środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 3: "Uciekajcie! Uciekajcie!"


"Jeżeli wyciągniesz wnioski
z najgorszych dni Twojego
życia, to będziesz gotowy
przejść do tych najlepszych..."

Poranne promyki słońca nie dawały spać. Hermiona otworzyła oczy, rozejrzała się po pokoju i zobaczyła krzątające się współlokatorki.
- Dzień dobry - przywitała się Luna. 
Grenger wstała i weszła do łazienki, która o dziwo nie była zajęta. Spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała jakby ją prąd kopnął. Potargane włosy, zaspane oczy... Była ciekawa czy tak samo wyglądała w nocy, kiedy rozmawiała z Fredem. Uśmiechnęła się do swojego odbicia. Wzięła szczotkę i zaczęła się czesać. Po pół godzinie była już gotowa. Razem z Ginny powędrowały do Wielkiej Sali na śniadanie. Dziewczyny usiadły koło Harry'ego, który czytał proroka codziennego.
- Co tam masz? - zagadnęła młodsza. 
- Czytam o banku Gringotta... Ktoś włamał się do skrytki Bellatrix. 
- Co? - zdziwiła się Hermiona. - Ale jak to? Kto?
- Jak twierdzi Nagnok, pracownik, który był świadkiem owego zdarzenia, - czytał na głos - około godziny 23:07, w banku zjawił się wysoki mężczyzna w okularach, z zakryta twarzą. Nalegał, aby Nangnok dał mu klucz do, jak twierdzi, skrytki swojej kuzynki, Bellatrix Lestrange. Gdy ten nie zgodził się, rzucił na niego zaklęcie Crucio, a sam wyrywając z jego ręki klucz, poszedł do skrytki. Kamery potwierdziły, że ze skrytki nic nie skradziono, a tajemniczy osobnik zniknął gdzieś w środku i ślad po nim zaginął. Skrzaty, które miały okazje zobaczyć co jest w skrytce twierdzą, że znajduje się tam szafa zniknięć, jednak nie można tego sprawdzić, ponieważ niedozwolone jest wchodzenie do skrytki bez zgody właściciela.
- Co? - nie dowierzała Hermiona. - Ale jeżeli jest tam szafa zniknięć...
- To znaczy, że bez problemu mogą się tam dostać śmierciożercy? - dokończyła Ginny.
- Ale czego mieliby szukać w banku Gringotta? - zapytała Grenger.
- Nie wiem, ale nie podoba mi się to... - stwierdził Harry. - Oni coś planują. I trzeba to sprawdzić.
- Co? Nie Harry. Masz się zająć nauką, a nie bawić się w detektywa. Zresztą od tego jest ministerstwo.
- Hermiona! Wybacz, ale jeżeli myślisz, że potrafię teraz myśleć o nauce, to wybacz ale...
- Harry... Ja wiem. Ale mógłbyś chociaż...
- Nie! Nie rozumiesz. On jest blisko, czuję to. Z każdym dniem jest coraz bliżej...

~ o ~

Fred wszedł do Wielkiej Sali. Zobaczył Harry'ego, Hermione i Ginny, jednak teraz wypatrywał kogoś innego. Angelina siedziała ze swoimi koleżankami na końcu stołu. "Dlaczego one zawsze muszą być w stadzie?" - pomyślał. Powolnym krokiem zbliżał się do nich. Przypomniał sobie co ma jej powiedzieć. "Przecież ona mnie zabije..." 
- Hej - zauważyła go jedna z jej przyjaciółek. Wszystkie momentalnie odwróciły się w jego stronę. Angelina wstała.
- Hej Fred - pocałowała go w policzek.
- Hej... - powiedział smętnie. - Słuchaj możemy pogadać?



- Tak jasne - uśmiechnęła się. - Ale nie teraz, dobrze misiu? Muszę już lecieć. Może spotkamy się po lekcjach? Albo nie... Dzisiaj jest ta impreza i no właśnie muszę pomóc. Pogadamy na imprezie. Dobrze? - pocałowała go.
- Jasne... - Dziewczyna razem z koleżankami wyszły z Sali, a rudzielec zrezygnowany usiadł na ławce. Jego dziewczyna była jakaś inna, taka milsza. Nie wiedział, że wczoraj wieczorem przyjaciółki rozmawiały o nim i doradziły Angelinie być milszą, mówiły jej, że może go stracić... Nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, że może to być prawda...

~ o ~

Grenger siedziała w klasie. Od paru minut czekali na Snape'a, który najwyraźniej się spóźniał (co nigdy jeszcze mu się nie zdarzyło). Po chwili weszła profesor McGonagall.
- Uwaga! - uciszyła ich. - Profesora Snape'a dzisiaj nie ma, więc będziecie mili lekcję opieki nad magicznymi stworzeniami, łączoną z jedną ze starszych klas. Spakujcie się i chodźcie za mną. Kobieta zaprowadziła ich przed chatkę Hagrida, gdzie stała już tamta klasa, w której byli Fred i George.  
- Tu was zostawiam. Bądźcie grzeczni - pożegnała się.
- No dobra! - przemówił gajowy. - Dzisiaj pokażę wam Kelpie. Idziemy! Nie rozdzielać się i nie oddalać. Zrozumiano? - gdy uczniowie pokiwali głowami, wielkolud skierował się w stronę Zakazanego Lasu. Po drodze tłumaczył im co to są Kelpie. - Kelpie to rodzaj konia wodnego. Może zmieniać kształty, nawiedza szkockie jeziora i rzeki. Może ukazać się w kształcie włochatego człowieka. Jest bardzo niebezpieczny. Ściska i miażdży podróżników. Jego najczęstszą formą jest łagodny koń, stojący przy strumieniu, lub rzece. Gdy ktoś je dosiądzie, porywają go w głębiny wodne i topią. Często wyją, gdy nadchodzą burze. W swoim życiu nie spotkałem jeszcze żadnego, który byłby łagodny, choć słyszałem o takich przypadkach. Często zwabiają swoim wyglądem. Są białe i śliczne jak kucyki. Jak się przed nimi bronić? Wystarczy trzymać się z daleka i nie prowokować. To one zwabiają ludzi. Jeśli już na takiego wsiądziesz, to nie możesz się uwolnić. W całej historii tylko jednemu człowiekowi udało się zsiąść z Kelpia. Nazywa się on... Dumbledore. - Przez chwile szedł nie odzywając się. - No! Jesteśmy na miejscu. Chciałbym wam pokazać ślad Kelpia. - Wśród uczniów dało się słyszeć syczenie i jęki. 
- Co? I po to tu szliśmy? Żeby zobaczyć ślad? - odezwał się George.
- Chłopie. Ty się ciesz, że w pobliżu nie ma tu żadnego Kelpia, bo byłoby naprawdę kiepsko. To ślad pochodzący z roku 1996, gdy... - Hagrid kontynuował lekcje. Jednak jedna osoba nie była tym zainteresowana. Fred oddalił sie trochę i usiadł na kłodzie. Myślał jak powiedzieć swojej dziewczynie, że to koniec. "Posłuchaj ja... Wydaje mi się, że to pomiędzy nami już wygasło..." - kombinował. "Nie... Fred jak jej to powiesz to nie żyjesz... Boże pomóż! Jak ja mam z nią zerwać tak żeby nie zabolało. I nie mam tu na myśli jej... A może George z nią zerwie. Przecież jesteśmy identyczni... Myśl Fred, myśl. Hahaha! Fred myśl?" Nagle dało się słychać wycie. Wszyscy jak jeden mąż odwrócili się w stronę odgłosu. 
- Czyżby... - zamyślił się Hagrid. - Nie... to niemożliwe. - Brodacz zaczął powoli iść w kierunku dźwięku. - Odsuńcie się - rozkazał. Fred widząc co się dzieje, dołączył do tłumu. Wielkolud zniknął w zaroślach. Ponownie dało się słyszeć to samo wycie, ale znacznie bliżej. Zapadła cisza, słychać było tylko łagodny szelest liści kołysanych przez wiatr. Nagle gajowy wybiegł zza krzewów. - Uciekajcie! Uciekajcie! - krzyczał. 


Uczniowie posłusznie zaczęli uciekać tą samą drogą, którą przyszli. Harry biegł ile sił w nogach, lecz nagle coś (a raczej ktoś - Draco Malfoy) pchnęło go w bok. Przewrócił się. Poczuł przeszywający ból w nadgarstku, który tkwił pomiędzy jego brzuchem, a ziemią. Stęknął. Przewrócił się na drugi bok. Zobaczył przed sobą wielkiego, czarnego konia. Bardzo po woli wstał i zaczął się cofać. Ku jego zdziwieniu koń zaczął się przeobrażać w znaną mu już postać. Fenrir Greyback - śmierciożerca. Najgorsze było to, że nikt najwyraźniej nie zauważył jego zniknięcia...





A on sam nie miał różdżki...

"Całe życie jest niewolą...
Należy więc pogodzić się
z losem, jak najmniej
ubolewać nad nim i chwytać
każdą korzyść, jaka z nim
się łączy...
Żadne położenie nie jest aż tak
straszne, by człowiek obdarzony
równowagą ducha nie znalazł
w nim jakiejś pociechy..."

3 komentarze:

  1. ok, ok i co dalej?!?!?! :D Nie mogę się doczekać romansu Dreda i Hermiony xD Mam prośbę, mogłabyś wysłać mi emaila jak będzie kolejna część? :D flusa@interia.pl byłabym wdzięczna :] - Flusa

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie No extra pomysl i swietny(kolejny) rozdzial...mam nadzieje ze Harremu nic sie nie stanie!a Fred jakos zerwie z Angelina i jej to nie zaboli...eh kiedy next nie mg sie doczekac!
    ZoZoL :**
    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. AAaaa! Cudeńko :3. Tylko jedno pytanie, Kamery w Gringocie?
    Wywołujesz napięcie, nie ma co.
    Fredzik <3
    Zapraszam do siebie :-)

    OdpowiedzUsuń