"I przychodzi taki czas,
kiedy siadasz i mówisz:
I tak jest źle... I tak jest niedobrze...
I tak nie będzie lepiej..."
Dziewczyna wzięła gazetę w ręce i zaczęła czytać na głos.
- Przerażająca broń Czarnego Pana wreszcie odkryta. Ministerstwo wyciągnęło od śmierciożerców informacje, że Czarny Pan spodziewa się potomka! - spojrzała na Freda i znów na gazetę. - Z tego, co powiedzieli jego słudzy, to syn, który będzie potężniejszy od swego ojca. Podobno zostało już niewiele czasu do narodzin! Informacje są jak najbardziej prawdziwe, bo zostały uzyskane dzięki eliksirowi prawdy. Jeżeli dojdzie do narodzin zła wcielonego, czeka nas zagłada. I nawet wybraniec nie będzie nam w stanie pomóc. Ministerstwo staje na głowie, aby odnaleźć matkę i ją zabić... Za nim już będzie za późno. Choć jak twierdzą śmierciożercy dziecko narodzi się tak samo jak ich pan! Data narodzin nie jest do końca znana, ale ma to nastąpić już za kilka dni. Czy to nasz koniec? - dziewczyna skończyła czytać i spojrzała na rudzielca. - Co?!?!? To niemożliwe... ale... - chłopak nic nie mówił, nie wiedział co. Ona też. - Czy oni wiedzą?
- Chyba nie. Poczta przyszła niedawno. Gdy szliśmy przez kamienny most, widziałem odlatujące sowy. Pewnie skrzaty poroznosiły paczki do pokoi. Czasem tak robią...
- Skrytka Bellatrix! Czy nie uważasz, że to ma z tym związek? Może to właśnie tam... to się stanie?
- Co? Hermiono musimy czekać, aż skończy się mecz. Zobaczymy co na to Dumbledore.
Dziewczyna i chłopak przez cały czas myśleli nad tym, czego się dowiedzieli. Nie umieli teraz zająć się innymi rzeczami. Voldemort był najgorszym stworzeniem jakie znali, a teraz? Ma być coś jeszcze gorszego? Po dwóch godzinach drzwi do pokoju się otworzyły.
- Fred! Hermi! Co tu robicie? - zapytał zdziwiony Neville. - Wygraliśmy mecz!
- Neville? Czy wszyscy już wrócili? - zapytali szybko wstając.
- No nie wiem... ale... - Fred i Granger wyminęli go i wybiegli z pokoju, a on spojrzał na gazetę leżącą na podłodze. Podniósł ją i przeczytał otwartą stronę. - O HOLIPKA!!!
~ o ~
Siedział w fotelu i głaskał swojego węża, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść - powiedział nie przerywając. Do pomieszczenia wszedł mały, karłowaty mężczyzna, przypominający szczura, bez jednego palca.
- Panie... - w ręku trzymał gazetę. - Oni już wiedzą... - podsunął mu ją. Voldemort spojrzał i przeczytał nagłówek.
- Wyjdź! - rozkazał wyrywając mu ją. Glizdogon uchylił się i wycofał. - Nagini... - powiedział spokojnie z uśmiechem. - Zaczyna się... Idź tam i dopilnuj, aby mojemu synowi nic się nie przytrafiło. - Wąż zasyczał i zniknął.
~ o ~
- Harry! - powiedziała Hermiona patrząc na przyjaciela, trzymającego w rękach gazetę. - No powiedz coś!
- A co mam powiedzieć Hermiona! - w tej chwili do pokoju wszedł dyrektor.
- Harry! - krzyknął. - Harry tutaj jesteś. - Spojrzał na gazetę. - Czyli już wiesz? Harry nie musisz się niepokoić, tutaj jesteś bezpieczny.
- Panie profesorze... Czy myśli pan, że ministerstwo zapobiegnie temu... - zapytała Granger.
- Panno Granger wiem, że wszyscy zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby nic wam się nie stało. To mogę wam wszystkim obiecać. A teraz udajcie się wszyscy do wielkiej sali, muszę coś ogłosić.
Po kilku minutach Harry, Hermiona, Neville, Fred, George, Ginny i Ron byli razem ze wszystkimi uczniami w sali. Dumbledore wszedł na mówinicę i powiedział:
- Dobrze wiecie, dlaczego was tu zebrałem. Pewnie wszyscy już wiedzą, że Czarny Pan ma broń, którą może zniszczyć nas wszystkich. Niestety, ale w tej sytuacji jestem zmuszony zmienić nieco zasady. Po pierwsze nie ma wychodzenia po za mury szkoły! Wszystkie lekcje, które dotychczas odbywały się na świeżym powietrzu, zostają odwołane! Nie będzie już meczy! - na sali dało się słyszeć jęki uczniów. - Bardzo mi przykro, ale takie zasady wprowadziło ministerstwo. Chcę abyście wiedzieli, że cokolwiek się wydarzy... tutaj. W HOGWARCIE, jesteście bezpieczni. Plan lekcji zostanie nieco zmieniony. Od dzisiaj będzie więcej lekcji o zaklęciach. Jeżeli dojdzie do najgorszego... Musicie wiedzieć jak się bronić. To na tyle. Szkoła zostanie objęta wszelkimi środkami obrony. Nie będzie świętowania zwycięstwa... Wieczerza będzie wcześniej niż zwykle. A teraz rozejść się!
Uczniowie zwrócili się w kierunku wyjścia...
Uczniowie zwrócili się w kierunku wyjścia...
~ o ~
Dwa dni później wszystko wydawało by się takie normalne, jak zawsze... Hermiona skupiła się na nauce, próbując nie myśleć o reszcie, chociaż czasem przyłapywała się na tym, że zerkała na Freda. On z kolei, razem z bratem rozkręcali biznes i robili żarty. Ron nawrzeszczał na nich po tym ostatnim ze Severusem. Dostało mu się i to bardzo... Tylko Harry myślał non stop o tajemniczej broni Lorda Voldemorta... no i o Cho. Właśnie siedział na lekcji z profesor Trelawney - wróżbiarstwo. Tym razem to on, a nie Ron zdziwił się, kiedy Hermiona się tam zjawiła. Odpowiadała na pytanie dotyczące wróżenia z kart. Harry zobaczył jak za oknem zbierają się ciemne chmury. Rozejrzał się po klasie i spostrzegł, że nie tylko on wygląda za okno. Widząc, że prawie wszyscy uczniowie patrzą w jedną stronę, nauczycielka też spojrzała. Wciągnęła gwałtownie powietrze. Każdy kto miał oczy, wiedział, że nie były to zwykłe chmury... W dodatku niebo stawało się bardzo szybko czarne.
Nauczycielka nie wiedziała co zrobić. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Stała i coś tak jąkała.
- Dzie... dzieci - mówiła. Kilka osób wstało i powędrowało w kierunku wyjścia, a reszta zrobiła to samo. - Dzieci! Gdzie idziecie! - krzyczała za nimi, a raczej mówiła, bo krzyczeć to ona chyba nie potrafiła. - Proszę wracać do klasy - Ciągnęła, ale nikt jej nie słyszał, dlatego szybko podążyła za nimi. Zatrzymali się na placu głównym, gdzie była już chyba cała szkoła wraz z nauczycielami. Wszyscy patrzyli w górę, na niebo. Dało się słyszeć grzmoty błyskawic. Nagle jedna z nich, wielka, potężna i jasna rozpruła niebo, i nagle pojawił się znak... Czarnego Pana.
Harry złapał się za czoło i upadł na kolana. Hermiona szybko do niego podbiegła, ale w tej chwili do jej uszu dobiegł straszliwy dźwięk. Ktoś szeptał, ale było to straszliwy, prawie, że syczący głos. Unosił się jakby nad nimi, w chmurach. Wszyscy go słyszeli. Mówił tylko jedno słowo "Nadchodzi..." po chwili dało się słyszeć płacz dziecka, ale nie taki normalny, słodki, tylko taki, jak ryk jakiegoś dzikiego zwierzęcia... Bestii.
"The worst words are:
It's too late..."
- Najgorsze słowa to:
Jest już za późno..."
PLIS PLIS PLIS KOMENTUJCIE :) i głosujcie, polecajcie bloga, jak wam się podoba :) żeby było nas jak najwięcej, bo potem możemy zrobić taką fajną akcję, xd ale jak nas będzie dużo to wam powiem :) Chciałabym, abyście kochały mojego bloga i żyły nim, bo ja nim żyję i przepraszam, że czasem jest jeden rozdział gorszy niż poprzedni, ale no... :(( UWIERZCIE, że staram się jak mogę dla was, poświęcam się, dla bloga bo go KOCHAM :) i kocham moje czytelniczki też !!! :D





Świetny rozdział! :3
OdpowiedzUsuńNie słyszałam i nie spotkałam się z czymś takim jak wątek syna Lorda Voldemorta. Ciekawy pomysł, wszystko dobrze i wyraziście opisane. Niczego mi w tej notce nie brakuje. Myślę, że Hermiona miała rację z tą skrytką Bellatrix w banku. To tam na pewno narodził się jego syn. Wracając do poprzedniego rozdziału, również był cudowny i co najważniejsze wątek z tą gazetką nieziemski! Fajnie, że to akurat Freda i Hermionę skleiło :D
Pozdrawiam i życzę weny :)
Już nie mogę się doczekać co dalej jak czytałam omal nie spadłam z krzesła :D jest boski, kocham twojego bloga i ciebie jesteś niesamowita czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuń~Madzik
A kiedy następny rozdział ? Nie mogę się doczekać :*
OdpowiedzUsuń~Madzik