sobota, 5 września 2015

Rozdział: 37 "Złe miejsce, dobre intencje"


"Nigdy nie łudź się,
że ktoś usłyszy nieme 
wołanie o pomoc. 
To żałosna strata czasu..."

- Saitan... - powiedziała Hermiona stojąc w zaroślach przed nieziemsko przystojnym chłopkiem.
- Mi ciebie też miło widzieć - odparł. - Nie krzyczysz? Nie wzywasz pomocy?
- I tak zdążyłbyś mnie zabrać, albo zabić - oznajmiła. Starała się nie poznać po sobie, że serce skacze jej jak szalone ze strachu. Stała w bezruchu z pokerową twarzą.
- Mądra dziewczynka - uśmiechnął się. Był rozluźniony i bawiła go ta cała sytuacja. - Szkoda, że uciekłaś mi z tamtego zamku... mogła być naprawdę niezła zabawa - mówiąc to, powoli się do niej zbliżał. Ona nawet nie próbowała drgnąć. Miała tylko nadzieję, że zaraz cały obóz będzie się budził i zauważą jej zniknięcie.
- Przez zabawę rozumiesz rozszarpanie przez wampira? - mruknęła.
- Oh.. daj spokój - zatrzymał się tuż przed nią. - Chyba nie gniewasz się o to?
Hermiona nie odpowiedziała. Lewą ręką próbowała sięgnąć do tylnej kieszeni po swoją różdżkę.
- Słuchaj... trochę kiepsko wyszło - kontynuował - ale wierzę, że jeśli nie będziesz wykręcać numerów, nie będę zmuszony cię zabić.
- Więc co chcesz ze mną zrobić? - Granger już trzymała za rękojeść i powoli ją wyciągała. Musiała teraz wybrać odpowiedni moment...
- Eh... - westchnął i odwrócił głowę w lewo. To była dla niej doskonała chwila. Szybko przełożyła rękę przed brzuch, ale w połowie zaklęcia "DRĘTWOTA", chłopak złapał ją mocno za dłoń, aż puściła różdżkę.
- Naprawdę myślałaś, że to ci się uda? - warknął robiąc krok do przodu, przez co prawie dotykali się czubkiem nosów. Cały czas trzymał ją mocno za obie ręce. Chociaż była zima i wszyscy uciekali przez chłodem, w okół nich zrobiło się gorąco. Dziewczyna nie mogła być w tej chwili pewna swoich przyszłych 5 minut. - Chciałem być dla ciebie delikatny, chciałem cię nawet oszczędzić, wiesz? Ale nie zostawiasz mi wyboru. - Powiedziawszy to szarpnął ją mocno i po chwili zniknęli wśród roślin i drzew...

~o~

- Jak tam Freddie? - zapytał rudzielec siedząc na swoim posłaniu i zapinając koszulę. Brat nie odpowiedział tylko przeszedł obok z posępną miną. - Co jest? Gdzie byłeś? 
- Nigdzie - odparł siadając i zdejmując bluzę. - Niedaleko stąd jest obóz. Inni uczniowie żyją i wkrótce się z nimi spotkamy. 
- To dobrze, prawda? - George ostatnio prawie z nim nie rozmawiał. Wiedział, że u Freda działo się coś złego, ale wolał się nie mieszać. Jednak teraz wstał i usiadł obok niego. - Wszystko w porządku? O co chodzi?
- O nic, wszystko gra - próbował go zbyć, jednak ten się nie poddał. 
- Przecież widzę... a w dodatku jesteś moim bratem bliźniakiem. Wiem kiedy u ciebie coś się dzieje. A teraz to nie jest nic dobrego... i nie mówię tu o wojnie - dodał kiedy Fred otworzył usta, żeby odpowiedzieć. - Chodzi ci o jakąś dziewczynę, co nie? Z nimi zawsze są problemy - uśmiechnął się. - Amber? Angelina?
Fred spojrzał na niego z politowaniem. Zawsze byli nierozłączni, jednak ostatnio każdy z nich miał swój własny świat. Jednak kiedy tylko coś się działo, a byli osobno, martwili się, czy nic drugiemu się nie stało. Zawsze sobie dokuczali i sprawiali niemałe problemy rodzicom - walczyli o wszystko, ale również żartowali z innych, założyli też biznes, żeby pomagać w szkole. Lubili ze sobą spędzać czas, choć czasami wkurzali się, że jeden kończy zdanie za drugiego, dzięki czemu tamten zdobywa pochwałę. Eksplozje dobywające się z ich sypialni nie były niczym niezwykłym. Ponadto uwielbiali dokuczać Percy'emu, starszemu bratu i Ronowi. W wieku pięciu lat, Fred zdenerwował się na Rona i w akcie zemsty za zniszczenie zabawkowej miotełki - przemienił misia braciszka w gigantycznego pająka, wywołując u Rona arachnofobię. Niedługo później dał Ronowi cukierek, który wypalił dziurę w języku chłopca. Kiedy on i George mieli siedem lat, prawie nakłonili Rona do złożenia wieczystej przysięgi, której zerwanie wiąże się ze śmiercią. W pewne Boże Narodzenie, bliźniacy wrzucili swojej ciotce Muriel łajnobombe. Incydent bardzo ją rozzłościł. Zaniechała zwyczaju obchodzenia Bożego Narodzenia w Norze, ich domu, za co rodzeństwo było im wdzięczne. Fred już od najmłodszych lat interesował się quidditchem i często rozgrywał mecze ze swoimi braćmi w domowym sadzie. Już na pierwszym roku w Hogwarcie znaleźli się w stanie wojny z Argusem Filchem. Próbowali się też dostać do Zakazanego Lasu, jednak za każdym razem uniemożliwiał im to Hagrid.  Mieli przyjaciół w swoim wieku np. Lee Jordan'a, Alicje Spinnet, która kiedyś podczas finałowego meczu ze Stytherinem zdobyła gol na 20:0 dla Gryfonów. Później zawodnik przeciwnew drużyny, Bole uderzył Alicję w twarz pałką i tłumaczył się, że pomylił dziewczynę z tłuczkiem, a zaraz potem George zdzielił go łokciem w twarz. Obie druzyny dostały rzut wolny, ale tylko Gryfoni go wykorzystali. Harry wkrótce potem zakończył mecz złapaniem znicza i Gryffindor zdobył wreszcie puchar. Przyjaźnili się również z Angeliną i innymi uczniami, z którymi się wałęsali, żartowali itp. ale trzymali się też z Harry'm Hermioną i Ronem, oraz ich przyjaciółmi. W jakiś sposób nawet brali za nich odpowiedzialność, ponieważ byli starsi.
Fred pamiętał, że George mu bardzo dużo pomagał. Kiedyś uciekł z domu w nocy, żeby iść z dziewczyną na imprezę. Oczywiście ich mama mu zabroniła, jednak nie zwracając na to uwagi, wymknął się z domu. Molly Weasley jednak obudziła się w nocy, co często robi i poszła napić się wody. Weszła do pokoju bliźniaków i kiedy zobaczyła, że jednego nie ma - wściekła się. George powiedział, że jest Fredem, bo wiedział, że brat już sobie trochę nagrabił u niej i wziął winę na siebie. Dlatego też Molly ukarała Georga i przez miesiąc musiał zmywać. On dopiero niedawno powiedział o tym bratu, bo nie chciał się przyznać, że to przez jego głupotę, otóż Fred przed wyjściem kazał mu zamknąć za sobą okno, żeby mama się nie domyśliła. Ten jednak zamiast wstać i to zrobić - usnął. A dziewczyna Freda i tak z nim zerwała tamtej nocy, ponieważ trochę się napił i podrywał inne. 
- Hermiona - odpowiedział smutno. 
- Oh... czyli jednak to co o niej mówiłeś... to, że ją chyba kochasz...
- Tak. - Mogli swobodnie rozmawiać, ponieważ w ich namiocie już nikogo nie było. Wszyscy wstali i poszli na poranną toaletę. George nigdy nie lubił rano wstawać i gdyby nie Fred, kiedyś naprawdę by mu się dostało. Było to rok temu. Ginny poszła do koleżanki na noc, Ron został na święta razem z Harry'm w Hogwarcie, a rodzice zostali zaproszeni na mugolskie przyjęcie, które miało trwać całą noc. George przyprowadził sobie do domu jakąś dziewczynę z Ravenclaw'u, dlatego Fred musiał spać w pokoju Ginny w łóżku, z którego nogi mu wystawały. Dlaczego nie w pokoju Rona? Ponieważ chłopak miał taką obsesje na punkcie Hermiony, że zamykał pokój na klucz. Oczywiście bliźniacy mogli go łatwo otworzyć, jednak bali się zobaczyć co tam jest, mogli mieć przecież traumę do końca życia. Fred wstał wcześnie rano. Do powrotu rodziców zostało pół godziny, a w ich wspólnym pokoju George był z dziewczyną. Molly i Artur jednak wrócili szybciej i gdyby Fred ich nie zagadał, zobaczyli by jak obca dziewczyna ucieka z domu przez okno.
- A czy ona... - brat drążył temat.
- Czy mnie kocha? - dokończył Fred.
- Tak...
- Pamiętasz, jak Hermiona była na drugim roku i powiedziała Draco, że wkupił się w drużynę Slytherinu? Nazwał ją wtedy brudną szlamą, a my pobilibyśmy go, gdyby nie wtrącił się Flint. Zawsze ją broniliśmy i ona należała do osób, które się nie zawsze z nami zgadzały i mówiła to wprost, a sam wiesz, że było takich niewiele. Zawsze groziła nam, że napisze do matki. Traktowałem ją jako zwykłą przyjaciółkę, ale już nie... A Draco ten sukinsyn, który zawsze naśmiewał się z naszej rodziny, teraz myśli, że może tak sobie po prostu się z nią zaprzyjaźnić? Ten drań zawsze nabijał się z Rona i z nas, ale my sobie z tego nic nie robiliśmy. Chociaż... pamiętasz wtedy jeden z meczów quidiitcha? Kiedy tak się wkurzyliśmy, że ty i Harry rzuciliście się na niego. Ja też chciałem, ale przytrzymały mnie dziewczyny. Nie cierpię tego dupka i nie wiem co knuję, ale jeśli jeszcze raz się do niej zbliży to dostanie, a jeśli ją skrzywdzi to przysięgam, że zabije go własnymi rękami.
Chłopak wstał i sięgnął po spodnie.
- Okej... to ja muszę iść w krzaczki a ty postaraj się niczego nie rozwalić - roześmiał się słabo brat, aby trochę rozładować atmosferę.
- Ta - mruknął drugi.

~o~

George wyszedł trochę poza obóz. Wszedł nieco w zarośla, aby móc ulżyć pęcherzowi. Nie lubił, kiedy jego brat był zły, albo smutny. Wolał kiedy był otwarty i miał poczucie humoru. Jednak długo tego u niego nie widział To przez tę wojnę. Jeszcze w szkole należeli do najbardziej lubianych uczniów. George sądził, że Fred zawsze odznaczał się cechami charakterystycznymi dla Gryffindoru: odwagą, prawością i szlachetnością. Nie bał się podejmowania ryzyka. Wykazywał też tendencję do lekceważenia wszystkich zasad, chociaż powtarzał, że zawsze wie, gdzie jest granica i kiedy powinien wyhamować. Niby byli identyczni, on wiedział, że jego brat w wielu sytuacjach okazywał się bardziej śmiały i sarkastyczny niż brat bliźniak. Był też bardziej bezwzględny w stosunkach do wrogów i ofiar dowcipów, których nie lubił. Czasem nawet potrafił być okrutny... Jednak ludzie, którzy nie zasłużyli na bycie ofiarą żartu, mogli dostać od niego dużo współczucia. Zawsze szybciej darował wszelkie urazy, o ile druga strona dawała wyraz swojej skruchy. Kiedy ich matka kiedyś ciężko zachorowała, nie mogli wejść do niej do szpitala. Pielęgniarka uświadomiła im, że to zbyt ryzykowne, jednak Fred kłócił się o to najdłużej. Zawsze był bardziej zawzięty niż wszyscy Weasley'owie. Kiedy oglądali finał Pucharu Świata w Quidditchu postawili swoje oszczędności na to, że Irlandia wygra, ale to Bułgarzy zdobędą znicz. Mimo iż wytypowali właściwie, przyjmujący zakłady Ludo Bagman nie oddał im pieniędzy. Fred był wściekły i zasugerował, by zaszantażować Bagmana, ale George stwierdził, że posunęli by się za daleko...  
Z zamyślenia wyrwał go szelest jakichś kroków i ciche syknięcie. Zapiął więc rozporek, po czym rozejrzał się dookoła. Nikogo nie było widać, jednak był pewien, że nie przesłyszało mu się. Zrobił kilka kroków przed siebie, kiedy usłyszał z lasu cichy, wściekły głos.
- Rusz się, nie mam na ciebie całego czasu. A mógłbym, gdybyś nie robiła głupstw. 
Rudzielec skądś znał ten głos, ale nie potrafił go teraz zlokalizować. Domyślił się, że nie jest to na pewno przyjazna pogawędka, więc rzuciwszy zaklęcie, aby nie było słychać jego kroków, ruszył w tamtą stronę. 

~o~

- Gdybyś mnie nie związał, nie bolały by mnie ręce - stwierdziła. - Widzisz? Nikt z nas nie dostanie tego, czego by chciał. 
Saitan podszedł bliżej drzewa do którego była przywiązana. 
- A tak właściwie... - zaczęła znowu - to dlaczego tak po prostu mnie nie zabijesz? Nie jesteś głupi. Dobrze wiesz, że z każdą minutą rośnie szansa, że ktoś nas zobaczy. 
- A wtedy go zabiję. A ty musisz mi wyjawić parę sekretów - odpowiedział z zadowoleniem. - Ty też nie jesteś głupia. Wiesz... naprawdę miałem nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. 
- Zaprzyjaźnimy? - powtórzyła kpiącym głosem. - Jesteś synem Voldemorta! Zabijasz ludzi! 
- Oh... chcesz mi powiedzieć, że ty nikogo nie zabiłaś? - sztucznie posmutniał.
To zamknęło dziewczynie usta. Wiedział co ją ukłuje, ale chwila... skąd on to wiedział?
- Skąd ty to... - zaczęła, ale ktoś nagle rzucił zaklęcie zza krzaków. Jednak Saitana wcale to nie zaskoczyło i zaraz po zaklęciu "Expelliarmus", z jego ust wydobyły się słowa "AVADA KEDAVRA"... 

Hermiona widziała jak George pada na ziemię...  
 

"Nie przywiązuj się zbytnio
ani do rzeczy, ani do ludzi,
bo z ich stratą i Twój uśmiech może 
zniknąć..."

11 komentarzy:

  1. Co? George nie żyje? W sumie o można było przewidzieć, że stanie się coś złego np. Dostanie klątwą, ale że umrze? Pewnie Hermiona pomyśli, że to Fred... chociaż w sumie nie wiem :/
    Pozdrawiam,
    Huncwotka Vicky

    wielki-powrot-narnii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że to był unik i że George nadal żyje bo jak nie to będzie masakra... :( Rozdział wyszedł Ci cudowny, dużo bliźniaków, których uwielbiam <3 Krótki, treściwy i jest akcja. Mam nadzieję, że z Hermioną będzie wszystko dobrze i pokona Saitana! W końcu jest mądrą i utalentowaną czarownicą ;) To taka moja mała sugestia :D Czekam na kolejny. Weny dużo, dużo, ale jak widać nie opuszcza cię :*
    ~Madzik

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałaś mi zeswatać Mione z Georgem, a nie go zabijać :"( Załamka;( 
    I tak cię kocham ze względu na to jak piszesz♥♥
    GEORGE mam nadzieje, że on żyje, a ktoś inny też będzie w krzakach ;",( 
    No po prostu nie wiem co powiedzieć ♥ Zazwyczaj gdy czytam bloga, który nie jest skończony to nie czekam na następny rozdział, ale TY to zmieniłaś KOCHAM CIĘ PISZ DALEJ !!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ogarniesz tego zdania ,,George mam nadzieje, że on żyje, a ktoś inny też będzie w krzakach " musiałam 2 raz przeczytać wszystko za nim sama ogarnęłam xD O prostu źle przeczytałam i zrozumiałam za 1 razem myślałam, że idzie zmienic to, że to nie George będzie w krzakach tylko np. Draco :'D Mniejsza z tym życzę mnie i weny ♥ Wiesz mnie, bo tak po prostu lepiej ci się będzie pracować ze mną w sercu w sensie jestem przy tobie i śnie o następnym opowiadaniu:D Jak będę miała pomysł to może napisze i może skorzystasz -Pozdrawiam i życzę weny Trixxy ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. George /*

    Dlaczego? ;(
    Świetny rozdział i tragiczny koniec..

    http://magiczny-swiat-rachel-trust.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się Twój styl pisania ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy wpis. Jestem pod wrażeniem !

    OdpowiedzUsuń