wtorek, 28 października 2014

Zapraszam na
http://historiaksiezniczki.blogspot.com/
gdzie są moje opowiadania :D
Mam nadzieję, że w ten sposób umilicie sobie czas!
Przypominam o przysyłaniu rysunków, bo jeszcze nic nie mam, ale wierzę, że któraś z was o tym pomyśli i to zrobi. Ok, a więc z myślą o tym, że któraś coś narysuje idę pisać nowy rozdział :D 

sobota, 25 października 2014

KONKURS!



Hej :D Ogłaszam konkurs na
"symbol naszego bloga" :D
Już wyjaśniam.
Każde stowarzyszenie, grupa, ma
swój znak, np:

Igrzyska śmierci:


Dary Anioła:



Insygnia śmierci:


Tajemnice Domu Anubisa:
"Liga dziewczyn"



Nike:



Mam nadzieje, że rozumiecie.
Chodzi o to, żeby nasz blog też miał
symbol. Pewnie teraz myślicie "co za 
kretynka to wymyśliła" hehe. 
Po prostu chcę abyśmy byli jednością xd
Grupką osób, które uwielbiają Harry'ego Pottera
i tego bloga :D Dlatego wymyślajcie jakieś 
symbole i przesyłajcie mi je na pocztę :D
Myślałam też o tym, żeby zrobić "waszą pocztę",
to znaczy, że stworze konto na poczcie i podam 
wam login i hasło. Jeżeli nie chcecie wysyłać 
z własnych kont, to po prostu wyślecie z tego.
Wiem, że ktoś może sobie wejść i zmienić hasło, ale
co to mu da? Oczywiście to tylko pomysł. Wy decydujecie,
bo wy będziecie z tego korzystać. Ktoś może się 
zgłosić na ochotnika i zrobić takie konto i podać login i hasło.
Wiem, że przecież każdy po prostu może sobie stworzyć własne,
ale... no cóż. Jestem kreatywna xd i wymyślam
różne rzeczy bez sensu :D

Co do konkursu, to rysujcie, róbcie zdjęcia i 
przysyłajcie:
ksiezniczka.swojego.umyslu@wp.pl
I piszcie w komach jakie mogą 
być za to nagrody, bo ja pojęcia nie mam XD
Oczywiście gdy będzie dużo zdjęć, 
to zrobimy głosowanie, albo ja wybiorę :D
I dowiecie się co potem z tym zrobimy :D
Dobrze by było, gdybyście też napisały 
dlaczego właśnie to narysowałyście,
to znaczy co ten symbol oznacza :D
Na przykład gdzieś tam umieścicie liść
dębu i to oznacza męstwo. Oczywiście 
po co męstwo w tym blogu? Heheh to tylko
przykład. No myślcie myślcie :D
Gratuluje tym co dotarli do tego momentu i 
jeszcze to czytają, bo się trochę rozpisałam. 
Przypominam o pisaniu w komach jaką
chcecie nagrodę :D Bo ja nie mam pomysłu :D
 piszcie czy cokolwiek z tego
zrozumiałyście, bo ja jak 
to przeczytałam to nic bym nie kapowała :D
Ok trzymajcie się, do zobaczenia :P

Ogłoszenie parafialne :D



Hejka, przepraszam, że długo
nie ma nowego rozdziału, ale do poniedziałku
muszę skończyć książkę na konkurs.
Napisałam też przez ten czas opowiadanie 
do gazetki szkolnej, które zostanie 
opublikowane na blogu:
"Dwie w jednej". Jak wiecie
(o ile go czytaliście)
tamto opowiadanie jest skończone
i ja nie chcę kończyć tamtego
bloga, więc teraz będę tam
publikowała moje opowiadanie.
Zapraszam do czytania ich :D
Mam nadzieję, że będą dla was ciekawe :D
Niestety do poniedziałku nie będę
mogła się zabrać za Fredmione, ale
gdy już oddam skończoną książkę,
zabieram się za pisanie. Obiecuję wam,
że w następnym tygodniu już pojawi się
kolejny rozdział, tym czasem zaglądajcie
na "My dziewczyny", albo piszcie do mnie
na pocztę :D :
ksiezniczka.swojego.umyslu@wp.pl
Polecajcie bloga znajomym, kuzynom itp.

Co myślicie, o kolejnej części Harry'ego Pottera pt:
"Harry Potter i cmentarz wiecznie żywych"
Bo mam taki pomysł na taką część. Piszcie czy chcecie
abym takie coś wprowadziła do tego bloga
(to znaczy będzie więcej akcji, nie tylko o Hermionie i Fredzie,
ale Harry i spółka znów będą musieli stawić czoła
złu),
czy chcecie abym stworzyła do tego osobngo
bloga (ale jak już zakończe tego),
czy w ogóle nie chcecie czegoś takiego :D
PISZCIE :D
Trzymajcie się i do zobaczenia
wkrótce!

środa, 15 października 2014

Rozdział 17: "Przywalić jej kamieniem..."

"Zazdrość wprowadza
nas w stań gorszy, 
niż najsilniejszy 
narkotyk..."


Hermiona obudziła się wcześnie rano. Do zajęć miała jeszcze trochę czasu, więc ubrała się i zeszła do wielkiej sali na śniadanie. Zmusiła się aby usiąść koło Freda i Herry'ego. Spojrzała na rudzielca, a on na nią. Po chwili jednak zorientowała się, że nie na nią. Patrzył za nią. Odwróciła się - Amber. Słodka Amber stała z przyjaciółkami i śmiała się. Gdy spojrzała na Freda, zrobiła tą swoją niewinną, słodką minkę...


Hermionie zachciało się wymiotować, choć musiała przyznać, że to robiło wrażenie, bo Fred się uśmiechał i pomachał do niej. A ona się zarumieniła.


- Przepraszam was na chwilę... - powiedziała i wstała. Skierowała się do łazienki. W oczach miała łzy... Gdyby tylko wiedział... Stanęła nad zlewem i zaczęła płakać. Podleciała do niej Jęcząca Marta.
- Co ci? - zapytała.
- Nic... odejdź stąd Marto...
- Dlaczego wszyscy chcą się mnie pozbyć? - zaczęła się nad sobą użalać. Hermiona przewróciła oczami. - Przynajmniej ty nie jesteś taka agresywna...
- Co? - zdziwiła się Granger. - Kto jest agresywny?
- No ten chłopak.  Czasem tu przychodzi, ale gdy pytam co się stało, zawsze się na mnie wydziera. Chociaż muszę przyznać, że wtedy jest jeszcze słodszy...
- Jaki chłopak? - Marta nie odpowiedziała, tylko pofrunęła do góry. - Marto! Powiedz mi!
- Nie wiem jak się nazywa. Ale jest słodki... - uśmiechała się. - Ty zrobisz tak, że nie będzie tu przychodził! - jej mina stała się groźna.
- Nie Marto... tylko chcę wiedzieć... Proszę powiedz mi!
- Taki blondyn ze slytherinu...
- Co? Draco Malfoy?
- Nie wiem! Przecież mówię, że nie znam jego imienia!
- Dobrze... a czego on tu chce?
- Przychodzi i płacze... oczywiście to tylko przykrywka, żeby mnie zobaczyć... - Hermiona nie odpowiedziała. Malfoy płacze? Dlaczego?
- A wiesz może czemu płacze? - zapytała.
- Nie... ale zawsze ma rany na ramionach i brzuchu...
- Ale... - Marta wleciała z piskiem do klozetu. Hermiona jeszcze przez chwilę stała bez ruchu, a potem ogarnęła się i wyszła na korytarz. Musiała już iść na pierwszą lekcję - wróżbiarstwo. Usiadła z Harry'm i Ronem przy stoliku. Nie było Malfoya. Uczyli się o zapamiętywaniu snów - czyli same bzdury (jak zwykle)... Po lekcji dziewczyna chciała iść do biblioteki, ale Cho nalegała, aby poszła z nią coś zobaczyć.
- Cho! Nie możesz mi po prostu powiedzieć o co chodzi? - denerwowała się.
- Nie... musisz to sama zobaczyć.
- Dobra... - dziewczyny zatrzymały się przy jednym z okien wychodzących na główny plac. - No i?
- Patrz tam! - przyjaciółka pokazała jej Kamienny Most, który był... rozwalony.
- Co to ma być? - zdziwiła się gryfonka.
- Nie wiem... Niektórzy mówią, że Voldemort odciął nam, drogę ucieczki, ale słyszałam też, że to Dumbledore, żeby nikt nie proszony nie dostał się do Hogwartu.
- Boże... co się dzieje... - szepnęła. Wtedy usłyszała za sobą śmiechy, które już dobrze znała. Odwróciła się i ujrzała tą blondi lalkę z przyjaciółkami. Usłyszała kawałek ich rozmowy:
- ... no i co? Spotkasz się z nim?
- No... nie wiem...
- Daj spokój! Przecież on jest słodki...! A jak nie, to mi go oddaj!
- Hahah... Nie no spotkam się z nim... Zobaczymy...
Akurat przed nimi szedł Fred i George, którzy obdarzyli je słodkimi uśmiechami, a one zachichotały. Hermiona chciała wziąć jeden z odłamujących się kamieni z okna i nim ją rzucić.


I wtedy na coś wpadła... Ona jest o niego zazdrosna, a gdyby on był o nią? Wystarczy tylko...
- Idziemy? - zapytała Cho.
- Jasne... - dziewczyna odsunęła się od okna i razem poszły dalej.

~ o ~

Po skończonych lekcjach Hermiona w końcu mogła w spokoju udać się do biblioteki. Stała i przewracała strony jednej z książek o zielarstwie. Tu też nie było żadnych porządnych informacji, dlatego odłożyła ją na półkę. Gdy się odwróciła, przed nią stał nie kto inny, jak Draco Malfoy.
- Co tu robisz? - zapytała.
- A co można robić w bibliotece? - odpowiedział. - Szukam cię...
- Mnie?
- No bo widzisz... wczoraj... - nie wiedział jak zacząć.



- No?
- A nieważne...
- No mów.
- Nie... uczysz się?
- Mhm... ale powiedz!
- Nie, no...  Musze zdać te cholerne zwierzęta magiczne.
- Nie umiesz tego?
- A niby kto to umie? Jak zapamiętać, że to i to zwierze ma tyle kości, żywi się tym i tym, reaguje na... i inne bzdury?
- To proste!
- No chyba tylko dla ciebie. Uwierz, że my nie mamy takich zdolności...
- Jak chcesz, to mogę ci pomóc.
- Tak jasne...
- No tak.
- A co za to chcesz? - zapytał.
- Co za to chcę? Nic. Czy zawsze wszyscy muszą czegoś oczekiwać w zamian za pomoc?
- Mhm... - Dziewczyna przewróciła oczyma i westchnęła.
- Chodź... - usiedli przy jednym ze stolików. Przez trzy następne godziny dziewczyna tłumaczyła mu materiał, nawet nieźle się przy tym bawiąc. Wygłupiali się i śmiali.
- Ok... wydaję mi się, że już umiesz - oznajmiła.
- Serio tak myślisz?
- Mhm... - uśmiechnęła się.
- Wow... pierwszy raz coś umiem.
- Oh... na pewno jeszcze nie jest z tobą tak źle - zażartowała.
- To co? Chcesz może się gdzieś przejść?
- Co? - zdziwiła się jego propozycją. - Ja?
- No... czemu nie? - Dziewczyna rozejrzała się dookoła.
- No w sumie... Gdzie?
- Nie wiem. Wzdłuż Hogwartu?
- Odpada. Nie możemy wychodzić.
- A... no tak, zapomniałem, że ty nie łamiesz zasad - droczył się.
- Co? Ja? - udawała, że się zdziwiła. - Że ja???
- Mhym...
- A chcesz się przekonać?
- No dawaj... - uśmiechał się słodko, a ona ponownie się rozejrzała...
- Ok. No to chodź - szybko wstała i wyszła z biblioteki. Szli korytarzem aż doszli do Wierzy Północnej. Wielkie, drewniane drzwi nie były zamknięte, więc otworzyli je i wyślizgnęli się na zewnątrz. Słońce chowało się za wzgórzami, a powietrze było lekko wilgotne. Wszystko szykowało się do nadchodzącej nocy. - No i co? Ktoś tu mówił, że ja nie potrafię łamać zasad?
- Ty niegrzeczna... - zażartował.


Szli przez chwilę w milczeniu. W oddali usłyszeli jakieś śmiechy. Chłopaka i dziewczyny. Zza zakrętu wyłoniła się Amber, która trzymała za rękę...
- Fred jesteś taki sło... - w tej chwili Hermionie pękło serce. Wszyscy zamilkli. Rudzielec spojrzał na Granger niepewnym wzrokiem. Minęli się w milczeniu. Po chwili Fred i Amber zniknęli za ich plecami.
- Ej... - odezwał się Draco. - Wszystko okej?
- Co? A czemu nie miało by być? - Hermiona patrzyła prosto przed siebie.
- Widziałem... - odparł.
- C... co?
- Widziałem jak na niego patrzyłaś... czy ty?
- CO? Draco! Jak ty możesz w ogóle...
- Wiem co widziałem.
- Przewidziało ci się!
- No nie wiem.
- I co z tego? Zaraz cała szkoła będzie wiedzieć, tak?
- Nie! Nie mam zamiaru tego nikomu powiedzieć.
- Serio? A czego chcesz w zamian? Bo nie wierzę, że tak po prostu zachowasz to dla siebie.
- Niczego nie chcę i nikomu nie powiem...
- Dlaczego? - zdziwiła się.
- Bo... nie chcę, żebyś myślała, że jestem taki... jakim byłem - wyznał.
- Co?
- Nieważne... Po prostu wiem jak to jest.
- Jak co... jest? - nie rozumiała.
- Nieważne... - spojrzał jej w oczy, ale szybko spuścił wzrok.
- Ej? - złapała go za ramiona, a on syknął i odsunął się. Złapał za ramię. Hermiona popatrzyła na rękę, a potem na jego twarz. - Co jest?
- Nic... Na meczu nadwyrężyłem sobie ramię.
- Draco nie kłam!
- Nie kłamię! Niby co mi się mogło stać? - Nie odpowiedziała. Nie mogła nic zrobić, więc poddała się.
- Wracajmy już...
- Dlaczego? Jeszcze kawałek.
- Nie... chodźmy...
- No weź... jeszcze trochę - nalegał.
- No dobra, ale zaraz wracamy.
Draco i Hermone szli rozmawiając o nadchodzącym meczu, gdy zza zakrętu wyłoniła im się dobrze znana postać... - Dumbledore.
- Co wy tu robicie? - nie był zadowolony... wręcz przeciwnie.

"Łamanie zasad nie 
szkodzi... dopóki nie zostanie
się przyłapanym..."

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 16 "Albo wolność, albo śmierć..."

"Czasem człowiek się budzi
i widzi, że to co robi jest złe, a 
Czasem nie...
Czasem zmienia się...
A czasem jest już po prostu za późno..."


Znowu to zrobili, znów mnie wezwali. Kolejny raz przedzierałem się przez mrok, zimną noc... Dotarłem do Kamiennego Mostu, ostatni raz spojrzałem na zamek. W jednym z pomieszczeń paliło się światło... Dumbledore. Nie spał. Miałem gdzieś czy mnie zobaczy, czy nie chociaż wiedziałem, że za wpadkę zapłacę życiem. Wtedy wyciągnąłem różdżkę i teleportowałem się. Znalazłem się w starym, zakurzonym korytarzu. Z daleka słychać było odgłosy. Czarny Pan nie był zadowolony, zresztą jak zwykle.


- Miałeś pilnować chłopaka! - w oddali, za drzwiami słyszał krzyki. - Nie mogę dopuścić, żeby coś mu się stało Lucjuszu...
- Panie, gwarantuję, że to się więcej nie powtórzy... - jego ojciec był wyraźnie wystraszony.
Drako zrobił krok naprzód.
- O nie... wiem, że się nie powtórzy.
- Panie, wybacz...
- Lucjuszu zawiodłeś mnie, wiesz co się dzieje gdy ktoś mnie zawodzi. - Tu nastąpiła chwila ciszy. Chłopak wystraszył się, pamiętał co robił Voldemort tym, którzy go zawiedli.
- Panie... - tym razem usłyszał swoją matkę.
- Milcz Narcyzo! Lucjuszu, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że jeżeli coś by mu się stało, zniszczyłbyś nasz plan? Prawie to zrobiłeś i musisz ponieść za to karę.
- Oczywiście... - Draco pchnął drzwi i wszedł do pomieszczenia.
- Tato? Co tu się dzieje? - zapytał poważnie.
- Oh... Draco... - powiedział Voldemort uśmiechając się. - Jak miło Cię widzieć. - Podszedł do niego i objął go. - Bo widzisz twój tatuś dostał bardzo ważne zadanie, tak ważne, że gdyby coś poszło nie tak, wszyscy byśmy polegli i... widzisz zawiódł mnie. I to bardzo. Teraz musi ponieść za to karę... Jak myślisz? Co się za to należy?
- Ja... - Malfoy nie wiedział co powiedzieć, a ni co zrobić. Wiedział jednak, że Voldemort może w każdej chwili zrobić coś nieobliczalnego. - Po co mam odpowiadać? Po co się mnie pytasz? - powiedział z pretensjami, a on zrobił zdziwioną i niezadowoloną minę. - Przecież już wszystko wiesz i wszystko postanowiłeś. Moje zdanie się tu nie liczy. Chociaż mógłbyś mu darować. Cały czas jest wiernym twoim sługą, tak ja cała nasza rodzina, więc mógłbyś chociaż być nam za to wdzięczny! - syknął.
- Draco! - skarciła go matka. Szczerze, to miał to gdzieś, co mu zrobi Voldemort. Chociaż cieszyłby się, gdyby go zabił i tak nie miał po co żyć. Czarny Pan patrzył na niego tak, jakby ktoś go uderzył w twarz, ale zaraz się opanował i na jego twarzy znów widać było tylko spokój. Zacmokał.
- No, no no... Narcyzo, Draco jest dorosły i ma prawo do wyrażania swojego zdania. Najwidoczniej powiedział w końcu to, co chciał powiedzieć już dawno. Chłopcze, czy ty sugerujesz mi, że ja popełniam błędy? Że ty wiesz lepiej? - Nie odpowiedział.
- Panie on tylko tak... - próbowała go bronić matka.
- Zamknij się Narcyzo! Skoro wszystko wiesz to sam ukażesz swojego ojca.
- Ja... - chłopak nie miał pojęcia co ma robić.
- Wyciągnij różdżkę - rozkazał mu Voldemort.
- Ja nie mogę...
- No już! - nalegał. - Wyciągaj ją. - Malfoy spełnił rozkaz. Czarny Pan złapał go za rękę i ustawił tak, że teraz celował w swojego ojca. - Użyj zaklęcia "Cruciatus"! No dalej! - Malfoy nic nie robił, tylko patrzył, a w oczach miał łzy. - Nie mazgaj się! Twój ojciec musi ponieść karę. Jeżeli tego nie zrobisz...
- To co?! - krzyknął chłopak. Miał już dość. Nie przejmował się tym, że Voldemort może go zabić, miał to gdzieś. Chciał mu przyłożyć, chciał rzucić na niego zaklęcie. Dlaczego by nie? Przynajmniej się to skończy. On go zabije i będzie dobrze. Wycelował różdżką w Czarnego Pana, a on nie wiedział o co mu chodzi, ale zrobił bardzo groźną minę.
- Co ty robisz? - syknął.
- Cruciatus!!!

"Decyzje wpływają na nasze życie,
decyzje mogą sprawić, że 
będziemy szczęśliwi...
albo nieżywi..."

:D Więc tak... możliwe, że rozdziały będą dodawane trochę później, bo w ostatniej chwili zdecydowałam, że jednak napiszę książkę na konkurs i zostały mi tylko 2 tygodnie, a ja mam 17 str. więc muszę się sprężać, ale i tak na tym blogu nic by się takiego nie działo, znaczy nic takiego z dzieckiem Voldemorta, bo mogę wam zdradzić, że idę zgodnie z teraźniejszością, to znaczy: u nas jesień - u nich też, u nas zima - u nich też :D Planuję coś na zimę i planuję wielki zwrot akcji i coś bardzo, bardzo zaskakującego na początek wiosny :D Oczywiście to tylko taka moja sugestia, a jeśli wam się to nie podoba i chcecie szybciej, to od tego są komentarze, których chyba jest coraz mniej :( co mnie bardzo smuci, bo wtedy myślę, że blog się znudził... Komentujecie, komentujcie... :D Czekam...

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 15: "Czasem okazuje się, że tak na prawdę nic nie wiemy..."


"Łzy są niemym krzy­kiem ser­ca. 
Smut­ny krzyk to głośne łzy duszy..."

Hermiona siedziała w sowiarni. Był wieczór. Czasem tu przesiadywała, kiedy nie chciała z nimi rozmawiać. Nie przeszkadzały jej sowy, które przyzwyczajone jej obecnością - nie przejmowały się.  Dziewczyna siedziała i myślała o dziecku Voldemorta. Zawsze przychodziła tu gdy była smutna... Nie mówiła nikomu, że czasem czytała cudze listy. Rozśmieszały ją błędy ortograficzne innych. Oczywiście nie odważyła się czytać kogoś ze znajomych. Tylko tych, których znała z widzenia, albo w ogóle. Najczęściej pierwszoklasistów, bo oni nie zauważali, że list został już otwarty. Panna Granger jednak nie była taka święta. :D Kolejna sowa wleciała przez otwarte okno, tylko, że nie miała zwykłego listu, czy paczki. Koperta była czarna. Dziewczyna przypomniała sobie, że czytała kiedyś, że sowy z czarnymi kopertami mają pierwszeństwo, są najważniejsze i bardzo szybko musza trafić do odbiorcy. Czarna koperta oznacza polecenie lub ostrzeżenie z ministerstwa. Hemriona wstała i przyjrzała się dokładniej. List był nadesłany z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, najprawdopodobniej z Biura Bezpieczeństwa - poznała po pieczęci. Zastanawiała się o co może chodzić. Czy to ma związek z tajemniczym potomkiem? Czy ministerstwo chcę ostrzec przed czymś Hogwart? Dowiedziałaby się, gdyby otworzyła, ale... Nie. Nie może. To do dyrektora Dumbledora, a on by poznał, że koperta była otwarta. A co jeśli szkoła zostanie zaatakowana? Dopiero teraz zaczęła zastanawiać się nad tym na serio. A może wziąć Harry'ego, Cho, Rona, Ginny, Freda i wyjechać? Dobra... powiedzmy sobie szczerze - najpierw pomyślała o Fredzie. Co było dziwne, bo przecież bardziej przyjaźniła się z Harry'm i Cho...
Jednak na prawdę zaczęła się bać. Nie miała przecież najmniejszego zamiaru walczyć z tym całym... potomkiem i jego ojcem. Chociaż, przecież to był niemowlak? Więc czego miała się bać. Nie stanowi zagrożenia, a przynajmniej na razie. Hermiona nie mogła nic więcej zrobić, dlatego wróciła do dormitorium. Uczniowie nie mieli za bardzo co robić, teraz, kiedy prawie wszystko było zabronione. W pokoju w spólnym nie było nikogo. W kominku płonął ogień, dziewczyna usiadła na kanapie i wpatrzona w tańczące płomyki, nie zauważyła, jak ktoś cichutko wszedł do pomieszczenia. Granger usłyszała skrzypnięcie podłogi i szybko odwróciła się. Za nią, na jednej nodze stał Fred.
- Hej... - powiedział, stając normalnie.
- Hej... Co robisz? - zapytała. Chłopak podszedł do niej i  usiadł na kanapie.
- Mogę? - zapytał.
- Jasne... siadaj.
- Pusto tu - zauważył.
- No moje gratulacje!!! Jak na to wpadłeś? - zażartowała. - Co tu robisz?
- Wracam z... nieważne. A ty? Nie powinnaś już spać?
- Nie jestem małym dzieckiem!
- No... - droczył się.
- Fred! - Hermionie było przykro, że on widzi ją tylko jako małe dziecko, które ma same szóstki. - To raczej ty powinieneś iść spać.
- Ja? A niby dlaczego? Ja jestem w świetnej formie...
- Piłeś... - powiedziała.
- Co? Uspokój się dziewczynko.
- Przecież czuję. Czyś ty upadł na głowę? Jakby cię jakiś nauczyciel zobaczył...
- To co? Wyrzuciłby mnie ze szkoły? No nie wiem...
- Fred!
- No co? Czego ty chcesz, nie jesteś moją matką. - Hermiona nic nie powiedziała, tylko zmrużyła ze wściekłością oczy i gwałtownie wstała.
- Wiesz co? Wal się! - już chciała się obrócić i sobie iść, ale on złapał ją za rękę.
- No poczekaj no... usiądź. Przepraszam. - Dziewczyna trochę się uspokoiła i usiadła, bo wcale nie chciała odchodzić.
- Skąd to wziąłeś? - zapytała.
- Nie gadaj o tym.
- Ty jesteś pijany? Niby o czym mam teraz gadać?!
- O nas... - Fred zamilkł, a jej zrobiło się gorąco. Czuła jak na jej policzkach pojawia się rumieniec. Patrzył jej w oczy, jakby to była najnormalniejsza w świecie rzecz. A ona nie wiedziała co ma robić. O mój Boże! On powiedział "O nas.". Nas??? On chce gadać o nas?
- Czekaj... co? - zapytała nie dowierzając.
- No wiesz... O nas, czyli o szkole. O uczniach. Co z nami będzie. - Hermiona się rozczarowała. Już miała nadzieję, że Fred ma na myśli siebie i ją... a tu dupa... :(
- A. - powiedziała beznamiętnie. - No więc co z tym? - Chyba to zauważył.
- Hermiona? - zapytał.
- Tak?
- Co myślisz... o mnie? W sensie... jaki jestem?
- No... - nie wiedziała co ma powiedzieć. Kompletnie już go nie czaiła. Znowu poczuła jak jej policzki się rumienią. - No jesteś moim przyjacielem i...
- Ale chodzi mi o coś innego - przerwał jej.
- To znaczy?
- Co myślisz o mnie jako o chłopaku. - Dziewczyna zaśmiała się, myśląc, że to jakiś żart, ale on miał bardzo poważną minę.
- Ale... po co pytasz?
- Chcę wiedzieć.
- Na ja nie wiem...
- Odpowiedz mi - przerwał. Atmosfera zmieniła się... Dziewczyna zauważyła, że Fred jest bardzo blisko niej. Przestraszyła się, ale także ucieszyła. Nie wiedziała co robić, jak się zachowywać.
- No wiesz... Jesteś... - patrzył jej prosto w oczy. Dziewczyna ciągle uciekała gdzieś wzrokiem, oczywiście, że chciała na niego spojrzeć, bo gdy patrzyła w te jego śliczne, słodkie, błyszczące ślepka, to czuła się bezpiecznie, niesamowicie... ale bała się, że on w jej oczach zobaczy to, co tak bardzo chciała ukryć. Bała się, że zobaczy w jej oczach miłość tak wielką, że... Miłość? Hermiona Granger właśnie o tym pomyślała. Właśnie przyznała się, że kocha Freda Weasley'a. Teraz już kompletnie ogłupiała, bo zdała sobie sprawę z tego, że go tak bardzo kocha i właśnie siedzi tutaj, obok niego, tak blisko... twarzą w twarz, sam na sam, a on ją pyta o... właściwie o co? Co on powiedział? O co zapytał? O kurcze! Przecież on właśnie coś mówił. Skup się Hemriona, skup!
- ... to ok, ale wiesz, że ja... No dobra powiem ci to wprost. Jest taka dziewczyna... I nie wiem, czy ona jest we mnie zakochana, ale ja jestem w niej zakochany... I dlatego chciałbym cię o to zapytać.
- Co? - zdziwiła się. Serce zaczęło jej szybciej bić, a ręce zaczęły drżeć, dlatego zacisnęła je w pięść i schowała za siebie.
- No chciałbym cię zapytać czy ty wiesz, jakie dziewczyny dają znaki, gdy się w kimś zakochują.
- A może mi powiesz kto to jest?
- No nie wiem...
- Nie bój się. Nie będę się śmiać. Przecież wiesz... Jestem twoją przyjaciółką i nie musisz się bać, będę cię wspierać. Nieważne co postanowisz - uśmiechnęła się niepewnie.
          


- No... nie wiem...
- Hej, no mów.
- Jest z mojej klasy i nazywa się... - w tej chwili jej życie legło w gruzach. Nie chodziło o nią. Zresztą czego się spodziewała, przecież ona jest tylko zwykłą, małą kujonką. Jak mogła pomyśleć, że ktoś taki jak on zakocha się w kimś takim, jak ona. On jest słodki, miły i w ogóle, a ona... Chciało jej się płakać, ale przecież nie mogła... - więc co myślisz? 
- Co... co? Wybacz. Powiesz jeszcze raz?
- No więc... Ma na imię Amber. Kojarzysz, prawda? - Oczywiście! Jak mogła nie kojarzyć! Przecież to klasowa piękność. Idealna cera, włosy, oczy...



Nie miała z nią najmniejszych szans. Teraz na prawdę zachciało jej się płakać i to jak... Nie mogła wytrzymać. Zamknęła oczy. Czuła jak ogarnia ją zimno. Jakby wpadała w przepaść. Wiedziała, że on czeka na odpowiedź, ale nie mogła wydusić z siebie choćby najmniejszego dźwięku. Zobaczy, że płacze... Wszystko się wyda. Hermiona weź się w garść! Krzyczało coś w środku i to ją trochę uspokoiło. Pociągnęła nosem i spojrzała na niego.
- Więc... - zaczęła z trudem. - Wydaje mi się, że ona też cię lubi... Kiedyś słyszałam, że mówiła o tobie. - Mogła powiedzieć, że nie jest dla niego, że on nie ma u niej szans, ale naprawdę kiedyś słyszała jak Amber mówiła, że jest słodki. Nie chciała kłamać. I tak będą razem, po co komplikować?
- Na prawdę? - zapytał. 
- Tak... - odwróciła głowę, a po jej policzku spłynęła łza, którą szybko otarła. - Na pewno... 
- Dziękuję ci... - złapał ją na podbródek i spojrzał jej w oczy. Był pijany i nie za bardzo wiedział co się dzieje, nie widział, że prawie płacze. Nachylił się i delikatnie pocałował ją w policzek. Jego usta były miękkie... Dziewczynie zrobiło się jeszcze gorzej na myśl, że tak właśnie codziennie Fred będzie całował swoją przyszłą dziewczynę. A może nie będzie pamiętał? Nie... nie jest aż tak pijany... Jutro prawdopodobnie zobaczy ich razem. Chłopak wstał. - Dobranoc... - pożegnał się i poszedł do pokoju. Została sama. Nie chciała z nikim rozmawiać, ani nikogo widzieć. Teraz po jej policzkach spływały wielkie łzy. Usłyszała, że ktoś wchodzi do wspólnego pokoju. Harry, Ron, Nevile i jacyś chłopacy radośnie wparowali do pomieszczenia. Na początku nie dostrzegli jej. Dziewczyna szybko wstała ocierając łzy, ominęła ich i wyszła na korytarz. Nie wiedziała do kąt biegnie, ale chciała znaleźć się jak najdalej od nich. Od kogokolwiek. Biegła przez korytarz ocierając łzy. Nagle całym ciałem na coś wpadła. 

~ o ~




Korytarz był pusty, Chłopak szedł nie wiedząc do kąt, ale chciał być sam. Po prostu... Lubił samotność i... bał się... To wszytko go przerastało. Nie chciał tego, ale ojciec go zmusił. Tak jak do wszystkiego. Chciał skończyć 18 lat, żeby się wyprowadzić, usamodzielnić, ale to i tak nic nie da. Znajdą go. Już teraz mają pretensje, tak jak o wszystko. Tak bardzo chciałby być normalnym uczniem. Nie musieć nic robić... Być wolnym. Ale niestety. Groziła mu śmierć, a inni nie rozumieli tego, że on jest dobry, ale musi to robić. Musi zabijać i wykonywać polecenia, inaczej zginie. Może byłoby inaczej gdyby im powiedział. Ale po co? Nie potrzebował litości. Chciał tylko zostać sam... Myślał o tym, aby skończyć z tym, uciec, albo po prostu... się zabić. Nagle usłyszał za sobą kroki. Ktoś biegł, odwrócił się i wtedy ktoś się na niego rzucił.


~ o ~

Dziewczyna otworzyła oczy i ujrzała przed sobą Malfoy'a Draco. 
- Przepraszam... - powiedziała. Patrzył jej w oczy. Chciała iść, albo chociaż się odsunąć, ale nie mogła, coś ją sparaliżowało.
- Coś nie tak? - Zapytał. Mówił łagodnie. 
- Dlaczego?
- No... płaczesz... - zauważył. 
- A... - szybko otarła łzy rękawem. - To nic... - Nadal patrzył jej w oczy. 
- Chcesz pogadać? - zapytał.
- Z tobą? Nie dzięki. - Wyminęła go. 
- Dlaczego taka jesteś? - krzyknął za nią. Odwróciła się.
- Jaka?
- Wredna... Nie lubisz mnie.
- A co myślałeś? Że będę Cię wielbić? Po tym co nam zrobiłeś? Jesteś naszym wrogiem!
- Dlaczego? O co ci chodzi?
- O Harry'ego! Ty i ten twój tatuś nienawidzicie nas wszystkich! Ja jestem dla ciebie szlamą, a gryfoni to nic niewarte szmaty! Zastanów się nad tym co robisz! Chcieliście wyrzucić Hagrida  z Hogwartu! Chcieliście wyrzucić Dumbledora! Zadajesz się z Voldemortem! Ty jesteś śmierciożercą! Myślisz, że nie wiem? I szczerze? Nie mam pojęcia co jeszcze robisz w tej szkole i dlaczego dyrektor cię nie wyrzucił, ale nawet nie chcę wiedzieć, a wiesz dlaczego? Bo nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! Ani z tobą, ani z twoim ojcem, ani z całym Slytherinem!  Więc łaskawie nie udawaj, że jesteś dobry, bo wszyscy wiemy, że najchętniej byś nas pozabijał! I odczep się ode mnie!
- Nie wiesz jak to jest... - powiedział bardzo cicho i spuścił głowę. - Nic o mnie nie wiesz...
- I wcale nie chcę wiedzieć! - krzyknęła, po czym odwróciła się napięcie i szybkim krokiem ruszyła jak najdalej. 
- Bo ty myślisz, że ja tego chcę! - krzyknął. - Że ja mam jakiś wybór! Rozczaruję cię! Ja wcale się na to nie zapisywałem! - ku jego zdziwieniu odwróciła się i podeszła do niego. 
- Więc dlaczego jesteś śmierciożercą? Dlaczego wykonujesz rozkazy sam wiesz kogo? Dlaczego słuchasz ojca? Dlaczego ZABIJASZ z zimną krwią niewinnych?
- Bo inaczej sam bym zginął. Nie rozumiesz?
- Aha, czyli mi jeszcze powiesz, że wszyscy cię zmuszają?! O jak mi przykro... biedny chłopiec... Przestań z siebie robić idioty! Malfoy! Masz wybór i dokonałeś go!
- Nie masz pojęcia... Oni mnie... - zaciął się.
- No co?!
- Torturują! Oni mnie torturują! - ściszył głos i spuścił głowę... - Ja tego nie chciałem... przykro mi...
- Co? Co ty mówisz? Kto cię torturuje? - Nie wiedziała czy mu wierzyć, czy nie, ale jeśli to prawda... Jeśli on na prawdę nie chce słuchać Voldemorta, ale musi?
- Nieważne... Nie powinnaś tego usłyszeć. Nic nie powinnaś usłyszeć. Idź już.
- Malfoy... Odpowiedz mi. Czy oni cię torturują? - spojrzał na nią. Ona już wiedziała. Jego oczy nie mogły kłamać. Zobaczyła całą prawdę... Ten ból... czuła jak ją przeszywa.
- O Mój Boże... Draco ja... ja nie...
- Powinnaś już iść - powiedział stanowczo. 
- Ale...
- Idź! I zapomnij o tym. Nie mów... im... po prostu. Zapomnij. - Chłopak odszedł. Hermiona chciała za nim pobiec, ale... nie mogła się ruszyć. Była zszokowana. W jego oczach zobaczyła straszny ból, rozpacz. To wszystko zmieniało. Jeżeli oni go torturowali... Przecież nie mogła tego tak zostawić... ale co miała zrobić? Prawda była taka, że nic nie mogła. On się nigdy nie przyzna... Pozostało jej tylko milczeć...
Tej nocy nie mogła zasnąć. Myślała na przemian o Fredzie i o Malfoy'u. W obydwóch przypadkach nie mogła zrobić nic... Ale wiedziała, że musi. 



"Cza­sem nie pot­ra­fię wprost mówić o 
swoich cier­pieniach. Wte­dy roz­paczli­wie, 
niemym krzy­kiem wołam o po­moc. 
Ale na­wet mój anioł jest wie­cznie 
zbyt zajęty sobą, by to zauważyć..."

Przepraszam was, że tak długo czekaliście, ale przez weekend nie było mnie w domu i nie miałam jak pisać. Jeżeli chodzi o wybory, to... nie wygrałam, ale...
ZOSTAŁAM ZASTĘPCĄ PRZEWODNICZĄCEJ :D
Ale i tak wszyscy wiedzieli, że wygra ta najstarsza z najstarszej klasy :P No cóż... :D I tak jest ok. Więc mam nadzieję, że rozdział się podobał i jeśli tak to komentujcie, a jeśli nie... to i tak KOMENTUJCIE!!! Ja czekam <3 

sobota, 27 września 2014

Rozdział 14: "Saitan"

Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w sprawie Samorządu Szkolnego :D Było... ok. Przedstawiliśmy się pierwszoklasistą i myślę, że niektórzy na mnie zagłosują :) Wybory i wyniki we wtorek, trzymajcie kciuki :) A teraz zapraszam w dół...

"Ty jesteś ten, który
narodził, się, by zginąć..."

Hermiona trzymała Harry'ego za ramiona. W powietrzu czuć było niebezpieczeństwo, a w oczach uczniów było widać panikę. Nauczyciele nawet nie próbowali uch uspokajać, bo sami za bardzo byli przerażeni. W końcu na środku placu zjawił się dyrektor.
- Proszę wszystkich o uwagę! - krzyknął. - Dzisiaj lekcje zostają odwołane. Proszę udać się do dormitorium i nie wychodzić...
- Profesorze! - krzyknęła jakaś uczennica. - Czy... czy nam coś grozi?
Dumbledore spojrzał na nią. Przez chwilę się nie odzywał.
- Nic wam się nie stanie, dopóki jesteście pod moją opieką.

~ o ~

- Ahhh... Nareszcie... - Voldemort powoli zbliżał się do kamiennej rzeźby, która ręce miała ułożone w kołysce. W tych właśnie rękach... łapach leżało owinięte niemowlę. 


Czarny pan powili wziął je i rozejrzał się. Za nim stali jego słudzy. Odwrócił się gwałtownie w ich stronę.
- Kłaniać się! - wrzasnął. 


Wszyscy upadli na kolana, a on wybuchł śmiechem. Po chwili się uspokoił. Teraz trzymał dziecko w jedne ręce, a drugą zaciskał na swojej czarnej różdżce. Przejechał po nich wzrokiem i wycelował w jednego z poddanych.
- Avada Kedavra! 


Śmierciożerca padł martwy na ziemię.
- Glizdogonie... - powiedział, na co ten podszedł do trupa i przeciął mu gardło. Jego krew spływała do złotego kielicha. Gdy się napełnił, Glizdogon podał go swojemu panu. 
- Nadszedł czas... Bello! - kobieta powoli wstała i spojrzała na niego. - Mogłabyś? - Podał jej dziecko.
- Oczywiście panie... - ukłoniła się i wzięła je. Voldemort natomiast postawił naczynie na kamiennym stole, na którym stał niewielki kociołek i coś zawiniętego w chusty. Wziął złoty sztylet i przyłożył do dłoni. Zacisnął na nim pięść i zdecydowanym ruchem pociągnął. Otworzył zaciśniętą dłoń, z której strumieniem leciała krew. Ułożył rękę nad kielichem tak, aby spływała do niego krew. - Glizdogonie! Podejdź! - rozkazał. Służący posłusznie zbliżył się. - Podaj rękę. 
- Ale panie...
- Czyżbyś odmawiał? - spiorunował go wzrokiem. Służący spuścił głowę i podał mu dłoń. Złoty sztylet zabłysnął w powietrzu i jednym silnym ruchem odciął mu rękę, która trafiła do kociołka. Glizdogon zawył z bólu i skulił się. 
- Kości, które dadzą ci siłę... - powiedział biorąc coś zawiniętego w chusty. Odsłonił to i wrzucił do kotła. Były to jakieś bardzo stare kości. - I krew twego ojca, która uczyni cię potężnym. - Podniósł kielich i wylał jego zawartość do naczynia. - Oraz krew sługi, abyś był niepokonany... - Voldemort wziął od Bellatrix dziecko i powoli zanurzył je w przygotowanym wywarze. - Ha... Ty jesteś ten, który powstał by umrzeć. Tyś ten, który narodził się, by zgładzić. Ty jesteś, którego będą słuchać żyjący i nieżyjący. Ty jesteś nowym początkiem i końcem. Nadaję ci imię Saitan! Narodziłeś się po to, aby panować i niszczyć. - Wyjął niemowlę, które było mokre. Wydawało się teraz trochę większe. Położył je na kamiennym stole. Wyjął różdżkę i wycelował w niego. - Berlifus! - Czarny pan właśnie wypowiedział stworzone przez siebie zaklęcie na przyśpieszenie procesów życiowych. W tej chwili usłyszeli głośny grzmot błyskawicy. W powietrzu unosiły się kawałki czarnego materiału, które zaczęły wirował wokół niemowlaka. Łączyły się ze sobą i zwiększały. Wszystko to utworzyło czarną postać, która teraz stanęła na ziemi. Po chwili wszystko opadło tworząc czarną szatę na ramionach młodego chłopaka. Młodzieniec miał czarne włosy i blada cerę.... Podniósł głowę i spojrzał na Voldemorta. Powoli otworzył usta...
- Witaj ojcze...

"I Ciebie będą 
kojarzyć wszyscy.
I ciebie będą się bać...
I Ciebie będą czcić."

Sorki, że krótki, ale myślę, że niezwykły i dużo wnoszący i zmieniający postać rzeczy :D Ja piszę już kolejny rozdział i zapraszam do komentowania i głosowania :P ludźki moje kochane komentować mi tu proszę, bo to jest fajne czytać komentarze! uwielbiam to robić i się smucę, że pod każdym kolejnym rozdziałem jest coraz mniej, bo ja chciałabym, aby było jak najwięcej nas :D Nie ważne, czy anonim, czy nwm... Bolek i Lolek xd Ważne, że jesteście i że kochacie i że czytacie :*