"Życie grozi rozstaniem,
ale śmierć łączy na zawsze."
Trzymając kwiaty w ręce, wpatrywałam się w kamienną płytę. Powoli śledziłam wzrokiem starannie wyryty napis. Literka po literce. "Fred Weasley. Na zawsze w naszych sercach." Łza spływała mi po poliku. Wiatr rozwiewał włosy. Zimowe słońce rzucało blade promyki, na pokryte śniegiem alejki cmentarza.
Minął rok.
Po śmierci Freda wszystko się zmieniło. Wojna się skończyła, ale wraz z nią skończyło się coś jeszcze. Odbudowanie Hogwartu i miast zajęło całą wiosnę. Nowym dyrektorem został Severus Snape. Profesor McGonagall odeszła na dobre. Podobno oddała się całkowicie pracy gdzieś w Tajlandii przy hodowli magicznych świerszczy. Niektórzy uczniowie wypisali się ze szkoły, a ich rodzice złożyli skargi w związku z "narażeniem życia" przez niekompetencje nauczycieli. Inni po prostu nie mogli tam wrócić wiedząc, że nie czekają na nich bliskie im twarze. Jeszcze inni całkowicie rzucili szkołę, przenosząc się do świata mugoli by tam zapomnieć o magii, a wraz z nią o wydarzeniach minionej zimy. Zmienił się wygląd. Zmienili się ludzie. Zmieniły się zaklęcia. Wszystko poszło do przodu. Tylko nie ja.
W ludziach, których mijam na korytarzu, doszukuję się Jego. W czwartki, na przerwach siadam pod drzewem, patrząc w niebo i czekając na cotygodniowe pokazy sztuczek braci Weasley'ów. Zwalniam kroku przy fontannie, wpatrując się w strumyk, pamiętając jak mimo zakazu Argusa Filcha, zamieniał wodę na czekoladę. Wchodząc do Dormitorium Gryffindoru wyobrażam sobie jak siedzi na kanapie opowiadając dowcipy kumplom i docinając bratu. Ron na jakiś czas zrobił sobie przerwę od Hogwartu. Spędzając u nich kolejne wakacje, widziałam jak siada w swoim pokoju i przegląda wynalazki swoich braci. Nieraz przy kominku opowiadaliśmy sobie historie z ich dzieciństwa: pani Molly, pan Artur, Harry, Ron, Ginny, Bill, Percy, Charlie no i ja. Najmłodsza z Weasley'ów, już nie wróciła do szkoły. Nie do tej. Przeniosła się do Akademii Magii Beauxbatons we Francji. Szczególnie jej mama nie była zadowolona, że będzie tak daleko od domu, ale nikt jej się nie dziwił. Przyjeżdżała do nas na święta i wakacje. Ja, Harry i Ron nadal się przyjaźniliśmy. Ale na każdym z nas wojna pozostawiła ślad, którego niczym nie da się przysłonić.
Strata Freda była nieznośna. Nie mogłam spać. Brałam środki nasenne. Nie pomagały. Włóczyłam się po nocach. Wspomnienia nachodził mnie nawet za dnia. Tamta Hermiona Granger odeszła. Nie miałam sił żeby się uczyć. Ledwo zdawałam egzaminy. Kiedy nauczyciel wyczytywał znudzony moje oceny, wiedziałam, że wszyscy kierują wzrok w moją stronę. Nie obchodziło mnie to. A oni rozumieli. Nikt nie pytał. Nie mogłam jeść. Wyglądałam jak cień. Nadal wyglądam.
Codziennie tu przychodzę. Codziennie trzymam w ręku czarne róże. Są oznaką mojej tęsknoty. Kładę je na codziennie pustym grobie. Nie wiem kto je zabiera. Być może to sam Fred wstaje z grobu aby móc przez chwile dotknąć tego świata. Wiadomości które mu zostawiam. Moje życie nie ma sensu. Wstaję co rano aby robić te same bezsensowne rzeczy. Bezsensownie jeść. Bezsensownie chodzić do szkoły. Ale wiem, że muszę. On by tego chciał. Być może z czasem to nabierze sensu. Tak mi mówiono. Ja w to nie wierzę. Nie wierzę już w nic. W żadną magię. Otoczona światem czarodziejów. Straciłam wiarę w magię.
Słyszę kroki za mną, jednak nie odwracam wzroku od oszronionej tablicy. Nie czuję zimna, choć wiem, że jestem lodowata. Ktoś kładzie mi bladą rękę na ramieniu i powoli odwraca. I kiedy moje oczy wędrują ku górze, aby dostrzec kto to, dopiero uświadamiam sobie, że są mokre od łez. Draco przyciąga mnie do siebie i obejmuje. Jednak ja nie wykonuje żadnego ruchu. Patrzę pusto na krajobraz za nim. Na inne nagrobki.
Wiem, że mnie kocha. Wiem, że się stara. Wiem, że cierpi patrząc na mnie. Ale ja nie mogę mu dać niczego. Nie potrafię pokochać nikogo innego. Moje serce zostało pochowane razem z Fredem.
Nie odzywam się. Nie potrafię. Jestem samotna. Nawet gdy ktoś jest przy mnie. Nie ma już części mnie. Umarłam. Może kiedyś będę zdolna kogoś pokochać. Może będę z kimś szczęśliwa. Może gdy moje dzieci zapytają kim jest Fred Weasley, słabo się uśmiechnę patrząc na nie oczami przeszłości i opowiem im historię mojego życia. Życia które w pewnej chwili się zatrzymało.
Opowiem im historię, która nigdy nie miała mieć miejsca.
No więc to już koniec. Też w to nie wierzę. Tak naprawdę nigdy nie ma końca. Więc pytanie co dalej? Nie będę już pisała nic o Harrym Potterze. Przynajmniej nie planuję. Ale będę pisała. Nie wiem kiedy zacznę, nie wiem kiedy to się ukaże i czy w ogóle się ukaże. Ale chcę. I chcę stworzyć nowego bloga z nową historią wymyśloną przeze mnie. Oczywiście jeśli się pojawi to podam go tu wam.
Czytelnikom, którzy dotrwali do końca - dziękuję.
Dziękuję za wszystkie komentarze, za miłe słowa i dodawanie weny. Dziękuję za przejmowanie się też mną samą. To było naprawdę miłe. Dziękuję za pisanie prywatnych wiadomości. Dziękuję za wejście tu.
Ostatni raz proszę: zostaw komentarz. Zostaw po raz ostatni na tym blogu.
Jeśli znasz jakiegoś fana, poleć mu ten blog, jeśli uważasz, że jest warty przeczytania.
Dziękuję, że ze mną byliście. I że wam się spodobało. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatnia przygoda z moim blogiem. A więc (być może) do zobaczenia :)
- Autorka
Ojeeej! Kurcze byłam pewna, że ta historia zakończy się happyendem! Myślałam, że stanie się cud i Fred ozdrowieje... Wow! Nie wiem co napisać... Mimo to, uważam że ostatni rozdział tak skłania do refleksji, do zatrzymania się. Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Chciałabym jeszcze raz przeczytać tego bloga jednym tchem, ale najpierw musze oswoić sję z tym smutnym zakończeniem. Na prawdę super blog i dziękuje, że go stworzyłaś. Jejciu nie wierzę, że to już koniec. Pozdrawiam Cię serdecznie... Życzę dalszych sukcesów i samych pogodnych chwil.
OdpowiedzUsuń~Madzik
Piękna historia <3 świetne zakończenie. Aż się popłakałam. Tekst czytany powoli, spokojnie, aby zrozumieć każde słowo robi swoje :'( Powodzenia w dalszym pisaniu :-) ~ Paula :*
OdpowiedzUsuńTakiej historii jeszcze nie czytałam <3 Piękny prolog, taki smutnyy... Świetnie piszesz, dało się poczuć ten klimat :/ Muzyka idealnie oddaje nastrój tego epilogu, super
OdpowiedzUsuńPisz więcej takich historii, trzeba się szkolić!
ankuuls – KLIK!
Przeczytałam wszystkie rozdziały w dwa dni. Na końcu ryczałam jak bóbr. Piękne opowiadanie, dziękuję, że je stworzyłaś. Życzę Ci weny do kolejnych opowiadań :)
OdpowiedzUsuńNie wierzę że mogłaś uśmiercić Freda. Liczyłam że przeczytam opowiadanie z Happy Endem, bo dawno takich nie czytałam. Same smutne. A tu znowu. Śmierć. Dawno nie płakałam na opowiadaniu tak bardzo jak przy tym. Ale opowiadanie piękne 💗
OdpowiedzUsuńJak moglas to zrobic..😢😢😢😢😢😢😢
OdpowiedzUsuńTaka masa ludzi i jeszcze musialas Freda tez usmiercic? To juz w ksiazce oryginalnej mniej smierci bylo..
Powiem ci ze bardzo sie wciagnelam i orzeczytalam wszystko w dwa dni..i plakalam nie raz jak bobr..ale moglas troche szczesliwsze zakonczenie dac.. tak zeby na serduszku troche lzej bylo heh.
I znowu opko gdzie Fred umiera. Naprawdę nienawidzę sad endów... Czy choć raz nie może być happy?
OdpowiedzUsuńPłaczę, naprawdę płacze. Kiedy czytałam ta historię nie sądziłam, że Fred umrze... :(
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie!
https://fremionefanfic.blogspot.com/
Pozdrawiam,
Blue :*