czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 5: "Z niechęcią ją puścił, kiedy się odsunęła"

"Wczoraj byłem bystry,
bo chciałem zmienić świat...
Dzisiaj jestem mądry,
bo chcę zmienić siebie."


- Expelliarnus! - krzyknęła Hermiona wytrącając różdżkę z ręki śmierciożercy. -Impedimento!


Mężczyzna znieruchomiał, a dziewczyna podbiegła do Harry'ego.
- Nic ci nie jest? - zapytała łapiąc go za ramię.
- Nie... tylko mam złamany nadgarstek.
- Daj, rzucę zaklęcie znieczulające. - Chłopak podał jej rękę. Nagle usłyszeli głośny ryk. Okazało się, że śmierciożerca uwolnił się z zaklęcia, podniósł różdżkę i teraz mierzył w nich obydwu.
- Expelliarmus! - różdżka Gryfonki pofrunęła gdzieś daleko. - I co teraz? Ha, ha, ha! Harry teraz będziesz patrzył jak ta mugolka ginie - mężczyzna mocno ją złapał. - I co? Spójrz w jej oczy! Poczuj to!



- Jesteś nikim! - drwił z Harry'ego. - Nawet nie jesteś w stanie obronić przyjaciół! Avada!...
- Expelliarmus! - Fred dobiegł w ostatniej chwili. - Drętwota! - Mężczyzna padł na ziemię. - Nikt nie będzie obrażał mojej przyjaciółki - spojrzał na Hermione. Dziewczyna podeszła do niego i go przytuliła. Chłopak trochę zdziwiony odwzajemnił uścisk. Jej włosy ładnie pachniały.


- Dziękuję - szepnęła mu do ucha.
Nie wiedział czemu, ale było mu bardzo przyjemnie, dlatego z niechęcią ją puścił, kiedy się odsunęła.
- Ale za co? - zapytał rudzielec drapiąc się ze zdenerwowania w głowę.
- Za uratowanie życia - uśmiechnęła się. Po chwili przyszedł Dumbledore, Hagrid i reszta.
- Co się stało? - zapytał Luna.
- Kelpia - powiedział Herry. - To był śmierciożerca.
- Hagridzie trzeba go zabrać do Azkabanu. Zajmiesz się tym?
- Jasne już zawiadamiam ministerstwo - gajowy podszedł do mężczyzny i przełożył go sobie przez ramię.
- Harry powinien jak najszybciej znaleźć się w szpitalnym skrzydle.
- Profesorze, nic mi nie jest - zapewnił Potter. - To tylko nadgarstek.
- Dobrze, chodźmy już...

Pół godziny później byli już w zamku. Hagrid oddał śmireciożerce ministerstwu i udał się na rozmowę z dyrektorem, ten jednak najpierw upewnił się, że Harry'm zajęła się pani Pomfrey.

Chłopak leżał na łóżku szpitalnym. Wokół niego stali Ron, Fred, George, Ginny i Luna.
- I jak się czujesz? - zapytała blondynka.
- A jak mam się czuć? Nic mi nie jest. Mam tylko złamany nadgarstek. W ogóle to ja chcę już stąd wyjść.
- Oj kochanieńki - do łóżka podeszła pielęgniarka. - Skoro tak ci śpieszno do nauki to łyknij tylko to, poleż jeszcze z pół godzinki i możesz iść - kobieta podała mu jakąś pigułkę, a do sali weszła Hermiona, lecz nie była sama.
- Cho!? - zdziwił się Harry.
- No, no zbieramy się - powiedział Fred. - Nie będziemy przeszkadzać. Chodź George - bliźniacy razem z Luną, Ronem i Ginny wyszli. Ta ostatnia przy drzwiach rzuciła im jeszcze zazdrosne spojrzenie, po czym poszła.
- Cześć Harry - przywitała się krukonka. - Słyszałam co się stało. Jak się czujesz?
- Do... dobrze - zająknął się, na co ta się uśmiechnęła. - Wiesz... Nic mi właściwie nie jest.
- Jesteś bardzo odważny wiesz? - pochwaliła go.
- No co ty? - chłopak się zarumienił.
- A wy co tu jeszcze robicie? - zapytała pielęgniarka. - Zmykać mi stąd, ale już. Ten biedny chłopak musi odpocząć. - Dziewczyny posłusznie wstały, pożegnały się i podeszły do drzwi. Chang obejrzała się jeszcze na chłopaka. Harry uśmiechnął się i pokiwał jej na co ona odpowiedziała tym samym i wyszła.
- Cho, dzisiaj robimy o północy imprezę urodzinową dla Harry'ego. Wpadniesz? - zapytała Granger.
- Jasne - odparła. - Ale przecież jeśli nauczyciele się dowiedzą...
- Nie dowiedzą się. Zresztą raz się żyje.
- Hermi! - zdziwiła się.
- Co?
- Nie widziałam Cię jeszcze takiej. Kim jesteś i gdzie zabrałaś Hermionę Granger! - dziewczyny wybuchnęły śmiechem.
- Po prostu jestem szczęśliwa...
- Bo? Co takiego wydarzyło się przy ratowaniu Harry'ego - przyjaciółki zatrzymały się przy portrecie grubej damy, Hermiona powiedziała hasło i weszła. Stała w progu i patrzyła na Cho.
- A mówiłam ci, że przytulałam się z Fredem Weasley'em?
- Nie...
- No widzisz - uśmiechnęła się i poszła. Chang jeszcze przez chwilę stała przed wejściem i szczerzyła się do ściany. - Interesujące...


"Tylko jedno może unicestwić marzenia...
- Strach przed porażką..."

Wiem wiem, że bardzo krótki i nudny, ale tak jakoś wyszło i uwierzcie, że pisałam go bardzooo długo, ale to przez moich kolegów. No właśnie możecie im podziękować za to, że ciągle do mnie pisali na fb :D I przerywali mi w pisaniu. Myślałam, że on aż taki krótki nie jest. No ale cóż... Następny rozdział będzie o imprezie i zaplanowałam mam nadzieję coś, co was zaciekawi :D Jutro to wstawię :D Czekam na komentarze, które dodają mi weny :D

3 komentarze:

  1. Pierwsza! Może i krótki, ale widziałam krótsze.
    Rozdział jak każdy inny cudowny.
    Fremione się rozwija <3
    Świetne. Nie mogę się doczekać tego przyjęcia.
    Nie wiem czy ten komentarz, który większego sensu nie ma doda ci weny, ale czekam na nexta.
    Zapraszam: tom-byl-w-hogwarcie.blogspot.com
    Pozderki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wcale nie jest nudny!! Może troszeczke krotki ale.nudny to na pewno nie! Kolejny wspanialy rozdzial :) wstawiaj jak najszybciej!!! Czekam :D
    ZoZoL :** <33

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś to akurat dobrze , że krótki , bo nie mam czasu czytać :/ już nie mogę się doczekać imprezy :D

    OdpowiedzUsuń