Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w sprawie Samorządu Szkolnego :D Było... ok. Przedstawiliśmy się pierwszoklasistą i myślę, że niektórzy na mnie zagłosują :) Wybory i wyniki we wtorek, trzymajcie kciuki :) A teraz zapraszam w dół...
Hermiona trzymała Harry'ego za ramiona. W powietrzu czuć było niebezpieczeństwo, a w oczach uczniów było widać panikę. Nauczyciele nawet nie próbowali uch uspokajać, bo sami za bardzo byli przerażeni. W końcu na środku placu zjawił się dyrektor.
- Proszę wszystkich o uwagę! - krzyknął. - Dzisiaj lekcje zostają odwołane. Proszę udać się do dormitorium i nie wychodzić...
- Profesorze! - krzyknęła jakaś uczennica. - Czy... czy nam coś grozi?
Dumbledore spojrzał na nią. Przez chwilę się nie odzywał.
- Nic wam się nie stanie, dopóki jesteście pod moją opieką.
"Ty jesteś ten, który
narodził, się, by zginąć..."
Hermiona trzymała Harry'ego za ramiona. W powietrzu czuć było niebezpieczeństwo, a w oczach uczniów było widać panikę. Nauczyciele nawet nie próbowali uch uspokajać, bo sami za bardzo byli przerażeni. W końcu na środku placu zjawił się dyrektor.
- Proszę wszystkich o uwagę! - krzyknął. - Dzisiaj lekcje zostają odwołane. Proszę udać się do dormitorium i nie wychodzić...
- Profesorze! - krzyknęła jakaś uczennica. - Czy... czy nam coś grozi?
Dumbledore spojrzał na nią. Przez chwilę się nie odzywał.
- Nic wam się nie stanie, dopóki jesteście pod moją opieką.
~ o ~
- Ahhh... Nareszcie... - Voldemort powoli zbliżał się do kamiennej rzeźby, która ręce miała ułożone w kołysce. W tych właśnie rękach... łapach leżało owinięte niemowlę.
Czarny pan powili wziął je i rozejrzał się. Za nim stali jego słudzy. Odwrócił się gwałtownie w ich stronę.
- Kłaniać się! - wrzasnął.
Wszyscy upadli na kolana, a on wybuchł śmiechem. Po chwili się uspokoił. Teraz trzymał dziecko w jedne ręce, a drugą zaciskał na swojej czarnej różdżce. Przejechał po nich wzrokiem i wycelował w jednego z poddanych.
- Avada Kedavra!
Śmierciożerca padł martwy na ziemię.
- Glizdogonie... - powiedział, na co ten podszedł do trupa i przeciął mu gardło. Jego krew spływała do złotego kielicha. Gdy się napełnił, Glizdogon podał go swojemu panu.
- Nadszedł czas... Bello! - kobieta powoli wstała i spojrzała na niego. - Mogłabyś? - Podał jej dziecko.
- Oczywiście panie... - ukłoniła się i wzięła je. Voldemort natomiast postawił naczynie na kamiennym stole, na którym stał niewielki kociołek i coś zawiniętego w chusty. Wziął złoty sztylet i przyłożył do dłoni. Zacisnął na nim pięść i zdecydowanym ruchem pociągnął. Otworzył zaciśniętą dłoń, z której strumieniem leciała krew. Ułożył rękę nad kielichem tak, aby spływała do niego krew. - Glizdogonie! Podejdź! - rozkazał. Służący posłusznie zbliżył się. - Podaj rękę.
- Ale panie...
- Czyżbyś odmawiał? - spiorunował go wzrokiem. Służący spuścił głowę i podał mu dłoń. Złoty sztylet zabłysnął w powietrzu i jednym silnym ruchem odciął mu rękę, która trafiła do kociołka. Glizdogon zawył z bólu i skulił się.
- Kości, które dadzą ci siłę... - powiedział biorąc coś zawiniętego w chusty. Odsłonił to i wrzucił do kotła. Były to jakieś bardzo stare kości. - I krew twego ojca, która uczyni cię potężnym. - Podniósł kielich i wylał jego zawartość do naczynia. - Oraz krew sługi, abyś był niepokonany... - Voldemort wziął od Bellatrix dziecko i powoli zanurzył je w przygotowanym wywarze. - Ha... Ty jesteś ten, który powstał by umrzeć. Tyś ten, który narodził się, by zgładzić. Ty jesteś, którego będą słuchać żyjący i nieżyjący. Ty jesteś nowym początkiem i końcem. Nadaję ci imię Saitan! Narodziłeś się po to, aby panować i niszczyć. - Wyjął niemowlę, które było mokre. Wydawało się teraz trochę większe. Położył je na kamiennym stole. Wyjął różdżkę i wycelował w niego. - Berlifus! - Czarny pan właśnie wypowiedział stworzone przez siebie zaklęcie na przyśpieszenie procesów życiowych. W tej chwili usłyszeli głośny grzmot błyskawicy. W powietrzu unosiły się kawałki czarnego materiału, które zaczęły wirował wokół niemowlaka. Łączyły się ze sobą i zwiększały. Wszystko to utworzyło czarną postać, która teraz stanęła na ziemi. Po chwili wszystko opadło tworząc czarną szatę na ramionach młodego chłopaka. Młodzieniec miał czarne włosy i blada cerę.... Podniósł głowę i spojrzał na Voldemorta. Powoli otworzył usta...
- Witaj ojcze...
"I Ciebie będą
kojarzyć wszyscy.
I ciebie będą się bać...
I Ciebie będą czcić."
Sorki, że krótki, ale myślę, że niezwykły i dużo wnoszący i zmieniający postać rzeczy :D Ja piszę już kolejny rozdział i zapraszam do komentowania i głosowania :P ludźki moje kochane komentować mi tu proszę, bo to jest fajne czytać komentarze! uwielbiam to robić i się smucę, że pod każdym kolejnym rozdziałem jest coraz mniej, bo ja chciałabym, aby było jak najwięcej nas :D Nie ważne, czy anonim, czy nwm... Bolek i Lolek xd Ważne, że jesteście i że kochacie i że czytacie :*













