszczędności na to, że Irlandia wygra, ale to Bułgarzy zdobędą znicz. Mimo iż wytypowali właściwie, przyjmujący zakłady Ludo Bagman nie oddał im pieniędzy. Fred był wściekły i zasugerował, by zaszantażować Bagmana, ale George stwierdził, że posunęli by się za daleko...  
Z zamyślenia wyrwał go szelest jakichś kroków i ciche syknięcie. Zapiął więc rozporek, po czym rozejrzał się dookoła. Nikogo nie było widać, jednak był pewien, że nie przesłyszało mu się. Zrobił kilka kroków przed siebie, kiedy usłyszał z lasu cichy, wściekły głos.
- Rusz się, nie mam na ciebie całego czasu. A mógłbym, gdybyś nie robiła głupstw. 
Rudzielec skądś znał ten głos, ale nie potrafił go teraz zlokalizować. Domyślił się, że nie jest to na pewno przyjazna pogawędka, więc rzuciwszy zaklęcie, aby nie było słychać jego kroków, ruszył w tamtą stronę. 

~o~

- Gdybyś mnie nie związał, nie bolały by mnie ręce - stwierdziła. - Widzisz? Nikt z nas nie dostanie tego, czego by chciał. 
Saitan podszedł bliżej drzewa do którego była przywiązana. 
- A tak właściwie... - zaczęła znowu - to dlaczego tak po prostu mnie nie zabijesz? Nie jesteś głupi. Dobrze wiesz, że z każdą minutą rośnie szansa, że ktoś nas zobaczy. 
- A wtedy go zabiję. A ty musisz mi wyjawić parę sekretów - odpowiedział z zadowoleniem. - Ty też nie jesteś głupia. Wiesz... naprawdę miałem nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. 
- Zaprzyjaźnimy? - powtórzyła kpiącym głosem. - Jesteś synem Voldemorta! Zabijasz ludzi! 
- Oh... chcesz mi powiedzieć, że ty nikogo nie zabiłaś? - sztucznie posmutniał.
To zamknęło dziewczynie usta. Wiedział co ją ukłuje, ale chwila... skąd on to wiedział?
- Skąd ty to... - zaczęła, ale ktoś nagle rzucił zaklęcie zza krzaków. Jednak Saitana wcale to nie zaskoczyło i zaraz po zaklęciu "Expelliarmus", z jego ust wydobyły się słowa "AVADA KEDAVRA"... 

Hermiona widziała jak George pada na ziemię...  
 

"Nie przywiązuj się zbytnio
ani do rzeczy, ani do ludzi,
bo z ich stratą i Twój uśmiech może 
zniknąć..."

wtorek, 1 września 2015

Rozdział: 36 "Witaj znów"


"Są takie skrzydła, 
które wyrastają z naszych
cierpień."

Blondynka weszła bardzo cicho do namiotu. Poruszała się ostrożnie, aby nie nadepnąć przypadkiem na któregoś z jego kolegów. Kiedy w końcu dotarła do jego posłania, przykucnęła, złapała go za ramię i potrząsnęła. Był słodki jak spał, ale nie miała czasu mu się przypatrywać.
- C.. co jest grane? - wymruczał zaspanym głosem. Kiedy ją zobaczył, przetarł oczy ręką, aby widzieć lepiej, chociaż i tak nie było zbyt jasno.
- Cii - uciszyła go. - Wstawaj, wytłumaczę ci na zewnątrz. - Dziewczyna odwróciła się już i zmierzała w kierunku wyjścia.
- Ale o co chodzi? Co ty tu robisz? - Fred nie wiedział co się dzieje. Tak dawno ze sobą nie rozmawiali, w ogóle to ostatnio nawet jej nie widział, a tu nagle przychodzi w środku nocy i każe mu wyjść. Nie otrzymał odpowiedzi, bo dziewczyna już wyszła. Będąc w samych bokserkach, złapał bluzę i wyszedł na zewnątrz. Wstrząsnęło nim przenikliwe zimno, ale no cóż... była zima. Miał nadzieje, że nie zabawi tu długo. - O co chodzi? - powtórzył zakładając bluzę.
- Cześć Fred, ciebie też miło widzieć - przekręciła oczyma.
- Cześć Amber - westchnął zapinając zamek pod samą szyję.
- Przed chwilą rozmawiałam z Dumbledore'm...
- Ale gdzie byłaś przez ten cały czas? - przerwał jej.
- Ta... dzięki za troskę. Niedaleko stąd rozbiliśmy obóz. Ja i inni uczniowie. Rozdzieliliśmy się uciekając z Hogwartu. Szliśmy bardzo długo, a po drodze zauważyliśmy coś dziwnego.
- Ale dlaczego to wszystko mi mówisz?
- Powiedziałam już Dumbledore'owi, ale chciałam... - spuściła wzrok i na chwilę zamilkła. - Chciałam cię zobaczyć. Jesteś jedyną osobą, o której ciągle myślałam.
- Amber - chłopak westchnął. Tak naprawdę to nigdy nie powiedział jej, że kocha kogoś innego. Ale jak miał jej to teraz powiedzieć? Tak po prostu? No dobra niech będzie, im szybciej tym lepiej - Amber ja... 

~o~

Harry obudził mnie lekkim szturchnięciem. Przez sen nie czułam zimna, jednak kiedy otworzyłam oczy, przeszyło mnie do kości. On też zmarzł, bo jak wstawał cały był sztywny. Nie wiem ile tak spałam na jego ramieniu. Kiedy podnosiłam moją różdżkę, zauważyłam na ziemi popiół. Zdziwiona zapytałam o to mojego przyjaciela. 
- Co się stało?
- Nie wiem - pokiwał głową. Nagle zamarzł. Po prostu stanął w miejscu i ani drgnął. 
- Harry...? - zaniepokoiła się Hermiona. - Co ci jest? - Spojrzała w stronę, w którą patrzył, ale nie zauważyła niczego szczególnego.
- Ktoś tam leży - szepnął.
- Co?
- Ktoś tam leży... - przyjaciel powoli podszedł w miejsce, w które się wpatrywał. Przeszedł przez jakiś krzak i dotarł do nieruchomego ciała. Dziewczyna podążyła za nim. 
- Blaise? - zdziwiła się. Podeszła bliżej. - Przecież to Blaise Zabini ze Slytherinu. Kolega Draco. Co mu się stało? Krwawi? 
- Nie... wygląda na to, że wszystko w porządku. - Wybraniec zmierzył mu puls. I sprawdził jego stan. - Oddycha - wyprzedziła go dziewczyna. Trzeba kogoś zawiadomić, albo przynajmniej zanieść do namiotu. 
- Jest napity - oznajmił wstając. - Chyba nieźle się bawili.
- Bawili? Kto? - zainteresowała się.
- No Draco i ta cała jego banda. Przecież nie robią sobie z tego nic czy pokonamy Voldemorta, czy nie. W sumie to im wszystko jedno. Chociaż jak on mnie zabije, to staną się ważniejsi. 
- Przestań tak mówić Harry. Wcale tak nie myślisz. Jesteś zmęczony, powinniśmy się położyć. Ale musimy go zabrać, bo inaczej tu zamarznie. 
- Dobrze. Weź go za nagi. - Harry obszedł go i złapał za ramiona, po czym na "raz, dwa, trzy", podnieśli go. 

~o~

Nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ zza krzaków wyłoniła się Hermiona z Harry'm, którzy trzymali kogoś za ręce i nogi. 
- Yy ja... - zaciął się. Amber, która stała na przeciwko niego, teraz odwróciła się, aby zobaczyć na co patrzy. Rudzielec modlił się tylko, aby blondynka nie zrobiła nic głupiego, aby jego ukochana nie pomyślała sobie, że ją zarywał. - Co się stało? - Kiedy w końcu się otrząsnął, wyminął Amber i podszedł do przyjaciół. Hermiona zlustrowała go wzrokiem od góry do dołu i nagle zarumieniła się. W pierwszej chwili nie wiedział o co jej chodzi, ale kiedy Harry chrząknął, uświadomił sobie, że stoi w bokserkach i bluzie. Nie wiedział co teraz zrobić, czy odwrócić się, czy odejść, ale nie chciał ich tak zastawiać. 
- Harry! - wykrzyknęła Amber, która wyłoniła się zza pleców Weasley'a. - Miło was widzieć... 
- Amber? Co tu robisz? - zapytał wybraniec. Też nie pamiętał kiedy widział ją ostatni raz. 
- To dłuższa historia, właśnie opowiadałam Fredowi jak...
- To bardzo ciekawe Amber - wtrąciła się Granger - ale nie mamy na to czasu. Musimy go zanieść do jego namiotu. Fred, mógłbyś pomóc? Jest cięższy niż wygląda. 
- Jasne - przytaknął i zabrał się do pracy. Kiedy Blaise leżał już w swoim namiocie i wyszli na zewnątrz, Harry postanowił bliżej się przyjrzeć popiołowi, więc wrócił w tamto miejsce, a w Hermionie wezbrał gniew na Freda, za to, że jest takim idiotą. Sam nie wiedział czego chciał. Raz mówi, że ją kocha, potem coś jest nie tak, później ją całuje, teraz ma coś z Amber. Miała już tego dość. Wiedziała, że jej szuka, jednak nie chciała z nim gadać. Może popełniała błąd, ale działała pod wpływem uczuć. Robiło się już jasno, więc nie było sensu się kłaść. Poszła się przejść. Wdychała chłodne powietrze, obserwowała ptaki, które rozpoczynały swój dzień. I znowu rutyna, znowu walka o przetrwanie. 
Ziemia pod stopami była twarda, broniła się jak tylko mogła przed mrozem. Każdy radził sobie jak tylko mógł. Dobrze, że miała swoich przyjaciół. Z rozmyślenia wyrwały ją odgłosy kroków dobiegających niedaleko. Ktoś się tu zbliżał. Pojawił się szybciej niż myślała, kiedy zobaczyła kto to, wiedziała już dlaczego. 
- Co ty tu robisz? - powiedziała przerażona i cofnęła się o krok.
- Witaj znów Hermiono Granger.

"Tak naprawdę jak zapałki
łamią się ci, którzy
myślą, że są nie do złamania 
psychicznie."


Witajcie skarbeńki, jak tam pierwszy dzień szkoły? Rozdział nie wyszedł mi, no ale domagaliście się, a więc jest. Nowe pojawiać się będą raczej w soboty, jak coś się zmieni to wam napisze, dziękuję za kolejną nominację, jeszcze dodam post o LBA przed następnym rozdziałem. Nie zapomnijcie skomentować, nawet jeśli rozdział jest okropny. Jeśli jest w miarę... też skomentujcie, a jeśli jest świetny, to skomentujcie dwa razy! :D Do zobaczenia wkrótce!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział: 35 "Szare niebo, marna nadzieja"

Dobra, po pierwsze, to przed chwilą dopiero przeczytałam te wszystkie komentarze i uśmiech mi nie schodził z twarzy! Chciałam dodać rozdział w sobotę, ale postanowiłam, że poczekam, aż będzie więcej komentarzy. I chyba będę tak robić częściej... ;) Bo im więcej komentarzy, tym bardziej chcę pisać! Dobrze to wiecie... I jest nowa piosenka! Ron Pope - A drop in the ocean!! Zakochałam się w niej gdy ją pierwszy raz usłyszałam... <3

No i jeszcze chciałam ddodać, że cytat z poprzedniego rozdziału, ten pierwszy - to nie znaleziony w necie tylko wymyślony przeze mnie! :D

Po drugie - cieszę się, że jest więcej nowych czytelników. Więc jeśli jesteś nowy - SKOMENTUJ, jeśli jesteś starym - TEŻ SKOMENTUJ!

Po trzecie - dziś 25 sierpień! A wiecie co to znaczy? Dokładnie rok temu opublikowałam pierwszy rozdział! Jestem dumna z tego i nie żałuję, tylko ubolewam nad tym, że w rok udało mi się zdobyć tylko max 15 komentarzy pod wpisem i to jeszcze bardzo rzadko... No, ale cóż... Świadczy to o tym, że muszę jeszcze pracować, pracować i pracować. A więc zapraszam na dół!

"Cisza przyjacielu,
rozdziela bardziej niż przestrzeń. 
Cisza przyjacielu nie przynosi słów,
cisza zabija nawet myśli..."

Hermiona cały czas kręciła się na swoim posłaniu. Nie mogła zasnąć od jakiejś godziny. Od kiedy zakończyła rozmowę z Draco, cały czas o nim myślała. Miała przed oczami jego twarz, tak bardzo rozczarowaną i smutną. Było jej przykro, że to wszystko tak wyszło... tym bardziej, że od jakiegoś czasu przyłapywała się na myśleniu o nim. Wiedziała, że jej na nim zależy, ale nie wiedziała jak. Musiała teraz porozmawiać z Fredem. Przecież całowali się i w ogóle. Dziewczyna miała pewność, że będą razem, ale... Nie cieszyła się. Oczywiście na myśl, że jej marzenia się spełnią, serce podskakiwało jej z radości, jednak nie wyobrażała sobie, że zdobycie tego doprowadzi ją w miejsce, w którym jest. Co do jednego miała pewność - kochała go. 

~o~

Za dużo sobie wyobrażam i zawsze, kurwa zawsze przez to cierpię. Boli mnie to, że nigdy nie będę cząstką jej świata. Boli mnie to, że nawet nie będę mieć szansy. Boli mnie to, że ona nigdy się nie dowie jaki jestem. Gdyby mnie poznała, może spodobałbym się jej. Ale kurwa nigdy się nie dowie. Boli mnie fakt, że kocha innego. Boli mnie to, że moja prawdziwa miłość nigdy się nie dowie jaki potrafię być. Boli mnie to, że zostanę tam, gdzie teraz jestem. Boli mnie to, że nie spełnię swoich pragnień. Bo wszystkie dotyczą jej. Kurwa boli mnie to! Ale dobra... huj tam ze mną... Ona ma innego, Kocha go. Nie chcę, żeby była smutna, ale widzę jak cierpi. Skoro go kocha, to dlaczego cierpi? Rozpierdala ją od środka. Myśli, że nikogo nie ma. Że nikt jej nie rozumie. Nikt nie wie. Ja wiem. Ale jestem przecież nikim... - Draco kopnął pobliski kamień. - Zależy mi na niej. Nie cholera! Bardzo mi na niej zależy. Dlatego wiem, że ją naprawdę kocham. I zawsze będę kochać. I ten moment, kiedy widzę, że na mnie zerka. Kiedy się do mnie uśmiecha... Zastanawiam się dlaczego to robi? Ten moment, kiedy jesteśmy sami, tak blisko... On nic nie znaczy. Nie dla niej. Kiedy zasypiam, zawsze myślę, o ważnych dla mnie osobach... zawsze myślę o niej. Kiedy się boję, myślę o niej i strach znika. Kiedy za nią tęsknię... nie... na to nie ma lekarstwa. Kurwa tęsknię. Nie powinienem. Przecież mnie nie kocha. Nie mogę spać, bo tam będzie. Kurwa zawsze będzie przy mnie. Chyba tego nie wytrzymam. Mam ją znienawidzić? Nie potrafiłbym, chyba... Może będę jej unikać. Tak.. to chyba jedyny sposób. Zostało mi to, albo śmierć. 

~o~

Granger znowu obudziła się z pięciominutowego snu. Tym razem pożerały ją Tasmańskie Hohliki. Wszyscy przyjaciele z namiotu raczej spali, jednak kiedy przyjrzała się bardziej Harry'emu, dostrzegła jakiś ruch. Nie spał.   



- Hej - szepnęła. - Harry...?  
- Nie śpisz? - odpowiedział jej cicho. 
- Nie... A ty? 
- Nie... 
- Znowu masz te sny?
- Spróbuj spać - odparł po chwili. - Ja się przejdę.
-  Harry - westchnęła.
- Co?
- Pójdę z tobą... - dziewczyna odkryła się i usiadła.
- Tylko się ubierz - polecił wstając. Starali się zachowywać jak najciszej. W końcu wyszli z namiotu. Chłodne powietrze uderzyło ich w twarz. Hermiona okryła się rękoma. Odeszli kilka kroków od namiotu. Niebo stawało się szarawe, mogła być około 7 rano.
- Mamy szczęście, że w tym roku zima nie jest tak mroźna - stwierdziła. Wybraniec nie odpowiedział. Usiadł na ziemi opierając się o drzewo.


- Może gdybym na początku roku powiedział Dumbledore'owi o tych snach, jak mi kazałaś, nie doszłoby do tego wszystkiego.
- Harry... to nie twoja wina - przysunęła się bliżej niego. Stykali się teraz ramionami.
- Przecież wiesz, że widziałem wojnę.
- A ja przed chwilą widziałam Hohliki i?
- Ale ja jestem wybrańcem. Powinienem zabić Voldemorta, a siedzę tu i nie wiem co robić - w jego głosie słychać było załamanie.
- Hej... - dotknęła jego ramienia. - wychodziliśmy już z bardzo niebezpiecznych sytuacji. Teraz też nam się uda. A jesteś tu, ponieważ tutaj masz przyjaciół.
- No właśnie. Nie wiem gdzie jest teraz Voldemort, ale na pewno będzie chciał mnie znaleźć.
- A kiedy cię znajdzie, my go zaatakujemy - uśmiechnęła się. - Damy radę, będzie dobrze.
- Nie wiem... - Harry schował głowę między kolana.
- Nie przejmuj się tym na razie. Wszyscy coś razem wymyślimy.
- Eh...  westchnął, a z jego ust wyleciała para. - A jak u ciebie? Jak się trzymasz po tym wszystkim?
- Jakoś leci... - oparła głowę na jego ramieniu. - Ale chciałabym, aby było tak jak dawniej.
-Tak...

- Harry...? Myślisz, że jeszcze kiedyś będę pomagała Ronowi w odrabianiu pracy? Że będziemy siedzieć w dormitorium przy kominku i śmiać się z włosów Snape'a, albo zgadywać ile lat ma Dumbledore? Że będziemy tylko czytać w gazetach o złych rzeczach? I Luna będzie nam opowiadała dziwne historie ze swojego życia? Że Fred i George będą nam próbowali wcisnąć swoje wyroby?
Wybraniec chwilę nie odpowiadał. Gdzieś tam daleko wschodziło słońce, które zapowiadało nowy dzień, a nowy dzień to nowe nadzieje. Zwierzęta, które nie zapadły w sen zimowy, powoli budziły się, aby walczyć od nowa o przetrwanie i swoją rodzinę, a te, które zasnęły na parę miesięcy - nie mogły wiedzieć, co dzieje się na tym świecie. Ich losy nie zostały jeszcze ustalone. Nie wiadomo było nawet czy się obudzą. Ludzie, potrafiący bardziej się zabezpieczyć, nie wiedzieli co robić z rozszerzającym się złem. Łapali się każdej deski ratunku. Żeby tylko obronić rodzinę, żeby obronić siebie, żeby przeżyć...
- Nie wiem Hermi... Nie wiem... - szepnął, lecz dziewczyna już spała. Harry przytulił ją i spojrzał na horyzont za drzewami. Wdychane przez niego powietrze było chłodne, w górze można było dostrzec maluteńkie płatki śniegu... Nie chwila... to nie były płatki śniegu... To był popiół.


"Kiedy niebezpieczeństwo jest
tak wielkie, że śmierć stała się
nadzieją, rozpacz jest brakiem
nadziei, że można umrzeć..."

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział: 34 "Lepszy przy Tobie"

Hej ludziki! :D Lubicie Narnię? Wejdźcie na tego świetnego bloga - http://wielki-powrot-narnii.blogspot.com/ !! Jest ładnie, składnie, też bym tak chciała pisać! Idźcie zostawcie mnie, ja nie mam talentu :(( Hah... ale serio zajrzyjcie, polecam! A ten kto jeszcze ze mną został: ZAPRASZAM NA DÓŁ!! ... P.S. Jest zupełnie nowa muzyczka!!! Musicie posłuchać :* Aha i jeśli TEGO rozdziału nie skomentujecie... KOŃCZĘ KARIERĘ !!! :D (i lepiej upewnijcie się, że nikt wam nie przeszkodzi w czytaniu).

"Ponieważ jeśli będziesz płakała,
 chcę by tym, który poda ci chusteczkę,
 jeśli będziesz się śmiała,
 chcę być tego powodem,
 jeśli będziesz uciekać,
 chcę być tym, który pokaże ci kryjówkę,
 jeśli będziesz śpiewać,
 chce ci bić brawa,
 jeśli będziesz spała,
 chcę być tym, który będzie leżeć obok,
 jeśli będziesz w niebezpieczeństwie,
 chcę być twoim rycerzem,
 jeśli będziesz,
 to ja chcę być przy tobie..."

Leżałam za ziemi, w dole i coś mnie przygniatało. Próbowałam z siebie to zrzucić, ale nie mogłam. Na szczęście po chwili przyszedł ktoś z pomocą. Wszedł ostrożnie do dołu, tak aby przez przypadek na mnie nie nadepnąć. Nie widziałam twarzy, ponieważ słońce nade mną - świeciło mi prosto w oczy. Kiedy odsunął trochę ciało nieżywego śmierciożercy, wyślizgnęłam się zwinnie. Chłopak puścił ciało, które spadło bezwładnie na wilgotną ziemię. Nie chciałam na nie patrzeć. Jak najszybciej wyszłam z dołu. Gdy byłam już u góry, zobaczyłam, że chłopak który mi pomógł to George. Podałam mu rękę i wszedł na górę. On spojrzał na dół, ja odwróciłam wzrok.
- Chodźmy stąd - powiedział. Położył rękę na moich plecach. - Już jesteśmy bezpieczni, ale musimy dołączyć do reszty. 
Nie odpowiedziałam. Poszłam w kierunku wskazanym przez rudzielca. Po chwili dotarliśmy do grupy uczniów zebranych w okół Dumbledore'a. 
- Wiem, że jesteście przerażeni - mówił donośnym głosem. - Wiem, że nie wiecie co robić. Wiem, że tęsknicie za rodzinami, za przyjaciółmi. Wiem, że ogarnia was gniew. Ale dopóki jesteście ze mną, zrobię wszystko razem z nauczycielami, aby nic wam się nie stało.
- To samo mówiłeś zanim moi przyjaciele zginęli! - warknął jakiś chłopak.
- Dlaczego mamy ci wierzyć!? - zawtórowała mu szatynka ze Slytherinu.
- Ponieważ tylko jeśli będziemy trzymać się razem - wtrącił się Harry - przeżyjemy. Chcecie odejść? Działać na własną rękę? Proszę bardzo, ale nie sądzę, żebyście przeżyli choć minuty spotkania z wrogami. 
- Harry... - westchnął Albus. 
- Nie chcemy się rozdzielić! - ciągnęła ślizgonka. - Po prostu nie chcemy go słuchać!
- Profesor Dumbledore zrobił już wszystko co mógł - nie dawał za wygraną wybraniec. - Gdyby nie on, nie byłoby nas tutaj. Gdyby nie on Fred, George, ty i inni leżeliby teraz na polu bitwy... martwi. Gdyby nie on, leżelibyście razem z ruinami naszej szkoły. 
- Harry ma rację - na środek wyszła wicedyrektor. - Wiem, że znajdujemy się w kiepskiej sytuacji, ale powinniśmy podziękować, że jeszcze żyjemy. Podziękować Bogu. Będziecie nawzajem skakać sobie do gardeł, czy spróbujecie przetrwać. 
- Dziękuję Minevro... - głos znowu zabrał Dumbledore. - Najpierw zatroszczmy się o prowiant oraz schronienie. Potem razem z wybranymi przez was uczniami przedyskutujemy co zrobić dalej. 
- Nie sądzę - mruknął Snape - aby było rozsądne mieszać w to... 
- Severusie. Uczniowie mają prawo decydować o swoim dobrze. Pokaż im proszę zaklęcie, a ja z resztą nauczycieli rzucimy zaklęcie maskujące. 
"Nietoperz", jak nazywali Snape'a uczniowie, nie odpowiedział tylko rzucił dyrektorowi złowrogie spojrzenie, po czym pokazał jak za pomocą magii rozstawia się namiot. Po kilku minutach na niewielkiej polanie stało już kilkadziesiąt małych domków, przy których od czasu do czasu pojawiały się ogniska. Słońce powoli zachodziło.



Siedziałam sama oddalona od obozu, prawdopodobnie poza czarami, ale miałam różdżkę, wiedziałam jak się ochronić. Słyszałam za sobą czyjeś kroki, ale nie odwracałam się. To na pewno ktoś z obozowiska, a przynajmniej mogłam podziwiać piękne widoki. Szkoda, że nie miałam mugolskiego aparatu. Mogłabym zatrzymać te chwilę, chociaż kiedyś zepsułam jeden. Słyszałam jak ktoś siada przy drzewie obok. Nie chciało mi się odrywać wzroku od zachodu słońca, żeby zobaczyć kto to, ale wcale nie musiałam.
- Piękny widok - powiedział.
- Taaak... - przyznałam.
- Nigdy nie miałem okazji posiedzieć w lesie i popatrzeć.
- Naprawdę? - zdziwiłam się. W sumie to nie wyobrażałam sobie Draco siedzącego w spokoju i podziwiającego las. Nie odpowiedział mi. - Ja nigdy nie zapomnę jak rodzice zabierali mnie do lasu. Czasem zostawaliśmy tam nawet kilka dni. Tata polował wtedy na króliki, ale kiedy złapał jednego, nie mieliśmy serca go zabijać. Zawsze wypuszczaliśmy je na wolność, a potem piekliśmy mugolskie pianki i kiełbaski przy ognisku. Mama lubiła śpiewać i czesać moje włosy. Tata brzdąkał na gitarze, chociaż nie umiał. Jednak ja z mamą zawsze udawałyśmy, że jest największą gwiazdą muzyczną. Pamiętam jak dawał mi przed snem czekoladę, chociaż mama uważała, że zepsuje mi zęby, w końcu była dentystką. Wiem, że to mugole, ale... kochałam ich... - nie wiedziałam dlaczego mu to powiedziałam. Przecież wcale go to nie obchodziło. Zresztą... i tak uważał, że jestem brudną szlamą. - Teraz prawdopodobnie nie żyją... - Miałam wrażenie, że chciał to usłyszeć, lecz kiedy się odezwał, jego głos był przepełniony smutkiem.
- Tego nie wiesz... - N chwilę zapadła cisza, ale zaraz kontynuował - Moi rodzice nie dość, że żyją to są śmierciożercami i prawdopodobnie przy najbliższej okazji mnie zabiją. Lecz najgorsze jest to, że wciąż nie mogę ich nie kochać. To w końcu moi   r o d z i c e.   W dodatku mój tata prawie przeze mnie zginął, bo nie chciałem współpracować.
- Dobrze zrobiłeś - oznajmiłam. Pierwszy raz spojrzałam na niego, a on na mnie. Było już prawie zupełnie ciemno. W jego oczach jednak odbijały się ostatnie promyki zachodzącego słońca. Draco westchnął i odwrócił głowę, ale ja nadal wpatrywałam się w niego. Przebrał się. Ja nadal chodziłam w ubrudzonych ziemią z przeklętego dołu ubraniach. Blondyn miał teraz na sobie czarne rurki, czarny sweter i czarne buty. Podobały mi się jego potargane i rozproszone na wszystkie strony włosy - Lubisz czarny kolor? - zapytałam jak głupia.
- Skąd wiedziałaś?
- Zgaduję... - Znowu zapadła cisza, ale nie przeszkadzało mi to. Zresztą co za różnica. To był Draco, a z nim się nie da porozmawiać, prawda? Ciekawe co robi Fred...
- Przepraszam - powiedział ni z tego, ni z owego.
- Za co? - zdziwiłam się. Przez chwilę milczał, aż pomyślałam, że tak naprawdę nic nie powiedział, tylko mi się przesłyszało.
- Za wszystko. Za to, że mogłem ci kiedyś sprawić przykrość. Za to... co na ciebie mówiłem.
- Że jestem szlamą? - powiedziałam szybko. - Brudną szlamą.
- Tak... Za to - posmutniał.
- Nie martw się, ja też na ciebie przeklinałam... w myślach - oznajmiłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu się na mnie spojrzał i nawet uśmiechnął. Słabo, ale uśmiechnął.
- I za to, że cię pocałowałem.
Powiedział to. Powiedział to. Naprawdę to powiedział. Ze wszystkich sił starałam się zachować pokerową minę i odważnie patrzeć mu w oczy. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczyć, albo przynajmniej ja nie potrafiłam z niej nic odczytać. Byłam ciekawa, czy przychodzi mu to z takim trudem jak mnie, czy potrafi tak zawodowo. Siedział teraz tam, skąpany w blasku płonącego słońca, patrzył na mnie czarnymi teraz oczami, jakby skrywały jakiś sekret, a twarz była z marmuru.
- Było minęło - odparłam od niechcenia.
- Ale  b y ł o...
Pokiwałam głową. Zrobiło się trochę niezręcznie. Dopiero teraz zauważyłam, że moje mokre dłonie ściskają garść liści. Spojrzałam na swoje nogi i wiedziałam, że on nadal mnie obserwuje. Wiedziałam, że chce jeszcze coś dodać. Czekałam.
- Bo widzisz... Wtedy kiedy cię pocałowałem - zaczął - Byłaś na mnie potem zła. Powiedziałaś "Zabieraj swoje łapy z dala ode mnie", jednak nadal czegoś nie rozumiem... Bo kiedy cię pocałowałem, nie protestowałaś. Dlaczego? - Tym mnie dobił. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć, może dlatego tak zareagowałam.
- A dlaczego właściwie mnie pocałowałeś?! - prawie że wykrzyczałam.
- To było... za dużo emocji. Taka chwila. - Wiedziałam, że przygotował sobie już tą odpowiedź, jednak ja nadal nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego ciągnęłam:
- W magazynie też "za dużo emocji"? - starałam się naśladować jego głos, na co wybuchł śmiechem.
- To była mała zabawa.
- Lubisz się bawić ludźmi? - łapałam go za słówka.
- Lubisz wprawiać ludzi w zakłopotanie? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
- Jakie zakłopotanie? - udałam, że się zastanawiam. Uśmiechałam się do niego, a on do mnie. Wiatr poruszał lekko moimi włosami. Powietrze zrobiło się nieco chłodniejsze, odgłosy ptaków już dawno ucichły i teraz dało się słyszeć tylko nocne stworzenia. Gdzieś w oddali dosłyszałam świerszcza. Ciekawe czy możemy tu spotkać jakieś magiczne stworzenia. Przypomniała mi się lekcja Hagrida o Kelpiach i na samo wspomnienie przeszły mnie dreszcze.
- Zimno? - zapytał.
- Jakie zakłopotanie? - zignorowałam go. Westchnął. Spojrzał na niebo, wziął głęboki wdech, po czym jego oczy znowu spotkały się z moimi.
- Kiedy sprawiasz, że ludzie muszą panować nad oddechem, pulsem, rękoma i... innymi częściami ciała.
- Co? - zaśmiałam się. - Nie da się panować nad pulsem...
- Właśnie... - powiedziawszy to wyciągnął w moją stronę rękę wewnętrzną stroną do góry. Przez chwilę byłam niepewna co zrobić, ale w końcu przyłożyłam palce do tętnicy na jego ręce. Faktycznie miał przyśpieszony puls. Odsunęłam swoją dłoń. Spojrzałam przed siebie na niewielką górkę, za którą już dawno schowało się słońce.
- Innymi częściami ciała? - zainteresowałam się. - Co masz na myśli.
- Hm... a nieważne - mruknął. Mimowolnie zachichotałam. - No co?
- Nic... po prostu, hah... nic.
- No powiedz! - śmiał się teraz razem ze mną.
- Głupek - odparłam.
- Ej! Może nie jestem tak mądry jak ty, ale...
- No, no... - powstrzymałam się przed śmianiem. Blondyn zamilkł i patrzył się tylko z bananem na twarzy.
- To jak będzie? - zapytał, kiedy już trochę się uspokoiłam.
- Z czym?
- Odpowiesz mi na pytanie główne?
- Czyli jakie?
- No nie udawaj... chcę to wiedzieć. Dlaczego nie zaprotestowałaś, kiedy cię pocałowałem.
- Nie wiem... Może... hm... "za dużo emocji"?
- A teraz?
- Co teraz?
- Teraz jest dużo emocji, czy mało?
- Kalkulujesz czy się uda? - zażartowałam.
- Może... - może się przesłyszałam, ale brzmiało to całkiem serio. Zapadła cisza. Nie uśmiechałam się ani ja, ani on. Nie było smutno, ale... oh! Znowu wiatr rozwiał mi włosy na wszystkie strony, a ja trochę zadrżałam. - Zimno ci...
- Nie zabrzmiało to jak pytanie - zauważyłam.
- Zimno ci - powtórzył pewniej.
- Jest zima - wzruszyłam ramionami. - Nie ma śniegu, ale słońca też nie. W ogóle na jakich terenach jesteśmy?
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie zmieniam.
- Może się tylko interesujesz, co nie?
- Nom... Ale to by znaczyło, że ty interesujesz się mną, skoro ciągle wypytujesz... - Dobra, to co powiedziałam było głupie i nieprzemyślane. Może powinnam wracać już do obozowiska? W sumie to tu może być niebezpiecznie po zachodzie słońca.
- Może się interesuje.
- Może wracajmy? - znowu go zignorowałam.
- Dlaczego?
- Może dlatego, że mi zimno? Może dlatego, że jestem głodna? Może dlatego, że chce mi się spać?
- Może dlatego, że nie chcesz ze mną porozmawiać na ważne tematy?
Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu zastanawiając się o co mu chodzi.
- Jakie ważne tematy? - zapytałam w końcu.    
- Temat. Jeden - stwierdził.
- Jaki ważny temat?
- Że Cię kocham - powiedział powoli.





~o~

- Nie wiemy, gdzie przebywa w tej chwili Voldemort - oznajmiła Minevra. 
- Nie wiemy, w jakim stanie jest jego armia - dodał Severus. 
- Nie wiemy, jak potężny jest w tej chwili Saitan i czy rośnie w siłę - zauważył Ron.
- Dużo rzeczy nie wiemy - sprostował Neville. 
- Nie pierwszy i nie ostatni raz, ale to nie powód do tego, żeby siedzieć jak szczury w kącie i czekać na śmierć - odezwała się Cho. 
- Rannych będzie tylko przybywać - wtrąciła Ginny. - Jesteśmy sami. 
- Profesorze...? - dodał niepewnie Longbottom.
- To prawda... - odezwał się staruszek. - Jednak nie zapominajmy o tym, w czym jesteśmy od niego lepsi. Mamy przyjaciół. rodziny o które warto walczyć. Mamy cel. Voldemort uwielbia niszczyć. Jego pasją jest sianie paniki i zła.
- Nie pozwólmy mu na to - oznajmił wybraniec. - Śmierciożercy to ludzie, którzy się go boją. Niech przestraszą się także nas. Musimy uderzyć raz, ale porządnie.
- Tylko, że nie wiemy gdzie - zauważył Snape.
- A więc czas się dowiedzieć - postanowił Dumbledore.


~o~

- Kocham Cię - powtórzył patrząc jej prosto w oczy. - Ty jedyna widziałaś, że jest dla mnie nadzieja. Tylko ty chciałaś mnie wyciągnąć z ciemności. Udało ci się. Widzę po twoich oczach, że mi nie wierzysz. - Hermiona nie odpowiadała, dlatego ciągnął dalej. - Nie mogę cię zmusić, ale chciałbym ci to powiedzieć, nawet jeśli będę się jąkał jak kretyn. - Cisza. Słychać tylko słaby podmuch wiatru, który lata w okół nich, jakby rozbawiony całą sytuacją. Wszystko w lesie zdaje się wstrzymywać oddech, a gwiazdy na nocnym niebie śpiewają radosną piosenkę bez słów. Wydawać by się mogło, że cały świat przygotował się na tą chwilę, oprócz głównej bohaterki. Dziewczyna nie myślała nic, nawet się nie ruszała, zastygła w bezruchu przyglądając się blondynowi oraz słuchając jego słów jak melodii, która zachwyca, ale straciła swoje całe piękno. - Myślę, że jesteś piękna i mądra. Myślę, że niczego ci nie brakuję. Myślę, że jesteś moim ocaleniem. Nie, ty już mnie ocaliłaś. Teraz tylko chciałbym pokazać ci, jak jestem wdzięczny.
- Draco... - wyszeptała kręcąc głową. 
- Wiem, że to niewiarygodne, wiem że może to dziecinne i że inni nie uwierzą...
- Draco...
- Hermiono ja wiem... - zbliżył się do niej trochę i złapał za ręce, nadal patrząc prosto w oczy. - Wiem, że to będzie trudne. Nawet nie wiesz co w tej chwili czuję. Nie jestem taki. Nie potrafię być romantyczny, nie jestem wcale dobry, nie umiem podejmować ważnych decyzji, nie uratuję świata, nie pomogę przejść staruszce przez jezdnię.
- Draco posłuchaj - próbowała gryffonka, lecz chłopak nie pozwolił jej powiedzieć nic więcej. 
- Proszę... poczekaj, muszę ci to powiedzieć. Jestem ze Slytherinu, cechuje mnie przebiegłość, a ciebie odwaga... chociaż sądzę, że masz o wiele więcej ważnych zalet, w ogóle to wszystko w tobie jest ważne... Ty jesteś dla mnie ważna. I nie mam pojęcia co powiedzieć więcej, bo nic nie przychodzi mi do głowy, ale uwierz, mam ci tyle do powiedzenia. Mam tyle do powiedzenia o tobie. Całemu światu. Takim teraz jestem, takim mnie uczyniłaś. Jestem lepszy przy tobie. Chcę być przy tobie. Chcę cię chronić. Tyle razy o tobie myślałem, tyle razy myślałem co ci powiedzieć. Potrafię już rozróżnić twoje wszystkie uśmiechy, kiedy jesteś smutna chciałbym cię przytulić. I tak! Mówi to Draco Malfoy! Kosmiczny kretyn i idiota, który zakochał się w takiej wspaniałej dziewczynie jak ty. I przepraszam, ale jestem samolubny! Nie potrafię stać obok! Nie potrafię stać obok i nie być przy tobie, nie być z tobą. Nie potrafię cię zostawić w spokoju! Nie chcę cię zostawić w spokoju. Myślę tylko o sobie, bo bez ciebie umrę. Lecz jeśli ktoś cię skrzywdzi, przysięgam, że użyję wszystkich mi znanych zaklęć, żeby cię obronić. Ponieważ... i wiem, że to będzie żałosne, ale nauczyłem się tego na pamięć... Ponieważ jeśli będziesz płakała, chcę by tym, który poda ci chusteczkę, jeśli będziesz się śmiała, chcę być tego powodem, jeśli będziesz uciekać, chcę być tym, który pokaże ci kryjówkę, jeśli będziesz śpiewać, chce ci bić brawa, jeśli będziesz spała, chcę być tym, który będzie leżeć obok, jeśli będziesz w niebezpieczeństwie, chcę być twoim rycerzem, jeśli będziesz, to ja chcę być przy tobie... I nie zerżnąłem tego z jakiejś taniej gazety, nie poszedłem na skróty. To były moje słowa. Ponieważ uważam, że z tobą nie mogę iść na skróty, z tobą nie chce iść na skróty. Ty jesteś tego wszystkiego warta. Ponieważ cię kocham Hermiono Granger. 



- I właśnie spadła gwiazda - wyszeptał patrząc w górę. 


- Kocham innego...
- Co? - zapytał cicho znów patrząc na nią.
- Kocham innego...

"Grasz chłopcze na zerwanych strunach
kalecząc moje serce, ostry nóż Twoich słów
przeszywa ciało i sprawia,
że czuję tak ogromny ból, jakby 
ktoś rozdzierał mi serce...
nie, nie na pół, lecz na tysiące
drobnych części...

Wiem nie poskłada ich już nikt..."

wtorek, 18 sierpnia 2015

LBA!!

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Huncwotke Vicky z bloga http://wielki-powrot-narnii.blogspot.com/ (zapraszam serdecznie!) Oto zasady zerżnięte słowo w słowo od niej:

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogger'a w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daję możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 6 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 6 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

A więc zacznijmy! 

1. Co sądzisz o bohaterze swojego bloga?

Uważam, że Hermiona jest osobą godną naśladowania. Nie wstydzi się nauki, nie udaje nikogo, jest po prostu sobą. Pomaga przyjaciołom, oddała by za nich życie. Jak każdy człowiek - boi się, ale stawia czoła swoim lękom. Chciałabym być taka mądra, ładna, dobra jak ona. Można o niej dużo powiedzieć, ale wydaje mi się, że nie można jej skomentować źle.  <3

2. Oglądasz Stuu? 

Oglądam, ale nie jakoś obsesyjnie xD Lubię jego 11-centymetrowe włosy i uwielbiam jak piszczy! 



3. Kogo z polskich youtuberów subujesz?

- Yoczook 
https://www.youtube.com/channel/UC7mEUMkI3DInimJy2RK__rw

- Stuu (i Stuu games)
https://www.youtube.com/channel/UC1w7ZXsQ1d5TIfxisx1regQ

- reZigiusz
https://www.youtube.com/channel/UCLLNPuvRGKxSczJcxlOiMXg

- Naruciak
https://www.youtube.com/channel/UCS4c5bpra5blCUsHKPFSkig

- Disowskyy
https://www.youtube.com/channel/UC7TauBBZOhtZprmPTyrgqWg

- Blowek
https://www.youtube.com/channel/UC-BRUJOtblqGrftY6oRcOZw

- Bambi
https://www.youtube.com/channel/UCNgDvbQAZwx3MnwbX3tacaQ

- IsAmUxPompa
https://www.youtube.com/user/IsAmUxPompa

- Karolek
https://www.youtube.com/user/TheKaroleq95

- TheNitroZyniak
https://www.youtube.com/user/TheNitroZyniak

- MultiGameplayGuy
https://www.youtube.com/user/MultiGameplayGuy

KOLEJNOŚĆ PRZYPADKOWA!

4. Najbardziej dziwna/szalona rzecz, którą zrobiłaś to...?

Ojej... czy ja jestem szalona? Moja przyjaciółka mówi, że jestem nienormalna, ale czy zrobiłam coś szalonego...? Dziwnych rzeczy mam mnóstwo. W czerwcu jak byłam na wycieczce z klasą we Wrocławiu, byliśmy w Galerii. Chodziłam po sklepach z kolegą (bo moja przyjaciółka nie jechała i cały czas łaziłam z chłopakami) i nogi nas już bolały niemiłosiernie. Wszystkie ławki były zajęte. Na jednej siedziała jakaś dziewczyna i było dla nas trochę miejsca. Podeszliśmy, pytamy czy wolne. Ona odpowiada, że tak. No to siadamy. Oczywiście nikt nie lubi siedzieć z kimś obcym :p Wpadłam na pewien pomysł. Zaczęłam pytać kolegę czy w nocy jeszcze spali z Pascalem (inny kolega). Skapnął się o co chodzi i po chwili już gadaliśmy o gwałtach itp. :D Ta babka tak tego słuchała, aż w końcu wstała i spieprzała jak najdalej XD.

Kiedyś robiłam z koleżankami w moim pokoju jakiś plakat. One coś tam piszą a ja mówię cicho: "Zamknij się... No zamknij! Przecież wiesz, że nie mogę!" Dziewczyny spoglądają na mnie i takie WTF? O co chodzi? Ja się do nich uśmiecham tak, jakby nic się nie stało. Wróciły do pracy, a ja znowu: "Nie mów mi! Nie, nie wiem gdzie go zakopać! Dobra... potem przyjdę! Nie, one są ze mną. Schowaj nóż, no schowaj go!" A one w śmiech. A ja taka smutna: "Ona czasem do mnie przychodzi... mówi mi, że mam iść z nią, ale ja wcale nie chcę. Nie chcę ich zakopywać." ^.^

Raz, gdy wracałam ze szkoły z przyjaciółką śmiałyśmy się z kogoś tam słów: "co dziewucho?!". A ja się wygłupiam i gwałtownie odwróciłam się i krzyczę "CO DZIEWUCHO?!" A tam jakiś koleś na rowerze taki zdziwiony, się przestraszył i prawie spadł z roweru hah...

Czy to szalone? Dziwne? Nie wiem... wam pozostawiam skomentowanie tego. 

5. Farbowałaś kiedyś włosy?

Robienie pasemek krepą się liczy? Kiedyś miałam do połowy niebieskie włosy!! A tak to nie xD w mojej szkole tego nie tolerują, moi rodzice tego nie tolerują... takie moje życie. Osobiście podoba mi się kolorowe ombre *-*


6. Grasz w Awatarię na facebooku?

Nie gram w nic na facebooku.

7. Co cię natchnęło do pisania bloga?

Od dziecka lubię pisać. Biorę udział w konkursach na wiersze, opowiadania. Dwa razy byłam laureatką w konkursie na książkę (miejsc nie było, tylko kilka laureatów), czyli za każdym razem, bo tylko dwa razy brałam w nim udział.  W tym roku będzie trzeci raz i trzecia część mojej książki. Wiele z was pisze w komentarzach, że czeka na książkę. Ja książkę mam. Na razie dwa tomy, w tym roku powstanie trzeci i planuje później jeszcze dwa, razem pięć. Może będę ją publikować na innym blogu, może nie. Zobaczymy. Co mnie natchnęło? Nigdy nie podobało mi się, że Hermiona była z Ronem. Kilka lat temu uwielbiałam Draco. Kochałam go i chciałam, żeby to z nim była Granger. Nie wiem kiedy pokochałam bliźniaków. Czytałam blogi o nich, niektóre ciekawe, niektóre nie. Jeden był wyjątkowy. Nie pamiętam strony, nie pamiętam autorki, ale chciałam być jak ona - też mieć bloga, dużo czytelników. Właściwie to właśnie dlatego... Chciałam się podzielić z kimś moją pracą. Chciałam, aby w końcu wydała owoc. Dlatego proszę was o te komentarze, ponieważ to oznacza, że rok (?) temu się nie pomyliłam, że dobrze zrobiłam pisząc tego bloga. Że potrafię go pisać. Osobiście uważam, że wiele się nauczyłam, bardzo się poprawiłam. I z tego jestem dumna. A jeśli zostawisz komentarz - będzie to największa nagroda dla mnie. Uh... trochę się rozpisałam xD Ciekawe czy ktoś to przeczytał :P

8. Co sprawia, że czujesz wenę?

Oczywiście główną kopalnią weny są komentarze, ale czasami, kiedy czytam jakąś książkę i stwierdzam, że jest świetna... idę i piszę rozdział, ponieważ chcę, abyście podczas czytania mojego bloga - też tak pomyśleli.

9. Narnia vs. Potter



Akurat dzisiaj mówiłam siostrze, że mam ochotę obejrzeć sobie Narnie. Moja ulubiona część to Książę Kaspian. Uwielbiam końcową piosenkę: "Regina Spektor - The Call"! Uwielbiam Zuzannę, Łucję, Piotrka, Kaspiana oraz Aslana!! (Edmund to takie piękne imię, ale... jakoś tak nie ciągnie mnie do niego). Moją ulubioną sceną z pierwszej części była śmierć Aslana :'( chociaż nie cieszyło mnie to. I płakałam kiedy na końcu części "Książę Kaspian" Zuzanna go pocałowała i wiedziała, że nie może tam już wrócić. Taaakie piękne, ale...


HP FOREVER!

10. Gdybyś miała używać jednego zaklęcia z HP to by było...?

Hm... Zastanawiałam się nad Wingardium Leviosa, przydałoby się też Accio ale stwierdziłam, że wybrałabym Enervate lub Episkey. Są to zaklęcia leczące, mogące pomóc innym ludziom. 

11. Jakim mitycznym stworzeniem chciałabyś być?

Hm... według Wikipedii wampiry są mitycznymi stworzeniami. Więc wampirkiem ;) Albo Aniołem. Nie zabijałabym oczywiście ludzi, żeby mieć ich krew :D A moce się przydadzą. 


TERAZ JA NOMINUJĘ!


http://acciomyharry.blogspot.com/
http://love-story-of-niklaus-and--caroline.blogspot.com/
http://przerwanypocalunekdementora.blogspot.com/ - i co z tego, że jest jeden rozdział? Spodobał mi się <3
http://dramione-nowa-historia.blogspot.com/ - to będzie już 3 nominacja :* świetna robota <3

Miało być 6 ale jest 4 !!! 
OTO PYTANIA:

1. Czego najbardziej się boisz?
2. Kim jest twój idol?
3. Masz jakieś motto?
4. Jaka jest twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
5. Przez co czujesz się wyjątkowa?
6. Co cię natchnęło do pisania?

NIEDŁUGO NOWY ROZDZIAŁ!
Komentujcie!! <3