piątek, 12 września 2014

Rozdział 10: "Wybawiciel"

Hej małpeczki takie info :P mam aska więc wbijać skarby XD http://ask.fm/TajemniczaKsiezniczka77
i... :( Jest mi smutno, że coraz mniej komentarzy jest pod spodem :(  czyżby niektórzy już przestali mnie czytać?

,,By zachować szacunek dla samego siebie,
lepiej zniechęcić do siebie ludzi,
postępując zgodnie ze swym sumieniem,
niż zjednywać ich sobie,
 robiąc to, co
uważamy za niewłaściwe."

Hermiona otworzyła oczy. Widziała szary, troszeczkę zamazany sufit. Leżała na ziemi. Przez chwilę zastanawiała się co tutaj robi lecz szybko wszystko jej się przypomniało. Spojrzała na swoją rękę, myślała, że zobaczy tam krew... dużo krwi, ale ku jej zdziwieniu nie było nic... Powoli wstała. Zamrugała kilka razy i rozejrzała się. Nikogo nie było.
- Severus - wyszeptała, przypominając sobie, kto ją uratował. Usłyszała, że ktoś wchodzi po schodach. "A jeśli to śmirciożerca?" - pomyślała i szybko wstała rozglądając się za różdżką. Zobaczyła postać, nie było tam tego wstrętnego potwora, ale nie miała powodów do radości.
- Obudziłaś się już? - Draco Malfoy stał i trzymał nóż w ręce.



Dziewczyna przestraszyła się. Draco jest śmierciożercą! Ale dlaczego miałby jej pomagać? Chciał ją wykończyć sam? A może Severus ją uratował, tylko Malfoy mu coś zrobił? Nieważne, teraz najważniejsze było to, że on miał nóż, a ona była bezbronna. Chłopak patrzył na nią najwyraźniej czekając na odpowiedź. Zrobił jeden krok w jej stronę, a ona automatycznie się cofnęła.
- Hej, hej - powiedział gestykulując rękoma - spokojnie... Jesteś bezpieczna.
- Może mi jeszcze powiesz, że przy tobie? - rzuciła bezmyślnie. Zrobił zdziwioną minę, ale się lekko uśmiechnął. - Gdzie Severus? - zapytała.
- Severus? A niby dlaczego... Go tu nie było.
- Więc kto mnie... - przełknęła ślinę - uratował?
- No... ja. - Nie wiedziała co na to odpowiedzieć. Pomyślałaby, że kłamał, ale rzeczywiście wszystko wskazywało, że to jednak prawda.
- Gdzie moja różdżka? - wyprostowała się. Przedtem była trochę pochylona, gdyby ją zaatakował, miałaby jak zrobić unik. Malfoy wyjął z tylnej kieszeni jej własność. Podał go jej.
- Wszystko w porządku? - spojrzał na jej rękę.
- Co się stało... - miała na myśli swoją ranę. - Czy to... ty?
- Tak. Zaklęcie Volnera Sanantu.
- Dzięki. Jak się tu znalazłeś? - zapytała ciągle nie do końca mu ufając.
- Nie mogłem spać. Usłyszałem kroki i postanowiłem to sprawdzić. Wszedłem tu... Wtedy zobaczyłem śmierciożercę i ciebie. Chciał ci coś zrobić, więc... no wiesz... nie mogłem pozwolić żeby on...
- Wykończył za ciebie taką szlame jak ja? - dokończyła.
- Nie... nie to chciałem powiedzieć. - Pokiwała głową jakby mówiła: "ta... jasne... uważaj bo uwierzę.". - Słuchaj... - podszedł do niej. - Wiem, że mnie nie lubisz, ale naprawdę to JA ci pomogłem, więc... Po prostu usiądź.
- Po co?
- Bo jesteś wykończona.
- A tak właściwie to gdzie on jest.
- Związałem go i ogłuszyłem. Nie uwolni się. - Patrzyli na siebie. Obydwoje nie mieli pojęcia co zrobić, jak się zachować. - Nie powinnaś chodzić sama o tej porze.
- Mówisz tak jakbyś się martwił - zadrwiła. - Milczał.
- Ciesz się, że tu jestem bo gdyby nie ja...
- I co mnie to obchodzi! Myślisz, że jak raz zrobisz coś dobrego, to będziesz święty? Niedobrze mi się robi jak na ciebie patrzę! Więc po prostu zostaw mnie w spokoju! - dziewczyna szybko go minęła i wyszła z pokoju. Schody skrzypiały, gdy po nich schodziła. Ruszyła korytarzem, znalazła wyjście w wierzbie i w końcu znalazła się na świeżym powietrzu, lecz zaraz gdy wyszła, stanęła jak wryta. Kilka metrów przed nią stał wilkołak.


- Słuchaj wiem, że... - za jej plecami pojawił się chłopak. - Co do cholery! - krzyknął, gdy zobaczył zwierze. Złapał Hermione za ramie i przyciągnął do siebie, tym samym oddalając ją trochę od bestii.
- Nie ruszaj się... - szepnęła. - Może sobie pójdzie.
- W cuda wierzysz?! - krzyknął i łapiąc ją za rękę zaczął uciekać. - Szybciej! - pośpieszył ją. Wilkołak był tuż za nimi. O dziwo nie biegł aż tak szybko, najwyraźniej był kulawy. Gdyby tak nie było to prawdopodobnie już by nie żyli. Chłopak i dziewczyna biegli przed siebie przez krzewy i zarośla, potykali się, ale nadal nie zwalniali tępa.
- On nas zabije! Gdzie masz różdżkę! - krzyczała w biegu. Zobaczyła jak chłopak z trudem ją wyjmuje.
- Daleko jest!?
- Nie wiem... Chyba tak!
- Biegnij! - krzyknął i puścił ją. Zatrzymał się, aby dobrze wycelować, niestety Hermiona popełniła błąd mówiąc mu, że wilkołak jest daleko... wielki błąd. Gdy tylko chłopak podniósł rękę ze swoją różdżką, zwierze stało tuż przed nim i rzuciło się na niego. Swoimi pazurami podarło mu koszule. Krzyknął z bólu. Dziewczyna obróciła się. Zobaczyła chłopaka, a na nim bestię. Nie zastanawiając się ruszyła mu na pomoc. Fakt... był to Malfoy, ale nie mogła go tak zostawić. Złapała różdżkę wyrzuconą przez chłopaka i użyła odpowiedniego zaklęcia.
- Conjunctivitis! - krzyknęła, co oślepiło zwierzaka. - Expulso! - wilkołak zaskomlał i poleciał kilka metrów w tył. Granger podbiegła do Draco i klękła. -  Episkey... - chciała uleczyć jego rany, ale nie działało.
- Nie można uleczyć ran zadanych przez magiczne zwierze... - wydusił z siebie chłopak. - Nie różdżką. Idź po kogoś... - z trudem łapał oddech.
- Ale ty...
- Poradzę sobie. Idź!
Hermiona posłuchała. Popędziła najkrótszą drogą do zamku. Po kilku minutach była już na korytarzu i po ciemku biegła do szukając jakiejś żywej duszy, albo chociaż drzwi do dormitorium. Nie zwracała uwagi na krzyczące obrazy. Nagle na coś wpadał, a raczej na kogoś. Przewróciła się razem z tym kimś. Poświeciła różdżką i jej radość nie miała granic.
- Fred! - krzyknęła przytulając się do niego. Chłopak był troszkę zdziwiony. Miał poczochrane włosy i rozpiętą koszule nocną.
- Hermiona? - po chwili wstali. Dziewczyna dyszała po maratonie.
- Fred! Malfoy! On... - nie mogła złapać tchu.
- Jeszcze raz. Po woli. Uspokój się co się stało?
- No bo my... ja... zaatakował nas wilkołak i...
- Co? Wilkołak?
- Wilkołak! Zranił Draco! I on tam leży... i ja...
- Leży? Gdzie?
- Tam... - wskazała ręką. - Chodź - Hermiona znów zaczęła biec. Weasley podążał za nią. Po chwili byli już na miejscu. Wszystko było jak dawniej. Blondyn leżał na trawie, tylko było o wiele więcej krwi.
- Daj różdżkę - rozkazał rudzielec.
- Nie. Próbowałam. Trzeba go zabrać do skrzydła szpitalnego - mimowolnie się rozpłakała.
 Fred podszedł do niego i wziął go na ręce.
- Gdzie wilkołak? - zapytał.
- Jest... - rozejrzała się.
- Wstał... - wyjęczał Draco. - I uciekł.
- Może wrócić - stwierdziła. - Wilkołaki nie odpuszczają tak łatwo. Zwłaszcza, że my to jedyne pożywienie teraz...
- Pożywienie? - przestraszył się najstarszy i przyśpieszył. - Chodź Hermiona. Szybko.
Po paru minutach, które dla nich były wiecznością, znaleźli się w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey krzyknęła tylko:
- Wielkie nieba! Dzieciaki! Co mu się stało?
- Wilkołak - oznajmił Fred. - Ona też potrzebuje opieki.
- Co? - oburzyła się. - Nic mi nie jest... Fred.
- Jasne...
- No już. Koniec dyskusji. Wysyłam zaraz wiadomość do profesora Dumbledore'a i wtedy będziecie się tłumaczyć. A teraz dajcie mi pracować! No już wynocha! - kobieta zasłoniła zasłoną Malfoy'a z oby dwóch stron. Rudzielec i Granger usiedli trochę dalej.
- Jak to się stało? - zapytał.
- Długa historia... Całe szczęście, że ty nie spałeś. Gdyby nie ty...
- No już, już... - przerwał. - Jesteś wykończona. Powinnaś się położyć. Jutro mi wszystko opowiesz.
- Niech ci będzie. A ty idź spać, żeby dyrektor przynajmniej ciebie nie opieprzył.
- Jaja sobie robisz? Nigdzie nie idę. Zostaje tutaj. - Nastała chwila milczenia.
- Wiesz co...? - powiedział.
- Co?
- Ty jesteś bardziej porąbana ode mnie - zażartował.
- Ej... - udała obrażoną.
- Powiesz mi co robiłaś tak późno?
- Nie mogłam zasnąć. - W tej chwili drzwi do sali się otworzyły i wszedł dyrektor. Podszedł do nich.
- Hermiono! Nic ci nie jest? - złapał ją za ramię. Pokręciła głową. Dumbledore spojrzał na Freda i po chwili podszedł do Draco. Rozmawiał z pielęgniarką. Po paru minutach wrócił do Granger.
- Opowiedz mi jak to się stało? - powiedział.
- Ależ dyrektorze! - oburzyła się pani Pomfrey. - Niech dyrektor jej nie męczy, ona powinna odpocząć.
- No dobrze. Fredzie Weasley, ty wracaj do dormitorium...
- Ale...
- Nie myśl, że pozwolę ci tu zostać z panną Granger przez całą noc - rudzielec i gryfonka zarumienili się. - Aha... i na razie nikomu nie mów o tym co się stało.
- Tak jest... - chłopak wstał i odszedł rzucając jeszcze przelotne spojrzenie przyjaciółce.
- Odpoczywaj - powiedział profesor. - Przyjdę jutro i wszystko mi opowiesz. A teraz... zostawiam cię w dobrych rękach - zerknął na kobietę opatrującą ślizgona, na co ona się lekko uśmiechnęła. - Dobranoc.
- Do widzenia - rzuciła Hermi. Westchnęła i ułożyła się wygodniej. Po chwili pogrążyła się w głębokim śnie...

"Są takie wydarzenia, które - 
przeżyte wspólnie - muszą się
zakończyć przyjaźnią..."

- J. K. Rowling Harry Potter
 i Kamień Filozoficzny

7 komentarzy:

  1. Po prostu musisz dodać dzisiaj kolejną część ! TO Jest cudOWNE! <3 czekam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza! :D
    Nie bądź smutna, ciebie nie da się przestać czytać!
    Szczerze nie wiem co napisać :p Nie jestem w tym dobra. Ale jestem pod wrażeniem rozwoju akcji :D
    Kiedy następny?
    ~Mrs. Weasley
    P.S Przepraszam, że taki krótki komentarz :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak nie pierwsza, trudno xD
      ~Mrs. Weasley

      Usuń
    2. Jutro pomagam na biegu ulicznym od 13:00 do 18:00 jakoś mnie nie będzie. Budzę się jakoś o 10:00 może coś napisze ale jak już to nowy rozdział będzie jutro wieczorem.

      Usuń
  3. Super nievpotrafie tak ładnie pisać ale codziennie sprawdzam czy jest nowy rozdział nie martw sie super sie to czyta

    OdpowiedzUsuń
  4. Super :D Cierpliwie będę czekała na kolejne rozdziały :D Serio masz talent, zazdroszczę ;D -Flusa

    OdpowiedzUsuń
  5. Hey. Od kilku rozdzialow nie komentowalam mialam zamieszanie w szkole wiesz o co chodzi. Nigdy nie przestane czytac twojej historii b jest niezwykla niespotykana i nieprzwidywalna a ty sama masz talent i sowetnie piszesz :) jestem.bardzo zacieawiona rozwojem akcji i co bedzie dalej!!! A Draco sie jakos dzownie zachowuje...czyzby zakochal sie w Hermi? A może chce.ja do czegos wykorzystac albo No nwm ape dzownie soe zachowuje . Uratowal jej zycie! Nawet chyba Go troche polubilam ;) a Fred czemu Go tak malo ;( No ale co bys nie zrobila bedzie mi sie na pewno podobac wiec.zdaje sie na.ciebie bo wiem ze.masz.bujna wyobraznie :) i z niecierpliwoscia czekam na nexta :) i bez.wzgledu na wszystko ciagnij tego bloga.najdluzej jak mozesz ;) prosze :)
    Pozdorwionka i weny zycze ;**
    ZoZoL <333 :*

    OdpowiedzUsuń