Ojejku :D Bardzo mi miło, że się w to wciągnęłyście :D Jestem naprawdę szczęśliwa, że to co robię nie idzie na marne :D Bardzo, bardzo dziękuję za komentarze, bo gdy je czytam to dostaję weny i chcę jak najszybciej pisać :D Jeżeli chcecie, żebym was zawiadamiała o kolejnych rozdziałach to podajcie swoje
e-maile :) Napisze na waszą pocztę i na Hangoutsa ;) (P.S. wszystkie zdjęcia są z grafiki Google, gdyby ktoś się czepiał, chociaż nie sądzę) A teraz zapraszam na dół:
Śmierciożerca powolnym krokiem zbliżał się do Harry'ego.
- I co teraz? - zaśmiał się złowrogo. - Powiedziałbym "Nie bój się... Nie będzie bolało", ale nie lubię kłamać.
Harry rzucił się do ucieczki. Biegł ile sił w nogach. Przedzierał się przez krzewy, wpadał w pajęczyny. Ręka strasznie bolała, ale miał na głowie większe problemy. Fenrir Greuback był tuż za nim, nie rzucał zaklęciami... Prawdopodobnie chciał się pobawić.
- Wielki Harry Potterze! - krzyczał - Czy mógłbyś dać mi autograf! - drwił. - No chodź, chodź, nie uciekaj! Ja nie drapię! Ja gryzę! - mężczyzna zaczął przyśpieszać. - Tchórz! Twój ojciec był taki sam! Tak! Byłem przy jego śmierci! Widziałem ten strach w jego oczach! I teraz z chęcią zobaczę w twoich... AVADA KEDAVRA!!!
e-maile :) Napisze na waszą pocztę i na Hangoutsa ;) (P.S. wszystkie zdjęcia są z grafiki Google, gdyby ktoś się czepiał, chociaż nie sądzę) A teraz zapraszam na dół:
"Nie bój się śmierci,
bo nie znasz jej wcale.
Bój się życia,
bo je już poznałeś..."
Śmierciożerca powolnym krokiem zbliżał się do Harry'ego.
- I co teraz? - zaśmiał się złowrogo. - Powiedziałbym "Nie bój się... Nie będzie bolało", ale nie lubię kłamać.
Harry rzucił się do ucieczki. Biegł ile sił w nogach. Przedzierał się przez krzewy, wpadał w pajęczyny. Ręka strasznie bolała, ale miał na głowie większe problemy. Fenrir Greuback był tuż za nim, nie rzucał zaklęciami... Prawdopodobnie chciał się pobawić.
- Wielki Harry Potterze! - krzyczał - Czy mógłbyś dać mi autograf! - drwił. - No chodź, chodź, nie uciekaj! Ja nie drapię! Ja gryzę! - mężczyzna zaczął przyśpieszać. - Tchórz! Twój ojciec był taki sam! Tak! Byłem przy jego śmierci! Widziałem ten strach w jego oczach! I teraz z chęcią zobaczę w twoich... AVADA KEDAVRA!!!
~ o ~
Uczniowie wybiegli z lasu. Gajowy już dawno zorientował się, że Kelpia odpuściła.
- Chodźcie tu! - zebrał ich. - Muszę was policzyć. Zobaczcie czy wszyscy wasi koledzy są.
- Harry! - krzyknęła Hermiona. - Nie ma Harry'ego!
- Co?! - wielkolud podszedł do niej. - Jesteś pewna? - rozejrzał się. - Harry! Jesteś tu! Harry! - Nikt nie odpowiadał. - Wracajcie do zamku! I zawiadomcie dyrektora o tym co się stało. No jazda! - uczniowie szybko zwrócili się w stronę Hogwartu. Została tylko piątka osób. Hermiona, Ron, Luna, George i Fred. - Nie słyszeliście? Jazda do zamku. Ale już.
- Nie Hagrid - powiedział Ron. - Nie zostawimy Harry'ego. Idziemy z tobą.
- Nie. Nie ma mowy, to niebezpieczne. Zresztą, gdy tylko zobaczy to Dumbledore to...
- To co? - wszyscy odwrócili się w stronę głosu. Dyrektor stał i patrzył na nich. - Harry będzie potrzebował przyjaciół.
- Ale...
- Hagridzie oni znają zaklęcia. Gdzie ostatnio widzieliście Harry;ego? - zapytał Hermione.
- Nie wiem. Uciekał z nami, a potem już go nie było.
- Dobrze... Hagridzie, pójdziesz z Ronem, Luną i Georgem w tę stronę, a ja razem z panną Granger i z panem Weasley'em pójdziemy drogą, którą uciekaliście.
- Tak jest - gajowy posłusznie skierował się w stronę, którą wskazał Dumbledore.
Profesor stał jeszcze przez chwilę, skierował różdżkę w stronę zamku.
- Co pan robi? - zapytała Gryfonka.
- Wysyłam informację do profesor McGonagall - oznajmił. - Chodźmy już.
Fred, Hermiona i profesor zniknęli w zaroślach.
- Chodźcie tu! - zebrał ich. - Muszę was policzyć. Zobaczcie czy wszyscy wasi koledzy są.
- Harry! - krzyknęła Hermiona. - Nie ma Harry'ego!
- Co?! - wielkolud podszedł do niej. - Jesteś pewna? - rozejrzał się. - Harry! Jesteś tu! Harry! - Nikt nie odpowiadał. - Wracajcie do zamku! I zawiadomcie dyrektora o tym co się stało. No jazda! - uczniowie szybko zwrócili się w stronę Hogwartu. Została tylko piątka osób. Hermiona, Ron, Luna, George i Fred. - Nie słyszeliście? Jazda do zamku. Ale już.
- Nie Hagrid - powiedział Ron. - Nie zostawimy Harry'ego. Idziemy z tobą.
- Nie. Nie ma mowy, to niebezpieczne. Zresztą, gdy tylko zobaczy to Dumbledore to...
- To co? - wszyscy odwrócili się w stronę głosu. Dyrektor stał i patrzył na nich. - Harry będzie potrzebował przyjaciół.
- Ale...
- Hagridzie oni znają zaklęcia. Gdzie ostatnio widzieliście Harry;ego? - zapytał Hermione.
- Nie wiem. Uciekał z nami, a potem już go nie było.
- Dobrze... Hagridzie, pójdziesz z Ronem, Luną i Georgem w tę stronę, a ja razem z panną Granger i z panem Weasley'em pójdziemy drogą, którą uciekaliście.
- Tak jest - gajowy posłusznie skierował się w stronę, którą wskazał Dumbledore.
Profesor stał jeszcze przez chwilę, skierował różdżkę w stronę zamku.
- Co pan robi? - zapytała Gryfonka.
- Wysyłam informację do profesor McGonagall - oznajmił. - Chodźmy już.
Fred, Hermiona i profesor zniknęli w zaroślach.
~ o ~
- Hagrid? Czy Kelpia może Harry'emu coś zrobić? - zapytał drżącym głosem Ron.
- Nie... Oczywiście, że nie - pocieszył go gajowy. - Harry to mądry chłopak. A Kelpie zwykle nie atakują.
- Zwykle? - przestraszył się. - Ale ona przecież zaatakowała nas.
Nagle usłyszeli grzmot piorunu. Niebo stawało się coraz ciemniejsze. Chmury pokrywały niebo. Po chwili małe kropelki zaczęły spadać na ziemie.
- Ciii... Słyszę coś - powiedział Hagrid, zatrzymując się. W oddali słychać było krzyki. Gajowy natychmiast udał się w tamtą stronę, a przyjaciele podążali za nim. - Wyjmijcie swoje różdżki. Gdy spotkacie Klepie, użyjcie zaklęcia Drętwota. To go powinno zatrzymać. Bierzcie Harry'ego i uciekajcie. Ja się zajmę zwierzęciem. Gdy wyjdziecie z lasu, wystrzelcie w niebo czerwone iskry, żeby profesor wiedział, że jest dobrze. Zrozumiano?
- Jasne... - potwierdzili.
~ o ~
- Słyszeliście? - zapytał Fred. - Jakieś krzyki, ale to na pewno nie jest Harry.
- Tam! - Granger wskazała na zielony błysk w oddali. - Ktoś rzuca zaklęcia! Harry nie ma różdżki! - puściła się pędem w tamtą stronę.
- Jak to nie ma różdżki? - zapytał Fred i pobiegł za nią.
- Ron, ten kretyn ją połamał! Została w dormitorium. A gdzie Dumbledore? - zapytała patrząc za siebie.
- Nie wiem - odpowiedział nie zwalniając.
Po chwili, w oddali zobaczyli Harry'ego. Uciekał, a za nim biegł jakiś mężczyzna, który krzyczał coś o jego ojcu.
- On celuje w niego! - przestraszyła się Hermiona i zaczęła biec jeszcze szybciej. Sama była zdziwiona, że w ogóle potrafi tak szybko przebierać nogami. Była wystarczając blisko, żeby celnie trafić. Zatrzymała się i wycelowała...
~ o ~
Harry biegł i biegł. Słyszał, że śmierciożerca krzyczy coś o jego ojcu.
- Widziałem ten strach w jego oczach! - krzyczał. - I teraz z chęcią zobaczę w twoich!
Harry nie wytrzymał i zatrzymał się. Nie mógł tak po prostu uciekać, gdy ktoś obrażał jego ojca.
Śmirciożerca też się zatrzymał. Powoli podniósł różdżkę i złowieszczo się uśmiechnął. - AVADA KEDAVRA!!!
"Człowiek dobrze wychowany
chętnie żyje...
I chętnie umiera..."


Czekaj na kolejny rozdział. Bardzo mi się podoba co piszesz zapraszam także na mojego bloga możne ci się spodoba http://pamietnik-klary.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńNic dodac nic ujac. Genialny...i nwm co jeszcze noge naoisab bo zle sie czuje i chce mi sie spac ale tylko przeczytam twoj rozdzial bo bez niego nie zasne :)
OdpowiedzUsuńZoZoL :* <3
Ooooo, Dziękuję :D
Usuń:) prawde mowie ;) nie lubie klamac XD
UsuńZoZoL: **** <3333
Jejku <3 Cudo cudeńko. Nic dodać nic ująć.
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że przypadkiem weszłam na twojego bloga <3
Zakochałam się w twoim opowiadaniu. Niestety bez wzajemności :-P
Pozdr :*
Zapraszam do mnie.