"Przypadki to
drobne błędy w
scenariuszu naszego życia..."
- Ja <3
Był już wieczór. Hermiona odłożyła gazetę na stolik i położyła się. Chciała na tylko chwilkę odpocząć, ale była tak zmęczona, że zasnęła. Gdy się obudziła, poranne promienie słońca muskały jej delikatną skórę. Sobota. Ginny nie było w łóżku, nic dziwnego - przygotowywała się do dzisiejszego meczu. Granger wstała i ubrała się. Zeszła na śniadanie do Wielkiej Sali. Przysiadła się do Harry'ego i Nevill'a. Na przeciwko siedział George, czytając jakąś gazetę.
- Harry jak tam sprawy z... sam wiesz kim... - powiedział. - Znaczy chodzi mi o Cho! - krzyknął, gdy uświadomił sobie, co właśnie powiedział. Odłożył gazetę i spojrzał na niego.
- Nie wydzieraj się tak... - Ron właśnie usiadł obok Nevill'a. - Jak tam Harry? Niedługo mecz. Stresujesz się? Bo ja bardzo... Podobno przyjedzie sam... - dziewczynę nie bardzo ciekawiła ich rozmowa. Bardziej interesowała ją okładka gazety, którą przed chwilą trzymał w ręku George. Wyciągnęła rękę i złapała ją. Rudzielec spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Mogę? - zapytała.
- Jasne. Spodobała ci się co? To najnowszy gadżet z naszego sklepu. Pokazuje tylko te informacje, jakie interesują czytelnika. Zobacz, tu masz na przykład... kosmetyki? Serio Hermiona? Dobra nieważne... a wiesz co jest najlepsze w tej gazecie?
- Co?
- To, że...
- Cześć! - Fred podszedł do nich. Spojrzał na gazetę w ręku Hermiony. - Real Madgick? - zdziwił się widząc okładkę. - Pokaż to - szybkim ruchem złapał ją i tym samym dziewczyna poleciała w tył, nadal trzymając gazetę.
- Ał! Co jest?! - krzyknęła na wpół leżąc, na wpół siedząc na ziemi.
- O... kurde! - powiedział Fred. - George to jest gazetka przylepka???
- No...
- Fred mógłbyś ją puścić? - zdenerwowała się Granger nadal trzymając w rękach gazetę.
- No... nie.
- Co?!
- No bo... - pomógł jej wstać. - Gazetka przylepka ma takie właściwości, że gdy ktoś chce ci ją zabrać, nie może odlepić ręki. Obydwoje...
- Co? Żartujesz sobie? - dziewczyna na marne próbowała puścić gazetę.
- Chciałbym. Stworzyliśmy to po to, żeby nikt w trakcie czytania nie zabrał ci jej.
- No fajnie, ale teraz już nas rozłączcie.
- No... nie wiemy jak... - oznajmił George.
- Jak to nie wiecie? Stworzyliście coś, nie mając... antidotum? czy czegoś? - zapytał Ron.
- No nie.
- No to jakim cudem to sprzedajecie?
- Nie sprzedajemy tego - powiedział Fred. - Mój brat był na tyle głupi, że przyniósł to do szkoły! Chociaż jeszcze nie zaprezentowaliśmy tego. Chcieliśmy to zrobić jakbyśmy zrobili odklejacz.
- No ej, to ty to złapałeś - bronił się brat.
- Ale nie wiedziałem, że ona trzyma gazetkę przylepkę! Zainteresowała mnie okładka.
- To po co wyrywałeś mi ją? - Hermiona spojrzała na niego piorunującym wzrokiem.
- Bo... bo... - nie wiedział co powiedzieć. - Dobra George musimy znaleźć odklejacz. I to jak najszybciej.
- No nie licz na to tak szybko... Za godzinę mecz.
- O cholera! - krzyknął Fred. - Jak ja będę grał?
- Nie będziesz - powiedział George. - Znajdziemy kogoś innego na twoje miejsce.
- CO?
- No... cóż, Hermiono - zwrócił się do dziewczyny. - Jesteś skazana na cały dzień z moim bratem.
- A nie możecie poprosić nauczycieli o pomoc? - zapytała, na co wybuchnęli śmiechem.
- Ty poważna jesteś? - zapytał Fred.
- No co?
- Dobra! - George wstał. - Ron, Harry! Idziemy na trening. A wam życzę powodzenia - uśmiechnął się. - Papa... - chłopak wyszedł z ławki i skierował się w stronę drzwi. Ron i Harry też wstali.
- Współczuję... - powiedział Ron i razem z Harry'm poszli. Fred i Hermiona stali obok siebie trzymając gazetę w rękach.
- No to bosko... - powiedział, na co ona tylko spiorunowała go wzrokiem, nie pierwszy i nie ostatni raz...
~ o ~
Pół godziny później Fred i Hermiona szli przez korytarz trzymając w ręku gazetę. Było prawie pusto, bo wszyscy byli na meczu Quidditcha, który za kilka minut miał się zacząć. Oni niestety odpuścili go sobie. Teraz kłócili się ze sobą co będą robić.
- Idziemy do biblioteki! - mówiła Hermi.
- No chyba nie. Idziemy... gdzieś indziej.
- Niby gdzie?
- Nie wiem, ale na pewno nie do tej... wysysarni...
- Aha? To znaczy?
- Nie wiem. Chodź się przejść.
- No ok... i tak nie mam wyboru, jesteś silniejszy.
- No właśnie, więc chodź.
Dziewczyna i chłopak poszli na kamienny most. Szli powoli i rozmawiali.
- Więc...? Jak tam z... Angeliną? - zapytała nie wiedząc o czym gadać.
- Ah... szkoda gadać. Jest smutna i tyle. Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiła do tego.
- Ile byliście razem? - szczerze to ją w ogóle nie obchodziło.
- Rok i parę miesięcy. Ale nie gadajmy o tym ok? - pokiwała głową. - A jak tam u ciebie?
- Martwię się tą informacją z ministerstwa. Jaką broń może mieć Voldemort?
- Nie mam pojęcia, ale cokolwiek by to nie było poradzimy sobie. Razem.
- Jasne... - uśmiechnęła się lekko. - Jednak mam takie dziwne przeczucie... Boję się.
- Nie masz czego - zatrzymał się i objął ją. Była trochę zdziwiona. Fred uświadomił sobie, że to co zrobił było głupie i szybko się odsunął. Zarumienił się, bo to też było głupie. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić. Stała przed nim patrząc na niego.
- Dobra... Więc? Wiesz może kim mnie zastąpili? - powiedział.
- Nie wiem. Ale wiem, że gra Cho...
- Cho i Harry? Serio? Oni razem na boisku? - zapytał.
- A dlaczego niby nie?
- No bo jak się na siebie zapatrzą, to mogą dostać tłuczkiem. - Ruszyli dalej. - A Irlandia jest silna. Szybka. Zakład, że przegramy?
- No jasne, że tak, bo przecież nie ma ciebie na boisku... - zauważyła, że się zarumienił. Czyżby przez to co powiedziała?
- No a jak inaczej? Haha - roześmiał się, ale zaraz spoważniał. - Harry!!! - krzyknął i spojrzał na nią. - Dostał od nas to pudełko na urodziny! Jest tam eliksir, który powoduje, że wszystkie magiczne przyrządy tracą swoją moc!
- Serio? - zapytała trochę rozczarowana, bo fajnie tak było z nim chodzić prawie, że trzymając się za rękę. - No to na co jeszcze czekamy?
- Chodź! - pociągnął ją ku zamkowi. Po paru minutach byli w pokoju wspólnym Griffindoru. Zmierzali do pokoju Harry'ego. Otworzyli drzwi i od razu zobaczyli niewielką skrzynkę, która leżała pod łóżkiem. Otworzyli ją i zaczęli czytać napisy na etykietkach.
- Nie ma... - powiedziała dziewczyna.
- Musiał ją gdzieś odłożyć, albo zużyć - Fred wstał. - Jest! - zauważył niewielki flakonik, stojący na komodzie. Podeszli do niego i wzięli go. Chłopak otworzył zawartość i zrobił coś, dzięki czemu oboje mogli puścić gazetę. Tylko Fred był szczęśliwy.
- Co jest? - zapytał.
- Czy dzisiaj rano przyszła nowa poczta? - powiedziała wpatrując się w coś na komodzie.
- Tak, czemu? - patrzył na jej oczy. - Nikt pewnie nie czytał, bo wszyscy poszli na mecz. Czemu Hermi? - spojrzał tam gdzie ona i już widział. Obydwoje patrzyli na najnowszą gazetę, której nagłówek brzmiał: "Tajemnicza broń Czarnego Pana odkryta!"
- Idziemy do biblioteki! - mówiła Hermi.
- No chyba nie. Idziemy... gdzieś indziej.
- Niby gdzie?
- Nie wiem, ale na pewno nie do tej... wysysarni...
- Aha? To znaczy?
- Nie wiem. Chodź się przejść.
- No ok... i tak nie mam wyboru, jesteś silniejszy.
- No właśnie, więc chodź.
Dziewczyna i chłopak poszli na kamienny most. Szli powoli i rozmawiali.
- Więc...? Jak tam z... Angeliną? - zapytała nie wiedząc o czym gadać.
- Ah... szkoda gadać. Jest smutna i tyle. Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiła do tego.
- Ile byliście razem? - szczerze to ją w ogóle nie obchodziło.
- Rok i parę miesięcy. Ale nie gadajmy o tym ok? - pokiwała głową. - A jak tam u ciebie?
- Martwię się tą informacją z ministerstwa. Jaką broń może mieć Voldemort?
- Nie mam pojęcia, ale cokolwiek by to nie było poradzimy sobie. Razem.
- Jasne... - uśmiechnęła się lekko. - Jednak mam takie dziwne przeczucie... Boję się.
- Nie masz czego - zatrzymał się i objął ją. Była trochę zdziwiona. Fred uświadomił sobie, że to co zrobił było głupie i szybko się odsunął. Zarumienił się, bo to też było głupie. Dziewczyna nie wiedziała co ma zrobić. Stała przed nim patrząc na niego.
- Dobra... Więc? Wiesz może kim mnie zastąpili? - powiedział.
- Nie wiem. Ale wiem, że gra Cho...
- Cho i Harry? Serio? Oni razem na boisku? - zapytał.
- A dlaczego niby nie?
- No bo jak się na siebie zapatrzą, to mogą dostać tłuczkiem. - Ruszyli dalej. - A Irlandia jest silna. Szybka. Zakład, że przegramy?
- No jasne, że tak, bo przecież nie ma ciebie na boisku... - zauważyła, że się zarumienił. Czyżby przez to co powiedziała?
- No a jak inaczej? Haha - roześmiał się, ale zaraz spoważniał. - Harry!!! - krzyknął i spojrzał na nią. - Dostał od nas to pudełko na urodziny! Jest tam eliksir, który powoduje, że wszystkie magiczne przyrządy tracą swoją moc!
- Serio? - zapytała trochę rozczarowana, bo fajnie tak było z nim chodzić prawie, że trzymając się za rękę. - No to na co jeszcze czekamy?
- Chodź! - pociągnął ją ku zamkowi. Po paru minutach byli w pokoju wspólnym Griffindoru. Zmierzali do pokoju Harry'ego. Otworzyli drzwi i od razu zobaczyli niewielką skrzynkę, która leżała pod łóżkiem. Otworzyli ją i zaczęli czytać napisy na etykietkach.
- Nie ma... - powiedziała dziewczyna.
- Musiał ją gdzieś odłożyć, albo zużyć - Fred wstał. - Jest! - zauważył niewielki flakonik, stojący na komodzie. Podeszli do niego i wzięli go. Chłopak otworzył zawartość i zrobił coś, dzięki czemu oboje mogli puścić gazetę. Tylko Fred był szczęśliwy.
- Co jest? - zapytał.
- Czy dzisiaj rano przyszła nowa poczta? - powiedziała wpatrując się w coś na komodzie.
- Tak, czemu? - patrzył na jej oczy. - Nikt pewnie nie czytał, bo wszyscy poszli na mecz. Czemu Hermi? - spojrzał tam gdzie ona i już widział. Obydwoje patrzyli na najnowszą gazetę, której nagłówek brzmiał: "Tajemnicza broń Czarnego Pana odkryta!"
"A co jeśli
największe zło
wychowa nowe zło...
które okaże się jeszcze gorsze?"
- Ja
Uwielbiam te wątki czy sceny miłosne sama nie wiem jak to nazwać moje słownictwo nie jest tak bogate jak twoje zazrdosze Ci tego ale uwielbiam ten blog przynajmniej moge przez chwile zapomnieć o moich problemach i dać się ponieść fantazji prosze dodaj w ten weekend jeszcze 1 albo nawet więcej rozdziałów, wiem że nie masz czasu i masz inne sprawy na głowie, rozumie Cię doskonale serdecznie pozdrawiam
OdpowiedzUsuń~Madzik
Dziękuję :) właśnie siedzę i piszę następny, także myślę, że na jutro będzie gotowy :)
UsuńJakis taki inny niz zwykle dzowny cos soe stalo?
OdpowiedzUsuńMilka
Super że piszesz. Masz talent. Rozdział nie był dziwny tylko wyjątkowy
OdpowiedzUsuń~Madzik