sobota, 27 września 2014

Rozdział 14: "Saitan"

Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w sprawie Samorządu Szkolnego :D Było... ok. Przedstawiliśmy się pierwszoklasistą i myślę, że niektórzy na mnie zagłosują :) Wybory i wyniki we wtorek, trzymajcie kciuki :) A teraz zapraszam w dół...

"Ty jesteś ten, który
narodził, się, by zginąć..."

Hermiona trzymała Harry'ego za ramiona. W powietrzu czuć było niebezpieczeństwo, a w oczach uczniów było widać panikę. Nauczyciele nawet nie próbowali uch uspokajać, bo sami za bardzo byli przerażeni. W końcu na środku placu zjawił się dyrektor.
- Proszę wszystkich o uwagę! - krzyknął. - Dzisiaj lekcje zostają odwołane. Proszę udać się do dormitorium i nie wychodzić...
- Profesorze! - krzyknęła jakaś uczennica. - Czy... czy nam coś grozi?
Dumbledore spojrzał na nią. Przez chwilę się nie odzywał.
- Nic wam się nie stanie, dopóki jesteście pod moją opieką.

~ o ~

- Ahhh... Nareszcie... - Voldemort powoli zbliżał się do kamiennej rzeźby, która ręce miała ułożone w kołysce. W tych właśnie rękach... łapach leżało owinięte niemowlę. 


Czarny pan powili wziął je i rozejrzał się. Za nim stali jego słudzy. Odwrócił się gwałtownie w ich stronę.
- Kłaniać się! - wrzasnął. 


Wszyscy upadli na kolana, a on wybuchł śmiechem. Po chwili się uspokoił. Teraz trzymał dziecko w jedne ręce, a drugą zaciskał na swojej czarnej różdżce. Przejechał po nich wzrokiem i wycelował w jednego z poddanych.
- Avada Kedavra! 


Śmierciożerca padł martwy na ziemię.
- Glizdogonie... - powiedział, na co ten podszedł do trupa i przeciął mu gardło. Jego krew spływała do złotego kielicha. Gdy się napełnił, Glizdogon podał go swojemu panu. 
- Nadszedł czas... Bello! - kobieta powoli wstała i spojrzała na niego. - Mogłabyś? - Podał jej dziecko.
- Oczywiście panie... - ukłoniła się i wzięła je. Voldemort natomiast postawił naczynie na kamiennym stole, na którym stał niewielki kociołek i coś zawiniętego w chusty. Wziął złoty sztylet i przyłożył do dłoni. Zacisnął na nim pięść i zdecydowanym ruchem pociągnął. Otworzył zaciśniętą dłoń, z której strumieniem leciała krew. Ułożył rękę nad kielichem tak, aby spływała do niego krew. - Glizdogonie! Podejdź! - rozkazał. Służący posłusznie zbliżył się. - Podaj rękę. 
- Ale panie...
- Czyżbyś odmawiał? - spiorunował go wzrokiem. Służący spuścił głowę i podał mu dłoń. Złoty sztylet zabłysnął w powietrzu i jednym silnym ruchem odciął mu rękę, która trafiła do kociołka. Glizdogon zawył z bólu i skulił się. 
- Kości, które dadzą ci siłę... - powiedział biorąc coś zawiniętego w chusty. Odsłonił to i wrzucił do kotła. Były to jakieś bardzo stare kości. - I krew twego ojca, która uczyni cię potężnym. - Podniósł kielich i wylał jego zawartość do naczynia. - Oraz krew sługi, abyś był niepokonany... - Voldemort wziął od Bellatrix dziecko i powoli zanurzył je w przygotowanym wywarze. - Ha... Ty jesteś ten, który powstał by umrzeć. Tyś ten, który narodził się, by zgładzić. Ty jesteś, którego będą słuchać żyjący i nieżyjący. Ty jesteś nowym początkiem i końcem. Nadaję ci imię Saitan! Narodziłeś się po to, aby panować i niszczyć. - Wyjął niemowlę, które było mokre. Wydawało się teraz trochę większe. Położył je na kamiennym stole. Wyjął różdżkę i wycelował w niego. - Berlifus! - Czarny pan właśnie wypowiedział stworzone przez siebie zaklęcie na przyśpieszenie procesów życiowych. W tej chwili usłyszeli głośny grzmot błyskawicy. W powietrzu unosiły się kawałki czarnego materiału, które zaczęły wirował wokół niemowlaka. Łączyły się ze sobą i zwiększały. Wszystko to utworzyło czarną postać, która teraz stanęła na ziemi. Po chwili wszystko opadło tworząc czarną szatę na ramionach młodego chłopaka. Młodzieniec miał czarne włosy i blada cerę.... Podniósł głowę i spojrzał na Voldemorta. Powoli otworzył usta...
- Witaj ojcze...

"I Ciebie będą 
kojarzyć wszyscy.
I ciebie będą się bać...
I Ciebie będą czcić."

Sorki, że krótki, ale myślę, że niezwykły i dużo wnoszący i zmieniający postać rzeczy :D Ja piszę już kolejny rozdział i zapraszam do komentowania i głosowania :P ludźki moje kochane komentować mi tu proszę, bo to jest fajne czytać komentarze! uwielbiam to robić i się smucę, że pod każdym kolejnym rozdziałem jest coraz mniej, bo ja chciałabym, aby było jak najwięcej nas :D Nie ważne, czy anonim, czy nwm... Bolek i Lolek xd Ważne, że jesteście i że kochacie i że czytacie :* 


środa, 24 września 2014

POMOCY!!!

Hejka mam do was ogrooomną prośbę. Chodzi o to, że startuję na Przewodniczącą Samorządu Szkolnego i na jutro KONIECZNIE NA JUTRO muszę mieć plan, co zmienić w szkole, albo jakieś pomysły co wprowadzić... Mam ich już trochę, ale uważam, że nie są wystarczająco dobre :( Chodzi głównie o to, żeby przekonać do siebie pierwszaków, bo reszta mnie już zna :) Co chciałybyście zmienić w Waszej szkole? Pliss napiszcie mi, tylko byle dziś :( Jutro już będzie za późno, bo jutro to mamy przedstawić a w piątek wybory. Boję się, tym bardziej, że mam dobre rywalki :( Jak myślicie to może być?

Poczta walentynkowa, 
szczęśliwy, podwójny numerek,
więcej dyskotek,
redagowanie szkolnej gazetki,
dopilnowałabym, aby w toaletach były lustra,
skrzynka na skargi, uwagi, pomysły,
myśl na dziś (cytat na dziś),
galeria autorska (wystawa rysunków, lub zdjęć)
zajęcia w terenie,
zbiórki na cele charytatywne,
festyn szkolny,
STOP z prześladowaniem zadaniami domowymi na weekend,
konkurs na najfajniejszą klasę,
konkurs na godło i piosenkę klasy,

No i to na razie na tyle :( Wydaje mi się, że moje rywalki mają o wiele lepsze... :( POMOCY! Napiszcie mi co jeszcze mogłabym zrobić, bardzo mi na tym zależy :) Wierzę w was! Help me!

Przepraszam, że nie na temat Fredmione, ale no cóż :( A tak a propos to w piątek zacznę pisać kolejny rozdział... W sobotę mnie nie ma, bo idziemy z klasą na "wycieczkę", ale jak wrócę to też zacznę pisać :) więc będzie najprawdopodobniej w piątek, albo w sobotę :) !~!~!

poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział 13 "Zło zła"

"I przychodzi taki czas,
kiedy siadasz i mówisz:
I tak jest źle... I tak jest niedobrze...
I tak nie będzie lepiej..."


Dziewczyna wzięła gazetę w ręce i zaczęła czytać na głos.
- Przerażająca broń Czarnego Pana wreszcie odkryta. Ministerstwo wyciągnęło od śmierciożerców informacje, że Czarny Pan spodziewa się potomka! - spojrzała na Freda i znów na gazetę. - Z tego, co powiedzieli jego słudzy, to syn, który będzie potężniejszy od swego ojca. Podobno zostało już niewiele czasu do narodzin! Informacje są jak najbardziej prawdziwe, bo zostały uzyskane dzięki eliksirowi prawdy. Jeżeli dojdzie do narodzin zła wcielonego, czeka nas zagłada. I nawet wybraniec nie będzie nam w stanie pomóc. Ministerstwo staje na głowie, aby odnaleźć matkę i ją zabić... Za nim już będzie za późno. Choć jak twierdzą śmierciożercy dziecko narodzi się tak samo jak ich pan! Data narodzin nie jest do końca znana, ale ma to nastąpić już za kilka dni. Czy to nasz koniec? - dziewczyna skończyła czytać i spojrzała na rudzielca. - Co?!?!? To niemożliwe... ale... - chłopak nic nie mówił, nie wiedział co. Ona też. - Czy oni wiedzą?
- Chyba nie. Poczta przyszła niedawno. Gdy szliśmy przez kamienny most, widziałem odlatujące sowy. Pewnie skrzaty poroznosiły paczki do pokoi. Czasem tak robią...
- Skrytka Bellatrix! Czy nie uważasz, że to ma z tym związek? Może to właśnie tam... to się stanie?
- Co? Hermiono musimy czekać, aż skończy się mecz. Zobaczymy co na to Dumbledore.
Dziewczyna i chłopak przez cały czas myśleli nad tym, czego się dowiedzieli. Nie umieli teraz zająć się innymi rzeczami. Voldemort był najgorszym stworzeniem jakie znali, a teraz? Ma być coś jeszcze gorszego? Po dwóch godzinach drzwi do pokoju się otworzyły.
- Fred! Hermi! Co tu robicie? - zapytał zdziwiony Neville. - Wygraliśmy mecz!
- Neville? Czy wszyscy już wrócili? - zapytali szybko wstając.
- No nie wiem... ale... - Fred i Granger wyminęli go i wybiegli z pokoju, a on spojrzał na gazetę leżącą na podłodze. Podniósł ją i przeczytał otwartą stronę. - O HOLIPKA!!!

~ o ~

Siedział w fotelu i głaskał swojego węża, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. 
- Wejść - powiedział nie przerywając. Do pomieszczenia wszedł mały, karłowaty mężczyzna, przypominający szczura, bez jednego palca. 
- Panie... - w ręku trzymał gazetę. - Oni już wiedzą... - podsunął mu ją. Voldemort spojrzał i przeczytał nagłówek. 
- Wyjdź! - rozkazał wyrywając mu ją. Glizdogon uchylił się i wycofał. - Nagini... - powiedział spokojnie z uśmiechem. - Zaczyna się... Idź tam i dopilnuj, aby mojemu synowi nic się nie przytrafiło. - Wąż zasyczał i zniknął. 
~ o ~

- Harry! - powiedziała Hermiona patrząc na przyjaciela, trzymającego w rękach gazetę. - No powiedz coś!
- A co mam powiedzieć Hermiona! - w tej chwili do pokoju wszedł dyrektor. 
- Harry! - krzyknął. - Harry tutaj jesteś. - Spojrzał na gazetę. - Czyli już wiesz? Harry nie musisz się niepokoić, tutaj jesteś bezpieczny.
- Panie profesorze... Czy myśli pan, że ministerstwo zapobiegnie temu... - zapytała Granger. 
- Panno Granger wiem, że wszyscy zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby nic wam się nie stało. To mogę wam wszystkim obiecać. A teraz udajcie się wszyscy do wielkiej sali, muszę coś ogłosić. 

Po kilku minutach Harry, Hermiona, Neville, Fred, George, Ginny i Ron byli razem ze wszystkimi uczniami w sali. Dumbledore wszedł na mówinicę i powiedział:
- Dobrze wiecie, dlaczego was tu zebrałem. Pewnie wszyscy już wiedzą, że Czarny Pan ma broń, którą może zniszczyć nas wszystkich. Niestety, ale w tej sytuacji jestem zmuszony zmienić nieco zasady. Po pierwsze nie ma wychodzenia po za mury szkoły! Wszystkie lekcje, które dotychczas odbywały się na świeżym powietrzu, zostają odwołane! Nie będzie już meczy! - na sali dało się słyszeć jęki uczniów. - Bardzo mi przykro, ale takie zasady wprowadziło ministerstwo. Chcę abyście wiedzieli, że cokolwiek się wydarzy... tutaj. W HOGWARCIE, jesteście bezpieczni. Plan lekcji zostanie nieco zmieniony. Od dzisiaj będzie więcej lekcji o zaklęciach. Jeżeli dojdzie do najgorszego... Musicie wiedzieć jak się bronić. To na tyle. Szkoła zostanie objęta wszelkimi środkami obrony. Nie będzie świętowania zwycięstwa... Wieczerza będzie wcześniej niż zwykle. A teraz rozejść się!
Uczniowie zwrócili się w kierunku wyjścia...

~ o ~

Dwa dni później wszystko wydawało by się takie normalne, jak zawsze... Hermiona skupiła się na nauce, próbując nie myśleć o reszcie, chociaż czasem przyłapywała się na tym, że zerkała na Freda. On z kolei, razem z bratem rozkręcali biznes i robili żarty. Ron nawrzeszczał na nich po tym ostatnim ze Severusem. Dostało mu się i to bardzo... Tylko Harry myślał non stop o tajemniczej broni Lorda Voldemorta... no i o Cho. Właśnie siedział na lekcji z profesor Trelawney - wróżbiarstwo. Tym razem to on, a nie Ron zdziwił się, kiedy Hermiona się tam zjawiła. Odpowiadała na pytanie dotyczące wróżenia z  kart. Harry zobaczył jak za oknem zbierają się ciemne chmury. Rozejrzał się po klasie i spostrzegł, że nie tylko on wygląda za okno. Widząc, że prawie wszyscy uczniowie patrzą w jedną stronę, nauczycielka też spojrzała. Wciągnęła gwałtownie powietrze. Każdy kto miał oczy, wiedział, że nie były to zwykłe chmury... W dodatku niebo stawało się bardzo szybko czarne. 






Nauczycielka nie wiedziała co zrobić. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Stała i coś tak jąkała. 
- Dzie... dzieci - mówiła. Kilka osób wstało i powędrowało w kierunku wyjścia, a reszta zrobiła to samo. - Dzieci! Gdzie idziecie! - krzyczała za nimi, a raczej mówiła, bo krzyczeć to ona chyba nie potrafiła. - Proszę wracać do klasy - Ciągnęła, ale nikt jej nie słyszał, dlatego szybko podążyła za nimi. Zatrzymali się na placu głównym, gdzie była już chyba cała szkoła wraz z nauczycielami. Wszyscy patrzyli w górę, na niebo. Dało się słyszeć grzmoty błyskawic. Nagle jedna z nich, wielka, potężna i jasna rozpruła niebo, i nagle pojawił się znak...  Czarnego Pana. 


Harry złapał się za czoło i upadł na kolana. Hermiona szybko do niego podbiegła, ale w tej chwili do jej uszu dobiegł straszliwy dźwięk. Ktoś szeptał, ale było to straszliwy, prawie, że syczący głos. Unosił się jakby nad nimi, w chmurach. Wszyscy go słyszeli. Mówił tylko jedno słowo "Nadchodzi..." po chwili dało się słyszeć płacz dziecka, ale nie taki normalny, słodki, tylko taki, jak ryk jakiegoś dzikiego zwierzęcia... Bestii.

"The worst words are:
 It's too late..."

- Najgorsze słowa to:
Jest już za późno..."

PLIS PLIS PLIS KOMENTUJCIE :) i głosujcie, polecajcie bloga, jak wam się podoba :) żeby było nas jak najwięcej, bo potem możemy zrobić taką fajną akcję, xd ale jak nas będzie dużo to wam powiem :) Chciałabym, abyście kochały mojego bloga i żyły nim, bo ja nim żyję i przepraszam, że czasem jest jeden rozdział gorszy niż poprzedni, ale no... :(( UWIERZCIE, że staram się jak mogę dla was, poświęcam się, dla bloga bo go KOCHAM :) i kocham moje czytelniczki też !!! :D 

sobota, 20 września 2014

Rozdział 12 "Gazetka przylepka"

"Przypadki to 
drobne błędy w
scenariuszu naszego życia..."
- Ja <3 



Był już wieczór. Hermiona odłożyła gazetę na stolik i położyła się. Chciała na tylko chwilkę odpocząć, ale była tak zmęczona, że zasnęła. Gdy się obudziła, poranne promienie słońca muskały jej delikatną skórę. Sobota. Ginny nie było w łóżku, nic dziwnego - przygotowywała się do dzisiejszego meczu. Granger wstała i ubrała się. Zeszła na śniadanie do Wielkiej Sali. Przysiadła się do Harry'ego i Nevill'a. Na przeciwko siedział George, czytając jakąś gazetę.
- Harry jak tam sprawy z... sam wiesz kim... - powiedział. - Znaczy chodzi mi o Cho! - krzyknął, gdy uświadomił sobie, co właśnie powiedział. Odłożył gazetę i spojrzał na niego.
- Nie wydzieraj się tak... - Ron właśnie usiadł obok Nevill'a. - Jak tam Harry? Niedługo mecz. Stresujesz się? Bo ja bardzo... Podobno przyjedzie sam... - dziewczynę nie bardzo ciekawiła ich rozmowa. Bardziej interesowała ją okładka gazety, którą przed chwilą trzymał w ręku George. Wyciągnęła rękę i złapała ją. Rudzielec spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Mogę? - zapytała.
- Jasne. Spodobała ci się co? To najnowszy gadżet z naszego sklepu. Pokazuje tylko te informacje, jakie interesują czytelnika. Zobacz, tu masz na przykład... kosmetyki? Serio Hermiona? Dobra nieważne... a wiesz co jest najlepsze w tej gazecie?
- Co?
- To, że...
- Cześć! - Fred podszedł do nich. Spojrzał na gazetę w ręku Hermiony. - Real Madgick? - zdziwił się widząc okładkę. - Pokaż to - szybkim ruchem złapał ją i tym samym dziewczyna poleciała w tył, nadal trzymając gazetę.
- Ał! Co jest?! - krzyknęła na wpół leżąc, na wpół siedząc na ziemi.
- O... kurde! - powiedział Fred. - George to jest gazetka przylepka???
- No...
- Fred mógłbyś ją puścić? - zdenerwowała się Granger nadal trzymając w rękach gazetę.
- No... nie.
- Co?!
- No bo... - pomógł jej wstać. - Gazetka przylepka ma takie właściwości, że gdy ktoś chce ci ją zabrać, nie może odlepić ręki. Obydwoje...
- Co? Żartujesz sobie? - dziewczyna na marne próbowała puścić gazetę.
- Chciałbym. Stworzyliśmy to po to, żeby nikt w trakcie czytania nie zabrał ci jej.
- No fajnie, ale teraz już nas rozłączcie.
- No... nie wiemy jak... - oznajmił George.
- Jak to nie wiecie? Stworzyliście coś, nie mając... antidotum? czy czegoś? - zapytał Ron.
- No nie.
- No to jakim cudem to sprzedajecie?
- Nie sprzedajemy tego - powiedział Fred. - Mój brat był na tyle głupi, że przyniósł to do szkoły! Chociaż jeszcze nie zaprezentowaliśmy tego. Chcieliśmy to zrobić jakbyśmy zrobili odklejacz.
- No ej, to ty to złapałeś - bronił się brat.
- Ale nie wiedziałem, że ona trzyma gazetkę przylepkę! Zainteresowała mnie okładka.
- To po co wyrywałeś mi ją? - Hermiona spojrzała na niego piorunującym wzrokiem.
- Bo... bo... - nie wiedział co powiedzieć. - Dobra George musimy znaleźć odklejacz. I to jak najszybciej.
- No nie licz na to tak szybko... Za godzinę mecz.
- O cholera! - krzyknął Fred. - Jak ja będę grał?
- Nie będziesz - powiedział George. - Znajdziemy kogoś innego na twoje miejsce.
- CO?
- No... cóż, Hermiono - zwrócił się do dziewczyny. - Jesteś skazana na cały dzień z moim bratem.
- A nie możecie poprosić nauczycieli o pomoc? - zapytała, na co wybuchnęli śmiechem.
- Ty poważna jesteś? - zapytał Fred.
- No co?
- Dobra! - George wstał. - Ron, Harry! Idziemy na trening. A wam życzę powodzenia - uśmiechnął się. - Papa... - chłopak wyszedł z ławki i skierował się w stronę drzwi. Ron i Harry też wstali.
- Współczuję... - powiedział Ron i razem z Harry'm poszli. Fred i Hermiona stali obok siebie trzymając gazetę w rękach.
- No to bosko... - powiedział, na co ona tylko spiorunowała go wzrokiem, nie pierwszy i nie ostatni raz...

~ o ~

Pół godziny później Fred i Hermiona szli przez korytarz trzymając w ręku gazetę. Było prawie pusto, bo wszyscy byli na meczu Quidditcha, który za kilka minut miał się zacząć. Oni niestety odpuścili go sobie. Teraz kłócili się ze sobą co będą robić.
- Idziemy do biblioteki! - mówiła Hermi.
- No chyba nie. Idziemy... gdzieś indziej.
- Niby gdzie?
- Nie wiem, ale na pewno nie do tej... wysysarni...
- Aha? To znaczy?
- Nie wiem. Chodź się przejść.
- No ok... i tak nie mam wyboru, jesteś silniejszy.
- No właśnie, więc chodź.
Dziewczyna i chłopak poszli na kamienny most. Szli powoli i rozmawiali.
- Więc...? Jak tam z... Angeliną? - zapytała nie wiedząc o czym gadać.
- Ah... szkoda gadać. Jest smutna i tyle. Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiła do tego.
- Ile byliście razem? - szczerze to ją w ogóle nie obchodziło.
- Rok i parę miesięcy. Ale nie gadajmy o tym ok? - pokiwała głową. - A jak tam u ciebie?
- Martwię się tą informacją z ministerstwa. Jaką broń może mieć Voldemort?
- Nie mam pojęcia, ale cokolwiek by to nie było poradzimy sobie. Razem.
- Jasne... - uśmiechnęła się lekko. - Jednak mam takie dziwne przeczucie... Boję się.
- Nie masz czego - zatrzymał się i objął ją. Była trochę zdziwiona. Fred uświadomił sobie, że to co zrobił było głupie i szybko się odsunął. Zarumienił się, bo to też było głupie. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić. Stała przed nim patrząc na niego.
- Dobra... Więc? Wiesz może kim mnie zastąpili? - powiedział.
- Nie wiem. Ale wiem, że gra Cho...
- Cho i Harry? Serio? Oni razem na boisku? - zapytał.
- A dlaczego niby nie?
- No bo jak się na siebie zapatrzą, to mogą dostać tłuczkiem. - Ruszyli dalej. - A Irlandia jest silna. Szybka. Zakład, że przegramy?
- No jasne, że tak, bo przecież nie ma ciebie na boisku... - zauważyła, że się zarumienił. Czyżby przez to co powiedziała?
- No a jak inaczej? Haha - roześmiał się, ale zaraz spoważniał. - Harry!!! - krzyknął i  spojrzał na nią. - Dostał od nas to pudełko na urodziny! Jest tam eliksir, który powoduje, że wszystkie magiczne przyrządy tracą swoją moc!
- Serio? - zapytała trochę rozczarowana, bo fajnie tak było z nim chodzić prawie, że trzymając się za rękę. - No to na co jeszcze czekamy?
- Chodź! - pociągnął ją ku zamkowi. Po paru minutach byli w pokoju wspólnym Griffindoru. Zmierzali do pokoju Harry'ego. Otworzyli drzwi i od razu zobaczyli niewielką skrzynkę, która leżała pod łóżkiem. Otworzyli ją i zaczęli czytać napisy na etykietkach.
- Nie ma... - powiedziała dziewczyna.
- Musiał ją gdzieś odłożyć, albo zużyć - Fred wstał. - Jest! - zauważył niewielki flakonik, stojący na komodzie. Podeszli do niego i wzięli go. Chłopak otworzył zawartość i zrobił coś, dzięki czemu oboje mogli puścić gazetę. Tylko Fred był szczęśliwy.
- Co jest? - zapytał.
- Czy dzisiaj rano przyszła nowa poczta? - powiedziała wpatrując się w coś na komodzie.
- Tak, czemu? - patrzył na jej oczy. - Nikt pewnie nie czytał, bo wszyscy poszli na mecz. Czemu Hermi? - spojrzał tam gdzie ona i już widział. Obydwoje patrzyli na najnowszą gazetę, której nagłówek brzmiał: "Tajemnicza broń Czarnego Pana odkryta!"

"A co jeśli
największe zło 
wychowa nowe zło...
które okaże się jeszcze gorsze?"
- Ja

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 11: "Niebezpieczeństwo czuć w powietrzu..."

Macie tu ankietę i proszę zaznaczać ;) ===>>

"Nikt nie może cofnąć się
w czasie i napisać nowego 
początku, ale każdy może
zacząć od nowa i napisać
nowy koniec..."




Fenrir Greyback siedział na podłodze, w pustej, zimnej celi. Milczał. Znów tu trafił, znów wylądował w azkabanie. Zza zaryglowanych drzwi rozległ się dźwięk czyichś kroków. Usłyszał odgłos otwieranej celi. Do pomieszczenia wszedł Broderyk Bode -  pracownik Departamentu Tajemnic. Śmierciożerca nerwowo się wyprostował. Łańcuchy przypięte do jego nadgarstków zaszeleściły. Pan Bode postawił sobie, naprzeciwko Fenrira, małe krzesełko i usiadł na nim.
- Ochrona nie będzie potrzebna. Proszę zamknąć cele - powiedział mężczyzna do kogoś za drzwiami. Rozkaz został wykonany. Zostali sami. - A więc tak... - zaczął. - Nazywam się Broderyk Bode i jestem...
- Niewymownym - mruknął śmierciożerca. Niewymownymi nazywano pracowników Departamentu Tajemnic, ponieważ nikt nie wiedział czym tak naprawdę się zajmowali, a oni sami milczeli.
- Tak... pracuję w Departamencie Tajemnic i jestem tu po to, aby dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy o twoim panie... A ty będziesz ze mną współpracować. - Fenrir uśmiechnął się złowieszczo.
- A jak nie? - podniósł głowę i spojrzał na niego.
- A jak nie, to przeżyjesz bliskie spotkanie z dementorami. Więc mów. Jaki jest plan Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać? Na czym polega?
- Boicie się... - powiedział spokojnie. - Lęk, widzę lęk... - cały czas patrzył na niego z tym przerażającym uśmiechem. - Nic was nie uratuje! Czarny Pan ma broń! Której nikt się nie spodziewał! Zginiecie! - darł się. - Wszyscy! Już jesteście martwi! - Wstał i zaczął się wyrywać, a łańcuchy szeleściły. - Ministerstwo! Oni wszyscy się boją... Jesteście tacy słodcy - teraz zaczął szeptać - i bezradni wobec tego, co nadchodzi...
- Bredzisz. Ministerstwo niczego się nie boi - wstał i zapukał w drzwi, które błyskawicznie się otworzyły. - Koniec wizyty idę sprawdzić co u Amycusa Carrowa (śmierciożerca).
- Tak, tak - powiedział Fenrir. - Idź sprawdź co u niego... - uśmiechał się. - Zaryglujcie okna deskami... Oni nadchodzą... Tym razem zabiorą mnie ze sobą. Nagrodzą za wszystko co zrobiłem.
- Oni? - Broderyk stał przy drzwiach i wpatrywał się w niego. - Jacy oni? - Nie odpowiadał. Uśmiechnął się jeszcze bardziej i usiadł.
- Miejcie na niego oko - powiedział niewymowny. - Ja tu jeszcze wrócę - dodał po czym wyszedł, a za nim zaryglowano drzwi.

~ o ~

10 godzin później...
Hermiona właśnie wychodziła z gabinetu dyrektora. Opowiadał o tym, co zdarzyło się wczoraj w nocy. Teraz szła korytarzem do dormitorium. W jej stronę szedł Draco Malfoy, prawdopodobnie teraz on zmierzał do profesora. Mijając ją, nic nie powiedział. Spojrzeli sobie tylko w oczy i poszli dalej. Dziewczyna stanęła przed obrazem Grubej Damy, wypowiedziała hasło i weszła do środka. Zastała tam Harry'ego a w okół niego wielki tłum. Chłopak czytał proroka codziennego. Nie chciała teraz z nikim rozmawiać, więc bez słowa weszła do swojego pokoju. Na szczęście nikogo nie było. Na stoliku, koło jej łóżka leżała gazeta. Wzięła ją i przeczytała nagłówek. Zmarszczyła brwi i zaczęła gorączkowo przewracać strony w poszukiwaniu tego artykułu. Znalazła. 

"Dzisiaj rano ministerstwo wysłało Broderyka Body'ego z Departamentu Tajemnic do azkabanu, w celu wyciągnięcia informacji na temat Czarnego Pana, od więźniów. Jednego ze śmierciożerców - Fenrira Greybacka - potraktowano eliksirem Veritaserum (eliksir prawdy). Tym oto sposobem dowiedziano się nieprawdopodobnych rzeczy. Jak twierdzi ministerstwo - nie ma czego się bać, ale podobno to, co usłyszał pan Body jest tak ściśle tajne, że wymazali mu pamięć. Świadkowie całego zdarzenia twierdzą, że informacje dotyczą przerażającej broni Czarnego Pana... W tej chwili trwają dyskusje na ten temat. Departament tajemnic został zamknięty razem z pracownikami w środku. Nikt nie może się stamtąd wydostać, ani wejść. Czyżby ministerstwo było przerażone całą sytuacją? Czyżby Czarny Pan nam zagrażał? Czy jesteśmy bezpieczni? Na to pytanie ministerstwo odpowiada:
"Gwarantujemy, że cokolwiek by się działo, zapewnimy najlepszą ochronę wszystkim czarodziejom. Nie mamy się czego obawiać." - mówi sam Kornelusz Knot - dyrektor Departamentu magicznych Katastrof. Ale czy aby na pewno? Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: "Co powiedział przesłuchany śmierciożerca." Jednak wiemy, że jest to coś strasznego, czego nie chce wyjawić ministerstwo. Czy powinniśmy się bać? 
K. F. "

Dziewczyna wpatrywała się w literki... Zastanawiała się czy to zwykłe brednie, czy nie. To wszystko wydawało się troszeczkę straszne. A co jeśli Voldemort na prawdę ma jakąś niebezpieczną broń? Tylko jaką? Czy to ma związek z szafą zniknięć w skrytce Bellatrix? Jedno jest pewne - powinni jak 
najszybciej to sprawdzić. Bo jeśli za parę dni będzie już za późno? A jeśli już jest za późno? ...

"Nie lekceważ przeciwnika
bo pamiętaj, że on też ma
swoją paczkę... która
może okazać się 
silniejsza od Twojej..."

Wiem, że krótki, ale no wiecie... Dobra nie wiecie xd ja też :P Nie wiem kiedy następny. No bo w końcu zaczyna się kolejny tydzień... :( A ja niestety muszę się uczyć. Teraz w sumie też powinnam :D jutro mam kartkówkę z polaka i prawdopodobnie z niemca... I Boże... wf, na którym pewnie będziemy biegać :( Ja nie chcę tam iść! Najchętniej siedziałabym w domu i pisała xd. No ale cóż... Może po południu znajdę chwilkę, to będę mogła pisać. Ale nie wiem czy jutro wyjdzie cały rozdział. Pewnie tak po trochu to dodam dopiero w piątek, ale no nic :) Sprawdzajcie codziennie i komentujcie :) bo to dodaje mi weny :)  

piątek, 12 września 2014

Rozdział 10: "Wybawiciel"

Hej małpeczki takie info :P mam aska więc wbijać skarby XD http://ask.fm/TajemniczaKsiezniczka77
i... :( Jest mi smutno, że coraz mniej komentarzy jest pod spodem :(  czyżby niektórzy już przestali mnie czytać?

,,By zachować szacunek dla samego siebie,
lepiej zniechęcić do siebie ludzi,
postępując zgodnie ze swym sumieniem,
niż zjednywać ich sobie,
 robiąc to, co
uważamy za niewłaściwe."

Hermiona otworzyła oczy. Widziała szary, troszeczkę zamazany sufit. Leżała na ziemi. Przez chwilę zastanawiała się co tutaj robi lecz szybko wszystko jej się przypomniało. Spojrzała na swoją rękę, myślała, że zobaczy tam krew... dużo krwi, ale ku jej zdziwieniu nie było nic... Powoli wstała. Zamrugała kilka razy i rozejrzała się. Nikogo nie było.
- Severus - wyszeptała, przypominając sobie, kto ją uratował. Usłyszała, że ktoś wchodzi po schodach. "A jeśli to śmirciożerca?" - pomyślała i szybko wstała rozglądając się za różdżką. Zobaczyła postać, nie było tam tego wstrętnego potwora, ale nie miała powodów do radości.
- Obudziłaś się już? - Draco Malfoy stał i trzymał nóż w ręce.



Dziewczyna przestraszyła się. Draco jest śmierciożercą! Ale dlaczego miałby jej pomagać? Chciał ją wykończyć sam? A może Severus ją uratował, tylko Malfoy mu coś zrobił? Nieważne, teraz najważniejsze było to, że on miał nóż, a ona była bezbronna. Chłopak patrzył na nią najwyraźniej czekając na odpowiedź. Zrobił jeden krok w jej stronę, a ona automatycznie się cofnęła.
- Hej, hej - powiedział gestykulując rękoma - spokojnie... Jesteś bezpieczna.
- Może mi jeszcze powiesz, że przy tobie? - rzuciła bezmyślnie. Zrobił zdziwioną minę, ale się lekko uśmiechnął. - Gdzie Severus? - zapytała.
- Severus? A niby dlaczego... Go tu nie było.
- Więc kto mnie... - przełknęła ślinę - uratował?
- No... ja. - Nie wiedziała co na to odpowiedzieć. Pomyślałaby, że kłamał, ale rzeczywiście wszystko wskazywało, że to jednak prawda.
- Gdzie moja różdżka? - wyprostowała się. Przedtem była trochę pochylona, gdyby ją zaatakował, miałaby jak zrobić unik. Malfoy wyjął z tylnej kieszeni jej własność. Podał go jej.
- Wszystko w porządku? - spojrzał na jej rękę.
- Co się stało... - miała na myśli swoją ranę. - Czy to... ty?
- Tak. Zaklęcie Volnera Sanantu.
- Dzięki. Jak się tu znalazłeś? - zapytała ciągle nie do końca mu ufając.
- Nie mogłem spać. Usłyszałem kroki i postanowiłem to sprawdzić. Wszedłem tu... Wtedy zobaczyłem śmierciożercę i ciebie. Chciał ci coś zrobić, więc... no wiesz... nie mogłem pozwolić żeby on...
- Wykończył za ciebie taką szlame jak ja? - dokończyła.
- Nie... nie to chciałem powiedzieć. - Pokiwała głową jakby mówiła: "ta... jasne... uważaj bo uwierzę.". - Słuchaj... - podszedł do niej. - Wiem, że mnie nie lubisz, ale naprawdę to JA ci pomogłem, więc... Po prostu usiądź.
- Po co?
- Bo jesteś wykończona.
- A tak właściwie to gdzie on jest.
- Związałem go i ogłuszyłem. Nie uwolni się. - Patrzyli na siebie. Obydwoje nie mieli pojęcia co zrobić, jak się zachować. - Nie powinnaś chodzić sama o tej porze.
- Mówisz tak jakbyś się martwił - zadrwiła. - Milczał.
- Ciesz się, że tu jestem bo gdyby nie ja...
- I co mnie to obchodzi! Myślisz, że jak raz zrobisz coś dobrego, to będziesz święty? Niedobrze mi się robi jak na ciebie patrzę! Więc po prostu zostaw mnie w spokoju! - dziewczyna szybko go minęła i wyszła z pokoju. Schody skrzypiały, gdy po nich schodziła. Ruszyła korytarzem, znalazła wyjście w wierzbie i w końcu znalazła się na świeżym powietrzu, lecz zaraz gdy wyszła, stanęła jak wryta. Kilka metrów przed nią stał wilkołak.


- Słuchaj wiem, że... - za jej plecami pojawił się chłopak. - Co do cholery! - krzyknął, gdy zobaczył zwierze. Złapał Hermione za ramie i przyciągnął do siebie, tym samym oddalając ją trochę od bestii.
- Nie ruszaj się... - szepnęła. - Może sobie pójdzie.
- W cuda wierzysz?! - krzyknął i łapiąc ją za rękę zaczął uciekać. - Szybciej! - pośpieszył ją. Wilkołak był tuż za nimi. O dziwo nie biegł aż tak szybko, najwyraźniej był kulawy. Gdyby tak nie było to prawdopodobnie już by nie żyli. Chłopak i dziewczyna biegli przed siebie przez krzewy i zarośla, potykali się, ale nadal nie zwalniali tępa.
- On nas zabije! Gdzie masz różdżkę! - krzyczała w biegu. Zobaczyła jak chłopak z trudem ją wyjmuje.
- Daleko jest!?
- Nie wiem... Chyba tak!
- Biegnij! - krzyknął i puścił ją. Zatrzymał się, aby dobrze wycelować, niestety Hermiona popełniła błąd mówiąc mu, że wilkołak jest daleko... wielki błąd. Gdy tylko chłopak podniósł rękę ze swoją różdżką, zwierze stało tuż przed nim i rzuciło się na niego. Swoimi pazurami podarło mu koszule. Krzyknął z bólu. Dziewczyna obróciła się. Zobaczyła chłopaka, a na nim bestię. Nie zastanawiając się ruszyła mu na pomoc. Fakt... był to Malfoy, ale nie mogła go tak zostawić. Złapała różdżkę wyrzuconą przez chłopaka i użyła odpowiedniego zaklęcia.
- Conjunctivitis! - krzyknęła, co oślepiło zwierzaka. - Expulso! - wilkołak zaskomlał i poleciał kilka metrów w tył. Granger podbiegła do Draco i klękła. -  Episkey... - chciała uleczyć jego rany, ale nie działało.
- Nie można uleczyć ran zadanych przez magiczne zwierze... - wydusił z siebie chłopak. - Nie różdżką. Idź po kogoś... - z trudem łapał oddech.
- Ale ty...
- Poradzę sobie. Idź!
Hermiona posłuchała. Popędziła najkrótszą drogą do zamku. Po kilku minutach była już na korytarzu i po ciemku biegła do szukając jakiejś żywej duszy, albo chociaż drzwi do dormitorium. Nie zwracała uwagi na krzyczące obrazy. Nagle na coś wpadał, a raczej na kogoś. Przewróciła się razem z tym kimś. Poświeciła różdżką i jej radość nie miała granic.
- Fred! - krzyknęła przytulając się do niego. Chłopak był troszkę zdziwiony. Miał poczochrane włosy i rozpiętą koszule nocną.
- Hermiona? - po chwili wstali. Dziewczyna dyszała po maratonie.
- Fred! Malfoy! On... - nie mogła złapać tchu.
- Jeszcze raz. Po woli. Uspokój się co się stało?
- No bo my... ja... zaatakował nas wilkołak i...
- Co? Wilkołak?
- Wilkołak! Zranił Draco! I on tam leży... i ja...
- Leży? Gdzie?
- Tam... - wskazała ręką. - Chodź - Hermiona znów zaczęła biec. Weasley podążał za nią. Po chwili byli już na miejscu. Wszystko było jak dawniej. Blondyn leżał na trawie, tylko było o wiele więcej krwi.
- Daj różdżkę - rozkazał rudzielec.
- Nie. Próbowałam. Trzeba go zabrać do skrzydła szpitalnego - mimowolnie się rozpłakała.
 Fred podszedł do niego i wziął go na ręce.
- Gdzie wilkołak? - zapytał.
- Jest... - rozejrzała się.
- Wstał... - wyjęczał Draco. - I uciekł.
- Może wrócić - stwierdziła. - Wilkołaki nie odpuszczają tak łatwo. Zwłaszcza, że my to jedyne pożywienie teraz...
- Pożywienie? - przestraszył się najstarszy i przyśpieszył. - Chodź Hermiona. Szybko.
Po paru minutach, które dla nich były wiecznością, znaleźli się w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey krzyknęła tylko:
- Wielkie nieba! Dzieciaki! Co mu się stało?
- Wilkołak - oznajmił Fred. - Ona też potrzebuje opieki.
- Co? - oburzyła się. - Nic mi nie jest... Fred.
- Jasne...
- No już. Koniec dyskusji. Wysyłam zaraz wiadomość do profesora Dumbledore'a i wtedy będziecie się tłumaczyć. A teraz dajcie mi pracować! No już wynocha! - kobieta zasłoniła zasłoną Malfoy'a z oby dwóch stron. Rudzielec i Granger usiedli trochę dalej.
- Jak to się stało? - zapytał.
- Długa historia... Całe szczęście, że ty nie spałeś. Gdyby nie ty...
- No już, już... - przerwał. - Jesteś wykończona. Powinnaś się położyć. Jutro mi wszystko opowiesz.
- Niech ci będzie. A ty idź spać, żeby dyrektor przynajmniej ciebie nie opieprzył.
- Jaja sobie robisz? Nigdzie nie idę. Zostaje tutaj. - Nastała chwila milczenia.
- Wiesz co...? - powiedział.
- Co?
- Ty jesteś bardziej porąbana ode mnie - zażartował.
- Ej... - udała obrażoną.
- Powiesz mi co robiłaś tak późno?
- Nie mogłam zasnąć. - W tej chwili drzwi do sali się otworzyły i wszedł dyrektor. Podszedł do nich.
- Hermiono! Nic ci nie jest? - złapał ją za ramię. Pokręciła głową. Dumbledore spojrzał na Freda i po chwili podszedł do Draco. Rozmawiał z pielęgniarką. Po paru minutach wrócił do Granger.
- Opowiedz mi jak to się stało? - powiedział.
- Ależ dyrektorze! - oburzyła się pani Pomfrey. - Niech dyrektor jej nie męczy, ona powinna odpocząć.
- No dobrze. Fredzie Weasley, ty wracaj do dormitorium...
- Ale...
- Nie myśl, że pozwolę ci tu zostać z panną Granger przez całą noc - rudzielec i gryfonka zarumienili się. - Aha... i na razie nikomu nie mów o tym co się stało.
- Tak jest... - chłopak wstał i odszedł rzucając jeszcze przelotne spojrzenie przyjaciółce.
- Odpoczywaj - powiedział profesor. - Przyjdę jutro i wszystko mi opowiesz. A teraz... zostawiam cię w dobrych rękach - zerknął na kobietę opatrującą ślizgona, na co ona się lekko uśmiechnęła. - Dobranoc.
- Do widzenia - rzuciła Hermi. Westchnęła i ułożyła się wygodniej. Po chwili pogrążyła się w głębokim śnie...

"Są takie wydarzenia, które - 
przeżyte wspólnie - muszą się
zakończyć przyjaźnią..."

- J. K. Rowling Harry Potter
 i Kamień Filozoficzny

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 9: "Jeśli ktoś chcę Cię skrzywdzić, to to zrobi..."

"Nie rzucaj mi kłód pod nogi,
bo nigdy nie wiadomo, czy nie
potknę się o jedną z nich
biegnąc, by ratować ci życie..."


Hermiona najchętniej powiedziałaby: "Hej, czy ty kiedykolwiek myłeś zęby?", ale wtedy zabiłby ją od razu. Mogła jedynie grać na zwłokę i mieć nadzieję, że ktoś ją uratuje...
- Jak wydostałeś się z Azkabanu? - rzuciła. Śmierciożerca patrzył na nią przez chwilę, a potem trochę się odsunął.
- Myślisz, że to było takie proste? Czarny pan ma służących wszędzie! Nawet w Ministerstwie! - spojrzał na mały stoliczek koło okienka. Podszedł do niego powoli. - Powiedz... - wziął z niego srebrny, ładnie wyrzeźbiony nóż i przejechał palcem po jego ostrej stronie. - Jak chcesz zginąć? Dziewczyna przełknęła ślinę. Cały czas wpatrywała się w sztylet. - Ale dlaczego mam tak po prostu cię zabić? Ty przeszkodziłaś mi w unicestwieniu największego wroga mojego Pana! A wiesz, jak Czarny Pan by mnie wynagrodził? - spojrzał na nią. Jego oczy błyszczały... Było w nich widać nienawiść i chęć zemsty. -  A teraz... Zabawimy się trochę. - Szybko do niej podszedł złapał ją mocno, tak, że nie mogła się ruszyć i przyłożył ostrze do gardła. - Czy Harry ma sny z Sama Wiesz Kim? Co mu się śni! Na pewno Ci mówił! - Milczała. Zacisnęła usta i zamknęła oczy. - Odpowiadaj! - Ze wściekłością złapał jej rękę i przejechał nożem po delikatnej skórze.


Dziewczyna krzyknęła z bólu.
- I co?Co teraz powiesz?! - ryknął, ale ona nadal milczała. - Zaraz ci poharatam tą śliczną buźkę! Gadaj czy Harry ma jakiś plan! No już! - po jej policzku zleciała malutka łza, ale nic nie powiedziała. - Nie? No to pogadajmy inaczej! - Czubkiem noża przeciął kawałek jej policzka. Bolało strasznie, ale ona tylko cicho jęknęła.
- Sectumsempra! - krzyknął ktoś i śmierciożerca poleciał w bok, puszczając nóż. Dziewczyna upadła. Myślała, że chyba zemdleje z tego bólu. Obraz miała zamazany przez łzy. Widziała tylko, że ktoś do niej podbiegł...
- Severus... - zdążyła tylko wyszeptać, bo potem zemdlała...

"Nasza przeszłość
nadaje kształt naszej
przyszłości..."

Wiem, wiem króciutki, miał być dłuższy, ale wtedy bym go przez cały tydzień pisała :D A tak to przynajmniej na dobry początek tygodnia macie :P  

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 8: "Jedna chwila może zmienić życie..."

"Ludzie Cię inspirują, 
albo wysysają.
Wybieraj mądrze..."


Pierwsza lekcja Hermiony to wróżbiarstwo. Była tak zaspana, że nie zwróciła uwagi na wróżbę, którą przepowiedziała jej Sybilla Tralawney, w której była mowa o tym, że dziewczynie grozi niebezpieczeństwo. Po skończonej lekcji gryfonka chciała odwiedzić łazienkę, lecz wychodząc zza zakrętu, wpadła na kogoś. Książki, które niosła leżały na podłodze. Dziewczyna podniosła wzrok. Miała nadzieje, że to pewien chłopak, o którym ostatnio często myślała. Niestety myliła się... I to bardzo.
- Uważaj jak chodzisz, Granger - powiedział ze złością ślizgon. Hermiona nie miała nastroju, żeby się z nim kłócić, więc bez słowa schyliła się i zaczęła zbierać podręczniki. Chłopak rozejrzał się niepewnie. Odsunął się, kucnął i złapał jedną książkę. Przyjrzał się okładce. - Miłość, która nie miała ujrzeć światła dziennego - przeczytał na głos. - Czytasz takie coś? - Granger spojrzała na niego zdziwiona. Obydwoje równocześnie wstali. Chłopak jeszcze nigdy nie odezwał się do niej tak łagodnie... normalnie. Gdy zdał sobie z tego sprawę, podał jej książkę i szybko odszedł...

~ o ~

Harry siedział z Ronem na jednym z okien. Rozmawiali o najbliższym meczu Quidditcha, gdy nagle przed nimi wyrosła Ginny.
- Harry! - krzyknęła. - Musisz to zobaczyć! - W ręku miała najnowsze wydanie Proroka codziennego. 
- Pokaż - chłopak złapał gazetę i spojrzał na nagłówek. - Śmierciożerca, Fenrir Greyback ucieka z Azkabanu! - przeczytał. Chłopak podniósł wzrok znad pergaminu. - To niemożliwe! 
- Czytaj to - Weasley'ówna wskazała palcem kawałek tekstu.
- Gdy strażnicy weszli do celi zobaczyli na ścianie wielkie, powtarzające się napisy...
- ZEMSTA - dokończyła dziewczyna. Milczeli, wszyscy trzej. 
- Może nie chodzi o ciebie... - odezwał się Ron.
- Ty naprawdę w to wierzysz? - zapytał go wybraniec. Przyjaciel spuścił wzrok. Ginny chcąc pocieszyć Harrego zbliżyła się do niego i złapała go za ramię.
- Nie martw się Harry... Będzie dobrze. - W tej właśnie chwili koło nich przechodziła Cho Chang i smutnym wzrokiem patrzyła na nich. Chłopak nie zwracając uwagi na Ginny, podbiegł do krukonki. 
- Hej Cho... Jak tam? - zagadał.
- Dobrze... - uśmiechnęła się niepewnie. - Widziałam ogłoszenie w proroku codziennym... Nie wiesz jak się wydostał?
- Nie mam pojęcia...
- Myślisz, że będzie chciał Cię dorwać?
- Nie... Ja to wiem...

~ o ~

Granger siedziała w bibliotece i szukała pewnej książki. Po chwili dostrzegła ją na górnej półce, do której niestety nie sięgała. Bezskutecznie wyciągała po nią łapki. W końcu zrezygnowana wyciągnęła różdżkę. Nagle nad jej głową pojawiła się ręka. Gryfonka odwróciła się i zaraz tego pożałowała. Stała twarzą w twarz ze swoim największym wrogiem - Malfoyem Draco. Chłopak uśmiechnął się i podał jej podręcznik.
- Poradziłabym sobie - oznajmiła nie całkiem szczęśliwa. Wzięła lekturę i odeszła.
- Nie ma za co - krzyknął za nią.
Hermiona była ciekawa czy ślizgona coś ruszyło, bo był... inny. Po prostu milszy. A może miał ku temu powody? Czyżby korki z jakiegoś przedmiotu? Nie... nigdy nie zwróciłby się do niej. A jeśli się zmienił? Nie... Człowiek nie zmienia się od tak. Postanowiła już o tym nie myśleć i skupić się na lekturze, jednak coś ją intrygowało. Przez cały dzień nie widziała Freda... chociaż go szukała. No właśnie! Szukała go, a to nienormalne. Nigdy nie interesowała się tak nim. W ogóle nikim innym się tak nie interesowała. Z zamyślenia wyrwał ją ciepły głos.
- Co robisz? - Granger podniosła wzrok i zobaczyła Draco, który stał przed stolikiem.
- Dobra, czego ty chcesz? - krzyknęła i zaraz tego pożałowała, bo przypomniała sobie gdzie jest. Wszystkie twarze skierowały się na nią. Nie wiedziała co zrobić, tym bardziej, że Draco dosiadł się do niej.
- Zajęte?  - zapytał.
- Nie... - spuściła głowę i udawała, że czyta. Wiedziała jednak, że chłopak parzy się na nią,
- O co ci chodzi? - nie wytrzymała. - Jeżeli przyszedłeś tu po to, żeby mnie obrażać, to wybacz, ale nie...
- Nie chcę... - przerwał jej - cię obrażać. - Patrzyli na siebie. Dziewczyna czekała aż kontynuuje, ale on najwyraźniej nie miał takiego zamiaru.
- Aha - powiedziała i ponownie próbowała skupić się na lekturze.
- Wiesz... Powinnaś już być w sali. Zaraz mamy zajęcia.
- No więc idź - powiedziała. Chłopak chwilkę na nią patrzył, po czym wstał i bez słowa wyszedł.

~ o ~

Uczniowie siedzieli w klasie  i rozmawiali ze sobą czekając na nauczyciela. Tylko Harry był jakiś taki dziwnie cichy, nieobecny. Błądził wzrokiem po podłodze i nie odzywał się do nikogo. Nagle drzwi się otworzyły i do sali wszedł Malfoy. Wszyscy na chwile ucichli. Chłopak zajął miejsce, wyjął książki i pióro. Spuścił wzrok. Nagle rozległ się krzyk. Ron wrzasnął jak oparzony. Z jego kieszeni zaczęły wychodzić pająki. Wstał i szybko zdejmował ubranie.
- Zdejmijcie je! - krzyczał - Weźcie je! - Cała klasa nie mogła wytrzymać ze śmiechu, a chłopak z przerażeniem wchodził w samej bieliźnie na krzesło. W tej chwili do sali wparował Severus Snape.
- Weasley! - wrzasnął. - Ty kretynie! Co ty robisz! - wszyscy ucichli, a Ron miał grobową minę. Błyskawicznie zszedł na dół i stanął na baczność. Nauczyciel podszedł do niego. - Czy ty jesteś na tyle...
- Aaaaa! - chłopak zobaczył jak jeden malutki pajączek wspina się po szacie profesora. Złapał szybko za podręcznik i... szybko tego pożałował. Z całej siły walnął nim w mężczyznę. Ten spojrzał na swoje ubranie, potem na podręcznik i na chłopka. Ron zbladł, jakby wiedział, że właśnie wydał na siebie wyrok, a Severus stawał się coraz bardziej czerwony ze złości. Złapał go za ucho i szarpnął w kierunku drzwi. 
- Minus 100 punktów dla Gryffindoru! - wrzasnął trzymając chłopaka, który z każdym kolejnym krokiem jęczał z bólu. - Gdy wrócę chcę widzieć wypracowanie na 5 stron na temat eliksirów do obony przed czarną magią. - Tu nauczyciel zatrzymał się i spojrzał na Rona. - I módl się, żeby ktoś to napisał za ciebie, bo inaczej...
- Ale to nie możliwe profesorze - oznajmił któryś z uczniów. - Jak mamy przez jedną lekcję napisać pięć stron?
- Przez jedną lekcję? - wysyczał przez zęby. - Ja wrócę tu za parę minut i lepiej żebyś miał to wypracowanie skończone! - krzyknął po czym razem z rudzielcem wyszedł.
- Uuuuu... - odezwał się Neville. - Ron już nie żyje....

~ o ~

Granger siedziała w bibliotece, ale nie czytała książek. Siedziała i myślała o wydarzeniach sprzed paru godzin. Podparła ręką głowę. Przydałby się jej ktoś, kto by ją pocieszył, przytulił, ale nie przyjaciółka... Ona potrzebowała.... Chłopaka. Tak, Hermiona Granger chciała mieć chłopaka. Ale nie było chyba nikogo, kto by się kwalifikował. Ktoś mądry, przystojny, miły, sympatyczny... no może paru było, ale potrzebowała jeszcze kogoś, kto by ją kochał. Czyli wszyscy odpadają. Siedziała tak rozmyślając i nawet nie zauważyła gdy ktoś stanął koło jej stolika. 
- Wszystko ok? - zapytał Harry.
- Co ty tu robisz? Jest lekcja.
- A ty? - nie odpowiedziała. -Już się skończyła. Chyba traciłaś poczucie czasu. Ile tu siedzisz? 
- Nie wiem. Severus się wściekł?
- No co ty. On w ogóle nie zauważył, że cię nie ma. Żałuj że Ciebie nie było. Ron...
- Harry - spojrzała na niego smutnym wzrokiem.
- Ej, co ci jest? - złapał ją za ramię.
- To nic... Idź już. Wiesz? Ja chyba nie pójdę na lekcje. Źle się czuję. Ale ty idź.
- Hermi, wiesz, że cię znam. I ty myślisz, że ja w to uwierzę? - spytał. 
- Lepiej już idź. Harry, naprawdę. Ja po prostu potrzebuję chwilki spokoju.
- Ale co się stało?
- Nic Harry. Tylko głowa mnie troszkę boli. OK? Nic więcej... - chłopak chwilkę na nią patrzył i wyszedł. Została sama. Nie mogła się skupić na czytaniu, dlatego zabrała wszystko i udała się do dormitorium. Przesiedziała tam cały dzień ucząc się. W końcu dziewczyny wróciły z zajęć.
- Hermi! Co ty tu robisz? - zapytała Ginny. - Gdzieś ty była? Harry mi mówił, że źle się czujesz.
- Wiesz...
- Dlaczego nie przyszłaś na lekce? - Luna podeszła do niej i usiadła na krawędzi jej łóżka. Zasypywały ją pytaniami, na które nawet nie zdążyła odpowiadać. Pół godziny później, wszystkie poszły do wielkiej sali na kolację. Hermiona miała dziwne przeczucie, że ktoś ją obserwuje. Nie myliła się... Spojrzała na stół ślizgonów i spostrzegła Draco Malfoya, wpatrującego się uważnie w nią. Niepewnie rozejrzała się wokół, żeby sprawdzić, czy to rzeczywiście ona jest obiektem jego zainteresowania. Gdy ponownie zerknęła na chłopaka, patrzył już w inną stronę...

~ o ~

Tej nocy nie mogła zasnąć. Męczyły ją jakieś dziwne sny. Obudziła się o 02:00. Za oknem denerwowały ją jakieś dźwięki. W końcu nie wytrzymała i podeszła sprawdzić co to. W oddali dostrzegła jakąś postać zmierzającą do słynnej wierzby. Miała czarny, długi płaszcz. Czyżby Snape? Nie... Po co Snape miałby tam iść. Chyba, że szedł do wrzeszczącej chaty... Chyba, że to nie był Snape... Postanowiła to sprawdzić. Fakt. Nie wolno jej było wychodzić w nocy i mogłaby chociaż kogoś obudzić, ale hej? Znała zaklęcia... no cóż, była najlepsza ze szkoły, a lepiej żeby nikt nie wiedział o tym jej nocnym wstawaniu. Po cichutku się ubrała, złapała różdżkę i powędrowała w stronę sekretnego wyjścia z pokoju wspólnego, na zewnątrz. Chłodne powietrze ją orzeźwiło. Nie przypuszczała, że będzie tak zimno. Nie poddała się jednak. Potruchtała w stronę, gdzie widziała tajemniczego mężczyznę (a przynajmniej wydawało jej się, że to mężczyzna). Tak jak myślała - wszedł do wrzeszczącej chaty. Wierzba była zaczarowana, więc bez problemu dostała się do środka. Usłyszała głosy. Nie były to przyjazne dźwięki.
- Jest tam! Chcę to zrobić. Teraz - syknął ktoś. Dziewczyna przeraziła się, bo poznała głos. 
- Nie! Fenrirze! Chcesz nas zdradzić!? Jeśli dorwiesz chłopaka, oni dorwą ciebie!
- Czarny pan czeka...
- Czarny pan chce go dorwać osobiście! Po coś tu przylazł! Ktoś może cię zobaczyć. 
- Severusie! On czeka... Czeka na ciebie - nastała chwila milczenia. Hermiona czekała i usłyszała kroki. Szybko schowała się pod schodami w nadziei, że nie zobaczą jej. Widziała Snape'a, jak wychodził z chaty, ale drugi z nich został na górze. Czekała parę minut, ale nic się nie wydarzyło. Miała wrażenie, że drugi z nich też zniknął. Odczekała jeszcze trochę, żeby się upewnić. Gdy była pewna, że na górze już nikogo nie ma, powoli wyszła z kryjówki i wchodziła po schodach. Wydawało jej się, że z każdym krokiem podłoga skrzypiała bardziej. W końcu weszła do pokoju. Z niewiadomego powodu przeszły jej ciarki po ciele. Było pusto i cicho... za cicho. Porozrzucane ubrania, stare meble. Nagle za jej plecami usłyszała trzask drzwi. Gdy się odwróciła, zobaczyła znajomą, obrzydliwą twarz.

Dziewczyna przestraszona odskoczyła do tyłu. I wypuściła różdżkę z ręki. Potwór uśmiechnął się złowieszczo.
- Hermiona Granger... No, no, no... Wiedziałem, że ktoś tu jest - zbliżał się. - Myśleliście, że to mnie spłoszy? - w ręku trzymał list gończy.


- Głupcy! Ale teraz koniec! Teraz nikt cię nie obroni... Nie ma tu żadnego rycerzyka, co? - jego paszcza znajdowała się teraz przy jej twarzy. Dziewczyna była odchylona w tył. Teraz dopiero zdawała sobie sprawę z tego, że to nie był taki dobry pomysł wychodzić samemu... I niestety on miał rację. Ni było tu nikogo. Mogła mieć tylko nadzieję, że Severus się wróci, ale i tak byłoby kiepsko, bo wyszłoby na to, że słyszała ich rozmowę... Tak czy inaczej było już po niej...

"Sekretem zdrowia, zarówno umysłu
jak i ciała, nie jest opłakiwanie
przeszłości, ani zamartwianie się
o przyszłość, lecz 
mądre życie w chwili
obecnej..."

Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział, będę dodawać raczej w soboty... Może w piątki, lub w niedziele xd. Może być też tak, że będę dodawała i w środku tygodnia tzn. poniedziałki, wtorki, środy... itp. Ale w takim razie będą króciutkie. A wy nie lubicie króciutkich :P A wiecie jak to jest :P W tym roku mam o wiele więcej nauki... :( niestety, ale jakoś to będzie. Wenę mam gdy są komentarze :D Więc piszcie, piszcie a ja też będę :D Aha i bardzo przepraszam za literówki, bo jak czytałam na komórce ten rozdział to było dużo, ale w tedy nie mogłam poprawić, a teraz ich nie znajduje xd a nie chce mi się tego czytać :P ale myślę, że da się domyśleć co tam powinno być :D Tak to jest jak piszesz i równocześnie piszesz z kimś na fb :D