poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 1: "Nikt nie będzie krzywdził mojej przyjaciółki!"

Hejka :D Uwielbiam Harry'ego Pottera, nie byłam do końca zadowolona, że J. K. Rowling zrobiła parę z Hermiony i Rona... Już dawno chciałam stworzyć bloga o parze, która moim zdaniem jest urocza... Fred & Hermione, o tym będzie ten blog. Powiem trochę o sobie. To nie jest mój pierwszy blog, chodzę do 2 gimnazjum, lubię czytać książki (najczęściej fantasy), czekam na październik, ponieważ wtedy premiera mojego kochanego serialu: The Vampire Diaries (Pamiętniki Wampirów 6 sezon). Uwielbiam pisać, nie ważne czy wiersze, opowiadania, książki... po prostu kocham. Jestem uzależniona od muzyki :P Ale dosyć o mnie... Zapraszam na dół. Miłego czytania :D

"Patrząc ciągle przed siebie, 
myśląc o tym, jak zrobić jeszcze więcej,
osiągniesz stan umysłu, w którym
nie ma rzeczy niemożliwych."
               - Henry Ford


Londyn, 26 sierpnia 1995

Droga Cho!
Niedługo zacznie się nowy rok szkolny... Szczerze? Boję się. Nie wiem jak zareaguję widząc Rona. Dlaczego? Zerwał ze mną! Tak, też nie mogłam w to uwierzyć. Dlatego tak długo nie odzywałam się do Ciebie. Nigdy nie zgadniesz dla kogo mnie zostawił! Lavender Brown! Ta idiotka cały czas coś kręciła! Teraz nienawidzę jej jeszcze bardziej... Ale wiesz co? Niech go sobie bierze! Ja już nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Przebywam z nim w jednym pomieszczeniu tylko ze względu na Harry'ego. On teraz potrzebuje mojego wsparcia... Znów ma te sny związane z Sama Wiesz Kim. Boję się o niego, jest coraz gorzej, a on nie zamierza powiedzieć tego profesorowi Dumbledorowi. Rozważał nawet czy zostać u Wesley'ów na ten rok szkolny. Na szczęście pani Molly wybiła mu to z głowy, mówiąc, że jeśli Sama Wiesz Kto zaatakuje, to Harry'emu przyda się większa znajomość zaklęć... A jak  tam u Ciebie? Spakowana? Bo ja już od tygodnia :D Daj mi szybką odpowiedź co tam u Ciebie, to mój ostatni list w te wakacje. Spotkamy się w pociągu... Pozdrawiam
Hermiona Granger 

Cho czytając list przyjaciółki uśmiechała się sama do siebie, mimo tego, że nie były to dobre wieści, cieszyła się, że Hermiona odezwała się w końcu do niej. Od razu usiadła przy biurku, wzięła pióro i zaczęła pisać:


 Manchester, 27 sierpnia 1995
Kochana Hermi!
Ron jest chamem :) skoro nie wie, że stracił taką wspaniałą dziewczynę jak ty. O Harry'ego się nie martw :D Da sobie radę jak zwykle, jest silny. Nie mogę się doczekać aż Cię zobaczę. Przypomniało mi się jak się zaprzyjaźniłyśmy... Pamiętasz? Weszłaś wtedy do łazienki, obydwie płakałyśmy i nie zauważyłyśmy siebie :D Zaczęłyśmy gadać i teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, chociaż jeszcze mam wyrzuty sumienia, że odebrałam Cię Ginny... Choć dobrze wiem, że już jej nie lubisz, tak jak ja... Nieważne :D Do zobaczenia. Buziaki 
Cho Chang <3

- o -
Trzy dni później...

Hermiona stała na peronie przed wejściem do pociągu. Widziała tu mnóstwo znajomych twarzy, ale wypatrywała jednej. Gdzieś w oddali dostrzegła długie, czarne włosy, a ich właścicielka stała tyłem i też kogoś wypatrywała. Hermi zaczęła przepychać się przez tłum, aby dotrzeć do przyjaciółki, co było raczej trudne przy takim tłoku. W końcu jednak jej się udało. 
- Cho! - złapała przyjaciółkę za ramię. 
- Hermi! - Dziewczyna odwróciła się i przytuliła ją. - Szukałam Cię.
- Wiem, widziałam, ale miałyśmy się spotkać w przedziale. No nic, chodź do środka, bo tu jest za głośno.
- A myślisz, że nie próbowałam? Coś się stało, nie można na razie wejść, bo ktoś podrzucił bombę dymną, z której wyleciały komary. 
- Hym... Jak myślisz... Kto to mógłby być? - zapytała, znając odpowiedź...
- George i...
Cho nie zdążyła dokończyć, bo z pociągu wyskoczyli dwaj rudzielce, a za nimi wściekły konduktor. 
- Fred... - dokończyła Hermiona nie odrywając wzroku od bliźniaków. 
- Cholerne bachory! - darł się konduktor. Na co rudzielce wybuchnęli śmiechem. - Można wchodzić - oznajmił zwracając się do tłumu. 
- No nareszcie - mruknęła Cho. - Chodź. 
Dziewczyny po kilku minutach były już w przedziale, siedziały same. Rozłożyły bagaże i czekały aż ruszą. 
- No więc mów - powiedziała z uśmiechem czarnowłosa. 
- Co? - zdziwiła się Grenger. 
- Jak się zemścimy. Na Ronie. Chyba masz jakiś plan... Tak? 
- No co ty... - uśmiechnęła się. - Ja starałam się o tym nie myśleć.
- Żartujesz? Jeżeli ty mu nic nie zrobisz, to ja to zrobię. Nikt nie będzie krzywdził mojej przyjaciółki. A już szczególnie nie taki rudy... kretyn.  
- Daj spokój... 
- Co? Hermiona! Przecież on... - wypowiedź przerwali jej Fred i George, którzy właśnie otworzyli drzwi do ich przedziału. 
- Ups... Zajęte - powiedział George. Gdy poszli dalej Cho dokończyła:
- Przecież to on się za tobą uganiał i to on chciał być z tobą! - Nastała chwila milczenia. Nagle krukonka wstała i szybko wyszła. Po paru sekundach wróciła, ale nie sama. Hermione zdziwiło to, kogo przyprowadziła. Spodziewała się Harry'ego, albo nawet Rona, a nie...
- Więc kogo chcecie się pozbyć? - Powiedział Fred z bananem na twarzy.  



Grenger mimowolnie uśmiechnęła się.
- Chodzi o waszego durnego braciszka - poinformowała Cho. Bliźniacy spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się łobuzersko.
- Co zrobił? - powiedzieli równocześnie. 
- Nieważne on po prostu jest kretynem - odezwała się szybko Hermiona. Chłopacy spojrzeli na nią, po czym wzięli swoje walizki i wrzucili do środka. 
- Kretyn, czy nie... zemsta będzie słodka - oświadczył Fred. Po czym usiadł na przeciwko Hermiony, koło krukonki. George natomiast rozsiadł wygodnie się koło kota gryfonki, na co on zamruczał.
- Yyyy... Nigdy nie lubiłem tego kota - powiedział. - Wybacz Hermiona - dodał, gdy zobaczył jej wściekłą minę. 
- Ale do rzeczy. Chcecie coś szczypiącego, klejącego...
- Może pająki - wtrąciła Cho. - Przecież on nienawidzi pająków. 
- Nieźle kombinujesz - pochwalił ją Fred. - Więc moja propozycja jest taka. Żeby było śmieszniej wszystko zacznie się na lekcji...
- Snape'a! - dodał brat.    
- Już mi się podoba... - uśmiechnęła się Chang. 


Było późno wieczorem, gdy dojechali na miejsce. Hogwart wyglądał tak jak zawsze. Wielki, oświetlony, tajemniczy zamek. Hermiona zawsze gdy tylko wracała po wakacjach, nie mogła się napatrzeć na mury szkoły. Zawsze skrywały nowe tajemnice. 


Z zamyślenia wytrąciła ją Cho.
- Hej co tak dumasz. Chodź, już prawie wszyscy poszli. 
Grenger się odwróciła i zobaczyła, że faktycznie przed pociągiem stały tylko one. Weszły do prawie pustej dorożki, w której siedziała Luna.
- Hej Luna - przywitały się wsiadając. 
- Zastanawiałyście się kiedyś co by tu stało, gdyby Hogwartu nie było? Pusta przestrzeń... Piękne widoki... Chciałabym tu zamieszkać. Cisza, spokój... Oczywiście gdyby Hogwartu nie było - spojrzała na dziewczyny. - Myślicie, że jestem nienormalna? - zapytała spokojnie. Szczerze mówiąc takiego pytania się nie spodziewały. 
- Co? - Hermiona zrobiła zdziwioną minę. - Luna przecież my...
- Wiem, wiem. Ja jestem trochę inna. Widzę świat inaczej niż niektórzy uczniowie. Mam to w genach. Mój tata mi opowiadał, że gdy byłam mała...
- Wybacz Luna, ale to nie najlepszy moment na opowiadania. Tym bardziej, że już dojechałyśmy. 
- Jasne... Kiedy indziej dokończę. 
Dziewczyny wysiadły z wozu. 
- Ty nie idziesz? - zapytała Cho widząc, że dziewczyna nadal siedzi. 
- Idźcie, ja zaraz przyjdę. Muszę się pożegnać...
- Pożegnać? - zapytała Hermiona.
- Chodź już lepiej - przyjaciółka złapała ją za ramię i razem skierowały się do wejścia. Dołączyły do tłumu uczniów, którzy zmierzali do Wielkiej Sali. Dwie minuty później Cho siedziała przy stole Ravencolaw, a Hermiona koło Harrego z Gryfonami.
- Gdzie jest twój przyjaciel? - zapytała chłopaka. 
- Ron? A jak myślisz? Nie tylko ciebie wkurza jego dziewczyna...
- Czyli jest z nią? - powiedziała dając nacisk na ostatnie słowo. 
- Mhym... Na co my tak a w ogóle czekamy?
- Harry! - dziewczyna spojrzała na niego i czekała, aż powie, że żartuje. 
- No co...? - powiedział zdziwiony. 
- Noworoczni! HALO! Weź się w garść, oprzytomnij...
- A no tak... Wiesz Hermiona... Nie mam za bardzo teraz do tego głowy... Wiesz...
- Nadal masz te sny? Harry, powinieneś był to powiedzieć komuś, choćby panu Wesley'owi. Jeśli ty nie powiesz o tym Dumbledorowi, to ja to zrobię, słyszysz?
- No dobra, ja po prostu... - Harry nie zdążył dokończyć, bo do sali weszli nowi pierwszoklasiści, których prowadziła profesor MacGonagall. Bo przydzieleniu do odpowiednich domów, dyrektor Hogwartu wszedł na swoją mównicę i zaczął:
- Jak co roku, muszę wyjaśnić wam kilka spraw - zaczął. - A szczególnie tym, którzy są tutaj po raz pierwszy. Musicie wiedzieć, że do lasu wstęp jest absolutnie niedozwolony. Wasz dozorca, pan Argus Filch, prosił, aby przypomnieć wam, że trzecie piętro, jest zakazane. Zawiadamiam o tym pierwszorocznych, ale także starszych, bo najwidoczniej o tym zapomnieli. W związku z tym kary zostaną zaostrzone... Nowy regulamin zostanie wywieszony w kilku miejscach: dormitorium Huffllepuf, Ravenclaw, Gryffindor, oraz Slytherin. Będzie on też przy wejściu głównym i na każdej wierzy. Musicie się do niego jak najszybciej dostosować. Kto zostanie przyłapany na nie znaniu jego treści, zostanie surowo ukarany. Szczegóły omówią wam nauczyciele. A teraz czas zacząć biesiadę! - Dumbledor usiadł na swoje miejsce, a na stołach pojawiły się różnego rodzaju smakołyki. 
- Co roku ta sama gadka - odezwał się Fred.
- I co roku nikt nie zwraca uwagi na te durne przepisy - dokończył George. 
- Chodzi wam głównie o was? - uśmiechnęła się Hermiona. 
- Co? My? - Fred udawał zdziwionego.
- My przecież jesteśmy aniołkami... - zapewnił jego brat. 
- Tak? A gdzie macie skrzydła? - nie odpuszczała. 
- Nie każdy anioł musi mieć skrzydła - ciągnął rudzielec.
- Nie każdy bohater musi mieć pelerynę - George zerknął na Harrego. 
- Nie każda księżniczka musi mieć koronę - powiedzieli równocześnie, patrząc na gryfonke. Dziewczyna czuła jak się rumieni. Nie wiedziała co odpowiedzieć, Harry chyba to zauważył i ratując ją zmienił temat, za co była mu bardzo wdzięczna. 
- Hej, a jak tam wasz biznes? Ostatni rok w szkole... Planujecie coś? 
- Ogólnie to to, co zwykle. Krwotoczki Truskawkowe...
- Karmelki Gorączkowe... - wtrącił brat.
- Bąblówki Krwawe...
- Omdlejki Grylażowe... Wszystko po czym można spokojnie wyjść z lekcji udając chorego. - uśmiechnął się Fred. - A co? Chcesz kupić?
- Tobie sprzedamy za pół ceny.
- Nie, nie, dzięki... - Harry nie był skupiony na tym co mówili bliźniacy. Jego wzrok błądził przy stole Ravenclaw. Szukał tam jednej dziewczyny o kruczoczarnych włosach, bladej cerze i ciemnych oczach, o której ostatnio dość często myślał. 
- Nie jesteś głodny? - zapytała Hermiona, lecz chłopak nie usłyszał pytania. - Harry! - dopiero teraz się obudził. 
- Co... co? - zapytał zdezorientowany. Dziewczyna rozejrzała się i gdy zobaczyła, że akurat nikt nie patrzy, zbliżyła się do chłopaka.
- Harry, znowu to robisz. Patrzysz się na nią. 
- Na kogo? - udawał, że nie wie o kogo chodzi.
- Dobrze wiesz... 
-  A może Harry'emu przydał by się eliksir miłosny? - powiedział George widząc co się dzieje. 
- Co? Mi? Eliksir miłosny? Niby po co... - zarumienił się.
- Harry, a może byś tak spróbował tak po staremu? - dołączył się Fred. Widząc, że chłopak nie wie o co mu chodzi, dokończył. - No wiesz. Po prostu do niej podejdź. 
- Co? Fred daj spokój. Wszyscy dajcie mi święty spokój! Lepiej jedzcie już - uśmiechnął się. 
- Jezu... 

Pół godziny później uczta się skończyła i wszyscy powędrowali do swoich dormitoriów. Hermiona siedziała na łóżku i czytała książkę "Podróże z Wampirami", gdy do pokoju weszła Ginny. 

- Hej dziewczyny! Robimy spóźnioną imprezę urodzinową dla Harrego. 
- Co? - zdziwiła się Luna. - Kiedy Harry miał urodziny?
- 31 lipca - poinformowała niewzruszona Hermiona. 
- Ty wiedziałaś? - zdziwiła się blondynka.
- No tak, co roku wysyłam mu życzenia. 
- Nie ważne. Gryffindor robi imprezę i wy też na niej macie być. Zaczyna się jutro o północy, oczywiście nic nie mówcie Harremu. Aha i nauczyciele nie mogą się dowiedzieć. Luna, Lavender, Parvati pomogłybyście wybrać Angelinie dekoracje? Jest w pokoju wspólnym. Romilda ty idź do kuchni, wiem, że lubisz gotować. Razem z Fredem i Georg'em zrobisz coś do jedzenia. - Dziewczyny od razu poszły wykonać zadania. W pokoju została Ginny wraz z Hermioną. - Hermiona... Pomyślałyśmy z Angeliną, że ty mogłabyś wymyślić coś, żeby po za dormitorium nie byłoby słychać muzyki i rozmów. 
- Może spróbujcie jakiegoś zaklęcia - powiedziała nie podnosząc wzroku znad książki. 
- No wiem... ale... Nie mogłyśmy znaleźć.
- Przecież Angelina jest o rok starsza.
- Hermiona... - Ginny usiadła na łóżku koło dziewczyny. - Wiem, że to moja wina, że się już nie przyjaźnimy. Przepraszam, że cię wtedy zostawiłam. Ale naprawdę żałuje. Chciałabym, abyśmy się dalej przyjaźniły - uśmiechnęła się lekko. - Naprawdę przez całe życie chcesz się kłócić? Wiesz, chciałabym, abyś przyjechała do nas na święta, jak to było kiedyś. Z Harrym. To jak? - Hermiona głośno westchnęła. 
- A próbowałyście zaklęcia Muffliato?
- Co? - Ginny pierwszy raz słyszała o tym. 
- Gdy się je rzuci na drzwi, powoduje ono, że wszyscy w pobliżu słyszą brzęczenie. Uniemożliwia to podsłuchanie czarodzieja, który je rzucił. Gdy rzucę je na drzwi, spowoduje to, że nie słyszy nic osoba będąca za nimi.   
- Jesteś niesamowita! To co rzucisz je? Ale jutro.
- No dobra, dobra... - uśmiechnęła się. - A co do przekąsek... Jesteś pewna, że twoi bliźniacy mają je załatwiać? Romilda, ok, ale Fred i George? 
- No co...? Myślisz, że nie umieją gotować?
- Nie ale... serio? A jak dorzucą tam coś i Harry'emu przy zdmuchiwaniu świec wybuchnie coś przed nosem?
- O matko! Świeczki! Hermi znasz zaklęcie?
- Nie... Znałam, ale nie pamiętam. Zajrzyj do biblioteki. 
- Jasne! I... wiesz, mogłabyś... - powiedziała wychodząc.
- Dobra, dobra już idę... - Dziewczyna odłożyła książkę na półkę i wstała. Gdy znalazła się na korytarzu, skręciła w stronę kuchni. Od pomieszczenia dzieliło ją kilka metrów, ale już z daleka słyszała śmiechy rudych bliźniaków. Gdy weszła, zobaczyła Romildę przy garach, Georga tańczącego na stole, oraz Freda okupującego lodówkę. 
- George! - krzyknęła na co on stanął na baczność, a Fred tak się przestraszył, że się przewrócił, a na jego głowę spadła galaretka. - Co wy tu robicie! Mieliście gotować, a nie się bawić. Ile wy macie lat?
- 17 - oznajmił George schodząc ze stołu. 
- Nieważne. Fredzie Wesley! Wstawaj natychmiast! Biedna Romilda tu się za was męczy, a wy co? Zachowujecie się jak bachory! - wściekła się. - Ja wam dam! George! Zmywasz naczynia, teraz! A ty Fred wyrabiasz ciasto na babeczki. 
- Co? Przecież ja nie umiem - Fred zdjął z siebie galaretkę i pokracznie wstał. - George! Aport! - Rudzielec rzucił w brata kawałkiem , na co ten odpowiedział chlapiąc go wodą.  
- Przestańcie! Mam użyć różdżki? 
- Oj Hermiona no weź... - błagał Fred. - Przydałoby ci się trochę rozrywki.
- Mi? Rozrywki? Przecież ja jestem... bardzo rozrywkowa. - Bliźniacy wymienili porozumiewawcze spojrzenia. - Dobra, Fred zabierajmy się za to ciasto. Przynieś mi jajka. 
- Tylko Fred z lodówki - wtrącił George na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.  
- Ha, ha tak bardzo śmieszne, wiesz... - skarciła go dziewczyna.
- Hermi tort ma być czekoladowy, waniliowy, czy owocowy? - zapytała Romilda. 
- Słodki - odpowiedział George. 
- Harry chyba lubi czekoladowy. Zresztą nieważne, zrób jak chcesz. 
- Okej, zrobię czekoladowy, tylko ktoś musi iść po przepis mojej mamy. Jest w moim plecaku,  w pokoju wspólnym. - W tej chwili do kuchni weszła Angelina.
- No i jak tam? - zapytała podchodząc do swojego chłopaka. 
- Fred idź po przepis - rozkazała Grenger. 
- Jaki przepis? - zainteresowała się Angelina. - Ja mogę pójść. Gdzie jest? - spojrzała na Freda. 
- W plecaku Romildy, który leży w pokoju wspólnym. Dzięki, jesteś kochana - pocałował swoją dziewczynę w policzek. 
- Wiem... - uśmiechnęła się do niego. 
- Rzygam tęczą - powiedział przesadnie słodkim głosikiem George. 
- Ha, ha - Angelina wyszła. 
- Fred gdzie te jajka - przypomniała gryfonka, wyjmując jakąś miskę.  

Dwie godziny później wszystko było raczej gotowe. 
- Ok, to teraz trzeba to ukryć - stwierdziła Angelina, przytulając się do Freda. - Hermiona... Zapewne znasz zaklęcie. 
- Jasne. 
- No, to my już idziemy - uśmiechnęła się słodko i pociągnęła chłopaka za rękę w kierunku drzwi. Za nimi wyszedł George, a potem Romilda. Grenger zrobiła to co miała i wróciła do dormitorium. Było już późno. Poszła do łazienki, umyła się, przebrała i położyła spać...  


"Są takie kwiaty, których nie wolno zrywać...
Są tacy ludzie, dla których wart oddychać...
Są takie miejsca, do których warto wracać...
Są granice, których się nie przekracza..."

    







5 komentarzy:

  1. Super!!! Masz we mnie juz wierna czytelniczke. Talent tez wietnie piszesz wciagnelam sie :) fajny pomysl i fabula niemige sie doczekac nexta kiedy bedzie??
    Pozdro ;**
    ZoZoL <33 :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, niesamowite! :D Talent masz ^^ Superancki pomysł na opowiadanie ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog i super piszesz. Ciekawy pierwszy rozdział :-) . Nie widać żadnych błędów :-P
    Zajrzysz do mnie?
    tom-byl-w-hogwarcie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne! Tylko jedna uwaga. Pisze się Dumbledore, Dumbledore'a, itd.
    i tak samo George, George'a ;)

    OdpowiedzUsuń