"Życie bywa okrutne...
Tak po prostu... Bo to Życie."
- AVADA KEDAVRA! - krzyknął jakiś mężczyzna, który wyskoczył zza krzaka, na szczęście Hermiona zdążyła się schylić. Widziała tylko, że miał na sobie długi, czarny płaszcz, czarne spodnie, bluzkę, wyglądał na ok. 30 lat. Miał kilkudniowy zarost, czarne włosy sięgały mu do ramion, prawdopodobnie jeden ze śmierciożerców, których robiło się coraz więcej w ostatnim czasie. Voldemort dawał niektórym wybór - śmierć, albo przyłączenie się do niego. Nie wiedziała, jakim cudem znalazł się tutaj, w środku lasu, ale pewnie to właśnie on rzucił zaklęcie na anioła, aby spadł. Kiedy dziewczyna się wyprostowała, ten był już gotowy, aby rzucić następne zaklęcie. Zanim zdążyła wyciągnąć różdżkę, krzyknął - EKSPELIARMUS!
Jej różdżka poleciała gdzieś w bok. Została bez ochrony. Mężczyzna odsłonił swoje żółte zęby w złośliwym uśmiechu. Zrobił pierwszy krok w jej stronę, ciągle w nią celując. "To koniec" - pomyślała. Podniosła ręce w geście poddania.
- No, no, no... - odezwał się. - Czyż to nie Hermiona Granger? - Dziewczyna mimowolnie przełknęła ślinę, a on miał coraz lepszy ubaw. - Na początku chciałem cie zabić, ale myślę, że Czarny Pan bardziej się ucieszy, kiedy usłyszy, że zaprowadziłaś mnie do Harry'ego. - Hermiona pokręciła głową.
- Nie wiem gdzie jest - zebrała się na odwagę. - Nic ode mnie nie wyciągniesz.
- Czyżby? - Śmierciożerca stał teraz przed nią i boleśnie trzymał za podbródek.
- EKSPELIARMUS! - Mężczyzna wypuścił różdżkę z ręki i zdziwiony cofnął się parę kroków. Dziewczyna nie tracąc ani chwili, pobiegła po swoją. Nie musiała się nawet odwracać, aby zobaczyć kto ją uratował. Znała ten głos dobrze. Poczuła ogromną ulgę, lecz nie na długo. Spojrzawszy na zdziwionego śmierciożerce, dostrzegła także, że za nim, zza krzaków wyłaniają się kolejni wrogowie. Neville także musiał to zauważyć, ponieważ krzyknął aby uciekała, a więc dziewczyna rzuciła na mężczyznę zaklęcie unieruchamiające i zaczęła biec, w stronę swojego przyjaciela.
Kiedy go dogoniła, słychać już było głosy następnych śmierciożerców. Zaklęcia leciały w ich stronę, jednak na szczęście jak na razie żadne nie trafiło w cel.
- Neville! Dokąd biegniemy?! - krzyczała zdyszana.
- Niedaleko mamy kryjówkę - odpowiadał w biegu.
- Ale że... - musiała przerwać, ponieważ kroki za nimi stawały się coraz głośniejsze. Dziewczyna spojrzała za siebie i rzuciła zaklęcie: BOMBARDA MAXIMA, co wywołało duży wybuch, który trochę spowolnił przeciwników.
- Ale że kto? - dokończyła. - Uciekliście z Hogwartu? Wszyscy?
- Za chwilę... - teraz chłopak musiał się odwrócić, ponieważ niektórzy zdołali pokonać przeszkodę. - Za chwilę się dowiesz!
Wyglądało na to, że śmierciożercy już ich nie gonią, jednak woleli nie zwalniać. Po kilku sekundach chłopak kazał jej skręcić w prawo, po czym zatrzymali się i złapali razem jedną z kłód, która odsłoniła im niewielką dziurę w ziemi, jednak na tyle dużą, żeby wszedł do niej człowiek. Szatyn powiedział, aby weszła pierwsza, ponieważ musiał zasłonić wejście. Hermiona posłuchała i wślizgnęła się do dziury, nie zwracając uwagi na to, że cała się ubrudziła. I tak już była brudna, bo od kilku dni się nie kąpała. Wolała nawet nie wiedzieć jak teraz pachnie. Przez chwilę nic nie widziała przez ciemność, ale użyła różdżki. Znajdowała się w podziemnym tunelu.
- Chodź - powiedział Neville, kiedy zszedł do niej. - Wszyscy zastanawialiśmy się co z tobą. Baliśmy się, że nie żyjesz. Niektórzy nawet chcieli się wrócić, aby ciebie poszukać, ale Dumledore zabronił.
- Dumbledore jest z wami?! - zdziwiła się.
- Tak. Jest też McGonagall i Snape.
- A Harry i Ron?
- Nie martw się. Większość osób, które były wtedy z nami w Hogwarcie, jest tutaj.
- Większość? - przestraszyła się.
- Tak... - chłopak trochę posmutniał. - Zaatakowali nas. Śmierciożercy. Ale przynajmniej Bellatrix się porządnie dostało!
- Od kogo?
- Od Freda.
Na te słowa, serce Hermiony podskoczyło. Kiedy pomyślała, że za chwilę go zobaczy, poczuła ogromną radość, jednak zaraz sobie przypomniała o sytuacji w jakiej się znajdują.
- A czy on...? - nie mogła się zdobyć na słowo: "żyje".
- Freda nic nie zabije - zaśmiał się, a ona wypuściła powietrze, nawet nie zauważyła kiedy przestała oddychać. - Raz oberwał dość mocno, ale Ginny zaraz się nim zajęła. Ginny jest niesamowita. Dzięki niej połowa z nas jeszcze jakoś się trzyma.
- A ty? Jak się trzymasz?
- Wiesz... mogło być gorzej - tu nastała krótka chwila ciszy. Szli w milczeniu. Dziewczyna zauważyła, że przyjaciel posmutniał. - Thomas nie żyje - powiedział w końcu. Zrobiło jej się głupio, że nie za bardzo go kojarzy.
- Thomas? - zapytała nieśmiało.
- Pierwszoroczniak. Większość z nich odesłano do domu, ale on upierał się, żeby zostać. Był bardzo odważny, wiesz? Może nawet był odważniejszy ode mnie. Bardzo się z nim zaprzyjaźniłem.
- Oh... przykro mi Neville - zatrzymali się. Hermiona położyła rękę na jego ramieniu.
- To wojna - stwierdził ruszając. - Są ofiary i będą. Modle się każdego dnia o to, abyś to nie była ty, Ginny, Harry, Ron, Fred, George... nie sposób wymienić tu wszystkich. Nikt nie ma umrzeć. To straszne kiedy segregujesz ludzi na takich którzy są dla ciebie ważniejsi i nie wiedziałabyś co zrobić, kiedy ich już nie będzie, i na takich mniej ważnych, którzy... którzy mogliby umrzeć za nich.
- Neville...
- Taka prawda Hermi. Nikt się do tego nie przyzna, ale każdy ma kogoś na kim mu zależy bardziej niż na innych. To okrutne. Jeszcze gorsze jest to co robią śmierciożercy. Bawią się nami, może już to widziałaś?
- Co takiego?
- To potworne! Ostatnio złapali Deana, Padme i Parvati. Wiesz co kazali zrobi Parvati?! Kazali jej wybrać które z tych dwóch umrze, a które będzie miało szanse zostać śmierciożercą!
- Co za dranie! Jak mogli!
- Parvati miała wybierać pomiędzy przyjacielem, a swoją własną siostrą! To nawet już nie jest okropne, to jest... To jest...! Przeokropne! - Chłopak cały trząsł się ze wściekłości. Kiedy trochę się uspokoił, zaczął znowu - Na szczęście uratował ich Ron. Zabił te potwory.
- Zabił? - przeraziła się Hermiona. Ron? Zabił?
- Nauczyciele powiedzieli nam, żebyśmy wykorzystywali wszystkie konieczne zaklęcia, aby ich powstrzymać. Ja też... ja też kogoś zabiłem - zająknął się.
- To straszne... - wyszeptała.
- To wojna - odparł.
Kiedy dziewczyna weszła do pomieszczenia, zamarła. Był tam Harry, Ron, Ginny, Cho, George, Fred, Drako, McGonagall, Luna, Severus i reszta uczniów. Było ich około dwustu. Pokój był dość duży, ściany zrobiono z kamienia, wszystko w sumie było z kamienia. Stał tam kominek, kilka kanap, stół, poplamiona komoda, dwie szafy, okien nie było wcale, na ziemi leżał szary dywan, którego wzór znikł dawno pod kurzem, błotem i szczurzymi odchodami. Wszystko oświetlał duży, stary żyrandol i ogień z kominka. Dziewczyna dostrzegł też drzwi, którymi było kilka zbitych desek. Przy ścianie po prawej leżeli, jak się domyślała, ranni. Opatrywała ich Ginny, a Cho podawała wodę. Fred i George w chwili wejścia Granger stali przy kominku i rozmawiali, Harry siedział z Ronem na kanapie i przeglądał jakieś czasopismo. Luna przykładała zimny kompres do zakrwawionej głowy jakiego dzieciaka. Drako siedział przy stole z kimś ze Slytherinu oglądając proroka codziennego, na którym pierwszą stronę zdobił jeden z aurorów. W momencie, kiedy weszła, wszystkie głowy się podniosły. Minęły dwie sekundy za nim ktokolwiek się ruszył. Pierwszy dotarł do niej Harry. O mało jej nie przewrócił - wpadł na nią, przytulając.
- Harry! - dziewczyna rozpłakała się. Ścisnęli się chyba jak najmocniej potrafili. Szczerze mówiąc, Hermiona nie chciała go puszczać. Schowała głowę w jego ramieniu, zamknęła oczy i nic już ją nie obchodziła. Nawet na chwile zapomniała o tym, że jest wojna. Była taka szczęśliwa, że jest ze swoim przyjacielem. Jednak przypomniała sobie, że tam z tyłu czekają następni. Odsunęła się od chłopaka. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy.
- Dobrze, że jesteś - powiedział uśmiechając się, po czym zrobił miejsce dla Rona, który stał tuż za nim. Rudy także prawie ją przewrócił, kiedy się na nią rzucił. I tak każdy po kolei się z nią ściskał, każdy z kim się bardziej przyjaźniła: Cho, Luna, Ginny, George, Fred, nawet McGonagall ją przytuliła. Severus tylko się uśmiechnął, ale to jak na niego było bardzo dużo.
- Co się stało? Gdzie byłaś? - zapytał Ron, kiedy usiadła z nimi na kanapie.
- Simon, to znaczy Saitan mnie porwał. Ale to nieważne, lepiej mówcie co się działo u was. Gdzie Dumbledore?
- Nie tak szybko - wtrąciła się wicedyrektor. - Zapewne jesteś bardzo głodna, mogłabyś też się wykąpać...
Dziewczynie zrobiło się nagle głupio. Prawdopodobnie wyglądała potwornie, a śmierdziała jeszcze gorzej. Przedtem nie zwróciła na to uwagi, ale wszyscy tutaj byli jako tako ogarnięci.
- No... no tak - powiedziała cicho. Poczuła jak się rumieni, miała nadzieje, że przez brud tego nie widać. Chociaż... z drugiej strony wolała nie być taka brudna.
- Chodź ze mną panno Granger - poleciła nauczycielka. Nawet teraz zwracała się do nich tak, jak przedtem. Jakieś normy muszą zostać zachowane, inaczej wszyscy by tu zwariowali, prawda? Gryffonka więc wstała i poszła za nią. Starsza kobieta pchnęła zbite razem deski, które robiły za drzwi i weszła na ciemny korytarz. Wypowiedziała jakieś zaklęcie i nagle zapaliły się pochodnie na ścianach. Teraz było widać trochę wyraźniej. Korytarz miał około 10 metrów. Po jednej jak i po drugiej stronie znajdowały się cztery drzwi, na ścianie łączącej dwie pozostałe, jedne.
- Co to za miejsce? - spytała uczennica.
- To Chill-casa. Coś podobnego do skrzeczącej chaty, tylko w innym miejscu.
- A konkretnie...?
- Moje dziecko, każdy ma sekrety. Nie zadręczaj się tym - powiedziała, po czym otworzyła pierwsze drzwi po prawej. - Tutaj możesz się odświeżyć. Drzwi obok to toaleta, zaś trzecie, to magazyn. Weź sobie proszę jakieś ubrania, oraz ręcznik.
- Jasne... - przytaknęła cicho.
- Kiedy już skończysz, wróć proszę do pozostałych. Nie otwieraj drzwi po lewej stronie, ma się rozumieć? Zresztą, potrzebne ci będą tylko te trzy pomieszczenia.
- Rozumiem... - odparła. McGonagall zniknęła w drzwiach ostatniego pomieszczenia. Dziewczyna westchnęła i podeszła do magazynu. Wzięła sobie ręcznik i jakieś ubrania. Kiedy po szybkim prysznicu zaczęła się ubierać, okazało się, że spodnie są jej za małe. Powoli otworzyła drzwi na korytarz i wystawiła mokrą głowę na zewnątrz. Nikogo nie było, dlatego szybko wymknęła się i weszła do trzeciego pomieszczenia. Miała na sobie tylko bluzkę i majtki, dlatego czuła się nieswojo. Zamknęła za sobą drzwi. Przez chwilę stała w zupełnej ciemności, kiedy przypomniała sobie, że nie ma różdżki.
- Niech to szlag! - szepnęła. Odwróciła się i otworzyła drzwi. Zanim wyszła znowu sprawdziła czy nikogo nie ma. Usłyszała jednak głos Severusa dochodzący z głównego pomieszczenia:
- Zachowywać się! - krzyknął, po czym wyszedł na korytarz zamykając za sobą drzwi. Dziewczyna szybko przymknęła swoje, jednak nadal mogła go obserwować przez małą szparę. - Cholerne bachory... - mruknął przechodząc obok magazynu. Wszedł tam gdzie McGonagall i znowu została sama... a przynajmniej tak jej się wydawało. Odczekała chwilkę i ponownie wyszła. Wzięła swoją różdżkę i wróciła, aby dopasować spodnie. Znowu pogrążyła się w kompletniej ciemności.
- LUMOS - wymówiła zaklęcie i małe światełko z jej różdżki oświetliło pokój.
- Ahh! Moje oczy! - krzyknął Draco Malfoy.
- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona.
- Możesz nie świecić mi prosto w twarz? - zapytał.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego tu siedzisz?
- Weź to światło.
- Ok, ok, LUMUS MAXIMA! - światło poleciało w górę i oświetliło całe pomieszczenie. Draco odsłonił twarz. - Co? - zapytała zdziwiona kiedy zobaczyła jak się na nią patrzy. Chłopak uśmiechnął się tylko i zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. Nie wiedząc o co mu chodzi spojrzała na siebie. - O nie! - Oto właśnie Hermiona Granger stała przed Draco Malfoyem w samej bluzce i majtkach, sami w pokoju oddzielonym od reszty grubą ścianą. Była pewna, że jest już cała czerwona. Szybko odwróciła się do niego tyłem, ale zaraz uświadomiła sobie, że teraz jest jeszcze gorzej. On tylko zaczął się śmiać. - Przestań idioto! - skarciła go. - NOX MAXIMA - machnęła różdżką i pokój pogrążył się w całkowitej ciemności. Było słychać tylko śmiech chłopaka.
- Na serio chcesz siedzieć tak po ciemku? - zapytał.
- Ubiorę się tylko głąbie. Zresztą nie będę tu siedzieć? Ty tu siedziałeś? Po co tu siedzisz?
- Hah... powiedzmy, że nie lubię siedzieć w tłumie - odparł.
- Aha? Dlatego siedzisz w ciemnym magazynie i podglądasz dziewczyny, które się tu ubierają... Czy ty jesteś normalny?
- Hej.. to ty zaczęłaś się tu ubierać.
- LUMUS MAXIMA! - w pokoju zrobiło się jasno. Dziewczyna zdążyła dostrzec jego łobuzerski śmiech. - I czego się gapisz? Już jestem ubrana.
- Ale jesteś czerwona - odparował ze śmiechem, a ona tylko jeszcze bardziej się wkurzyła, ale po chwili roześmiała się. - No co? - zapytał.
- Będziesz tu tak siedział?
- A czemu nie? - odparł.
- Ym... no nie wiem, jak kto woli.
- To posiedź ze mną - zrobił poważniejszą minę.
- Po co?
- Bo tego chcesz...
- To było pytanie? - zdziwiła się. Draco wstał i stanął przed nią. Właściwie to bardzo blisko niej. - Co robisz? - Mimowolnie spojrzała na jego usta. Były tak blisko niej... Kiedy zbliżyły się jeszcze bardziej położyła rękę na jego klacie. - Przestań - powiedziała stanowczo.
- Jeśli chciałabyś, abym przestał, odsunęłabyś się do tyłu - uśmiechnął się zawadiacko.
- Albo pchnęła - odparła, po czym pchnęła go lekko w tył.
- Niee... - powiedział z udawanym rozczarowaniem uśmiechając się.
- Co "nie"? - westchnęła.
- Nie tak - odpowiedział. Kiedy zrobiła zdziwioną minę, podszedł do niej jeszcze raz, stanął tak samo blisko jak przedtem. - Tak... - wziął jej ręce i założył na swojej szyi. - I tak... - objął ją w talii.
- Hm... - Hermiona przybrała bojową minę. - A może też tak? - zbliżyła swoje usta do jego ust, ale nie pocałowała go. Spojrzała mu tylko w oczy, wiedziała, że mu się spodobało. Kiedy już chciał ją pocałować, odsunęła się. Sięgnęła po swoją różdżkę i otworzyła drzwi na korytarz. - Zapomnij... - szepnęła z uśmiechem i wyszła. Zanim całkowicie zamknęła drzwi powiedziała jeszcze: NOX MAXIMA, znowu zapadła ciemność, dziewczyna poszła, a Draco został sam w ciemności, wpatrując się w zamknięte drzwi i mimowolnie uśmiechając.
"Przyroda na przykład
skrywa swoje tajemnice, bo jest wyniosła...
Nie dlatego, że chce nas wywieść w pole..."
Dobra... nie zdążyłam - już jest jutro, ale co z tego? Co z TEGO?? :D Najważniejsze, że jest xD A więc robaczki wy moje, jeśli WAM się SPODOBAŁO to PROSZĘ, abyście SKOMENTOWALI, ponieważ TO jest DLA Ciebie TYLKO minutka, a DLA MNIE jest to:
A więc KOMENTUJCIE, bo IM WIĘCEJ komentarzy tym WIĘKSZA motywacja DO PISANIA dla mnie. Przed nami jeszcze kilka dobrych dni wakacji i będę teraz pisała częściej. Mam DUUUŻO pomysłów! (ALE KOMENTARZ SIĘ PRZYDA) a więc śledźcie bloga i czekajcie na nowe rozdziały i... komentujcie :* Dobra wiem, wiem, że się powtarzam, ale... skomentuj :D proszę... :(
Hah.. dobra xD Jak wam się będzie nudziło to wbijajcie na mojego ask'a, na fb, na yt, piszcie do mnie maile, nie zapomnijcie też o komentowaniu... :* Do zobaczenia niedługo!






To była miniaturka :o
OdpowiedzUsuńMyślałam, że to rozdział.
No, kurde nw czy to rozdział czy miniaturka.
Ale ogólnie mi się spodobało!
Draco taki podrywacz, heheh. Ale Hermiona ma być z Fredem!
Sorki za krótki komentarz, ale nie mam weny :c
Pozdrawiam,
Huncwotka Vicky
Rozdział cudowny( jak zawsze ).
OdpowiedzUsuńAle dlaczego Fred nie powiedział jeszcze Hermionie co do niej czuje? :(
Pozdrawiam i czekam na next
Nala
Jej. Świetny rozdział, bardzo się cieszę że zamierzasz pisać częściej. Do zobaczenia w kolejnym rozdziale.
OdpowiedzUsuńJej *o* Hermiona jest cała i zdrowa :))) Próbowałam sobie wyobrazić przytulającą McGonagall i uśmiechającego się Severusa :D i musiał to być cudny widok. Ta scena z Draco ... uwielbiam dramione dlatego ten wątek przypadł mi do gustu, Kiedy Hermi będzie z Fredem? W tym rozdziale jakoś mało Fremione a szkoda. Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam i życzę dużo weny :*
OdpowiedzUsuń~Madzik
Mam takie małe święto w rodzinie... dlatego pisać będę mogła dopiero w poniedziałek może uda mi się coś napisać jutro ale nie martwcie się będzie na pewno jak najszybciej :D i spokojnie... juz wkrótce będzie więcej fredmione ♥
UsuńNominuję cię do LA!
OdpowiedzUsuńWięcej u mnie
wielki-powrot-narnii.blogspot.com
Ojejku dziękuję :* nie spodziewałam się tego... słyszałam o tym ale nigdy nie pomyślałam że ktoś mnie dominuje! *o*
Usuń