"Cisza działa kojąco...
Potrafi po cichu sklejać
porwane na strzępy serca."
Dziewczyna nie mogła spać, więc teraz włóczyła się po ciemnych korytarzach zamku. W środku było pusto, ponieważ wszyscy znajdowali się na głównym placu. Była zima, ale chyba pierwszy raz w dziejach Hogwartu nie było ani śniegu, ani mrozu. Hermiona zostawiła w tyle rannych przyjaciół, potrzebowała przemyśleć pewne sprawy. Nie minęło parę minut, kiedy zorientowała się, że ktoś się zbliża.
Hermiona nie zareagowała tylko nadal szła przed siebie. Chwilę później z mroku wyłoniła się jej dobrze znana sylwetka.
- Hermiona - zdziwił się Fred.
- Fred - zdziwiła się Hermiona.
- Myślałem, że już śpisz - oznajmił zbliżając się. Zatrzymali się i stali teraz twarzą w twarz.
- Dobrze wiesz, że nikt z nas nie potrafi dziś zasnąć. Co robisz?
- Chciałem... potrzebowałem samotności.
- Oh... to ja już pójdę - powiedziała chcąc go wyminąć, ale ten złapał ją za rękę,
- Nie... czekaj. Myślałem o tobie. Obydwoje wiemy, że musimy porozmawiać. - Dziewczyna nic nie powiedziała, ale spuściła głowę na dół i zbliżyła się.
- Wiem Fred, ale... boję się tej rozmowy.
- Hej - chłopak odchylił się śmiesznie i spojrzał na nią - myślisz, że gryzę?
Dziewczyna uśmiechnęła się, ale nie podniosła głowy.
- Słuchaj... - zaczął. - Tęskniłem.
- Bałam się, że nie wrócisz... - wyznała.
- Ja też. Bałem się, że już nigdy cię nie zobaczę, że nie powiem ci wszystkiego. Nie chciałem się z tobą rozstawać w taki sposób.
- Słuchaj, to z Draco to nic nie było, ja...
- Wiem... przepraszam cię. Jak mogłem pomyśleć, że ty i on...
- Eh... - westchnęła. Granger spojrzała na niego. Patrzyli sobie w oczy. Na myśl, że są tutaj sami dziewczyna drgnęła, lecz on, na szczęście, tego nie zauważył.
- Jak się czujesz? Nic ci się nie stało?
- Nie... ale... słyszałeś o Benny'm?
- Tak - przyznał ze smutkiem. - Hermi? Ty... czułaś coś do niego?
- Tak... ale tylko jak do przyjaciela. Przecież wiesz.
- Przykro mi... chciałbym mu podziękować, za... - Fred nie dokończył, ponieważ ona się rozpłakała. Nie myśląc długo przytulił ją - Ciii... już dobrze - mówił - tak musiało się stać. To był jego wybór. Nie przejmuj się tym już. Teraz jest mu lepiej, już nie cierpi, jest przy tobie. Nie chciałby, abyś płakała po nim. Trzeba żyć dalej. Już tego nie zmienimy, ale nie możemy marnować naszego cennego czasu na łzy. Taka śliczna dziewczyna jak ty nie może płakać. Hermi jesteś silna, nie płacz już. Jest dobrze. Jesteśmy bezpieczni,..
- Wiem, ale nie wyobrażam sobie życia bez nich wszystkich - wyszeptała. - Ja chcę, aby było tak jak dawniej.
- Hermi... czasem coś się zmienia, a my nie mamy na to wpływu. Musimy się po prostu z tym pogodzić, bo tak już będzie. Naszym zadaniem jest teraz się dostosować i zrobić wszystko, aby nie działo się nic gorszego.
- Na pewno nie stanie się nic lepszego.
- Zawsze jest jakieś szczęście w nieszczęściu. Trzeba tylko dobrze poszukać.
- Tak? A więc jakie jest twoje? - zapytała odrywając się od niego i trochę cofając. Chłopak przez chwile myślał po czym odpowiedział:
- Ty... Moje szczęście to ty - oznajmił spokojnym głosem. Nastała cisza. Fred i Hermiona stali tak patrząc się na siebie. Dziewczyna wstrzymała oddech i nie wiedziała co ma teraz robić. Bała się drgnąć, aby czegoś nie zepsuć. Fred chyba chciał zobaczyć jakąś reakcję, ale nie doczekał się, ponieważ ona kompletnie odpłynęła w swój świat. Cały czas miała w głowie jego słowa. Odbijały się echem i krążyły w jej umyśle, a kiedy wreszcie dotarły do serca nie miała pewności czy powinna to zrobić, ale teraz nie liczyło się co może, tylko czego chce. A jak nigdy przedtem chciała go pocałować... Dziewczyna zrobiła krok do przodu i pocałowała go, a on szybko ją objął. Chyba właśnie na to czekał, ponieważ szybko oddał pocałunek, który wcale nie był delikatny, ale na delikatność był czas kiedyś tam. Dziś nie liczyło się nic poza nimi. Hermiona objęła go za szyję, a on przycisnął ją do siebie. Granger jeszcze nigdy nie było tak wygodnie. Mogłaby tak stać i stać przez wieczność, kiedy nagle przypomniało jej się, że musi oddychać. Oderwała od niego swoje gorące, pulsujące usta i nabrała powietrza. W między czasie spojrzała na niego i widząc te słodkie iskierki w jego oczach, uśmiechnęła się. Już tęskniła za jego słodkimi, delikatnymi ustami, dlatego zaraz znowu go pocałowała, ale tym razem delikatniej,
~ o ~
To było niesamowite! Po prostu zbliżyłam się i go pocałowałam. Zaskoczyło mnie to, że niemal w tej samej chwili on pocałował mnie. Jego dłonie znalazły się na mojej talii i przyciągnął mnie do siebie, a moje ręce owinęły się w okół jego karku. Musiałam stać na palcach, ponieważ był wyższy. Całowaliśmy się namiętnie i chciałam, aby to trwało wiecznie. Po pewnym czasie oderwałam od niego swoje usta, aby zaczerpnąć powietrza. Obydwoje mieliśmy przyśpieszone tętno i oddychaliśmy szybciej. Po chwili znów czułam te słodkie usta przyciskające moje, drgnęłam kiedy delikatnie musnął mnie w policzek. Nie wierzyłam w swoje szczęście. Trzymał mnie tak, jakbym miała mu uciec, ale ja nie zamierzała się stamtąd ruszać choć na krok. Było mi tak gorąco, że chyba można było usłyszeć syk unoszącej się z mojego ciała pary. Nasze głośno bijące serca nadawały rytm naszym ognistym pocałunkom. Nogi miałam jak z waty i gdyby nie trzymał mnie to chyba bym padła. Nie mam pojęcia ile to trwało, ale jak dla mnie było za krótko. Fred chciał się odsunąć, ale przytrzymałam go pocałunkiem. Teraz trzymał ręce delikatnie na moich biodrach. O dziwo jakoś trzymałam się na nogach. Wiedziałam, że w końcu to niestety musi się skończyć, dlatego powoli oderwałam swoje usta. Staliśmy tak stykając się czołami i głośno oddychając. Kiedy się wyprostował uniosłam głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Cieszył się, ale chyba chciał coś powiedzieć, dlatego ja milczałam. Złapał mnie za rękę.
- Nawet nie wiesz - zaczął - jak długo chciałem to zrobić.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłam - odpowiedziałam.
- Nawet nie wiesz, jak często o tobie myślałem.
- Nie masz pojęcia jak bardzo cię kocham - zakończył. Nie odpowiedziałam na to, choć bardzo chciałam. To teraz miał nastąpić ten moment, którego tak bardzo się obawiałam.
- Fred...
- Hermiona... tak bardzo chciałbym z tobą być - przerwał mi.
- Fred... - spróbowałam ponownie.
- Po prostu mi powiedz, czy ty chciałbyś być ze mną - uśmiechnął się, ale mi nie było do śmiechu.
- Tak... - odpowiedziałam cicho, na co on się rozpromienił. Jeszcze bardziej nie miałam serca powiedzieć mu to, co musiałam. - Ale nie będę - po tych słowach zamilkłam. Czułam jak serce mi pękło. Widząc jego twarz jeszcze bardziej chciałam sobie przyłożyć. Fred był zdziwiony i to mocno. No cóż... ja też byłabym na jego miejscu.
- Ale... - nie rozumiał - dlaczego?
- Fred nie mogę teraz. Teraz mamy dużo spraw na głowie. Chciałabym, abyś wiedział co na ciebie czeka po wojnie. Jak tylko to się skończy, obiecuję ci, że będziemy razem. Dlatego musisz przeżyć rozumiesz? Obiecaj mi, że przeżyjesz.
- Obiecuję... chcę być z tobą, ponieważ nigdy nie czułem czegoś takiego do innej osoby. Przeżyję dla ciebie.
- Musisz. Przepraszam, ale...
- Dobrze... rozumiem. Hermiono Granger kocham cię.
~ o ~
Fred nachylił się i złożył na jej ustach bardzo delikatny pocałunek. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno. Chciała z nim być. Tu i teraz, ale chciała mieć pewność, że przeżyje. Musi zrobić wszystko, aby przeżyć. Nie wytrzyma, jeżeli znów go straci.
- Muszę iść Fred... - oznajmiła. - Dowiem się co dalej robić.
- Dobrze... Ale Hermiona pamiętaj, że cię kocham.
- Wiem - dziewczyna przytuliła się do niego. Zacisnęła powieki, aby się nie rozpłakać. Wzięła głęboki wdech i odsunęła się. - Spróbuj się wyspać - poleciła i wyminęła go. Odwróciła głowę aby jeszcze raz spojrzeć na swoją miłość. Stał tam i patrzył na nią, dopóki nie zniknęła w mroku.
Hermiona nie wiedziała, czy ma płakać, czy skakać ze szczęścia, ale postanowiła zostawić te rozważania na inną godzinę. Poruszała się do przodu, dopóki nie usłyszała jakiegoś szelestu za zasłoną. Zatrzymała się i spojrzała za siebie.
- Fred... nie musisz mnie śledzić. Nic mi tu nie grozi - powiedziała przekonana, że to on nie może się z nią rozstać. Odwróciła się i jej oczom ukazała się stojąca kilka metrów przed nią sylwetka chłopaka. - Ym... Cześć... - przywitała się nie widząc dokładnie kto to. Wiedziała tylko, że nie był to żaden z bliźniaków, ponieważ nie mieli takiej postawy ciała, aczkolwiek ten człowiek też był wysoki. Hermiona zrobiła krok do przodu i wtedy zobaczyła błysk czerwonych oczu. Przestraszona przyłożyła dłoń do ust i chcąc uciec, odwróciła się, lecz nagle przed nią pojawił się ów chłopak.
- Witaj ponownie księżniczko - uśmiechnął się złowieszczo Saitan.
- Simon! - wyszeptała przerażona.
- Mi też jest miło - odpowiedział. - Mam nadzieję, że nie obrazisz się, jeśli zabiorę cię w nieco lepsze miejsce? - Dziewczyna nic nie odpowiedziała, wiedziała, że nie ma szans na ucieczkę, ani pomoc. - Tak myślałem... - wyszczerzył się i to było ostatnie co zobaczyła. Potem nastała ciemność...
"Życie to pamiętnik
z porwanymi kartkami..."

Uu... Mionka zaszalała <3 Jestem prawie pewna, że albo uśmiercisz Freda, albo, że Mionka rzuci na niego Obliviate... chociaż może tego nie zrobisz? Ale to przeczucie nie daje mi spokoju... ;)
OdpowiedzUsuńHaha :D A ja nadal nie mam pojęcia dlaczego tak myślisz ;) ja staram się robić wszystko, aby mój blog nie był taki jak inne :* Pozdrawiam - T.K. <3
UsuńMoże dlatego że zobaczyłam twój zwiastun? xD No bo tam Miona "Obliviate" i potem był Fred
UsuńNareszcie! Po tylu rozdziałach :D Życze weny.
OdpowiedzUsuńJeju *,* Całowali się! Wkooońcu :D Nie podoba mi się to co wyprawia ten Saitan bo raczej nic dobrego się nie zapowiada ;c Bardzo ciekawy rozdział, oby tak dalej. Pozdro :*
OdpowiedzUsuńBuahahaha taki romantyczny i złowieszczy <3 :D
OdpowiedzUsuńPrzemowa Freda wzruszyła mnie tak bardzo, że nie mogłam plwstrzymać łez :')
Zgadzam się z Vicky, bo ja też mam dziwne wrażenie, że coś napsocisz z Fredem :P
Wyczuwam, że dalej będzie tak samo epicko :D
Pozdrwiam i życzę mnóstwa weny ;*
~Blonde Princess~
dramione-nowa-historia.blogspot.com
Pisz tp szybciej :c
OdpowiedzUsuń