Hej ludziki! :D Lubicie Narnię? Wejdźcie na tego świetnego bloga - http://wielki-powrot-narnii.blogspot.com/ !! Jest ładnie, składnie, też bym tak chciała pisać! Idźcie zostawcie mnie, ja nie mam talentu :(( Hah... ale serio zajrzyjcie, polecam! A ten kto jeszcze ze mną został: ZAPRASZAM NA DÓŁ!! ... P.S. Jest zupełnie nowa muzyczka!!! Musicie posłuchać :* Aha i jeśli TEGO rozdziału nie skomentujecie... KOŃCZĘ KARIERĘ !!! :D (i lepiej upewnijcie się, że nikt wam nie przeszkodzi w czytaniu).
Leżałam za ziemi, w dole i coś mnie przygniatało. Próbowałam z siebie to zrzucić, ale nie mogłam. Na szczęście po chwili przyszedł ktoś z pomocą. Wszedł ostrożnie do dołu, tak aby przez przypadek na mnie nie nadepnąć. Nie widziałam twarzy, ponieważ słońce nade mną - świeciło mi prosto w oczy. Kiedy odsunął trochę ciało nieżywego śmierciożercy, wyślizgnęłam się zwinnie. Chłopak puścił ciało, które spadło bezwładnie na wilgotną ziemię. Nie chciałam na nie patrzeć. Jak najszybciej wyszłam z dołu. Gdy byłam już u góry, zobaczyłam, że chłopak który mi pomógł to George. Podałam mu rękę i wszedł na górę. On spojrzał na dół, ja odwróciłam wzrok.
"Ponieważ jeśli będziesz płakała,
chcę by tym, który poda ci chusteczkę,
jeśli będziesz się śmiała,
chcę być tego powodem,
jeśli będziesz uciekać,
chcę być tym, który pokaże ci kryjówkę,
jeśli będziesz śpiewać,
chce ci bić brawa,
jeśli będziesz spała,
chcę być tym, który będzie leżeć obok,
jeśli będziesz w niebezpieczeństwie,
chcę być twoim rycerzem,
jeśli będziesz,
to ja chcę być przy tobie..."
Leżałam za ziemi, w dole i coś mnie przygniatało. Próbowałam z siebie to zrzucić, ale nie mogłam. Na szczęście po chwili przyszedł ktoś z pomocą. Wszedł ostrożnie do dołu, tak aby przez przypadek na mnie nie nadepnąć. Nie widziałam twarzy, ponieważ słońce nade mną - świeciło mi prosto w oczy. Kiedy odsunął trochę ciało nieżywego śmierciożercy, wyślizgnęłam się zwinnie. Chłopak puścił ciało, które spadło bezwładnie na wilgotną ziemię. Nie chciałam na nie patrzeć. Jak najszybciej wyszłam z dołu. Gdy byłam już u góry, zobaczyłam, że chłopak który mi pomógł to George. Podałam mu rękę i wszedł na górę. On spojrzał na dół, ja odwróciłam wzrok.
- Chodźmy stąd - powiedział. Położył rękę na moich plecach. - Już jesteśmy bezpieczni, ale musimy dołączyć do reszty.
Nie odpowiedziałam. Poszłam w kierunku wskazanym przez rudzielca. Po chwili dotarliśmy do grupy uczniów zebranych w okół Dumbledore'a.
- Wiem, że jesteście przerażeni - mówił donośnym głosem. - Wiem, że nie wiecie co robić. Wiem, że tęsknicie za rodzinami, za przyjaciółmi. Wiem, że ogarnia was gniew. Ale dopóki jesteście ze mną, zrobię wszystko razem z nauczycielami, aby nic wam się nie stało.
- To samo mówiłeś zanim moi przyjaciele zginęli! - warknął jakiś chłopak.
- Dlaczego mamy ci wierzyć!? - zawtórowała mu szatynka ze Slytherinu.
- Ponieważ tylko jeśli będziemy trzymać się razem - wtrącił się Harry - przeżyjemy. Chcecie odejść? Działać na własną rękę? Proszę bardzo, ale nie sądzę, żebyście przeżyli choć minuty spotkania z wrogami.
- Harry... - westchnął Albus.
- Nie chcemy się rozdzielić! - ciągnęła ślizgonka. - Po prostu nie chcemy go słuchać!
- Profesor Dumbledore zrobił już wszystko co mógł - nie dawał za wygraną wybraniec. - Gdyby nie on, nie byłoby nas tutaj. Gdyby nie on Fred, George, ty i inni leżeliby teraz na polu bitwy... martwi. Gdyby nie on, leżelibyście razem z ruinami naszej szkoły.
- Harry ma rację - na środek wyszła wicedyrektor. - Wiem, że znajdujemy się w kiepskiej sytuacji, ale powinniśmy podziękować, że jeszcze żyjemy. Podziękować Bogu. Będziecie nawzajem skakać sobie do gardeł, czy spróbujecie przetrwać.
- Dziękuję Minevro... - głos znowu zabrał Dumbledore. - Najpierw zatroszczmy się o prowiant oraz schronienie. Potem razem z wybranymi przez was uczniami przedyskutujemy co zrobić dalej.
- Nie sądzę - mruknął Snape - aby było rozsądne mieszać w to...
- Severusie. Uczniowie mają prawo decydować o swoim dobrze. Pokaż im proszę zaklęcie, a ja z resztą nauczycieli rzucimy zaklęcie maskujące.
"Nietoperz", jak nazywali Snape'a uczniowie, nie odpowiedział tylko rzucił dyrektorowi złowrogie spojrzenie, po czym pokazał jak za pomocą magii rozstawia się namiot. Po kilku minutach na niewielkiej polanie stało już kilkadziesiąt małych domków, przy których od czasu do czasu pojawiały się ogniska. Słońce powoli zachodziło.
Siedziałam sama oddalona od obozu, prawdopodobnie poza czarami, ale miałam różdżkę, wiedziałam jak się ochronić. Słyszałam za sobą czyjeś kroki, ale nie odwracałam się. To na pewno ktoś z obozowiska, a przynajmniej mogłam podziwiać piękne widoki. Szkoda, że nie miałam mugolskiego aparatu. Mogłabym zatrzymać te chwilę, chociaż kiedyś zepsułam jeden. Słyszałam jak ktoś siada przy drzewie obok. Nie chciało mi się odrywać wzroku od zachodu słońca, żeby zobaczyć kto to, ale wcale nie musiałam.
- Piękny widok - powiedział.
- Taaak... - przyznałam.
- Nigdy nie miałem okazji posiedzieć w lesie i popatrzeć.
- Naprawdę? - zdziwiłam się. W sumie to nie wyobrażałam sobie Draco siedzącego w spokoju i podziwiającego las. Nie odpowiedział mi. - Ja nigdy nie zapomnę jak rodzice zabierali mnie do lasu. Czasem zostawaliśmy tam nawet kilka dni. Tata polował wtedy na króliki, ale kiedy złapał jednego, nie mieliśmy serca go zabijać. Zawsze wypuszczaliśmy je na wolność, a potem piekliśmy mugolskie pianki i kiełbaski przy ognisku. Mama lubiła śpiewać i czesać moje włosy. Tata brzdąkał na gitarze, chociaż nie umiał. Jednak ja z mamą zawsze udawałyśmy, że jest największą gwiazdą muzyczną. Pamiętam jak dawał mi przed snem czekoladę, chociaż mama uważała, że zepsuje mi zęby, w końcu była dentystką. Wiem, że to mugole, ale... kochałam ich... - nie wiedziałam dlaczego mu to powiedziałam. Przecież wcale go to nie obchodziło. Zresztą... i tak uważał, że jestem brudną szlamą. - Teraz prawdopodobnie nie żyją... - Miałam wrażenie, że chciał to usłyszeć, lecz kiedy się odezwał, jego głos był przepełniony smutkiem.
- Tego nie wiesz... - N chwilę zapadła cisza, ale zaraz kontynuował - Moi rodzice nie dość, że żyją to są śmierciożercami i prawdopodobnie przy najbliższej okazji mnie zabiją. Lecz najgorsze jest to, że wciąż nie mogę ich nie kochać. To w końcu moi r o d z i c e. W dodatku mój tata prawie przeze mnie zginął, bo nie chciałem współpracować.
- Dobrze zrobiłeś - oznajmiłam. Pierwszy raz spojrzałam na niego, a on na mnie. Było już prawie zupełnie ciemno. W jego oczach jednak odbijały się ostatnie promyki zachodzącego słońca. Draco westchnął i odwrócił głowę, ale ja nadal wpatrywałam się w niego. Przebrał się. Ja nadal chodziłam w ubrudzonych ziemią z przeklętego dołu ubraniach. Blondyn miał teraz na sobie czarne rurki, czarny sweter i czarne buty. Podobały mi się jego potargane i rozproszone na wszystkie strony włosy - Lubisz czarny kolor? - zapytałam jak głupia.
- Skąd wiedziałaś?
- Zgaduję... - Znowu zapadła cisza, ale nie przeszkadzało mi to. Zresztą co za różnica. To był Draco, a z nim się nie da porozmawiać, prawda? Ciekawe co robi Fred...
- Przepraszam - powiedział ni z tego, ni z owego.
- Za co? - zdziwiłam się. Przez chwilę milczał, aż pomyślałam, że tak naprawdę nic nie powiedział, tylko mi się przesłyszało.
- Za wszystko. Za to, że mogłem ci kiedyś sprawić przykrość. Za to... co na ciebie mówiłem.
- Że jestem szlamą? - powiedziałam szybko. - Brudną szlamą.
- Tak... Za to - posmutniał.
- Nie martw się, ja też na ciebie przeklinałam... w myślach - oznajmiłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu się na mnie spojrzał i nawet uśmiechnął. Słabo, ale uśmiechnął.
- I za to, że cię pocałowałem.
Powiedział to. Powiedział to. Naprawdę to powiedział. Ze wszystkich sił starałam się zachować pokerową minę i odważnie patrzeć mu w oczy. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczyć, albo przynajmniej ja nie potrafiłam z niej nic odczytać. Byłam ciekawa, czy przychodzi mu to z takim trudem jak mnie, czy potrafi tak zawodowo. Siedział teraz tam, skąpany w blasku płonącego słońca, patrzył na mnie czarnymi teraz oczami, jakby skrywały jakiś sekret, a twarz była z marmuru.
- Było minęło - odparłam od niechcenia.
- Ale b y ł o...
Pokiwałam głową. Zrobiło się trochę niezręcznie. Dopiero teraz zauważyłam, że moje mokre dłonie ściskają garść liści. Spojrzałam na swoje nogi i wiedziałam, że on nadal mnie obserwuje. Wiedziałam, że chce jeszcze coś dodać. Czekałam.
- Bo widzisz... Wtedy kiedy cię pocałowałem - zaczął - Byłaś na mnie potem zła. Powiedziałaś "Zabieraj swoje łapy z dala ode mnie", jednak nadal czegoś nie rozumiem... Bo kiedy cię pocałowałem, nie protestowałaś. Dlaczego? - Tym mnie dobił. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć, może dlatego tak zareagowałam.
- A dlaczego właściwie mnie pocałowałeś?! - prawie że wykrzyczałam.
- To było... za dużo emocji. Taka chwila. - Wiedziałam, że przygotował sobie już tą odpowiedź, jednak ja nadal nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego ciągnęłam:
- W magazynie też "za dużo emocji"? - starałam się naśladować jego głos, na co wybuchł śmiechem.
- To była mała zabawa.
- Lubisz się bawić ludźmi? - łapałam go za słówka.
- Lubisz wprawiać ludzi w zakłopotanie? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
- Jakie zakłopotanie? - udałam, że się zastanawiam. Uśmiechałam się do niego, a on do mnie. Wiatr poruszał lekko moimi włosami. Powietrze zrobiło się nieco chłodniejsze, odgłosy ptaków już dawno ucichły i teraz dało się słyszeć tylko nocne stworzenia. Gdzieś w oddali dosłyszałam świerszcza. Ciekawe czy możemy tu spotkać jakieś magiczne stworzenia. Przypomniała mi się lekcja Hagrida o Kelpiach i na samo wspomnienie przeszły mnie dreszcze.
- Zimno? - zapytał.
- Jakie zakłopotanie? - zignorowałam go. Westchnął. Spojrzał na niebo, wziął głęboki wdech, po czym jego oczy znowu spotkały się z moimi.
- Kiedy sprawiasz, że ludzie muszą panować nad oddechem, pulsem, rękoma i... innymi częściami ciała.
- Co? - zaśmiałam się. - Nie da się panować nad pulsem...
- Właśnie... - powiedziawszy to wyciągnął w moją stronę rękę wewnętrzną stroną do góry. Przez chwilę byłam niepewna co zrobić, ale w końcu przyłożyłam palce do tętnicy na jego ręce. Faktycznie miał przyśpieszony puls. Odsunęłam swoją dłoń. Spojrzałam przed siebie na niewielką górkę, za którą już dawno schowało się słońce.
- Innymi częściami ciała? - zainteresowałam się. - Co masz na myśli.
- Hm... a nieważne - mruknął. Mimowolnie zachichotałam. - No co?
- Nic... po prostu, hah... nic.
- No powiedz! - śmiał się teraz razem ze mną.
- Głupek - odparłam.
- Ej! Może nie jestem tak mądry jak ty, ale...
- No, no... - powstrzymałam się przed śmianiem. Blondyn zamilkł i patrzył się tylko z bananem na twarzy.
- To jak będzie? - zapytał, kiedy już trochę się uspokoiłam.
- Z czym?
- Odpowiesz mi na pytanie główne?
- Czyli jakie?
- No nie udawaj... chcę to wiedzieć. Dlaczego nie zaprotestowałaś, kiedy cię pocałowałem.
- Nie wiem... Może... hm... "za dużo emocji"?
- A teraz?
- Co teraz?
- Teraz jest dużo emocji, czy mało?
- Kalkulujesz czy się uda? - zażartowałam.
- Może... - może się przesłyszałam, ale brzmiało to całkiem serio. Zapadła cisza. Nie uśmiechałam się ani ja, ani on. Nie było smutno, ale... oh! Znowu wiatr rozwiał mi włosy na wszystkie strony, a ja trochę zadrżałam. - Zimno ci...
- Nie zabrzmiało to jak pytanie - zauważyłam.
- Zimno ci - powtórzył pewniej.
- Jest zima - wzruszyłam ramionami. - Nie ma śniegu, ale słońca też nie. W ogóle na jakich terenach jesteśmy?
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie zmieniam.
- Może się tylko interesujesz, co nie?
- Nom... Ale to by znaczyło, że ty interesujesz się mną, skoro ciągle wypytujesz... - Dobra, to co powiedziałam było głupie i nieprzemyślane. Może powinnam wracać już do obozowiska? W sumie to tu może być niebezpiecznie po zachodzie słońca.
- Może się interesuje.
- Może wracajmy? - znowu go zignorowałam.
- Dlaczego?
- Może dlatego, że mi zimno? Może dlatego, że jestem głodna? Może dlatego, że chce mi się spać?
- Może dlatego, że nie chcesz ze mną porozmawiać na ważne tematy?
Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu zastanawiając się o co mu chodzi.
- Jakie ważne tematy? - zapytałam w końcu.
- Temat. Jeden - stwierdził.
- Jaki ważny temat?
- Że Cię kocham - powiedział powoli.
- Piękny widok - powiedział.
- Taaak... - przyznałam.
- Nigdy nie miałem okazji posiedzieć w lesie i popatrzeć.
- Naprawdę? - zdziwiłam się. W sumie to nie wyobrażałam sobie Draco siedzącego w spokoju i podziwiającego las. Nie odpowiedział mi. - Ja nigdy nie zapomnę jak rodzice zabierali mnie do lasu. Czasem zostawaliśmy tam nawet kilka dni. Tata polował wtedy na króliki, ale kiedy złapał jednego, nie mieliśmy serca go zabijać. Zawsze wypuszczaliśmy je na wolność, a potem piekliśmy mugolskie pianki i kiełbaski przy ognisku. Mama lubiła śpiewać i czesać moje włosy. Tata brzdąkał na gitarze, chociaż nie umiał. Jednak ja z mamą zawsze udawałyśmy, że jest największą gwiazdą muzyczną. Pamiętam jak dawał mi przed snem czekoladę, chociaż mama uważała, że zepsuje mi zęby, w końcu była dentystką. Wiem, że to mugole, ale... kochałam ich... - nie wiedziałam dlaczego mu to powiedziałam. Przecież wcale go to nie obchodziło. Zresztą... i tak uważał, że jestem brudną szlamą. - Teraz prawdopodobnie nie żyją... - Miałam wrażenie, że chciał to usłyszeć, lecz kiedy się odezwał, jego głos był przepełniony smutkiem.
- Tego nie wiesz... - N chwilę zapadła cisza, ale zaraz kontynuował - Moi rodzice nie dość, że żyją to są śmierciożercami i prawdopodobnie przy najbliższej okazji mnie zabiją. Lecz najgorsze jest to, że wciąż nie mogę ich nie kochać. To w końcu moi r o d z i c e. W dodatku mój tata prawie przeze mnie zginął, bo nie chciałem współpracować.
- Dobrze zrobiłeś - oznajmiłam. Pierwszy raz spojrzałam na niego, a on na mnie. Było już prawie zupełnie ciemno. W jego oczach jednak odbijały się ostatnie promyki zachodzącego słońca. Draco westchnął i odwrócił głowę, ale ja nadal wpatrywałam się w niego. Przebrał się. Ja nadal chodziłam w ubrudzonych ziemią z przeklętego dołu ubraniach. Blondyn miał teraz na sobie czarne rurki, czarny sweter i czarne buty. Podobały mi się jego potargane i rozproszone na wszystkie strony włosy - Lubisz czarny kolor? - zapytałam jak głupia.
- Skąd wiedziałaś?
- Zgaduję... - Znowu zapadła cisza, ale nie przeszkadzało mi to. Zresztą co za różnica. To był Draco, a z nim się nie da porozmawiać, prawda? Ciekawe co robi Fred...
- Przepraszam - powiedział ni z tego, ni z owego.
- Za co? - zdziwiłam się. Przez chwilę milczał, aż pomyślałam, że tak naprawdę nic nie powiedział, tylko mi się przesłyszało.
- Za wszystko. Za to, że mogłem ci kiedyś sprawić przykrość. Za to... co na ciebie mówiłem.
- Że jestem szlamą? - powiedziałam szybko. - Brudną szlamą.
- Tak... Za to - posmutniał.
- Nie martw się, ja też na ciebie przeklinałam... w myślach - oznajmiłam. Pierwszy raz od dłuższego czasu się na mnie spojrzał i nawet uśmiechnął. Słabo, ale uśmiechnął.
- I za to, że cię pocałowałem.
Powiedział to. Powiedział to. Naprawdę to powiedział. Ze wszystkich sił starałam się zachować pokerową minę i odważnie patrzeć mu w oczy. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczyć, albo przynajmniej ja nie potrafiłam z niej nic odczytać. Byłam ciekawa, czy przychodzi mu to z takim trudem jak mnie, czy potrafi tak zawodowo. Siedział teraz tam, skąpany w blasku płonącego słońca, patrzył na mnie czarnymi teraz oczami, jakby skrywały jakiś sekret, a twarz była z marmuru.
- Było minęło - odparłam od niechcenia.
- Ale b y ł o...
Pokiwałam głową. Zrobiło się trochę niezręcznie. Dopiero teraz zauważyłam, że moje mokre dłonie ściskają garść liści. Spojrzałam na swoje nogi i wiedziałam, że on nadal mnie obserwuje. Wiedziałam, że chce jeszcze coś dodać. Czekałam.
- Bo widzisz... Wtedy kiedy cię pocałowałem - zaczął - Byłaś na mnie potem zła. Powiedziałaś "Zabieraj swoje łapy z dala ode mnie", jednak nadal czegoś nie rozumiem... Bo kiedy cię pocałowałem, nie protestowałaś. Dlaczego? - Tym mnie dobił. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć, może dlatego tak zareagowałam.
- A dlaczego właściwie mnie pocałowałeś?! - prawie że wykrzyczałam.
- To było... za dużo emocji. Taka chwila. - Wiedziałam, że przygotował sobie już tą odpowiedź, jednak ja nadal nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego ciągnęłam:
- W magazynie też "za dużo emocji"? - starałam się naśladować jego głos, na co wybuchł śmiechem.
- To była mała zabawa.
- Lubisz się bawić ludźmi? - łapałam go za słówka.
- Lubisz wprawiać ludzi w zakłopotanie? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
- Jakie zakłopotanie? - udałam, że się zastanawiam. Uśmiechałam się do niego, a on do mnie. Wiatr poruszał lekko moimi włosami. Powietrze zrobiło się nieco chłodniejsze, odgłosy ptaków już dawno ucichły i teraz dało się słyszeć tylko nocne stworzenia. Gdzieś w oddali dosłyszałam świerszcza. Ciekawe czy możemy tu spotkać jakieś magiczne stworzenia. Przypomniała mi się lekcja Hagrida o Kelpiach i na samo wspomnienie przeszły mnie dreszcze.
- Zimno? - zapytał.
- Jakie zakłopotanie? - zignorowałam go. Westchnął. Spojrzał na niebo, wziął głęboki wdech, po czym jego oczy znowu spotkały się z moimi.
- Kiedy sprawiasz, że ludzie muszą panować nad oddechem, pulsem, rękoma i... innymi częściami ciała.
- Co? - zaśmiałam się. - Nie da się panować nad pulsem...
- Właśnie... - powiedziawszy to wyciągnął w moją stronę rękę wewnętrzną stroną do góry. Przez chwilę byłam niepewna co zrobić, ale w końcu przyłożyłam palce do tętnicy na jego ręce. Faktycznie miał przyśpieszony puls. Odsunęłam swoją dłoń. Spojrzałam przed siebie na niewielką górkę, za którą już dawno schowało się słońce.
- Innymi częściami ciała? - zainteresowałam się. - Co masz na myśli.
- Hm... a nieważne - mruknął. Mimowolnie zachichotałam. - No co?
- Nic... po prostu, hah... nic.
- No powiedz! - śmiał się teraz razem ze mną.
- Głupek - odparłam.
- Ej! Może nie jestem tak mądry jak ty, ale...
- No, no... - powstrzymałam się przed śmianiem. Blondyn zamilkł i patrzył się tylko z bananem na twarzy.
- To jak będzie? - zapytał, kiedy już trochę się uspokoiłam.
- Z czym?
- Odpowiesz mi na pytanie główne?
- Czyli jakie?
- No nie udawaj... chcę to wiedzieć. Dlaczego nie zaprotestowałaś, kiedy cię pocałowałem.
- Nie wiem... Może... hm... "za dużo emocji"?
- A teraz?
- Co teraz?
- Teraz jest dużo emocji, czy mało?
- Kalkulujesz czy się uda? - zażartowałam.
- Może... - może się przesłyszałam, ale brzmiało to całkiem serio. Zapadła cisza. Nie uśmiechałam się ani ja, ani on. Nie było smutno, ale... oh! Znowu wiatr rozwiał mi włosy na wszystkie strony, a ja trochę zadrżałam. - Zimno ci...
- Nie zabrzmiało to jak pytanie - zauważyłam.
- Zimno ci - powtórzył pewniej.
- Jest zima - wzruszyłam ramionami. - Nie ma śniegu, ale słońca też nie. W ogóle na jakich terenach jesteśmy?
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie zmieniam.
- Może się tylko interesujesz, co nie?
- Nom... Ale to by znaczyło, że ty interesujesz się mną, skoro ciągle wypytujesz... - Dobra, to co powiedziałam było głupie i nieprzemyślane. Może powinnam wracać już do obozowiska? W sumie to tu może być niebezpiecznie po zachodzie słońca.
- Może się interesuje.
- Może wracajmy? - znowu go zignorowałam.
- Dlaczego?
- Może dlatego, że mi zimno? Może dlatego, że jestem głodna? Może dlatego, że chce mi się spać?
- Może dlatego, że nie chcesz ze mną porozmawiać na ważne tematy?
Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu zastanawiając się o co mu chodzi.
- Jakie ważne tematy? - zapytałam w końcu.
- Temat. Jeden - stwierdził.
- Jaki ważny temat?
- Że Cię kocham - powiedział powoli.
~o~
- Nie wiemy, gdzie przebywa w tej chwili Voldemort - oznajmiła Minevra.
- Nie wiemy, w jakim stanie jest jego armia - dodał Severus.
- Nie wiemy, jak potężny jest w tej chwili Saitan i czy rośnie w siłę - zauważył Ron.
- Dużo rzeczy nie wiemy - sprostował Neville.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz, ale to nie powód do tego, żeby siedzieć jak szczury w kącie i czekać na śmierć - odezwała się Cho.
- Rannych będzie tylko przybywać - wtrąciła Ginny. - Jesteśmy sami.
- Profesorze...? - dodał niepewnie Longbottom.
- To prawda... - odezwał się staruszek. - Jednak nie zapominajmy o tym, w czym jesteśmy od niego lepsi. Mamy przyjaciół. rodziny o które warto walczyć. Mamy cel. Voldemort uwielbia niszczyć. Jego pasją jest sianie paniki i zła.
- Nie pozwólmy mu na to - oznajmił wybraniec. - Śmierciożercy to ludzie, którzy się go boją. Niech przestraszą się także nas. Musimy uderzyć raz, ale porządnie.
- Tylko, że nie wiemy gdzie - zauważył Snape.
- A więc czas się dowiedzieć - postanowił Dumbledore.
- To prawda... - odezwał się staruszek. - Jednak nie zapominajmy o tym, w czym jesteśmy od niego lepsi. Mamy przyjaciół. rodziny o które warto walczyć. Mamy cel. Voldemort uwielbia niszczyć. Jego pasją jest sianie paniki i zła.
- Nie pozwólmy mu na to - oznajmił wybraniec. - Śmierciożercy to ludzie, którzy się go boją. Niech przestraszą się także nas. Musimy uderzyć raz, ale porządnie.
- Tylko, że nie wiemy gdzie - zauważył Snape.
- A więc czas się dowiedzieć - postanowił Dumbledore.
~o~
- Kocham Cię - powtórzył patrząc jej prosto w oczy. - Ty jedyna widziałaś, że jest dla mnie nadzieja. Tylko ty chciałaś mnie wyciągnąć z ciemności. Udało ci się. Widzę po twoich oczach, że mi nie wierzysz. - Hermiona nie odpowiadała, dlatego ciągnął dalej. - Nie mogę cię zmusić, ale chciałbym ci to powiedzieć, nawet jeśli będę się jąkał jak kretyn. - Cisza. Słychać tylko słaby podmuch wiatru, który lata w okół nich, jakby rozbawiony całą sytuacją. Wszystko w lesie zdaje się wstrzymywać oddech, a gwiazdy na nocnym niebie śpiewają radosną piosenkę bez słów. Wydawać by się mogło, że cały świat przygotował się na tą chwilę, oprócz głównej bohaterki. Dziewczyna nie myślała nic, nawet się nie ruszała, zastygła w bezruchu przyglądając się blondynowi oraz słuchając jego słów jak melodii, która zachwyca, ale straciła swoje całe piękno. - Myślę, że jesteś piękna i mądra. Myślę, że niczego ci nie brakuję. Myślę, że jesteś moim ocaleniem. Nie, ty już mnie ocaliłaś. Teraz tylko chciałbym pokazać ci, jak jestem wdzięczny.
- Draco... - wyszeptała kręcąc głową.
- Wiem, że to niewiarygodne, wiem że może to dziecinne i że inni nie uwierzą...
- Draco...
- Hermiono ja wiem... - zbliżył się do niej trochę i złapał za ręce, nadal patrząc prosto w oczy. - Wiem, że to będzie trudne. Nawet nie wiesz co w tej chwili czuję. Nie jestem taki. Nie potrafię być romantyczny, nie jestem wcale dobry, nie umiem podejmować ważnych decyzji, nie uratuję świata, nie pomogę przejść staruszce przez jezdnię.
- Draco posłuchaj - próbowała gryffonka, lecz chłopak nie pozwolił jej powiedzieć nic więcej.
- Proszę... poczekaj, muszę ci to powiedzieć. Jestem ze Slytherinu, cechuje mnie przebiegłość, a ciebie odwaga... chociaż sądzę, że masz o wiele więcej ważnych zalet, w ogóle to wszystko w tobie jest ważne... Ty jesteś dla mnie ważna. I nie mam pojęcia co powiedzieć więcej, bo nic nie przychodzi mi do głowy, ale uwierz, mam ci tyle do powiedzenia. Mam tyle do powiedzenia o tobie. Całemu światu. Takim teraz jestem, takim mnie uczyniłaś. Jestem lepszy przy tobie. Chcę być przy tobie. Chcę cię chronić. Tyle razy o tobie myślałem, tyle razy myślałem co ci powiedzieć. Potrafię już rozróżnić twoje wszystkie uśmiechy, kiedy jesteś smutna chciałbym cię przytulić. I tak! Mówi to Draco Malfoy! Kosmiczny kretyn i idiota, który zakochał się w takiej wspaniałej dziewczynie jak ty. I przepraszam, ale jestem samolubny! Nie potrafię stać obok! Nie potrafię stać obok i nie być przy tobie, nie być z tobą. Nie potrafię cię zostawić w spokoju! Nie chcę cię zostawić w spokoju. Myślę tylko o sobie, bo bez ciebie umrę. Lecz jeśli ktoś cię skrzywdzi, przysięgam, że użyję wszystkich mi znanych zaklęć, żeby cię obronić. Ponieważ... i wiem, że to będzie żałosne, ale nauczyłem się tego na pamięć... Ponieważ jeśli będziesz płakała, chcę by tym, który poda ci chusteczkę, jeśli będziesz się śmiała, chcę być tego powodem, jeśli będziesz uciekać, chcę być tym, który pokaże ci kryjówkę, jeśli będziesz śpiewać, chce ci bić brawa, jeśli będziesz spała, chcę być tym, który będzie leżeć obok, jeśli będziesz w niebezpieczeństwie, chcę być twoim rycerzem, jeśli będziesz, to ja chcę być przy tobie... I nie zerżnąłem tego z jakiejś taniej gazety, nie poszedłem na skróty. To były moje słowa. Ponieważ uważam, że z tobą nie mogę iść na skróty, z tobą nie chce iść na skróty. Ty jesteś tego wszystkiego warta. Ponieważ cię kocham Hermiono Granger.
- I właśnie spadła gwiazda - wyszeptał patrząc w górę.
- Kocham innego...
- Co? - zapytał cicho znów patrząc na nią.
- Kocham innego...
"Grasz chłopcze na zerwanych strunach
kalecząc moje serce, ostry nóż Twoich słów
przeszywa ciało i sprawia,
że czuję tak ogromny ból, jakby
ktoś rozdzierał mi serce...
nie, nie na pół, lecz na tysiące
drobnych części...
Wiem nie poskłada ich już nikt..."



To jest piekne prawie sie poplakalam... w trzy dni przeczytalam wszystki rozdzialy. Powism tylko jedno... nie moge sie doczekac na nastepny rozdzial. Prosze pisz dalej i nigdy nie przerywaj. Masz telent.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki
Ok, przyznaje się, Na początku nie chciało mi się tego wszystkiego czytać, ale teraz kiedy po rozpoczęciu lektury, wir twoich niesamowitych słów wciągnął mnie głębiej, wiem, że nie czytając tego, popełniłabym jeden z większych błędów mojego życia. Tak, błąd MOJEGO ŻYCIA!
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadania są świetne! Naprawdę nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Wątek z Hermioną jest najlepszy ( ͡° ͜ʖ ͡° ) (przynajmniej jak dla mnie). Nie wiem co mogę więcej napisać. Chyba tylko to: JESTEŚ ŚWIETNA!!!
Draco słodziak <3 chociaż to jak się zachowuję bardzo odbiega od jego charakteru jaki nadała mu Rowling. Jednakże rozumiem, iż to Twoja opowieść. To właśnie ty decydujesz co w kim zmienić i jaką historię mu nadać, także nie mam do Ciebie pretensji. Chyba po raz pierwszy szkoda mi Dracona (Co ty najlepszego uczyniłaś?? ;D). Czekam na dalsze rozdziały z niecierpliwością. A tak btw: Pierwszy raz komentuję, ale śledzę twojego bloga od dłuższego czasu i on już ma zapewnione miejsce w moim sercu ;) Zapamiętaj masz talent. Nie zmarnuj tego <3 Pozdrawiam..
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wszystko i czekam na więcej. ♥♥~Trixxy
OdpowiedzUsuńOoooo. To takie słodkie i te słowa "Kocham innego" na końcu. Mimo iż bardzo bym chciała by Satain (wybacz jeśli źle napisałam) byli razem, przekonuje się do fremione. Masz niepowtarzalny talent i mam nadzieje że będziesz pisać i pisać i niezmarnujesz tego daru. Do zobaczenia przy następnym poście.
OdpowiedzUsuńBy Satain i Hermiona byli razem. Przepraszam zapomniałam dopisać
UsuńWow! To co napisałaś jest cudne ... prawie się popłakałam Draco kocha Hermione *o* Ten rozdział jest taki pięknny, ze nie mogę się doczekać kolejnego. Zostanę do końca tej historii i niecierpliwię wyczekuję każdej notki... Nowy wygląd bloga też mi się podoba. Piosenki są takie smutne, ale i tak cholernie nastrojowe, że mogłabym ich słuchać bez przerwy. Pozdrawiam weny :*
OdpowiedzUsuń~Madzik
http://magiczny-swiat-rachel-trust.blogspot.com
OdpowiedzUsuńZapraszam ;) i przepraszam za spam <3
Jeżeli przestaniesz pisać tego bloga to znajde Cię ;3 kocham to jak piszesz <3 zazdroszcze ci pomysłów *..* niedawno skończłam czytać ostatnia część HP i nie wiedzialam co ze soba zrobic.. przegladałam besty i trafilam na besta z linkiem do twojego bloga <3 i strasznie mi sie spodobał <3 czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział!
OdpowiedzUsuńDużo Dracona. Biedna Hermiona i biedny Draco... Będzie biedak cierpiał. Zauważyłąm, że w twoim blogu Dramione to Snily a Fremione to Jily xD Bardzo podobne są tematy. A! I dziękuję za ten początek o moim blogu. Uważam, że ty psizesz obszerniej i dialogi wychodzą ci bardziej naturalnie ;) Nie zostawimy twojego bloga, bo jest świetny!
Pozdrawiam^^
P.S Ty też smutasz, że nie byłaś dziś w Wrocławiu? :'(
Ostatnio przeczytałam całego twojego bloga w nocy bo jak zaczełam to już nie mogłam usnąć i płakałam. Szczerze to jest boskie chociaż kiedyś marzyłam aby Hermiona była z Draco to teraz czekam niecierpliwie na ciąg dalszy ��
OdpowiedzUsuńJak możesz nas tak szantażować. ;)
OdpowiedzUsuńBlog jest wspaniały, prawie się popłakałam.
Szkoda mi Draco...to było piękne kiedy wyznawał jej co do niej czuje.
Czekam na następny rozdział<3
Zacznę od tego, że bardzo, bardzo spodobał mi się pierwszy cytat :) Tak ogółem to Ty zawsze wynajdujesz fajne cytaty ;P
OdpowiedzUsuńMuzyka też świetna, uwielbiam Bella's Lullaby <3
Rozdział świetny, jak zawsze oczywiście, ale uważam, że w tym wyjątkowo się popisałaś ;*
Przepraszam za długą nieobecność, ale zepsuł mi się telefon, więc nie sprawdzałam aska i nie widziałam Twoich wiadomości :)
I ANI MI SIĘ WAŻ KOŃCZYĆ KARIERĘ, BO CIĘ ZNAJDĘ I ZASADZĘ CI TAKIEGO KOPA W TEN TWÓJ PISARSKI TYŁEK, ŻE OD RAZU 10 ROZDZIAŁÓW SIĘ POJAWI ;*
Kocham Draco i jak czytałam tę notkę, to uryczałam się jak bóbr :')
Współczuję Mionie, bo jednak nie był jej tak do końca obojętny, a musiała go zranić :(
Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :D
Buziaki i dużo weny ;*****
~Blonde Princess~
dramione-nowa-historia.blogspot.com
Zapomniałam dodać, że fajny jest ten nowy szablon ;P
UsuńHej! Od jakiegoś czasu zaczęłam czytać twojego bloga i bardzo mi się spodobał. Kiedy następny rozdział? Podoba mi się sposób w jaki piszesz tą historię. Weny życzę i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńsuper rozdział :) jeśli masz chwile to zapraszam do siebie http://kocham-fremione.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń